Nowość:
„Cymanowski chłód”
Magdalena Witkiewicz
Stefan Darda
Nigdy to wbrew pozorom nie
nieskończoność, zwłaszcza jeśli chodzi o liczenie, że jakieś zdarzenie nie
wyjdzie na jaw. To jedynie kwestia czasu, bywa, że wcale nie jest to długi
okres. Niektóre tajemnice mają krótki termin niewiedzy…
Niejedne sekrety ukryte są w lasach,
bagnach, ale przede wszystkim w ludzkich umysłach. Nigdzie nie są bezpieczne,
chociaż wielu liczy, iż są doskonale chronione. Pensjonat „Cymanowski Młyn” jest
miejsce, które było świadkiem co najmniej niepokojących zdarzeń, lecz to, co
się w nim dzieje zostaje w nim, czy na zawsze? Tego ostatniego pilnują już
najbardziej zainteresowane osoby, niekiedy otrzymując nieoczekiwaną pomoc.
Jednak zło pozostaje złem, czy da się uciec od konsekwencji jego zaistnienia?
Spokój w tej okolicy bywa zwodnicze, otacza je atmosfera niedopowiedzeń,
złożonych obietnic i czynów, jakie powracają nocami w postaci mar równie
realnych jak ludzie na jawie. Pewne obawy mają silne korzenie, co wyjdzie na
światło dzienne gdy grunt okaże się podatny? Podobno śnieg potrafi zatrzeć
ślady, pytanie czy wszystkie?
Groza niekiedy ma znajome oblicze, ale
nie zawsze ludzkie. Pewne miejsca zdają się mieć w sobie jakiś cień nawet w
najbardziej słoneczne dni. Zło tworzy niejedną iluzję, wielu bierze ją za
prawdę. A jeśli wszystko to spotyka się w jednej książce? W takim przypadku
ciarki zaczynają przechodzić po skórze, lecz trudno oderwać się od lektury, bo
ciemniejsza strona ludzi i natury intryguje i nie pozwala łatwo oderwać się od
lektury. Duet pisarski Magdaleny Witkiewicz i Stefana Dardy wie jak przyciągnąć
uwagę czytelnika i co trudniejsze utrzymać ją do samego finału. Kiedy w drugiej
części dylogii chemia z poprzedniego tomu jest jeszcze większa to już czas na
głośne brawa, chociaż w przypadku obu tomów to cisza i szepty są ogromną siłą
opowiadanych historii. Każda z nich to wątki, jakie z osobna są osobną
opowieścią o mroku, nadziei, czasem złudnej, dobru, mającym za fundament swoje
przeciwieństwo. W sumie tworzą szaradę, gdzie niepokojąco przeplata się
przeszłość z teraźniejszością, prawda z kłamstwem, sen, często przypomina
koszmar, ale i stanowi kierunkowskaz na jawie. Bohaterowie i otaczająca ich
przyroda tworzą związek, wydający się raz pasożytniczą relacją, a innym razem swoistą
symbiozą, która utrzymuje rzeczywistość w ogólnie przyjętych ramach. Autorzy
plastycznie oddają kolejne sceny, jakie są czymś więcej niż opisami, to gotowe
kadry jakie wyświetlają się czytającym przed oczami. Widzimy mrok, czujemy chłód,
mamy wrażenie, że granica oddzielająca świat realny od ponadnaturalnego rozmywa
się lub raczej rozpływa się jak mgła na bagnach. „Cymanowski chłód” nie jest
tylko finałem czy też dopełnieniem „Cymanowskiego Młyna”. To intrygujący ciąg
dalszy, hipnotyczny, wielowymiarowy, sięgający głębiej i dalej za nieprzekraczalną
wydawałoby się linię, gdzie zło i dobro zdają się być awersem i rewersem tej
samej monety czyli natury, ludzkiej i tej pierwotnej, ukrytej w przyrodzie oraz
miejscach.
Za możliwość przeczytania książki
