niedziela, 17 maja 2026

Nowy początek

Nowość:

„Intrygujący mafiozo”

Nadia Grim

Część 1

 

Jedno spotkanie. Niespodziewany splot okoliczności. Spojrzenie. Dotyk. Czasem naprawdę niewiele potrzeba by nagle rozpoczęło się coś całkowicie nowego i całkowicie nieplanowego. Jak przyjąć taki obrót spraw gdy ma się świadomość, że nic już będzie takie jak wcześniej i nie ma powrotu do tego, co było?

 

Jeżeli więcej lub prawie wszystko dzieli, a to, co łączy zdaje się być tymczasowe i bardzo nietrwałe, jak budować na takich odstawach związek? Konkretniej mówiąc małżeństwo? Mia nie planowała takiego rozwoju sytuacji gdy przyjęła zaproszenie swojego chłopaka na imprezę w jego rodzinnym domu. A z pewnością nie mogła oczekiwać, że ktoś się jej  oświadczy. Ten ktoś to ojciec Michelangela, z jakim spotyka się od pewnego czasu. W tej familii nikt nie odmawia Ettore, głowie rodziny i każdy postępuje zgodnie z jego wolą. Jednak dziewczyna nie jest kimś, komu można cokolwiek nakazać i oczekiwać, że tak postąpi. Niezależna, z planami na przyszłość, w których nie ma aż tak poważnych relacji, zwłaszcza z kimś, kto nie liczy się z innymi i jest tak różny od niej. Czy sprzeciw w ogóle zostanie wzięty pod uwagę? Ettore nie jest przyzwyczajony do sprzeciwu, rządzi niepodzielnie od lat wszystkimi, ale Mia nie jest taka jak pozostali i nie boi się o tym mówić głośno i dobitnie. Jak więc tych dwoje ma odnaleźć wspólną drogę? Ona nie jest marionetką w czyiś rękach. On od zawsze jest mistrzem manipulacji i dostaje to czego pragnie… a może tym razem sprawy potoczą się inaczej niż mogłoby się wydawać?

 

Przeznaczenie czasem wyznacza kręte ścieżki ludzkich losów. W najmniej spodziewanym momencie spotyka się dwoje ludzie z całkowicie różnych światów. Ona jest niezależna, ciekawa świata, z konkretnymi planami na przyszłość. Jemu podporządkowują się wszyscy, rządzi twardą ręką w życiu osobistym i zawodowym, nikt nie ośmiela mu się sprzeciwić. Dzieli ich wszystko, prawie, bo mają coś z sobą wspólnego. Historia tych dwojga daleka jest od prostego scenariusza zauroczenia, bo i bohaterom daleko do stereotypów. Nadia Grim nie boi się kontrastów, trudnych tematów i potrafi doskonale znany motyw przedstawić z innej perspektywy. Oczywiście nie da się tego zrobić bez odpowiednio wykreowanych postaci, tak pod względem osobowości, wyglądu oraz oczywiście przeszłości. W tej książce od samego początku widzimy, że tutaj nie będzie kroku w tył, pokory i rezygnacji z siebie, mamy za to konfrontację odczuwalną nieustannie, tak samo jak walkę o siebie oraz własne status quo oraz nieoczekiwane uczucia, komplikujące i tak trudną sytuację. Dwa silne charaktery i przyszłość, która rysuje się burzliwie to wstęp, który obiecuje pełną emocji opowieść i obietnicę tę wypełnia z nawiązką. Trudne wybory, uczucie, jakie jednocześnie burzy dotychczasowe życia i jest zalążkiem zupełnie czegoś nowego i zaskakującego. Nadia Grim zaskakuje nieoczywistymi zwrotami akcji i przede wszystkim bohaterami, rzucający wyzwanie zasadom, otoczeniu i sobie samym. Na tę lekturę warto zarezerwować sobie czas, raz zaczętą czyta się bez przerw, a z każdym kolejnym rozdziałem intryguje bardziej.

 


                                         Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

Autorce Nadii Grim

piątek, 15 maja 2026

Przeszłość

Nowość:

„Aurora”

Paulina Świst

 

Maski. Wszyscy je noszą, jedni lepiej, drudzy gorzej, ale są i tacy, którzy są w tym mistrzami. Nikt nie domyśla się co kryją pod maską zwyczajności, czy jeszcze pamiętają jacy byli kiedyś? Człowieczeństwo jest dla nich jedynie jedną z ról i to, co wcale nie najważniejszą, ale bardzo użyteczną. Dzięki niej wtapiają się w tłum i pozostają nierozpoznani, a to pozwala im być bezkarnymi i to na oczach tych, którzy chcą odkryć ich prawdziwe oblicza…

 

Spokój bywa pozorny, a znalezienie odpowiedzi na trudne pytania może uśpić czujność. W końcu nadchodzi moment kiedy okazuje się, że przeszłość właśnie otwarła jedynie przymknięte drzwi, a to, co właśnie weszło przez do teraźniejszości jest najnowszą sprawą, jaką prowadzi prokurator Nina Kermel i komisarz Aleksander Aresowicz. Już od samego początku wiedzą, że przed nimi wymagające śledztwo, starannie zaplanowana zbrodnia, w jakiej ślady są wielką niewiadomą. W swojej karierze zawodowej zetknęli się z brutalnością, z jaką większość policjantów nigdy nie miało do czynienia. Morderstwo z Kopalni Guido wpisuje się właśnie w ten gatunek, natomiast schemat wskazuje, iż ten, kto stoi za nim nie działa przypadkowo i ma swój cel. Co skrywa motyw i gdzie zaprowadzą jego poszukiwania? Kierunek okazuje się zaskakujący i przede wszystkim wymagający wejścia daleko w mrok, gdzie zło pochłonęło zbyt wielu, lecz wciąż szuka nowych ofiar, a niebezpieczeństwo istnieje nie tylko w teorii. Tym razem każdy błąd oznacza jedno. Śmierć!

 

Niektóre zbrodnie tworzone są jak swoiste dzieła zabójczej sztuki. Mają przyciągać uwagę oraz niosą z sobą przekaz, nie dla wszystkich, ale tylko, którzy go potrafią dostrzec. Niestety jedno i drugie wcale nie ułatwia śledztwa, kluczem jest motyw, ukryty gdzieś pomiędzy tym, co widoczne i niedopowiedziane. Mrok, odór śmierci, metaliczny zapach krwi, pociągający za sznurki oraz widownia, nie do końca świadoma, w jakim przedstawieniu bierze udział. Do tego jeszcze dodajmy przeszłość, gdzie obecne wydarzenia miały swój początek i ciemność, zupełną, w jakiej światło ginie po paru krokach. Rozwikłanie tej morderczej zagadki oznacza zejście do piekła, stworzonego przez człowieka dla ludzi i gdzie niewinność została z premedytacją wyrwana wraz z korzeniami. „Aurora” to historia kryminalna, w jakiej prawda okazuje się być całkowicie inna niż bohaterowie sądzą i dużo bardziej skomplikowana. Jej korzenie sięgają wcześniejszych dekad, łącznikiem jest zło, to wyrządzone przed laty i te, jakie właśnie pokazuje na co stać tych, którzy zostali przez nie stworzeni. Tu zależności pomiędzy zbrodnią i sprawcą nie szuka się w prostych powiązaniach, one są starannie zamaskowane, a pozostawione znaki czytelne dla nielicznych. Paulina Świst nie daje czytelnikom prostej zagadki do rozwiązania, nie pierwszy raz, lecz tym razem to mroczniejsza wersja, w jakiej jak zawsze liczą się nie tylko detale, ale także intuicja i cienie, rzucane przez fakty, jakie zostały starannie zatarte. W „Aurorze” pytania i odpowiedzi stanowią zaklęty krąg sekretów, a prawda staje się bombą z bardzo krótkim lontem, jej wybuch odsłania kolejny fragment rzeczywistości daleki od tej, jaką uważano za znaną. Oczywiście nie zabrakło humoru, czarnego i pełnego ironii, ostrej, niebiorącej jeńców oraz oczywiście w punkt. A na końcu jako wisienka na torcie bohaterowie, jak zawsze potrafiący uchwycić koniec nitki i po niej odszukać sedno zbrodni, wbrew wszystkim oraz wszystkiemu, grając przy okazji w życiową i zawodową rosyjską ruletkę.

                                       Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:


 

poniedziałek, 11 maja 2026

Tajemnicza wyspa

Nowość:

„Wydarzyło się nad jeziorem”

Lisa Jackson

 

Nie zawsze powroty do domu wiążą się z miłymi wspomnieniami. Niekiedy oznacza to ponowne wejście do świata, z jakiego kiedyś uciekło się. Upływ czasu pomaga niektórym zobaczyć wiele spraw z całkiem innej perspektywy. A od tego już krok by na jaw wyszły dawne sekrety…

 

Wiktoriańska rezydencja była świadkiem wielu wydarzeń w życiu rodziny Harper Redd Prescott. Niestety tych tragicznych również. Minęły lata, od kiedy wyjechała z niej, teraz nie jest już tamtą dziewczyną przytłoczoną tym, co wydarzyło się wówczas, co nie znaczy, iż nie pamięta tego. Rodzinna siedziba wciąż robi ogromne wrażenie, pomimo tego, że od lat stoi pusta, ale czy na pewno tak jest? Kryje niejedna tajemnicę tak jak ludzie mieszkający w niej i w sąsiedztwie. W tym na pozór spokojnym miasteczku wiele działo się i mało zostało do końca wyjaśnione. Okazuje się, że obecnie również mają miejsce tajemnicze wydarzenia, skutkujące śmiercią. Wypadki czy zaplanowana zbrodnia? Krąg podejrzanych nie jest duży, a w samym centrum jest zawsze ta sama osoba, chociaż czy tak być powinno? Może nadszedł czas by wyjaśnić to, co już wydarzyło się i zapobiec temu, co właśnie znowu zaczyna się dziać? Ile jeszcze ofiar pochłonie jezioro, ale czy to nie jest jedynie wygodna wymówka? Ktoś korzysta ze złej sławy i nie zamierza poprzestać tego robić, bo motyw jest nadzwyczaj wygodny lub raczej był…

 

Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Czy ta zasada, tak często łamana, dotyczy się również powrotu do domu? Niektóre miejsca niosą z sobą więcej wspomnień niż człowiek chciałby pamiętać, a przy okazji zbyt dużo emocji, od jakich nie tak łatwo uwolnić się. Jeżeli jeszcze dodać do tego tragiczną śmierć i tajemnicze zaginięcie to mamy już opis do co najmniej dobrze zapowiadającego się thrillera. Lisa Jackson dorzuca do tego wiktoriańską rezydencję, kryjącą niejeden sekret oraz grono bohaterów połączonych dramatem sprzed lat, niewyjaśnionym i wciąż niezapomnianym nie tylko przez lokalną społeczność. Ze swojej strony dodaję jeszcze czytelnicze odczucie mroku, uderzające już na wstępie, takie spod znaku gotyckiej powieści i czegoś, co oblepia wszystko i wszystkich gęstą siecią niedomówień, może i kłamstw oraz poczucia winy. „Wydarzyło się nad jeziorem” ma w sobie niepokój i aurę tajemnic, w tej historii nie ma jasnych odpowiedzi podanych na tacy, są za to enigmatyczne odpowiedzi oraz podejrzenia, rodzące kolejne niewiadome. Kto i jakie ma zamiary? Z pewnością coś „wisi” w powietrzu, teraźniejszość naznaczona jest tym, co było i ten wyraźny cień autorka wykorzystuje doskonale. Oczywiście liczą się wydarzenia z obecnego planu czasowego, lecz nawet jeśli nie ma wyraźnego nawiązania do tego, co już zdarzyło się to i tak wyczuwamy, iż przyczyny teraźniejszych sytuacji mogą mieć korzenie w przeszłości. Atmosfera zagęszcza się i czytelnik wyczuwa, że bohaterowie wiedza dużo więcej niż mówią, czym to jest podyktowane? To kolejna zagadka na długiej liście pełnych znaków zapytania. „Wydarzyło się nad jeziorem” jest dreszczowcem z gatunku, w jakim każdy element jest starannie przemyślany, sylwetki postaci dopracowane w detalach, a ciąg przyczynowo-skutkowy połączony z nimi oraz tłem niezliczoną liczbą szwów, nie zawsze widocznych od razu.



                                      Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:


sobota, 9 maja 2026

Rodzinne rozmowy

Nowość:

„To nie jest rozmowa na telefon”

Jakub Bączykowski

 

Czasem wraz z wiosną przychodzi powiew czegoś świeżego, niespodziewanego. Nie zawsze jesteśmy na to gotowi my i nasi bliscy. Czy warto podążyć za tym, co zaczyna kiełkować w naszym sercu i głowie? Może lepiej pozostać na utartej ścieżce, do jakiej wszyscy są przyzwyczajeni?

 

Jedni traktują emeryturę, jako koniec i mierzą się z lękiem o przyszłość. Inni otwierają nowy rozdział w życiu. Krystyna należy do tej drugiej grupy i cieszy się nowym etapem w życiu, jest pełna energii i kieruje w realizację marzeń. Jednak jeden telefon burzy jej spokój, pomimo tego, iż świetnie rozumie się ze swoją córką to niepokoi ją to, co od niej usłyszała lub raczej nie usłyszała. Co takiego ważnego ma jej do przekazania Agnieszka? Gdyby to było coś istotnego od razu by to zostało przekazane, a z drugiej strony dlaczego nie podzieliła się tą informacją z matką natychmiast? Krysia ma swoją teorię i wcale jej się ona nie podoba. Właśnie teraz niezbyt cieszy się na zapowiadaną wiadomość, chociaż ma to być niespodzianka. Ma swoje plany, ale czy z nich nie zrezygnuje? Na pierwszym miejscu zawsze są bliscy, lecz jak to połączyć z marzeniami, które pragnie zrealizować wraz z mężem? Przed jakimi wyborami stanie i ile będzie to ją kosztowało?

 

Nawet w rodzinach, które są z sobą blisko nie o wszystkim mówi się. Pewne sprawy przemilcza się, bo niewiele potrzeba by pojawiły się niesnaski albo po prostu pojawia się obawia, że zostanie się dobrze zrozumianym. Jednak to tylko wycinek rodzinnego życia, w którym kilka pokoleń pragnie spełniać swoje marzenia i po prostu być szczęśliwym. Tyle razy słyszymy, że milczenie jest złotem, a mowa srebrem, lecz czy sprawdza się to w rzeczywistości? Kiedy porozmawiać lub zamilknąć, by nie sprawić przykrości bliskim i jednocześnie nie skrzywdzić samego siebie? Jakub Bączykowski odsłania jedną z takich historii przed czytelnikami z pomocą bohaterów swojej najnowszej książki „To nie jest rozmowa na telefon”. Pogodna i ciepła opowieść, ale to pierwsza warstwa, druga pokazuje codzienność w jesieni życia od podszewki i z kilku punktów widzenia oraz to, iż koniec pewnego etapu może stać się początkiem całkiem nowego, jest jeszcze jedna, w jakiej mamy relacje na linii rodzice i dorosłe dzieci oraz kolejna, gdzie widzimy rówieśników głównych postaci. Autor pokazuje wnikliwe obserwacje, w których kluczową rolę odgrywają wzajemne oczekiwanie, lecz jedne wypowiedziane głośno, z pewnością siebie i drugie, zachowane dla siebie, często gorzko smakujące słowami, jakie nie padły. Zagłębiając się w lekturą dostrzegamy niuanse, jakie skrywane są za maską śmiechu i życzliwości. „To nie jest rozmowa na telefon” jest powieścią o blaskach i cieniach, lecz przede wszystkim o tym, że warto jest rozmawiać, mówić o trudnych sprawach i zawalczyć o równowagę pomiędzy dawaniem i braniem.


Za możliwość przeczytania 

książki

dziękuję:


 

czwartek, 7 maja 2026

Tam, gdzie diabeł mówi dzień dobry

Nowość:

„Mamuna”

Krystian Stolarz

 

Mur milczenia i pogodzenie się z tym, co wydarzyło się. Czy ktoś odważy wyłamać się z tego schematu? Małe społeczności nie lubią, gdy ktokolwiek zaczyna się nimi interesować oraz ingerować w sprawy, o których nie mówi się głośno. Jednak czasem to jedyna droga do prawdy, jakakolwiek by nie była.

Nawidów jest jednym z tych punktów na mapie, jakie rzadko, kto zauważa, a ich mieszkańcy są z tego zadowoleni, chociaż właściwiej byłoby powiedzieć pogodzeni. Co w takim prowincjonalnym miejscu będzie miał do roboty komisarz Sokół? Wyzwań dla siebie raczej nie znajdzie, bo i jakie mogą one być? No cóż jak zawsze pozory mogą mylić, podobnie zresztą jak i pierwsze wrażenie. Tutaj większość jest po przejściach i z przeszłością, tyczy się to również jego podwładnych w komisariacie. Zło ma się tu dobrze, zwłaszcza, iż ma doskonałą przykrywkę, tłumaczącą wszystko i wszystkich. Legendy, dokładnie rzecz mówiąc słowiańską Mamunę, ona ma stać za mroczną stroną Nawidowa. Czy Sokół uwierzy w taką wersję rzeczywistości? Długo była wygodna, stanowiła też doskonałą wymówkę dla dramatycznych zdarzeń. Tyle, że nowy komendant miejscowego posterunku właśnie zaczyna podkopywać mur milczenia, chroniący zbrodniarza. Obcych tutaj nie lubią, oni są poza nawiasem społeczności, silnie związanej strachem, kłamstwami i zbrodnią… Czy uda się poznać prawdę, jaka by ona nie była?

Hermetyczna społeczność. Obcy. Zaginięcia dzieci. Śledztwo, które ma rozbić mur milczenia i strachu. W tej historii lęk miesza się ze słowiańskimi mitami, a prawdy zdaje się, że nikt nie chce poznać. To z pewnością nie jest prosta zagadka kryminalna i od początku czytelnicy są tego świadomi. Tak samo jak i tego, iż właśnie ktoś rzuca wyzwanie status quo, jakie ma bardzo głębokie i rozłożyste korzenie. Kto kryje się za tytułową „Mamuną”? Droga do tej informacji jest długa, kręta i przede wszystkim pełna detali, znaczących, lecz dostrzeganych przez nielicznych. Z kolejnymi stronami i rozdziałami zagłębiamy się w historię gdzie współczesność splata się z legendami w hermetycznej społeczności, w jakiej obcym nie mówi się nic. Tajemnica okazuje się mieć więcej warstw niż czytający mogli początkowo przypuszczać, równocześnie są one częścią większej całości i samodzielnymi bytami. Każdy z nich to osobna zagadka, jakiej wyjaśnienie rozjaśnia odrobinę mrok, w której skrywa się tytułowa Mamuna, legenda i rzeczywistość, istniejące równolegle i przenikające się. Policyjne śledztwo skupia się na faktach, lecz towarzyszące mu nastroje mieszkańców oraz atmosfera w lokalnym komisariacie nie da się i nie powinno się od nich oddzielać. Czasem tam gdzie zawodzi logika trzeba sięgnąć do tego, co podpowiada intuicja. Krystian Stolarz konfrontuje czytelników z kryminałem, w jakim niepokój jest stałym elementem, sekrety to zwykły element codzienności, a lokalna wspólnota nie wzbudza zaufania, lecz zarazem wydaje się być uwięziona w pajęczynie zła, z której nie potrafi lub też nie chce się wydostać.


                                     Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:



niedziela, 3 maja 2026

Koniec i początek

Nowość:

„Cymanowski Młyn”

Magdalena Witkiewicz

Stefan Darda

Czasem nim będzie lepiej jest o wiele gorzej. Czy zło zostawia ślad na tych, którzy je przetrwali? Najtrudniej jest zostawić za sobą przeszłość i nie pozwolić by rzucała cień na przyszłość, ale nie każdemu jest to dane.

 

Spokojna agroturystyka w jesiennym sezonie powinna być odpowiednia na urlop dla małżeństwa, na co dzień żyjącego w biegu i coraz bardziej oddalającego się. Czy ten pomysł ma szansę na powodzenie? Monika i Maciej mają okazję by się o tym przekonać, sami pewnie nie wybraliby tego miejsca, ale co szkodzi skorzystać z tajemniczego zaproszenia? Z daleka od codzienności mogą odbudować swój związek. Wydaje się, że ten wyjazd okaże się punktem zwrotnym w ich życiu, ale jak bardzo tego jeszcze nie wiedzą. Las wokoło skrywa niejeden sekret, zresztą nie jedynie on, chociaż na pierwszy rzut oka to spokojna okolica, z życzliwym właścicielem urokliwego pensjonatu. Jednak coś mrocznego wsącza się niedostrzegalnie. Jakieś złudzenia, podobieństwa do tego, co już było, tak jakby jakiś niezakończone sprawy dawały o sobie znać, ale to przecież niemożliwe… Może nie wszystko jest takie jak powinno być? Zło nawet po latach odbija się echem, niektóre miejsca są przysłowiową puszką Pandory i czekają tylko aż ktoś ją otworzy, niekiedy całkowicie nieświadomie…

 

Gdzie kończy się thriller, a zaczyna groza? Może dwa gatunki w jednym? Z pewnością „Cymanowski Młyn” wymyka się prostym podziałom. Niejedna granica zaciera się w tej historii i kilka tych nieprzekraczalnych zostaje przekroczonych. Początek nie sugeruje niczego, co wydarzy się później, chociaż gdy już poznamy całość to dostrzegamy lub tak nam się wydaje pierwsze mroczne cienie. Jednak kluczem do wszystkiego jest tu tajemnica, a raczej ich liczba mnoga. Od niej zaczyna się i jej ślady odczuwalne są również na końcu. Niejedne oblicze mają i nikt nie jest on od nich wolny, stają się także podstawą wątków. Mroczny klimat narasta z każdym kolejnym sekretem i poznanymi detalami wcześniejszych. Nikt i nic nie przygotowuje czytelników na to, co z sobą niosą i jaki będzie ich wpływ na bohaterów. W pewnym momencie, nieprzypadkowym, to, co już miało miejsce zazębia się z teraźniejszymi wydarzeniami, tworząc oczywiście nowe tajemnice. Coraz szybciej zaczyna się nakręcać spirala niepokoju, kłamstw i zatajania prawdy, czy osiągnie punkt krytyczny? W przypadku tej opowieści odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczne. Czasem maski nie opadają całkowicie albo też zakładane są nowe. „Cymanowski Młyn” łączy w sobie przeszłość z przyszłością, a to, co dzieje się na naszych oczach jest korytarzem z drzwiami do nich, których nie da się zamknąć do końca. Czy da się rozpocząć coś nowego na fundamentach stworzonych rzez złe decyzje? A może czasami da się zło wykorzystać do zbudowania drogi, wiodącej do dobra?

                                        Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:


piątek, 1 maja 2026

Prawda i krew

Nowość:

„Zatruta krew”

Marta Reich

 

Pozory mogą ukryć naprawdę dużo, zwłaszcza jeśli komuś zależy by prawda nie wyszła jaw. Jej iluzja bywa realniejsza od rzeczywistości i na pierwszy rzut oka wszystko się w niej zgadza. Pod jednym warunkiem wszakże warunkiem, że ktoś nie przyjrzy się wszystkiemu z bliska i nikt nie zada sobie trudu by sprawdzić fakty.

 

Tej tragedii nic nie zapowiadało. Wprost przeciwnie wszyscy byli pewni, że to prawdziwa bajka, taka współczesna, gdzie dwoje młodych ludzi darzy się uczuciem, zakłada rodzinę i potem już pozostaje „i żyli długo oraz szczęśliwie”. Jednak czy naprawdę tak było? W grudniowy poranek lekarka pogotowia ratunkowego stwierdza śmierć Małgosi, nagłą, w domu, bez wyraźnej przyczyny. Dramatyczny splot okoliczności i nic więcej, rzadko, lecz zdarza się, chociaż czy na pewno? Bartek obudził się obok martwej żony, niczego nie zauważył, nie było żadnego znaku ostrzegawczego, zresztą zauważyłby go bez trudu, jako ratownik medyczny i student medycyny. Niestety nie tym razem, tak bywa czasami, ale rodzina zmarłej ma pytania i nie chce zadowolić się odpowiedziami, które jej udziela się. Pierwsze rysy na idealnym portrecie rodzinnym czy po prostu ból po stracie córki? Prokurator i lekarka nie zadawalają się tym, co mówią wszyscy i szukają prawdy, rzeczywistej, a nie tej, w jaką wierzy większość. Co wydarzyło się w spokojnym domu na przedmieściach w małżeństwie jak z reklamowego obrazka?

 

Pozory i prawda. To pierwsze zręczne, przemyślane i wiarygodne, natomiast czy drugie jest takie jak wygląda? Łatwo można skrzywdzić kogoś posądzeniami, jakie nie mają pokrycia w rzeczywistości, natomiast pozostawienie tego, co wzbudza podejrzenia bez weryfikacji może okazać się ogromnym błędem. Dylemat trudny do rozstrzygnięcia, a do tego dochodzi jeszcze aspekt moralny i czasem także kryminalny, co jeszcze komplikuje już i tak niełatwą sytuację. „Zatruta krew” inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami, gdzie właśnie między inny takie wątki są poruszane, ale to wstęp do skomplikowanej historii, w której wyrachowanie i złudne poczucie bezpieczeństwa są na pierwszym planie. Tym bardziej uderza myśl, iż akcja książki sięga do tego, co realnie miało miejsce. Sfabularyzować taką historię oznacza skonfrontować z sobą dwie różne perspektywy i równocześnie pokazać kulisy, lecz nie w dokumentalnej formie z podziałem na czerń i biel, a z wszystkimi niuansami oraz całym wachlarzem emocji od pewności, poprzez zawahanie się, aż do dojścia do prawdy. Do tego dodajmy ogrom detali składających się na drugi i trzeci plan, oddanie głosu bohaterom, nie wymyślonych, lecz mających odbicie w rzeczywistości. Marta Reich każdy z tych elementów wprowadziła do fabuły i jednocześnie uzupełniła znakomicie wszelkie luki. Czytelnicy podczas lektury konfrontowani są z faktami, ale nie suchymi albo kolejnymi stronami policyjnych akt, a z wydarzeniami, w których widać ich wielowarstwowość i przede wszystkim ludzkim czynnikiem. To on jest w centrum kryminalnego śledztwa, sięgającego osobistych doświadczeń, które nie pozostają bez znaczenia, w końcu niekiedy jedynie upór człowieka prowadzi do poznania prawdy. Ona nie zawsze jest widoczna, czasem potrzebna jest determinacja by dostrzegli ją inni...     


                                    Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:





                      

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Zbrodnicza sztuka

Nowość:

„Malarz”

Piotr Chomczyński

 

Misterna intryga obliczona na efekt bywa bardziej zdradziecka niż się zdaje. Przekaz, jaki za nią kryje się, nie jest zauważalny dla wszystkich. Nieliczni widzą to, co zostało przebiegle ukryte jednocześnie na oczach i przed nimi.

 

Kunszt i zbrodnia wydają się być połączeniem nie na miejscu. Jednak w najnowszym dochodzeniu, w przebieg, którego zaangażował się Marcin Koch, jedno i drugie występuje równocześnie. Morderca rozgrywa jedynie sobie znaną grę z pełną bezwzględnością. Jeśli liczył, że zrobi wrażenia na policjantach to efekt z pewnością osiągnął, lecz wzbudził w nich nie podziw, a pragnienie jak najszybszego ujęcia go. Jednak nie tak łatwo odgadnąć, co kryje się za zbrodniczą zagadką, nawet pomoc kryminologa może być niewystarczająca. Ktoś jeszcze mógłby wspomóc swoją wiedzą śledczych, lecz czy warto sięgnąć po jego pomoc? Na to pytanie Koch musi odpowiedzieć sobie sam, cena nie będzie niska, ale stawka jest równie wysoka. Mrocznego klimatu obrazów Beksińskiego nie da się tak łatwo wymazać z pamięci i nie tylko z niej. Komuś zależy na tym, by Marcin nie pozostał obojętny na to, co widzi. Czy zagrożenie ma więcej twarzy niż myślą wszyscy zaangażowani w tę sprawę? Wielka sztuka wpływa na odbiorców, tym razem w sposób, jakiego nikt lub raczej prawie nikt nie brał pod uwagę…

 

Nieprzypadkowość. Detale. Śledcza intuicja. Malarstwo. Najnowsza książka Piotra Chomczyńskiego to dużo więcej niż bardzo dobry rasowy kryminał. Od pierwszych do ostatnich stron naprawdę mocny i to pod każdym względem czyli zbrodni, bohaterów, zwrotów akcji oraz oczywiście samej akcji. Wszystkie elementy gatunku wyostrzone są tutaj do granic, od samego początku czytelnik wyczuwa, że dosłownie wszystko ma tutaj znaczenie, prędzej czy później uzupełni morderczą szaradę lub jej fragment. Na wstępie również dostrzegamy, że przed nami dochodzenie, lecz prowadzone i widziane z perspektywy nie policjanta, ale kogoś, kto stoi pomiędzy teorią oraz praktyką, wykorzystując jedno i drugie. Co więcej strona zawodowa i osobista splatają się w pełne napięcia śledztwo. Pozostaje jeszcze ciemna strona sztuki, przerażająca tym, do czego została użyta i równocześnie nawiązująca do największych dzieł malarstwa. Czytający wraz z postaciami wchodzą w świat, gdzie nic nie jest takie jakie wydaje się, lecz by to dostrzec wpierw trzeba zauważyć najmroczniejszy punkt. „Malarz” jest historią gdzie w jednej zagadce kryje się następna, a w niej kolejna i na tym jeszcze nie koniec. Prawdziwy kryminalny majstersztyk, gdzie zbrodnia i sztuka tworzą wspólny motyw, przekładający się na wielowarstwowe wątki, w jakich łączą się dwa kontrastowe tematy, a spoiwem są bohaterowie oraz ich przeszłość.


                                      Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:


 

sobota, 25 kwietnia 2026

Dziedziczka

Nowość:

„Siedem obrączek”

Nora Roberts

 

Słowa mają moc. Raz rzucone w przestrzeń niekiedy trwają w czasie i rzucają cień na kolejne pokolenia. Nie każdy wie o ich istnieniu, lecz skutki bywają już odczuwalne. Takie dziedzictwo bywa nie tylko kłopotliwe, ale stanowi zagrożenie dla przyszłości dopóki ktoś nie przerwie zaklętego kręgu dawnej klątwy.

 

Od wieków rodowa siedziba Poole`ów zmaga się z rzuconą klątwą. W dniu, jaki powinien być najszczęśliwszy dla nowej mieszkanki tego domu zostaje zamordowana, a z jej palca znika dopiero co nałożona obrączka. Nie takiego spadku spodziewała się Sonya MacTvish, ale wbrew pozorom przyjęła go ze wszystkimi blaskami oraz cieniami i nie zamierza poddać się. Jej plan jest prosty, zamierza przełamać rzuconą klątwę i oczywiście zadomowić się w miejscu, jakie pozwoliło młodej kobiecie rozpocząć nowy rozdział w życiu. W kolejnych dniach, tygodniach i miesiącach odkrywa sekrety, jakie kryje niezwykły budynek, którego jest teraz właścicielką. Smutne, radosne, intrygujące i niebezpieczne tajemnice ujawniają fragmenty niezwykłej prawdy, nie ma w niej prostych odpowiedzi na pytania Sonyi, a od ich poznania zależy tak dużo. Nadchodzi moment finalnego pojedynku z tym, co od stuleci zagraża Poole`om, ostatnia nadzieja w tej, która przyjęła trudną spuściznę i rzuciła wyzwaniu złu, roszczącemu sobie prawa do tego, co nie jego. Kto zwycięży w tej rozgrywce, gdzie stawką jest wszystko co było, jest i będzie?

 

Finał trylogii, w jakiej jest groza, nawiedzona rezydencja z widokiem na ocean i las, wiedźma oraz oczywiście śmiertelna klątwa. Kategoria czytania z tych jeszcze jeden rozdział, chociaż z góry było wiadome, że i tak będzie przeczytane od razu do końca, dawkowanie lektury dopiero może przy drugim czytaniu. No i oczywiście opowieść gdzie koniec przewidzimy, lecz wszystko po drodze będzie niespodzianką, a i sam finał będzie z tych spod szyldu Grande finale. Kilkaset stron, gdzie dzieje się naprawdę dużo, jednak zawsze czujemy siłę przyjaźni, rodzinnych więzi, jakie sięgają głęboko w czas i nabierają wraz z nim mocy oraz widzimy jak istotne mogą być korzenie, nawet jeśli nie jesteśmy ich świadomi. „Siedem obrączek” dało mi wszystko to, czego zawsze spodziewam się po książkach Nory Roberts i dużo więcej, bo poziom napięcia, intrygujących zwrotów akcji oraz zagadek na tle naprawdę plastycznie oddanego drugiego planu robi ogromne wrażenie. Autorka doskonale wie kiedy wyciszyć emocje, dać czytelnikowi oraz bohaterom chwilę na złapanie oddechu i rozrywkę, by zaraz potem uderzyć niespodziewanie. Poprzednie części odsłaniały kolejne części przeklętej układanki, a granica pomiędzy tym, co wydarzyło się, dzieje się i być może będzie miało miejsce bywa w tej historii płynna, tak samo jak i rzeczywistość czasem trochę oniryczna. To wszystko w sumie daje książki, których akcję śledzimy z zainteresowaniem i nieustannym pytaniem co jeszcze ujrzymy. „Siedem obrączek” to finałowy tom, w którym widać jaką podróż pokonali bohaterowie i jak się podczas niej zmienili, ale przede wszystkim zamknięcie drzwi do mrocznej części dziejów i otwarcie kolejnych, do przyszłości, gdzie nie ma mrocznego cienia dawnej klątwy.

 

 

czwartek, 23 kwietnia 2026

Bestia

Nowość:

„Dom bestii”

Katarzyna Bonda

 

Fakty i fikcja zdają się mieć mało ze sobą wspólnego, stoją po dwóch stronach barykady. Jednak wcale nie tak rzadko to pierwsze przerasta to drugie. Prawdziwe wydarzenia częściej bywają kanwą dla tego, co ją naśladuje. Niestety rzeczywiste zło także jest bardziej mroczne i co istotniejsze rani dotkliwiej.

 

Czasem marzenia od dramatu dzieli tylko jedno – człowiek. Kiedyś Norbert miał marzenia i chciał innego życia niż widział wokół siebie. Czy takie pragnienie może prowadzić do zbrodni? Tak. Jedno słowo, za którym kryje się wiele przypuszczeń, lecz także niepodważalnych dowodów na deprawację. Jednak na pierwszy rzut oka, a nawet kolejne wszystko wygląda w miarę zwyczajnie, chociaż dostrzega się niepokojące sygnały, ale rozmywają się one w codzienności. Kiedy została przekroczona granica, za którą ofiara staje się sprawcą i zło zwycięża? Może nie ma jednego momentu, konkretnej chwili, niekiedy składa się na nią cały szereg wydarzeń, nakręcających zabójczą spiralę, ale ten, kto myśli, że to splot okoliczności nie dostrzega jak głęboko sięga motyw i oplata on mordercę. Dopiero śledztwo obnaża prawdę, niewygodną, brudną, zbudowanej na fundamencie kłamstw, przemilczeń, przymykania oczu na krzywdę. Szarość i czerń, w takim świecie obracał się Norbert i nauczył się jego zasad by przetrwać, a w końcu sam je tworzył, jeszcze brutalniejsze i pozwalające mu osiągnąć cel… po trupach!

 

Zbrodnia doskonała istnieje. Dokładnie do momentu aż ktoś wpadnie na jej ślad i powiąże z sobą tropy, jakie do tej pory nie zostały dostrzeżone. Zbrodniarz czuje się bezpieczny, lecz to iluzja stworzona przez niego samego. Bezkarność. Nie w tym przypadku, chociaż o włos może kara nie zostałaby wymierzona. Spektakularne śledztwo? Nie, ale za to skuteczne i to najważniejsze. Rzeczywistość bywa mroczniejsza i groźniejsza niż wydaje się większości. Właśnie taki jest „Dom bestii”, nie reportaż, lecz także nie fikcja literacka. Kryminał oparty na prawdziwych wydarzeniach. Nie wygładzony i nie przesadzony, fabularyzacja podkreśliła w nim zło, nie wyolbrzymiła, ale odkrywa detale, ginące w ogólnym obrazie, a przecież ona właśnie go budują. Katarzyna Bonda połączyła przysłowiową „prawdę czasu i prawdę ekranu czyli w tym przypadku prawdę literacką”. Nie ma przerysowania, za to czytelnicy otrzymują rasową powieść kryminalną opartą na zbrodniach i dochodzeniu, odkrywającemu, kto i dlaczego stoi za morderstwami. W „Domu bestii” nie ma uproszczeń, dowodów podanych na tacy lub znajdujących się ot tak na zawołanie. Za to jest śledcza praca, żmudna, daleka od filmowych skrótów, pełna frustracji i świadomości, że niedotrzymanie procedury, obejście prawa, wcale nie doprowadzi do szybszego zakończenia sprawy. W tej historii nie ma prostych wyborów, pójścia na skróty i to właśnie jest jej siłą. Odsłanianie tego, kto i co stoi za decyzją odebrania życia drugiemu człowiekowi, zacieranie tropów i równocześnie ich  poszukiwaniu są kanwą, na jakiej rysują się sylwetki postaci, konkretnych ludzi, realnych. To coś więcej niż rozwiązanie śledczej zagadki, to zbiorowy portret mordercy oraz tych, którzy idąc jego śladem w końcu wyprzedzili go, ze szczegółami i niuansami, tworzącymi wielowymiarowe sylwetki.


                                    Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:


 


poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Królewskie sekrety

Nowość:

„Wilczy Król”

Lauren Palphreyman

 

Kiedy wydaje się, że przed nami tylko jedna droga i to wcale nie przez nas wybrana los podsuwa inny kierunek. Niespodziewany, całkowicie inny i wymagający podjęcia szybkiej decyzji. Czy warto zaryzykować przyszłość, w jakiej wszystko jest już z góry wiadomo na coś całkowicie nieznanego?

 

Aurora jest piękna, mądra i doskonale wie, co to znaczy być córką króla. Doskonale zna cienie bycia na świeczniku, a do tego księżniczką. Wychowana w luksusie, ze służbą na zawołanie i jednocześnie wie, że jest kartą przetargową dla swego ojca. Zaaranżowany związek, w jakim będzie tylko pionkiem, jak do tej pory, bo ze zdaniem kobiet nikt nie liczy się. Co wydarzy się po jej porwaniu? Czy na północy, gdzie ludzie są barbarzyńcami może spotkać ją coś dobrego? A może wprost przeciwnie nadarza się okazja by zacząć piać całkiem nowy rozdział w życiu i to na własnych zasadach. Pytanie tylko czy komuś takiemu jak Aurora pozwolą na to, chociaż czy musi pytać o zgodę? Tamta noc przed jej ślubem zmieniała tak wiele, miała być jak as wyciągnięty z rękawa, lecz czy to jeszcze aktualne? Jej porywacz też okazuje się być nie do końca tym, za kogo go uważała. Za północną granicą intrygi i zwady polityczne wcale nie są czymś rzadkim, jednak na pierwszym miejscu jest zjednoczenie klanów. Jaką rolę odegra porwana księżniczka wśród tych, którzy są alfami? Jej rola miała by całkowicie inna, lecz uczuć nie da się tak łatwo oszukać jak myślała, zresztą ktoś jeszcze ma podobny dylemat. Czy dwóje tak różnych osób, do niedawna wrogów, zdoła pójść własną drogą i zdobyć to czego pragną, wbrew konfliktom wokół nich i zdradom?

 

Znacie tę szekspirowską aurę? Mroczną, niepokojącą, z dramatem czającym się za rogiem oraz już na wstępie ze skomplikowanymi emocjami i bezpardonową walką o władzę? Do tego dorzućmy aranżowany związek, pragnienie wolności oraz przede wszystkim niepokorną księżniczkę, mającą opanowaną dworską grę pozorów prawie do perfekcji. No i sam tytuł również nie jest bez znaczenia, ale na to przyjdzie odpowiedni moment, wcześniej niż później. "Wilczy Król" to ta kategoria lektur, w której jednocześnie chcemy poznać finał i nie chcemy by się skończyła. Na to drugie mamy prawie pięćset stron, a to pierwsze nadchodzi i tak w tym samym momencie, gdy głośno pytamy „kiedy drugi tom”? Co oznacza, że zaczniemy czytać odpowiednio wcześniej albo zarwaną noc mamy zagwarantowaną. Lauren Palphreyman zadbała by czytelnicy od razu poczuli klimat i już pierwsze strony dają przedsmak tego, co przed nami, ale okazuje się, iż dalej i głębiej czeka nas dużo więcej, natomiast zapowiedź zaostrza apetyt, jaki rośnie w miarę czytania i nie są to słowa na wyrost. Wątków przybywa, lecz są one tak poprowadzone by w pewnych punktach łączyły się, lecz wraz z odpowiedzią pojawiają się kolejne znaki zapytania. W tej opowieści nawet cisza coś znaczy, nie ma zapełniania przestrzeni nic nie wnoszącymi słowami, niuanse i tło dopełniają bohaterów i ich czyny. Jako drugi plan mamy surowy krajobraz kojarzący się nam z szkockimi pejzażami szkockich wyżyn, pełnych surowego piękna, ale i niedostępnych dla postronnych. Oczywiście nie brakuje wyrafinowanych intryg politycznych oraz zdrad i podstępów, w „Wilczym Królu” toczy się nieustanna gra oraz zmiana pozycji, to szachowa rozgrywka na mistrzowskim, gdzie pionkami są postacie. Jednak ich rola zaskakuje niejednokrotnie, bo władza wyzwala najgorsze i najlepsze cechy charakteru, słabi poddają się tym pierwszym, silni czerpią swoją moc z tych drugich, są i tacy, którzy wykorzystują jedno i drugie i zdają się być czarnym koniem w wyścigu po koronę. Jednak niektórzy potrafią uczyć się na błędach, swoich i cudzych…


                                     Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:





sobota, 18 kwietnia 2026

Ugryzienie

Nowość:

„Bitten”

Jordan Stephanie Gray

 

Życie bywa nieobliczalne i potrafi się całkowicie zmienić w ułamku sekundy. Wystarczy jedna decyzja, która okazuje się powodem całej lawiny zdarzeń i to takich, jakie zmiatają teraźniejszość. Potem już nic jest takie jak było.

 

Siedemnaście lat ma się tylko raz. To czas beztroski, zabawy i po prostu niemyślenia zbytnio o przyszłości. Vanessa co do tego ostatniego ma trochę inne zdania niż jej najlepsza przyjaciółka Celeste, lecz co może złego wydarzyć się podczas imprezy na plaży w takim miasteczku jak ich? Nic, poza może kilkoma wyskokami młodzieży, jakie nie są jakimś szczytem zła, a raczej podpadają pod młodzieńcze wybryki. Jednak ta noc zmienia wszystko dosłownie w kilka sekund, zamiast powrotu do domu dziewczyna trafia w całkowicie inne miejsce. Dwór Wilczej Królowej staje się jej schronieniem, chociaż to słowo jest na wyrost i mało wspólnego ma z jakimkolwiek bezpieczeństwem. Tutaj trzeba uważać na każdy swój krok, wypowiedziane słowa, a nawet myśli. Słabość zostanie wykorzystana przeciwko, liczą się jedynie ci, którzy potrafią się przystosować i przede wszystkim są posłuszni królowej. Czy Vanessa będzie w stanie podporządkować się dworskim zasadom? Zwłaszcza gdy wokół niej zaroi się od intryg, zdrad i uczuć, które mogą kosztować ją życie? Nie powinna zbytnio rzucać się w oczy i równocześnie musi pokazać, że ma w sobie coś unikalnego, a jeśli zwróci na siebie uwagę tego, kogo nie powinna i trafi w sam środek rozgrywki, jaka zatrzęsie w posadach dworskiego status – quo?

 

Dramatyzm, pełne rozmachu tło i równocześnie kameralne, magia i brutalne zasady. Jeżeli myślicie, że opis mówi wszystko o „Bitten” to szybko przekonacie się, że to nawet nie telegraficzny skrót tego, co czeka w książce, to jedynie zarys, z interesującym szczegółem i ogółem. Natomiast z kolejnymi stronami ten szkic nabiera barw, zdecydowanych i dalekich od delikatnych, pastelowych, a kreska staje się mocna, a sylwetki bohaterów nabierają wyraźnych kształtów. Jednak dostrzegamy również niejeden niuans, a wątki zawierają niejedną zagadkę. Autorka kluczy, zwodzi, tworzy iluzje, o czym przekonujemy się w momentach, gdy jesteśmy pewni, że już przejrzeliśmy jej plan na dalszy ciąg. No cóż co nieco może i zgadniemy, lecz i tak najważniejsze odkryjemy wraz z postaciami w chwili najmniej spodziewanej. Świat stworzony przez Jordan Stephanie Gray jest kontrastowy i to pod każdym względem, baśniowy i mroczny, pełen emocji  i równocześnie dramatyzm wcale nie jest tam wyjątkiem, a bardziej regułą, z twardymi prawami i surowo egzekwowanymi karami, lecz mający również niejeden sekret. Te przeciwieństwa są jednym z elementów fabuły, przyciągają uwagę, obrazują kontekst i jednocześnie napędzają akcję, w jakiej zwroty akcji karzą się szukać drugiego dna nieustannie. W „Bitten” na pierwszym planie są młodzi bohaterowie, pełni sprzecznych emocji i stawiani w sytuacjach gdzie wybór to jedynie pro forma, bo pójście inną drogą oznacza dotkliwą karę, lecz widzimy również prawdziwą wojnę o tron, bezpardonową i drapieżną, w jakiej nie bierze się jeńców. A kiedy już wydaje się, że wszystko jest już wiadome nadchodzi finałowy plot twist, po którym następuję pytanie „Kiedy drugi tom?”…

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję: