wtorek, 8 września 2026

Koniec i początek

Przedpremierowo:

„Nie pytaj, co się stało”

Katarzyna Michalak

 

Czasem nie ma się już nic do stracenia, poza sobą i nie widzi się wyjścia z tej sytuacji. Nie ma żadnej przyjaznej duszy, brakuje siły do walki. Zresztą o co walczyć jeśli odniosło się klęskę i jest nadto aż dowodów. Po prostu nie widzi się żadnego światełka w tunelu, bo ostatnie zgasło i nie ma jak nikogo by je zaświecić na nowo.

 

Kiedy w najgorszym momencie dotychczasowego życia ktoś wyciąga pomocną dłoń nie każdy w nią wierzy. Jednak pokazanie tego, co można osiągnąć dzięki wsparciu oraz cierpliwość potrafią przebić się poprzez nieufność, rany i blizny. Nela, Sandra i Matylda doświadczyły chwil zwątpienia, bólu i przede wszystkim skorzystały z oferty, jaka przyszła w najgorszych dniach, nieoczekiwanej i dającej o sobie znać gdy wszystko inne zawiodło. Ada pomogła, dała nadzieję na więcej niż jedynie spokojniejsze jutro, otoczyła kobiety opieką i dała szansę, jakiej nie oczekiwały i nawet o niej nie marzyły. Czyż nie brzmi to jak bajka? No cóż niekiedy pojawia się rzeczywista dobra wróżka i są te, które mogą uwierzyć w magię dobroci, ale znajdzie się też łyżka dziegciu. Czasem oczekuje się nie tylko wdzięczności, lecz również podporządkowania, a wtedy zamiast tego pierwszego pojawia się gniew, frustracja i poczucie bycia w klatce. Ada z dobrodziejki zmienia się w kogoś, kto wymierza precyzyjną zemstę i to w najmniej spodziewanej chwili tym, którym pomogła. Trzy kobiety otrzymały pomoc, ale czy była ona tak bezinteresowna jak myślały? Już raz utraciły wszystko, teraz znowu muszą stawić czoła temu, co może je zniszczyć. Tym razem nie mają co liczyć na pomoc, chociaż czy na pewno? Dobro ma to do siebie, iż nie zawsze wraca, ale ma również dość nieoczekiwane oblicza…

Trzy listy, bolesne sekrety, kilka kobiet, jedna śmierć i skutki decyzji o wiele bardziej dalekosiężne niż ktokolwiek przypuszczał. Zgliszcza egzystencji albo koszt wyborów, nieoczekiwany i burzący z trudem wypracowaną spokojną rzeczywistość. W tej historii emocje odgrywają główną rolę, chociaż nie zawsze są na pierwszym planie, zawsze rzucają bardzo długi cień na bohaterów i ich życie. Jednak „Nie pytaj, co się stało” to opowieść o przyjaźni, takiej z przeszłością i jak się okazuje po przejściach, niejednoznacznej oraz specyficznej, wymagającej dużo, można nawet zbyt wiele, ale przychodzącej wtedy, gdy zło zaczyna triumfować. Tu nie ma bajki, chociaż jedna z bohaterek zdaje się mieć cechy postaci z tego gatunku, ale to wrażenie zaczyna być zastępowane przez inne, odwrotne. Katarzyna Michalak zaskakuje zwrotami akcji oraz kierunkami rozwoju fabuły, dalekimi od prostych i przewidywalnych. Na światło dzienne zostaje wydobyte to, co niewygodne, pomijane, dalekie od prostego równania pomocy i wdzięczności za nią. Autorka odsłania ciemniejszą stronę, o jakiej rzadziej się mówi czyli sytuacji kiedy za tym pierwszym nie stoi wyłącznie bezinteresowność, a to drugie staje się długiem do spłacenia z narastającymi odsetkami. Ale byłoby to uproszczeniem takie podsumowanie, bo tak naprawdę to jeden z wątków, silny, widoczny, lecz nie jedyny. „Nie pytaj, co się stało” odkrywa przed czytelnikami skomplikowane relacje nie jedynie pomiędzy kilkoma kobietami, to też historia o trudnych doświadczeniach, nie do końca zabliźnionych ranach, przyznawaniu się do błędów i radzeniu sobie z konsekwencjami własnych czynów.


                                   Premiera: 9 września


                                          Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:






sobota, 5 września 2026

Nowoczesna czyli?

Przedpremierowo:

„Na co patrzymy? 

150 lat sztuki nowoczesnej 

w mgnieniu oka”

Will Gompertz

 

Nowoczesna, ale czy jeszcze sztuka? Nowoczesna czyli jaka? Nowoczesna zrozumiała tylko dla koneserów i znawców? Sztuka nowoczesna to jeden prąd artystyczna i nie wyłącznie jedna dziedzina. Malarstwo, rzeźbiarstwo, wzornictwo, instalacje i performans oraz muzykę, teatr. Więcej niż się na co dzień zauważamy? No właśnie w tym może problem ze sztuką nowoczesną, że pewnych jej nurtów nie zauważamy, inne utożsamiamy ją bezwarunkowo, a o reszcie w ogóle nie myślimy w jej kategoriach. Jak więc „ogarnąć” tak szeroki gatunek i półtora wieku czasie oraz przestrzeni? Will Gompertz wie jak to zrobić albo raczej potrafi w przystępny sposób przybliżyć tym, którzy ze sztuką mają mało wspólnego tak szeroki zakres tematyczny i równocześnie pomóc go zrozumieć.

 

Wydaje się nam, że doskonale wiemy co sztuką nowoczesną jest, a co się do niej nie zalicza. Pierwszeństwo  w tym wiedzie abstrakcja, po prostu wygodny wytrych do wszystkiego co z nią związane, ale tu pojawia się ktoś, kto stawia czoła mitom, pokazuje przykłady, a w ogóle obala obiegowe opinie. Otwarcie przyznaje, że zaczął nie wiedząc nic, a skończył wiedząc coś, takie słowa napisane przez byłego dyrektora Tate Gallery i redaktora działu sztuki BBC wskazują kierunek. Nie akademicki, nie kuratorski, lecz taki, w jakim nie ma głupich pytań, natomiast celem odpowiedzi jest rzeczywiste przekazanie wiedzy w sposób przystępny. Sto pięćdziesiąt lat na około czterystu stronach to wyzwanie. Zamiast definicji przykłady, w miejsce pretensjonalności trochę humoru i anegdot, odsłonięcie kulis oraz pokazanie źródeł. Dorzućmy do tego postawę przeciwną do stricte eksperckiej, a po prostu pokazanie pasji do sztuki i odkrywanie przed czytelnikami jej smaczków oraz przedstawienie dzieł poprzez ich twórców oraz dokładnie na odwrót. Przewodnik po sztuce czyli „Na co patrzymy? 150 lat sztuki nowoczesnej w mgnieniu oka” daje nam podstawy by ponownie spojrzeć na to, co wydawało się niezrozumiałe, zaburza proste ramy i przekracza granice klasyki. W żadnym razie nie jest sztywnym wykładem, natomiast rozdział za rozdziałem uczy jak spojrzeć na obraz, rzeźbę, mebel, zdradza zamiary ich twórców. Podróż po dekadach i w czasie z możliwością poznania utalentowanych ludzi, nie tylko tych znanych, lecz i zapomnianych chociaż dzięki temu co stworzyli nadali temu szerokiemu nurtowi kierunki, jaki obecnie uważamy za synonimy sztuki nowoczesnej. Co istotne Will Gompertz naprawdę potrafi pokazać różnorodność, ale i podkreślić cechy wspólne co nie jest takie łatwe jeśli porównamy prace na przykład Moneta i Warhola. Impresjonizm i pop-art.? Skrajności, ale właśnie ukazujące istotę, jak często jest niewiadomą.

 


                       Premiera: 8 września


                                          Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:



środa, 2 września 2026

Miasto, a w nim

Nowość:

„Miasto”

Paulina Świst Piotr C.

 

Co było, a nie jest podobno nie pisze się w rejestr. No chyba, że to serce i umysł ludzki oraz dotyczy zadanych sobie ran, głębokich i wciąż niezabliźnionych. W tym przypadku upływ czasu wcale nie leczy, chociaż pozwala dostrzec gdzie popełniono błąd, ale nauka na błędach wcale nie jest łatwą sztuką. Niektórzy z pełną świadomością robią go po raz kolejny, chociaż czy na pewno?

 

Nie łączy ich w sumie nic. Tak jakby nic. Wspólna kancelaria, rozwód i jak się okazuje wspólny klient. Ten ostatni jest z kategorii takich, jakim lepiej nie odmówić współpracy. Coś jeszcze łączy eks współmałżonków. Warszawa, miasto wcale nie takie same jak inne i kryjące więcej tajemnic niż większości się wydaje. Wtajemniczona mniejszość zaczyna się wykruszać i to w dość niepokojącym tempie, pytanie tylko co takiego wiedzieli, że tak szybko pożegnali się z tym padołem. Dla Pauliny i Piotra to nie jedyna zagadka z jaką muszą się zmierzyć, kolejne są o wiele bardziej istotne. Można by rzec, iż są śmiertelnie poważne, bo kiedy posady przestępczego imperium zaczynają drżeć to niejeden pożegna się z tym światem. Pierwszy trup rzadko kiedy jest tym ostatnim i ci konkretni prawnicy zdają sobie z tego lepiej sprawę niż ci, którzy przyswoili sobie tę wiadomość zbyt późno. Tym razem trzeba zawrzeć sojusze, niechętne i dalekie od tego, co zwykło się za nie uważać, ale czasem po prostu trzeba pójść na ustępstwa. Jedno i drugie Paulinie i Piotrowi nie przypada do gustu, lecz ten kto uwierzył, że będą grzeczni i dadzą się prowadzić na sznurku chyba się przeliczył!

 

Dwoje jak najbardziej do pary, ale w tym momencie od dłuższego czasu już nie w parze. Dorzucamy Warszawę, denata w liczbie mnogiej i pewnego gangstera, mającego na oku pewnych prawników. Ciąg dalszy historii, gdzie nic nie jest dziełem przypadku, a intryga wcale nie jest grubymi nićmi szyta, chociaż stają za nie takie właśnie pieniądze. Po prostu „Miasto”, jakiego jeszcze nie znacie od tej strony, gdzie lojalność bywa jednocześnie jest gwarancją przetrwania, kartą przetargową, lecz również mocno przereklamowana. Duet pisarzy Paulina Świst i Piotr C. oddali czytelnikom nie tylko drugą część cyklu, ale równocześnie kopalnią cytatów, takich w punkt, doskonale podsumowujących akcję i oczywiście same postacie. Te drugie wykreowane tak, by przyciągały wzrok i zapadały w pamięć, kontrastowe, nie dające się pomylić z kimkolwiek innym oraz oczywiście mające swoje sekrety, niebezpieczne i niekiedy stanowiące zagrożenie, a te jak wiadomo wielu chce zlikwidować, ostatecznie i bez śladu swego udziału. „Miasto” to lektura, gdzie śmiech pojawia się szybko, humor może i czarny, ale za to jaki! Udziela się on czytelników i nie opuszcza on nas do samego końca, ten następuje zdecydowanie za szybko, pozostawiając po sobie pytanie „co dalej?”. Odpowiedzi jest tyle ilu czytających, natomiast szansa by trafić właściwą jest mniejsza niż szóstka w totka. Paulina Świst i Piotr C. doskonale wiedzą jak zaskoczyć, gdzie podnieść przysłowiowe ciśnienie, bo takiego obrotu spraw nikt nie spodziewał się, pomimo, że należy spodziewać się wszystkiego. Tyle, że wyobraźnia autorów jest szersza, większa i nie wie, co to znaczy granice, oznacza to jedno: za każdym razem okazuje się, że da się wyciąć więcej niż niezły numer czytelnikom.

niedziela, 30 sierpnia 2026

Pod wiatr i z wiatrem

Nowość:

„Jak nie przeminęło z wiatrem.

Sekrety z życia Margaret Mitchell”

Jarosław Molenda

 

Pisarz i książka. Czasem lepiej znamy autora niż dzieło, które wyszło spod jego pióra, bywa i odwrotnie. Twórca pozostaje w cieniu swego dzieła. Jednak niekiedy sława tego drugiego nie przyćmiewa tego pierwszego, chociaż miewa gorzki smak.

 

Ta historia wydarzyła się naprawdę, scenariusz napisało życie, napędzane niezwykłą pracowitością i talentem. Czy można być autorem tylko jednej książki i wejść do historii literatury, kina, kultury? Książka przeszła do historii literatury. Bohaterowie stali się ikonami. Ekranizacja pobiła niejeden rekord. A kim była pisarka, która wcale nie stała w cieniu? Dama, buntowniczka, konserwatystka... Jak faktycznie była? Margaret Mitchell portret z wieloma tajemnicami i niejedną kontrowersją. Patrząc wstecz zdaje się nam, że dostrzegamy więcej i mamy prawo do oceny z uwagi na to, co, między innymi, wydarzyło się później. Rzetelna biografia, jakiej nie przybrałaby formy, po części również ma w sobie swego rodzaju punktację. W końcu łączy się osobę, jej pracę oraz to, jaki wywarła wpływ, a także niejednokrotnie jak po latach jest postrzegany sam twórca. Jarosław Molenda nie jest tych, którzy skupiają się na jednym elemencie życiorysu, bądź pieją peany lub też odwrotnie skupiają się na negatywach. Ogromne uznanie za pokazanie Margaret Mitchell z naprawdę wielu punktów widzenia, tak osobowych, jak i społecznych oraz dziejowych. Od samego początku widzimy nie ikonę, a człowieka, osadzonego w konkretnym epoce, miejscach i przede wszystkim w z korzeniami. Ma to swoje konsekwencje, podstawową jest szeroki obraz, ale też ani na moment nie stracenie z oczu samej głównej bohaterki. „Jak nie przeminęło z wiatrem. Sekrety z życia Margaret Mitchell” nawiązuje już samym tytułem do książki, jaka stała się jednocześnie, lecz nie równocześnie błogosławieństwem i swego rodzaju przekleństwem. To ostatnie doskonale zaczynamy rozumieć poznając pisarkę dzięki temu, czego dowiadujemy się o niej, a co jest zasługą Jarosława Molendy. Tu nie ma taniej sensacji, chociaż jest ona pokazana, na pierwszym planie jest cały kobieta, której imię i nazwisko widnieje na okładce oraz wszystko, co doprowadziło do momentu, gdy stała się bestsellerem, a było tego dużo. Inaczej też zaczynamy patrzeć na samą książkę, to nie jedynie fikcyjna opowieść, lecz o wiele więcej niż dekada jej tworzenia. Podwójna biografia, w jakiej nie brakuje sekretów, rodzinnych tajemnic, kulis warsztatu literackiego oraz życiorysu barwnego oraz społecznej panoramy i dziejowych zawirowań. Bogate źródła faktograficzne, ilustracje i kilka perspektyw pokazuje Margaret Mitchell tak, by czytelnicy mogli sami wyrobić sobie opinię o niej, jej pracy albo dostali ku temu bardzo solidne podstawy.

  

                                          Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:



wtorek, 25 sierpnia 2026

Złap mnie jeśli potrafisz

Nowość:

„Możesz uciekać”

Rebecca Zanetti

 

Przed kim trzeba strzec się? Zło zbyt często ma znajomą twarz, ale też potrafi się doskonale kamuflować. Czasem nie daje żadnego znaku, mijamy codzienne potwora, a widzimy jedynie doskonałą maskę, po prostu człowieka, jednego z wielu. Jednak on nie jest jeszcze jedną osobą spotkaną przypadkowo bądź też nie. On ma plan i cel, jedno jest przemyślane, a drugie konkretne, jeśli dojdzie do skutku zostanie nazwane zbrodnią…

 

Zbrodnia doskonała, bo nikt o niej nie wie? Do momentu, gdy przypadkowo zostają odnalezione zwłoki kilku ofiar. Dla agentki Lauren Snow szybko staje się jasne, że w pobliżu jej rodzinnej miejscowości grasuje seryjny morderca. Pogoda i miejsca gdzie zostały porzucone ofiary nie ułatwiają dochodzenia, a dodatkowo jest to sprawa kilku służb. Na styku wielu interesów niekiedy to, co najważniejsze zepchnięte jest na dalszy plan, bo walka o władzę pochłania czas. Jednak dla Laurel najważniejsi są zmarli, żywi, których może ochronić oraz oczywiście sprawca. W tym dochodzeniu nie ma niczego oczywistego, zabójca jest więcej niż krok przed śledczymi, natomiast krąg podejrzanych poszerza się, pytanie czy wytypowano właściwych ludzi? Uczucia zdają się zaciemniać obraz sytuacji i prowadzić do niewłaściwych wniosków, ale intuicja podpowiada coś, co logika dopiero składa w całość. Mordercza rozgrywka kosztuje życie niewinnych, czas nie stoi po stronie agentki Snow, lecz ten kto ją nie doceni przekona się jaką siłę ona posiada i jak trudno ją przechytrzyć!

 

Macie takie lektury, które już na początku wywołują uśmiech jak u Jokera i zacieralibyście rączki, ale właśnie trzymacie książkę? Właśnie „Możesz uciekać” jest taką pozycją. Czytacie prolog i już wiecie, że trzeba przygotować sobie na wyciągnięcie ręki herbatę lub kawę, zapewnić sobie wygodne siedzisko, a potem zaczynacie czytać i już nie przerywacie, bo pierwszy rozdział Was już upewnia na sto procent, iż nie oderwiecie się. Dlaczego ta historia tak wciąga? Mistrzowskie, słowo wcale nie na wyrost, połączenie kryminalnej zagadki, napięcia i oczekiwania na to, kiedy zbrodniarz znowu da znać o sobie, a nastąpi to oczywiście w momencie najmniej spodziewanym. Dodajmy do tego surową naturę, niewielkie miasto prawie u stóp gór, zimową aurę – taką z prawdziwego zdarzenia czyli z mrozem, śniegiem, a nawet śnieżycami. Drugi plan mamy, klimat również jest odczuwalny, pozostaje więc oś akcji i tutaj niespodzianka, gdyż okazuje się, że śledztwo ma nie tylko tych zwyczajowych dobrych oraz złych stróżów prawa, ale i zbiegają się interesy kilku służb dochodzeniowych, więc wiemy czym to pachnie. No i przechodzimy do sedna czyli bohaterów, jednych poznajemy od razu, tożsamość innych dopiero odkrywamy po czasie, ale tutaj uwaga: pozory mogą mylić, a emocje stawiają pod znakiem zapytania to, co mówi rozum. Tu nie ma nieistotnych postaci, wszystkie informacje mogą się przydać, lecz także potrafią zmylić. Czerń i biel wcale takie nie muszą być, jedynie czerwień krwi jest zawsze realna. Rebecca Zanotti prowadzi z czytelnikami wirtuozerską grę w odkrywanie prawdy, ta wcale nie jest prosta, ma kilka zaułków, mrocznych i kryjących niespodzianki. No i kilka słów o finale, ten zasługuje na kilka osobnych słów, zostawia po sobie nowe pytania i obietnicę, że to jeszcze nie koniec…


                                    Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:



sobota, 22 sierpnia 2026

Zaginiony skarb

„Dziewięć kołatek Troya”

Alicja Czarnecka – Suls

 

Dużo nie jest potrzebne by z zupełnie niewinnych działań wyniknęło coś zgoła odmiennego. Wystarczy ciekawość i nie odwrócenie głowy, gdy okazuje się, iż dzieje się to, czego nie było w planach. A potem to już wystarczy dotrzymać kroku dziejącym się wydarzeniom i próbować być krok przed innymi, dwa również nie zaszkodzą. Cała reszta to łut szczęścia, nieoczekiwana pomoc i po prostu wiara w przyjaciół.

 

Czasem z prostego wydawałoby się wyjazdu do Czerwińska wychodzi niezła draka, chociaż to określenie zdaje się być na wyrost to Lula, Ada, Gabryś i Kris, raczej potwierdziliby, że to trafne określenie. Wszystko rozpoczęło się nad wyraz niewinnie, ale jedna kołatka wiele zmieniła. Przede wszystkim stała się podstawą do śledztwa, oczywiście nie jakiegoś oficjalnego, lecz jak najbardziej z misją. Zaginiona podczas wojennej zawieruchy wciąż pozostaje jednym z wielu dzieł sztuki, jakie nie zostały odnalezione. Jednak pewien trop zdaje się być na tyle wiarygodny, iż warto go sprawdzić. Jak się okazuje pociąga to z sobą dokonanie prawie przestępstwa, narażenia się grupie fanatyków z zachodniej granicy. Średniowieczna kołatka kryje kilka tajemnic, zahaczających nawet o Templariuszy, ale też o czasy dużo późniejsze. Zresztą, jeśli chodzi o sekrety, to i przyjaciele je posiadają. Finał tego dochodzenia będzie zupełnie daleki od pierwotnych planów, w końcu niecodziennie bierze się nadzwyczaj czynny udział w odzyskaniu skarbu.

 

Czy daleko trzeba szukać historycznych zagwozdek i to sięgających głęboko w dzieje?

Lubicie zagadki, tajemnice z przeszłości, poszukiwanie zaginionych dzieło sztuki?
Dorzućmy do tego humor i polskie zabytki, a mamy intrygującą lekturę, w jakiej nie wiemy co wydarzy się za moment, a będzie działo się dużo i wiele więcej niż czytelnik spodziewa się. Już prolog zaostrza apetyt, dalej jest jeszcze lepiej, bo jeśli ktoś sądzi, że to jedyny wątek, chociaż intrygujący i zapowiadający niejeden zwrot w akcji, to jest w ogromnym błędzie. Alicja Czarnecka – Suls zadbała o to, by czytający nie byli pewnie co lub kto jeszcze pojawi się w tej opowieści i tak naprawdę niespodzianek jest kilka z kategorii całkowicie kontrastowych. W końcu jak poszukiwanie skarbu to na całego, żadnych półśrodków oraz zawahania, lecz działanie i to grupowe, gdyż jak wiadomo nie od dziś w grupie siła, a w tej książce to grupa, jakiej niedocenianie mści się. „Dziewięć kołatek Troya” jest powieścią gdzie tło historyczne jest wykorzystane niejednokrotnie i za każdym razem staje się czymś więcej niż jedynie drugim planem, podobnie jak i lokacje, nie będące tylko punktem, ale i istotnym elementem. Autorka doskonale połączyła jedno i drugie, wydobywając ciekawe fakty i łącząc je z fabułą w intrygującą całość, z zatartą granicą pomiędzy faktami, poszlakami i wyobraźnią. No i pozostają bohaterowie, powiedzieć, że są barwni, nieobliczalni i  zdeterminowani, to jakby pozostawić ogromne niedopowiedzenie. Grupa przyjaciół, jacy pójdą za sobą w ogień, podpalą świat i kawałek kosmosu oraz nie dadzą się zniechęcić żadnym okolicznościom, nikomu, niczemu. To oni stanowią oś książki, źródło wątków, niektórych sekretów, wykreowani tak, iż szybko zdają się być dobrymi znajomymi nas czytelników. Dzięki nim poszukiwawcza wyprawa podąża się w całkowicie zaskakującym kierunku, po drodze jeszcze z dodatkowymi atrakcjami, również spod znaku zupełnie nieprzewidzianych.


                                        Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

czwartek, 13 sierpnia 2026

Dobre słowa

Nowość:

„Gabryś Krzykała 

i skrzynka na dobre słowa”

Barbara Kosmowska

Ilustracje:  Zuza Kledzik

 

Każdy lubi miłe słowa czy to uznania lub po prostu tak na co dzień. Czasem dają wsparcie, kiedy indziej są wyrazem przyjaźni lub przypominają, że blisko siebie mamy osoby nam życzliwe. Jednak spotykamy się także z odwrotnością czyli przykrymi zdaniami, które ranią, podkopują pewność siebie lub po prostu sprawiają przykrość. Młodsi i starsi są ich autorami oraz odbiorcami, nigdy nie jest za późno by nauczyć się wyrażać swoje opinie tak, by nikogo nie tylko nie urazić, ale również pozostać w zgodzie z sobą samym.


Słowa mają moc, chociaż niekiedy o tym zapominamy, zdarza się to starszym i młodszym. Negatywne niestety zdarzają się coraz częściej, pojawiają się i wcale nie tak szybko znikają, stają się codziennością. Często nawet nie zastanawiamy się nad tym, co przekazujemy, gdyż skutek może być inny niż zamierzaliśmy, bądź też jego moc jest  silniejsza niż chcieliśmy. Dlatego warto zwracać uwagę od najwcześniejszych lat dziecka na to, co mówi i w jakich okolicznościach by „wyłapać” chwile gdy słowa zaczynają wzbudzać smutne odczucia u odbiorców. Częste takie wypowiedzi spowodowane są gniewem, nieumiejętnością poradzenia sobie z własnymi emocjami lub też złymi doświadczeniami. Bajka edukacyjna „Gabryś Krzykała i skrzynka na dobre słowa” pomaga oswoić trudne sytuacje, wyprzedzić je lub zareagować gdy już doszło do nieprzyjemnego zdarzenia. Dla starszych dzieci to propozycja samodzielnej lektury i temat do przemyśleń, młodsze maluchy mogą tę tematykę poznać dzięki ilustracjom i przeczytaniu przez opiekunów. Autorka, w dostosowany do wieku młodych odbiorców sposób, pokazuje jak łatwo słowa ranią oraz wskazuje skutki, ale co równie istotne przedstawia też jak zachować się, gdy już dojdzie do takiego zdarzenia. „Gabryś Krzykała i skrzynka na dobre słowa” jest historyjką, gdzie dzieci widzą źródło problemu, jego istotę oraz co z sobą niesie, a także jego negatywny wydźwięk. Dodatkowo dostają wsparcie dla innych emocjonalnych chwil: przegrana, trudności z przyznaniem się do winy oraz siłę słowa przepraszam.

 

Bajka do pobrania za darmo:

https://zaczytani.org/bajka/gabrys-krzykala-i-skrzynka-na-mile-slowa/


                                   Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:



środa, 12 sierpnia 2026

Powtórna szansa

Premiera:

„Hijo de la Luna”

Nadia Grim

 

Przeznaczenie bywa przewrotne, podobnie jak i ludzie. Czasem wystawia na próbę i podobnie nieraz robi człowiek. Jednak jedno i drugie prowadzi do całkiem ciekawego punktu, z którego można pójść całkiem intrygującą ścieżką wiodącą w  nieoczekiwanym kierunku

 

To, co wydarzyło się siedem lat temu utkwiło w pamięci jej i jemu. Podobno nie wchodzi się do tej samej rzeki po raz drugi, a jeśli to już inna? Poppy Saint robi dokładnie to, czego chce nie pytając nikogo o zdanie. Felix Carter nie nagina się do cudzych zasad.  Tych dwoje może połączyć przypadkowa znajomość, krótka, intensywna, ale nic więcej, bo żadne z nich nie ustąpi. Upływ czasu niczego nie zmienił, lecz ponowne spotkanie znowu sprawia, że iskrzy między nimi. Czy i tym razem będzie to jednonocna przygoda? W końcu oboje nie lubią zobowiązań, są zadowoleni z życia, jakie wiodą, nie mają ze sobą nic wspólnego poza pożądaniem. Bez zobowiązań brzmi doskonale, lecz w praktyce serce nie słucha rozumu, zwłaszcza gdy uczucia nie pozwalają na to, by zostać zignorowane, ale czy będę miały szansę rozwinąć się  i dojrzeć. Niekiedy trzeba stawić czoła niespodziewanym zwrotom oraz losowi, który czasami przypomina o tym, że najcenniejsze rzeczy bywają nadzwyczaj kruche…

 

Ona ma swoje zasady, on nie zamierza ich przestrzegać, co wyniknie z ponownego spotkania dwóch indywidualistów?

Młoda, przebojowa, naukowczyni i uznany dziennikarz, znany ze swego profesjonalizmu. Nie łączy ich nic poza jedną nocą sprzed lat. Tylko lub aż tyle. Od tego czasu każde z nich szło swoją drogą, aż do kolejnego wieczoru. Nie brzmi to jak wielka epopeja miłosna, a jednak od samego początku czytelnik czuje napięcie pomiędzy bohaterami, cień sekretów i przede wszystkim, że przed nim historia w jakiej oczywistość zastąpiona jest odzwierciedleniem ludzkiej natury, skomplikowanej i pełnej niespodzianek. Nadia Grim nigdy w swoich książkach nie isdzie na skróty, nie zawsze wprost, czasami między wierszami, dostrzegamy wahanie, walkę z sobą i z tym, czego bohaterowie pragną, ich lęki oraz bagaż doświadczeń, wpływających na dokonywane wybory. Łamanie zasad jest czymś więcej niż pójściem pod prąd i doskonale widzimy to w postępowaniu postaci, czasem dopiero po czasie widoczny jest związek z tym, co miało miejsce wcześniej. „Hijo de la Luna” ma motyw zmysłowości, lecz nie jest on jedyny, splata się z przeszłością, relacjami z innymi ludźmi i tym, co kryje się w cieniu, a co pokaże niebezpieczne oblicze w najmniej spodziewanym momencie. Do tego dołóżmy warstwę psychologiczną, która każe nas spojrzeć na bohaterów z trochę perspektywy. Ich emocje wówczas nabierają pełniejszych kształtów, głębi i zaczynamy dostrzegać wagę więzi, jaka przeszła od iskry i gwałtownego płomienia, spalającego tego, kto ją zapalił do ognia, dającego nie jedynie chwilowy żar, ale także ciepło i światło wskazujące drogę powrotu do bliskiego człowieka.

                                            Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:
Autorce - Nadii Grim

wtorek, 11 sierpnia 2026

Gorący temat

Przedpremierowo:

„Puste ramy”

Anna Klejzerowicz

 

Ogień potrafi zatrzeć wszystkie ślady, ale nie te zapisane w ludzkiej pamięci. Nie wszystko da się zrzucić na karb żywiołu, zwłaszcza jeśli będą świadkowie. Nie zawsze od razu widać umyślność, czasem dopiero ktoś powiąże ze sobą informacje i zauważy niepokojący obraz. Od tego już krok by rozpocząć poszukiwanie prawdy, a nie wykreowanej iluzji.

 

Dobry reportaż potrzebuje odpowiedniego motywu. Duet dziennikarski Nina Kiryłło i Eryk Morski ma nosa do ciekawych tematów i trzeba przyznać, że dość często zbieranie informacji do artykułów kończy się śledztwem, wale nie amatorskim. Tym razem zwracają uwagę na dziwny splot przestępczych okoliczności. Kradzież dzieła sztuki i pożar, zdaje się to przypadkowe, lecz kiedy bliżej przyjrzeć się tym zdarzeniom pojawia się niepokojąca zbieżność. Dlaczego nikt tego nie zauważył? Schemat powtarza się od lat, a przynajmniej tak to widzi Nina i Eryk, gdzie tkwi haczyk lub też ewentualny początek i czy w ogóle poszczególne sprawy mają ze sobą coś wspólnego? Być może istotne wskazówki odnajdę w miejscowości, która również nie uniknęła grabieży i pożogi. Jednak małe miasteczka rządzą się swoimi prawami i rzadko kiedy zdradzają swoje tajemnice. Nikt nic nie widział, nie słyszał, co nie dziwi dziennikarzy i z pewnością jedynie podsyci ich zawodową ciekawość. Nie pierwszy raz mają z taką sytuacją do czynienia, temat jest warty zachodu, ale jest coś jeszcze. Skradzione obrazy, mające wartość nie tylko pieniężną, lecz także historyczną, a może to nie wszystko? Niekiedy trzeba zajrzeć w przeszłość by znaleźć motyw, a później ponownie sprawdzić tropy, zwłaszcza tam, gdzie nikt do tej pory tego nie zrobił…

 

Lubicie łamigłówki? A kryminalne historie? To polecam lekturę „Pustych ram”, gdyż znajdziemy tam zagadkę lub raczej jej liczbę mnogą, mistrzowsko poprowadzone śledztwo dziennikarskie, intrygujące tło historyczne połączone z pomysłem fabularnym oraz zatartą granicę pomiędzy faktami i wyobraźnią autorki. Powiedzmy sobie szczerze skonstruować tak kryminał by czytelnik przepadł całkowicie na wstępie i wraz z bohaterami szukał rozwiązania wcale nie jest proste. Czy jest recepta na to? Tak, po prostu być mistrzem w fachu i dokładnie wiedzieć co chce się przekazać, można sobie jeszcze tę poprzeczkę podnieść opierając się na rzeczywistych wydarzeniach i dorzucając jeszcze detale na przykład z historii sztuki. Anna Klejzerowicz od lat dokładnie działa według tego przepisu i w każdej książce jeszcze dopracowuje szczegóły, dostrzegalne jest to w najnowszej książce, w jakiej już na samym początku czytający zdają sobie sprawę, że przed nimi wielowątkowa opowieść, ale co faktycznie przed nimi przekonują się z rozdziału na rozdział. Tu nie ma prostych pytań i nasuwających się odpowiedzi, diabeł tkwi nie tylko w niuansach, lecz również w historii splecionej z perfekcyjną fikcją literacką. Żadnych przypadków, zamiast tego zabawa przysłowiowych kota z myszą, podsuwane tropy, ślepe uliczki, chociaż czy na pewno? No i jeszcze przeszłość, łudząco przypominająca obecne wydarzenia, czy to zbieg  okoliczności? W „Pustych ramach” mamy to, za co kochamy kryminały czyli szaradę, w której nowe ślady stawiają pod znakiem zapytania dotychczasowe ustalenia, a nawet jeżeli są ich potwierdzeniem to i tak kładzie się na nich cień podejrzeń, że nie do końca nimi są. Dorzućmy jeszcze duszny małomiasteczkowy klimat i tajemnice, jakimi nie dzieli się z obcymi.  W finale otrzymujemy książkę dla jakiej bez problemu odłożymy wszystko inne lub zarwiemy noc, bo kto odpuści rozwiązanie takich zagadek?

 

                                Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:




czwartek, 6 sierpnia 2026

Mroczne spotkania

Nowość:

„Moi mroczni mężczyźni”

Monika Magoska – Suchar


Mrok to nie tylko to, co dostrzegamy na pierwszy rzut oka. On kryje się w spojrzeniach, gestach, umysłach i czynach. Czasem bywa dobrze zakamuflowany i zauważa się go dopiero, gdy bywa za późno lub już ponosi się konsekwencje z nim związane. Jednak jest także intrygujący, wprost uwodzący, trudno mu się oprzeć zwłaszcza jeśli jeszcze okoliczności sprzyjają mu. Pytanie czy zrobić krok w jego kierunku czy też obrócić się i oddalić się na bezpieczną odległość… tylko jaka ona jest?

Przeszłość bywa bolesną kartą w życiu, zapisującą się w pamięci jako ostrzeżenie przed powtórzeniem kroków prowadzących do powtórzenia błędów. A co jeśli los właśnie poprowadził nas w tym samym kierunku? Upływ czasu łagodzi wspomnienia lub je wyostrza, teraźniejszość jest pokłosiem. Trzej mężczyźni, kobieta i zemsta, scenariusz w jakim kryje się tajemnica sprzed lat, zranione uczucia oraz sytuacja, która daje okazję do rewanżu. Czy potoczy się tak jak można spodziewać się? To, co skrywane szybko staje się podejrzane, bo wiadomo, że prawda nie boi się wyjścia na światło dzienne, chociaż rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana. Niektórzy wybierają cień, nawet stają się nim, bo nie wszystko musi być jawne. Łatwo jest osądzić, trudniej dotrzeć do tego, co niewidoczne. Bywa, iż przeznaczenie daje kolejną szansę, ale na drodze jest przeszkoda wydająca się nie do obejścia, lecz czy na pewno? Niekiedy trzeba poznać ciemniejszą stronę by docenić to, co jest jej odwrotnością…

Mroczni. Buntowniczy. Zagadkowi. Brzmi intrygująco? Z pewnością tacy mężczyźni kiedy pojawiają się budzą zainteresowani. A gdy wychodzą spod pióra pisarki, która już niejednokrotnie wykreowała bohaterów, jacy nie dają o sobie szybko zapomnieć to mamy gwarancję, iż i nowe historie z ich udziałem nie przejdą bez echa. Tym razem to trzy opowieści, nie jedna, potrójna porcja uroku spod znaku ciemności, ale także sensualności. Kilkoro postaci, jacy wydają się łatwi do zdefiniowania i ocena, chociaż czy na pewno? Okazuje się, iż nasze początkowe osądy mogą się znacznie różnić wraz z kolejnymi, przeczytanymi, stronami. Monika Magoska – Suchar dokładnie wie jak przyciągnąć uwagę czytelniczek, a następnie jeszcze zwiększać stopień intensywności zaciekawienia. Książka „Moi mroczni mężczyźni” jest antologią, której punkt centralny wyznacza tytuł, nie jest on przypadkowy, ale kryje się zanim wiele więcej niż czytający mógłby zakładać. Przeszłość i teraźniejszość odgrywają istotną rolę w wątkach, jaką? To już odkrywamy podczas lektury, zaskakującej fabularnymi rozwiązaniami i niespodziewanymi zwrotami. Nie nastawiajmy się na spokój, w tych opowiadaniach dzieje się, dużo i intensywnie, bohaterowie pokazują różnorodne oblicza, zrzucają maski, pozwalają sobie na szczerość i równocześnie obnażają niewygodne sekrety nie jedynie własne. Autorka połączyła w historiach antologii kilka motywów wplatając je w losy postaci, z niejedną blizną, z bolesnymi doświadczeniami i walczącymi o prawo do szczęścia, niekiedy dalekimi od prostych schematów.

 

                                       Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:
Autorce - Monice Magoskiej-Suchar

wtorek, 4 sierpnia 2026

Rzymska szansa

Nowość:

„In Your Dreams. 

W twoich marzeniach”

Sarah Adams

 

Czasem droga do zdobycia tego, czego się pragnie jest bardziej wyboista niż się wydawało. Zamiast dumy i oklasków czeka rozczarowanie i pojawia się pytanie czy było warto w ogóle na nią wejść. Poddać się czy też zrobić krok w tył i znowu spróbować?

 

Ta decyzja była katastrofą, przynajmniej tak ją widzi Madison. Nowy Jork zamiast sukcesu przyniósł jej zawiedzione nadzieje, a pewność siebie została mocno nadszarpnięta. Czy więc powinna skorzystać z niespodziewanej propozycji i to z rodzinnego miasta, z jakiego wyjechała z zamiarem pokazania na co ją stać? Szef kuchni nowej restauracji brzmi dumnie, tyle, że to Rzym w stanie Kentucky… Nie brzmi zachęcająco i optymistycznie dla dziewczyny, która chciała podbić Wielkie Jabłko od kulinarnej strony. Jednak oferta pracy na takim stanowisku może warta jest rozważenia, tyle, że ma pewien haczyk. Dokładnie nazywa się on James Huxley, farmer, przyjaciel brata i chociaż znają się od zawsze jakoś nigdy nie było im po drodze. Rzucić metropolię i znowu postawić wszystko na jedną kartę? W sumie i tak to, co najgorsze i tak już się wydarzyło, a jedna katastrofa więcej chyba nie zrobi różnicy? No cóż okazuje się, że James ma swoje powody by Madison wróciła i poprowadziła restaurację. Tak jak i ona skrywa pewne tajemnice, a za maską mężczyzny, na którym polega większość jest człowiek noszący na swoich barkach duży ciężar. Pozostaje coś jeszcze pomiędzy tą dwójką, co zaczynają dostrzegać, ale pojawienie się młodszego brata nie do końca wróży dobrze rozwijającemu się uczuciu…

 

Kobieta chaos i mężczyzna skała. Ogień i spokojna woda, znają się od lat i tak samo długo wbijają sobie szpileczki. Czy coś może zmienić się w takim układzie, gdzie już nic i nikogo nie powinno zaskoczyć? Sarah Adams wskazuje jak wiele o sobie nie wiemy, jeszcze więcej ukrywamy pod maskami i ile sobie dusimy by nie pokazać innym, nawet najbliższym, co nas zraniło. Pozostają jeszcze uczucia, z których nie zdawano sobie sprawy, bo czasem też trzeba wyjechać by odnaleźć to, czego szukamy od lat. No i nie zapominajmy o marzeniach, jakie zdają się być na wyciagnięcie ręki, a później jakoś droga do nich staje się wyboista, pojawia się zniechęcenie, swoją cegiełkę dorzucają przeciwności i pojawia się pytanie czy warto gonić za nimi? Brzmi równocześnie prosto i jakoś tak nie do końca optymistycznie, ale to jedynie pozory, bo szybko przekonujemy się, że historia Madison i Jamesa, dwojga ludzi różniących się wydawałoby się od siebie wszystkim, od podejścia do życia, poprzez zdawałoby się priorytety to dużo więcej. Na prostej kanwie opisany jest cały wachlarz relacji, nie tylko tych romantycznych, lecz i rodzinnych oraz przyjacielskich, tak naprawdę dostajemy spójną i pełną opowieść o dwojgu ludzi, ich przeszłości i teraźniejszości będącej jej wynikiem oraz wszystkim co ich doprowadziło do tego właśnie momentu. Oczywiście jest miłość, taka trochę po przejściach, dojrzalsza niż moglibyśmy się spodziewać, nie krzycząca o tym, że się pojawiła, chociaż wcale nie jest spokojna. „In Your Dreams. W twoich marzeniach” to także pokazanie o jak wielu sprawach nie mówimy, najbliższym również, by ich nie martwić, dotrzymać obietnic albo by nie usłyszeć, iż dało się to przewidzieć. Autorka nie zawsze bezpośrednio, niekiedy pomiędzy wierszami, odsłania tę wrażliwą część bohaterów, trochę poranioną, gdzie zrodziły się marzenia i wciąż jest nadzieja na ich urzeczywistnienie.

 

                                       Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:

wtorek, 28 lipca 2026

Viral i jego skutki

Nowość:

„Świat jej oczami”

Kim Holden

 

Wyjście ze strefy komfortu, nawet jeśli do tego drugiego jej daleko, wcale nie jest takie proste. Wymaga wyłamania się ze schematu i pójście czasem na żywioł, a ten jak wiadomo bywa nieprzewidywalny. A co potem? No cóż za pierwszą niespodzianką pojawia się następna oraz jeszcze jedna i okazują się wcale nie być takie złe.

 

Kawa, głośna muzyka i sarkazm dalekie są od definicji rutyny, ale Sophie Wren stworzyła z nich bezpieczną przystań pozwalającą przeżyć mniejsze i większe katastrofy czyli koniec związku oraz brak uznania w pracy. To pierwsze da się jakoś przeżyć, natomiast kolejne bywa niezwykle frustrujące. Lekarstwo na to i całą resztę zna Lola, szalona siostra i zupełne przeciwieństwo. Wieczorne wyjście z nią brzmi jako dobra odskocznia, chociaż przekonanie do tego jest dość ograniczone. Okazuje się, że się właśnie te kilka godzin spędzone w barze przyniesie z sobą coś więcej niż ciekawe zdjęcia na instagram. Jedna z fotek zyskuje ogromną popularność, od tego już krok by bezpieczne życie zmieniło się diametralnie. Ever St. Clair przyciąga wzrok, przystojny muzyk jest kimś, o kim można tylko marzyć, przynajmniej tak sądzi Sophie, a jaka jest prawda? Czasem jedno złamanie dotychczasowych zasad przynosi z sobą całkiem nowy scenariusz na życie, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia więc kto powiedział, że nie da sięgnąć się po więcej? Świat zaskakuje gdy zamiast cienia wybiera się pierwszoplanową rolę i jeszcze zaprasza kogoś do duetu!

 

Znacie ten klimat letniego popołudnia, takiego kiedy temperatura jest w sam raz, wokoło nas chaos kontrolowany czyli nawet jak coś się dzieje to nie musimy interweniować, po prostu mamy czas dla siebie i cieszymy się nim? Taki nastrój daje nam „Świat jej oczami” i śmiało mogę powiedzieć, że będziemy to również czuć gdy za oknem zupełnie inna pora roku zawita lub nasz humor daleki będzie od letniej beztroski, a my sięgniemy po tę książkę. Dlaczego? Lekkie pióro Kim Holden, chociaż nie banalne to z pewnością jeden z powodów, drugim oczywiście może być główny wątek lub raczej wątki czyli życiowe zmiany, takie spod znaku zupełnie niespodziewanych oraz zespół muzyczny, trzecim sami bohaterowie, jakim kibicujemy od samego początku, chociaż jeszcze nie wiemy co dalej ich czeka. Kolejnym to sama historia, w jakiej nie brakuje humoru, lecz i poważniejszych tonów, współczesnych problemów i równocześnie tego, co z sobą niosą, wbrew pozorom pozytów również.  Autorka prowadzi fabułę tak, że czytając mamy przed oczami kolejne sceny, układające się w swoisty film. Taki, podczas oglądania jednocześnie odprężamy się, ale też kiełkują w nas pewne refleksje, gdyż wyczuwamy to, co nie jest powiedziane wprost, a po chwili dostajemy potwierdzenie, iż nie myliśmy się. Dorzućmy do tego jeszcze kilka tajemnic, dowcipnych dialogów, siostrzanej więzi, kontrastowych charakterów i dojrzewania do tego, by zaryzykować spełnienie swoich marzeń. Tak naprawdę to kilka opowieści, postacie wnoszą je do całości, tworząc nową, wspólną i jednocześnie swoją własną. „Świat jej oczami” nie ma jednej perspektywy, czytelnicy poznają bohaterów pod różnymi kątami, w momencie gdy dochodzi do zmian w ich życiu, chcianych, niechcianych, zaskakujących i prowadzących do czegoś zupełnie nowego. W tle jest humor, głęboki oddech przed skokiem w nieznane i niespodziewanie dobra zabawa oraz coś więcej, co pozostawało w sferze marzeń i właśnie nadarza się szansa by się urzeczywistniły.



                                        Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję: