Nowość:
„Chata wyklętych”
Emilia Szelest
Niektóre miejsca mają swoją pamięć i nie wybaczają pewnych wydarzeń, skrywają również sekrety, jakimi niechętnie dzielą się. Czasem znajdzie się ktoś, kto wpadnie na ślad tych ostatnich i udaje mu się zbliżyć do nich. Nikt wtedy nie jest bezpieczny, bo prawda bywa niechciana i burząca kruchą równowagę pomiędzy milczeniem oraz ukrywaniem tego, co niewygodne…
To nie miała być ekstremalna górska wyprawa, może nie najłatwiejsza, lecz z pewnością dla doświadczonych turystów do pokonania bez zbytnich przeszkód. Kiedy pogoda krzyżuje plany trzeba je zmienić ad hoc. Stara, górska, chata daje schronienie i coś, czego nikt nie oczekiwał. Tajemnice, w liczbie mnogiej. Co kryją stare bale i deski? A może pytanie powinna brzmieć, co chowają w zanadrzu ci, którzy byli tu wcześniej? Z pewnością dzieje się coś, co wzbudza niepokój, nie nazwany, ale da się go odczuć. Szalejąca na zewnątrz zamieć śnieżna nie pozwala opuścić schronienia, jakie miał być na chwilę. Tyle, że wydłuża się ona coraz bardziej, natomiast zagrożenie wcale nie maleje. Nie tylko natura i góry są groźne, również ludzie, zwłaszcza ci, którzy noszą maski. Co tu się wydarzyło albo co właśnie dzieje się? Czasem warto zwracać uwagę na znaki, zwłaszcza gdy powietrze gęstnieje z godziny na godzinę. Czy chata zdradzi skrywane sekrety i jaką cenę przyjdzie za to zapłacić?
Góry nie zapominają, pozostawiają w swojej pamięci to, co miały w nich miejsce, skrywają tajemnice i bronią ich przed każdym, kto chce zakłócić kruchą równowagę pomiędzy przeszłością, teraźniejszością i przeszłością. Niektórzy uważają, że to, co wydarzyło się w górach, powinno w nich pozostać, niekiedy pogrzebane pod warstwą ludzkiej krzywdy wraz z cichymi bohaterami i niewygodną prawdą. Kiedy dawne sekrety dają o sobie znać, wtedy budzą się uśpione demony. A jeśli potworami są ludzie i to oni strzegą, to zostało ukryte, a nie góry? Zwodnicze piękno, odludzie, samotna chata i kilkoro turystów, jakich połączyła górska wędrówka oraz śnieżna zamieć. W takich okolicznościach ludzka solidarność wydaje się na wagę złota, a co jeśli będzie kosztować dużo więcej? Emilia Szelest w „Chacie wyklętych” stworzyła jednocześnie kameralny i górski thriller z cieniem legend i elementami . Początkowo to natura pokazuje swoją potęgę i uwidacznia jak mały wobec niej jest człowiek. To tytułem wstępu, chociaż ten klimat, jako bardzo bliski drugi plan, oddziałuje na czytelników podczas całej lektury. Jednak okazuje się, iż jest jeszcze jedno zagrożenie, groźniejsze, bliskie, nie do końca nazwane, coraz silniej odczuwalne. Irracjonalny lęk spowodowany przez klaustrofobiczne warunki, czy faktycznie mające uzasadnienie w tym, co się dzieje? „Chata wyklętych” ma również wątki nawiązujące do faktów historycznych, ukazujące nie zero jedynkowo przeszłość, lecz z detalami, o jakich zbyt często zapominamy. Przerażająca biel za oknem, wewnątrz mrok coraz bardziej dostrzegalny i kilkoro ludzi, którzy zdają sobie sprawę, że stoją na granicy… Najnowsza książka Emilii Szelest zadaje kilka pytań, lecz odpowiedzi na nie są tak oczywiste i jednoznaczne jak mogłoby się wydawać, gdyż osądzać jest czasem łatwiej niż zmierzyć się z prawdą. W tej książce zło zdaje się być nieuchwytne, nie do końca nazwane, lecz odczuwalne, mocniej z każdym rozdziałem, nawet więcej z każdą kartką, czekamy kiedy zaatakuje, bo to nieuniknione, ale to nie koniec, on przynosi jedynie wyjaśnienia pewnego fragmentu, całość dopiero będzie odkryta.