Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Mięta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Mięta. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 sierpnia 2026

Zaginiony skarb

„Dziewięć kołatek Troya”

Alicja Czarnecka – Suls

 

Dużo nie jest potrzebne by z zupełnie niewinnych działań wyniknęło coś zgoła odmiennego. Wystarczy ciekawość i nie odwrócenie głowy, gdy okazuje się, iż dzieje się to, czego nie było w planach. A potem to już wystarczy dotrzymać kroku dziejącym się wydarzeniom i próbować być krok przed innymi, dwa również nie zaszkodzą. Cała reszta to łut szczęścia, nieoczekiwana pomoc i po prostu wiara w przyjaciół.

 

Czasem z prostego wydawałoby się wyjazdu do Czerwińska wychodzi niezła draka, chociaż to określenie zdaje się być na wyrost to Lula, Ada, Gabryś i Kris, raczej potwierdziliby, że to trafne określenie. Wszystko rozpoczęło się nad wyraz niewinnie, ale jedna kołatka wiele zmieniła. Przede wszystkim stała się podstawą do śledztwa, oczywiście nie jakiegoś oficjalnego, lecz jak najbardziej z misją. Zaginiona podczas wojennej zawieruchy wciąż pozostaje jednym z wielu dzieł sztuki, jakie nie zostały odnalezione. Jednak pewien trop zdaje się być na tyle wiarygodny, iż warto go sprawdzić. Jak się okazuje pociąga to z sobą dokonanie prawie przestępstwa, narażenia się grupie fanatyków z zachodniej granicy. Średniowieczna kołatka kryje kilka tajemnic, zahaczających nawet o Templariuszy, ale też o czasy dużo późniejsze. Zresztą, jeśli chodzi o sekrety, to i przyjaciele je posiadają. Finał tego dochodzenia będzie zupełnie daleki od pierwotnych planów, w końcu niecodziennie bierze się nadzwyczaj czynny udział w odzyskaniu skarbu.

 

Czy daleko trzeba szukać historycznych zagwozdek i to sięgających głęboko w dzieje?

Lubicie zagadki, tajemnice z przeszłości, poszukiwanie zaginionych dzieło sztuki?
Dorzućmy do tego humor i polskie zabytki, a mamy intrygującą lekturę, w jakiej nie wiemy co wydarzy się za moment, a będzie działo się dużo i wiele więcej niż czytelnik spodziewa się. Już prolog zaostrza apetyt, dalej jest jeszcze lepiej, bo jeśli ktoś sądzi, że to jedyny wątek, chociaż intrygujący i zapowiadający niejeden zwrot w akcji, to jest w ogromnym błędzie. Alicja Czarnecka – Suls zadbała o to, by czytający nie byli pewnie co lub kto jeszcze pojawi się w tej opowieści i tak naprawdę niespodzianek jest kilka z kategorii całkowicie kontrastowych. W końcu jak poszukiwanie skarbu to na całego, żadnych półśrodków oraz zawahania, lecz działanie i to grupowe, gdyż jak wiadomo nie od dziś w grupie siła, a w tej książce to grupa, jakiej niedocenianie mści się. „Dziewięć kołatek Troya” jest powieścią gdzie tło historyczne jest wykorzystane niejednokrotnie i za każdym razem staje się czymś więcej niż jedynie drugim planem, podobnie jak i lokacje, nie będące tylko punktem, ale i istotnym elementem. Autorka doskonale połączyła jedno i drugie, wydobywając ciekawe fakty i łącząc je z fabułą w intrygującą całość, z zatartą granicą pomiędzy faktami, poszlakami i wyobraźnią. No i pozostają bohaterowie, powiedzieć, że są barwni, nieobliczalni i  zdeterminowani, to jakby pozostawić ogromne niedopowiedzenie. Grupa przyjaciół, jacy pójdą za sobą w ogień, podpalą świat i kawałek kosmosu oraz nie dadzą się zniechęcić żadnym okolicznościom, nikomu, niczemu. To oni stanowią oś książki, źródło wątków, niektórych sekretów, wykreowani tak, iż szybko zdają się być dobrymi znajomymi nas czytelników. Dzięki nim poszukiwawcza wyprawa podąża się w całkowicie zaskakującym kierunku, po drodze jeszcze z dodatkowymi atrakcjami, również spod znaku zupełnie nieprzewidzianych.


                                        Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

sobota, 11 lipca 2026

Zło nie odchodzi

Nowość: 

„Zakon”

Cykl: Sztorm

Paulina Hendel

 

Zło tak szybko nie daje za wygraną. Raz pokonanie rzadko kiedy uznaje swoją porażkę za sygnał do wycofania się. Wprost przeciwnie, może i na chwilę nie jest dostrzegalne, ale z pewnością działa w ukryciu by dać o sobie znać w najbardziej dla siebie dogodnym momencie, siejąc strach i zbierając tragiczne żniwo ludzkich krzywd i bólu.

 

Spokój bywa pozorny oraz zwodniczy, chociaż pora sucha w Liberii, jak i całej Ćwiartce Północnej, nie do końca odpowiadała definicji tego słowa. Jednak patrząc wstecz na ubiegły rok, to jest dobrze, po prostu zwyczajnie i naczelnik Sztorm wcale aż tak nie narzeka. Tyle, że ktoś znowu wziął sobie do serca zbiór Krwawych Baśni. Już tytuł wskazuje, że to nie lektura z odpowiednim morałem i ten, kto wykorzystuje jej motywy raczej dobra nie czyni. Bestia z buszu czy też inna istota macza w tym swoje place? Sztorm skłania się ku tej drugiej opcji, a jego doświadczenie, intuicja oraz współpracownicy także wskazują na ten kierunek.  Do tego jeszcze odebrał sobie życie lokalny dziennikarz, a ten znowuż grzebał w przeszłości, co rzadko kiedy spotyka się z entuzjazmem. Kolejni denaci nie wpływają na dobry nastrój mieszkańców Liberii, do tego niezbyt sprzyjająca pora roku i jeszcze pewna niewytłumaczalna przypadłość części obywateli Ćwiartki Północnej dokładają się do niepokoju w okolicy. Śledztwo naczelnika bacznie obserwowane jest przez władze, społeczeństwo i tych, którzy zakulisowo pragną rozdawać karty. No cóż czas stawić czoła złu, po raz kolejny i czy ostatni?

 

Jakie to było dobre! Może i hasło często pojawiające się w kontekście przeczytanych książek, ale to doskonale. W końcu świetne lektury powinno się chwalić, a zadowolenie po ich poznaniu niech trwa jak najdłużej. A kiedy to samo mówi się o drugiej części, bądź kolejnej, to już radość podwójna. „Zakon” Pauliny Hendel to nie lada gratka dla czytelników. Ci, którzy poznali pierwszy tom cyklu Sztorm „Wzgardę” mają okazją znowu spotkać się z Pokojową wartą i wraz z nimi poprowadzić dochodzenie. Czasem koniec oznacza jedynie przerwę przed nowym rozdziałem, bo zło rzadko uznaje swoją porażkę i pojawia się znowu. Przekonują się o tym bohaterowie i oczywiście czytający, krwawe baśnie dają o znać po raz wtóry. Autorka zaprasza do wirtuozersko wykreowanego świata,  oddanego w szczegółach, bez jakichkolwiek przypadkowych elementów, za to z niuansami dopełniającymi imponujące uniwersum. Mogłoby się wydawać, że tak drobiazgowe przedstawienie umknie odbiorcom, nic bardziej mylnego. Drugi, a nawet trzeci plan, dopełnia ten pierwszy i co istotniejsze również bohaterów. W cyklu Sztorm nie ma żadnej przypadkowości, wszystko ma z sobą związek, nie zawsze widoczny na pierwszy rzut oka, lecz jest on dostrzegalny w odpowiedniej chwili. Do tego niuansowe nawiązania, nie kalki, nie odwzorowania, ale delikatnie widocznej nitki, która łączy z autorskim wątkiem. Jednak najważniejsza naturalnie jest sama opowieść i tutaj „Zakon” oferuje czytelnikom wielowarstwowość, niespodziewane zwroty akcji oraz przede wszystkim barwne postacie, z przeszłością, po przejściach i egzystujących w świecie, jaki z jednej strony wydaje się prosty, z zasadami nam oczywistymi, a z drugiej będący nieidealnym ideałem. No i rzecz jasna kanwa czyli walka ze złem, jakie nosi wiele masek, stosuje nieczyste zagrania, doskonale umiejące grac na emocjach i wykorzystujące do swoich niecnych celów uprzedzenia, mity i wierzenia.

 


                                 Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

niedziela, 14 czerwca 2026

Misja: Tartar

„Ja, potępiona”

Katarzyna Berenika Miszczuk

 

Sploty okoliczności bywają zaskakujące i całkowicie zmieniające to, czego raczej zmieniać nie chce się. No cóż zapobiec im trudno, a czasem bywa to wręcz niemożliwe. Wystarczy jedno małe nieporozumienie albo brak informacji i dokonuje się nieoczekiwana zmiana. Pogodzić się z sytuacją czy próbować odwrócić sytuację? Jeśli jedno i drugie jest niemożliwe to trzeba znaleźć trzecie wyjście, a gdy go nie ma? Nie pozostaje nic innego jak poruszyć niebo oraz piekło i je znaleźć!

 

Diablica, anielica i … potępiona. Jak na jednego człowieka to trochę dużo, nawet można by rzec, że dużo za dużo. Jednak jest małe, nie takie małe, „ale” i ma na imię Wiktoria. To już powinno wiele powiedzieć lub przynajmniej dać do myślenia, kto był zamieszany w taki obrót spraw czy to naprawdę za wiele. Niebo i piekło było do zniesienia albo nawet więcej niż to, lecz Tartar jest punktem na niecodziennej mapie peregrynacji śmiertelniczki z pewną iskrą nie do przyjęcia. Co jak co, ale tu są potrzebne zdecydowane kroki czyli ucieczka, tyle, że nikt nie uciekł z tego miejsca. Tak, to nie był dobrowolna podróż, trzeba więc być znowu tą, która wyznaczy nowy szlak. Zaprzyjaźnione diabły, aniołowie również, powinni być pomocni w tym temacie, lecz czy będą? Pytanie może powinno być brzmieć co z tego wyniknie, zwłaszcza, iż Tartar to adres obecnego zamieszkania między innymi Nerona, Stalina i Elżbiety Batory. Towarzystwo bardzo mocno kontrowersyjne, a upływ czasu wcale nie podziałał na ich charaktery, i co więcej mordercze zapędy, łagodząco czyli łatwo już było. Pozostaje więc działanie niestandardowe, pomoc Beletha byłaby co najmniej wskazana, ale gdzie on się podziewa? Sprawę należy załatwić po swojemu i trzymać kciuki za powodzenie, gdyż Wiktoria zdążyła podpaść pewnej krwiożerczej damie i chyba nie jedynie jej.

 

Piekło już było, w niebie zamieszanie zrobione, cóż więc pozostało? Tartar pozostał, a główną rolę odgrywa Wiktoria, bohaterka o wielu przymiotach i talentowi do wpadania w kłopoty, za sprawą własnych i diabelskich wpadek. Nowa odsłona perypetii śmiertelniczki i jej diabelskich oraz anielskich znajomych. Podobno gdzie diabeł i jak wiemy już anioł nie mogą sprawić zamieszania tam pojawia się bohaterka spod pióra Katarzyna Bereniki Miszczuk. Tu nie ma miejsca na spokój, chociaż refleksje pojawiają się, lecz dominuje akcja i reakcja, a gdzieś w tle, między wierszami coś o wiele potężniejszego. Doskonała zabawa gwarantowana, dialogom daleko do nudy, a czarny humor jak najbardziej obecny, tak samo jak i ten sytuacyjny. Oprócz głównej bohaterki mamy również całą plejadę postaci, wcale nie anonimowych, ale ich przedstawienie z nowej perspektywy okazuje się naprawdę kreatywne. Zresztą trzeci tom to prawdziwa „jazda bez trzymanki”, tu nie ma czegoś takiego jak „nie da się” i „ nie można”. Owszem da się i można, Katarzyna Miszczuk pokazuje, że nawet niebo i piekło nie są granicą, pozostaje teraźniejsza destynacja bohaterów, ta okazuje się równie intrygująca i daleko jej do tego, czego moglibyśmy przypuszczać. W „Ja, potępiona” nie ma przewidywalności, rozrywka i owszem oraz pewna łamigłówka do rozwiązania, od niej wiele zależy i tu pisarka rzuca wszystkim niezłą zagwozdkę. Czy zostanie rozwiązana? Z pewnością nie jest tak oczywista jak by się wydawało i widać to w fabule, lecz oczywiście na pierwszym miejscu zgodnie z tytułem jest postać skupiająca na siebie uwagę wszystkich i z tej roli nie wychodzi ani na moment. Jak czyta się tę lekturę? Szybko, chociaż chce się wydłużyć, lecz pojawia się nieustannie pytanie „co jeszcze wydarzy się?”, ze śmiechem i bez zbędnych przerw.


                                 Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

niedziela, 29 marca 2026

Zabójcza legenda


Nowość: 

„Wiła”

Robert Ziębiński

 

Pewne tajemnicy nie bez powodu są nimi i takimi powinny pozostać. Czasem jednak nie da się ich zostawić w spokoju, same dają o sobie znać. Kiedy zostaną zignorowane wcale nie znikają, jedynie czekają na odpowiedni moment by zaatakować mocniej i dotkliwiej. Ci, którzy stawią im czoła nie zawsze wiedzą z czym się mierzą, lecz to nawet lepiej, bo strach nie zawsze jest dobrym doradcą…

 

Czy w takim miejscu jak Czarny Staw spokój jest czymś oczywistym? Małe miasteczko niedaleko Krakowa, sielskie i takie z kategorii gdzie diabeł mówi dobranoc, chociaż nie do końca. Niektórzy jego mieszkańcy to ostatnie zmieniliby na dzień dobry. Akira, Kamil, Długi i Niedźwiedź więcej niż co nieco mogliby powiedzieć o tym, lecz jak wiadomo kto słucha nastolatków? No właśnie nikt, to oni mają pamiętać o nakazach, zakazach, a tak w ogóle słuchać starszych. Tyle, że właśnie oni doskonale wiedzą, iż Czarny Staw kryje niejedną tajemnicę, jednego demona już pokonali, a teraz przed nimi kolejna nadnaturalna zagadka. Zniknięcia wcale nie są tutaj rzadkością, tak dawniej jak i obecnie, kto lub co stoi za nimi? Pozostaje jeszcze kwestia pojawienia się kogoś, kto podobno o istniej tylko i wyłącznie w legendach, lecz jak się okazuje prawda bywa bardziej skomplikowana. Zabójczy urok jakim dysponuje Wi daje się we znaki paczce przyjaciół i trzeba coś z tym zrobić. Ich sprzymierzeńcem jest Pan Pulman, nie taki zwykły kot, chodzący ścieżkami, jakie mogą okazać się więcej niż pomocne w rozgrywce z kimś zamierzającym rozprawić się z czwórką młodych ludzi. Jaką rolę odgrywa mistrz Dur? W Czarnym Stawie nic nie dzieje się przypadkowo, a drugie dno bywa zabójcze!

 

Znacie to uniwersalne hasło „Jakie to było dobre”? W przypadku „Wiły” było wyśmienite, intensywne, zaskakujące i przede wszystkim pobudzające apetyt na więcej w jak najszybszym czasie. Klimat grozy? Oczywiście! Niepokojące wydarzenia? Nieustannie! Intrygujące postacie? Jeszcze jak! Trudno oderwać się od tej historii? Szkoda czasu na mówienie sobie jeszcze jeden rozdział, bo w tym czasie kolejny akapit przeczytany. Telegraficzny skrót był, lecz szkoda ograniczyć się do niego, zwłaszcza, ze Robert Ziębiński zadbał o to, by opowieść miała naprawdę dużo ostrych zwrotów akcji, a i szybkość ich występowania robi wrażenie. Zresztą to ostatnie stwierdzenie dotyczy tak całości jak i poszczególnych rozdziałów. Za każdym razem nowy element zmienia perspektywę i równocześnie wiąże się z tym, co już wiemy, lecz czujemy, że to jedynie fragment czegoś dużo większego. „Wiła” ma klimat grozy, który nakłada zimny i złowieszczy filtr na wszystko i wszystkich, a zło tutaj nie jest jakieś odległe, lecz czai się tuż obok, w miejscach uznawanych za bezpieczne do tej pory i to również działa na wyobraźnię. Drugi plan jest dopracowany i stanowi doskonałe tło dla historii, w której wątki splatają przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość, natomiast detale są cennymi wskazówkami. Jeszcze jeden aspekt warty jest podkreślenia czyli połączenie słowiańskich i ludowych wierzeń z współczesnym gatunkiem horroru i grozy w szerokim ujęciu. „Wiła” to ten rodzaj książki, który wciąga już na początku i w jakiej zatapiamy się coraz głębiej z każdą kartką.


                                    Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

wtorek, 17 marca 2026

Inne szczęście

Nowość:

„Szeptun”

Tomasz Betcher

 

Samotność ma niejedno oblicze i kryje się pod wieloma maskami. Nawet będąc wśród bliskich nie jest się od niej wolnym. Czasem skrywa się za nią lęk bycia samym, lecz to, coś zupełnie innego. Najtrudniej jest stanąć z samotnością twarzą w twarz, przestać uciekać, a wyjście z niej bywa wówczas na wyciagnięcie ręki.

 

Wakacje w miejscu gdzie nawet diabeł dawno powiedział dobranoc, a na sam początek urlopu piorun trafia w samochód nie zapowiadają się dobrze. Co więcej cała reszta zdaje się być jakimś pechem podniesionym co najmniej do kwadratu. Jednak kiedy pominąć niezbyt udany wstęp i po prostu przyjąć, że niekiedy trzeba zweryfikować plany okazuje się, iż da się cieszyć letnim wypoczynkiem, chociaż przynosi on sobą chaos. Julia miała zamiar odwiedzić uzdrowiciela i cieszyć się urokami Beskidów wraz ze swoimi dziećmi. No cóż, wizyta okazuje się daleka od jej wyobrażeń, cała reszta przynosi z sobą wiele zmian. Klątwa, jaką jest ponoć naznaczony ich gospodarz oraz miejscowe plotki powinny być znakiem ostrzegawczym, lecz co jeśli są zupełnie czymś odwrotnym? Do tej pory kobieta miała podążała ścieżką, z jakiej bała się zejść dla dobra bliskich, ale teraz dostrzega, że da się skręcić w całkiem innym kierunku. Czy powinna nią podążyć i wywrócić swój świat do góry nogami? Waldek jest kimś, kto nosi w sobie sekrety i chadza własnymi szlakami. Tych dwoje różni się od siebie jak dzień i noc, lecz może to zaleta, nie wada…

 

Nie magia, nie zaklęcia, a po prostu bycie blisko, bez narzucania się i z pozostawieniem przestrzeni na myśli i czasu na odnalezienie tego, co gdzieś umknęło, zostało utracone lub po prostu pozwolenie na powiedzenie koniec. Tomasz Betcher już nie pierwszy raz zabiera czytelników w podróż z bohaterami, jacy nawet nie wiedząc o tym, stoją na rozstaju dróg i są krok od wybrania całkiem nowego kierunku. Spirala emocji, przeszłości i złych doświadczeń ukryta jest płytko, lecz jej korzenie wrosły głęboko, jednak to dociera do nas dopiero jak głębiej wejdziemy w historię, gdzie prostota okazuje się jedynie przykrywką skomplikowanej prawdy, niełatwych marzeń i trudnych wyborów. „Szeptun” jest lekturą, którą pochłania się lub raczej to ona wchłania nas, kartka po kartce. Dlaczego? Na pewno nie szybkością akcji, lub spektakularnymi zwrotami, to nie ten rodzaj książek. Tu jest kameralność, odzyskiwanie życiowego punktu zaczepienia, po prostu zatrzymanie karuzeli codzienności, nie ma wielkich słów i pięknych obietnic, które to jedne i drugie okazują się bez pokrycia i na wyrost. Autor przedstawia czytającym historię w jakiej jest coś onirycznego, przeplata się przeszłość z teraźniejszością, a pewne tajemnice po prostu pozostają sobą, uchylając jedynie rąbek to, co w sobie kryją, resztę pozostawiając z dala od ludzkich oczu. W „Szeptunie” kontrastuje niejedno, lecz wbrew pozorom ostre granice zacierają się, dopasowują się, wiele spraw odbywa się w ciszy, nie w tej niewygodnej, a takiej gdzie wreszcie słyszy się własne myśli, a to, co ważne przychodzi po cichu, czeka na odpowiedni moment i korzysta z szansy by dać o sobie znać. To, co było, jest i być może będzie, tworzy opowieść, w której na jasne kolory lata rzucają cienie wydarzenia, raniące pomimo upływu czasu i blizny, które do tej pory wciąż były rozdrapywane, lecz niekiedy jedno wydarzenie potrafi dać impuls by poszukać na to lekarstwa.



                                     Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

piątek, 27 lutego 2026

W gałęziach wierzby

Nowość:

„Dzieci wierzby”

Małgorzata Stasiak

 

Prawda ma to do siebie, że w końcu daje o sobie znać. Zbyt długo skrywana wybiera najmniej spodziewany moment by pokazać się, czasem jedynie w fragmencie, lecz i tak często niesie z sobą chaos, zdezorientowania i niestety ból. Za nią idzie przełom w życiu, relacjach, czy oczyszczający? Z pewnością niejednokrotnie przemeblowujący wiele, niektórym daje wolność, inni uwalniają się od starych lęków. Niezamknięte drzwi do przeszłości otwierają niekiedy drzwi do przyszłości…

 

Niektórzy wbrew wszystkim i wszystkiemu, nawet samym sobie, po prostu ogarniają rzeczywistość. Dlaczego nie dają sobie spokoju z tym i nie skupią się na sobie? Może tkwi to w ich DNA albo po prostu bardzo wcześnie wzięli na swoje barki ciężar, bo nikt inny tego nie zrobił? Karolina nie potrafi odciąć się od swojej rodziny, nie to, co Kuba, chociaż i on wraca, kiedy wymaga tego sytuacja. Nic nie jest prostego w ich życiu, jakoś próbują pogodzić codzienność z kolejnymi trudnymi sprawami, jakie raz za razem pojawiają się, kiedy myślą, że już widzą światełko w krętym tunelu, zwanym dorosłością i dojrzałością. Tyle, że to drugie bardziej dotyczy ich niż bliskich. Czy w takich okolicznościach da się zauważyć coś, co pojawia się niespodziewanie i kiełkuje na mało żyznej ziemi oraz najmniej sprzyjających warunkach? Problemów nie ubywa, a tych dwoje zaczyna dostrzegać, że oprócz całego chaosu wokół nich, jaki nieustannie próbują ogarnąć, ważni są też oni sami. Tyle, że los lubi zaskakiwać, a prawda wpisuje się doskonale właśnie w takie niespodziewane i mało chciane dary. Czy da się napisać całkiem nowy rozdział, kiedy znowu okazało się, iż jest pod górkę zamiast z górki?

 

Zaskakująca, nieoczywista i przede wszystkim bez lukru, upiększania, za to pełna prawd, od jakich zbyt często odwracamy głowę, bo są trudne i wymagają stawiania czoła trudnym sytuacjom. Zamiast ucieczki branie się za barki z życiem, dalekim od ideału, a nawet tego, co uważamy za szarą rzeczywistość. „Dzieci wierzby” to nie kolejna powieść obyczajowa, przed lekturą można mieć niejedne skojarzenie, lecz lektura szybko weryfikuje i to na ogromny plus nasze oczekiwania. To nie jest prosta historia, sięga daleko i głęboko, wyciąga na światło dzienne tłumione emocje, niechciane uczucia, ostre słowa i bolesne wspomnienia. Tylko lub aż tyle, odsłania tak dużo w stosunkowo niedługim czasie, ale nie jest przeładowana i równocześnie nie jest stonowana. Małgorzata Stasiak po prostu pokazuje swoich bohaterów bez upiększeń, bez niedomówień, takimi jacy są. Dalecy od ideału i po prostu ludzcy, mający za sobą niejeden błąd i z pewnością przed sobą także, radzący sobie na tyle ile potrafią lub mogą z siebie dać w danej chwili. „Dzieci wierzby” to historia o rodzinie, z krwi i wyboru, gdzie jedni są ratownikami i opiekunami codzienności, drudzy uciekinierami w mniejszym lub większym stopniu. W tym nieidealnym świecie pojawia się też uczucie, które dodaje odwagi, ale i przynosi z sobą kolejną porcję prawdy, znów niełatwej, czy doda ona siły, a może odbierze resztkę nadziei? Jaki będzie finał tej nieszablonowej sagi rodzinnej, gdzie spokój pojawia się na chwilę przed przysłowiową burzą, która odkrywa staranne kłamstwa i zmusza by w końcu być szczerym z samym sobą, bliskimi i zaprzestać ucieczki.

 


                                     Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

wtorek, 30 grudnia 2025

Podróż w czasie

„Płacz”

Marta Kisiel

 

Czas bywa pułapką. Biegnie zbyt szybko albo za wolno, niekiedy jest schronieniem demonów z przeszłości. Wciąż trwa i równocześnie rzadko kiedy staje w miejscu. Niewidoczny, lecz odczuwalny i znajdujący odbicie w ludziach, przedmiotach, naturze. Czy da się bezkarnie poznać jego tajemnice?

 

Podobno z rodziną najlepiej wypada się na zdjęciach, byleby nie stanąć gdzieś z boku, gdyż jeszcze da się nas wyciąć. No cóż rodzina Sternów mogłaby coś na ten temat powiedzieć. Klara, Eleonora i Dżusi od miesięcy nie widziały się i wiele, jak nie więcej, wskazuje na to, iż odpowiada im, lecz ich rozłąka właśnie dobiega końca. Sfatygowana pocztówka i porcelanowa filiżanka są powodem ponownego spotkania. Jedna z sióstr Stern zaginęła i druga z rodzeństwa oraz jej ciotka ruszają z pomocą. Demony z przeszłości dają o sobie znać i to dosłownie nie w przenośni, a to oznacza, iż coś zaburzyło linie czasu. Nomen omen tego ostatniego nie ma za dużo, znaków zapytania jest zbyt dużo, natomiast odpowiedzi na razie żadnych. Czy Eleonora przeżyje tę przygodę? Pomoc w postaci bliskich jest w drodze, ale nie można zapomnieć o jednym… czasie, jaki rządzi się swoimi prawami, surowymi i karzącymi każdego, kto go złamie zasady!

 

Podróż w czas, nie w czasie. Mała różnica? Kolosalna dla bohaterów i czytelników „Płaczu”, jak bardzo przekonają się o tym po raz kolejny. Czy nie uczą się na swoich i cudzych błędach? No cóż gdyby tak było to nie powstałby może cały Cykl Wrocławski, jednak to jego finał domyka wątki spektakularnie, lecz zanim to nastąpi czeka nas wielowarstwowa opowieść, w jakiej splata się przeszłość o teraźniejszość oraz czas z historią. Tu nie ma prostych ścieżek fabularnych, gdzie pytania znajdują szybko proste odpowiedzi. Zamiast nich są zagadki, będące kluczem do skomplikowanej łamigłówki, w jakiej naprawdę liczą się detale, brane za element tła, ale jak się okazuje stanowiące fragmenty niezwykłych puzzli. Oczywiście są i tajemnice, jakie tylko czekają by pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie. Marta Kisiel wykorzystała klimat Gór Sowich oraz legendy, jakimi obrosły i włączyła je w fabułę, tak, że z każdym rozdziałem rośnie zaintrygowanie, a nieprzewidywalność staje się jedynym stałym elementem. W „Płaczu” wszystko jest możliwe, czas i przestrzeń stają nieobliczalne, tak samo jak i bohaterowie, którzy tym razem przekraczają ostatnie granice. Zanim poznamy zakończenie odbywamy podróż w czas, w przeszłość i z bohaterami odkrywamy konsekwencje ludzkiej ciekawości oraz czynów.


                                      Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

sobota, 13 grudnia 2025

Bieszczadzka magia

Nowość:

„Zatracenie”

Katarzyna Berenika Miszczuk

 

Spokojnie to już było! Teraz jest cisza przed burzą! Jaką? No cóż z pewnością taką, która zostanie zapamiętana. Nawet więcej, gdyż bez wątpienia pozostawi po sobie ślad. Pozostaje więc czekać z założonymi rękoma lub… przygotować się na to, co ma wydarzyć się!

 

Pensjonat w Bieszczadach brzmi jak marzenie, ale nim się ziści trzeba pokonać czasem dość wyboistą drogę. Ewa Wrzosówka właśnie o tym się przekonuje. Remont właśnie w pełni, a taki dom jak Mnichówka łatwo nie poddaje się zmianom. Jednak jego właścicielka trzyma się planu i nie zamierza poddawać się. Zwłaszcza, że ma pomoc swojego księgowego, piekielnie zaangażowanego i to dosłownie. Adam Iskrzycki oprócz talentu do liczb ma również inne pomocne talenty, zwłaszcza przydatne w takim miejscu. Powiedzmy sobie szczerze ta dwójka ma niejedną tajemnicę i lepiej by miejscowi o tym nie dowiedzieli się. Może i ostatnią czarownicę spalono deczko czasu temu, lecz lepiej na zimne dmuchać. No i jeszcze ta przepowiednia i ból korzonków. Co za dużo to niezdrowo! Zbliżają się również urodziny Ewy, dokładnie w noc Kupały, natomiast w pobliżu jakoś robi się tak dość tłocznie od różnorodnych zdarzeń tudzież odwiedzin. Jak w takich okolicznościach obchodzić urodziny? Łatwo nie będzie, prosto też już było, teraz  pozostaje zorganizować imprezę… Czy będzie ona niezapomnianym wydarzeniem? No cóż Mnichówka nie na daremno ma swoja legendę, a że ciut mroczną? W Noc Kupały niejedno zdarzy się!

 

Za niektórymi bohaterami tęskni się i czytelnik wypatruje kiedy pojawi się kontynuacja z nowymi perypetiami. Ewa i Adam w „Kuszeniu” zapisali się w pamięci  warto było poczekać na dalszy ciąg z ich udziałem. Rozkręcili się na dobre, zresztą nie tylko oni, ale nie ma co spojlerować, najlepiej jest się samemu przekonać o tym, a będzie  czym. Mnichówka nie straciła nic ze swojej legendy, nawet można powiedzieć, iż co nieco zostanie wzbogacona. Postarali się o to tak pierwszoplanowi bohaterowie jak i drugoplanowi, ci z krwi i kości oraz mniej materialni. Trzeba przyznać, że mało kto ma tak bogatą wyobraźnię oraz talent do łączenia różnorodnych mitów i postaci w spójną całość, zaskakującą nieustannie, jednocześnie lekką oraz wciągającą, chociaż i mroczniejszy cień dostrzegalny jest oraz doskonale podkreśla wszystkie wątki. Nie da się nie wspomnieć przynajmniej o humorze, chociaż to w żadnym wypadku komedia, to dialogi wprost skrzą się od niego. „Zatracenie” jest historią, w jakiej dzieje się naprawdę dużo i pojawiają niespodziewane postacie, jakie gdzie indziej wydawałyby się przypadkowe, natomiast w niej doskonale pasują. Para głównych bohaterów pokazuje, że Bieszczady kryją niejedną tajemnicę, a ile jeszcze czeka na ujawnienie to jedynie wie ich twórczyni, lecz jedno jest pewne: oczekiwanie na ciąg dalszy rozpoczęło się!


piątek, 22 sierpnia 2025

Kwiat nocy

Nowość:

„Dalia”

Patrycja Dzień

 



Czy naprawdę dobrze znamy samych siebie? Niekiedy życie pozwala nam to zrewidować, ale też pojawiają się kolejne pytania, natomiast odpowiedzi na nie wymagają szczerości, a nie każdy ma tyle odwagi. Jednak ci, którzy się na nią zdobędą skorzystają z szansy jaką nie daje im los, lecz oni sobie sami.



Czasem inspiracją do napisania nowej książki bywa klub nocny, ale klub Ciemna Dalia to coś więcej niż można spodziewać się. Maria Banach jest zaskoczona tym, co on oferuje, pytanie czy faktycznie pomoże jej wenie, zwłaszcza, iż ta powinna pójść całkiem inną ścieżką niż dotychczas. No cóż pisarka ma co do tego wątpliwości, lecz od czego pomocna dłoń, a nawet kilkoro? Nowy gatunek w twórczości wciąż pozostawia w nie więcej wątpliwości niż pewności, jednak Maryśka nie byłaby sobą gdyby nie podjęła wyzwania. Może i nie jest zbyt optymistycznie nastawiona do tego pomysłu, lecz cóż szkodzi spróbować? Jej pomocnikiem jest Sebastian Historyk, zarazem to także przewodnik po Ciemnej Dalii, skrywając ej niejedna tajemnicę. W barwnym świecie nocnych godzin spędzanych w klubie Maria poznaje zmysłowy świat od nowej strony, intrygującej i kuszącej tym, co dostępne dla wybranych. Jak odnajdzie się w nim pisarka, szukająca informacji do książki? Sebastian służy pomocą i wyjaśnia to, co wcale nie jest tak oczywiste. Nie tego spodziewała się, nie ona jedna, bo to, że też potrafi wprowadzić w zdumienie siebie i innych staje się impulsem, którego ktoś jeszcze potrzebował również. Czasem poszukiwania mogą przynieść zaskakujący rozwój zdarzeń, całkowicie niezaplanowanych i zmieniających niejedno życie…





Klub Ciemna Dalia zaprasza w swoje podwoje. Maria Banach skorzystała z niecodziennego zaproszenia i okazało się, że… A może tak samemu sprawdzić? Patrycja Dzień serwuje czytelnikom nieszablonową lekturę, przy której najlepiej zostawić wszelkie przypuszczenia jeszcze przed jej rozpoczęciem. To nie jest klasyczny romans czy też obyczajowa historia, a książka, w jakiej nie ma tabu, jest za to naprawdę soczysta opowieść o kilkorgu bohaterów, pierwszo i drugoplanowych jacy na naszych oczach odsłaniają swoje ja, niekiedy zaskakując samych siebie. Kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach albo obaj z jednym i drugim w obliczu okoliczności, jakich jeszcze przed chwilą nie brali pod uwagę. Każde z nich zna smak samotności, lecz wiedzą też jak smakuje szczęście, ich styl życia odpowiadał im do tej pory i wiedzą jak zdobywać to, czego pragną. Jednak miejsce gdzie spotykają się wydobywa z ludzi ich pragnienia na co dzień ukryte oraz niejednego skłonił już do wejścia na całkowicie odmienną ścieżkę. Jak będzie w ich przypadku? Ona do tej pory żyła dokładnie tak jak chciała i nie tęskniła za czymś innym. On odciął się od tego, co było i także nie miał w planach zmian. „Dalia” Patrycji Dzień to nie historia taka jak inne, uwodzi wolnością wyboru i magią niecodzienności oraz daje możliwość poznania siebie z całkiem innej perspektywy.


                                      Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
Autorce
i
 

poniedziałek, 14 lipca 2025

Lato, smok i cał areszta kłopotów

Nowość:

„Lato pełne tajemnic”

Katarzyna Wierzbicka

 

Tajemnice mogą być dużym ciężarem. Ukrywanie ich wymaga wysiłku i nierzadko ukrywania prawdy, a to wcale nie jest proste. Jak to zrobić jeśli ma się o tym nie dowiedzieć rodzina, w jakiej nie brak bardzo ciekawskich osób? Czy faktycznie kłamstwo będzie miało krótkie nogi, a może tym razem będzie inaczej, zwłaszcza, gdy ma służyć dobrym celom?

 

Inni wiele oddaliby za magiczne zdolności. Magda jednak do nich nie należy, aż za dobrze zdaje sobie sprawę z powagi swojego talentu. Niestety również doświadczyła negatywnej strony magii lub raczej co się dzieje kiedy trzeba utrzymać w sekrecie jej istnienie. Wspólne wakacje z rodziną oznaczają nieustanne pilnowanie się, nie jest to łatwe, gdy za przyjaciela ma się demona, a domowy piesek to w rzeczywistości smok. Dodajmy do tego wścibskie rodzeństwo, niezbyt miłego sąsiada z kempingu oraz nowo poznany chłopak, jaki chyba aż za bardzo jest zainteresowany jej rodziną oraz ojciec, będący magiem pozbawionym nadnaturalnych umiejętności. Jak na jedną dziewczynką to naprawdę dużo, ale ktoś musi ogarnąć ten chaos i jak na razie jedynie Magda wie wystarczająco dużo by się podjąć tego zadania. Problem w tym, że nie ona jedna ma sekrety, co ukrywają inni i jak to się skończy? Te wakacje zapowiadają się bardzo interesująco, a kolejne niespodzianki już pojawiają się na horyzoncie. Magia czasem bardzo komplikuje życie, lecz przyjaźń i rodzina bywają pomocni, gdy kłopoty wydają się nie do pokonania.

 

Lubicie lektury, w jakich równocześnie znajdują coś dla siebie starsi i młodsi czytelnicy. Gdzie pod jedną warstwą jest druga, a do tego łączy się kilka motywów? Jeśli tak to polecam książkę  „Lato pełne tajemnic”, gdzie nie brakuje tajemnic, wakacyjnego klimatu oraz wiele perypetii, z kategorii tych zwykłych i bardziej owianych magią. Z jednej strony zwykła codzienność wakacji z rodzicami rodzeństwem na kempingu, a z drugiej problematyczne talenty i to, co z nimi związane. Łączy je osoba głównej bohaterki, jaką lubi się od samego początku i kibicuje w rozwiązaniu problemów, mniejszych i większych, lecz zawsze krążących wokół nie do końca chcianego dziedzictwa, rodzinnych nieporozumień oraz pogodzenie dwóch światów, jakie przenikają się czy tego się chce czy nie. Gdzie w tym wątki dla starszych czytelników? W postaciach stojących nieco z boku, dorosłych, którzy nie są wolni od wad i tym razem widziani są z perspektywy własnych dzieci i wnuków. Ten punkt widzenia pokazuje bywa humorystyczny, lecz bardzo celny. Spod pióra Katarzyna Wierzbickiej wyszła książka, jaką może czytać więcej niż jedno pokolenie i każde naprawdę będzie zadowolone z poznania tej historii.

 


                                      Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

sobota, 12 lipca 2025

Zaklęte dusze

Nowość:

„Pirania duszy”

Klaudia Zacharska

 

Rzadko kiedy małe miasteczka są takie jakie wydają się być na pierwszy rzut oka. Każde z nich ma swoje sekrety, jakie niechętnie ujawniają obcym, często nie zauważają ich nawet sami mieszkańcy. Jednak jak to bywa kiedyś dadzą o sobie znać…

 

Mieć przyjaciółkę to świetna sprawa, a gdy dołącza jeszcze jedna to już naprawdę ogromnie dużo. Pola, River i Maja chodzą do tej samej szkoły i klasy, ostatnia z nich dopiero od niedawna jest mieszkanką Sepii, miasteczka gdzie spokój wydaje się być zagwarantowany. Jednak czy tak jest naprawdę? Nad tym dziewczyny nie zastanawiają się zbytnio dla nich liczy się wspólnie spędzany czas i chociaż różnią się zainteresowaniami to łączy je przyjaźń. Wrotki, książki i muzyka, ta różnorodność sprawia, że nie nudzą się w swoim towarzystwie i wzajemnie podziwiają się. Jednak coś zaczyna je niepokoić, jedna z nich staje się ofiarą klątwy i to nie takiej z kategorii żartów. Jak pomóc najlepszej koleżance, jeśli w grę wchodzi prawdziwa magia? Przed przyjaciółkami niełatwe zadanie, które okazuje się jeszcze trudniejszy, gdy okazuje się, iż na inne osoby również mogły paść klątwa. Co się dzieje w do tej pory tak spokojnej Sepii? Z pewnością nic dobrego, lecz najważniejsza jest pomoc i to jak najszybsza. Czy zdążą na czas? Koszmarne sny wzbudzają lęk, lecz przyjacielskie więzy niejedno potrafią wytrzymać. Nie wspominając już o tym, iż koleżanki nie zamierzają poddać i wierzą w zwycięstwo, jedno i drugie pomaga im stawić czoła magicznemu wyzwaniu! Jakim sposobem pokonają zaklęcie?

 

Tytuł „Pirania duszy” z pewnością nie da się przeoczyć i gdy, nie jeśli, sięgnięcie po ten tytuł to okaże się, iż z pewnością to nie był przypadek, a splot okoliczności, dzięki którym ciekawie spędzimy czas. Co stoi za nim? Historia o przyjaciółkach, jakie w malowniczym miasteczku przekonują się o sile tego, co ich łączy. Jednak tak naprawdę to jedynie wstęp do opowieści, w jakiej liczą się szczegóły i dostrzeżenie w bohaterach ich prawdziwego oblicza. Klaudia Zacharska napisała książkę gdzie głównymi postaciami są nastolatki, a dorośli są na drugim planie. Jednakże to lektura z kategorii tych, jakie również starszym czytelnikom przypadnie do gustu. Małe miasteczko, tajemnice, zaklęcie, przyjaźń oraz pomoc w trudnych chwilach, czyli wszystko to, co tworzy opowieść w jakiej nie liczy się wiek a ciekawość co będzie dalej, bo zaintrygowanie wzrasta w miarę czytania i nie spada do samego końca. Autorka stworzyła niesamowity klimat, jaki pomiędzy wierszami jest widoczny, a kiedy dostrzegamy go już wyraźnie spójnie łączy się z całością. W „Piranii duszy” wraz bohaterami przechadzamy się po Sepii, mieście jednocześnie podobnym do wielu innych oraz mającym w sobie to „coś”, które przyciąga uwagę i zapowiada, że przed nami niejeden sekret do odkrycia.



                                      Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

sobota, 21 czerwca 2025

Geneza końca

„Koniec mapy”

S.J. Lorenc

 

Przygoda życia bywa niezapomnianym wspomnieniem, chociaż niektórzy wiele by dali w ogóle nie miała miejsca. Czasem wcale nic nie zapowiada się, że przed nami wydarzenia, jakie mogą mieć ogromny wpływ na nas, po prostu liczymy na dobrą zabawę albo po prostu badamy swoje granice. Czy można przygotować się na to, co w ogóle nie było brane pod uwagę i nie miało prawa wydarzyć się, lecz właśnie ma miejsce?

 

Rejs na koniec może nie świata, lecz tam gdzie rzadko, kto zapuszcza się wydaje się doskonałym pomysłem dla ośmiu turystów. W końcu nic nie ryzykują, a jednocześnie przed nimi ekscytująca wyprawa. Taki był przynajmniej oficjalny plan i raczej nic nie wskazywałoby, iż jego realizacja napotka na trudności. Ocean Arktyczny kusił, by zmierzyć się z dzika naturą, ale na własnych zasadach. No cóż to ostatnie okazało się mieć skutki całkiem nie do przewidzenia, bo łamać ustalone normy lepiej wiedzieć, kiedy i gdzie łamać. Niewłaściwe miejsce i czas? A może jedynie splot okoliczności? To samo mógłby powiedzieć zespół rosyjskich naukowców, jacy w Arktyce prowadzą badania. Jedni i drudzy stają twarzą w twarz z zagrożeniem, jakiego nie brali pod uwagę. Drogi grup krzyżują się w najmniej spodziewanym momencie i przynoszą sytuację, której waga będzie wymagać podjęcia niecodziennych środków. Do czego zdolny jest człowiek gdy musi stawić czoła oprócz własnych lęków także świadomości, że właśnie rozpoczęła się gra, w jakiej stawką jest życie? Niekiedy jeden, mały wydawałoby się błąd, skutkuje niewyobrażalnym zagrożeniem…

 

Arktyczna pustynia i bezkres lodowatego oceanu. Ośmioro turystów, którzy chcą przeżyć przygodę. Kilkoro naukowców. Jedni o drugich nie wiedzą, lecz co się wydarzy, gdy zetkną się z sobą? Dwie historie toczące się równolegle, mające własną dynamikę zdarzeń i łańcuch przyczynowo-skutkowy. Jeśli lubicie nieoczywiste fabuły, które podążają nieszablonowymi ścieżkami to „Koniec mapy” doskonale wpisuje się w te ramy. Nie ma jednego przepisu na naprawdę dobrą lekturę, lecz pewne elementy często w nich występują. Zaskoczenie, tajemnice, walka z czasem, niebezpieczeństwo, zwroty akcji. Wszystkie one występują w książce S.J. Lorenca, lecz nie jest to lista zamknięta, podczas czytania kolejne mamy okazję dopisać do niej. Im bardziej zagłębiamy się w historię tym więcej przypuszczeń, co do rozwoju poszczególnych wątków nasuwa się nam. Jakie z nich potwierdzą, a które będą ślepą uliczką? Autor podsuwa nam niejeden pomysł, podsycając domysły, co do tego, co jeszcze wydarzy się, lecz do samego finału nie zdradza, co się w nim znajdzie. Jednego jest się pewnym: najlepiej nie zakładać niczego, gdyż tam gdzie spotyka się człowiek z dziką naturą, wygranym będzie tylko jeden i wcale nie ten, na kogo stawiamy!


                                       Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

poniedziałek, 14 kwietnia 2025

Jezioro zła

Przedpremierowo:

„Czarny Staw”

Robert Ziębiński

 

Tajemnice nie sprzyjają prawdzie, a tam gdzie ktoś chce ją poznać musi liczyć się z tym, iż będzie musiał zburzyć mur milczenia oraz stawić czoła temu, co za nim się kryje. Nie każdy jest w stanie to zrobić, czasem kończy się tylko na dobrych chęciach. Jednak ci, którzy przekroczą nie będą mogli zrobić kroku do tyłu, jedynie można pójść naprzód. Zawrócenie z obranej ścieżki będzie równało się utracie temu, co najcenniejsze…

 

Koniec świata w postaci rodzinnego miasta matki, daleko od Warszawy, wcale nie jest miejscem, jakie zachwyca Kamila. Na dodatek familijne relacje dalekie są typowych i więcej w nich chłodu niż cieplejszych uczuć. Babcia stawia granice i raczej podobne są one do zasieków niż troskliwych rad. No cóż nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, zwłaszcza w takim miejscu jak Czarny Staw. Zawarta znajomość z miejscowymi rówieśnikami rzuca nieco światła, fakt, iż mrocznego na okolicę. Czy to jedynie wybujała fantazja nastolatków czy rzeczywiste wydarzenia? Koszmary, jakie zaczyna śnić Kamil są aż nadto realistyczne, co dzieje się nad jeziorem i jaki związek ma z tym surowa starsza pani? Dlaczego wszystko otacza zmowa milczenia, wszelkie plotki ucinane są od razu, jeśli ktoś je wypowie głośno, więc przekazywane są po cichu. Ile jest w nich prawdy tego nie wie nikt, jedno jest więcej niż pewne Czarny Staw nie na darmo cieszy się złą sławą, a gdyby ktoś stawił czoła domysłom, strachowi i przede wszystkim złu?

 

Niby za oknem lato, niby wakacyjny czas, niby… Nie czuć tego w pewnym mieście, gdzie nawet w najbardziej słoneczny dzień mroczny cień widoczny jest dla wielu. Czarny Staw nie daje o sobie zapomnieć ani na moment i jest jednym z pierwszoplanowych bohaterów. Tytułowy zbiornik wodny jest w samym centrum wydarzeń i równocześnie stanowi źródło wszystkich wątków, jakich? To już poznajemy podczas lektury, wywołującej od samego początku gęsią skórkę, a z kolejnymi rozdziałami pogłębia się wrażenie, iż zło czai się wokoło i jedynie czeka na chwile nieostrożności by ofiara wpadła w jej sieci. Dodajmy do tego złowieszczy klimat i atmosferę sekretów oraz grupę młodzieży, chcącą dociec, co faktycznie dzieje się w okolicy tytułowego jeziora, bo że coś od lat tam się dzieje jest faktem. Czytając „Czarny Staw” ma się wrażenie, iż nie tyle jesteśmy czytelnikiem książki, co widzami horroru, klasyki lat osiemdziesiątych, gdzie zło było złem i zostawiało po sobie wyraźny ślad nawet gdy pokazywały się napisy końcowe. Robert Ziębiński niesamowicie plastycznie posługuje się słowami, tworząc historię klatka po klatce, jak na taśmie filmowej.


 Premiera:

16.04.2025


                                     Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję: