Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Filia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Filia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 czerwca 2026

Od śmierci do życia

Nowość:

„Nocticadia”

Keri Lake

 

Motywy działania są różne, czasem wynikają z osobistych doświadczeń, tak tych dobrych jak i złych, a niekiedy wynikają z ambicji lub chęci udowodnienia jak bardzo mylono się. Nie wszystkie cele zostają osiągnięte, te ,które zostają urzeczywistnione mają niejedną zakulisową historię w sobie. To właśnie one, najczęściej niewidoczne, kryją to, co najważniejsze…

 

Szansa na zdobycie tego, czego się pragnie nie pojawia raz za razem. Lilia o tym wie i tak samo zdaje sobie sprawę, co oznacza studiowanie na prestiżowej uczelni. Mroczna sława uniwersytetu nie przeraża jej, wprost przeciwnie, bo przecież liczy się nauka. Swoją cegiełkę  do jednego i drugie czyli mroku i sławy dokłada Devryck Bramwell, genialny naukowiec i wykładowca. Tych dwoje mogłoby być prawdziwą mieszanką wybuchową, ale dzieli ich zbyt wiele, chociaż dla bardzo zdeterminowanej osoby to nie przeszkoda nie do pokonania, a świeżo upieczona studentka z pewnością nią jest. Co napędza jego i ją? Sekrety, którymi nie dzielą się z innymi, raczej nikt by ich nie zrozumiał. Śmierć to dla nich nie koniec, a początek i wbrew plotkom pragną ją wykorzystać dla życia. Sprzeczność? Oni dostrzegają to od czego inni odwracają głowę, lecz powinni pamiętać, że rzadko kto lubi gdy ktoś za bardzo zbliża się do tajemnic, zwłaszcza tych dobrze chronionych i bardzo niewygodnych. Jaką cenę zapłacą za swoje pragnienia? Niekiedy tylko zło złem można zwalczyć, oczywiście nie za darmo…

 

Motyw mrocznej akademii ma niejedną książkową odsłonę, z mniej lub bardziej widoczną ciemnością. Oczywiście poza głównymi elementami liczy się również klimat oraz bohaterowie, w końcu to oni są na pierwszym planie. Drugi plan też powinien mieć odpowiednie barwy, w końcu wszystko musi z sobą współgrać. Dodajmy do tego okładkę, jaka powinna zapowiadać, lecz nie zdradzać, co będzie działo się w książce. Podobnie jest z opisem, najlepiej, gdy intryguje i kusi, lecz nie ujawnia zbyt wiele. Brzmi skomplikowanie, lecz Keri Lake poradziła sobie z tym doskonale, połączyła w znanym motywie własne pomysły tak, by tworzyły nie tylko spójną całość, lecz wciągały czytelnika zaskakując rozwojem wydarzeń i to nie w jednym fragmencie. Napięcie jest stopniowania, podobnie jest również z pojawianiem się tajemnic, one nie pojawiają się od razu w dużej ilości, ale jedna prowadzi do drugiej, ta do kolejnej, wprost czujemy, że to jeszcze nie wszystko. Jednak to, co przed nami stanowi zagadkę lub raczej cały ich ciąg, natomiast odpowiedzi na pytania, zadane i te pojawiające się między wierszami pojawiają się w odpowiednich momentach czyli niespodziewania dla nas i rzucające nową perspektywę na to, co już nam wiadomo. Mrok i gotyckość podkreśla kontrast, jaki odkrywamy podczas czytania i naturalnie mający związek z fabułą. W „Nocticadii” nic i nikt nie pojawia się przypadkowo, jednorazowo, bez związku. W tej opowieści wszystko ma znaczenie, nawet jeśli wydaje się jedynie elementem drugo czy trzecioplanowym. Nie da się nie zauważyć ekspresyjności i wyraźnej nuty dramatyzmu, nie jest to przesada, są przemyślane i odgrywają swoją rolę w podkreśleniu okoliczności oraz bohaterów. Ci wpisują się w ramy motywu i równocześnie poszerzają ją, bo jak najbardziej pozostają w kanonie, lecz jak zawsze szczegóły wyróżniają ich sylwetki, lecz pozostają integralną części całej historii. „Nocticadia” ma swoją objętość, ale to wynik braku skrótów i nie pójście na ustępstwa ze strony Keri Lake, ale również pozwolenie na wybrzmienie pewnych fragmentów oraz oddaniu głosu postaciom, przeszłości i teraźniejszości, będącej jej pokłosiem i równocześnie szansą na nowy rozdział.


                                        Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:

piątek, 5 czerwca 2026

Diabelska ruletka

Nowość:

„Enchantra”

Kaylie Smith

 

Niektóre zaproszenia bywają zwodnicze i należałoby się więcej nawet niż dwa razy zastanowić czy je przyjąć. Kiedy się już z niego skorzysta nie ma odwrotu, krok wstecz oznacza porażkę, a ta ma swoją cenę. Pozostaje więc jedynie pójść do przodu i przyjąć każdą pomoc, chociaż może ona przyjąć niekonwencjonalną formę, a jaki będzie jej koszt końcowy to dopiero okaże się. No i pamiętać, że zaufanie jest cenne i bywa nadużywane w najmniej spodziewanych chwilach.

 

Sprawy w ogóle nie potoczyły się tak jak panna Grimm planowała. Może raczej powinno się stwierdzić miała nadzieję, że się potoczą całkowicie inaczej. Zamiast ciepłego przyjęcia w luksusowej rezydencji jest powitanie więcej niż chłodne, a pałac jest jak się patrzy tyle, że przeklęty, dosłownie, nie w przenośni. Wysiłki syna gospodarza by zniechęcić gościa do wejścia w progi rodowej siedziby na nic się zdają, bo determinacja Genevieve jest duża. Zanim zrozumie ona jak wielki błąd popełniła staje się uczestnikiem, chociaż raczej czuje się pionkiem, wyrafinowanej i brutalnej gry. D      osłownie i bez przenośni. Rodzinna klątwa dosięga każdego, kto zawita do Enchantry i jedynie co pozostaje to wziąć udział w tej rozgrywce. Kardynalna zasada to bądź zwycięzcą lub giń, prosta czyż nie? Czy uda się przetrwać pannie Grimm w takim otoczeniu bez pomocy? Powinna już wiedzieć, iż rzadko kiedy cokolwiek jest za darmo, a z pewnością nie w takim miejsca gdzie znalazła się. Propozycja Rowina okazuje się czymś, czego nie spodziewała się, ale w takim miejscu należy się dwa razy zastanowić się nad każdą propozycją, zwłaszcza gdy trzeba będzie stworzyć iluzję relacji, jakiej się nie chce i udawać uczucie. Jednak czego nie robi się by przetrwać i co ważniejsze przeżyć?

 

Diabelska ruletka. Słowa nie na wyrost i kryjące w sobie naprawdę dużo znaków zapytania i jeden pewnik – niebezpieczeństwo na każdym kroku, tak samo jak i tytułowa „Enchantra”, rezydencja pełna tajemnic i zagrożeń. W tej książce jest mrok, rozświetlany nie światełkiem nadziei, lecz nadchodzącego zła. A jednak jest w tym wszystkim niezaprzeczalny urok, z gatunku tych, jakim trudno się oprzeć lub raczej chcemy mu ulec. W tej historii nie ma prostych odpowiedzi, a pytania często nie są na głos niewypowiedziane, lecz podążają za postaciami i siłą rzeczy za czytelnikami. Niesamowita gra, w której przegrana jest nadzwyczaj dotkliwa, lecz wygrana ma w sobie więcej mroku niż postronni mogą przypuszczać. Kaylie Smith zaprasza czytelników do lektury gdzie spotyka się wiele motywów, każdy z nich może być samodzielną podstawą dla książki, ale połączone w jednej powieści dają prawdziwą mieszankę wybuchową. Magia i mrok, iluzje i oszustwo, uczucie i zdrady oraz nieustające intrygi, podbijające stawkę w fascynującej szaradzie. Dorzućmy do tego psychologiczne zagrywki, skomplikowane relacje rodzinne i otrzymamy „Enchantrę” w pełnej krasie czyli książkową femme fatale wciągającą nas do świata gdzie granica pomiędzy prawdą i kłamstwem jest niewyobrażalnie cienka, każdy może okazać się wrogiem, a pomoc niekiedy nadchodzi z najmniej spodziewanej strony. W takiej opowieści bohaterowie mają postawioną wysoko poprzeczkę, jednocześnie są integralną częścią tła, natomiast z drugiej nie brak im wyrazistości, zapadają w pamięć oraz zaskakują swoim postępowaniem. Każdy z nich ma w sobie sekret i trudno zgadnąć jak zachowają się za chwilę, zwłaszcza, iż ich dom to miejsce gdzie dzieje się wiele i wcale nie tak rzadko staje się piekłem, wcale nie w przenośni… Kto zwycięży, kto przegra, jaka będzie cena za jedno i drugie?

 

                                              Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:




poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Królewskie sekrety

Nowość:

„Wilczy Król”

Lauren Palphreyman

 

Kiedy wydaje się, że przed nami tylko jedna droga i to wcale nie przez nas wybrana los podsuwa inny kierunek. Niespodziewany, całkowicie inny i wymagający podjęcia szybkiej decyzji. Czy warto zaryzykować przyszłość, w jakiej wszystko jest już z góry wiadomo na coś całkowicie nieznanego?

 

Aurora jest piękna, mądra i doskonale wie, co to znaczy być córką króla. Doskonale zna cienie bycia na świeczniku, a do tego księżniczką. Wychowana w luksusie, ze służbą na zawołanie i jednocześnie wie, że jest kartą przetargową dla swego ojca. Zaaranżowany związek, w jakim będzie tylko pionkiem, jak do tej pory, bo ze zdaniem kobiet nikt nie liczy się. Co wydarzy się po jej porwaniu? Czy na północy, gdzie ludzie są barbarzyńcami może spotkać ją coś dobrego? A może wprost przeciwnie nadarza się okazja by zacząć piać całkiem nowy rozdział w życiu i to na własnych zasadach. Pytanie tylko czy komuś takiemu jak Aurora pozwolą na to, chociaż czy musi pytać o zgodę? Tamta noc przed jej ślubem zmieniała tak wiele, miała być jak as wyciągnięty z rękawa, lecz czy to jeszcze aktualne? Jej porywacz też okazuje się być nie do końca tym, za kogo go uważała. Za północną granicą intrygi i zwady polityczne wcale nie są czymś rzadkim, jednak na pierwszym miejscu jest zjednoczenie klanów. Jaką rolę odegra porwana księżniczka wśród tych, którzy są alfami? Jej rola miała by całkowicie inna, lecz uczuć nie da się tak łatwo oszukać jak myślała, zresztą ktoś jeszcze ma podobny dylemat. Czy dwóje tak różnych osób, do niedawna wrogów, zdoła pójść własną drogą i zdobyć to czego pragną, wbrew konfliktom wokół nich i zdradom?

 

Znacie tę szekspirowską aurę? Mroczną, niepokojącą, z dramatem czającym się za rogiem oraz już na wstępie ze skomplikowanymi emocjami i bezpardonową walką o władzę? Do tego dorzućmy aranżowany związek, pragnienie wolności oraz przede wszystkim niepokorną księżniczkę, mającą opanowaną dworską grę pozorów prawie do perfekcji. No i sam tytuł również nie jest bez znaczenia, ale na to przyjdzie odpowiedni moment, wcześniej niż później. "Wilczy Król" to ta kategoria lektur, w której jednocześnie chcemy poznać finał i nie chcemy by się skończyła. Na to drugie mamy prawie pięćset stron, a to pierwsze nadchodzi i tak w tym samym momencie, gdy głośno pytamy „kiedy drugi tom”? Co oznacza, że zaczniemy czytać odpowiednio wcześniej albo zarwaną noc mamy zagwarantowaną. Lauren Palphreyman zadbała by czytelnicy od razu poczuli klimat i już pierwsze strony dają przedsmak tego, co przed nami, ale okazuje się, iż dalej i głębiej czeka nas dużo więcej, natomiast zapowiedź zaostrza apetyt, jaki rośnie w miarę czytania i nie są to słowa na wyrost. Wątków przybywa, lecz są one tak poprowadzone by w pewnych punktach łączyły się, lecz wraz z odpowiedzią pojawiają się kolejne znaki zapytania. W tej opowieści nawet cisza coś znaczy, nie ma zapełniania przestrzeni nic nie wnoszącymi słowami, niuanse i tło dopełniają bohaterów i ich czyny. Jako drugi plan mamy surowy krajobraz kojarzący się nam z szkockimi pejzażami szkockich wyżyn, pełnych surowego piękna, ale i niedostępnych dla postronnych. Oczywiście nie brakuje wyrafinowanych intryg politycznych oraz zdrad i podstępów, w „Wilczym Królu” toczy się nieustanna gra oraz zmiana pozycji, to szachowa rozgrywka na mistrzowskim, gdzie pionkami są postacie. Jednak ich rola zaskakuje niejednokrotnie, bo władza wyzwala najgorsze i najlepsze cechy charakteru, słabi poddają się tym pierwszym, silni czerpią swoją moc z tych drugich, są i tacy, którzy wykorzystują jedno i drugie i zdają się być czarnym koniem w wyścigu po koronę. Jednak niektórzy potrafią uczyć się na błędach, swoich i cudzych…


                                     Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:





czwartek, 9 października 2025

Bez lęku

Nowość:

„Życie bez lęku”

Martha Beck

 



Strach i lek często traktujemy jako synonimy, ale czy faktycznie są nimi? Ten pierwszy zgodnie z teorią dotyczy reakcji na realne o zidentyfikowane zagrożenie istniejące w naszym otoczeniu. Co więc jest lękiem? Długotrwały i nieokreślony, nierzadko irracjonalny niepokój, związanym z wyobrażonymi lub przyszłymi niebezpieczeństwami. Strach ma nas chronić, natomiast lęk zakłóca nasze działania i to nie na chwilę, lecz na długo. Nie każdy z nas potrafi opanować go, zwłaszcza, że egzystujemy w świecie gdzie spokój naprawdę dla wielu jest luksusem lub trudno osiągalnym stanem.


Co powoduje, że boimy się lub raczej lękamy? Świat wokół nas pędzi, a my razem z nim, zgodnie z zasadą: szybciej, dalej, wyżej. Do tego prawdziwy zalew informacji dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, przez okrągły rok. Oczywiście można odciąć się od tego wszystko, ograniczyć, lecz kiedy wpadnie się sidła lęku wcale to nie jest ani proste, a tym bardziej szybkie. Dr Martha Beck nie przeczy temu, wprost pisze o spirali lękowej, jak się nakręca i zmienia nas i naszą codzienność. Czy da się uciec od niej? Pewnie nieraz były podejmowane próby, raz przynosiły one efekt a raz nie. Warto byłoby, więc spróbować czegoś, co pozwoli opanować niechciane emocje i sprawdziłoby się więcej niż jeden raz. Jak to zrobić? Korzystając z jasnych wskazówek, porad oraz przede wszystkim podchodząc szerzej do tematu. Autorka „Życia bez lęku” nie skupia się tylko i wyłącznie na skutku czyli lęku, lecz sięga do źródeł, bo to rzadko kiedy pojedyncza przyczyna. Można powiedzieć, iż to holistyczne podejście łączące neurobiologię, socjologię oraz elementy coachingu. Brzmi dość egzotycznie? W pierwszym momencie z pewnością, ale w miarę czytania, poznawania metody, dostrzegamy to, co chce przekazać Martha Beck. Inne podejście niż do tej pory, bo dające narzędzie do ręki, jakie nie będzie jednorazowe, a przy okazji powinno również pozwolić na twórcze rozwiązywanie problemów, poczucia sensu oraz zainicjowaniu dobrych jakościowo relacji z ludźmi.




                                                  Za możliwość przeczytania 

książki 

dziękuję:





środa, 27 grudnia 2023

Zakpona, kulig i morderstwo

Nowość:

„Zabójczy kulig”

Alek Rogoziński

 

Spotkanie grupki starych przyjaciół? Bardzo dobry pomysł, a jeśli do tego dodać Zakopane, zimę oraz kulig to nic tylko przygotować się na dobrą zabawę. Odnowienie znajomości w takich okolicznościach z pewnością to wprost plan doskonały na relaksujący wypad do zimowej stolicy Polski. Jednak czy na pewno? Co może pójść nie tak?

 

W żadnym wypadku nic nie zapowiadało, że Mario i Miśka będą mieli do czynienie z czymkolwiek, co przypominało by, nawet z daleko i odrobinę, zbrodnię. Zwykły wypad na kilka dni z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Co więc może wydarzyć się w znanym sobie gronie poza dobrą rozrywką lub w pesymistycznej opcji trochę nudy? Nic poza tym, przynajmniej takie są założenia, chociaż obecność w tej samej miejscowości znajomego policjanta wydaje się co nieco złym znakiem. Początkowe obawy zostają nieco zapomniane w miłym towarzystwie, aż do momentu kiedy dochodzi do zabójstwa. Czy było to do przewidzenia? Nawet bardzo sceptycznie nastawiony do Miśki i Maria komisarz Darski nie był takim pesymistą. Kto zabił? To teraz najważniejsze pytania i odbijające się złowrogim echem. Kilkoro znajomych, trup i śledztwo, dwóch ostatnich „atrakcji” nie  było w planie, ale przecież to nie pierwszyzna dla tego tria. Pozostaje tylko odkrycie sprawcy i tu  dopiero rozpoczynają się komplikacje, bo jak podejrzewać ludzi, z jakimi przez lata było się w przyjacielskich stosunkach? Jednak czy na pewno wiadomo o nich wystarczająco dużo? No właśnie nie! Cóż pozostaje? Dochodzenie, które odkrywa niejedną tajemnicę, lecz czy również tę związaną z tożsamością mordercy?

 

Zabójstwo w zimowej stolicy Polski w gronie przyjaciół jest scenariuszem na doskonałą lekturę. Wystarczy dorzucić jeszcze humor oraz świetne piór i trudno będzie oderwać się od książki. Alek Rogoziński za każdym razem pokazuje czytelnikowi, że czego nie spodziewałby się po fabule i bohaterach to i tak zostanie zaskoczony i to niejednokrotnie. W „Zabójczym kuligu” pierwszy znak zapytania pojawia się bardzo szybko, lecz odpowiedź nie od razu. Jednak to sprawia, że czytający zaczynają patrzeć na to, co rozgrywa się z trochę innego punktu widzenia, a najlepsze dopiero czeka na nich. Chodzi oczywiście o zbrodnię, nieoczywistą, pojawiającą w najmniej spodziewanym momencie i wprowadzającą prawdziwie morderczą zagadkę do gry. Autor wie jak przy pomocy swoich postaci wzbudzić zaciekawienia, a sama intryga kryminalna doskonale dopasowana jest do nich. Oczywiście jest także humor, sprawiający, że co i rusz śmiejemy się głośno. Jeśli myślicie, że komedia i kryminał wzajemnie się wykluczają, to Alek Rogoziński pokaże Wam w swoich książkach, iż śmiech i lekki nastrój nie wyklucza poważniejszych elementów. Z połączenia zdawałoby się wody i ognia otrzymuje historię przy jakiej czytaniu dobrze będziemy się bawić i równocześnie otrzymamy świetną intrygę śledczą.

środa, 7 grudnia 2022

Śnieg, szwagier i komedia prawie kryminalna

Nowość

„Góra kłopotów”

Marek Stelar

 

Jak to mówią święta, święta i po świętach. Jednak za nim one nadejdą czasem trzeba do nich dotrwać, co wcale nie jest łatwym zadaniem. Przedświąteczne dni bywają pełne pułapek i zdradliwych momentów. Prawdziwe pole minowe, a nawet więcej, bywa, że wybuch następuje w najmniej spodziewanym momencie i przynosi z sobą coś, czego w najgorszych koszmarach nikomu nie śniło się.

 

Urokliwa willa, góry, śnieg czyli biało wokoło, zapasem Boże Narodzenie. Wydawałoby się, że zapowiada się wspaniały czas dla Miśka, Bożeny i Młodego. Gdzie tkwi haczyk? W każdym z elementów już wymienionych plus w nagłej nieobecności nestorki rodu, chaosem wcale nie tymczasowym oraz osobie szwagra, powiedzieć familijnej czarnej owcy to jakby nic nie powiedzieć. Michał był pewien, że wie na co pisze się, przynajmniej w teorii, podpartej niezłą praktyką. Tyle, iż nie mógł przewidzieć co go jeszcze może czekać. Śnieżny armagedon, ależ proszę bardzo. Katastrofa z choinką – serwujemy prawie od razu. Brak internetu i elektryczności, jak najbardziej. W takiej sytuacji bycie czarnowidzem wcale nie jest nie na miejscu, pozostaje jeszcze podwójna tradycja, co najmniej ciut opatrznie przez złośliwy los zrozumiane czyli gość w dom katastrofa w dom i wcale nie zbłądzony wędrowiec niezbyt mile witany przy świątecznym. Czy to aby nie za dużo? Okazuje się, wcale nie, bo szwagier jeszcze nie pokazał na co go stać, chociaż wszyscy myśleli wprost przeciwnie, no i znika gość, który nagle się pojawił, co wcale nie wróży dobrze. A kolejne etapy świątecznej apokalipsy dopiero szykują się by ujawnić … Klimat zaczyna coraz szybciej zmierzyć w kierunku … kryminalnym … Co jeszcze czeka Miśka, Bożenę i Młodego? O szwagrze lepiej nie wspominać głośno!

 

Wiadomo, iż atmosferę grudniowych świąt lubi się, toleruje lub po prostu stara się ją jakoś przetrwać. Marek Stelar w swojej najnowszej książce dał czytelnikom doskonałe lekarstwo na przedświąteczną gorączkę. Po lekturze „Góry kłopotów” całkiem inaczej spojrzycie na swoje zmagania, chyba, że gdzieś macie szwagra lub wyrób szwagropodobny w pobliżu, ale w obu przypadkach macie zagwarantowany czas kiedy humor poprawi się, stracicie dużo kalorii podczas licznych wybuchów śmiechu. Komedia prawie kryminalna, jak informuje nas napis z okładki, na pewno jest tym pierwszym, co do drugiego …, też się nie rozczarujecie. Motyw świąteczny doskonale nadaje się by właśnie stać się podstawą dla historii spod znaku tego gatunku. Autor wykorzystał go w każdym calu i zaserwował czytelnikom wspaniałą rozrywkę czytelniczą, bawiącą do łez i co niekiedy z przerażeniem spostrzegamy wcale nie tak nieprawdopodobną jakby ktoś mógł przypuszczać. Zgodnie z tytułem na bohaterów czeka nie jeden kłopot, a cała ich góra, różnej proweniencji różnorakiej, lecz zawsze ukierunkowanej na wywołanie katastrof, liczba mnoga wcale nie jest na wyrost. Oczywiście nie brak również zagadek, które tylko czekają by zaskoczyć postacie i jeszcze bardziej skomplikować już i tak niełatwe przygotowania do wigilijnej wieczerzy. Na tym nie koniec, gdyż urokliwa willa kryje też kilka pułapek, o jakich niektórzy bohaterowie oczywiście dowiadują się w najgorszym momencie, ale jak to bywa kolejny kataklizm już czeka za rogiem.

 

 

 Za możliwość 

przeczytania książki

dziękuję


wtorek, 4 października 2022

Lęk

Nowość:

„Pokonaj swoje lęki i odzyskaj spokój”

Dr Ellen Vora

 

Wydaje się nam, że lęk jest jedną z najbardziej pierwotnych i podstawowych emocji, bez której trudno wyobrazić sobie egzystencję. Ma również negatywną stronę i ona pierwsza przychodzi nam do głowy gdy o nim myślimy. Jednak jest bardziej skomplikowany i wiele ma imion, im mniej o nim wiemy tym więcej mitów, zrozumienie czym jest i co najważniejsze jak wpływa na nas jest pomocne w poznaniu samego siebie.

 

Ile razu strach, niepokój, lęk odczuwamy w ciągu dnia, tygodnia, miesiąca i w końcu całego życia? Niezliczoną ilość razy, jedni mniej, drudzy więcej, lecz znany jest wszystkim. Jeśli jest więc tak powszechny nie powinien być niezrozumiały, lecz właśnie jest odwrotnie. W zamierzchłych czasach dawał bodziec do ucieczki, czasem walki, po prostu ukierunkowywał całe ciało, nie jedynie mózg, do bycia w pogotowiu. Wydawałoby się, że teraz takich sytuacji mamy o wiele mniej, a większość z nas w ogóle nie ma z nimi styczności. Dlaczego więc wciąż nam towarzyszy? Dawne zagrożenia zostały zastąpione innymi, ogromna liczba informacji również wcale nas nie uspakaja, wręcz przeciwnie. Stare źródła lęków zostały zastąpione nowymi, wcale nie bezpodstawnymi lub niepotrzebnymi, zachowanie równowagi pomiędzy dobrą, a złą stroną niepokoju. Okazuje się ona jednym z kluczy, pozwalającym na dobrostan, lecz odnaleźć go wcale nie jest prostą sprawą i  wcale nie ma gwarancji, że będzie się go posiadało albo potrafiło użyć zawsze. Dlatego tak istotnym jest dotarcie do przyczyn ich powstawania, ale również odkrycie jakie są jego skutki, psychiczne i fizyczne.

 

„Pokonaj swoje lęki i odzyskaj spokój”, aż chciałoby się powiedzieć po przeczytaniu takiego tytułu gdyby to było takie łatwe. Dr Ellen Vora wcale nie mówi, że to proste, przyjemne i szybkie, wprost przeciwnie zwraca uwagę, iż to nie jednorazowa akcja, która raz na zawsze załatwia „problem”, lecz proces, niekiedy przerywany i powtarzany wielokrotnie. Książka, jakiej jest autorką, prawie na każdym kroku wskazuje, iż nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania dla wszystkich, lecz są metody pozwalające każdemu kto chce lub czuje taką potrzebę na znalezienie odpowiedniego sposobu by mógł poprawić jakość życia albo przezwyciężyć trudności zaburzające codzienność. Dla jednych mogą nimi być leki, dla innych psychoterapia, ale na tym możliwości nie kończą się, obecnie jest ich o wiele więcej niż sądzimy. Postęp naukowy, nowe spojrzenie, szukanie rozwiązań tam gdzie jeszcze niedawno w ogóle nikt nie sądził, iż mogą być, pozwala na lepsze diagnozowanie, a co za tym idzie wdrożenie odpowiedniejszego postępowania. Dr Ellen Vora wskazuje to, co zbyt często bywa niedostrzeżone czyli przyczyny, zauważa się ich skutki i skupiamy się wyłącznie na tym aspekcie. Jednak wciąż pozostaje źródło, jakie z pewnością da o sobie znać i problem powróci. Jeszcze jedno jest podkreślone – powiązanie fizjologii, psychiki oraz tego, co spotyka nas na co dzień oraz naszego trybu życia i otoczenia. Każdy z tych elementów ma wpływ na emocje czyli także na lęk, a on na nie. Bogata bibliografia jest bonusem, pozwalającym na pogłębienie wiedzy i sięgnięcie po informacje, które mogą poszerzyć wiedzę.

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję: