Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olga Rudnicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olga Rudnicka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 października 2016

Grozi śmiechem :)

"Granat poproszę!"
Olga Rudnicka


Wiadomo, że grom z jasnego nieba zawsze pojawia się wtedy gdy się go nikt lub prawie nikt nie spodziewa. Taka jego natura i urok, chociaż dla wielu bywa on sprawą co najmniej kontrowersyjną, pozostawia po sobie niezapomniany ślad. Czasem jest impulsem do niecodziennych działań i początkiem niezwykłych wydarzeń, a potem już nic nie jest takie jak było, na szczęście dla jednych i niestety dla drugich. Po prostu trzeba nauczyć się egzystować w nowej rzeczywistości, gdzie co i rusz pojawiają się niespodzianki, niekiedy dość kontrowersyjne.

Los bywa niesprawiedliwy, powiedzmy sobie to jasno jest nawet zjawiskiem bardzo złośliwym obdarzając pewne osoby słusznym wzrostem innym dając go o wiele mniej. Nic dziwnego, że potem człowiek patrzy na innych przez pryzmat tych nieszczęsnych centymetrów, brakujących lub nadmiarowych. Jednak przychodzi moment kiedy schodzą one na ciut dalszy plan, bo okazuje się, iż szanowny małżonek zrejterował z rodzinnego gniazda i jak gdyby tego było mało, głośno jeszcze oznajmia swoje plany na przyszłość. Nie ma w nich miejsca oczywiści na dotychczasową małżonkę, nie jest ono ,też wakatem gdyż cichaczem zostało zajęte przez nieznaną femme fatale, młodszą i wyższą na dodatek. Co jak co, ale Emilia Przecinek takiego scenariusza nie przewidziała, a wyobraźnię ma ogromną, w końcu jest autorką romantycznych powieści. Jak do tego mogło dojść? Pewne szczegóły wiarołomny zdradził, reszty trzeba się domyśleć, niestety czasu na rozważania zbytnio nie ma, bo rodziną należy się zająć i jeszcze nową książkę napisać! Z obłoków trzeba na ziemię zejść i zająć się ogarnianiem całego tego chaosu, zadanie to nie jest proste, szczególnie gdy tuż obok jest wygadana córka i syn, obaj w wieku nastoletnim oraz własna matka i osobista teściowa. Czym zająć się w pierwszej kolejności? Tu służy radą latorośl, nader rozsądna i bezkompromisowa, tudzież nie kryjąca swoich opinii i dobrych rad. No i są jeszcze dwie starsze panie, które nie zamierzają stać obok i się nie wtrącać, jak by nie było ich życiowa "mądrość" może być "przydatna". Dotychczas Emilia żyła w błogiej nieświadomości co do zbyt wielu spraw, nadszedł czas by się zabrać do pracy czyli przede wszystkim rozmówić się z nie tak już osobistym małżonkiem, w międzyczasie oczywiście dbając o karierę pisarską. Jak by tego było mało przyplątał się jeszcze trup, nie taki z przysłowiowej szafy, lecz najprawdziwszy z prawdziwych i policja na dodatek, czyli również dochodzenie spada na głowę Emilii i jej bliskich. Przyplątuje się ponadto zdradziecki mąż i wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, a tu na dodatek  pisać powinno się o sercowych perypetiach nieistniejących, nie licząc głowy autorki, postaci. Czy tego aby nie za dużo na jedną osobę, nawet gdy ma do pomocy dwie, dość upiorne, matki, nastolatków i węszącą parę policjantów, że o pewnym zdrajcy się nie wspomni się?

Podobno od przybytku głowa nie boli, jednak nie dotyczy to raczej tego chaosu, który właśnie jest udziałem pani Przecinek. Co nas nie zabije to nas wzmocni, a to czego nie powie się stróżom prawa tylko pomoże w egzystencjalnych porządkach. Emilia jako autorka chwytających za serce opowieści radziła sobie dobrze, lecz przed nią pojawiło się zadanie całkiem innego kalibru, czy da sobie radę tam gdzie liczy się spryt, zimna krew i odporność na "dobre" rady rodzicielek?

Na okładce książki "Granat poproszę" powinno być ostrzeżenie, że lektura tej historii powoduje bardzo częste wybuchy niekontrolowanego śmiechu. Co na przykład może skutkować dziwnymi spojrzeniami współpasażerów, bliskich nie, bo widząc na obwolucie imię i nazwisko autorki wiedzą dlaczego humor rzeczonego czytelnika jest aż tak pozytywny. Talent komediowy Olgi Rudnickiej znowu dał o sobie znać, oczywiście doprawiony nutą sensacji i niesamowitymi bohaterami. Zbrodnia, zdrada i zamieszanie, te trzy słowa nie oddają w pełni fabuły, ale przybliżają ją moim zdaniem doskonale, chociaż ich prawdziwe znaczenie poznaje się w trakcie czytania. "Granat poproszę" to jeden z najlepszych leków na jesienne wahania nastroju, skuteczniejszy niż czekolada, zresztą sprawdzi się także w czasie innych porach roku i sytuacjach, kiedy trzeba podnieść sobie poziom serotoniny i to w szybkim czasie. Perypetie Emilii Przecinek są jedyne w swoim rodzaju, chociaż niektóre pewnie przydarzyły się niejednemu z nas. Kibicowanie głównej bohaterce rozpoczyna się bardzo szybko i trwa do ostatniej kartki, oprócz niej są też i inne postacie zapadające w pamięć, pomimo drugoplanowej roli są dopracowane w każdym szczególe. Pozostaje jeszcze wątek kryminalny, jaki nie został ot tak sobie dołączony fabuły, lecz zręcznie wpleciono go w poszczególne wątki tak by zaskoczył efektem końcowym. Olga Rudnicka pokazała po raz kolejny, że posiada wcale nie tak częsty dar opowiadania z ogromną dozą humoru o sprawach kojarzonych raczej nie ze śmiechem.

Za możliwość przeczytania książki

dziękuję 
 
portalowi CPA
i
wyd. Prószyński i S-ka
 
 



środa, 23 marca 2016

Wisteria Lane może się schować

"Były sobie świnki trzy"
Olga Rudnicka


Życie nie jest sprawiedliwe, a przynajmniej takie odczucie ma wielu. Zamiast spokojnie sobie egzystować człowiek musi wciąż mieć się na baczności, spełniać oczekiwania otoczenia - mniej lub bardziej, no i oczywiście skarżyć się na swój los nie może. Za to innym podsuwa się wszystko pod nos, nie liczą się z uczuciami i jeszcze mają pretensje o byle drobnostkę. Niestety los bywa przewrotny, nadzwyczaj złośliwy i głuchy na ludzkie prośby, groźby, lecz czasem spełnia życzenia - oczywiście w najmniej spodziewanym momencie.

Leżeć i pachnieć, to wcale nie jest łatwe zajęcie, co więcej jedno i drugie wymaga ogromnego samozaparcia, żelaznej dyscypliny, taktu na poziomie dyplomacji międzynarodowej oraz przede wszystkim nieustannego gryzienia się w język. Martusia, Kama i Jolka posiadają doświadczenie w tym zakresie ogromne, mogłyby pewnie napisać bestsellerowy poradnik, ale niestety twórczość literacka wymaga czasu, a tego u nich jak na lekarstwo. W końcu są żonami swych mężów, co jest zajęciem pełnoetatowym i to jeszcze z nielimitowanymi nadgodzinami. Oczywiście z daleka, czasem nawet z bliska, nie widać wkładanego przez małżonki trudu w utrzymaniu zdobytego status quo. Szkoda, że lata lecą tak szybko, ostatnio aż za szybko, ponieważ pojawia się problem z ewentualnym nowszym modelem połowicy przy małżonku. Czyżby wszelkie wyrzeczenia były na nic i przede wwygodne życie miało się skończyć? Co to to nie! Po prostu nie wchodzi w rachubę, nie jest brane pod uwagę, w ogóle to przerażająca myśl. Ta ostatnia jednak zdążyła zakiełkować w trzech umysłach, od tego krok do pewnego pomysłu, równie brutalnego jak idea wymiany żony. Panie nawykłe są do działania, szczególnie gdy idzie o coś tak fundamentalnego jak utrzymanie stadła małżeńskiego, i od razu zaczynają przygotowywać odpowiedni plan, a raczej plany, bo drani jest trzech. Zmiana stanu cywilnego na wdowi wcale nie jest przecież złą opcją, zwłaszcza kiedy trzeba mieć na uwadze życiowy błąd w postaci intercyzy - niekorzystnej naturalnie dla płci żeńskiej. Poniesione nakłady osobiste są o wiele większe niż pozyskane zasoby, więc panowie drżyjcie. Jak to bywa los wtrąca swoje trzy grosze czyli Kama, Jolka i Martusia chcąc nie chcąc są zmuszone do korekty swoich zamierzeń, co rodzi ferment, chaos i przede wszystkim improwizację godną Oskara. Po prostu przeznaczenie zawzięło się na trzy przyjaciółki, ściągając na ich dość niewinne głowy "spełnienie" wypowiedzianych marzeń. No i bądź tu kobieto mądra kiedy trzeba ciągle dostosować się do co i rusz pojawiających się niespodzianek. Ile można grać bez porządnego scenariusza? Zostać bogatą wdową wcale nie jest tak łatwo, o nie! Co się trzeba nakombinować, poodkręcać pewne sprawy, nagimnastykować umysłowo i fizycznie, nawymyślać by w ostatecznym rozrachunku ... dalej musieć kombinować. Skaranie boskie z tymi mężami i tyle!

Książki Olgi Rudnickiej zawsze są dla mnie lekturą, którą mogę polecić w tak zwane ciemno. Tym razem autorka oddała w ręce czytelników komedię kryminalną pod tytułem "Były sobie świnki trzy" i zagwarantowała ogromną porcję komizmu oraz niezwykle celnych spostrzeżeń dotyczących współczesnego społeczeństwa oraz kontaktów międzyludzkich. Nie można nie wspomnieć o wątkach satyrycznych, wcale nie ukrytych i dobrze dobranych do fabuły, współgrających z kolejnymi perypetiami postaci. Pozostaje jeszcze kwestia motywu głównego oraz bohaterek i bohaterów. Ten pierwszy dla mnie jest spod znaku czarnego humoru kryminalnego, zręcznie spełniającego funkcję kanwy dla historii może i wydającej się niektórym dość nieprawdopodobnej, lecz wcale nie aż tak rzadkiej. Panie z Wisteria Lane mogłyby się nauczyć tego i owego, a nawet o wiele więcej od Jolki, Kamy i Martusi. Trzeba przyznać, że panie zostały obdarzone nieograniczoną wyobraźnią i pomysłowością oraz nadaniem nowego znaczenia słowom "po trupach do celu". Olga Rudnicka potrafi rozbawić oraz pokazać pewne sytuacje z całkiem nowej perspektywy.
Za możliwość przeczytania książki

dziękuję portalowi CPA 

                                                            oraz 

                                               wyd. Prószyński i S-ka

sobota, 7 listopada 2015

Piękny drań i jego sprawki

"Diabli nadali"
Olga Rudnicka


Diabeł jest bezczelny, sprytny, za nic ma jakiekolwiek zasady, zmusić go do czegokolwiek nie sposób, wszystko robi po swojemu i nie przejmuje się nikim i niczym ... Na dodatek w pewnych konkretnych przypadkach jest szatansko przystojny i wykorzystuje to w każdej sytuacji. Jedni go nienawidzą, inni kochają lub wręcz pożądają, są zaciekawieni i zaintrygowani jego osobą, ale obojętność nie wchodzi w grę. Po prostu Diabeł jest jedyny w swoim rodzaju i nawet po śmierci sprawia kłopoty!

Po prostu nie żyje, ot tak sobie z dnia na dzień "pozwolił" sobie opuścić ziemski padół, a na dodatek nadal stwarza problemy drań jeden. Pomyślałby kto, że w końcu zapanuje błogi spokój i zwykła codzienność, nic z tego. Łotr nadal jest w centrum uwagi i powoduje zamieszanie wcale nie mniejsze niż za życia. Monika Kapuśnik odczuła to na własnej skórze, chociaż po tym osobniku można spodziewać się wszystkiego i właśnie teraz owo "wszystko" skumulowało się właśnie na niej. Dagmar Różyk vel Diabeł został znaleziony martwy w swoim biurze, przez własną sekretarkę i to w dość zaskakujących, by nie rzec kompromitujących, okolicznościach. Policja bierze się dziarsko za dochodzenie w sprawie morderstwa, bo szybko okazuje się, iż pan Różyk dobrowolnie ze śmiercią się nie spotkał. Pytanie więc rodzi się samo - kto zabił? Podejrzanych jest dużo: po pierwsze cała rzesza pań, którymi wdziękami cieszył się denat, po drugie zazdrośni mężowie, kochankowie, ojcowie, bracie, itede oraz itepe, tychże przedstawicielek płci pięknej, ale tak po prawdzie to idealny kandydat zostaje odnaleziony w o wiele bliższym otoczeniu zamordowanego. Jednak Monika ma własną przypuszczenia i nie zamierza czekać na efekty pracy policjantów, jako asystentka Dagmara znała go "ciut" lepiej niż cała reszta. Oczywiście była to znajomość całkowicie służbowa, chociaż przy takim szefie praca wykraczała poza ramy typowej relacji, a plotki biurowe nie zawsze mają pokrycie w rzeczywistości, by gdyby wierzyć im aż strach by się bać. Jednak w tym momencie najważniejsza jest sprawa morderstwa Różyka, a Kapuśnik ma własnego podejrzanego numer jeden, Zdzira lub jak kto woli pewna pani dyrektor pasuje do tej określenia jak mało kto. Niejedno ma na sumieniu Zdzi ... to znaczy Magdy W., lecz jak na razie brak twardych dowodów przeciwko niej, ale poszlak jest wiele, no a nagłe zniknięcie również nie działa na korzyść tej kobiety. Niestety Dagmar zawsze sprawiał problemy i nic w tej kwestii nie zmieniło się po jego "ostatnim" występie. Czy Monika da sobie radę z policją, prywatnym dochodzeniem i przede wszystkim z szefem z piekła rodem oraz jego tajemnicami?

Dziewczyna wplątała się w coś czego nie była do końca świadoma, a to dopiero początek jej perypetii z Diabłem, stróżami prawa - zwłaszcza z Mateuszem Jankowskim, przystojnym adeptem policyjnego fachu oraz ... własną rodziną i pewną Zdzirą! Ale od czego zapał, doświadczenie zdobyte podczas pracy z diabelskim szefem w korporacyjnym piekiełku i dobre rady seniora rodu Kapuśnika. Panna Monika zaprawiona w bojach stawi czoła wszystkim i wszystkiemu co spotka na swej drodze, a niespodzianek i to dość dramatycznych los nie zamierza jej oszczędzić.

Po pierwszej przeczytanej książce Olgi Rudnickiej każdą kolejną biorę w ciemno, bez wahania i chwili zastanowienia. Z "Diabli nadali" nie było inaczej i okazało się, iż lektura znowu pochłonęła mnie bez reszty, chociaż z powodów mało ode mnie zależnych musiała być rozłożona na raty - bo praca, bo trzeba było wysiąść na przystanku (poczucie obowiązku niestety czasem odzywa się w najbardziej intrygującym momencie czytania), bo ... No, ale dawkowanie również ma jakieś dobre strony - na przykład wzrost apetytu na to co będzie dalej, a dalej było niezwykle ciekawie i pomysłowo oraz diabelnie śmiesznie. Autorka nie zawiodła pod względem rozwoju fabuły oraz doboru bohaterów, zaskakująca akcja dorównywała postaciom, które wiele miały w zanadrzu, w szczególności pewien Diabeł i jego wierna wspólniczka. Czekam już na kolejną książkę Olgi Rudnickiej i chociaż zakończenie "Diabli nadali" raczej nie zapowiada kontynuacji, to gdyby takowa powstawała byłabym jej niezwykle ciekawa ;)

Za możliwość przeczytania książki
dziękuję portalowi CPA 
                                                               oraz 
                                                 wyd. Prószyński i S-ka
 

poniedziałek, 23 lutego 2015

Natalie nie dają za wygraną

"Do trzech razy Natalie"
Olga Rudnicka


Z kobietami lepiej nie zadzierać, w szczególności z tymi o imieniu Natalia. Jeżeli w dodatku jest ich pięć to trzeba bardzo uważać. Zawsze znajdują się w centrum wydarzeń, nawet gdy wypoczywają …

Wybaczyć i zapomnieć? Żadna z sióstr Sucharskich nigdy nie puszcza w niepamięć faux pas lub innych przewinień, a odpuszczanie win, mniejszych i większych, także rzadko zaprzątają sobie głowę. Ich siła tkwi w siostrzanej miłości, czasem trochę kolczastej i wyboistej, lecz trwałej jak nic innego na świecie. Natalii pięć od kilku lat tworzy rodzinną sztamę jakiej wielu mogłoby im pozazdrościć. Zresztą kilku śmiałkom przyszło się z nią oraz nimi zmierzyć i to z łatwo przewidywanym skutkiem. Jednak czasem ktoś zapomni czym grozi zlekceważenie zasad i wtedy dopiero zaczyna się zabawa na całego! Kara musi być i to dotkliwa oraz natychmiastowa, nie ma odroczenia lub zawieszenia. Gdy na dodatek pięciu panów zgrzeszy to z dnia na dzień Sucharskie znikają z domowego krajobrazu pozostawiając po sobie niedowierzanie, ogromne zaskoczenie i pytania "jak one mogły to zrobić i gdzie się podziały?". Odpowiedzi nie zna nikt poza Nataliami, które nie boją się nowych wyzwań nawet gdy nie wiedzą na co się porywają. Ostatnie lata były dla nich nadzwyczaj spokojne, chociaż niektórzy mają całkiem inne zdanie w tej materii. Żadnych trupów, własnych dochodzeń i karalnych gróźb, jak więc nie zatęsknić za czymś sensacyjnym? Może nie każda z Natalii ma takie ciągotki, ale wszystkie potrzebują oderwania się od codzienności. Od tego już krok do kolejnej przygody ze śmiercią w tle, oczywiście w jaką siostry oczywiście wplątują się całkiem przypadkiem. Jednak już ich zaangażowanie w nią wcale nie ma nic z losowego zdarzenia wprost przeciwnie. Natalie nie byłyby sobą gdyby nie wściubiły nosów w sprawę śmierci pewnej dziewczyny. W Międzyzdrojach nie wiedzą jeszcze na co je stać, a przecież umieją jak nikt inny powiązać w całość całkiem odrębne wątki, jakie umykają zazwyczaj policji. Oczywiście nie jest to ani proste, ani łatwe, szczególnie kiedy z nieba leje się niemiłosierny żar, turystów jest więcej niż szarańczy, a na dodatek policjanci nie przejawiają chęci współpracy. Ale czego nie robi się by rozwiązać zagadkę kryminalną? Natalie jak już raz pochwycą trop to nie puszczą go aż do rozwiązania!

Reszta recenzji do przeczytania tutaj



Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi dlaLejdis.pl

sobota, 19 lipca 2014

Niefartowni panowie dwaj

"Fartowny pech"
Olga Rudnicka


Życie człowieka nie jest łatwe, w szczególności kiedy ma się pecha. Oczywiście nie chodzi tu o zwykły niefart, chwilowy, incydentalny, po prostu zdarzający się każdemu od czasu do czasu. W przypadku niektórych ma on ogromny rozmiar i charakter ciągły, jest jak cień, wciąż obecny, od jakiego nie można się uwolnić. Co zrobić w takiej sytuacji, gdy wszystkie próby zaznania chociaż odrobiny pomyślności kończą się katastrofami? Może zmienić coś w swoim życiu? Tak radykalnie, rzucić przeznaczeniu wyzwanie i ... rozpocząć nowy rozdział swojej egzystencji, w jakiej jest tylko miejsce na sukcesy. Tylko co z tym pechem uczepionym nieszczęśnika jak przysłowiowy rzep psiego ogona?

Filip i Krystian mają z sobą wiele wspólnego, po pierwsze są policjantami, po drugie znają się, a po trzecie mają zamiar uwolnić się od pecha. Każdy z nich jednak wybrał inną drogę w tym celu, podobno góra z górą się nie spotka, ale człowiek z człowiekiem to i owszem, co więc wyniknie kiedy spotka się dwóch pechowców? Scenariuszy może być wiele, wydawałoby się, że w każdym na pewno będzie co najmniej kilka klęsk, fiask i wpadek, ale czy na pewno? Przecież panowie postanowili, iż właśnie rozpoczynają nowy etap w swoim życiu! Nadziany wybrał w tym celu spokojną okolicę, na prowincji, z daleka od większości możliwych źródeł niepowodzeń, chociaż nawet w tak sielskich okolicznościach czekają na niego pewne pułapki. Dziany natomiast miał inny pomysł na swoją przyszłość, porzucił policyjny mundur, ale nie zrezygnował całkowicie z fachu. Jako prywatny detektyw zamierza osiągnąć to, co nie udało mu się jako policjantowi, a los wydaje mu się sprzyjać, na dodatek dawno nie widziany brat pomaga w trudnych początkach. Wszystko wydaje się zmierzać wreszcie w odpowiednim kierunku, tylko czy nie jest to zbyt piękne by było prawdziwe? Pierwsze dochodzenie zleca niejaki Padlina, mafioso mający nie lada zagwozdkę - musi kogoś zabić, problem w tym, iż nie wie kogo ... Wiadomo, że nawet gangsterski świat rządzi się swoimi zasadami i ot tak wydać na kogoś wyroku nie można. Oczywiście nie znaczy to, iż Padlina czeka z założonymi rękami na efekty śledztwa, wprost przeciwnie. Oprócz wynajęcia odpowiedniego fachowca do odszukania winowajcy został również zatrudniony inny ekspert, słynący ze swej zabójczej skuteczności ... Gdzie tkwi haczyk? W skrzyżowaniu dróg Nadzianego i Dzianego, to wystarczy by chaos zagościł na dobre oraz przeszedł jak huragan nie tylko po sielskiej okolicy, ale i na terenie gdzie działa Padlina. Jedna tylko osoba może zapobiec katastrofie, jest nią wybitny profesjonalista w morderczym rzemiośle, znany lepiej jako Gianni ...

Najnowsza książka Olgi Rudnickiej to historia z kategorii komedii i kryminalnej i omyłek. Autorka z ogromnym poczuciem humoru wiedzie czytelnika po meandrach życia dwóch pechowców oraz postaci, jakie miały "szczęście" znaleźć w polu ich rażenia. "Fartowny pech" to wspaniała farsa w jakiej nie ma rzeczy niemożliwych, a główni bohaterowie udowadniają to na każdym kroku. Duet Dzianego i Nadzianego wyczerpuje limit niepowodzeń dla co najmniej połowy populacji sporego miasteczka, ich walka z przeciwnościami losu, kłodami rzucanymi pod nogi przez przeznaczenie i wszelkimi innymi utrapieniami okazuje się jednak nie tylko ciekawa, ale i bardzo zabawna. Oczywiście nie powinno się śmiać z cudzego nieszczęścia, lecz w przypadku tej konkretnej opowieści bardzo często jest on widoczny na twarzy czytającego. "Fartowny pech" jest zabawny, lekki i pozwalający bardzo przyjemnie spędzić czas z lekturą w ręku. Na pewno wielokrotnie będę wracać do tej książki Olgi Rudnickiej, podobnie jak do wcześniejszych.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję
Wydawnictwu Prószyński i S-ka
oraz portalowi:
 
 

sobota, 24 maja 2014

Kłopoty to jej specjalność

"Czy ten rudy kot to pies"
Olga Rudnicka


Kolejnych wspomnień książkowych czar czyli dalsze perypetie bohaterów z "Martwego jeziora". Tym razem w samym centrum opowieści jest przyjaciółka Beaty - Ula, profesjonalistka w życiu zawodowym, ale w życiu prywatnym ... tu już panuje o wiele więcej chaosu. Trzeba powiedzieć szczerze, że kłopoty wprost uwielbiają dziewczynę i nawet jak ich nie szuka one zawsze znajdą ją. Tak już po prostu jest od zawsze, żadne próby nie wikłania się w problematyczne sytuacje kończą się fiaskiem. Jednak skala teraźniejszej katastrofy przekracza wszystkie poprzednie, a przynajmniej tak uważa Ula. Jak człowiekowi wali się świat na głowę to może zrobić tylko jedno uciec, nie gdzie pieprz rośnie - ciut bliżej, ale na pewno z miejsca gdzie katastrofa wydarzyła się! Tylko nie wolno zapomnieć o jednym - trzeba, i to bezwzględnie, patrzeć do jakiego autobusu się wsiada ...

Miało być inaczej, chociaż spontanicznie jak zawsze, lecz tym razem bez jakichkolwiek kłopotów, no i w końcu chwila odpoczynku oraz zapomnienia po ostatnim osobistym armagedonie. Teraz, przynajmniej przez jakiś czas, będzie spokój i nic niespodziewanego nie wydarzy się. Istnieje tylko jeden haczyk, a jest nim sama Ulka. Wplątanie się nieświadomie w nowy pasztet jedynie jej mogło się przydarzyć, jednak lata popadania w różne kłopoty zahartowały młodą kobietą, wrodzony optymizm również pomaga. Jeżeli więc cel podróży nagle okazuje się całkowicie inny, na dodatek na drodze staje podejrzany osobnik to nie ma człowiek innego wyjścia jak przyjąć całą sytuację jako coś najbardziej normalnego. Reszta jakoś się ułoży, przynajmniej tak trzeba myśleć, kiedy zdejmują ci odciski palców, ale kto by się tym przejmował, pomyłki chodzą po ludziach! Grunt, że niespodziewany przystanek jako tako odpowiada temu punktowi na mapie jaki chciała osiągnąć Ulka, może nie wszyscy są szczęśliwi z jej decyzji, lecz fochów brać pod uwagę nie należy! Szczególnie, że gospodarze mogą mieć trupa, nie w szafie, ale w ogródku i kto tu mówił jeszcze niedawno o nudzie? Jest jeszcze niezawodna Stenia - centrum informacji wszelakich - nie żadnych plotek oraz jednocześnie najbliższa sąsiadka i Bunia.
Okazuje się, iż mieszkańcy tej jakże urokliwej wsi kryją niejedną tajemnicę, a kto jak nie Ulka nadaje się najlepiej by je odkryć?

Kiedy najlepsza przyjaciółka wypoczywa na dobrowolnej banicji Beata ma czas na zajęcie się własnymi sprawami. Wciąż pozostaje nierozwiązana zagadka jej przeszłości i chociaż szanse na odkrycie prawdy są prawie równe zeru to kobieta nie poddaje się. Przecież ktoś musi wiedzieć kim są jej rodzice wystarczy tylko odnaleźć właściwych ludzi, chociaż po trzydziestu latach nie jest to łatwe. Gdzieś tam na pewno ktoś znał młodych ludzi z małym dzieckiem ...

"Czy ten rudy kot to pies" to kontynuacja książki Olgi Rudnickiej - "Martwego jeziora", pierwszoplanową bohaterką jest  w niej najlepsza przyjaciółka Beaty - Ulka. Tym razem autorka zafundowała czytelnikom nie tylko intrygującą historię, lecz również wiele humoru. Świetnie została wykorzystana postać Uli i jej charakter, a nowi bohaterowie dotrzymują kroku zwariowanej prawniczce w jej przygodach. Sploty okoliczności i przypadki wiodą ich ku przeszłości oraz otwierają drzwi do nowego rozdziału w ich życiu, jaki jest dla nich dość niespodziewany. Urokliwa prowincja okazuje się  miejscem gdzie nuda nie grozi, zwłaszcza gdy posiada się nieprzeciętny talent do sprowadzania kłopotów na swoją głowę oraz ponad przeciętną ciekawość. "Czy ten rudy kot to pies" to pierwszorzędna komedia, w której naprawdę wszystko zdarzyć się może i raczej nie ma co się spodziewać oczywistych rozwiązań. No, a na koniec pozostaje zakończenie, łączącego wszystkie wątki.
Wspomnień czar czyli książka Olgi Rudnickiej po raz kolejny okazała się strzałem w przysłowiową dziesiątkę :)

wtorek, 20 maja 2014

Jezioro tajemnic

"Martwe jezioro"
Olga Rudnicka


Porządki mają to do siebie, że ... wprowadzają chaos, przynajmniej w przypadku mojego księgozbioru. Najpierw są wielkie plany, i tak w jak w każdej innej sytuacji sprawdzają się idealnie, w tym jednym jedynym przypadku zawodzą w dużej części. Powód tego jest bardzo prosty - wpada mi w oko dawno nie czytany tytuł i jakoś tak chęć zapanowania nad książkami odchodzi w zapomnienie. Tym razem zamiary zostały pokrzyżowane przez "Martwe jezioro" Olgi Rudnickiej. Zamiast żmudnego przekładania książek lektura, która chociaż znana po raz kolejny wciągnęła mnie swoją akcją.

Beata od lat daje sobie radę samodzielnie, z rodziną raczej nie wiążą jej więzy serdeczności i familijnych uczuć. Cóż nie każdy ma rodzinę taką jak najlepsza jej najlepsza przyjaciółka - Ula. Dla jednych liczą się emocje, a inni dbają jedynie o to, co powiedzą inni. Kiedy nie da się czegoś zmienić trzeba przejść nad tym do porządku dziennego i nie ranić siebie samego wiecznym pytaniem - dlaczego? Zaproszenie na ślub siostry wydaje się co najmniej nie na miejscu, a na pewno jest dowcipem w bardzo złym guście. Ale nie jest to pomyłka na liście gości, ale Beata nie wierzy w nagły poryw serca rodziców i siostrzyczki. Szczególnie ostatnie odkrycia sprawiają, że młoda kobieta zastanawia się nad wszystkim co było jej udziałem, a wesele wydaje się dobrą okazją by wyjaśnić kilka spraw, w tym własne pochodzenie. Co innego wspomnienia, nawet te nieprzyjemne, czym innym jednak jest ponowny kontakt z ludźmi, jacy zranili najmocniej w życiu. Upływ czasu wcale nie zmniejszył bólu, lecz w świetle ostatnich wiadomości trzeba zmierzyć się z matką i ojcem by w końcu odkryć prawdę i najważniejsze - kim się jest. Rzeczywistość czasem bywa bardziej zaskakująca niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Beata przekonuje się o tym na własnym przykładzie, lecz nawet jej przypuszczenia okazują się nie dorównywać temu, co faktycznie miało miejsce i co jeszcze ją czeka w rodzinnym domu.

Uroczystość weselna to moment kiedy skumulowane emocje i nie tylko one ujawniają się z pełną mocą. Dawne tajemnice i te o wiele nowszej daty wychodzą na jaw, tak samo jak prawdziwe zamiary ludzi, jacy powinni być oparciem, a są największymi wrogami. Co wydarzyło się trzydzieści lat temu i dlaczego miało oraz ma to taki wpływ na rodzinę Rostowskich? Czy warto grzebać w przeszłości? A może bez wiedzy o faktach w niej ukrytych nie da się wejść w szczęśliwą przyszłość?

Po raz kolejny "Martwe jezioro" wciągnęło mnie swoją fabułą i wszystko inne zostało odłożone. Książka Olgi Rudnickiej nawet gdy zna się ją dobrze nie nudzi, wprost przeciwnie - czytelnik znowu zagłębia się w perypetie Beaty i wraz z nią odkrywa skomplikowane kulisy jej rodziny. Na pozór idealna familia kryje mroczne tajemnice, jakie naznaczyły wiele osób na lata. Historia Beaty Rostowskiej powędrowała znowu na półkę by z jakiś czas przypomnieć o sobie, a porządki muszą poczekać na dogodniejszą porę, ponieważ druga część również jest w planach czytelniczych.


wtorek, 22 stycznia 2013

Pięć do potęgi

 "Drugi przekręt Natalii" 
Olga Rudnicka

Rodziny się nie wybiera i jak mawiała moja Babcia - lepiej przy robieniu fotografii nie stać z boku, bo mogą wyciąć, a ze środka trudniej, ale od czego photoshop? Czasem nagle dowiadujemy się, że nasza familia jest większa niż przypuszczaliśmy i to nie przez pojawienie się bociana. Sama w sobie taka informacja wcale nie zawsze musi być sensacją, lecz gdy nagle ktoś zostaje poinformowany o rodzeństwie i to w liczbie mnogiej, to niespodzianka ma ogromną siłę rażenia, a na tym zazwyczaj jeszcze nie koniec. Pięć kobiet nagle zyskało siostry, ich dotychczasowe wyobrażenie o familijnych więzach okazało się fikcją, przyszłość natomiast rysowała się niebywale burzliwie. Ale to już za siostrzanym kwintetem, tak samo jak rodzinna tajemnica i związane z nią kryminalne perypetie. Teraźniejszość to zupełnie inna bajka, jednak czy to możliwe, gdy pięć Natalii Sucharskich mieszka pod jednym dachem?
Dwa lata to krótki i długi okres czasu, chociaż zależy z jakiej perspektywy patrzy się i może wydarzyć się wiele. W życiu familii Sucharskich wszystko wróciło na właściwe tory, a raczej została zbudowana całkiem nowa droga, jaką obecnie kroczy pięć Natalii. Kiedy wydaje się, że życie niczym nie może już zaskoczyć, chichot losu znowu daje o sobie znać. Po pierwsze zdrada, po drugie śmierć, przeznaczenie więc nie daje odpocząć niecodziennej rodzince, zresztą ta ochoczo wychodzi naprzeciw wyzwaniu, a nawet je wyprzedza.
Nie każdy jest gotowy na spotkanie tak niecodziennego rodzeństwa, na pewno nie był przygotowany na to komisarz Jaglecki i jego współpracownicy. Nie dość, iż ma do rozwiązania niecodzienną sprawę, to jeszcze na głowie Sucharskie, które i świętego by wyprowadziły z równowagi, a co dopiero policjanta, chociaż uroku im nie sposób odmówić, bezczelności i tupetu również.
Jaki związek mogą mieć Natalie ze spokojnym starszym panem i trupem znalezionym w jego apartamencie? Prawda w ich wykonaniu brzmi nieprzekonywująco, by nie powiedzieć, że wierzyć w nią po prostu się nie da. Kryminalna sprawa to coś, co w ostatnich latach panie S. poznały doskonale, a wrodzona ciekawość, inteligencja oraz niezwykły talent do wściubiania pięknych nosków tam gdzie uważają za niezbędne, nie pozwalają na bezczynne oczekiwanie na efekty pracy policji. Jak nie Natalie to kto inny wyjaśni sprawę morderstwa? Dostrzegają to co innym umyka, no i wiedzą więcej niż mogłoby się wydawać, a doświadczenie podpowiada, iż lepiej nie dzielić się informacjami, nawet gdy stróżowie prawa są już prawie rodziną! Uroczy starszy pan miał ciekawą przeszłość, może w niej znajduje się odpowiedź na pytanie co wydarzyło się w jego mieszkaniu i źródle spadku, który wydaje się prawdziwą puszką Pandory? Natalie mają trudny orzech do zgryzienia, a życie dostarcza kolejnych zawirowań tych bardziej z gatunku osobistych, chociaż wszystko się ze sobą coraz bardziej wiąże, a raczej plącze. Pięć kobiet nieprzeciętnych, dwoje genialnych dzieci i reszta, próbująca im dotrzymać kroku, co nie jest ani proste, ani łatwe i spotyka się jeszcze z otwartą wrogością .... Jak w takich warunkach prowadzić dochodzenie i jednocześnie rozwijać nad wyraz dobrze zapowiadającą się znajomość z jedną z Natalii? No i co zrobić z całą piątką kobiet, które nic sobie nie robią z nakazów, zakazów oraz rozkazów i przyciągają niebezpieczeństwo lepiej niż magnez żelazo? A zagrożenie może być bliżej niż wszyscy sądzą, bo pewien splot wypadków wydaje się podejrzany, czyżby zdrajca czaił się w najbliższym otoczeniu?
Drugie spotkanie z Nataliami Sucharskimi było dla mnie jeszcze bardziej udane niż śledzenie ich premierowych perypetii. Okazało się, że autorka serwując kolejne przygody niezwykłych sióstr Sucharskich, dała czytelnikom świetną komedię kryminalną, gdzie tak naprawdę wszystko jest możliwe. Natalie umykają wszystkim stereotypom, nie dają się zaszufladkować w jednej kategorii, a to jest podstawą dla wielu wątków i głównego motyw. Olga Rudnicka stworzyła niezwykłe bohaterki, które nie pozwalają się nudzić, a połączenie humoru i sensacji wciąga w lekturę niezwykle skutecznie. Tupet, inteligencja, cięty język, specyficzna siostrzana miłość oraz talent do wpadania w kłopoty, to tylko kilka cech charakteryzujących postacie pierwszoplanowe czy te z dalszego planu, dają one wiele okazji do śmiechu, jednocześnie zgrabnie budując suspens. Sensacja, nie z przymrużeniem oka, ale z humorem, to w "Drugim przekręcie Natalii" kanwa dla historii, jaka wcale nie wszystkim może się przydarzyć, ale za to każdy może o niej przeczytać. Co jest tytułowym przekrętem Sucharskich? To już trzeba samemu odkryć, bo diabeł tkwi w szczegółach, a jak wiadomo gdzie piekielny władca nie może, tam wysyła ... pięć Natalii i wtedy zaczyna się zabawa, gdzie wydarzy się na pewno to, czego nikt się nie spodziewa .... 

Za możliwość  przeczytania książki
Dziękuję CPA www.polscyautorzy.pl
oraz wyd.Prószyński i S-ka
 

środa, 4 maja 2011

Rozrywka x 5

"Natalii 5"

   Pięć kobiet, pięć życiorysów, pięć żyć, pięć córek i on jeden - ojciec, tata, rodzic, a do tego samobójstwo - jego. Starannie zaplanowane w każdym szczególe, nawet policjant mający prowadzić dochodzenie w tej sprawie zostaje wybrany zawczasu przez sprawcę własnego zejścia z tego świata. Jednak nie wszystko jest takie proste jak zostało obmyślone - policjant wytypowany przez samobójcę do potwierdzenia przyczyny zgonu szuka przysłowiowej dziury w całym, córki stają się podejrzane, a do tego wszystkiego wszyscy muszą "przetrawić", że nieżyjący mężczyzna mógł być bigamistą, a na pewno miał lekko zwichrowaną słabość do imienia Natalia - wszystkie potomkinie noszą to samo imię i dopiero po śmierci ojca dowiedziały się o istnieniu pozostałych czterech sióstr. Za życia ich rodzic nie był zbytnio troskliwy, jednak po jego zejściu okazuje się, że każda Natalia odziedziczyła milion złotych, a dodatkowo jeszcze w sejfie jest testament. Pięć kobiet związanych więzami krwi, chociaż ich nie odczuwających, każda inna i z własnymi celami życiowymi, wspólnym mianownikiem jest "tatuś", tylko tyle i aż tyle. Czy oprócz zagmatwanego życia rodzinnego miał jeszcze inne tajemnice? Co może zawierać ostatnia wola ojca? Wydaje się, że żadnej sensacji nie będzie, no ale te światło latarek w ciemności obok pewnego domu, który ostatnio zyskał pięć lokatorek ... Może i początkowo autorka nie serwuje zbrodniczego wątku, ale aura tajemnicy jest obecna, no i dialogi iskrzące dowcipem powodują, że szybko czyta się by poznać dalsze perypetie Natalii, bo że takie będą to rzecz pewna. Jeszcze tylko załatwienie spraw przed przeprowadzką do ojcowskiego domu i ... spalenie mostów za sobą, bo były narzeczony, matki i szefowie nie są przychylni siostrzanym planom. Jakby tego było mało trzeba jeszcze szukać spadku ukrytego przez ojca, który spodziewał się, że będzie też celem przestępców.

Rodzinne siedlisko kryje kilka schowków, jednak te przeznaczone do odnalezienia przez Natalie są schowane tak by tylko one mogły do nich dotrzeć. Wbrew początkowym animozjom okazuje się, że siostry mają wiele wspólnych cech, a ojciec znał je lepiej niż sądziły. A konkurencja wykorzystuje każdy moment by znaleźć ukryty skarb jako pierwsza, a może nawet i ona ma rywali w tym wyścigu. Jakby tego było mało wraca sprawa samobójstwa głowy rodu, coraz bardziej mało prawdopodobna, chociaż nadal oficjalna jako przyczyna śmierci. Jednak panie mają przewagę, która jest niedoceniana i przez nie same oraz przez resztę uczestników gry - w obliczu niebezpieczeństwa umieją współpracować, chociaż może z zewnątrz na to nie wygląda. Jeżeli do tego dodać niebywały spryt, kobiecą intuicję i niezachwianą pewność siebie i to wszystko razy pięć to otrzymamy wciągający wątek sensacyjny okraszony ogromną dawka humoru oraz przygodą, która wcale nie jest tłem tylko jednym z tematów przewodnich. W sumie można śmiało powiedzieć doskonała współczesna powieść awanturnicza osadzona w polskich familijnych realiach, może trochę niecodziennych i czasem przypominająca komedię omyłek, ale właśnie to sprawia, że książka "Natalii 5" bardzo szybko i przyjemnie się czyta, a uśmiech nie schodzi z twarzy. Niemożliwe zdarzenia mają też swoje prawdopodobieństwo wystąpienia i tak jest z historią przedstawioną przez Olgę Rudnicką - od początku do końca daje ona czytelnikowi opowieść, której zaistnienie jest  i może mało możliwe do zaistnienia, ale realne.