piątek, 17 lipca 2026

Śnieg zakryje zło?


Nowość:

„Cymanowski chłód”

Magdalena Witkiewicz

Stefan Darda

 

Nigdy to wbrew pozorom nie nieskończoność, zwłaszcza jeśli chodzi o liczenie, że jakieś zdarzenie nie wyjdzie na jaw. To jedynie kwestia czasu, bywa, że wcale nie jest to długi okres. Niektóre tajemnice mają krótki termin niewiedzy…

 

Niejedne sekrety ukryte są w lasach, bagnach, ale przede wszystkim w ludzkich umysłach. Nigdzie nie są bezpieczne, chociaż wielu liczy, iż są doskonale chronione. Pensjonat „Cymanowski Młyn” jest miejsce, które było świadkiem co najmniej niepokojących zdarzeń, lecz to, co się w nim dzieje zostaje w nim, czy na zawsze? Tego ostatniego pilnują już najbardziej zainteresowane osoby, niekiedy otrzymując nieoczekiwaną pomoc. Jednak zło pozostaje złem, czy da się uciec od konsekwencji jego zaistnienia? Spokój w tej okolicy bywa zwodnicze, otacza je atmosfera niedopowiedzeń, złożonych obietnic i czynów, jakie powracają nocami w postaci mar równie realnych jak ludzie na jawie. Pewne obawy mają silne korzenie, co wyjdzie na światło dzienne gdy grunt okaże się podatny? Podobno śnieg potrafi zatrzeć ślady, pytanie czy wszystkie?

 

Groza niekiedy ma znajome oblicze, ale nie zawsze ludzkie. Pewne miejsca zdają się mieć w sobie jakiś cień nawet w najbardziej słoneczne dni. Zło tworzy niejedną iluzję, wielu bierze ją za prawdę. A jeśli wszystko to spotyka się w jednej książce? W takim przypadku ciarki zaczynają przechodzić po skórze, lecz trudno oderwać się od lektury, bo ciemniejsza strona ludzi i natury intryguje i nie pozwala łatwo oderwać się od lektury. Duet pisarski Magdaleny Witkiewicz i Stefana Dardy wie jak przyciągnąć uwagę czytelnika i co trudniejsze utrzymać ją do samego finału. Kiedy w drugiej części dylogii chemia z poprzedniego tomu jest jeszcze większa to już czas na głośne brawa, chociaż w przypadku obu tomów to cisza i szepty są ogromną siłą opowiadanych historii. Każda z nich to wątki, jakie z osobna są osobną opowieścią o mroku, nadziei, czasem złudnej, dobru, mającym za fundament swoje przeciwieństwo. W sumie tworzą szaradę, gdzie niepokojąco przeplata się przeszłość z teraźniejszością, prawda z kłamstwem, sen, często przypomina koszmar, ale i stanowi kierunkowskaz na jawie. Bohaterowie i otaczająca ich przyroda tworzą związek, wydający się raz pasożytniczą relacją, a innym razem swoistą symbiozą, która utrzymuje rzeczywistość w ogólnie przyjętych ramach. Autorzy plastycznie oddają kolejne sceny, jakie są czymś więcej niż opisami, to gotowe kadry jakie wyświetlają się czytającym przed oczami. Widzimy mrok, czujemy chłód, mamy wrażenie, że granica oddzielająca świat realny od ponadnaturalnego rozmywa się lub raczej rozpływa się jak mgła na bagnach. „Cymanowski chłód” nie jest tylko finałem czy też dopełnieniem „Cymanowskiego Młyna”. To intrygujący ciąg dalszy, hipnotyczny, wielowymiarowy, sięgający głębiej i dalej za nieprzekraczalną wydawałoby się linię, gdzie zło i dobro zdają się być awersem i rewersem tej samej monety czyli natury, ludzkiej i tej pierwotnej, ukrytej w przyrodzie oraz miejscach.

                                                   Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję: