Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 stycznia 2017

Oblicza prawdy

"Promień rażenia"
Sophie Hannah


Sekrety mogą być toksyczne, ranić do krwi i zamykać człowieka w błędnym kole strachu oraz bólu. Ich wyjawienie światu wydaje się okazaniem słabości i przyznaniem się, iż było się winnym czegoś co nas spotkało. Jednak ciągłe ukrywanie ran może skierować na ścieżkę nie ku wyzwoleniu, lecz do jeszcze większego koszmaru niż ten jaki już był naszym udziałem.

Przeświadczenie o tym, że stało się coś złego komuś bliskiemu bywa niewystarczające by ktokolwiek potraktował poważnie takie oczucia. Ale Naomi Jenkins nie zamierza czekać bezczynnie aż znajdą się dowody, iż Robert Haworth stał się ofiarą i na pomoc będzie za późno. Niestety policja nie traktuje sprawy zbyt serio, jakieś kroki zostają podjęte, lecz słowa kochanki nie poparte dowodami to za mało? Pani Haworth zapewnia, iż mąż jest cały oraz zdrowy i na tym sprawa powinna się zakończyć. Naomi nie przekonują słowa żony, ona wie swoje i zrobi wszystko by udowodnić swoją rację, nawet sięgając po  środki, jakie mogą narazić ją w niedalekiej przyszłości na spore nieprzyjemności. Jeżeli prawda okazała się nieskuteczna trzeba użyć jej odwrotności, teraz już policjanci będą musieli się zainteresować Robertem. Co się stało z mężczyzną? Policjanci przystępują do działania, nie mogąc zignorować takiego zgłoszenia, ale dochodzenie szybko zmienia kierunek. Naomi Jenkins nie zdaje sobie sprawy jaką lawinę wydarzeń sprowokowała, miała jeden cel i chciała go osiągnąć za wszelką cenę. Śledztwo zaczyna zataczać coraz szersze kręgi i ujawniać fakty, których nikt nie mógł podejrzewać na samym początku. Rzeczywistość niekiedy przekracza wyobraźnię, a sprawa Roberta Hawortha to o wiele więcej niż wszyscy przypuszczali. Za miłosnym trójkątem kryje się nie tylko uczucie, zdrada i nadzieja, ma on w sobie pewną tajemnicę i nie jest nią jego istnienie.

Kochanka, kochanek, żona. Historia stara jak świat zdawałoby się, lecz Naomi Jenkins nie wiedziała, iż wikłając się w romans wejdzie na drogę, z jakiej tak usilnie chciała zejść. Pewne sekrety nigdy nie powinne były zostać nimi, bo jako takie przynoszą jeszcze więcej zła dy pozostają nieujawnione.

Przepis na intrygę kryminalną wydaje się prosty, po prostu musi być frapująca i najlepiej gdyby do samego końca pozostawała nieodgadniona. Nic łatwiejszego czyż nie? Ale w praktyce okazuje się to trudne do realizacji, niewielu autorów umie swój pomysł na sensacyjną historię doprawić klimatem tajemnicy i tak poprowadzić fabułę by czytelnik nie odkrył zbyt szybko rozwiązania zagadki. Sophie Hannah pokazała, że jest mistrzynią gatunku oraz dawkowania napięcia, jej najnowsza książka to prawdziwy majstersztyk. "Promień rażenia" zaczyna się niepokojąco i taka atmosfera towarzyszy lekturze do samego końca, a tytuł znajduje bezpośrednie przełożenie w motywie powieści. Początkowy wątek ewoluuje i staje się punktem wyjścia dla kolejnych, które zazębiając tworzą skomplikowaną siatkę wzajemnych powiązań kryminalno-emocjonalnych. Sophie Hannah zrywa maski z postaci, pokazuje ich prawdziwe twarze i przede wszystkim to co skrywają w swych umysłach, a są to sprawy fundamentalne dla ich poczynań. Zaskoczenie czeka czytających wielokrotnie, ponieważ autorka co jakiś czas dodaje kolejny kawałek do układanki, dający do myślenia i stawiający w nowym świetle wcześniejsze wydarzenia. Patrząc wstecz widzimy dokładnie misterną intrygę "Promienia rażenia" oraz jak została przemyślana w każdym detalu, nic nie jest przypadkowe, chociaż w pierwszym momencie może sprawiać, iż to on rządzi wszystkim. Sophie Hannah oddała w ręce czytelników kryminał w jakim nic nie jest oczywiste, kipiący wprost od skrywanych emocji, popychające człowieka do działania, którego nikt po nim się nie spodziewa.




      Dziękuję za możliwość 
       przeczytania książki   
          Księgarniom MATRAS :)
 
 

piątek, 26 sierpnia 2016

Haute couture w opałach

"Kocham Rzym"
Isabelle LaFleche


Z miłością i modą nigdy nic nie wiadomo, jedna z drugą zaskakuje nieustannie i nawet gdy wydaje się, że wszystko w ich temacie jest już jasne one po raz kolejny pokazują, iż nie powinno się niczego zakładać z góry. Catherine Lambert przekonała się o tym już niejednokrotnie, ale tym razem wszystko miało się potoczyć inaczej. W końcu Rzym to nie Nowy Jork lub Paryż, scenariusz romantycznego weekendu był może i dość mglisty, lecz obiecywał wiele. Na pewno nie był w nim uwzględniony Rikash oraz praca, niestety realia okazały się "ciut" inne niż założenia.

Kiedy pakujesz się z myślą o spędzeniu paru dni z mężczyzną twojego życia na pewno nie bierzesz pod uwagę, iż zamiast niego towarzyszem będzie przyjaciel i jednocześnie kolega z biura. Oczywiście z Rikashem nuda Ci nie grozi, no, ale nie jest on zabójczo przystojnym Antoine`m, w którym jesteś z wzajemnością zakochana. Co więc robić w Rzymie gdy z nieustannej randki nici? Pozostaje tylko jedno - zwiedzanie i zakupy, a jeżeli połączysz oba te elementy to cała sytuacja nie wygląda tak źle, można by rzec, iż zapowiada się więcej niż dobrze. Catherine, pomimo rozczarowania brakiem miłosnych uniesień, nie zamierza do końca psuć sobie weekendu i kiedy wszystko wskazuje na to, że zaliczy go do udanych daje o sobie znać fatum. Oczywiście odziane w haute couture, co oznacza jedno - spokój i nuda nie grozi Rikashowi i Catou, bardzo szybo okazuje się, iż wieczne miasto, i nie tylko ono, ma oprócz stylowego oblicza całkowicie odmienną stronę. Niebezpieczeństwo już nie raz zaglądało w oczy tych dwoje, lecz tym razem sprawa wygląda o wiele poważniej. Śledztwo z modą w tle zahacza o mafijne interesy, a to już nie przelewki i powinno się dobrze rozważyć każdy krok. Jak by tego było mało osobiste rozterki okazują się mieć o wiele poważniejszy charakter niż wydawało się jeszcze nie tak dawno. Catherine staje przed nie lada wyzwaniem, nie pierwszy i nie ostatnim zapewne, lecz w tym momencie nie liczy się to co było, ważnym jest by pomóc przyjacielowi, wypełnić zadanie powierzone przez szefa oraz nie zawieść siebie samej. Może to zbyt wiele jak na jedną kobietę? Kto lub co jej pomoże w włoskich perypetiach? Jaką rolę odegra haute couture i zamiłowanie do stylu vintage? Czy warto pozostawać wiernym swoim zasadom? Zbyt dużo pytań, czasu za mało, a odpowiedzi bywają dość pokrętne.

Antoine obiecał Catherine niezapomniane chwile w Rzymie, nawet nie przypuszczał jakie atrakcje będą czekały w szczególności na nią i jej przyjaciela. Weekend okazał się niebywale zaskakujący i to pod wieloma względami, jedno jest pewno słowo nuda w nim nie zagościło nawet na sekundę. Włoska moda ma niejeden symbol i okazuje się intrygującym zjawiskiem o wręcz dosłownie porywającym uroku, miłość do niej została wystawiona na nie jedną próbę, czy Rikash i Catou wyjdą z nich zwycięsko? Pozostaje jeszcze kwestia pokus czyhających prawie za każdym rogiem, jakim tak trudno się oprzeć ...

Trzecia porcja perypetii prawniczki zwariowanej na punkcie mody oraz jej asystenta tym razem za tło ma wieczne miasto. Rzym oraz niezłomni tropiciele podróbek wszelkiej maści nie zawodzą, z humorem i przytupem zaznaczają swoją obecność w włoskim świecie haute couture, jak zawsze przyciągają do siebie nietuzinkowe postacie, a kłopoty to ich drugie imię. Isabelle LaFleche pod lekką treścią "przemyca" tematykę o wiele poważniejszą i niestety jak najbardziej rzeczywistą, odsłania realia przemysłu odzieżowego, gdzie kryją się ludzkie dramaty i zysk za wszelką cenę. "Kocham Rzym" to dobrze napisana opowieść, w jakiej autorka dodaje do wątków obyczajowych detale sensacyjne oraz odpowiednią porcję szyku z gatunku glamour, tym razem łącząc paryski styl z włoskim. Dotychczasowi bohaterowie, zamierzenie lekko przerysowani, pasują doskonale do otoczenia gdzie mają do odegrania swoje role, dając czytelnikowi i okazję do śmiechu i kwestie do zastanowienia, pomiędzy jednym oraz drugim przybliżają mniej znane oblicze wielkiego krawiectwa. Jak zawsze czas podczas lektury książek Isabelle LaFleche płynie bardzo szybko, poza przyjemnością poznawania nowych perypetii duetu Catherine - Rikash czytający otrzymują lekcję stylu, czasem w lekkim satyrycznym odcieniu.




Za możliwość przeczytania książki 




Recenzja "Kocham Paryż"

piątek, 3 lipca 2015

Najpierw była miłość

"Kilka dni lata"
Małgorzata Sobieszczańska


Emocje czasem to prawdziwy węzeł gordyjski, którego niestety nie rozetnie się mieczem. Niedopowiedzenia, źle pojmowana duma, wycofanie, strach i wiele innych uczuć leżą u źródeł splątanych relacji pomiędzy ludźmi. Im bardziej bliskie są to związki tym mocniej zaciskają się wokół człowieka, pozostawiając, w sercu i umyśle, ślady, dające o sobie znać zbyt często i dotkliwie. Zawsze jest jakiś początek, rzadko kiedy zauważany od razu, stopniowe narasta frustrację, aż do chwili kiedy zdajemy sobie sprawę, że musimy coś zrobić, ponieważ dalej nie można już dusić jej w sobie.

Janina patrząc w przeszłość wie dokładnie, w którym momencie powiedziała dość. Zniknęła gdzieś dwudziestokilkuletnia dziewczyna, a pojawiła się kobieta. Od tego punktu upłynęły lata, ale tamte emocje odcisnęły piętno na niej, niewidoczne dla wszystkich nie wyłączając jej samej. Spojrzenie za siebie nie jest proste, zresztą czy to coś da jeżeli jest się przekonanym o słuszności swych decyzji?

Maja nie uważa siebie za odważną, zrobiła krok w nieznane i do tej pory pamięta jego słodko-gorzki smak. Chciałaby powrócić do tamtych chwil, gdy była szczęśliwa lub przynajmniej tak wydawało się jej. Codziennie próbuje odzyskać chociaż kawałek tamtej rzeczywistości, nie zważając na to, iż naraża się na ośmieszenie. To co podpowiada rozsądek jest logiczne, lecz głos serca wciąż jest mocniejszy, chociaż czy na pewno ono jest winne tej dziwnej sytuacji?

Amelia żyje wspomnieniami, wydaje się, że one są dla niej najważniejsze. Wraca do swej młodości która przyniosła najpierw miłość później ból. Pośród morza łez doświadczyła uczucia nieporównywalnego do niczego, naznaczyło ją ono na całe późniejsze życie. Czy rozpamiętywanie tego co było i nie ma szansy na powrót ma jakikolwiek sens? Czas nie stoi w miejscu, niezauważanie ważnych spraw raczej nie przynosi niczego dobrego. Ale przecież pamięci nie da się oszukać, tak samo jak sercu nie można zabronić czuć ...

Trzy pokolenia kobiet, babcia, córka i wnuczka, każda z nich kochała i stworzyła swój własny emocjonalny węzeł, raniący ją i bliskie im osoby. Wszystkie tęsknią, za kimś lub czymś co odeszło lub nie jest nieziszczalną iluzją, jednocześnie odczuwając niezadowolenie z codzienności i z siebie samej. Ich koleje życiowe wydają się bardzo podobne, tak jakby błędy poprzedniczek wciąż odradzały się, chociaż żadna z nich nie zdaje sobie z tego sprawy. Swoich tajemnic nie powierzają nikomu, żyją z nimi, odczuwają ich nieznośny ciężar, zastanawiając się jak podjęte decyzje wpłynęły na ich życie. Czy znajdą wyście z błędnego koła, jakie same stworzyły?

Do bólu prawdziwa, odkrywająca różnorodne barwy miłości oraz przede wszystkim związków rodzinnych. "Kilka dni lata" to panorama ludzkich emocji z perspektywy trzech kobiet, którym z góry większość przypisałaby bliskość z racji pokrewieństwa, lecz w tym przypadku nic nie jest oczywiste. Małgorzata Sobieszczańska rysuje postacie swoich bohaterek bez upiększeń, oddając ich prawdziwe twarze, w jakich życie pozostawiło widoczne blizny, a czasem nadal otwarte rany. Nie ma w tej historii próby wybielania, tłumaczenia postępowania, usprawiedliwiania, co więc w zamian dostają czytelnicy? Autorka odkrywa przed nami najgłębiej skrywane tajemnice i refleksje, życiową prawdę - dość gorzką oraz sagę rodzinną, w której główną rolę odgrywa miłość, niełatwa, raniąca, lecz niezapomniana. "Kilka dni lata" to fabuła rozgrywająca się na przestrzeni kilkudziesięciu lat, tracących podczas nich wiele, lecz i zyskujących niemało, jaki będzie rachunek tego równania? Czy da się odmienić swoje życie gdy wydaje się, że już jest z późno na to by doświadczyć czegoś, co do tej pory było nieosiągalne?





Za możliwość przeczytania książki 
Dziękuję  



niedziela, 21 września 2014

Moda czy styl?

"Francuski szyk! 
Zostań własną stylistką"
Isabelle Thomas
Frederique Veysset


Moda czasem może wydawać się dyktatem, zresztą często słynnych projektantów określa się mianem dyktatorów. W końcu to oni  decydują czy nosi się wzory w paski cy też krata jest królową sezonu, a granat jest nowym czarnym. A potem następuje kolejna rewolucja, której są autorami i zabawa zaczyna się od nowa. Jednak szyk to coś więcej niż podążanie za sezonowymi trendami oraz zdobywaniem najnowszego "must have", a jego paryska wersja wydaje się dostępna tylko dla nielicznych. Jak więc wypracować lub też dodać sobie stylu, niepowtarzalnego, lecz rozpoznawanego zawsze i wszędzie? Odpowiedź nie jest ani łatwa, ani prosta i zależy od każdej z nas.

Cztery pory roku, cztery okazje by zmienić swoją garderobę i co najmniej cztery momenty kiedy nie trzeba wpadać w panikę, ponieważ w szafie nie ma niczego odpowiedniego. Pod jednym warunkiem - zawartość to nie ciuchy pod tytułem hity jednego sezonu, ale takie, które zawsze pozwolą wyglądać ich właścicielce dobrze i szykownie. Nie oznacza to, iż dżinsy są zakazane, buty sportowe również nie znajdują się na czarnej liście, zresztą jak się okazuje mało jest rzeczy, podpadających pod kategorię niestylowe. Autorzy rozprawiają się z wieloma mitami i od razu odpowiadają na potencjalne zarzuty konkretnymi przykładami. "Francuski szyk! Zostań własną stylistką" to nie tylko zbiór porad, a bardziej przewodnik po modzie i dla tych zaawansowanych i dla całkowitych nowicjuszy. Isabelle Thomas i Frederique Veysset "zdradzają" szczegóły ubiorów, od całkowitych podstaw po niuanse, pozwalające stworzyć lub dopracować indywidualny styl. Każda część garderoby zostaje omówiona wraz ze wskazówkami doboru i odpowiednimi dodatkami.

Moda jest dla wszystkich, nie tylko dla wybrańców o idealnych wymiarach i wcale od nich nie zależy czy będzie się wyglądać szykownie. Można nią się bawić i nie trzeba wydawać wiele by osiągnąć efekt jak z kolorowych magazynów. Jednak jest to możliwe pod kilkoma warunkami, a jednym z nich jest wybór pomiędzy tym co jest chwilowe, a tym co faktycznie sprzyja sylwetce i pozwala wyróżnić się  tłumu podobnie ubranych. Jedni mają wrodzony styl, inni go wypracowują latami, więc wymówka, że nie jest możliwy do osiągnięcia nie ma racji bytu. Obecnie moda jest bardzo eklektyczna i czasem wydaje się, że wszystko co założymy będzie w zgodzie z trendami, ale nawet "żelazne" pozycje mogą okazać się zwodnicze, a uznane marki wcale nie gwarantują jakości i szyku.

"Francuski szyk! Zostań własną stylistką" to przewodnik nie po świecie mody, lecz po świecie stylu. Jak się okazuje nie są one jednym i tym samym, utożsamianie ich ze sobą jest błędem. Za pomocą zdjęć oraz wywiadów z projektantami autorki odkrywają sekrety stylu Francuzek, demaskują mity i przede wszystkim radzą czym warto zainteresować się by po otwarciu szafy nie padło hasło "nie mam w co się ubrać". Wygląd zewnętrzny liczy się i zaprzeczanie tej prawdzie nic nie da, ale nie oznacza to, iż trzeba ślepo podążać za trendami. Styl czerpie pomysły z mody, a moda ze stylu, jednak tylko ten pierwszy jest stały i uzupełniany przez detale sezonowe przetrwa lata. "Francuski szyk! Zostań własną stylistką" to nie jest biblia stylu, a bardziej kompedium czy też niezbędnik dla każdej kobiety, która chciałaby zmienić swoją garderobę lub podpatrzyć ciekawe pomysły na jej uatrakcyjnienie. Zawarte porady można traktować śmiertelnie poważnie i stosować się do nich od początku do końca, ale autorki raczej nie to miały na myśli. Starają się nakierować swoje odbiorczynie na to by same odkryły swój styl, a wskazówki mają posłużyć jako kierunkowskazy na tej drodze. "Francuski szyk! Zostań własną stylistką" nie jest jednorazową lekturą, powracanie do rad zawartych w niej pewnie niejednokrotnie będzie bardzo pomocne i może pozwoli wybrnąć z ubraniowego kryzysu.




Za możliwość przeczytania książki 

niedziela, 22 czerwca 2014

East End i panna Jennifer

"Zawołajcie położną"
Jennifer Worth


Lata pięćdziesiąte, londyński East End i one - położne oraz kobiety będące już są matkami lub te, które niedługo nimi zostaną. Mogłoby się wydawać, że książka ma bardzo zawężoną tematyką, sam tytuł zdaje się ją narzucać, ale szybko okazuje się, że nie jest tak do końca. "Zawołajcie położną" to lektura obok jakiej trudno przejść obojętnie, pełna emocji i obrazów z przeszłości, powracających dzięki historii Jennifer Worth.

Mogła mieszkać w Paryżu, być stewardesą bądź modelką, a została ... pielęgniarką, a ściślej rzecz biorąc położną, a do tego wszystkiego East End. Jennifer "trochę" inaczej wyobrażała sobie swoją pracę, szczególnie w momencie kiedy po raz pierwszy zawitała w okolice Poplar i do Domu Nonnata. Młodej kobiecie mającej mało, a raczej nic, wspólnego z biedniejszą stroną Londynu oraz zakonnicami w ciągu krótkiego czasu przyszło zmierzyć z wieloma niespodziankami. Po pierwsze otoczenie - czynszówki, ciasne i ciemne zaułki, całkiem inne od miejsca gdzie dorastała i ostatnio przebywała, po drugie - zakonnice, co dla osoby mającej z religią i ogólnie wiarą mało wspólnego wydaje się dość niecodzienne, no i po trzecie - sami pacjenci, bo oprócz położnictwa także ogólne obowiązki pielęgniarskie znajdują się w jej gestii. Jednak to pozory, wcale nie aż tak nieważne, lecz dające się w końcu przejrzeć i pozwalające spojrzeć na wszystko z całkiem innej perspektywy. Punkt widzenia bywa różny w zależności czy jest to godzina nocna i przemierza się puste ulice czy też londyńska mgła jest tak gęsta, że nikt nie wychodzi z domu, no chyba, że jest się położną z Domu Nonnata podążającą w eskorcie policji do rodzącej. Jednak wbrew wszystkiemu okazuje się, że praca w Poplar daje nie tylko satysfakcję, ale i pozwala się wiele nauczyć, nie tylko z medycznego punktu widzenia, lecz przede wszystkim daje niezwykłe doświadczenia życiowe. Mieszkańcy East Endu okazują się ludźmi, jacy zapadają w pamięć na zawsze, wspólnie spędzone chwile są cenne, chociaż to zwyczajne wydarzenia, codzienne spotkania, rozmowy prowadzone podczas wizyt lub wspólnie spędzanych świąt. Jennifer obserwując swoich pacjentów widzi jak rodzi się miłość, ile warta jest obecność w trudnych chwilach kogoś bliskiego, co znaczy rodzina i przyjaźń, jak wygląda starość.

Co może być ciekawego w takiej opowieści? Dlaczego jest tak interesująca? Plastyczne opisy przedstawiające czasy, jakie odeszły, ale okazują się wcale nie być aż tak odległe. Zwyczajny świat ukazany z perspektywy młodej kobiety będącej jednocześnie obserwatorem i uczestnikiem zdarzeń, niezauważalne dojrzewanie głównej bohaterki. Humor będący wynikiem splotu okoliczności oraz postacie nie wymyślone, lecz prawdziwe i sytuacje faktycznie mające miejsce. To wszystko razem okazało się lekturą zaskakującą, ciepłą i przede wszystkim z szacunkiem opisującą rzeczywistość East Endu, bez koloryzowania, ale i nie utrzymaną w szarych barwach. Te kilka lat, wycinek z życia i autorki i mieszkańców, to barwna panorama miejsca, jakie zmieniło się i utraciło swój niepowtarzalny klimat. "Zawołajcie położną" to historia z punktu widzenia dziewczyny, jaka nie była przygotowana na to, co czeka ją w pracy i w życiu codziennym. Jennifer Worth podzieliła się z czytelnikami swoimi przeżyciami z czasów młodości i tym, co wówczas było jej udziałem i koleżanek. Dziewczyna, która chodziła na paryskie pokazy mody i jadąca na rowerze do rodzącej kobiety lub pacjenta wymagającego opieki medycznej to ta sama osoba, chociaż o wiele dojrzalsza. Wspomnienia z londyńskiego East Endu przetrwały próbę czasu i okazały się materiałem na prawdziwy bestseller.


czwartek, 11 lipca 2013

Non, je ne regrette rien

"Kocham Nowy Jork"
Isabelle Lafleche


Co może zachwycać paryżankę w Nowym Jorku? Moda? Architektura? Styl życia? To wszystko, a nawet więcej, jest przecież na miejscu, więc co ma Wielkie Jabłko czego nie posiada Paryż? Po pierwsze Manhattan, po drugie 5th Avenue, a po trzecie ... po trzecie pracę w centrali firmy prawniczej. Catherine Lambert ostatnie sześć spędziła na rozpatrywaniu niezliczonych spraw i interpretowaniu paragrafów, ale to jedynie była droga ku szczytowi, a ten zdobyć można jedynie w nowojorskiej kancelarii. Dlatego kiedy wreszcie nadarza się okazja by podanie o przeniesienie spotkało się z pozytywną odpowiedzią, Catherine nie waha się ani chwili. A reszta to opowieść o paryskiej prawniczce w nowojorskiej dżungli, bo kto powiedział, że spełniające się marzenia mają jedynie słodki smak?

Zachwyt, to uczucie oddaje w pełni emocje jakie towarzyszą mademoiselle Lambert, gdy końcu ląduje tam gdzie chciała. Jednak w tej beczce miodu jest i przysłowiowa łyżka dziegciu, w tym przypadku występuje ona w liczbie mnogiej i pod postacią kilka osób. Ale paryżanka jest zahartowana w korporacyjnych bojach, no i zawsze pozostaje terapia zakupowa jako lek na to, co dzieje się w godzinach pracy. W tym wyścigu szczurów ważny jest każdy detal, nawet wtedy gdy snu jest jak na lekarstwo, a praca jest z gatunku syzyfowej. Ilość akt na biurku przekracza wszelkie granice, lecz przecież to one są cegiełkami przyszłego sukcesu. Dzień za dniem Catherine przekopuje się przez stosy dokumentów, liczne zaproszenia na obiady z klientami, spotkania i przyjęcia służbowe, wszystko to oczywiście w imię kariery, chociaż jakoś nikt tego nie dostrzega, a konkurencja nie śpi i to dosłownie! Liczy się praca, ona jest największą świętością, ale paryska prawniczka umie wygospodarować trochę czasu i dla siebie. W tym ostatnim pomaga jej Rikash, wierny asystent, na jakiego może zawsze liczyć i to na dodatek świetnie orientujący się kancelaryjnym piekiełku oraz równie zakochany w Diorze jak i jego zwierzchniczka. Kto widzi zawód prawnika przez pryzmat czarnych tóg i dusznych sal sądowych ten nie zna rzeczywistości, szczególnie tej w jakiej egzystuje Catherine Lambert. Wygląd liczy się tak samo jak wiedza i doświadczenie, to on może przechylić szalę na korzyść w najbardziej odpowiednim momencie, a posługiwanie się nim to sztuka jaką trzeba opanować w drodze na szczyt. Czegoś jeszcze trzeba się nauczyć - jak połączyć życie zawodowe z osobistym, szczególnie kiedy to drugie ma postać przystojnego kontrahenta. A może uda się obie te sfery połączyć? Kiedy pojawia się na szansa na coś więcej niż tylko na rozmowy o paragrafach grzech byłoby nie skorzystać, szczególnie kiedy ten "grzech" jest bardzo przystojnym facetem! W końcu kiedyś trzeba zacząć myśleć nie tylko o kolejnych szczeblach kariery zawodowej, no i byłby to argument w niekończących się dyskusjach z maman ...

Wejście na giełdę, amerykański egzamin adwokacki, miłość, wyprzedaż u Diora i wyjazd integracyjny, jak to wszystko pogodzić gdy doba ma jedynie dwadzieścia cztery godziny? Odpowiedź na to pytanie parysko-nowojorska pani prawnik musi znaleźć sama, a to jeszcze nie koniec znaków zapytania! Czego tak naprawdę pragnie Catherine i jaki ma to związek z jej prawie fanatycznym uwielbieniem dla pewnej marki, które dzieli ze swym asystentem i przyjacielem jednocześnie? Co zrobić kiedy okazuje się, że prawdziwe marzenie ma "ciut" inną postać i jak je urzeczywistnić? No i co z tym Paryżem?! Jakoś tak francuska stolica zyskała na swej atrakcyjności i to nawet podwójnie, a Nowemu Jorkowi ubyło trochę ze swego uroku, zresztą może to przeznaczenie?

Trudno uniknąć porównywania książek "Kocham Nowy Jork" i "Diabeł ubiera się u Prady", przynajmniej na początku, bo w miarę czytania okazuje się, że perypetie Catherine Lambert nie są kalką historii autorstwa Lauren Weisberger, ani też innych opowieści, których akcja toczy się w Wielkim Jabłku. Główna bohaterka, od pierwszych do ostatnich stron, zachowuje swój indywidualny charakter w jakim jest duża dawka humoru, odrobina naiwności i ogromna porcja celnych obserwacji co do własnej osoby i otoczenia. Isabelle Lafleche umiała humorystycznie przedstawić świat wielkich karier, wyścigu po sukces i wszystkiego co temu towarzyszy, ale zadbała również by pokazać ciemniejszą stronę tego, co dla wielu jest synonimem szczęścia. Komediowe elementy są splecione z tymi jak najbardziej realnymi, a efektem tego jest lektura, od jakiej trudno jest się oderwać.

Diabeł może ubiera się u Prady, ale pewna pani prawnik woli Diora, a od tego krok do ... no właśnie do opowieści o Catherine Lambert i jej uczuciu do Nowego Jorku i nie tylko!
 





Za możliwość przeczytania książki