Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thomas Arnold. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thomas Arnold. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 listopada 2015

Zbrodnicza szarada

"Tetragon"
Thomas Arnold


Tajemnice są po to by je wyjaśnić, zwłaszcza podczas prowadzenia dochodzenia nie ma dla nich miejsca. Każdy śledczy wie, że za sekretami kryją się kłopoty i przede wszystkim motyw przestępstwa. Im dłużej trwa odkrywanie co za nimi stoi tym większe niebezpieczeństwo, że będą kolejne ofiary. Czasem jednak nawet ich poznanie nie przerywa zbrodniczej spirali.

Kiedy znika syn wysoko postawionego policjanta zaczyna się dochodzenie, mające wyjaśnić co stało się z młodym mężczyzną. Detektyw James Adams, jako najlepszy detektyw wydziału zabójstw, zostaje skierowany do tej sprawy, chociaż prawie od początku ma wiele wątpliwości. Poznał już na wstępie pewne okoliczności, które nie stawiają zaginionego w zbyt dobrym świetle, zresztą szybko odkrywa kolejne fakty niezbyt pasujące do obrazu stworzonego przez "zatroskanego" ojca. Eric McAleer miał najwyraźniej wiele do ukrycia, jego zaginięcie może mieć związek z innym śledztwem. Takie odkrycia nie są na rękę McAleeriemu seniorowi, jakikolwiek cień na jego reputacji jest niedopuszczalny, a poszlaki do jakich dotarł Adams mogą uderzyć bezpośrednio w opinię o nim. W tym samym czasie detektyw David Ross dostaje przydział do innego śledztwa, w opuszczonych magazynach odnaleziono zwłoki i wszystko wskazuje na to, iż zmarły to ofiara przestępstwa. Wyniki sekcji zwłok potwierdzają wstępne przypuszczenia, ale i są źródłem kolejnych pytań. Zresztą w otoczeniu obu śledczych zagadki zaczynają się mnożyć w bardzo szybkim tempie. Stojący murem, do tej pory, za swymi detektywami kapitan Goldwyn sam wikła się również w kłopoty, co jeszcze bardziej wystawia na próbę już i tak nie najlepsze stosunki w wydziale zabójstw. Kiedy znika i on jego podwładni zostają sami ze śledztwami, którymi zainteresowane są osoby spoglądające niezbyt przychylnym okiem na poczynania Adamsa i Rossa. Ile będzie kosztować bezkompromisowe dążenie do odkrycia prawdy? To co ma miejsce trudno uznać za serię przypadków, zbyt wiele osób z otoczenia obu policjantów jest w mniejszym bądź większym stopniu związana z tymi sprawami. Atmosfera nie tylko w wydziale coraz bardziej gęstnieje, każdy krok zdaje się być skrupulatnie obserwowany, pytanie tylko przez kogo? Wroga czy sprzymierzeńca?

Wydaje się, że najważniejszym elementem w kryminale jest zbrodnia, bez niej w ogóle ten gatunek nie istnieje. Jednak tak naprawdę na równych prawach tworzą go również bohaterowie, to od nich wszystko zaczyna i kończy się. W "Tetragonie" postacie oraz śledztwo okazują się spleceni bardziej niż w tradycyjnych kryminalnych historiach, niezliczona ilość niewidocznych początkowo nici wiąże nierozerwalnie poszczególne osoby z prowadzonymi dochodzeniami. Dodatkowo osobiste doświadczenia, uczucia oraz emocje są mocniej zaakcentowane, co nie pozostaje bez wpływu na rozwój poszczególnych wątków. Autor zadbał by czytelnicy stopniowo odkrywali wraz z detektywami prawdę, jednocześnie zastanawiając się co kryje się za tajemnicami, skrywanymi przez pewne osoby. Część bohaterów pojawiło się we wcześniejszych książkach, w każdej kolejnej czytający poznają ich lepiej oraz zauważają jak zmieniają się pod wpływem doświadczeń i tego czego stali się świadkami. Klimat "Tetragonu" to nie tylko sensacyjna atmosfera, lecz także tony z pogranicza thrillera i powieści grozy. Nie można zapomnieć jeszcze o tytule, zawierającym w sobie również pewną zagadkę, a jej rozwiązanie to kolejny smaczek do odnalezienia w fabule. Thomas Arnold do samego finału pozostawia czytelnika w niepewności jak zakończy się wielowątkowa historia w jakiej nie brak swoistych szarad kryminalnych, tajemnic, postaci, kryjących się za różnorodnymi maskami oraz odczuwalnego niepokoju, napięcia i oczekiwania na coś co ma niebawem nastąpić. Po przeczytaniu ostatnich słów pozostaje pytanie - jaką ścieżką podążą detektywi Adams i Ross?

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorowi :)



piątek, 20 marca 2015

Dni prawdy i kary

"33 dni prawdy"
Thomas Arnold


Po nitce do kłębka, lecz co w sytuacji gdy nitek jest kilka? W dodatku trudno za nimi podążać, ponieważ każda jest niezwykle splątana i gdy przyjrzeć im się z bliska okazują się prowadzić w zupełnie innym kierunku niż początkowo wydawało się. Prawdziwy labirynt, z którego nie widać wyjścia, co więcej każdy kolejny zakręt odsłania kolejne niewiadome ścieżki, kuszące by nimi podążyć, ale jednocześnie grożące całkowitym zatraceniem.

Śmierć dla policjanta to jednocześnie koniec i początek. Koniec życia człowieka i początek śledztwa, czasem krótkiego, a czasem długiego i obfitującego w wiele zagadek. James Adams nigdy nie traktuje dochodzenia rutynowo, zanim wyrobi sobie własne zdanie dokładnie sprawdza każdy szczegół. Nie inaczej jest w przypadku Dony Jonson, może dla kogoś innego byłoby od razu wszystko wiadome, lecz nie dla tego detektywa. Pewien detal przykuwa jego uwagę, potem następny i jeszcze jeden szczegół, w sumie każą one się zastanowić co właściwie wydarzyło się nim znaleziono martwą kobietę. Zbrodnia czy samobójstwo? Jeżeli to pierwsze to kto jest mordercą? A jeśli sama odebrała sobie życie co było powodem tej decyzji? Znalezione zdjęcie w mieszkaniu Dony być może jest wskazówką, chociaż niekoniecznie. Fotografia sprzed dwudziestu lat wiedzie Adamsa prosto w przeszłość kobiety. Jedno dochodzenie jeszcze nie ma konkretnych wyników, a kolejne musi zostać rozpoczęte. Tym razem wydaje się wszystko jasne, ale czy faktycznie nie ma żadnych wątpliwości co do motywu? Doświadczony policjant nie od razu przechodzi do podsumowań, wpierw sprawdza prawdopodobne scenariusze dopasowując je do znalezionych dowodów. Czasem trzeba również brać pod uwagę poszlaki, nawet gdy innym to nie na rękę. James Adams chadza własnymi ścieżkami, które jak do tej pory zawsze wiodły go ku rozwiązaniu zagadek kryminalnych jakimi się zajmował. Czy i teraz będzie tak samo? Jego partner również nie narzeka na brak zajęć, oprócz wspólnego dochodzenia jest zaangażowany także w inne. Tym razem detektyw Ross ma szansę wyjść z cienia swego starszego kolegi, sprawa jaką się zajmuje tylko początkowo wydaje się błaha i prosta, ma jednak ona drugie dno, niezwykle dramatyczne i okrutne.

Detektywi Adams i Ross mają ręce pełne roboty, prowadząc kilka śledztw jednocześnie, szukając śladów i motywów, łatwo mogą nie zauważyć wzajemnych powiązań ukrytych głęboko i z dużym znawstwem. Wszystko zaczęło się od śmierci Dony Jonson, chociaż czy na pewno? Może odpowiedź kryje się w starej fotografii? Początku czasem warto poszukać w przeszłości, tak samo jak prawdy. To co mam miejsce w teraźniejszości bywa ceną sprawiedliwości, nie zawsze wynagradzającej cierpienie i karzącej winnych ...

Śledztwo to skomplikowana układanka, czasem trudno znaleźć ten jeden, ostatni element, dzięki któremu obraz staje się czytelny. "33 dni prawdy" to kilka kryminalnych łamigłówek z pozoru połączonych jedynie osobami detektywów, ale czy faktycznie tak jest? Wątki wydają się odrębne, lecz gdzieś pomiędzy nimi przeplata się pewien wspólny motyw - jaki? To jedno z wielu pytań jakie autor zadaje czytelnikom. W książce Thomasa Arnolda jest wiele znaków zapytania, odpowiedź na nie kryje się w detalach, to z nich tworzy się niezwykła panorama zbrodni, kary, bólu i zemsty. Dramat jednego człowieka staje się punktem wyjścia dla łańcucha zdarzeń, którego poszczególne ogniwa są jednocześnie odwetem i wymierzeniem kary każdemu kto sprzeniewierzył się zasadom. Prawda nie zawsze daje wyzwolenie i przynosi ulgę, często bywa jedynie gorzką i marną namiastką pocieszenia za doznane krzywdy. "33 dni prawdy" Thomasa Arnolda to kryminał w jakim czytający mogą prowadzić własne dochodzenie porównując swoje przypuszczenia z efektami pracy głównych bohaterów, czy będą one zbieżne? To zależy od zmysłu obserwacji, intuicji oraz kogoś, kto podsuwa tropy, będące być może pomocne w odkryciu faktycznego przebieg wydarzeń, lecz czy można zaufać anonimowemu "pomocnikowi"? Odpowiedź na to pytanie na pewno padnie, chociaż niewykluczone, iż będzie całkowicie inna niż ktokolwiek przypuszczał.
        Za możliwość przeczytanie książki 
                     dziękuję autorowi - Thomasowi Arnoldowi