środa, 27 maja 2026

Pensjonat z tajemnicami

Nowość

„Pensjonat 

pod Tańczącymi Ogniami”

Urszula Gajdowska


Czasem prawda bywa zupełnie nie inna niż myśleliśmy. Pozory mylą, zwłaszcza, jeśli ktoś postara się urealnić je, ale sami również potrafimy uwierzyć w to, co wcale nie jest rzeczywiste. A kiedy jedno i drugie opadną może okazać się, że wszystko, w co wierzymy ma inne oblicze niż przypuszczaliśmy.

Co kryje mały pensjonat na skraju Puszczy Knyszyńskiej? Może nic albo bardzo dużo, to już zależy co odkryje Emilia. Lokalne podania trochę wprowadzają klimat grozy, lecz z drugiej strony tajemniczy las pewnie niejednokrotnie był miejscem zdarzeń, jakie pozostały tajemnicą. Błędne ognie zwiodły w zapomniane zakątki i na bagna wielu    , nie wszyscy odnaleźli drogę powrotną do domu. Na nudę nie ma więc co narzekać, zwłaszcza, iż cztery kobiety zamieszkujące Pensjonat pod Tańczącymi Ogniami co nieco mają do ukrycia, a uknuły pewną intrygę. Czy wiąże się ona z prawdziwym celem przybycia Emilii do tego ośrodka? Czas pokaże, a nowe znajomości okazują się interesujące i równocześnie niepokojące. Ludowe przekazy to jedno, lecz to, co dzieje się ostatnio w okolicach jest bardzo zastanawiające i budzi lęki. Co ma z tym wspólnego zbuntowany nastolatek? Pojawienie się Piotra, dawnego znajomego, a nawet kogoś więcej, wcale nie pomaga w rozwikłaniu tego, co się dzieje. Okazuje się, że Emilia znalazła w samym środku wydarzeń, jakie ktoś zaplanował co najmniej ciut inaczej, lecz one toczą się w niebezpiecznym kierunku.    

Tajemnicze Podlasie. Za tymi słowami kryje się niezwykła lektura, jakiej okładkowy opis zaciekawia, natomiast to, co czeka na nas jest jeszcze bardziej intrygujące. Humor, romantyzm i groza stanowią dość niecodzienną mieszankę, ale czeka na nas jeszcze kilka niespodzianek, jakich pojawienie się oznacza zwrot akcji. Skraj Puszczy Knyszyńskiej kryje niejedną tajemnicę, a w najnowszej książce Urszuli Gajdowskiej kilka z nich czytelnicy poznają. Nie od razu, a stopniowo poznajemy to, co kryje się w lesie oraz oczywiście bohaterach. Barwni, nieszablonowi, lecz także noszący maski, niekiedy zwodzący lub po prostu nie odsłaniający się z emocjami. „Pensjonat pod Tańczącymi Ogniami” to opowieść o miejscu i ludziach, czy trafiający do przypadkowo do tego punktu? Rozwiązanie tej zagadki przyjdzie w odpowiednim momencie i przyniesie z sobą przełom. A gdzie w tym humor, romantyzm i groza? Wplecione pomiędzy postacie, w ich słowa i gesty, wyczuwalne w cieniach. Autorka plastycznie oddała naturę, nie do końca znaną i zmienną, która jako drugi plan uzupełnia to, co zostało niewypowiedziane. Jednak najważniejsi są bohaterowie, emocje jakim ulegają, stawiają czoła lub ignorują, humor sprawia, iż są naturalni i stają się kimś więcej nie papierową sylwetką. Natomiast groza okazuje się kryć tam gdzie tego w ogóle nie spodziewamy się. W „Pensjonacie pod Tańczącymi Ogniami” zostajemy zaproszeni do poznania wielowarstwowej historii, w której czytelnicy znajdują nieoczywistą prawdę, ludowe przekazy, sekrety oraz cały wachlarz emocji.

 

                                                Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:


 

 

niedziela, 24 maja 2026

Szef i cała reszta kłopotów

Nowość:

„Szef, którego nie chciałam”

Monika Magoska – Suchar

 

Zamknąć za sobą drzwi i rozpocząć wszystko od nowa. Przepis na sukces czy na katastrofę? A może na coś zupełnie nieoczekiwanie pojawiające się i wymagające spojrzenia za siebie i przed siebie oraz podjęcia trudnych decyzji? To nie będzie kolejna szansa na początek, lecz poukładanie tego, co jest jednym wielkim chaosem oraz nieustanną improwizacją.

 

Kiedy już nie możesz zrobić kroku w tył, bo po prostu jesteś pod samym murem pozostaje jedynie pójść do przodu. Weronika Stanos była pewna, że to drugie właśnie jest jej udziałem, lecz rzeczywistość wcale nie jest tak różowa jak myślała. Ogromny napiwek z dorywczego zajęcia zagarnia chciwy szef, a w pracy, jaka miała dać jej pewny dochód właśnie dowiaduje się o redukcji etatów, jaka i ją obejmie. W takiej sytuacji pozostaje już tylko bardzo radykalne rozwiązanie. Jedni powiedzieliby, że tym razem to już naprawdę przekroczyła granicę, lecz ci, którzy wiedzą, iż do stracenia nie pozostało im wiele lub już nic idą na całość.  William Fuller doświadcza tego ostatniego ze strony Weroniki, ale robi coś, w co trudno uwierzyć dziewczynie. Okazja, jakiej nie spodziewała się i zamierza jej wypuścić z rąk. Pytanie tylko czym kieruje się jej szef i jaki będzie finał ich nie jedynie zawodowych relacji?

 

Książki, w jakich emocje dalekie są od letnich i nawet jeśli nie są głośne, to nie dają o sobie zapomnieć. Bohaterowie, zapadający w pamięć i noszą w sobie blizny po własnych wyborach i stawianiem czoła decyzjom podjętych przez innych. Splot okoliczności, jaki nie pozostawia dużego pola manewru i zmuszą do podjęcia radykalnych kroków. Monika Magoska –Suchar doskonale łączy te wątki w najnowszej historii i oczywiście dodaje jej niepowtarzalnej atmosfery i detali. To nie kalka, a odrębna opowieść o ludziach poznających się w sytuacji dalekiej od codzienności i już na wstępie dającej pole do popisu, co do tego, co będzie miało miejsce. „Szef, którego nie chciałam” opiera się nie na jednym motywie, a kilku, połączonych postaciami, kontrastowymi wobec siebie, barwnymi i na pierwszy rzut oka mało pasującymi do siebie. Jednak w tym tytule, istotne jest drugie i kolejne spojrzenia na osoby i tło, na tle którego funkcjonują, a wraz z rozwojem akcji dostrzegamy co kryje się za ich postępowaniem i przede wszystkim w nich samych. Autorka wyciąga z motywów to, co w nich najlepsze i tworzy fundamenty pod fabułę, w jakiej rozwija swój pomysł na bohaterów i losy. Tu nie ma powtórzeń, to całkiem nowy pomysł na opowieść o rzucaniu wszystkiego na jedną szalę, podejmowaniu ryzyka, chociaż wydaje się ono czystym hazardem, a nie szansą na odmianę losu, uczuciach przychodzących w najmniej odpowiednim momencie i uczeniu się zaufania drugiemu człowiekowi, pomimo złych doświadczeń. Czasem bycie po przejściach i posiadanie trudnej przeszłości okazuje się dobrym punktem wyjścia do walki o przyszłość, nie tylko swoją…


                                              Za możliwość przeczytania 

książki

dziękuję:
Autorce - Monice Magoskiej-Suchar

czwartek, 21 maja 2026

Zabójcza sobota

Nowość:

„Jeśli dzisiaj sobota, 

to mamy morderstwo”

Marta Matyszczak

 

Zbrodnia doskonała podobno istnieje, niektórzy nawet brali w niej udział i wierzyli, że faktycznie taką pozostanie. Nie do końca była tak idealna, jak się wydawało i wcale taką nie pozostała. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powiąże wydawałoby się luźne wątki, z których powstanie całkiem wyraźny obraz mordercy.

Wyjazd rehabilitacyjny grona seniorów nad morze z definicji miał być spokojny i kojący. Pod opieką dość niekonwencjonalnej grupy resocjalizowanych czas powinien upłynąć na zabiegach, spacerach i wycieczkach. Kłopot w tym, albo i nie to już zależy od punktu widzenia, pojawia się trup. Scenariusze są trzy: wypadek, samobójstwo, zabójstwo, jakie jest prawdziwy? Komisarz Gertruda Florek ma dość jasne zasady prowadzenia śledztwa, a udział w nim amatorów z pewnością jest złamaniem co najmniej jednej z najważniejszych i nie zamierza kryć się z tym, że jest niezadowolona, nawet bardzo! Jednak co jak co, ale ciekawości, tupetu i przede wszystkim intuicji nie dam się im odmówić. Zresztą czy seniorzy i ich nieszablonowi opiekunowie muszą brać pod uwagę panią policjantkę? W końcu wszyscy chcą jednego, a czasem prowadzi do tego wiele dróg, bywa, że krętych, zwłaszcza, jeśli ktoś nie chce by prawda wyszła na jaw. Jednak Gertruda i jej niechciani pomocnicy jak już złapią trop to go nie           puszczą, nic i nikt ich nie powstrzyma…

 

Gatunek Cozy Crime rządzi się swoimi zasadami i wszystkie je znajdziecie w najnowszej książce Marty Matyszczak. Jednak jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach czyli we wszystkim tym, co wychodzi poza nie i sprawia, że sugestie okładkowego opisu okazują się być zbyt skromne do rzeczywistej zawartości. „Jeśli dzisiaj sobota, to mamy morderstwo” ma w sobie wszystko co oczekujemy od tego rodzaju literatury, ale dostajemy również ogromny bonus dzięki talentowi autorki i jej pomysłom co do fabuły. Zbrodnia, zgodnie z tytułem i gatunkiem jest jak się patrzy, a śledztwo to już majstersztyk, zwłaszcza w wykonaniu bohaterów. Plastyczność lub bardziej mówiąc obrazowość tekstu sprawia, że kolejne sceny mamy przed oczami jak kinowy hit. Bez trudu wyobrażamy sobie filmowe kadry z całą plejadą charakternych bohaterów oraz ich kryminalnych perypetii, w jakich nie brakuje dochodzeniowych zagwozdek, autentycznych momentów zagrożenia i przede wszystkim śledczego zapału vel samozaparcia w tropieniu mordercy. Podejrzanych nie brakuje, poszlak również, jedynie tropy są niewyraźne, lecz czy nie na tym opiera się właśnie rasowa historia spod znaku intrygującego kryminału? Marta Matyszczak niczego nie ułatwia ani swoim postaciom, a tym bardziej czytelnikom, dochodzenie okazuje się rozwojowe, co wpływa na coraz szybsze tempo czytania, by jak najszybciej dotrzeć do kluczowych odpowiedzi czyli „Kto i dlaczego zabił?”. Rozwiązanie sprawy z kilkoma niewiadomymi, grupą emerycko-resocjalizowaną, miejscowymi stróżami prawa, tudzież elity tej samej proweniencji jest doskonałą rozrywką nie tylko czytelniczą. Czas spędzony na lekturze „Jeśli dzisiaj sobota, to mamy morderstwo” zdecydowanie mija zbyt szybko, ale na otarcie łez pozostaje jakże miła informacja o tym, iż to pierwszy tom cyklu Wakacje z mordercą. Przed nami więc kolejne spotkania z dociekliwym gronem detektywów, już nie takich amatorów.

                                           Za możliwość przeczytania 

książki

dziękuję:


 

niedziela, 17 maja 2026

Nowy początek

Nowość:

„Intrygujący mafiozo”

Nadia Grim

Część 1

 

Jedno spotkanie. Niespodziewany splot okoliczności. Spojrzenie. Dotyk. Czasem naprawdę niewiele potrzeba by nagle rozpoczęło się coś całkowicie nowego i całkowicie nieplanowego. Jak przyjąć taki obrót spraw gdy ma się świadomość, że nic już będzie takie jak wcześniej i nie ma powrotu do tego, co było?

 

Jeżeli więcej lub prawie wszystko dzieli, a to, co łączy zdaje się być tymczasowe i bardzo nietrwałe, jak budować na takich odstawach związek? Konkretniej mówiąc małżeństwo? Mia nie planowała takiego rozwoju sytuacji gdy przyjęła zaproszenie swojego chłopaka na imprezę w jego rodzinnym domu. A z pewnością nie mogła oczekiwać, że ktoś się jej  oświadczy. Ten ktoś to ojciec Michelangela, z jakim spotyka się od pewnego czasu. W tej familii nikt nie odmawia Ettore, głowie rodziny i każdy postępuje zgodnie z jego wolą. Jednak dziewczyna nie jest kimś, komu można cokolwiek nakazać i oczekiwać, że tak postąpi. Niezależna, z planami na przyszłość, w których nie ma aż tak poważnych relacji, zwłaszcza z kimś, kto nie liczy się z innymi i jest tak różny od niej. Czy sprzeciw w ogóle zostanie wzięty pod uwagę? Ettore nie jest przyzwyczajony do sprzeciwu, rządzi niepodzielnie od lat wszystkimi, ale Mia nie jest taka jak pozostali i nie boi się o tym mówić głośno i dobitnie. Jak więc tych dwoje ma odnaleźć wspólną drogę? Ona nie jest marionetką w czyiś rękach. On od zawsze jest mistrzem manipulacji i dostaje to czego pragnie… a może tym razem sprawy potoczą się inaczej niż mogłoby się wydawać?

 

Przeznaczenie czasem wyznacza kręte ścieżki ludzkich losów. W najmniej spodziewanym momencie spotyka się dwoje ludzie z całkowicie różnych światów. Ona jest niezależna, ciekawa świata, z konkretnymi planami na przyszłość. Jemu podporządkowują się wszyscy, rządzi twardą ręką w życiu osobistym i zawodowym, nikt nie ośmiela mu się sprzeciwić. Dzieli ich wszystko, prawie, bo mają coś z sobą wspólnego. Historia tych dwojga daleka jest od prostego scenariusza zauroczenia, bo i bohaterom daleko do stereotypów. Nadia Grim nie boi się kontrastów, trudnych tematów i potrafi doskonale znany motyw przedstawić z innej perspektywy. Oczywiście nie da się tego zrobić bez odpowiednio wykreowanych postaci, tak pod względem osobowości, wyglądu oraz oczywiście przeszłości. W tej książce od samego początku widzimy, że tutaj nie będzie kroku w tył, pokory i rezygnacji z siebie, mamy za to konfrontację odczuwalną nieustannie, tak samo jak walkę o siebie oraz własne status quo oraz nieoczekiwane uczucia, komplikujące i tak trudną sytuację. Dwa silne charaktery i przyszłość, która rysuje się burzliwie to wstęp, który obiecuje pełną emocji opowieść i obietnicę tę wypełnia z nawiązką. Trudne wybory, uczucie, jakie jednocześnie burzy dotychczasowe życia i jest zalążkiem zupełnie czegoś nowego i zaskakującego. Nadia Grim zaskakuje nieoczywistymi zwrotami akcji i przede wszystkim bohaterami, rzucający wyzwanie zasadom, otoczeniu i sobie samym. Na tę lekturę warto zarezerwować sobie czas, raz zaczętą czyta się bez przerw, a z każdym kolejnym rozdziałem intryguje bardziej.

 


                                         Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

Autorce Nadii Grim

piątek, 15 maja 2026

Przeszłość

Nowość:

„Aurora”

Paulina Świst

 

Maski. Wszyscy je noszą, jedni lepiej, drudzy gorzej, ale są i tacy, którzy są w tym mistrzami. Nikt nie domyśla się co kryją pod maską zwyczajności, czy jeszcze pamiętają jacy byli kiedyś? Człowieczeństwo jest dla nich jedynie jedną z ról i to, co wcale nie najważniejszą, ale bardzo użyteczną. Dzięki niej wtapiają się w tłum i pozostają nierozpoznani, a to pozwala im być bezkarnymi i to na oczach tych, którzy chcą odkryć ich prawdziwe oblicza…

 

Spokój bywa pozorny, a znalezienie odpowiedzi na trudne pytania może uśpić czujność. W końcu nadchodzi moment kiedy okazuje się, że przeszłość właśnie otwarła jedynie przymknięte drzwi, a to, co właśnie weszło przez do teraźniejszości jest najnowszą sprawą, jaką prowadzi prokurator Nina Kermel i komisarz Aleksander Aresowicz. Już od samego początku wiedzą, że przed nimi wymagające śledztwo, starannie zaplanowana zbrodnia, w jakiej ślady są wielką niewiadomą. W swojej karierze zawodowej zetknęli się z brutalnością, z jaką większość policjantów nigdy nie miało do czynienia. Morderstwo z Kopalni Guido wpisuje się właśnie w ten gatunek, natomiast schemat wskazuje, iż ten, kto stoi za nim nie działa przypadkowo i ma swój cel. Co skrywa motyw i gdzie zaprowadzą jego poszukiwania? Kierunek okazuje się zaskakujący i przede wszystkim wymagający wejścia daleko w mrok, gdzie zło pochłonęło zbyt wielu, lecz wciąż szuka nowych ofiar, a niebezpieczeństwo istnieje nie tylko w teorii. Tym razem każdy błąd oznacza jedno. Śmierć!

 

Niektóre zbrodnie tworzone są jak swoiste dzieła zabójczej sztuki. Mają przyciągać uwagę oraz niosą z sobą przekaz, nie dla wszystkich, ale tylko, którzy go potrafią dostrzec. Niestety jedno i drugie wcale nie ułatwia śledztwa, kluczem jest motyw, ukryty gdzieś pomiędzy tym, co widoczne i niedopowiedziane. Mrok, odór śmierci, metaliczny zapach krwi, pociągający za sznurki oraz widownia, nie do końca świadoma, w jakim przedstawieniu bierze udział. Do tego jeszcze dodajmy przeszłość, gdzie obecne wydarzenia miały swój początek i ciemność, zupełną, w jakiej światło ginie po paru krokach. Rozwikłanie tej morderczej zagadki oznacza zejście do piekła, stworzonego przez człowieka dla ludzi i gdzie niewinność została z premedytacją wyrwana wraz z korzeniami. „Aurora” to historia kryminalna, w jakiej prawda okazuje się być całkowicie inna niż bohaterowie sądzą i dużo bardziej skomplikowana. Jej korzenie sięgają wcześniejszych dekad, łącznikiem jest zło, to wyrządzone przed laty i te, jakie właśnie pokazuje na co stać tych, którzy zostali przez nie stworzeni. Tu zależności pomiędzy zbrodnią i sprawcą nie szuka się w prostych powiązaniach, one są starannie zamaskowane, a pozostawione znaki czytelne dla nielicznych. Paulina Świst nie daje czytelnikom prostej zagadki do rozwiązania, nie pierwszy raz, lecz tym razem to mroczniejsza wersja, w jakiej jak zawsze liczą się nie tylko detale, ale także intuicja i cienie, rzucane przez fakty, jakie zostały starannie zatarte. W „Aurorze” pytania i odpowiedzi stanowią zaklęty krąg sekretów, a prawda staje się bombą z bardzo krótkim lontem, jej wybuch odsłania kolejny fragment rzeczywistości daleki od tej, jaką uważano za znaną. Oczywiście nie zabrakło humoru, czarnego i pełnego ironii, ostrej, niebiorącej jeńców oraz oczywiście w punkt. A na końcu jako wisienka na torcie bohaterowie, jak zawsze potrafiący uchwycić koniec nitki i po niej odszukać sedno zbrodni, wbrew wszystkim oraz wszystkiemu, grając przy okazji w życiową i zawodową rosyjską ruletkę.

                                       Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:


 

poniedziałek, 11 maja 2026

Tajemnicza wyspa

Nowość:

„Wydarzyło się nad jeziorem”

Lisa Jackson

 

Nie zawsze powroty do domu wiążą się z miłymi wspomnieniami. Niekiedy oznacza to ponowne wejście do świata, z jakiego kiedyś uciekło się. Upływ czasu pomaga niektórym zobaczyć wiele spraw z całkiem innej perspektywy. A od tego już krok by na jaw wyszły dawne sekrety…

 

Wiktoriańska rezydencja była świadkiem wielu wydarzeń w życiu rodziny Harper Redd Prescott. Niestety tych tragicznych również. Minęły lata, od kiedy wyjechała z niej, teraz nie jest już tamtą dziewczyną przytłoczoną tym, co wydarzyło się wówczas, co nie znaczy, iż nie pamięta tego. Rodzinna siedziba wciąż robi ogromne wrażenie, pomimo tego, że od lat stoi pusta, ale czy na pewno tak jest? Kryje niejedna tajemnicę tak jak ludzie mieszkający w niej i w sąsiedztwie. W tym na pozór spokojnym miasteczku wiele działo się i mało zostało do końca wyjaśnione. Okazuje się, że obecnie również mają miejsce tajemnicze wydarzenia, skutkujące śmiercią. Wypadki czy zaplanowana zbrodnia? Krąg podejrzanych nie jest duży, a w samym centrum jest zawsze ta sama osoba, chociaż czy tak być powinno? Może nadszedł czas by wyjaśnić to, co już wydarzyło się i zapobiec temu, co właśnie znowu zaczyna się dziać? Ile jeszcze ofiar pochłonie jezioro, ale czy to nie jest jedynie wygodna wymówka? Ktoś korzysta ze złej sławy i nie zamierza poprzestać tego robić, bo motyw jest nadzwyczaj wygodny lub raczej był…

 

Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Czy ta zasada, tak często łamana, dotyczy się również powrotu do domu? Niektóre miejsca niosą z sobą więcej wspomnień niż człowiek chciałby pamiętać, a przy okazji zbyt dużo emocji, od jakich nie tak łatwo uwolnić się. Jeżeli jeszcze dodać do tego tragiczną śmierć i tajemnicze zaginięcie to mamy już opis do co najmniej dobrze zapowiadającego się thrillera. Lisa Jackson dorzuca do tego wiktoriańską rezydencję, kryjącą niejeden sekret oraz grono bohaterów połączonych dramatem sprzed lat, niewyjaśnionym i wciąż niezapomnianym nie tylko przez lokalną społeczność. Ze swojej strony dodaję jeszcze czytelnicze odczucie mroku, uderzające już na wstępie, takie spod znaku gotyckiej powieści i czegoś, co oblepia wszystko i wszystkich gęstą siecią niedomówień, może i kłamstw oraz poczucia winy. „Wydarzyło się nad jeziorem” ma w sobie niepokój i aurę tajemnic, w tej historii nie ma jasnych odpowiedzi podanych na tacy, są za to enigmatyczne odpowiedzi oraz podejrzenia, rodzące kolejne niewiadome. Kto i jakie ma zamiary? Z pewnością coś „wisi” w powietrzu, teraźniejszość naznaczona jest tym, co było i ten wyraźny cień autorka wykorzystuje doskonale. Oczywiście liczą się wydarzenia z obecnego planu czasowego, lecz nawet jeśli nie ma wyraźnego nawiązania do tego, co już zdarzyło się to i tak wyczuwamy, iż przyczyny teraźniejszych sytuacji mogą mieć korzenie w przeszłości. Atmosfera zagęszcza się i czytelnik wyczuwa, że bohaterowie wiedza dużo więcej niż mówią, czym to jest podyktowane? To kolejna zagadka na długiej liście pełnych znaków zapytania. „Wydarzyło się nad jeziorem” jest dreszczowcem z gatunku, w jakim każdy element jest starannie przemyślany, sylwetki postaci dopracowane w detalach, a ciąg przyczynowo-skutkowy połączony z nimi oraz tłem niezliczoną liczbą szwów, nie zawsze widocznych od razu.



                                      Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:


sobota, 9 maja 2026

Rodzinne rozmowy

Nowość:

„To nie jest rozmowa na telefon”

Jakub Bączykowski

 

Czasem wraz z wiosną przychodzi powiew czegoś świeżego, niespodziewanego. Nie zawsze jesteśmy na to gotowi my i nasi bliscy. Czy warto podążyć za tym, co zaczyna kiełkować w naszym sercu i głowie? Może lepiej pozostać na utartej ścieżce, do jakiej wszyscy są przyzwyczajeni?

 

Jedni traktują emeryturę, jako koniec i mierzą się z lękiem o przyszłość. Inni otwierają nowy rozdział w życiu. Krystyna należy do tej drugiej grupy i cieszy się nowym etapem w życiu, jest pełna energii i kieruje w realizację marzeń. Jednak jeden telefon burzy jej spokój, pomimo tego, iż świetnie rozumie się ze swoją córką to niepokoi ją to, co od niej usłyszała lub raczej nie usłyszała. Co takiego ważnego ma jej do przekazania Agnieszka? Gdyby to było coś istotnego od razu by to zostało przekazane, a z drugiej strony dlaczego nie podzieliła się tą informacją z matką natychmiast? Krysia ma swoją teorię i wcale jej się ona nie podoba. Właśnie teraz niezbyt cieszy się na zapowiadaną wiadomość, chociaż ma to być niespodzianka. Ma swoje plany, ale czy z nich nie zrezygnuje? Na pierwszym miejscu zawsze są bliscy, lecz jak to połączyć z marzeniami, które pragnie zrealizować wraz z mężem? Przed jakimi wyborami stanie i ile będzie to ją kosztowało?

 

Nawet w rodzinach, które są z sobą blisko nie o wszystkim mówi się. Pewne sprawy przemilcza się, bo niewiele potrzeba by pojawiły się niesnaski albo po prostu pojawia się obawia, że zostanie się dobrze zrozumianym. Jednak to tylko wycinek rodzinnego życia, w którym kilka pokoleń pragnie spełniać swoje marzenia i po prostu być szczęśliwym. Tyle razy słyszymy, że milczenie jest złotem, a mowa srebrem, lecz czy sprawdza się to w rzeczywistości? Kiedy porozmawiać lub zamilknąć, by nie sprawić przykrości bliskim i jednocześnie nie skrzywdzić samego siebie? Jakub Bączykowski odsłania jedną z takich historii przed czytelnikami z pomocą bohaterów swojej najnowszej książki „To nie jest rozmowa na telefon”. Pogodna i ciepła opowieść, ale to pierwsza warstwa, druga pokazuje codzienność w jesieni życia od podszewki i z kilku punktów widzenia oraz to, iż koniec pewnego etapu może stać się początkiem całkiem nowego, jest jeszcze jedna, w jakiej mamy relacje na linii rodzice i dorosłe dzieci oraz kolejna, gdzie widzimy rówieśników głównych postaci. Autor pokazuje wnikliwe obserwacje, w których kluczową rolę odgrywają wzajemne oczekiwanie, lecz jedne wypowiedziane głośno, z pewnością siebie i drugie, zachowane dla siebie, często gorzko smakujące słowami, jakie nie padły. Zagłębiając się w lekturą dostrzegamy niuanse, jakie skrywane są za maską śmiechu i życzliwości. „To nie jest rozmowa na telefon” jest powieścią o blaskach i cieniach, lecz przede wszystkim o tym, że warto jest rozmawiać, mówić o trudnych sprawach i zawalczyć o równowagę pomiędzy dawaniem i braniem.


Za możliwość przeczytania 

książki

dziękuję:


 

czwartek, 7 maja 2026

Tam, gdzie diabeł mówi dzień dobry

Nowość:

„Mamuna”

Krystian Stolarz

 

Mur milczenia i pogodzenie się z tym, co wydarzyło się. Czy ktoś odważy wyłamać się z tego schematu? Małe społeczności nie lubią, gdy ktokolwiek zaczyna się nimi interesować oraz ingerować w sprawy, o których nie mówi się głośno. Jednak czasem to jedyna droga do prawdy, jakakolwiek by nie była.

Nawidów jest jednym z tych punktów na mapie, jakie rzadko, kto zauważa, a ich mieszkańcy są z tego zadowoleni, chociaż właściwiej byłoby powiedzieć pogodzeni. Co w takim prowincjonalnym miejscu będzie miał do roboty komisarz Sokół? Wyzwań dla siebie raczej nie znajdzie, bo i jakie mogą one być? No cóż jak zawsze pozory mogą mylić, podobnie zresztą jak i pierwsze wrażenie. Tutaj większość jest po przejściach i z przeszłością, tyczy się to również jego podwładnych w komisariacie. Zło ma się tu dobrze, zwłaszcza, iż ma doskonałą przykrywkę, tłumaczącą wszystko i wszystkich. Legendy, dokładnie rzecz mówiąc słowiańską Mamunę, ona ma stać za mroczną stroną Nawidowa. Czy Sokół uwierzy w taką wersję rzeczywistości? Długo była wygodna, stanowiła też doskonałą wymówkę dla dramatycznych zdarzeń. Tyle, że nowy komendant miejscowego posterunku właśnie zaczyna podkopywać mur milczenia, chroniący zbrodniarza. Obcych tutaj nie lubią, oni są poza nawiasem społeczności, silnie związanej strachem, kłamstwami i zbrodnią… Czy uda się poznać prawdę, jaka by ona nie była?

Hermetyczna społeczność. Obcy. Zaginięcia dzieci. Śledztwo, które ma rozbić mur milczenia i strachu. W tej historii lęk miesza się ze słowiańskimi mitami, a prawdy zdaje się, że nikt nie chce poznać. To z pewnością nie jest prosta zagadka kryminalna i od początku czytelnicy są tego świadomi. Tak samo jak i tego, iż właśnie ktoś rzuca wyzwanie status quo, jakie ma bardzo głębokie i rozłożyste korzenie. Kto kryje się za tytułową „Mamuną”? Droga do tej informacji jest długa, kręta i przede wszystkim pełna detali, znaczących, lecz dostrzeganych przez nielicznych. Z kolejnymi stronami i rozdziałami zagłębiamy się w historię gdzie współczesność splata się z legendami w hermetycznej społeczności, w jakiej obcym nie mówi się nic. Tajemnica okazuje się mieć więcej warstw niż czytający mogli początkowo przypuszczać, równocześnie są one częścią większej całości i samodzielnymi bytami. Każdy z nich to osobna zagadka, jakiej wyjaśnienie rozjaśnia odrobinę mrok, w której skrywa się tytułowa Mamuna, legenda i rzeczywistość, istniejące równolegle i przenikające się. Policyjne śledztwo skupia się na faktach, lecz towarzyszące mu nastroje mieszkańców oraz atmosfera w lokalnym komisariacie nie da się i nie powinno się od nich oddzielać. Czasem tam gdzie zawodzi logika trzeba sięgnąć do tego, co podpowiada intuicja. Krystian Stolarz konfrontuje czytelników z kryminałem, w jakim niepokój jest stałym elementem, sekrety to zwykły element codzienności, a lokalna wspólnota nie wzbudza zaufania, lecz zarazem wydaje się być uwięziona w pajęczynie zła, z której nie potrafi lub też nie chce się wydostać.


                                     Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:



niedziela, 3 maja 2026

Koniec i początek

Nowość:

„Cymanowski Młyn”

Magdalena Witkiewicz

Stefan Darda

Czasem nim będzie lepiej jest o wiele gorzej. Czy zło zostawia ślad na tych, którzy je przetrwali? Najtrudniej jest zostawić za sobą przeszłość i nie pozwolić by rzucała cień na przyszłość, ale nie każdemu jest to dane.

 

Spokojna agroturystyka w jesiennym sezonie powinna być odpowiednia na urlop dla małżeństwa, na co dzień żyjącego w biegu i coraz bardziej oddalającego się. Czy ten pomysł ma szansę na powodzenie? Monika i Maciej mają okazję by się o tym przekonać, sami pewnie nie wybraliby tego miejsca, ale co szkodzi skorzystać z tajemniczego zaproszenia? Z daleka od codzienności mogą odbudować swój związek. Wydaje się, że ten wyjazd okaże się punktem zwrotnym w ich życiu, ale jak bardzo tego jeszcze nie wiedzą. Las wokoło skrywa niejeden sekret, zresztą nie jedynie on, chociaż na pierwszy rzut oka to spokojna okolica, z życzliwym właścicielem urokliwego pensjonatu. Jednak coś mrocznego wsącza się niedostrzegalnie. Jakieś złudzenia, podobieństwa do tego, co już było, tak jakby jakiś niezakończone sprawy dawały o sobie znać, ale to przecież niemożliwe… Może nie wszystko jest takie jak powinno być? Zło nawet po latach odbija się echem, niektóre miejsca są przysłowiową puszką Pandory i czekają tylko aż ktoś ją otworzy, niekiedy całkowicie nieświadomie…

 

Gdzie kończy się thriller, a zaczyna groza? Może dwa gatunki w jednym? Z pewnością „Cymanowski Młyn” wymyka się prostym podziałom. Niejedna granica zaciera się w tej historii i kilka tych nieprzekraczalnych zostaje przekroczonych. Początek nie sugeruje niczego, co wydarzy się później, chociaż gdy już poznamy całość to dostrzegamy lub tak nam się wydaje pierwsze mroczne cienie. Jednak kluczem do wszystkiego jest tu tajemnica, a raczej ich liczba mnoga. Od niej zaczyna się i jej ślady odczuwalne są również na końcu. Niejedne oblicze mają i nikt nie jest on od nich wolny, stają się także podstawą wątków. Mroczny klimat narasta z każdym kolejnym sekretem i poznanymi detalami wcześniejszych. Nikt i nic nie przygotowuje czytelników na to, co z sobą niosą i jaki będzie ich wpływ na bohaterów. W pewnym momencie, nieprzypadkowym, to, co już miało miejsce zazębia się z teraźniejszymi wydarzeniami, tworząc oczywiście nowe tajemnice. Coraz szybciej zaczyna się nakręcać spirala niepokoju, kłamstw i zatajania prawdy, czy osiągnie punkt krytyczny? W przypadku tej opowieści odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczne. Czasem maski nie opadają całkowicie albo też zakładane są nowe. „Cymanowski Młyn” łączy w sobie przeszłość z przyszłością, a to, co dzieje się na naszych oczach jest korytarzem z drzwiami do nich, których nie da się zamknąć do końca. Czy da się rozpocząć coś nowego na fundamentach stworzonych rzez złe decyzje? A może czasami da się zło wykorzystać do zbudowania drogi, wiodącej do dobra?

                                        Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:


piątek, 1 maja 2026

Prawda i krew

Nowość:

„Zatruta krew”

Marta Reich

 

Pozory mogą ukryć naprawdę dużo, zwłaszcza jeśli komuś zależy by prawda nie wyszła jaw. Jej iluzja bywa realniejsza od rzeczywistości i na pierwszy rzut oka wszystko się w niej zgadza. Pod jednym warunkiem wszakże warunkiem, że ktoś nie przyjrzy się wszystkiemu z bliska i nikt nie zada sobie trudu by sprawdzić fakty.

 

Tej tragedii nic nie zapowiadało. Wprost przeciwnie wszyscy byli pewni, że to prawdziwa bajka, taka współczesna, gdzie dwoje młodych ludzi darzy się uczuciem, zakłada rodzinę i potem już pozostaje „i żyli długo oraz szczęśliwie”. Jednak czy naprawdę tak było? W grudniowy poranek lekarka pogotowia ratunkowego stwierdza śmierć Małgosi, nagłą, w domu, bez wyraźnej przyczyny. Dramatyczny splot okoliczności i nic więcej, rzadko, lecz zdarza się, chociaż czy na pewno? Bartek obudził się obok martwej żony, niczego nie zauważył, nie było żadnego znaku ostrzegawczego, zresztą zauważyłby go bez trudu, jako ratownik medyczny i student medycyny. Niestety nie tym razem, tak bywa czasami, ale rodzina zmarłej ma pytania i nie chce zadowolić się odpowiedziami, które jej udziela się. Pierwsze rysy na idealnym portrecie rodzinnym czy po prostu ból po stracie córki? Prokurator i lekarka nie zadawalają się tym, co mówią wszyscy i szukają prawdy, rzeczywistej, a nie tej, w jaką wierzy większość. Co wydarzyło się w spokojnym domu na przedmieściach w małżeństwie jak z reklamowego obrazka?

 

Pozory i prawda. To pierwsze zręczne, przemyślane i wiarygodne, natomiast czy drugie jest takie jak wygląda? Łatwo można skrzywdzić kogoś posądzeniami, jakie nie mają pokrycia w rzeczywistości, natomiast pozostawienie tego, co wzbudza podejrzenia bez weryfikacji może okazać się ogromnym błędem. Dylemat trudny do rozstrzygnięcia, a do tego dochodzi jeszcze aspekt moralny i czasem także kryminalny, co jeszcze komplikuje już i tak niełatwą sytuację. „Zatruta krew” inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami, gdzie właśnie między inny takie wątki są poruszane, ale to wstęp do skomplikowanej historii, w której wyrachowanie i złudne poczucie bezpieczeństwa są na pierwszym planie. Tym bardziej uderza myśl, iż akcja książki sięga do tego, co realnie miało miejsce. Sfabularyzować taką historię oznacza skonfrontować z sobą dwie różne perspektywy i równocześnie pokazać kulisy, lecz nie w dokumentalnej formie z podziałem na czerń i biel, a z wszystkimi niuansami oraz całym wachlarzem emocji od pewności, poprzez zawahanie się, aż do dojścia do prawdy. Do tego dodajmy ogrom detali składających się na drugi i trzeci plan, oddanie głosu bohaterom, nie wymyślonych, lecz mających odbicie w rzeczywistości. Marta Reich każdy z tych elementów wprowadziła do fabuły i jednocześnie uzupełniła znakomicie wszelkie luki. Czytelnicy podczas lektury konfrontowani są z faktami, ale nie suchymi albo kolejnymi stronami policyjnych akt, a z wydarzeniami, w których widać ich wielowarstwowość i przede wszystkim ludzkim czynnikiem. To on jest w centrum kryminalnego śledztwa, sięgającego osobistych doświadczeń, które nie pozostają bez znaczenia, w końcu niekiedy jedynie upór człowieka prowadzi do poznania prawdy. Ona nie zawsze jest widoczna, czasem potrzebna jest determinacja by dostrzegli ją inni...     


                                    Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję: