Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Bukowy Las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Bukowy Las. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 kwietnia 2023

Jak zadbać o mózg

Nowość:

„Zachowaj mózg w świetnej formie”

Dr Sanjay Gupta

 

Mózg, wydawałaby się, że organ jeden z wielu, ale bez niego nie przetrwamy, oczywiście funkcje możemy podtrzymać, lecz już bez jakiejkolwiek świadomości. Odkrywamy jego tajemnice, jednak wciąż bardzo dużo sekretów przed nami. Jak się okazuje nie wiemy jakie ma granice oraz możliwości, im większa wiedza o nim, tym więcej znaków zapytania.

 

Coraz bardziej dbamy o swoje ciała, zwłaszcza o fizyczną jego stronę, opieka zdrowotna również nam sprzyja. Żyjemy coraz dłużej, a choroby jakie jeszcze nie tak dawno były śmiertelne udaje się leczyć. Nauka pomaga nam zrozumieć jak funkcjonują nasze organizmy, a to pozwala na wdrożenie środków zapobiegawczym by nie pogorszyć ich stanu lub wręcz polepszyć. To wszystko jest już dla nas oczywistością, mniej więcej pamiętamy co nam służy, co szkodzi, czego lepiej unikać. Zdrowy styl życia odmieniany jest przez wszystkie przypadki, dostęp do poradników i podręczników z tego zakresu jest ogromny, może nawet przytłaczać. „Zachowaj mózg w dobrej formie” skupie się na jednym z najważniejszych organów, a dzięki autorowi otrzymujemy pakiet informacji, pozwalający również zrozumieć i jego działanie. Oczywiście doktor Sanjay Gupta nie jest pierwszym, który zajął się tym tematem i z pewnością nie ostatnim. Temat jakby nie było ciekawy i często poruszany, jednak w przypadku tej książki łączy wiele wątków, zwłaszcza w jednym celu – przekazaniu wiadomości jak zadbać o nasz mózg. Wiele teorii i informacji krąży wokół nas, często sprzecznych, niektóre szybko okazują się przedwczesnymi, inne z czasem zastępowane są nowymi lub po prostu okazują się błędnymi. Jak więc odnaleźć te właściwe? Dobrą drogą jest oparcie się na tych, pochodzących od naukowców i przekazywanych przystępnie. Autor jest neurochirurgiem, wykładowcą akademickim i korespondentem medycznym. W swojej książce stara się przekazać wiedzę, jaką powinno zaimplementować do życia codziennego. Nie stara się kogokolwiek przekonać, że starzenie jest jedynie mitem, wprost pisze, iż starości boimy się, a naszych umysłów to również dotyczy. Słowo demencja budzi i ogromnej grupy ludzi lęk większy niż inne problemy późnego wieku, zwłaszcza, że i młodsi jej doświadczają. Doktor Sanjay Gupta skupił się w „Zachowaj mózg w świetnej formie” na tym, co zrobić  zgodnie z tytułem. Nie jest to jedna rzecz, a cały proces, złożony z mniej bardziej skomplikowanych działań. Najprostsze dotyczą stylu życia, bardziej skomplikowane dziedzictwu genetycznemu – determinującemu niejedno, lecz nie wszystko. Pomiędzy tymi dwoma punktami jest miejsce na dużo działań, które da się wprowadzić przy wcale nie tak dużym wysiłku, lecz wymaga to od nas chęci, znajomości tematu oraz pokonaniu czasem przyzwyczajeń i wpojonych zasad. Co ważne autor przekazuje własne doświadczenia oraz innych naukowców, zwracając uwagę, że nie ma jednej uniwersalnej metody i to, co działa w przypadku kogoś, wcale nie musi tak samo lub w ogóle nie zda egzaminu u kogoś drugiego. Jednakże brak jakichkolwiek ruchów z naszej strony jest biernym oczekiwaniem w sytuacji, kiedy możemy spróbować zapobiec.

 

 

 

 

 Za możliwość przeczytania książki
dziękuję:
 

 

poniedziałek, 5 grudnia 2022

Emocje i człowiek

Nowość:

„Emo sapiens”

Rafał Ohme

 

Emocje, towarzyszą nam zawsze i wszędzie, nie da się od nich uciec. Wydaje się nam, że potrafimy je odsunąć od siebie, odstawić na półkę, ale nawet gdy tak sądzimy wcale tak nie jest. No i ciągłą walka pomiędzy rozsądkiem i nimi, nieobliczalnymi i popychającymi nas do czynów mało racjonalnych. Istoty rozumne czy emocjonalne? A może  … jedno i drugie?

 

Do czego potrzebne są nam emocje? Jeśli zadajemy sobie te pytanie znaczy to, iż nie wiemy czym tak naprawdę są, więc nim padnie odpowiedź najlepiej rozpocząć od samego początku. Dzięki ewolucji doszliśmy do tego etapu gdzie znajdujemy się dzisiaj, zmienialiśmy się i wcale nie zatrzymaliśmy się w rozwoju. Fizycznie i psychicznie rozwijamy się bezustannie, dostosowujemy się do środowiska lub zmieniamy je, jeśli jest nam to potrzebne. Najczęściej jesteśmy przekonani, że stoi za tym rozum, ale od jakiegoś czasu głośno mówi się o inteligencji emocjonalnej, równie istotnej i coraz bardziej docenianej. Wielu twierdzi, że bez niej byłoby łatwiej i szybciej, lecz jak się okazuje to, co wydaje się mało przydatne wcale takim nie jest. Sam intelekt bez emocji wcale nie daje najlepszych efektów, dopiero ich połączenie oraz co ważne poznanie mechanizmów obydwojga jest kluczem by osiągnąć cel lub inaczej mówiąc zrealizować plan. Jedno i drugie stanowi klucz do sprawnego działania, lecz wymaga byśmy poznali siebie i nie odrzucali tej części, jaka wdaje się nam zbędna i komplikująca życie. Jeśli emocje włączymy świadomie w realizację zadań, od tych prywatnych po zawodowe, zyskamy ogromny atut, jaki zbyt długo nie docenialiśmy.

 

„Emo sapiens”, tytuł jak najbardziej odzwierciedlający ludzi jako gatunek, chociaż większość z nas uważa, że wcale tak nie jest. Błąd i okłamywanie samego siebie, gdyż jeśli zaakceptujemy i nauczymy się wykorzystywać naszą mentalną część osiągniemy więcej. Eksploatujemy zasoby tkwiące w przyrodzie i w nas samych, lecz nie wszystkie. Książka Rafała Ohme odkrywa lub przypomina o potędze, jaką mamy i zbyt często o niej zapominamy, nie traktujemy poważnie lub po prostu nie wiemy jak ją zużytkować. Jak sam autor pisze możemy rozpocząć lekturę od najbardziej nas interesujących części lub od samego początku, a ten pozwala nam spojrzeć na emocje z całkiem innej perspektywy. „Emo sapiens” przedstawia emocje, bo nie znamy ich lub znamy je bardzo powierzchownie lub fragmentarycznie. Rozdział za rozdziałem dostrzegamy, iż są częścią większej całości i jaką rolę rzeczywiście odgrywają. Wszystkie te informacje prowadzą nas do głównego tematy czyli odpowiedniego zużytkowania informacji i przede wszystkim emocji. Rafał Ohme daje szczegółowe wskazówki jak zastosować teorię w praktyce czyli naukę i jej osiągnięcia właśnie w zakresie emocji w życiu codziennym. Wbrew pozorom wcale nie tak trudno je spożytkować, lecz by to zrobić trzeba je zrozumieć.

 

 Za możliwość przeczytania książki
dziękuję:
 

 

 

czwartek, 23 lutego 2017

Detektyw Klara Schulz

"Nowe śledztwa Klary Schulz.
Tajemnica Nathaniela"
Nadia Szagdaj


Gdy raz się zajrzy śmierci w oczy świat już zawsze będzie oglądany z innej perspektywy niż dotychczas. Nie da się zapomnieć tej chwili, w której życie zaczyna się wymykać, a ból spleciony ze strachem to jedynie co się czuje. Potem ten moment powraca i trzeba nauczyć się na nowo jak patrzeć w przyszłość bez lęku i oglądania się za siebie. Łatwo się pogrążyć w tym co najgorsze, o wiele trudniej pozostawić za sobą zło i wyjść na przeciw temu co dopiero będzie.

Samobójstwa prostytutek nie stanowią dla policji priorytetu, tyle innych spraw o większej wadze zaprząta uwagę stróżów prawa. Ale szef wrocławskiej policji Gabriel Hübschner nie traktuje tych zgonów standardowo, poświęca im swoją uwagę, bo coś nie daje mu spokoju. Nikt inny oprócz niego nie widzi w nich niczego więcej niż śmierci z własnej ręki biednych kobiet, przecież brak jakichkolwiek śladów "pomocy" drugiej osoby w zejściu z tego świata. Cóż, w końcu zajęcie ofiar raczej nie sprzyja długiej egzystencji, lecz Hübschner nie przyjmuje do wiadomości tak prostego wyjaśnienia. Intuicja detektywa nie pozwala mu zostawić śledztwa w rękach podwładnych, pomimo ich opinii w tym temacie. Może opinia Klary Schulz pozwoli na ostatnie wydarzenia rzucić nowe światło? Jednak problem w tym, że ona nie zamierza zajmować się niczym, co mogłoby przypomnieć jej o tym czego niedawno doświadczyła. O mało co nie zginęła w strzelaninie, a skutki odczuwa do tej pory. Ale czy pani detektyw będzie umiała się powstrzymać by nie uczestniczyć w dochodzeniu? Szczególnie kiedy dotknie jej ono prawie osobiście? Pani Schulz ma talent do rozwiązywania zagadek kryminalnych i kilka już dużych sukcesów na koncie w zawodzie zarezerwowanym dla mężczyzn. Jej opinia i doświadczenie mogą pomóc policji, pytanie tylko czy odważy się znowu wkroczyć na drogę, gdzie zbrodnia jest czym zwyczajnym? Zima roku tysiąc dziewięćset trzynastego we Wrocławiu jest nie jedynie mroźna, lecz również bardzo krwawa i skrywa wiele tajemnic.

Co może mieć wspólnego utalentowana i skromna panna Inge z paniami z półświatka? Czyżby to jedynie zbieg okoliczności? Niektórzy dostrzegają więcej niż inni, lecz nie tak łatwo poprzeć swoje przypuszczenia dowodami, o ile w ogóle one istnieją.

Trzy K, Kindern, Küche, Kirche, dzieci, kuchnia, kościół. Te kilka słów na pewno nie charakteryzuje Klary Schulz, głównej bohaterki serii o wrocławskiej pani detektyw z początku dwudziestego wieku. Nadia Szagdaj wkomponowała tytułową postać w epokę w wspaniały sposób, tak, iż czytelnik nie ma przed sobą współczesnej kobiety "upchniętej" na siłę w przeszłości, lecz kogoś kto wyróżnia się tym co sobą reprezentuje na tle sobie współczesnych, ale jest też po części dzieckiem swoich czasów. "Nowe śledztwa Klary Schulz. Tajemnica Nathaniela" jest kryminałem w pełnym tego słowa znaczeniu, smaczku dodaje tło, jakim jest Wrocław w u schyłku belle epoque, dodatkowo wzbogacony fotografiami i wieloma detalami historyczno-społecznymi. Suspens przeplata się z życiem głównej bohaterki lub raczej jedno z drugim zazębia się co nakręca atmosferę pełną napięcia i jest doskonałym punktem wyjścia dla kolejnych wątków. Oczywiście podczas lektury łatwo nasuwa się porównanie do innego bohatera kryminalnych historii czyli komisarza Mocka, lecz postać Klary Schulz jest w pełni autonomiczna i nie stanowi kopii, kalki czy też odwzorowania, tak  samo jak i jej śledztwa. "Nowe śledztwa Klary Schulz. Tajemnica Nathaniela" zaskakuje i pozwala czytelnikom zagłębić się w kryminalny świat Wrocławia z początku ubiegłego stulecia, znajome miejsca nabierają  całkiem nowych barw, podobnie jak i ludzie, wydający się na pierwszy rzut całkowicie inni od nas, lecz gdy ich poznamy trochę zaskakująco są nam znajomi. Książka Nadii Szagdaj to wspaniała kryminalna zagadka, w której słowo retro nabiera całkiem nowego smaku.


Za możliwość przeczytania książki 

dziękuję portalowi

Czytajmy Polskich Autorów

oraz 

wyd. Bukowy Las
 

czwartek, 9 lutego 2012

Józefina, kobieta, matka, cesarzowa ...

"Cesarzowa Józefina"
Sandra Gulland



Józefina, matka, żona, cesarzowa i przede wszystkim nieprzeciętna kobieta, weszła na karty historii wraz z mężem, ale wbrew pozorom nie żyła tylko i wyłącznie w jego cieniu. Urodziła się na Martynice, ówczesnej kolonii francuskiej, jej przybycie na ojczystą ziemię zbiegło się z rewolucją, której skutki odczuła na swojej osobie dość dotkliwie, pierwszy mąż został stracony, ona uniknęła śmierci, lecz wydarzenia z tego okresu pozostawiły w niej ślad. Książka Sandry Gulland skupia się już na okresie małżeństwa z generałem Bonaparte, późniejszym pierwszym konsulem i cesarzem Francji. Powstało wiele opracowań, powieści, filmów i seriali na temat Józefiny, jedne skupiały się bardziej na jej osobie, inne na Napoleonie, czasem podkreślano bardziej detale polityczne, a czasem życie prywatne, ale rzadko kiedy w centrum wydarzeń jest ona - Marie-Josèphe Rose Tascherde de la Pagerie zwana przez najbliższych Yeyette, primo voto de Beauharnais, secundo voto Bonaparte. Kim tak naprawdę była Józefina? Dzieckiem swoich czasów, umiejętnie wykorzystującym nadarzające się szanse, osobą, która doświadczyła ciemnej strony politycznych zawirowań i układów czy też człowiekiem, chcącym po prostu jakoś ułożyć sobie życie w niespokojnym, chociaż ciekawym momencie dziejowym? Biel, czerń a może postać, która skrywała swoje prawdziwe "ja" pod różnymi maskami, raz zakładanymi z wyrachowania, raz ze strachu, a innym razem, bo tego wymagało otoczenie? Wyrachowana, zakłamana, kierująca się interesem najbliższych, oddana rodzinie, rozrzutna, wyniosła, uczuciowa, nieszczęśliwa, spełniona ... Jakie określenie pasuje do tej kobiety? Wszystkie? Żadne? Rzeczywista charakterystyka leży gdzieś pośrodku? Jaka byłaś Józefino?

Terror jakobiński minął, pozostaje w pamięci, lecz nie jako powód do radości, a raczej czas, o którym większość woli nie pamiętać, w końcu nastała normalność, a przynajmniej usilnie starano się postrzegać rzeczywistość. Monarchia umarła, a raczej została zgilotynowana, niech życie Republika! Taki okrzyk pewnie nie padł, a jeżeli nawet został wyartykułowany, to w annałach nie został on upamiętniony, jednak jakże pasujący do sytuacji. Dawne rozrywki powracają, wspaniałe bale, wielkie premiery operowe, sezony towarzyskie, zmieniło się dużo, ale pewne rzeczy zmiany ominęły. Józefina jest baczną obserwatorką i równocześnie uczestniczką życia publicznego, które aż tak bardzo nie różni się od tego, przeciwko czemu wybuchł bunt kilka lat wcześniej. Większość małżeństw jest aranżowanych, majątek również jest rzeczą bardzo mile widzianą, nepotyzm kwitnie. Nic nowego wydaje się nie być poruszone w książce, a jednak perspektywa z jakiej czytelnik ma dane oglądać wydarzenia sprawia, że inaczej odbiera się je. Wybór formy pamiętnika pozwala z jednej strony na prawie dokumentalne przedstawienie rozgrywajacych się zdarzeń, z drugiej fabularny motyw nie przytłacza nadmiarem dat. Osią akcji jest osoba cesarzowej, jej zapiski są subiektywne, zawierają sympatie i antypatie oraz obraz świata, w jakim funkcjonuje żona Bonapartego.

Dla wielu temat poruszony przez Sandrę Gulland może wydawać się wyeksploatowany lub po prostu nudny, ale autorka umiejętnie przedstawiła fakty historyczne z punktu widzenia niezwykłej bohaterki. W ten sposób nie są tylko i wyłącznie suchymi wydarzeniami, lecz interesującymi sytuacjami, mającymi wpływ i na postacie znane i te pozostające w cieniu. Ostatnie lata życia pełne są sukcesów i porażek, spektakularna koronacja i upubliczniony rozwód, zwycięstwa i klęski dwojga ludzi, których połączyło uczucie i rozdzieliła racja stanu, a w tle rodzinne waśnie, rywalizacja i zamachy. Zapis codzienności, wciągającej swoistym kolorytem, w której polityka wpływa na osobiste szczęście i odwrotnie, było w niej miejsce na wielką miłość, zdrady i rozstanie. Subiektywna kronika życia niezwykłej kobiety i zapis historycznych chwil nie od strony dziejowej, lecz ich naocznego świadka, uczestnika i autora w jednym.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria
oraz
wyd. Bukowy Las

piątek, 20 stycznia 2012

Cyfrowe jabłko

"STEVE JOBS gdzie pada jabłko"
Jay Elliot, William L. Simon


Osoba Steve`a Jobsa jest rozpoznawalna przez ludzi w każdym zakątku globu, jako symbol firmy i produktów, które zrewolucjonizowały świat komputerowy i nie tylko. Wielu kojarzy go wyłącznie z najnowszym dorobkiem Apple`a czyli iPodem, iPadem czy iPhonem, jednak to jedynie ostatnie owoce pracy, inne, obecnie powszechnie używane, także wyszły spod jego ręki lub powstały dzięki jego zapałowi. Ale czy można mówić o człowieku tylko przez pryzmat aktywności zawodowej, nawet gdy jest ona dla kogoś najważniejsza? Często patrząc na czyjś sukces widzimy postać autora wyłącznie w czerni i bieli, a gdzieś pomiędzy tymi dwoma kolorami można odnaleźć wiele innych barw, odzwierciedlających dobre i złe życiowe momenty. Droga do triumfu nie zawsze jest prosta, czasem bywa kręta, a efekt końcowy to suma wielu elementów i wysiłku nie tylko jednostki.

Geniusz, wizjoner, zwycięzca, te słowa wielokrotnie padały w odniesieniu do twórcy potęgi Apple`a, stał się jej twarzą, ale w cieniu stoją dziesiątki ludzi, którzy współtworzyli z nim sukces. Pisząc o fascynującym człowieku, łatwo skupić się na pierwsz0planowym aktorze i pozostawić w zapomnieniu drugi plan, bez jakiego triumf byłby trudny do osiągnięcia lub w ogóle niemożliwym do zaistnienia. Książka "STEVE JOBS gdzie pada jabłko" ukazuje tytułową postać nie za pomocą jej osiągnięć, pamiętnych dat, zwycięstw i klęsk, lecz z perspektywy współpracowników i codziennej pracy. Taki punkt widzenia oddaje chwile sławy, momenty klęski i czas kiedy tworzono rewolucyjne produkty, o tych elementach nie wspomina się w tzw. "wersji dla prasy". Efekt końcowy i to co ogląda się na prezentacjach, ogłaszających wejście produktu na rynek to wynik, czasem długich i burzliwych lat, wielu pomysłów, ostrej wymiany zdań i szeregu "burz mózgów".
Nim do sklepów trafił iPhone, każdy szczegół jego obudowy, kolorystyka, nie wspominając już o oprogramowaniu, były omawiane setki, a może tysiące razy. Każdy pomysł był mile widziany, ale u źródła leżało zawsze jedno - detal, liczył się on na równi z całością, bo ich suma to urzeczywistnienie idei. Jednak nie zawsze koncepcja, wydająca siębyc świetną prognozą, okazywała się sukcesem, porażki też były udziałem i Jobsa i jego pracowników, one też stanowią świadectwo jednej z jego twarzy.

Historia Steve`a Jobsa przedstawiona przez Jay`a Elliota i Williama L. Simona to z jednej strony biografia człowieka, który stał się symbolem, a z drugiej strony przedstawienie obrazu marki Apple. Łącząc postać ludzką z firmą, autorzy nakreślili wizerunek, w którym znalazło się miejsce na odzwierciedlenie osoby, taką jaką była naprawdę, a nie tylko opisanie jej zalet, bez wspominania o wadach. Zwycięstwa, konflikty, podpatrywanie innych, genialne pomysły, przegrane, otwartość na zmiany, upór, te cechy i wiele innych składają się na wielowymiarowy portret niezwykłej indywidualności. Sylwetka ta przeszła już do historii, lecz nie należy do przeszłości, nadal wyznacza trendy i jest wzorem dla wielu, pragnących kreować świat nowych technologii. Przeciwnicy i zwolennicy długo będą jeszcze toczyć dyskusje o tym człowieku, niejedna biografia powstanie o nim, warto bliżej przyjrzeć się komuś kto był współtwórcą rewolucji w cyfrowym środowisku.







Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria
oraz
wyd. Bukowy Las

piątek, 14 października 2011

Wilkołaka i spółka

"Wilken. Czas złego wilka"
Di Tof
t

Wilkołaki, wampiry, klątwy,tajne stowarzyszenia, te elementy ostatnio często są kanwą wielu książek. Wydaje się, że trudno w tym obszarze coś nowego stworzyć, bo wszystko już było albo pomysł wydaje się podobny do innych, więc powiew świeżości nie jest zbyt częsty. Jednak czasem znany temat można przedstawić w ciekawy sposób, tak by czytelnik dostał interesujący pomysł, który pomimo, że oparty na znanych podstawach jest czymś więcej niż powtórzeniem ze zmianą imion bądź krajobrazów. Autorka umieściła fabułę swoich książek na terenach znanych sobie, lecz w jej ujęciu nabierają one całkiem innego wyrazu. Wielka Brytania ostatnio kojarzy się od strony magii i paranormalnych opowieści najczęściej z Harrym Potterem, chociaż nie można zapomnieć o Drakuli i Frankensteinie, ale wśród tych bohaterów znalazło się jeszcze miejsce dla paru innych postaci, w tym dla Nata i Woode`iego. "Wilken. Czas złego wilka" to książka przeznaczona nie tylko dla młodzieży, chociaż głównie do niej jest skierowana. Wilkołaki, tajemnicza organizacja stojąca na straży porządku - znana nielicznym, magiczne iluzje, pozwalające dojrzeć rzeczywisty obraz wybranym i młodzi bohaterowie, mierzący się ze złem, które obrało jednego z nich jako cel swoich ataków. To jeszcze nie wszystko, gdyż ta historia to trzecia i ostatnia część cyklu, jednocześnie kończąca pewne wątki, ale i wprowadzająca nowe. Pomimo, że Di Toft napisała trylogię, można zapoznawać się z poszczególnymi tomami z osobna i nie ma się wrażenia, iż brakuje detali by zrozumieć całość. Po raz kolejny zaczynam serię nie od początku a od końca i wbrew pozorom opowieść nie traci na tym. Nagrodzenie wielu motywów z gatunku paranormalnych i odkrywania sekretnych symboli tworzy barwną mieszankę, która pomimo różnorodności jest spójna, a następujące wydarzenia nie są od siebie oderwane.

O czym opowiada więc "Czas złego wilka"? Oczywiście o wilkołakach, bo głównymi bohaterami jest dwójka przyjaciół Nat i Woody, będących tytułowymi wilkenami. Jako agenci Nocnej Zmiany tropią przestępstwa popełniane przez osoby o nadnaturalnych cechach i jednocześnie starają się zapomnieć czyhającym na jednego z nich wrogu - Lucasie Scale`u. Ich drogi krzyżują się z nim w uroczym miasteczku, w którym mieszkają dziadkowie Nata, a gdzie pod nieobecność tych ostatnich ktoś podpala ich dom. Sprawca zostaje szybko wykryty, ale jego ujęcie to nie już nie taka prosta sprawa i dopiero początek o wiele większego problemu - zagłady świata, jakby tego było mało jeden z wilkenów ma problemy z powrotem do ludzkiej postaci. Wyścig z czasem już się rozpoczął, zwycięzca może być jeden, pretendentów do tego miana jest co najmniej dwóch, z czego jeden jest wilkołakiem, mającym pakt z demonem, co daje mu dodatkowe zdolności, a tajemniczym trofeum jest legendarna głowa Baphometa, strzeżona przez Templariuszy i ich następcę. Gdyby tego było mało jest jeszcze podróż w czasie i coś z mitów greckich. Jednak głównym wątkiem jest przyjaźń, która niezależnie od tego co miało miejsce lub wydarzy się, zawsze da siłę by przezwyciężyć zło.

Czasem mniej oznacza więcej, ale zdarzają się też historie gdy bogactwo sprawdza się równie dobrze, szczególnie w opowieściach z pogranicza rzeczywistości znanej i tej bardziej nadprzyrodzonej. Przygody z tajemnicą w tle mają to do siebie, że ich lektura mija niepostrzeżenie, a przy ostatniej stronie pozostaje niedosyt i ochota na więcej. Takie odczucia nie zawsze towarzyszą każdej książce, ale czytając "Wilken. Czas złego wilka" nie traci się czasu, a wprost przeciwnie, dostaje się sporą dawkę dobrej lektury z wieloma niespodziankami. Rzadko kiedy zwracam uwagę na okładki, jednak ta przyciąga uwagę umieszczeniem na niej części trójwymiarowej, znaczenie tej ilustracji odnajdzie czytelnik gdzieś na kartkach książki.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi
Sztukateria oraz wyd.
Bukowy Las