„Od podszewki.
Prawdziwa historia naszych ubrań”
Sofi Thanhauser
Za możliwość przeczytania książki
„Od podszewki.
Prawdziwa historia naszych ubrań”
Sofi Thanhauser
Za możliwość przeczytania książki
Nowość:
„Kobieta z morza krwi”
Malwina Chojnacka
Czy łatwo dokonujemy osądów? Niestety
zbyt często tak. Czasem sugerujemy się pozorami, półprawdami lub zręcznym
oszustwem, noszącym wszystkie znamiona prawda. U niektórych pojawia się
częściej, inni potrafią zapanować albo też dostrzegają coś, co wstrzymuje ich
przed popełnieniem błędu. A co w sytuacji, kiedy jednak wydamy przysłowiowy
„wyrok” i wymierzymy niezasłużoną karę?
Małe miejscowości kryją równie dużo
tajemnic jak metropolie, ale kiedy dochodzą do głosu skutki widoczne są mocniej.
Brutalna śmierć matki i dziecka budzi strach w Czarnej Wodzie i dawne lęki dają
o sobie znać. Podejrzanych nie ma dużo, dokładnie jest jeden, a jego tożsamość
jest szokiem dla lokalnej społeczności. Inez prowadzi twórcze warsztaty w swoim
nadmorskim pensjonacie niedaleko gdzie wydarzył się ta rodzinna tragedia, jest ona
równie zaniepokojona, co pozostali mieszkańcy. Zwłaszcza, iż sprawca pozostaje
na wolności. Obława policyjna nie przynosi efektów, co jeszcze zwiększa i tak
duże napięcie. Bezpieczeństwo staje pod znakiem zapytania, a poczucie
zagrożenia narasta. Dlaczego więc kobieta na kilka godzin znika w nocy? Jej
siostra nie potrafi tego zrozumieć, tak samo jak i schowanych wycinków gazet
sprzed lat. Co wydarzyło się kiedyś i czy ma związek z obecnymi wydarzeniami? Inez
skłamała policji, a uczestnicy warsztatów zdają się coś ukrywać. Okolice Czarnej
Wody nie są tak spokojne za jakie chcą uchodzić, a prywatne dochodzenie może
odsłonić zbyt dużo i ktoś za to zapłaci…
Jak wygląda prawda? Ta rzeczywista, a
nie przekłamana? Czy łatwo ją zmanipulować? Zabójstwo już zostało popełnione, napięcie
wcale nie maleje, wzrasta z każdym rozdziałem. Ten kto zabił jest podany na
tacy, nie ma żadnych wątpliwości. Punkt wyjścia dla kryminału dobry i jak się
szybko okazuje mający, drugie tło oraz skrywający, co najmniej kilka tajemnic.
Wrażenie, że zło jedynie się przyczaiło nasila się z każdą kolejną stroną.
Malwina Chojnacka nie tworzy prostych historii, zamiast prostej drogi
fabularnej są krzyżujące się ścieżki, wiodące na złamanie karku w dół i wymagające
pilnej obserwacji podczas wspinania się nimi w górę. „Kobieta z morza” to nie
zlepek kilku wątków, a starannie przemyślana opowieść o zbrodni, w liczbie
mnogiej, tej, o której wiemy oraz tych, jakie być może wydarzą się, bo tu nic
nie jest pewne. Napięcie nie tylko narasta, lecz przede wszystkim gęstnieje,
tak samo jak i emocje, te dobre i oczywiście negatywne. Z jednej strony morze,
z drugiej las, nie zupełne odludzie, grupa ludzi i równocześnie wyobcowanie,
nie takie widoczne od razu, chociaż czytelnik zaczyna je zauważać dość szybko i
widzi kolejne znaki zapytania. No i oczywiście sekrety, nie zawsze widoczne, za
to odczuwalne i rzucające cień na wszystkich oraz wszystko. „Kobieta z morza”
to nie klasyczny kryminał, to także nie kolejny thriller jak od sztancy, cechy
obu łączą się tworząc opowieść wielowarstwową, w jaką im dalej zagłębiamy się
tym więcej niewiadomych, podejrzeń, przypuszczeń i wątpliwości pojawia się. No
i oczywiście finał, jaki nie jedną sceną, a serią zdarzeń, mniejszych i większych,
nie do końca wyciszających, lecz przynoszących z sobą odpowiedzi, czy
wszystkie?
„Epoka alchemii.
Jak magia stała się
nauką”
Kit Chapman
Doświadczenia, zapiski, przekazywanie
ich uczniom. Nauka? Tak i nie. Dla jednych to szarlataneria, dla drugich jak
najbardziej wiedza, inni natomiast widzą w tym źródło właśnie współczesnej
nauki. A jak to naprawdę było?
Pamiętamy o osiągnięciach naukowych
sprzed lat, lecz jakoś najczęściej nie sięgamy zbyt daleko, raptem kilka
wieków. No bardziej wytrwali przypominają sobie o osiągnięciach sięgając dalej
czyli do starożytności, ale to bardziej w formie pojedynczych wynalazków, nie
jakieś ciągłości. Jednak prawda wygląda więcej niż trochę inaczej. Zacznijmy od
ognia i to, czego stał się podstawą, a potem prozaicznych skórzanych butów…
Pierwsze na myśl przychodzi nic wielkiego, bo jak to porównać ze szczepionkami
albo odkryciem nowych pierwiastków? No właśnie by to miało miejsce były
potrzebne przełomowe pomysły, chociaż nikt ich tak nie nazywał, po prostu
niekiedy przypadek, częściej obserwacje i w ten sposób przez stulecia,
tysiąclecia. Kit Chapman nie skupił się na ciekawostkach, a historii i nauki,
lecz nie samych dat oraz suchych faktów, a intryguje czytelników konkretnymi
przykładami i ich konsekwencjami w czasie, o których rzadko kiedy lub raczej
nigdy nie myślimy. „Epoka alchemii” to nieszablonowy przewodnik po nauce, ale
nie taki jak sądzimy zazwyczaj, bo nie wiedzie nas od jednego odkrycia do drugiego w linii prostej, lecz poprzez
zdarzenia na pozór mało istotne lub wręcz w ogóle takie, jakie na pierwszy rzut
oka wcale nie mają ze sobą nic wspólnego. Autor potrafi pokazać świat nauki od
strony naprawdę fascynującej oraz interdyscyplinarnej i co równie istotnej wielokulturowej.
Zgodnie z tytułem poznajmy ścieżkę do współczesnej definicji nauki właśnie od
alchemii acz nie tylko niej, gdyż sięgnięto o wiele dalej w czas i rozwój
ludzkości. Nic nie jest oczywiste w tej książce i równocześnie tak dużo
zaczynamy dostrzegać powiązań pomiędzy różnymi dziedzinami, niekiedy dalekimi
od siebie. Nie pomijani są także ludzie, stojący za tym, co obecnie uważamy
pewne, zwyczajne, dalekie od nowości, czym się nie zachwycamy. To dzięki
innowatorom, przypadkowym odkrywcom, ale i marzycielom oraz rzemieślnikom i
majstrom zawdzięczamy cegiełki do obecnego kształtu naukowego świata.
Premiera:
23 września
Za możliwość przeczytania książki
Nowość:
„Przysięga zemsty”
Jaclyn Rodriguez
Niektórych do przekroczenia granic skłania ciekawość, drudzy kierują się interesem, inni mają osobiste powody, o jakich głośno nie mówią. Zemsta. Tak, ona potrafi napędzać jak mało co na świecie, karmi się bólem, strata, krzywdą i myślą, że gdy zostanie dopełniona rachunek za te pierwsze zostanie co najmniej wyrównany…
Plan Rune Ryker nie jest prosty, tak naprawdę
wymaga poświęcenia wszystkiego, co jeszcze pozostało. A jednak dziewczyna nie waha się by
dokonać wyboru, który całkowicie zmieni jej przyszłość. Dzięki determinacji i
rzuceniu na szalę samej siebie trafia dokładnie tam gdzie chciała, chociaż czy
na pewno? Zwracanie na siebie uwagi raczej nie sprzyja temu, co zamierza, a z
pewnością gdy zaczyna się wyróżniać to, co zamierzała może być zagrożone.
Odnalezienie rodziny, jaką straciła lata temu i to w brutalny sposób, sprzyja
raczej cisza, pozostawanie w cieniu, nie na pierwszym planie. Jednak moc Rune
wyróżnia ją nie jedynie w Kuźni, ale w całym królestwie Druidów. Ten dar to
przekleństwo czy błogosławieństwo? Na to pytanie mógłby odpowiedzieć Draven,
książę ma identyczny talent, lecz jest arogancki, podstępny i bardzo ambitny,
daleko mu do osoby, której warto zaufać. Tych dwoje rozpoczyna niebezpieczną grę,
a wielu czeka na potknięcie dziewczyny, reszta chciałaby wykorzystać jej niezwykłe
i cenne zdolności. Coś jeszcze rzuca cień, tajemnice i przeszłość, groźne gdy
się ich nie zna, ale jeszcze niebezpieczniejsze gdy się stanie z nimi twarzą w
twarz. Jaką cenę przyjdzie zapłacić za zemstę? Czy da się stracić jeszcze
więcej niż do tej pory?
Podobno najlepsza jest na zimno,
bywa, że ma gorzki smak, a jaka jest gdy równocześnie trzyma przy życiu i
stanowi jego jedyny cel? Dla bohaterów „Przysięgi zemsty” jest wszystkim, dosłownie,
nie w przenośni, wpisana w nich i napędzająca do działania. Jaclyn Rodriguez
doskonale wykorzystuje ten motyw do stworzenia sylwetek zapadających w pamięć,
skomplikowanych, pełnych sprzeczności, ale jednocześnie zdeterminowanych by osiągnąć
swój cel. Co istotne również niepokojących, z wieloma sekretami, przekraczających
granice i kierujący się ku zagrożeniu jak ćmy do światła. Takie postacie
zasługują na odpowiednią fabułę i ta ani na moment nie zawodzi, aczkolwiek
wielokrotnie zwodzi. Detale i niuanse dodają tajemniczości, pomagają wskazywać
tropy, jakie okazują się zgoła inne niż czytelnik spodziewa się. Dorzućmy do
tego watki, jakim daleko do prostoty, bardziej przypominają kręte ścieżki nad
głębokim urwiskiem, gdzie każdy krok może prowadzić wprost w przepaść, lecz
cofnięcie się jest pewnym upadkiem w nią. Jakie to było dobre? Nieskromnie powiem, że jeszcze lepsze. "Przysięga
zemsty" to książka z gatunku fantasy napisana z ogromnym rozmachem,
całkowicie nieprzewidywalna i z gatunku tych historii kuszących by zajrzeć na
koniec, ale to i tak nic by nie dało. Zbyt wiele dzieje się po drodze i tak
naprawdę to, co przed chwilą było pewniakiem okazuje się czymś zgoła odmiennym
za sekundę. Przemyślane w każdy szczególe uniwersum, doskonale łączące się z
bohaterami, z przeszłością ściśle z nimi związaną oraz łańcuchem przyczynowo-skutkowym
spajającym wszystko i wszystkich. Tam nie ma luk, pojawiają się
niedopowiedzenia, będące zapowiedzią tego jeszcze co wydarzy się, ale nie
gotowym jednym scenariuszem, a kilkoma co najmniej opcjami i intrygującą
niewiadomą.
Za możliwość przeczytania książki
Nowość:
„Mieszko. Mroczne czasy”
Daniel Komorowski
Droga do władzy rzadko kiedy jest prosta i łatwa. Częściej wymaga poświęcenia, wytrwałości i nierzadko przebiegłości. Tak naprawdę ona nie kończy się gdy już ma się ją w końcu w rękach, to jedynie pierwszy etap. Kolejny bywa jeszcze trudniejszy, bo wrogów nie brakuje, starych zastępują nowi…
Wygrane bitwy i wojny przynoszą sławę
i chwałę. Jednak i przysparzają wrogów. Kiedy jedna potyczka dobiega końca,
druga już się tli, wrogowie nigdy nie dają za wygraną. Mieszko, książę Polan to
już nie wygnaniec, dawnych przeciwników zastąpili nowi, potężniejsi, bardziej bezwzględni
i patrzący łakomym okiem na władzę jaką ma w ręku. Dagome wyszedł cienia, poznał smak chwały i niejednokrotnie
go zagrzewała do walki i prowadziła po krwawym szlaku, gdzie niejednokrotnie
prowadziła go pomsta. To wszystko miało prowadzić do pokoju, ale ten był
księciu dany na krótko. Przed nim trudne momenty, trwające dłużej niż
ktokolwiek mógł przypuszczać. Czy pomyślność odwróciła się od dotychczasowego niepokonanego
zwycięzcy? Wiadomym jest, iż książę jest człowiekiem ambitnym i nie nawykłym na
osiadaniu na laurach, ale lata walk o dziedzictwo przysporzyło mu
nieprzyjaciół. Ci nie zamierzają stać z boku i cieszyć się jego potęgą, wprost
przeciwnie rzucają wyzwanie i są przygotowani do trudnej rozgrywki. Tym razem zbrojne
starcie przynosi z sobą coś zgoła innego niż zazwyczaj. Zmartwienia pojawiają
się także poza polami bitewnymi, tak jakby bogowie odwrócili się od swego
ulubieńca. Czy przyjecie strat z godnością jest w stanie udźwignąć hardy
władca, który do tej pory rozdawał karty? Starzy wrogowie i nowi, potężniejsi przeciwnicy,
wiedzą jak uderzyć by zabolało i pozostało w pamięci, nie tylko tego, kto
poniósł porażkę.
Historia kołem toczy się, a klęski i
zwycięstwa przeplatają się, tworząc ścieżkę dla sławy i chwały oraz hańby
pokonanych. Nie zawsze każde zdarzenie zostaje odnotowane w annałach, zwłaszcza
tam gdzie są początki często brakuje kronik, a jedynie opowieści przekazywane z
pokolenia na pokolenie są jedynym śladem tego, co miało miejsce. W końcu
powstaje i zapis, czy obejmujący wszystko, co miało miejsce? Na to pytanie
starają się odpowiedzieć archeolodzy, historycy, pisarze również, uzupełniając białe
plamy, odkrywając to, co zaginęło w chaosie kolejnych stuleci i tysiącleci. Postać
legendarnego Mieszka, założyciela piastowskiej dynastii, budzi ogromne
zainteresowanie z racji osiągnięć, ale i wielu niewiadomych wokół jego osoby. Daniel
Komorowski sięgnął po tę część polskich dziejów, które legły u podstaw znanych
nam wydarzeń i pokazał je z perspektywy nie kronikarskiej, a samego bohatera.
Kolejne tomy pokazują trudną ścieżkę po władzę, ale i bardziej osobiste obszary,
gdzie tłem są pierwsze grody, puszcze, jeszcze nie do końca przetarte szlaki.
Tam gdzie kończą się historyczne ślady i zostają domniemania oraz poszlaki
autor tworzy z nich fabularną wersję zdarzeń. „Mieszko. Mroczne czasy” to nie tylko
odsłanianie kulis, lecz pokazanie sylwetki człowieka, z krwi i kości oraz
znającego słodki smak zwycięstw i gorzki porażek. Daniel Komorowski łączy
fakty, ze scenariuszami tego, co mogło wydarzyć się oraz swoją wyobraźnię w
całość, intrygującą, nad wyraz prawdziwą i przede wszystkim pokazującą polskie
pradzieje barwnie, wielowymiarowo i nie pomnikowo.
Za możliwość przeczytania książki
Przedpremierowo:
„Nie pytaj, co się stało”
Katarzyna Michalak
Czasem nie ma się już nic do stracenia, poza sobą i nie widzi się wyjścia z tej sytuacji. Nie ma żadnej przyjaznej duszy, brakuje siły do walki. Zresztą o co walczyć jeśli odniosło się klęskę i jest nadto aż dowodów. Po prostu nie widzi się żadnego światełka w tunelu, bo ostatnie zgasło i nie ma jak nikogo by je zaświecić na nowo.
Kiedy w najgorszym momencie dotychczasowego życia ktoś wyciąga pomocną dłoń nie każdy w nią wierzy. Jednak pokazanie tego, co można osiągnąć dzięki wsparciu oraz cierpliwość potrafią przebić się poprzez nieufność, rany i blizny. Nela, Sandra i Matylda doświadczyły chwil zwątpienia, bólu i przede wszystkim skorzystały z oferty, jaka przyszła w najgorszych dniach, nieoczekiwanej i dającej o sobie znać gdy wszystko inne zawiodło. Ada pomogła, dała nadzieję na więcej niż jedynie spokojniejsze jutro, otoczyła kobiety opieką i dała szansę, jakiej nie oczekiwały i nawet o niej nie marzyły. Czyż nie brzmi to jak bajka? No cóż niekiedy pojawia się rzeczywista dobra wróżka i są te, które mogą uwierzyć w magię dobroci, ale znajdzie się też łyżka dziegciu. Czasem oczekuje się nie tylko wdzięczności, lecz również podporządkowania, a wtedy zamiast tego pierwszego pojawia się gniew, frustracja i poczucie bycia w klatce. Ada z dobrodziejki zmienia się w kogoś, kto wymierza precyzyjną zemstę i to w najmniej spodziewanej chwili tym, którym pomogła. Trzy kobiety otrzymały pomoc, ale czy była ona tak bezinteresowna jak myślały? Już raz utraciły wszystko, teraz znowu muszą stawić czoła temu, co może je zniszczyć. Tym razem nie mają co liczyć na pomoc, chociaż czy na pewno? Dobro ma to do siebie, iż nie zawsze wraca, ale ma również dość nieoczekiwane oblicza…
Trzy listy, bolesne sekrety, kilka
kobiet, jedna śmierć i skutki decyzji o wiele bardziej dalekosiężne niż
ktokolwiek przypuszczał. Zgliszcza egzystencji albo koszt wyborów,
nieoczekiwany i burzący z trudem wypracowaną spokojną rzeczywistość. W tej
historii emocje odgrywają główną rolę, chociaż nie zawsze są na pierwszym
planie, zawsze rzucają bardzo długi cień na bohaterów i ich życie. Jednak „Nie
pytaj, co się stało” to opowieść o przyjaźni, takiej z przeszłością i jak się
okazuje po przejściach, niejednoznacznej oraz specyficznej, wymagającej dużo, można
nawet zbyt wiele, ale przychodzącej wtedy, gdy zło zaczyna triumfować. Tu nie
ma bajki, chociaż jedna z bohaterek zdaje się mieć cechy postaci z tego
gatunku, ale to wrażenie zaczyna być zastępowane przez inne, odwrotne.
Katarzyna Michalak zaskakuje zwrotami akcji oraz kierunkami rozwoju fabuły,
dalekimi od prostych i przewidywalnych. Na światło dzienne zostaje wydobyte to,
co niewygodne, pomijane, dalekie od prostego równania pomocy i wdzięczności za
nią. Autorka odsłania ciemniejszą stronę, o jakiej rzadziej się mówi czyli
sytuacji kiedy za tym pierwszym nie stoi wyłącznie bezinteresowność, a to drugie
staje się długiem do spłacenia z narastającymi odsetkami. Ale byłoby to
uproszczeniem takie podsumowanie, bo tak naprawdę to jeden z wątków, silny,
widoczny, lecz nie jedyny. „Nie pytaj, co się stało” odkrywa przed czytelnikami
skomplikowane relacje nie jedynie pomiędzy kilkoma kobietami, to też historia o
trudnych doświadczeniach, nie do końca zabliźnionych ranach, przyznawaniu się
do błędów i radzeniu sobie z konsekwencjami własnych czynów.
Premiera: 9 września
Za możliwość przeczytania książki
Przedpremierowo:
„Na co patrzymy?
150 lat sztuki nowoczesnej
w mgnieniu oka”
Will Gompertz
Nowoczesna, ale czy jeszcze sztuka?
Nowoczesna czyli jaka? Nowoczesna zrozumiała tylko dla koneserów i znawców?
Sztuka nowoczesna to jeden prąd artystyczna i nie wyłącznie jedna dziedzina.
Malarstwo, rzeźbiarstwo, wzornictwo, instalacje i performans oraz muzykę, teatr.
Więcej niż się na co dzień zauważamy? No właśnie w tym może problem ze sztuką
nowoczesną, że pewnych jej nurtów nie zauważamy, inne utożsamiamy ją
bezwarunkowo, a o reszcie w ogóle nie myślimy w jej kategoriach. Jak więc „ogarnąć”
tak szeroki gatunek i półtora wieku czasie oraz przestrzeni? Will Gompertz wie
jak to zrobić albo raczej potrafi w przystępny sposób przybliżyć tym, którzy ze
sztuką mają mało wspólnego tak szeroki zakres tematyczny i równocześnie pomóc
go zrozumieć.
Wydaje się nam, że doskonale wiemy co
sztuką nowoczesną jest, a co się do niej nie zalicza. Pierwszeństwo w tym wiedzie abstrakcja, po prostu wygodny
wytrych do wszystkiego co z nią związane, ale tu pojawia się ktoś, kto stawia
czoła mitom, pokazuje przykłady, a w ogóle obala obiegowe opinie. Otwarcie
przyznaje, że zaczął nie wiedząc nic, a skończył wiedząc coś, takie słowa
napisane przez byłego dyrektora Tate Gallery i redaktora działu sztuki BBC
wskazują kierunek. Nie akademicki, nie kuratorski, lecz taki, w jakim nie ma
głupich pytań, natomiast celem odpowiedzi jest rzeczywiste przekazanie wiedzy w
sposób przystępny. Sto pięćdziesiąt lat na około czterystu stronach to
wyzwanie. Zamiast definicji przykłady, w miejsce pretensjonalności trochę
humoru i anegdot, odsłonięcie kulis oraz pokazanie źródeł. Dorzućmy do tego postawę
przeciwną do stricte eksperckiej, a po prostu pokazanie pasji do sztuki i
odkrywanie przed czytelnikami jej smaczków oraz przedstawienie dzieł poprzez
ich twórców oraz dokładnie na odwrót. Przewodnik po sztuce czyli „Na co
patrzymy? 150 lat sztuki nowoczesnej w mgnieniu oka” daje nam podstawy by
ponownie spojrzeć na to, co wydawało się niezrozumiałe, zaburza proste ramy i
przekracza granice klasyki. W żadnym razie nie jest sztywnym wykładem, natomiast
rozdział za rozdziałem uczy jak spojrzeć na obraz, rzeźbę, mebel, zdradza
zamiary ich twórców. Podróż po dekadach i w czasie z możliwością poznania
utalentowanych ludzi, nie tylko tych znanych, lecz i zapomnianych chociaż dzięki
temu co stworzyli nadali temu szerokiemu nurtowi kierunki, jaki obecnie uważamy
za synonimy sztuki nowoczesnej. Co istotne Will Gompertz naprawdę potrafi
pokazać różnorodność, ale i podkreślić cechy wspólne co nie jest takie łatwe
jeśli porównamy prace na przykład Moneta i Warhola. Impresjonizm i pop-art.?
Skrajności, ale właśnie ukazujące istotę, jak często jest niewiadomą.
Premiera: 8 września
Za możliwość przeczytania książki
Nowość:
„Miasto”
Paulina Świst Piotr C.
Co było, a nie jest podobno nie pisze
się w rejestr. No chyba, że to serce i umysł ludzki oraz dotyczy zadanych sobie
ran, głębokich i wciąż niezabliźnionych. W tym przypadku upływ czasu wcale nie
leczy, chociaż pozwala dostrzec gdzie popełniono błąd, ale nauka na błędach
wcale nie jest łatwą sztuką. Niektórzy z pełną świadomością robią go po raz
kolejny, chociaż czy na pewno?
Nie łączy ich w sumie nic. Tak jakby
nic. Wspólna kancelaria, rozwód i jak się okazuje wspólny klient. Ten ostatni jest
z kategorii takich, jakim lepiej nie odmówić współpracy. Coś jeszcze łączy eks współmałżonków.
Warszawa, miasto wcale nie takie same jak inne i kryjące więcej tajemnic niż większości
się wydaje. Wtajemniczona mniejszość zaczyna się wykruszać i to w dość
niepokojącym tempie, pytanie tylko co takiego wiedzieli, że tak szybko pożegnali
się z tym padołem. Dla Pauliny i Piotra to nie jedyna zagadka z jaką muszą się
zmierzyć, kolejne są o wiele bardziej istotne. Można by rzec, iż są śmiertelnie
poważne, bo kiedy posady przestępczego imperium zaczynają drżeć to niejeden
pożegna się z tym światem. Pierwszy trup rzadko kiedy jest tym ostatnim i ci
konkretni prawnicy zdają sobie z tego lepiej sprawę niż ci, którzy przyswoili
sobie tę wiadomość zbyt późno. Tym razem trzeba zawrzeć sojusze, niechętne i
dalekie od tego, co zwykło się za nie uważać, ale czasem po prostu trzeba pójść
na ustępstwa. Jedno i drugie Paulinie i Piotrowi nie przypada do gustu, lecz
ten kto uwierzył, że będą grzeczni i dadzą się prowadzić na sznurku chyba się
przeliczył!
Dwoje jak najbardziej do pary, ale w
tym momencie od dłuższego czasu już nie w parze. Dorzucamy Warszawę, denata w
liczbie mnogiej i pewnego gangstera, mającego na oku pewnych prawników. Ciąg
dalszy historii, gdzie nic nie jest dziełem przypadku, a intryga wcale nie jest
grubymi nićmi szyta, chociaż stają za nie takie właśnie pieniądze. Po prostu „Miasto”,
jakiego jeszcze nie znacie od tej strony, gdzie lojalność bywa jednocześnie
jest gwarancją przetrwania, kartą przetargową, lecz również mocno
przereklamowana. Duet pisarzy Paulina Świst i Piotr C. oddali czytelnikom nie
tylko drugą część cyklu, ale równocześnie kopalnią cytatów, takich w punkt,
doskonale podsumowujących akcję i oczywiście same postacie. Te drugie wykreowane
tak, by przyciągały wzrok i zapadały w pamięć, kontrastowe, nie dające się
pomylić z kimkolwiek innym oraz oczywiście mające swoje sekrety, niebezpieczne
i niekiedy stanowiące zagrożenie, a te jak wiadomo wielu chce zlikwidować,
ostatecznie i bez śladu swego udziału. „Miasto” to lektura, gdzie śmiech
pojawia się szybko, humor może i czarny, ale za to jaki! Udziela się on czytelników
i nie opuszcza on nas do samego końca, ten następuje zdecydowanie za szybko,
pozostawiając po sobie pytanie „co dalej?”. Odpowiedzi jest tyle ilu
czytających, natomiast szansa by trafić właściwą jest mniejsza niż szóstka w
totka. Paulina Świst i Piotr C. doskonale wiedzą jak zaskoczyć, gdzie podnieść
przysłowiowe ciśnienie, bo takiego obrotu spraw nikt nie spodziewał się,
pomimo, że należy spodziewać się wszystkiego. Tyle, że wyobraźnia autorów jest
szersza, większa i nie wie, co to znaczy granice, oznacza to jedno: za każdym
razem okazuje się, że da się wyciąć więcej niż niezły numer czytelnikom.
Nowość:
„Jak nie przeminęło z wiatrem.
Sekrety z życia Margaret Mitchell”
Jarosław Molenda
Pisarz i książka. Czasem lepiej znamy
autora niż dzieło, które wyszło spod jego pióra, bywa i odwrotnie. Twórca
pozostaje w cieniu swego dzieła. Jednak niekiedy sława tego drugiego nie
przyćmiewa tego pierwszego, chociaż miewa gorzki smak.
Ta historia wydarzyła się naprawdę, scenariusz
napisało życie, napędzane niezwykłą pracowitością i talentem. Czy można być
autorem tylko jednej książki i wejść do historii literatury, kina, kultury? Książka
przeszła do historii literatury. Bohaterowie stali się ikonami. Ekranizacja
pobiła niejeden rekord. A kim była pisarka, która wcale nie stała w cieniu? Dama,
buntowniczka, konserwatystka... Jak faktycznie była? Margaret Mitchell portret z
wieloma tajemnicami i niejedną kontrowersją. Patrząc wstecz zdaje się nam, że
dostrzegamy więcej i mamy prawo do oceny z uwagi na to, co, między innymi,
wydarzyło się później. Rzetelna biografia, jakiej nie przybrałaby formy, po
części również ma w sobie swego rodzaju punktację. W końcu łączy się osobę, jej
pracę oraz to, jaki wywarła wpływ, a także niejednokrotnie jak po latach jest
postrzegany sam twórca. Jarosław Molenda nie jest tych, którzy skupiają się na
jednym elemencie życiorysu, bądź pieją peany lub też odwrotnie skupiają się na
negatywach. Ogromne uznanie za pokazanie Margaret Mitchell z naprawdę wielu
punktów widzenia, tak osobowych, jak i społecznych oraz dziejowych. Od samego
początku widzimy nie ikonę, a człowieka, osadzonego w konkretnym epoce,
miejscach i przede wszystkim w z korzeniami. Ma to swoje konsekwencje,
podstawową jest szeroki obraz, ale też ani na moment nie stracenie z oczu samej
głównej bohaterki. „Jak nie przeminęło z wiatrem. Sekrety z życia Margaret Mitchell” nawiązuje
już samym tytułem do książki, jaka stała się jednocześnie, lecz nie
równocześnie błogosławieństwem i swego rodzaju przekleństwem. To ostatnie
doskonale zaczynamy rozumieć poznając pisarkę dzięki temu, czego dowiadujemy
się o niej, a co jest zasługą Jarosława Molendy. Tu nie ma taniej sensacji,
chociaż jest ona pokazana, na pierwszym planie jest cały kobieta, której imię i
nazwisko widnieje na okładce oraz wszystko, co doprowadziło do momentu, gdy
stała się bestsellerem, a było tego dużo. Inaczej też zaczynamy patrzeć na samą
książkę, to nie jedynie fikcyjna opowieść, lecz o wiele więcej niż dekada jej
tworzenia. Podwójna biografia, w jakiej nie brakuje sekretów, rodzinnych
tajemnic, kulis warsztatu literackiego oraz życiorysu barwnego oraz społecznej
panoramy i dziejowych zawirowań. Bogate źródła faktograficzne, ilustracje i
kilka perspektyw pokazuje Margaret Mitchell tak, by czytelnicy mogli sami
wyrobić sobie opinię o niej, jej pracy albo dostali ku temu bardzo solidne
podstawy.
Za możliwość przeczytania
książki
dziękuję:
Nowość:
„Możesz uciekać”
Rebecca Zanetti
Przed kim trzeba strzec się? Zło zbyt często ma
znajomą twarz, ale też potrafi się doskonale kamuflować. Czasem nie daje
żadnego znaku, mijamy codzienne potwora, a widzimy jedynie doskonałą maskę, po
prostu człowieka, jednego z wielu. Jednak on nie jest jeszcze jedną osobą
spotkaną przypadkowo bądź też nie. On ma plan i cel, jedno jest przemyślane, a
drugie konkretne, jeśli dojdzie do skutku zostanie nazwane zbrodnią…
Zbrodnia doskonała, bo nikt o niej nie wie? Do momentu, gdy przypadkowo zostają odnalezione zwłoki kilku ofiar. Dla agentki Lauren Snow szybko staje się jasne, że w pobliżu jej rodzinnej miejscowości grasuje seryjny morderca. Pogoda i miejsca gdzie zostały porzucone ofiary nie ułatwiają dochodzenia, a dodatkowo jest to sprawa kilku służb. Na styku wielu interesów niekiedy to, co najważniejsze zepchnięte jest na dalszy plan, bo walka o władzę pochłania czas. Jednak dla Laurel najważniejsi są zmarli, żywi, których może ochronić oraz oczywiście sprawca. W tym dochodzeniu nie ma niczego oczywistego, zabójca jest więcej niż krok przed śledczymi, natomiast krąg podejrzanych poszerza się, pytanie czy wytypowano właściwych ludzi? Uczucia zdają się zaciemniać obraz sytuacji i prowadzić do niewłaściwych wniosków, ale intuicja podpowiada coś, co logika dopiero składa w całość. Mordercza rozgrywka kosztuje życie niewinnych, czas nie stoi po stronie agentki Snow, lecz ten kto ją nie doceni przekona się jaką siłę ona posiada i jak trudno ją przechytrzyć!
Macie takie lektury, które już na początku
wywołują uśmiech jak u Jokera i zacieralibyście rączki, ale właśnie trzymacie
książkę? Właśnie „Możesz uciekać” jest taką pozycją. Czytacie prolog i już
wiecie, że trzeba przygotować sobie na wyciągnięcie ręki herbatę lub kawę,
zapewnić sobie wygodne siedzisko, a potem zaczynacie czytać i już nie
przerywacie, bo pierwszy rozdział Was już upewnia na sto procent, iż nie
oderwiecie się. Dlaczego ta historia tak wciąga? Mistrzowskie, słowo wcale nie
na wyrost, połączenie kryminalnej zagadki, napięcia i oczekiwania na to, kiedy
zbrodniarz znowu da znać o sobie, a nastąpi to oczywiście w momencie najmniej
spodziewanym. Dodajmy do tego surową naturę, niewielkie miasto prawie u stóp
gór, zimową aurę – taką z prawdziwego zdarzenia czyli z mrozem, śniegiem, a
nawet śnieżycami. Drugi plan mamy, klimat również jest odczuwalny, pozostaje
więc oś akcji i tutaj niespodzianka, gdyż okazuje się, że śledztwo ma nie tylko
tych zwyczajowych dobrych oraz złych stróżów prawa, ale i zbiegają się interesy
kilku służb dochodzeniowych, więc wiemy czym to pachnie. No i przechodzimy do
sedna czyli bohaterów, jednych poznajemy od razu, tożsamość innych dopiero
odkrywamy po czasie, ale tutaj uwaga: pozory mogą mylić, a emocje stawiają pod
znakiem zapytania to, co mówi rozum. Tu nie ma nieistotnych postaci, wszystkie
informacje mogą się przydać, lecz także potrafią zmylić. Czerń i biel wcale
takie nie muszą być, jedynie czerwień krwi jest zawsze realna. Rebecca Zanotti
prowadzi z czytelnikami wirtuozerską grę w odkrywanie prawdy, ta wcale nie jest
prosta, ma kilka zaułków, mrocznych i kryjących niespodzianki. No i kilka słów
o finale, ten zasługuje na kilka osobnych słów, zostawia po sobie nowe pytania
i obietnicę, że to jeszcze nie koniec…
Za możliwość przeczytania książki
„Dziewięć kołatek Troya”
Alicja Czarnecka – Suls
Dużo nie jest potrzebne by z zupełnie
niewinnych działań wyniknęło coś zgoła odmiennego. Wystarczy ciekawość i nie
odwrócenie głowy, gdy okazuje się, iż dzieje się to, czego nie było w planach.
A potem to już wystarczy dotrzymać kroku dziejącym się wydarzeniom i próbować
być krok przed innymi, dwa również nie zaszkodzą. Cała reszta to łut szczęścia,
nieoczekiwana pomoc i po prostu wiara w przyjaciół.
Czasem z prostego wydawałoby się
wyjazdu do Czerwińska wychodzi niezła draka, chociaż to określenie zdaje się
być na wyrost to Lula, Ada, Gabryś i Kris, raczej potwierdziliby, że to trafne
określenie. Wszystko rozpoczęło się nad wyraz niewinnie, ale jedna kołatka
wiele zmieniła. Przede wszystkim stała się podstawą do śledztwa, oczywiście nie
jakiegoś oficjalnego, lecz jak najbardziej z misją. Zaginiona podczas wojennej
zawieruchy wciąż pozostaje jednym z wielu dzieł sztuki, jakie nie zostały
odnalezione. Jednak pewien trop zdaje się być na tyle wiarygodny, iż warto go
sprawdzić. Jak się okazuje pociąga to z sobą dokonanie prawie przestępstwa,
narażenia się grupie fanatyków z zachodniej granicy. Średniowieczna kołatka
kryje kilka tajemnic, zahaczających nawet o Templariuszy, ale też o czasy dużo
późniejsze. Zresztą, jeśli chodzi o sekrety, to i przyjaciele je posiadają.
Finał tego dochodzenia będzie zupełnie daleki od pierwotnych planów, w końcu
niecodziennie bierze się nadzwyczaj czynny udział w odzyskaniu skarbu.
Czy daleko trzeba szukać historycznych
zagwozdek i to sięgających głęboko w dzieje?
Za możliwość przeczytania książki
Nowość:
„Gabryś Krzykała
i skrzynka na dobre
słowa”
Barbara Kosmowska
Ilustracje: Zuza Kledzik
Każdy lubi miłe słowa czy to uznania
lub po prostu tak na co dzień. Czasem dają wsparcie, kiedy indziej są wyrazem
przyjaźni lub przypominają, że blisko siebie mamy osoby nam życzliwe. Jednak
spotykamy się także z odwrotnością czyli przykrymi zdaniami, które ranią,
podkopują pewność siebie lub po prostu sprawiają przykrość. Młodsi i starsi są
ich autorami oraz odbiorcami, nigdy nie jest za późno by nauczyć się wyrażać swoje
opinie tak, by nikogo nie tylko nie urazić, ale również pozostać w zgodzie z
sobą samym.
Słowa mają moc, chociaż niekiedy o
tym zapominamy, zdarza się to starszym i młodszym. Negatywne niestety zdarzają
się coraz częściej, pojawiają się i wcale nie tak szybko znikają, stają się
codziennością. Często nawet nie zastanawiamy się nad tym, co przekazujemy, gdyż
skutek może być inny niż zamierzaliśmy, bądź też jego moc jest silniejsza niż chcieliśmy. Dlatego warto
zwracać uwagę od najwcześniejszych lat dziecka na to, co mówi i w jakich
okolicznościach by „wyłapać” chwile gdy słowa zaczynają wzbudzać smutne
odczucia u odbiorców. Częste takie wypowiedzi spowodowane są gniewem,
nieumiejętnością poradzenia sobie z własnymi emocjami lub też złymi
doświadczeniami. Bajka edukacyjna „Gabryś Krzykała i skrzynka na dobre słowa”
pomaga oswoić trudne sytuacje, wyprzedzić je lub zareagować gdy już doszło do
nieprzyjemnego zdarzenia. Dla starszych dzieci to propozycja samodzielnej
lektury i temat do przemyśleń, młodsze maluchy mogą tę tematykę poznać dzięki
ilustracjom i przeczytaniu przez opiekunów. Autorka, w dostosowany do wieku
młodych odbiorców sposób, pokazuje jak łatwo słowa ranią oraz wskazuje skutki,
ale co równie istotne przedstawia też jak zachować się, gdy już dojdzie do
takiego zdarzenia. „Gabryś Krzykała i skrzynka na dobre słowa” jest historyjką,
gdzie dzieci widzą źródło problemu, jego istotę oraz co z sobą niesie, a także jego
negatywny wydźwięk. Dodatkowo dostają wsparcie dla innych emocjonalnych chwil:
przegrana, trudności z przyznaniem się do winy oraz siłę słowa przepraszam.
Bajka do pobrania za darmo:
https://zaczytani.org/bajka/gabrys-krzykala-i-skrzynka-na-mile-slowa/
Za możliwość przeczytania książki