Katarzyna Berenika Miszczuk
Sploty okoliczności bywają
zaskakujące i całkowicie zmieniające to, czego raczej zmieniać nie chce się. No
cóż zapobiec im trudno, a czasem bywa to wręcz niemożliwe. Wystarczy jedno małe
nieporozumienie albo brak informacji i dokonuje się nieoczekiwana zmiana.
Pogodzić się z sytuacją czy próbować odwrócić sytuację? Jeśli jedno i drugie
jest niemożliwe to trzeba znaleźć trzecie wyjście, a gdy go nie ma? Nie
pozostaje nic innego jak poruszyć niebo oraz piekło i je znaleźć!
Diablica, anielica i … potępiona. Jak
na jednego człowieka to trochę dużo, nawet można by rzec, że dużo za dużo.
Jednak jest małe, nie takie małe, „ale” i ma na imię Wiktoria. To już powinno
wiele powiedzieć lub przynajmniej dać do myślenia, kto był zamieszany w taki
obrót spraw czy to naprawdę za wiele. Niebo i piekło było do zniesienia albo
nawet więcej niż to, lecz Tartar jest punktem na niecodziennej mapie peregrynacji
śmiertelniczki z pewną iskrą nie do przyjęcia. Co jak co, ale tu są potrzebne
zdecydowane kroki czyli ucieczka, tyle, że nikt nie uciekł z tego miejsca. Tak,
to nie był dobrowolna podróż, trzeba więc być znowu tą, która wyznaczy nowy
szlak. Zaprzyjaźnione diabły, aniołowie również, powinni być pomocni w tym
temacie, lecz czy będą? Pytanie może powinno być brzmieć co z tego wyniknie, zwłaszcza,
iż Tartar to adres obecnego zamieszkania między innymi Nerona, Stalina i
Elżbiety Batory. Towarzystwo bardzo mocno kontrowersyjne, a upływ czasu wcale
nie podziałał na ich charaktery, i co więcej mordercze zapędy, łagodząco czyli łatwo
już było. Pozostaje więc działanie niestandardowe, pomoc Beletha byłaby co
najmniej wskazana, ale gdzie on się podziewa? Sprawę należy załatwić po swojemu
i trzymać kciuki za powodzenie, gdyż Wiktoria zdążyła podpaść pewnej
krwiożerczej damie i chyba nie jedynie jej.
Piekło już było, w niebie zamieszanie
zrobione, cóż więc pozostało? Tartar pozostał, a główną rolę odgrywa Wiktoria,
bohaterka o wielu przymiotach i talentowi do wpadania w kłopoty, za sprawą
własnych i diabelskich wpadek. Nowa odsłona perypetii śmiertelniczki i jej
diabelskich oraz anielskich znajomych. Podobno gdzie diabeł i jak wiemy już
anioł nie mogą sprawić zamieszania tam pojawia się bohaterka spod pióra
Katarzyna Bereniki Miszczuk. Tu nie ma miejsca na spokój, chociaż refleksje
pojawiają się, lecz dominuje akcja i reakcja, a gdzieś w tle, między wierszami
coś o wiele potężniejszego. Doskonała zabawa gwarantowana, dialogom daleko do
nudy, a czarny humor jak najbardziej obecny, tak samo jak i ten sytuacyjny. Oprócz
głównej bohaterki mamy również całą plejadę postaci, wcale nie anonimowych, ale
ich przedstawienie z nowej perspektywy okazuje się naprawdę kreatywne. Zresztą
trzeci tom to prawdziwa „jazda bez trzymanki”, tu nie ma czegoś takiego jak
„nie da się” i „ nie można”. Owszem da się i można, Katarzyna Miszczuk
pokazuje, że nawet niebo i piekło nie są granicą, pozostaje teraźniejsza
destynacja bohaterów, ta okazuje się równie intrygująca i daleko jej do tego,
czego moglibyśmy przypuszczać. W „Ja, potępiona” nie ma przewidywalności, rozrywka
i owszem oraz pewna łamigłówka do rozwiązania, od niej wiele zależy i tu
pisarka rzuca wszystkim niezłą zagwozdkę. Czy zostanie rozwiązana? Z pewnością
nie jest tak oczywista jak by się wydawało i widać to w fabule, lecz oczywiście
na pierwszym miejscu zgodnie z tytułem jest postać skupiająca na siebie uwagę
wszystkich i z tej roli nie wychodzi ani na moment. Jak czyta się tę lekturę?
Szybko, chociaż chce się wydłużyć, lecz pojawia się nieustannie pytanie „co
jeszcze wydarzy się?”, ze śmiechem i bez zbędnych przerw.
Za możliwość przeczytania książki

