niedziela, 25 października 2026

Dom strachu

Nowość:

„Oni wrócili”

Marta Bijan

 

Tworzenie bywa dla wielu nie tka łatwą drogą jak postrzegają to inni. Za dziełem kryje się talent i siła jego urzeczywistnienia oraz wszystko to, o czym głośno się nie mówi lub nie dostrzega. Zapomina się też o jeszcze jednym, twórca jest aż lub tylko człowiekiem i by osiągnąć cel przekracza granicę, do jakiej nie powinien nigdy nawet się zbliżać…

 

Sukces wymaga poświęcenia, a jeśli już się go poczuło raz, drugi, to czasem działa jak narkotyk. Wystarczy po raz kolejny zdobyć szczyt lub utrzymać się nad nim. Jednocześnie tak mało i tak dużo. Uznany autor dziecięcych baśni, wie o tym doskonale i stara się znowu pokazać, że wcześniejsze uznanie nie było niczym przypadkowym. Jednak jak tego dokonać, gdy słowa przelane na papier nie układają się w sensowną całość? Alkohol jedynie pogłębia problemy, ponure domiszcze na odludziu i narastającej małżeńskie kłopoty dodatkowo wzmagają frustrację, przeradzającą się w wybuchy gniewu. Tę posępną atmosferę rozjaśnia pojawienie się nowej służącej. Dziewczyna jest jak powiew świeżego powietrza, lecz jej obecność komplikuje i tak trudną codzienność. Mocniej widać mroczne cienie i zaczynają padać niewygodne pytania, od jakich coraz trudniej uciec. Jakie sekrety kryje piwnica? To miejsce przyciąga, ale unika się go. Podejrzenia zaczynają osaczać domowników, brak zaufania wzmaga wyobcowanie. Baśnie tworzone przez pana domu nabierają jeszcze bardziej mroku i ostrości, zdają się przenikać do codzienności. Czy uda się pokonać twórczą niemoc? Jaką cenę płaci się za tajemnice?

 

Gotycki klimat niejedno ma oblicze, ale ta umiejscowiona w brytyjskich krajobrazach od razu nasuwa mroczne pejzaże, charakterystyczne i nie do pomylenia z żadnym innym. Duszna atmosfera, zdradziecki chłód podszyty jeszcze wszechobecną wilgocią i słońce wciąż przysłonięte zachmurzonym niebem. Na pierwszym planie postacie, których nie do końca potrafimy sklasyfikować, tak jakby tło rzucało na nie cień grozy. W takim entourage`u  strach, wpierw nieokreślony, później nabierający kształtów, nie dziwi nikogo, co nie oznacza, iż nie zaskakuje swoją obecnością oraz intensywnością, narastającą i niczym mgła coraz mocniej spowijającą wszystko i wszystkich. W „Oni wrócili” widzimy i co istotniejsze czujemy to od pierwszych stron po ostatnie. Napięcie narasta, a strach przybiera coraz to nowe kształty, zaciera się granica pomiędzy tym, co rzeczywiste i tym, co jedynie podsuwa wyobraźnia, a może to nie ona? Coś się dzieje, ale zmysły bohaterów i czytelników nie do końca potrafią zdefiniować co, ta niepewność nakręca spiralę zagrożenia, jakie zdaje się być nierealne, lecz przenika przez skórę i nie da się go wyrzucić z myśli. Marta Bijan po mistrzowsku oddała również zacieranie się granicy pomiędzy twórczym zatraceniu się i rodzącym się obłędzie. Nieubłagana sieć podejrzliwości, kłamstwa, niedopowiedzenia, oskarżeń zaczyna oplatać miejsce, jakie z definicji powinno dawać bezpieczeństwo, a staje się zamiast domem klatką. „Oni wrócili” to studium szaleństwa, które odbywa się za zamkniętymi drzwiami, chociaż też na oczach innych, czy z ich przyzwoleniem? Autorka porusza się po meandrach ludzkiej psychiki, zagłębiając się w jej najodleglejsze zakątki i jednocześnie opierając się na podstawowych potrzebach człowieka. Wyłaniający się obraz okazuje się być zupełnie inny niż początkowo wydawał się, a to, co widzimy na końcu pokazuje przerażającą prawdę, chociaż czy tak do końca niespodziewaną dla wszystkich wokół?


Za możliwość przeczytania

książki

dziękuję: