Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 czerwca 2026

Ukryta prawda

„Ukryta natura”

Nora Roberts

 

Czasem by pokonać własne demony trzeba się zmierzyć z cudzymi. Kiedy wychodzi się ze strefy komfortu to, czego baliśmy się bywa, że okazuje się mniej groźne, łatwiejsze w przezwyciężeniu. Jednak należy pamiętać by być czujnym, bo łatwo nasz lęk wykorzystać przeciw nam, ale to również może być nasza broń…

 

Kilka sekund niekiedy dużo zmienia w życiu. Sloane doświadczyła tego niedawno i teraz wie jak ono jest cenne oraz jak niewiele potrzeba by je stracić. W gronie bliskich dochodzi do zdrowia, powoli, krok za krokiem zamiast szybko. Odpoczynek dla kogoś tak aktywnego nie jest łatwy, jak się okazuje ma swoje plusy. Spokojna okolica i znajome twarzy dają poczucie bezpieczeństwa, w końcu to małe miasto, gdzie nic nie dzieje się. Poza jednym, znika młoda kobieta i okazuje się, że to nie pierwszy taki przypadek. Sloane patrzy na tę sprawę trochę inaczej nie większość, z racji bycia policjantką zaczyna się interesować tą sprawą. Wystarczy skrawek informacji, coś niepokojącego, co dostrzegamy i zapamiętujemy, nie z jakiegoś konkretnego powodu, ale intuicja wychwytuje niepokojące sygnały. Właśnie tego doświadcza kobieta i gromadzi tropy. Pomaga jej sąsiad i rodzina, wychwytują niepokojący wzór. Czy to możliwe, że tak urokliwe miejsce ma inne oblicze? Tu nikt nie spodziewa się zagrożenia, a przecież wystarczy chwila by ktoś odebrał nam to, co najcenniejsze. Co kryje się w sercu gór i czy da się odkryć prawdę nim będzie za późno?

 

Dwie bohaterki, jedna na pierwszym planie, druga nieco z tyłu. Codzienność, małe miasteczko, zwykłe troski i radość z mniejszych i większych rzeczy. Nic nadzwyczajnego, ale otula czytelników dobrymi emocjami, wywołującymi uśmiech na twarzy. Gdzieś obok, niedaleko dochodzi do niepokojącego zdarzenia, jednego, drugiego, trzeciego. Piękne krajobrazy, raj dla turystów spragnionych ciszy i spokoju oraz kogoś, kto wykorzystuje to oddalenie od wielkomiejskich skupisk do swoich planów, dalekich od sielankowej rekreacji. „Ukryta natura” to tytuł doskonale oddający fabułę, odnoszący się do kilku wątków i za każdym razem trafiający w sedno. Motyw thrillera nie jest na pierwszym planie, ale nie stanowi dodatku, widoczny jest raz mocniej, raz bywa cieniem, czasem pojawia się między wierszami bądź na chwilę, by za moment odgrywać główną rolę. Zaraz potem znowu usuwa się na bok, lecz nie znika. Nora Roberts nie czyni z dochodzenia osi akcji, to jedna z jej sił napędowych, nieodłącznie splecionych z warstwą obyczajową. Na naszych oczach zazębia się spokojny świat miejscowości turystycznej, z mroczną stroną ludzkiego umysłu. Coś nie daje spokoju, ktoś zaczyna łączyć z pozoru niepowiązane z sobą informacje, ale życie toczy się dalej, pojawiają się nowe znajomości i uczucia, zmieniają się pory roku, jednak śledztwo trwa. Tropy są sprawdzane, brane pod przysłowiową lupę, przecież nic nie dzieje się bez przyczyny, a od tego krok do schematu. Widzimy jak wiele da się ukryć przed innymi i równocześnie jak dużo nie dostrzegamy, chociaż mamy to prawie na wyciagnięcie ręki. Pisarka pokazuje również co znaczy rodzina i dom, także pojmowane w wypaczony sposób i znowu zauważamy prawdę schowaną pod pozorami.

sobota, 25 kwietnia 2026

Dziedziczka

Nowość:

„Siedem obrączek”

Nora Roberts

 

Słowa mają moc. Raz rzucone w przestrzeń niekiedy trwają w czasie i rzucają cień na kolejne pokolenia. Nie każdy wie o ich istnieniu, lecz skutki bywają już odczuwalne. Takie dziedzictwo bywa nie tylko kłopotliwe, ale stanowi zagrożenie dla przyszłości dopóki ktoś nie przerwie zaklętego kręgu dawnej klątwy.

 

Od wieków rodowa siedziba Poole`ów zmaga się z rzuconą klątwą. W dniu, jaki powinien być najszczęśliwszy dla nowej mieszkanki tego domu zostaje zamordowana, a z jej palca znika dopiero co nałożona obrączka. Nie takiego spadku spodziewała się Sonya MacTvish, ale wbrew pozorom przyjęła go ze wszystkimi blaskami oraz cieniami i nie zamierza poddać się. Jej plan jest prosty, zamierza przełamać rzuconą klątwę i oczywiście zadomowić się w miejscu, jakie pozwoliło młodej kobiecie rozpocząć nowy rozdział w życiu. W kolejnych dniach, tygodniach i miesiącach odkrywa sekrety, jakie kryje niezwykły budynek, którego jest teraz właścicielką. Smutne, radosne, intrygujące i niebezpieczne tajemnice ujawniają fragmenty niezwykłej prawdy, nie ma w niej prostych odpowiedzi na pytania Sonyi, a od ich poznania zależy tak dużo. Nadchodzi moment finalnego pojedynku z tym, co od stuleci zagraża Poole`om, ostatnia nadzieja w tej, która przyjęła trudną spuściznę i rzuciła wyzwaniu złu, roszczącemu sobie prawa do tego, co nie jego. Kto zwycięży w tej rozgrywce, gdzie stawką jest wszystko co było, jest i będzie?

 

Finał trylogii, w jakiej jest groza, nawiedzona rezydencja z widokiem na ocean i las, wiedźma oraz oczywiście śmiertelna klątwa. Kategoria czytania z tych jeszcze jeden rozdział, chociaż z góry było wiadome, że i tak będzie przeczytane od razu do końca, dawkowanie lektury dopiero może przy drugim czytaniu. No i oczywiście opowieść gdzie koniec przewidzimy, lecz wszystko po drodze będzie niespodzianką, a i sam finał będzie z tych spod szyldu Grande finale. Kilkaset stron, gdzie dzieje się naprawdę dużo, jednak zawsze czujemy siłę przyjaźni, rodzinnych więzi, jakie sięgają głęboko w czas i nabierają wraz z nim mocy oraz widzimy jak istotne mogą być korzenie, nawet jeśli nie jesteśmy ich świadomi. „Siedem obrączek” dało mi wszystko to, czego zawsze spodziewam się po książkach Nory Roberts i dużo więcej, bo poziom napięcia, intrygujących zwrotów akcji oraz zagadek na tle naprawdę plastycznie oddanego drugiego planu robi ogromne wrażenie. Autorka doskonale wie kiedy wyciszyć emocje, dać czytelnikowi oraz bohaterom chwilę na złapanie oddechu i rozrywkę, by zaraz potem uderzyć niespodziewanie. Poprzednie części odsłaniały kolejne części przeklętej układanki, a granica pomiędzy tym, co wydarzyło się, dzieje się i być może będzie miało miejsce bywa w tej historii płynna, tak samo jak i rzeczywistość czasem trochę oniryczna. To wszystko w sumie daje książki, których akcję śledzimy z zainteresowaniem i nieustannym pytaniem co jeszcze ujrzymy. „Siedem obrączek” to finałowy tom, w którym widać jaką podróż pokonali bohaterowie i jak się podczas niej zmienili, ale przede wszystkim zamknięcie drzwi do mrocznej części dziejów i otwarcie kolejnych, do przyszłości, gdzie nie ma mrocznego cienia dawnej klątwy.

 

 

poniedziałek, 29 września 2025

Zwierciadło dusz

Nowość: 

„Zwierciadło”

Cykl: Zaginione Narzeczone

Nora Roberts

 

Podobno zwierciadło prawdę ci powie… A jeśli nie tyle powie, co pokaże i to dosłownie? Pozwoli zajrzeć tam gdzie wszystko zaczęło się i wciąż ma wpływ na teraźniejszość? Czy odważysz się zrobić krok w taflę lustra, chociaż nie wiesz kogo spotkasz po drugiej stronie i co może wydarzyć się?

 

Niekiedy z początku nie wiemy z kim przyjdzie nam się zmierzyć, lecz z czasem nasza wiedza poszerza się, bywa, iż dość bolesnym kosztem. Sonya MacTavish odziedziczyła imponującą posiadłość nad samym Oceanem Atlantyckim. Pełen uroku dom ma jednak już lokatorów, ilu? Z każdym tygodniem przekonuje się, że ktoś jeszcze go zamieszkuje. Duchy. Nie tak dawno nie wierzyłam w nie, a teraz żyje z nimi na co dzień i wcale nie narzeka, poza jednym wyjątkiem. Coś jeszcze otrzymała w spadku. Rodzinną klątwę, jaka ma wpływ również na nią. Plotki i pogłoski trochę rozjaśniły tajemnicę rezydencji, lecz dużo więcej dowiaduje się dzięki snom, aż nazbyt realistycznym oraz wizjom, równie mocno odczuwalnym. Pojawia się coś jeszcze, co pozwala jej na poznanie historii budynku oraz przede wszystkim przeszłości rodziny, jaka wciąż jest żywa. Zwierciadło, prawdziwy antyk, lecz najistotniejsza w nim jest możliwość przejścia do przeszłości. Nagle Sonya jest świadkiem wydarzeń, które stawiają w nowym świetle historię rodu i równocześnie odsłaniają się przed nią sekrety, o jakich nikt nie miał pojęcia. Dzień, który miał być najszczęśliwszy zmienia się najbardziej tragiczny, kiedy panna młoda zostaje zamordowana. Na tym nie koniec, gdyż jest jeszcze pewna zagadka. Nadszedł czas by Sonya ją rozwiązała, lecz jak to zrobić jeśli wciąż nie zna wszystkich detali? Ile czasu ma na znalezienie niejednej odpowiedzi i tej najważniejszej, od jakiej zależy przyszłość? Niektóre dziedzictwa niosą z sobą duży ciężar, jakiego nie zawsze jesteśmy świadomi, lecz nie ma od niego odwrotu…

 

Spadek. Duchy. Niespodziewana dziedziczka i klątwa sprzed dziesiątków lat. Cykl Zaginione Narzeczone to kilka gatunków połączonych w jedyną w swoim rodzaju opowieść. Trochę grozy i thrillera, romans, tajemnice i oczywiście nawiedzony dom. To wszystko spod pióra Nory Roberts, potrafiącej jak zawsze nie tylko zaintrygować czytelników, lecz także otworzyć drzwi do stworzonego przez siebie świata, przez jakie przechodząc zostaje się w nim na dłużej. Zwierciadło, jak przystało na drugi tom, dostarcza nowych emocji oraz oczywiście informacji, jakie znane nam już szczegóły stawiają w trochę innym świetle. Jednak do wyjaśnienia rodzinnych tajemnic wcale nie jest bliżej, a to, iż poznaliśmy lepiej bohaterów jest źródłem nowych znaków zapytania. Gdzie kończy się przeszłość i zaczyna teraźniejszość? Granica zaciera się coraz mocniej i widzimy to nieustannie, co wnosi dodatkowego klimatu złowieszczości, rozwiewanego, chociaż nie do końca przez duchy, które szybko stały się czymś jak najbardziej oczywistym. To połączenie realnej płaszczyzny z tą nadprzyrodzoną jest jednym z napędów akcji, pozostałe splecione są z nią nierozerwalnie i wzajemnie nadają odpowiedniej szybkości całości. Dodajmy do tego krajobraz Maine z miasteczkiem jak z pocztówki oraz rozległą oraz wiekową posiadłość i dostajemy historię, w jakiej wydarzenie zmieniają się jak pogoda nad morzem. W jednej chwili są radosne i pełne jasnych barw by w ułamku sekundy zmienić się w mroczne i pełne grozy. W „Zwierciadle” jest to widoczne jeszcze mocniej niż w pierwszej części, kontrast dostrzegamy nieustannie, tak samo jak i cień niepokoju, jaki kryje się pomiędzy wierszami, który zapowiada, że to, co najgorsze dopiero nastąpi wkrótce. Kiedy? Tego dowiemy się w najmniej spodziewanym miejscu i momencie. Pozostaje jedyni czekać na finałowy tom i zastanawiać się co jeszcze zdarzy się i jaki sekret pozostaje wciąż nieznany.

sobota, 28 czerwca 2025

Dom

Nowość:

„Nasza czuła ziemia”

William Kent Krueger

 

Pewne miejsca łączą ludzi równie mocno jak więzy krwi, a niekiedy jeszcze silniej. Wspólne doświadczenia, stawianie czoła trudnościom i przede wszystkim poczucie, iż jest się dla kogoś ważnym oraz dawanie tego komuś innemu cementuje relacje. Śmiech i łzy, chwile szczęścia i momenty bólu, chociaż kontrastowe, stanowią postawę tego, co nazywa się przyjaźnią.

 

Co mogą mieć do straceni ci, którzy poza sobą samymi nie mają nic więcej? Odie, Albert Moses i Emmy wiedzą czym jest brak rodziny, jedni wcześniej, drudzy później, utracili rodziców. Dorastanie w szkole dla rdzennych mieszkańców Ameryki wśród dzieci, które zostały wyrwany z domów jest brutalną lekcją, podczas jakiej trzeba bardzo szybko dorosnąć. Jeśli łamie się zasady, ci, którzy stoją na ich straży robią to samo z buntownikami. Co więc można zrobić, jeśli zrobi się krok w naprawdę niewłaściwym kierunku? Uciec jak najdalej, nie samemu, lecz z przyjaciółmi, jacy wspierają zawsze i wszędzie. Jak najdalej, jak najszybciej od miejsca gdzie wydarzyło się najgorsze, ale to nie takie proste w czasach Wielkiego Kryzysu i gdy ma się niewiele lat. Jednak, kiedy na horyzoncie jest cel to naprawdę dużo można znieść, chociaż czy wszystko? Droga do wolności miewa gorzki i słodki smak, a zagrożenie może nadejść szybko i to w najmniej oczekiwanym momencie. Czy było warto zaryzykować? Co czeka na końcu wyboistej ścieżki, przynoszącej dojrzałość i nieoczekiwaną prawdę?

 

Powieść drogi, lecz również po części przygodowa, mówiąca o trudnych sprawach, lecz z perspektywy, jaka nieczęsto jest używana – młodego człowieka lub wręcz dziecka. „Nasza czuła ziemia” to nie historia, którą chce się czytać szybko, chociaż ciekawość, co do tego jak potoczą się losy bohaterów wzrasta cały czas. Jednak to ta kategoria lektur wymagająca by się na niej skupić, czasem na chwile zastanowić się, docenić nie tylko to, co ma miejsce na pierwszym planie, lecz i drugim oraz spojrzeć pomiędzy wiersze. Część zostaje nie tyle niedopowiedziana, ile wyrażona trochę metaforycznie, także poprzez nawiązania literackie. Tę książkę zapamiętuje się scena po scenie, w niej nie ma mało istotnych fragmentów, wszystko ma swoje znaczenie, może nie od razu widoczne, lecz ujawniające prędzej czy później swoją istotę. Na pierwszy rzut oka prosta opowieść, ale po kilku stronach dociera do czytelnika, że będzie przy niej odczuwał całą paletę emocji. Ból, gniew, radość, ulga, zaskoczenie, „Nasza czuła ziemia” nie pozostawia obojętnym, nie wiemy, kiedy wciąga nas i dopiero po dobrej chwili orientujemy się, iż jesteśmy tuż obok postaci. Ta powieść mówi też o rodzinie, korzeniach, pochodzeniu, odcięciu nie jedynie od bliskich, lecz i od kultury, religii oraz sekretach, mających chronić, lecz przynoszących odwrotne skutki. To wszystko pod płaszczem troski i w imię lepszej przyszłości, ale tu nie ma dysonansu pomiędzy teorią i praktyka, bo czy jest czymś dobrym wyrwanie dziecka z domu rodzinnego z racji pochodzenia, a później usuwanie wszystkiego, co się z nim wiąże? To nie jedyne trudne tematy w tej książce, lecz autor nie epatuje dramatem oraz smutkiem, one są i w żadnym razie autor ich nie bagatelizuje, ale pokazanie ich głównie z punktu widzenia kilku czy kilkunastoletniej osoby dodaje wiele niuansów i pokazuje jak radzą sobie z nimi, samodzielnie i przy wsparciu podobnych sobie. Niewinni czarodzieje w trudnej rzeczywistości próbują znaleźć dom dla siebie, gdzie będą bezpieczni i mogli być sobą, zostaną zaakceptowani takimi, jakimi są. Mało? Dla niektórych to marzenie, o które muszą walczyć z brutalnymi zasadami i ludźmi, jacy za nimi stoją.



Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:
 

sobota, 28 września 2024

Spadek

Nowość:

„Spuścizna”

Nora Roberts

 

Czasem niektóre sekrety nie na darmo nimi są lub raczej stają się. Jednak prędzej lub później dają o sobie znać, a dodatkowo są źródłem pytań, na jakie odpowiedzi trudno znaleźć. Czy będą pomocne w zrozumieniu tego, co zostało ukryte i dlaczego tak postąpiono.

 

Kto nie byłby zdziwiony nagłym spadkiem, a jeśli jeszcze jest owiany rodzinnym sekretem to już robi się bardzo intrygująco. Ostatnio życie Sonyi dalekie jest od tego, na jakie jeszcze niedawno miała bardzo konkretny plan. Obecnie stara się na nowo określić co jest dla niej ważne oraz robi kroki w innym kierunku ku przyszłości niż spodziewała się. Jak to pogodzić z zamieszkaniem w rodowej rezydencji, bo to jeden z warunkiem otrzymania spuścizny po nieznanym krewnym? Na miejscu okazuje się, ze niespodzianek jest dużo więcej, a ich korzenie sięgają ponad dwustu lat wstecz, kiedy to świeżo poślubiona panna młoda umiera podczas swojego wesela. Rodowa klątwa nie jest legendą, a potwierdzają ją fakty i co gorsza Sonya nie jest od niej wolna. Czy da się ją zdjąć? Odpowiedzi na to pytanie do tej pory nie odkrył nikt. Młoda kobieta staje przed nie lada dylematem i równocześnie łamigłówką, od jakiej zależy, co wydarzy się jeszcze. Gdzie szukać rozwiązania, jakiego nie znaleziono od dwóch wieków? No i najważniejsze co lub kogo spotka się na drodze do jego odkrycia?

 

Czy przepadłam przy lekturze "Spuścizny” Nory Roberts? Oczywiście! Czy czekam na ciąg dalszy? Niecierpliwie! Czy to doskonała lektura na jesienną pogodę za oknem? Powiem  tak: przyszykujcie wygodne siedzisko, kocyk, kubek herbaty albo kawy i, a potem czas zabrać się za lekturę. A jeśli sięgniecie po nią w innej porze roku i tak zostaniecie przez nią wciągnięci. Tym razem to nie kryminalna zagadka, chociaż tego bym wcale nie wykluczała. Rodzinne sekrety, nawiedzona wiktoriańska rezydencja na wybrzeżu Maine i urocze miasteczko nieopodal. Czego chcieć więcej? Pisarka jeszcze dorzuca uczucia, w liczbie mnogiej i mające co nieco, a z kolejnymi rozdziałami coraz więcej, do powiedzenia w fabule. Gotycki klimat i atmosfera grozy uzupełniają się po prostu doskonale, a do tego współczesność oraz humor. W sumie przepis na naprawdę doskonałą lekturę, przy jakiej, bez jakiegokolwiek problemu, spędzimy popołudnie, wieczór, a nawet zarwiemy noc. Słynne „jeszcze jeden rozdział” w tym przypadku pasuje jak najbardziej. „Spuścizna” to także saga rodzinna, mniej typowa, z wieloma sekretami i wyraźnie odczuwalną na każdym kroku obecności poprzednich pokoleń. To ostatnie jest dosłowne i równocześnie bardzo tajemnicze, odsłaniające bardzo powoli prawdę o sobie. No i pozostali jeszcze bohaterowie z krwi i kości oraz ci dużo mniej materialni. Jedni i drudzy są równie istotni, a ich wzajemne powiązania to część skomplikowanej szarady, której rozwiązanie jest częścią motywu.

 

czwartek, 22 lutego 2024

Triumf prawdy

Nowość:

„Zapomniane na śmierć”

Nora Roberts / J.D. Robb

 

Nie zawsze sprawiedliwość triumfuje. Czasem dopiero po latach staje się jej zadość, często współgra z nią kara za zbrodnię, jaka wydawał się bezkarna. Wystarczy jedynie lub aż odpowiednia osoba w właściwym miejscu i czasie, cała reszta to już dążenie do poznania prawdy oraz wyciągnięcie konsekwencji wobec winnych. Jeśli dołożyć do tego determinację to kara nadejdzie szybciej niż później!

 

Niekiedy dochodzi do „klęski urodzaju”, bo jak inaczej nazwać odnalezienie dwóch ciał w ciągu jednego poranka w bliskiej odległości od siebie, lecz czasowo z różnicą kilkudziesięciu lat? Eve Dallas nie zamierza narzekać na taki stan rzeczy, zależy jej by w obu sprawach odnaleźć sprawcę bądź sprawców zbrodni, co wcale nie będzie takie łatwe. Niejednokrotnie już miała do czynienia z trudnymi śledztwami, teraz także nie zapowiadają się na proste i szybkie do zakończenia, ale pani detektyw słynie ze swej zawziętości w ściganiu przestępców. Tym razem jest jeszcze drugie dno, sprawiające, iż cały zespół ma motywację by wyjaśnić zabójstwa. Upływ czasu nigdy nie działa na korzyść dochodzenia, lecz dla Eve to nie jest przeszkoda nie do pokonania. Pierwsze z odkrytych ciał to „świeże” zabójstwo, ale kto miałby powód by pozbawić życia bezdomną, jaka nie wadziła nikomu? Kim była druga ofiara? Dlaczego ktoś ją zamordował? Jeżeli zostaną odnalezione motywy zbrodni to policja będzie już bliżej wskazania morderców, ale czy do tego dojdzie? Czasem nawet najlepsi muszą przyznać się do porażki, chociaż czy będzie to detektyw Dallas? A może to zbrodniarze będą w takiej sytuacji?

 

Klasyczny kryminał w futurystycznym entourage`u czyli Nora Roberts jako J.D. Robb i kolejna książka z serii o detektyw Eve Dallas. Czy dobrze się ją czytało? Zdecydowanie tak, nawet jeśli ktoś nie zna poprzednich łatwo wejdzie w świat stworzony przez pisarkę i pewnie sięgnie po wcześniejsze części. Zagadka kryminalna, lub raczej ich liczba mnoga, już pojawiają się na samym początku lektury, więc tak naprawdę jako czytelnicy od razu rozpoczynamy dochodzenia, a te przede wszystkim bazują na bohaterach, a nie na technologii, chociaż jak najbardziej i ona pojawia się. Jednakże na pierwszym planie są ludzie oraz oczywiście ich historie, nieodmiennie odkrywane równolegle do prowadzonych prac śledczych. W „Zapomnianych na śmierć” mamy wszystko to, co za co tak lubimy ten gatunek czyli zbrodnię, w tym przypadku nie jedną, naprawdę dobrze wykreowane postacie, wiele tajemnic, rodzinnych jak najbardziej również oraz śledztwo oparte na łączeniu faktów, tropów oraz odnalezionych dowodów, wcale nie tak oczywistych. A co z futuryzmem? Jak najbardziej jest on obecny, w żadnym razie jako mało znaczący dodatek, lecz doskonale wtopiony jest w on w fabułę, tak, iż jest po prostu integralną częścią, lecz na pierwszym planie jest dedukcja, łączenie pozornie niezwiązanych ze sobą informacji oraz osobiste zaangażowanie postaci. No i jeszcze coś – morderstwo doskonałe jest tylko do momentu kiedy ktoś trafi na jego trop, reszta to jedynie kwestia czasu i determinacji!


Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:
 

sobota, 13 stycznia 2024

Siła korzeni

Nowość:

„Tożsamość”

Nora Roberts

 

Kim jesteśmy? Co nas ukształtowało i wciąż formuje? Przeszłość, a może marzenia? Jedno i drugie mają niesamowita siłę, nie zawsze pozytywną, ale nie da się ukryć jej wpływu na człowieka. Czasem nawet w tym, co najgorsze da się dostrzec jakiś detal, który jest światełkiem w tunelu. Reszta wcale nie przychodzi sama, lecz nawet nikły promyk światła jest wsparciem, bez jakiego trudno ruszyć do przodu.

 

Zło, aż nazbyt często skrywa się pod maskami i na jego prawdziwą twarz nie jesteśmy przygotowani. Morgan Albright miała plan na następne kilka życia rozpisany bardzo dokładnie. Luke Hudson roztrzaskał go w pył, z premedytacją i na zimno. Kobieta wcale nie była lekkomyślna, po prostu jej pech, ale przeżyła, w przeciwieństwie do swojej przyjaciółki Niny. Jak pozbierać się po tym, jak ktoś bezdusznie zniszczył twoją egzystencję? Nie ma na to gotowej recepty. Morgan straciła Aż za dużo, lecz wciąż miała marzenia, tylko jak je urzeczywistnić jeśli zostało się ograbionym z tak wielu rzeczy, w tym tożsamości? Zaciśnięcie zębów i nie oglądanie się za siebie nic nie dadzą, a Luke Hudson wciąż chce ją zniszczyć. Tyle, że nie docenił ofiary, ona nie zamierza poddać się, pragnie spokoju i odbudować życie, jakie zatruło zło. Kto zwycięży? Ten, atakujący z zimną krwią i pozbawia kobiety życia, czy ta, mającą odrobinę szczęścia, która nie pozwala by to strach przejął kontrole nad nią i przyszłością?

 

Znowu to zrobiłam? Oczywiście, że tak. Czy wiedziałam jak się skończy? Mogę tylko kiwnąć głową i szeroko uśmiechnąć się. O czym mówię? O najnowszej książce Nory Roberts. Naprawdę trudno oprzeć się pokusie sięgnięcia po lekturę, nawet jeśli doskonale wie się, iż z pewnością nie zadziała mało magiczne zaklęcie” „jeszcze tylko jeden akapit albo rozdział”. Wiedziałam na co się piszę i nie rozczarowałam się. „Tożsamość” ma wszystko to, co naprawdę lubię w książkach tej pisarki czyli suspens, emocje, niespodzianki i przede wszystkim bohaterów, jacy wbrew wszystkiemu i wszystkim potrafią zawalczyć o swoje szczęście. Mogłoby się wydawać, iż przepis ten jest aż za prosty, by po raz kolejny zagwarantować dobrze spędzony czas z książką. Nic bardziej mylnego, jak najbardziej czas spędzony z tą książka mija niepostrzeżenia, zbyt szybko i z pewnością nie jest to jednokrotna lektura. „ W tożsamości” czytelnik otrzymuje zestaw, w którym jest thriller, duża dawka emocji, prawdziwa walka o przyszłość oraz poszukiwanie korzeni. Składanka wcale nieprzypadkowych elementów, do jakich dorzućmy jeszcze przemyślanie wykreowane postacie i otrzymamy w efekcie końcowym naprawdę wciągającą opowieść. Oczywiście są również dobrze prowadzone dialogi, humor w odpowiednich miejscach oraz odpowiednio dawkowane napięcie. Nora Roberts z każdą następną swoją książką pokazuje, iż nawet do doskonałego wzorca da się jeszcze coś dorzucić i po raz kolejny zaskoczyć czytających.

 

Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:
 

 

 

piątek, 2 grudnia 2022

Wbrew zasadom

Nowość:

„Cesarzowa Sisi”

Gigi Griffis

 

Kto kryje się za namalowanymi portretami w ciężkich złotych ramach? Prawdziwy człowiek czy jedynie wyobrażenie o nim? A może twórcza wizja artysty, nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością lub po prostu obraz namalowany zgodnie z oczekiwaniami, lecz daleki od prawdy? Kim byli ci, o których poznajemy na lekcjach historii i jakich biografie czytamy bądź oglądamy?

 

Bunt ma swoją cenę, ale Elżbieta zdaje się nią nie przejmować, najbliżsi widzą w niej czarna owcę, a ona po prostu próbuje być wolną. Bycie księżniczką zobowiązuje do życia zgodnego z konwenansami, one wymagają podporządkowania się, zapomnienia o marzeniach, zwłaszcza tych o prawdziwej miłości. Dlaczego ma stać się kimś obcym dla siebie samej? Cesarz Franciszek Józef żyje zgodnie z zasadami, nie zbacza z wyznaczonej ścieżki, nie dla niego jakiekolwiek szaleństwa i pozwolenie sobie na chwilę zapomnienia. Tych dwoje różni się od siebie jak dzień od nocy, tylko jedno drugie składa się na całość. Skutków ich spotkania w ogóle miało nie być, każde miało odegrać swoją rolę, on pierwszoplanową, ona trzecioplanową, nie powinna zostać zauważona. Jednak dostrzeżono ją, taką jaką jest, barwną, wyróżniającą się i przede wszystkim autentyczną. Czy marzenia mogą się spełniać? Co z obowiązkami i nadziejami innych? Zauroczenia czy … miłość?

 

Cesarzowa Sisi, księżniczka bawarska Elżbieta Wittelsbach, kobieta, córka, żona, matka, przyjaciółka. Piękność, która zasłynęła jako doskonały jeździec, podróżniczka, buntowniczka, władczyni. Wydaje się do tej pory, że żyła na własnych zasadach i nie naginała się do jakichkolwiek zasad jeśli tego nie chciała. Taka być może była, ale jakie ścieżki doprowadziły ją do tej drogi? Kim była Elżbieta? Gigi Griffis pokazuje w swojej książce młodziutką dziewczynę, jaka zdaje się doskonale wiedzieć czego pragnie i na jakie kompromisy nigdy nie zgodzi się. Jednak nie ukrywane są cienie już widoczne, a z upływem lat będą coraz mocniej zauważalne. Autorka w sfabularyzowanej formie przedstawia moment kiedy wszystko zmienia się i wydaje się, że na wyciągnięcie ręki jest bajkowe, szczęśliwe, zakończenie. Tylko, tę historię tworzą ludzie z krwi i kości, rzeczywiste osoby, chociaż dla większości są równie odlegli jak bohaterowie baśni. Wielka miłość, dwoje zakochanych i … oczekiwania otoczenia oraz te własne. Bolesne zderzenie ideałów i wyobrażeń z realnym światem. „Cesarzowa Sisi” odsłania jeszcze raz kulisy, jakie już wiele razy uchylano, lecz tym razem są one pokazane z kilku stron, również tych jakie uchodzą za mnie interesujące, a są tak naprawdę nierozerwalnie związane z pierwszoplanowymi postaciami. Początek, krętej drogi, pełnej pułapek, zastawianych przez, którzy powinni być wsparciem, do tego przełomowe momenty dziejowe oraz ona – pragnąca żyć na własnych zasadach i jeszcze nie zdająca sobie sprawy z wysokości ceny, jaką przyjdzie jej zapłacić już za moment …

 

 Za możliwość przeczytania książki
dziękuję:
 
 

 

 

 

piątek, 31 grudnia 2021

Dziedzictwo

„Dziedzictwo dobra”

Nora Roberts

 

Przyszłość to suma wszystkiego co było, większych, mniejszych zdarzeń oraz tego, czego nie zauważamy i uważamy za oczywiste. Na wszystko co nas kształtuje nie mamy wpływu, ale część da się zmienić jeśli tego chcemy. Życia nie da się zaplanować w każdym szczególe, czasem musimy zmierzyć z echami przeszłości by zrobić krok do przodu i urzeczywistnić swoje marzenia.

 

Sukces rzadko kiedy przychodzi sam, częściej jest wynikiem pracy, konsekwencji i wizji. Adriana wiedziała o tym drugim od zawsze, można powiedzieć, że wyssała z mlekiem matki. Jej kariera zawodowa jest zasługą ogromnego zaangażowania i jasno określonych celów, lecz nie tylko to liczy się dla niej. Doskonale wie ile znaczy rodzina, może dawać niesamowitą siłę, o czym przekonały się z matką, ale być najgorszym koszmarem, tego też niestety nauczyły się podczas gorzkiej życiowej lekcji. Wydawałoby się, iż dziewczyna ma wszystko o czym większość jedynie marzy, poza spokojem, od lat dostaje listy z pogróżkami. Można powiedzieć, że jest to cena jaką płaci się za powodzenie, którą najlepiej zignorować i po prostu cieszyć się osiągnięciami. Adriany coś takiego na pewno nie zatrzyma, ma wsparcie w bliskich i oddanych przyjaciołach, nie tylko bierze, lecz i dużo daje. Rozwija się i zaczyna dostrzegać czego jeszcze pragnie. Miłość, nieoczywista, pojawiająca się nie nagle, chociaż zaskakująca. W końcu szczęście jest na wyciągnięcie ręki, a ona nie waha się by po nie sięgnąć, ma w pamięci jak łatwo traci się kochanych ludzi. Kolejne wiadomości z groźbami zakłócają radość z rozwijającej się bliskości, lecz przecież do tej pory nic więcej nie wydarzyło się. Czy na pewno? Ten kto je wysyła robi to z premedytacją i posuwa się coraz dalej, do czego jest zdolny? Niekiedy zagrożenie jest bliżej i większe niż ktokolwiek przypuszcza, wystarczy moment i zbiera dramatyczne żniwo.

 

Nie pierwszy i na pewno nie ostatni wieczór, a potem noc, spędzony pod tytułem „Jeszcze tylko jeden rozdziało, no dwa … trzy, a co mi tam sen jest przereklamowany!” z dobrą książką. Sięgając po „Dziedzictwo dobra” Nory Roberts wiedziałam, że ten scenariusz wydarzy się na pewno i nie był on pobożnym życzeniem, lecz wynikiem wielu spotkań z tą autorką. Po raz kolejny poznałam bohaterów, jacy opowiedzieli nie jedynie ciekawą historię, pełną emocji, lecz także wielowarstwową, w której jasne dni przeplatają się z ciemniejszą stroną życia. Pisarka od lat tworzy opowieści wydawałoby się według jednego schematu, jednak za każdym razem pokazuje w niej nowe postacie, różnorodne zawirowania oraz przede wszystkim jak złożona jest ludzka natura. Do tego dodany jest wątek kryminalnej zagadki, współgrający z całością, z początku tylko zasygnalizowany, rozwijający się powoli, coraz silniej dający o sobie znać, aż do kulminacji. Nora Roberts po mistrzowsku oddaje również relacje rodzinno – przyjacielskie i w „Dziedzictwie dobra” odsłania jak rodzi się to drugie oraz moc tego pierwszego, tak dobrą jak i tą niszczącą człowieka. Gdzieś pomiędzy nimi znajdują się postacie, jakie poznajemy jako dzieci, obserwując podczas lektury ich dorastanie, dojrzewanie, sukcesy, porażki oraz gdy zauważają właściwą osobę, rozumiejącą ich i mogącą pomóc im stworzyć kolejny rozdział przyszłości, tym razem wspólny.