Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Albatros A. Kuryłowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Albatros A. Kuryłowicz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 października 2014

Barcelona noir

"Pięć dni w październiku"
Jordi Sierra I Fabra


Kryminały z gatunku noir kojarzą się z samotnym detektywem, femme fatale, zagadką, której rozwiązania nikt inny nie chce się podjąć i cieniem zdrady, czającym się tuż obok. Nieodłącznym dodatkiem jest szklaneczka whisky, dymiący papieros i kapelusz fedora oraz kłopoty, będące chlebem powszednim głównego bohatera. Czasem jednak zamiast takich rekwizytów i postaci pojawia się ktoś wydawałoby się całkowicie nie pasujący do tego schematu, ale to jedynie pozory. Pod nimi kryje się najprawdziwszy detektyw, a jego osoba stanowi oś historii w jakiej dominuje czerń oraz szarość, czasem da się zauważyć biel, nie olśniewająca, lecz o wiele od niej prawdziwszą.

Zło ma konkretną twarz, wcale nie nieznaną, wprost przeciwnie doskonale rozpoznawalną. Nie kryje się po kątach, jest w samym centrum wydarzeń, inicjuje je i steruje nimi, ludzka krzywda, cierpienie i ból nie liczą się w ogóle, chyba, że służą osiągnięciu celów. Miquel Mascarell pozbył się złudzeń dawno, najpierw praca odkrywała przed nim mroczną stronę egzystencji i jego ukochanej Barcelony, a później znalazł się pod kołami historii, pozostawiającej na drodze, po której poruszała się, tysiące ofiar zbrodniczej idei. Czego może pragnąć jeszcze człowiek nie bojący się śmierci, ponieważ już wygrał z nią nieraz? Spokoju? Bliskości innej osoby? Niczego? Bowiem co może zaoferować los komuś, kto to czuje się przegranym? Były komisarz stara się żyć dniem dzisiejszym, przeszłości nie da się jednak wymazać, ta wciąż powraca i przypomina o tym co było i wcale nie odeszło. Zresztą jak o tym wszystkim zapomnieć gdy zewsząd atakuje propaganda Franco i jego zauszników? Mascarell stara się być tu i teraz, ale ktoś doskonale wie kim był i jest, policjantem się nie przestaje być, gdy odbiera się komuś odznakę i wdeptuje jego dumę w ziemię. Nowa zagadka wcale nie jest namiastką normalności, stanowi raczej groźbę odebrania resztek ocalonej godności dwójce wojenno-życiowych rozbitków. Wydaje się z pozoru łatwa i nierozwiązywalna, sprzeczna z tym co dzieje w Hiszpanii i jednocześnie stanowiąca przebłysk normalnych emocji. Jednak co wie o ludzkich uczuciach ktoś taki jak Saez? Raczej jest on żywym symbolem tego z czym przegrał dawny policjant. Ale pewnych propozycji nie można odrzucić, szczególnie kiedy jest się odpowiedzialnym za więcej niż jedno, własne, istnienie. No i pozostaje jeszcze mroczny urok tego, co nieodkryte ...

Słowo NIE nie może zostać wypowiedziane, TAK oznacza rozpoczęcie rozgrywki, w jakiej wiadomo, że karty są znaczone, a nieczyste rozgrywki na pewno będą stosowane. Jak wygrać kiedy z wynik z góry wydaje się przesądzony? Miguel Mascarell dokonał już niemożliwego, u swego boku ma kogoś, kto również wie co oznacza ból i poniżenie. Czy zlecona sprawa warta jest zaryzykowania z trudem zdobytej iluzji normalności? Gdzie szukać wskazówek do jej rozwiązania? Te kilka poszlak i jeden niezaprzeczalny fakt wydają się zbyt kruchymi podstawami dochodzenia, szczególnie kiedy szaleje faszystowski terror, a prawda zdaje się być jedynie powodem do prześladowań. Ale kiedy detektyw raz pochwyci trop zrobi wszystko by go nie stracić.

Kręte uliczki, październikowe słonce, pięć dni, Barcelona w końcu lat czterdziestych i troje ludzi, związanych wydarzeniami z przeszłości oraz zagadką, której rozwiązanie zdecyduje o przyszłości. Kłamstwa, złudzenia, utracone marzenia i półprawdy, malują tło na jakim rozgrywa się śledztwo wydające niemożliwe do dokończenia. Bohaterowie nie mają złudzeń, autor jednak odkrywa przed czytelnikiem ich głęboko skrywaną tajemnicę - nadzieję wciąż tlącą się w sercach i umysłach, wbrew złu, jakie zostawiło w nich głęboki ślad. "Pięć w dni październiku" to kryminał, w jakim nie ma brawurowych pościgów, efektownych strzelanin, w zamian za to jest rzetelne rozwiązywana kryminalna zagadka, wyciąganie właściwych wniosków z pozostałości po poszlakach oraz śledztwo, otaczające wszystkich swymi nitkami. Postać samego detektywa nie odgrywającego ostatniego sprawiedliwego, lecz w rzeczywistości nim będącego, doskonale wpisuje się w czarno-szary klimat historii, gdzie dobro wydaje się stać na z góry straconej pozycji. Książka Jordi Sierra I Fabry nie daje prostych odpowiedzi, zadaje za to trudne pytania, ponadczasowe i wciąż aktualne. Fabuła wciąga, nie pozwala się oderwać, nieprzewidywalna i zaskakująca do samego końca, sprawia, że gdy kończy się piąty dzień, chce się poznać dalsze losy Miquela Mascarella, jednego z ostatnich wielkich detektywów.

            
          Za możliwość przeczytania książki 

       Dziękuję 

     wyd. Albatros







środa, 8 października 2014

Tajemnica księgi

"Ewangelia krwi"
James Rollins
Rebecca Cantrell


Przeszłość skrywa wiele tajemnic, a to, co wydaje się znane często ma drugie oblicze, dostrzegane przez nielicznych i dobrze chronione przed ogółem. Fakty i prawda to nie to samo, chociaż wydają się tożsame, czasem jedno przeczy drugiemu, ale nieliczni dostrzegają tę różnicę. Kiedy już się je zauważy trudno odwrócić głowę i udawać, że nic się nie wydarzyło. Zresztą czy w ogóle będzie dany powrót do codzienności?

Potężne mury były świadkiem oporu, niezłomnej wiary i masowej śmierci, nawet dwa tysiące lat później nie pozwalają zapomnieć o tym dramacie. To, co powszechnie wiadomo jest jedynie ułamkiem prawdy. Archeolog Erin Granger zostaje wezwana do starożytnej twierdzy by na miejscu zbadać nie oczekiwane znalezisko, jakie ujrzało światło dzienne. Doświadczenie naukowe i te zdobyte podczas licznych wykopalisk nie przygotowały ją nawet w części na to, co zobaczyła i przeżyła już w pierwszych chwilach. Już niewielki skrawek ujawnionego sekretu zaszokował panią naukowiec, a jej dopiero co poznany towarzysz w ogóle zdaje się nie przyjmować do wiadomości tego, czego był właśnie świadkiem. Wycofanie się nie wchodzi w grę, mogą jedynie chociaż trochę zaufać tajemniczemu zakonnikowi, chociaż wiąże się powierzeniem tego, co najcenniejsze w dość niepewne ręce. Przeszłość okazuje się całkiem inna od tej z lekcji historii, ale czy na pewno? Gdyby przyjrzeć się pewnym symbolom dociekliwiej to okazują się one mieć drugie oblicze, jednocześnie sekretne jak i nawiązujące do znanych wszystkim wydarzeń ...

Bezcenny skarb - księga spisana krwią Chrystusa kusi by ją odnaleźć. Od wieków ludzie, i nie tylko oni, stawali i ginęli w jej obronie oraz przez chęć zawładnięcia nią. Teraz być może nadszedł czas by w końcu dowiedział się o niej ogół. Jednak ktoś działa zza kulis i nie cofnie się przed niczym, ma tylko jeden cel, niezmienny od stuleci i całkowicie przeciwny od tego, który przyświeca Erin i jej towarzyszom. Od pustynnej Masady, przez mroźny Petersburg aż po monumetalny Rzym wiedzie droga poszukiwaczy i ich wrogów. Na każdym kroku czai się zdrada, zło, a w tle toczy się odwieczna walka światła i mroku, dobra i zła oraz przebaczenia i grzechu ...

"Ewangelia krwi" to przede wszystkim akcja, sensacja oraz swobodne podejście do historii i dwóch całkiem wydawałoby się przeciwnych tematów - religii oraz ... wampirów. Co więc może wyniknąć z takich korzeni? Jak dla mnie dość nietuzinkowa książka, chociaż niektórych może odstraszyć porównanie z jej obwoluty do "Kodu da Vinci", już lepiej brzmi przyrównanie do filmowo-komiksowego Indiany Jonesa. Jednak tak naprawdę autorzy korzystają jedynie z podobnych zaczątków pomysłów, ale ich rozwój podąża w całkiem innych kierunkach. James Rollins i Rebeca Cantrell sięgają do legendarnych postaci, faktów historycznych oraz symboli religijnych, ale nie stawiają na zaszokowanie czytelnika, a raczej na obudzenie jego ciekawości. Motywem przewodnim jest tajemnica, okazuje się, że sięga ona głęboko w przeszłość, ma wiele twarzy i do końca pozostaje nieodkryta. "Ewangelia krwi" wciąga, nie pozwala się oderwać się od czytania, zaskakuje, podsuwa alternatywne obrazy znanych wydarzeń historycznych, sugeruje, że świat nie do końca jest taki za jakiego go uważamy. Rollins i Cantrell w swojej książce nie idą drogą skandalu, w zamian intrygują i proponują poszukiwanie, ale nie skarbu, lecz czegoś o wiele bardziej drogocennego. Szybkie tempo, zwroty akcji, postacie rodem z legend i dorównujący im zwyczajni bohaterowie, starożytna księga i równie wiekowy sekret, gwarantują dobrze spożytkowany czas z książka .




            
          Za możliwość przeczytania książki 
                             Dziękuję 
             wyd. Albatros A. Kuryłowicz


poniedziałek, 29 września 2014

Zło

"Kaiken"
Jean-Christophe Grange


Mrok, chłód, krew i zło, które otaczają i osaczają człowieka, nie ma od nich ucieczki, one po prostu są i tylko czasem usuwają się w cień by zaatakować znowu, w najmniej spodziewanym momencie. Olśniewający Paryż i jego okolice to iluzja, prawdziwe oblicze tego miasta skrywa się w cieniu zabytków i smukłej Wieży Eiffla, i nie ma w nim nic z atrakcji z turystycznych przewodników. Zagrożenie i zbrodnia wcale nie są czymś niezwykłym, wręcz przeciwnie, a policja stara się robić dobrą minę do złej gry ...

Kiedy poznałeś najgorsze strony życia od podszewki, a potem miałeś szczęście zobaczyć jego jaśniejszą stronę to zrobisz wszystko by nikt z twoich bliskich nie zaznał chociaż ułamka tej ciemności jakiej doświadczyłeś. Wiesz doskonale, że bardzo cienka granica oddziela codzienność od mrocznej rzeczywistości, która raz poznana nigdy nie da o sobie zapomnieć.

Olivier Passan zna doskonale świat, gdzie nawet w południe dostrzega się mroczne cienie sygnalizujące zbrodnię. Jako policjant od lat mierzy się ze złem tkwiącym w ludziach i ich czynach, zaznał go także w swojej przeszłości. Stróż prawa jakim się stał wciąż tropi przestępców, nie pozwala sobie na przerwę, czasem nawet zbliża się niebezpiecznie blisko do linii jakiej przekroczenie oznacza, iż stanie się jednym z tych, których ściga. Ale czy cel nie uświęca środków? Zwłaszcza kiedy ofiarami zwyrodnialca są kobiety i ich nienarodzone dzieci? Passan sam jest ojcem i dla swych synów zrobiłby wszystko, rodzina jest dla niego ostoją, jakiej nie plami się informacjami o tym, co dzieje się w czasie pracy. Zresztą zgodnie z kodeksem samurajów należy bronić niewinnych i przeciwstawiać się złu, jego  zasady pozwalają trzymać się ścieżki prowadącej poprzez cierpienie, śmierć i niesprawiedliwość oraz samemu nie pogrążyć się w mrocznej stronie swojej osobowości.

Jak długo można balansować pomiędzy większym i mniejszym złem? Ostatnie śledztwo wystawia na próbę Oliviera i zasady jakimi kieruje się od tak dawna. Litera prawa to teoria, z rzeczywistością mająca mało wspólnego, a morderca nie daje o sobie zapomnieć. Każde kolejne zabójstwo to osobista przegrana Passana, zapach śmierci zaczyna towarzyszyć mu w każdej minucie. Kto komu depcze po piętach? Policja zabójcy czy zabójca policji? Czy Passan za bardo zbliżył się do rozwiązania makabrycznej rozgrywki, a może coś mu umyka i to od dłuższego czasu? Skupiając się na szczegółach i demonach z przeszłości nie dostrzega sekretów w swoim najbliższym otoczeniu.

Mordercza gra wymaga poświęcenia wszystkiego, życie za życie, krew za krew, śmierć za śmierć ...

Kryminał w jakim tło stanowi japońska-francuska mieszanka kulturowa od początku nie pozwala się łudzić, że podział na dobrych i złych nie oznacza, że dobro i zło będzie łatwe do odróżnienia. Autor nie stawia na proste podziały i intrygę podaną na talerzu, serwuje za to czytelnikom niebanalną zagadkę w jakiej główną rolę odgrywa fascynacja Japonią i jej zwyczajami oraz to jak wpływa na ludzi. Jean-Christophe Grange nie ukazuje świata w jasnych kolorach, wręcz przeciwnie, jego postacie noszą w sobie ból i zmagają się z bliznami z przeszłości, wciąż przypominającymi o tym co miało miejsce. Od samego początku odczuwalne jest realne zagrożenie wciąż przybierajace na sile i noszące różne maski. Kiedy już wydaje się, że rozwiązanie tajemnicy jest już na wyciagnięcie ręki, okazuje się, iż pod tym, co widoczne, toczy się jeszcze jedna gra. Nic nie jest w niej oczywiste i powiedziane wprost, każde wydarzenie można odczytać różnie, w zależności od okoliczności. "Kaiken" to historia, która obnaża najgorsze strony ludzkiej natury, a śmierć to jedynie ostatni akord w melodii, niosącej w sobie niszczącą siłę rozpoznawalną dopiero na samym końcu.

            
          Za możliwość przeczytania książki 
                             Dziękuję 
             wyd. Albatros A. Kuryłowicz


sobota, 16 sierpnia 2014

Imperium marzeń

"Imperium"
Graham Masterton


Być piękną, młodą i bogatą, marzenia nieobce tysiącom kobiet od zawsze i jak to bywa czasem trzeba uważać czego się pragnie. Niekiedy to, co z daleka wydawało się cudowne, z bliska wiele traci na swym uroku, chociaż może oferuje w zamian coś innego?

Oak City nie jest metropolią, ot jedno z wielu amerykańskich miasteczek, którego mieszkańcy radzą sobie jak umieją w trudnych czasach. Prosperita dawno wyniosła się z tego miejsca i okolic, pozostała bieda oraz marzenia o lepszym życiu. Lucy Darling wyróżnia się urodą spośród swoich rówieśniczek, dopiero stoi u progu dorosłości i wie co chciałaby zdobyć - bogatego męża, będącego lordem lub księciem. W książkach takie rzeczy zdarzają się co i rusz, dlaczego więc i ona nie mogłaby znaleźć się na miejscu literackich bohaterek? Brakuje jej przecież jedynie bogactwa. Jak jednak zdobyć serce arystokraty w Kansas? Dziewczęce pragnienia wydają się mrzonką, bo na pewno niczym realnym nigdy się staną, a dobrej wróżki też na próżno szukać. Ale uśmiech losu lub też raczej jego chichot sprawiają, że panna Darling dostaje szansę niczym baśniowy Kopciuszek, chociaż bajkowości nie ma w niej za grosz. Tam gdzie następuje "żyli długo i szczęśliwie" dopiero historia zaczyna się rozwijać, a Lucy jest w samym jej środku. Jeszcze nie tak dawno zdawało się, że dziewczyna jest prawdziwym dzieckiem szczęścia, lecz to jedynie pozory, pod jakimi kryje się dramatyczna prawda. Okazuje się, że marzenia mają wysoką cenę, ale czy z tego powodu Lucy ma z nich zrezygnować? Teraz w połowie drogi, kiedy poznała przedsmak tego,co mogłoby być jej udziałem? Oak City nie może równać się z Nowym Yorkiem i Londynem, a to przecież nie koniec. Wystarczy odciąć się od przeszłości i wybrać przyszłość, na pannę Darling czeka arystokratyczny świat i on - najprawdziwszy angielski arystokrata. Co może pójść w tym scenariuszu źle? Zresztą kiedy rzuca się wyzwanie Imperium Brytyjskiemu wierzy się w wygraną oraz w to, że pewne tajemnice nigdy nie wyjdą na jaw.

Piękna kobieta, zakochana, mająca świat u swych stóp, a u swego boku wymarzonego mężczyznę. Lucy Darling zdobyła tego kogo i to czego pragnęła. Taki obraz widzą wszyscy, chociaż czy na pewno nie ma on żadnej rysy bądź skazy? Kim naprawdę jest Lucy i co ukrywa? Czy ktoś zna jej sekrety i co zrobi z tą wiedzą?

Amerykanka, angielski arystokrata, pierwsze uczucie, marzenia, miasteczko na Dzikim Zachodzie, olśniewający Nowy York i potężne Imperium Brytyjskie. Jaka opowieść może powstać z takiej składanki? Kolejna wersja o Kopciuszku? Na pewno ma się takie wrażenie, przynajmniej początkowo, czemu zresztą się trudno dziwić, w końcu historia z ubogą dziewczyną, zdobywająca księcia, łatwo budzi takie skojarzenia. Jednak Graham Masterton odbrązowił symbol, urzeczywistniając go, ale i zachowując nutę bajkowości. Główną bohaterkę poznajemy jako siedemnastoletnią dziewczynę z głową pełną marzeń, lecz i twardo stąpającą po ziemi, jej koleje losu to ciąg wykorzystanych szans, wyrzeczeń i chwil gdy pojawia się pytanie czy było warto zapłacić taką cenę za urzeczywistnienie marzeń? "Żyli długo i szczęśliwie" nie kończy "Imperium", pojawia się o wiele wcześniej i to ze znakiem zapytania, nie dotyczy tylko jednej postaci, ale wszystkich. Sam tytuł ma również różne znaczenie dla każdego z bohaterów, tworzą oni swoje imperia, złożone z własnych i cudzych pragnień, snów oraz oczekiwań. Miłość, zazdrość, namiętność, polityka oraz przede wszystkim ludzie, którzy wierzą, że zdobyli wszystko to o czym marzyli, aż do momentu kiedy odkrywają jaki rachunek los im za to wystawił. "Imperium" jest historią w jakiej wiele wątków zaskakuje, a Kopciuszek, Książę i Wróżka są zbyt bajkowi by dostać obsadę w tej książce. Chociaż gdyby tak dłużej się zastanowić ... to okazują się mieć o wiele mroczniejsze i tajemnicze alter ego w opowieści Grahama Mastertona ...


            
          Za możliwość przeczytania książki 
                             Dziękuję 
             wyd. Albatros A. Kuryłowicz

wtorek, 12 sierpnia 2014

Londyńska krwawa mgła

"Scotland Yard"
Alex Grecian



Ciemne, wąskie, zaułki, domy ściśnięte jeden obok drugich, brukowane ulice pełne błota. Oczywiście wiktoriański Londyn ma i ładniejsze oblicze, gdzie główną rolę odgrywają schludne kamienice, olśniewające rezydencje i pełne przepychu pałace. Jednakże to właśnie te pierwsze były, i wciąż są, niemym świadkiem krwawego dzieła Kuby Rozpruwacza oraz strachu jaki po sobie pozostawił w sercach i umysłach Londyńczyków. Wydaje się, że w końcu spokój zagościł w stolicy brytyjskiego imperium, chociaż zabójstwa wciąż są codziennością inspektorów Scotland Yardu, nie przypominają one w niczym minionego koszmaru. Wszystko wróciło do normy, a przynajmniej tak się wydawało aż do znalezienia kufra podróżnego z makabryczną zawartością ...

Londyn to nie urocze Devon, żadne porównanie nie odda odczuć nowych mieszkańców stolicy, szczególnie gdy jedno z nich jest policjantem. To, co na prowincji zdarza się niezwykle rzadko tutaj jest nagminne i rzadko kiedy budzi zdziwienie, ale są sytuacje, które nawet w najbardziej doświadczonych inspektorach, budzą lęk. Niewyjaśniona sprawa Kuby Rozpruwacza położyła się cieniem na honorze Scotland Yardu, a najnowsza zbrodnia przypomina niedawny koszmar. Tym razem morderca musi zostać schwytany i to nie tylko z powodu nadwątlonej reputacji policji, lecz także z powodu ofiary, jaką jest jeden z inspektorów. Kto odważył się zaatakować stróża prawa i zakończyć jego życie w tak makabryczny sposób? Odpowiedź może kryć się w niedocenianych do tej pory śladach, niezauważalnych dla większości śledczych, lecz będących ważną wskazówką dla tych bardziej wnikliwych. Walter Day dopiero od niedawna służy w Scotland Yardzie, jego doświadczenie w detektywistycznej pracy jest również znikome. Jak w takiej sytuacji ma poprowadzić dochodzenie o tak dużym znaczeniu? Niektórzy wątpią w jego zdolności, lecz nie należy do nich doktor Kingsley, sam jest pionierem medycyny i służy radą zawsze kiedy jest po temu okazja. Tym razem pomoc jest nieodzowna, gdyż wydaje się, że nie ma żadnego punktu zaczepienia, o czym mogą świadczyć nitka i guzik? Nie wskażą raczej zabójcy, ale to jedyne czym na razie dysponuje Walter Day oraz Kingsley, do tej pory lekceważony, lecz kiedy nie ma się prawie nic oprócz zapału każde wsparcie liczy się. Gdzieś w londyńskiej mgle kryje się zbrodniarz, w każdej chwili możliwy jest kolejny mord, nikt nie wierzy, iż nie uderzy on ponownie. Kto tym razem znajdzie się na jego liście? Czy inspektor Day będzie umiał powiązać wszystkie tropy w jedną wyraźną ścieżkę, prowadzącą do tego kto zabija? Czas mija bardzo szybko, a przestępcy nie marnują czasu, dawne metody dochodzeniowe są już niewystarczające, nadeszła pora by do głosu dopuścić naukę i otwarte umysły ...

Kuba Rozpruwacz pozostawił krwawą legendę oraz śmierć i cierpienie, a jeden z tych elementów wystarczy by przeszłość znowu dała o sobie znać. Wiktoriański Londyn nie jest bezpiecznym miejscem, zbrodnia może wydarzyć się wszędzie i w nobliwej okolicy jak i ciemnym zaułku, miejsce wybiera jej autor, tak samo jak i ofiarę ...

Nowicjusz, pionier, seryjny morderca, tłem dla nich jest stolica imperium, nad którym słońce nigdy nie zachodzi, chociaż w samym jego sercu zdaje się ono nigdy nie pojawiać na niebie. Szara mgła otula miasto nad Tamizą, a mieszkańcy z trwogą oglądają się za siebie. Zbrodnicza pajęczyna zdaje się oplatać wąskie uliczki oraz szerokie aleje i nikt nie może czuć się bezpiecznie - ani kobiety, ani dzieci, ani mężczyźni. "Scotland Yard" wbrew takim elementom nie jest opowieścią do końca mroczną, chociaż ówczesny klimat strachu autor doskonale oddał, dopełnieniem jest londyński krajobraz i duszna atmosfera konwenansów. Alex Grecian z pietyzmem odtworzył drugi plan i postacie bohaterów, jednakże ci ostatni dalecy są od woskowych figur rodem z muzeum Madame Tussaud. Nieprzypadkowe jest również bliskie w czasie umiejscowienie akcji - w momencie kiedy zbrodnie Kuby Rozpruwacza są niedawnymi wydarzeniami. W takim kontekście historia nabiera dodatkowych barw. Główny bohater - inspektor Walter Day to nie legendarny Sherlock Holmes, lecz jak się szybko czytelnik przekonuje równie skuteczny, zwłaszcza gdy działa z pomocą doktora Kingsleya - nie towarzysza, a raczej mentora. Niezwykły duet okazuje się nad wyraz skuteczny, lecz oprócz tej dwójki detektywów są jeszcze i inni, także ważni dla całości fabuły. Alex Grecian w jednej historii powiązał kilka wątków i motywów tworząc spójną opowieść kryminalną, w jakiej wszystkie szczegóły są ważne. Każda wskazówka to ślad ważny do wytropienia mordercy i tylko do przenikliwości śledczego, zależy czy je zauważy. Czytający mogą też włączyć się w dochodzenie oraz spróbować odkryć kto kryje się za morderczymi czynami ...






        Za możliwość przeczytania książki 
                             Dziękuję
        wyd. Albatros A. Kuryłowicz

sobota, 17 maja 2014

Prawda i wizerunek

"Martwe popołudnie"
Mariusz Czubaj


Był człowiek i go nie ma. Znikł ponieważ chciał czy też musiał? A może kryje się za tym o wiele więcej niż ktokolwiek przypuszcza? Dlaczego coś takiego miało miejsce? Co w ogóle oznacza cała ta sytuacja i przede wszystkim jak się ona zakończy? Uciekinier czy zaginiony?

Szukać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej. Jednak kiedy komuś zależy na odnalezieniu konkretnej osobie nie zdaje się na przypadek, lecz zleca to fachowcowi - skutecznemu i co najważniejsze dyskretnemu. Marek Hłasko jest zawodowcem, już nieraz rozwiązywał sprawy, które dla innych okazywały się za trudne. Kolejne zlecenie wydaje się początkowo niczym nie wyróżniać, jeszcze jedno dochodzenie i to dobrze płatne. Daniel Okoński zaginął albo inaczej mówiąc zniknął kilka tygodni wcześniej. Nic nie zapowiadało, że młody mężczyzna, specjalista od marketingu politycznego i jednocześnie niedoszły autor biografii rodzinnej zleceniodawcy Hłaski, zapadnie się dosłownie pod ziemię. Co się wydarzyło? Tego właśnie musi się dowiedzieć Marek, bo za wspaniałą karierą i wspinaniem się na zawodowe szczyty kryje się powód ostatnich wydarzeń. Gdzieś, w bliższej lub dalszej przeszłości, jest punkt, od którego wszystko się zmieniło. Śledztwo okazuje się mieć również dość nieoczekiwane skutki dla prowadzącego, wiele wskazuje na to, iż komuś zależy by nie zostało ukończone. Dlaczego i do czego się posunie by powstrzymać Hłaskę?

Upalne lato to najczęściej sezon ogórkowy w mediach, jednak ten rok okazuje się wyjątkowy. Tematem numer jeden jest niespodziewana śmierć parlamentarzysty i to nie z przyczyn naturalnych. Zbrodnia wstrząsnęła nie tylko środkami masowego przekazu, ale i światem polityki. Polska to nie kraj gdzie zabójstwa polityków są na porządku dziennym, nic dziwnego, że i w tym przypadku wzbudziło ono zaskoczenie i obawy. Szczególnie kulisy wstrząsnęły pewnymi ludźmi, ale to już wiedza zarezerwowana dla nielicznych, cała reszta wie tyle ile specjaliści od marketingu politycznego uznali za słuszne ujawnić. Niektórzy znają prawdę, a ta rzuca nowe światło na oblicze polskiej polityki ... Jeszcze do niedawno w samym środku podobnych wydarzeń był Daniel Okoński ...

Marek Hłasko nie poddaje się łatwo, jest uparty i dąży do celu nawet wtedy gdy rozsądniej byłoby się wycofać. Przeciwności jedynie dopingują go do pracy, doskonale zdaje sobie sprawę, że znajduje się na właściwej drodze by zrealizować zlecenie. Krok po kroku odkrywa ostatnie dni i tygodnie  z życia celu swego śledztwa. Wie również, iż nie wszystkim jest to na rękę, szczególnie, że niejedną tajemnicę poznał zaginiony. Odpowiedzi zaczynają rysować obraz w jakim kłamstwa są powszechniejsze od faktów, a te drugie mogą  być atutami, ale czy w czystej grze?


Czasami czytając kolejne artykuły lub też oglądając programy telewizyjne ma się wrażenie, iż życie wyprzedza literacką fikcję bądź pomysły scenariuszy. "Martwe popołudnie" to kryminał gdzie dużą rolę odgrywa motyw polityki, nie tej dosłownej, lecz fikcyjnej, chociaż trudno oprzeć pokusie poszukiwania powiązań z rzeczywistością. Fabuła jednak kryje o wiele więcej, a Mariusz Czubaj z jednej strony dawkuje sekrety i odkrycia by czytelnik nie czuł się nimi przytłoczony, z drugiej strony nie pozwala mu na pewność, że przejrzał konstrukcję opowieści. Scena polityczna, przeszłość, wracająca w najmniej spodziewanym momencie, zapomniane tajemnice nieoczekiwanie wychodzące na jaw i upór by podjęte zlecenie doprowadzić do końca, a dzięki niemu kolejne sekrety są odkrywane. Fikcja, prawda, specjaliści, umiejętnie manipulujący faktami, dawne i świeże grzechy, a w samym środku Marek Hłasko, zawodowiec do wynajęcia, lecz nie na sprzedaż. Postać przypominająca Phillipa Marlowe`a, ostatniego sprawiedliwego, chociaż dostrzegają to nieliczni, a wrogowie zbyt późno. Zamiast zadymionych lokali i spelunek Los Angeles - hipsterskie kluby w samym centrum Warszawy. "Martwe popołudnie" to kryminał w klimacie noir, gdzie polityczne rozgrywki nie ustępują w niczym gangsterskim porachunkom. Prawda jest tylko jedna i zawsze odnajdzie ją Hłasko, a pionek szachowy sprawdza się równie dobrze jak najlepszy alarm.



       Za możliwość przeczytania książki 
      Dziękuję
         wyd. Albatros A. Kuryłowicz

środa, 14 maja 2014

Stosik i spotkanie autorskie


Lektury na najbliższe dni:


Od góry:

Hanna Cygler "Głowa anioła", wyd. Rebis
Mariusz Czubaj "Martwe popołudnie", wyd. Albatros A. Kuryłowicz
Scott Mariani "Zagubiony klejnot", wyd. Muza
Veit Etzold "Cięcie", wyd. Akurat





 SPOTKANIE AUTORSKIE




 

sobota, 28 grudnia 2013

Za wszelką cenę

 PREMIERA 
15 STYCZNIA 2014
 

"Czarna lista"
Frederick Forsyth


Wypowiedziane słowa wydają się czymś ulotnym, co przemija szybko, rzadko zostaje zapamiętane i nie ma większego wpływu na tych, którzy je słyszą. Ot po prostu litery ułożone w wyrazy, a te w zdania, jaką siłę oddziaływania mogą mieć? Czy są w stanie dokonać zmian w życiu człowieka? A może wszystko zależy od tego kto jest ich autorem i jego przesłania zawartego właśnie w słowach, jakie mogą nieść pocieszenie, radość, ostrzeżenie, ale i śmierć ...

Lista z nazwiskami, więcej niż ściśle tajna, o jej istnieniu wie tylko kilka osób - dokładnie sześć, nie więcej i nie mniej. Każdy kto na niej się znajdzie stanowi zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych, największe w jakiejkolwiek skali, i musi zostać "wyeliminowany" bez jakiejkolwiek zwłoki, bo ta oznacza tylko jedno - kolejną porażkę w wojnie z terrorystami. Liczy się jak najszybsze zlikwidowanie tego, kto zagraża, bez względu na wszystko i coś jeszcze - dokonanie tego skutecznie ...

Tropiciel nie wie kogo ściga, nie zna jego nazwiska, imienia, narodowości, nawet twarzy. Zdaje sobie doskonale sprawę ze skutków działalności człowieka nazwanego Kaznodzieją i jest świadomy, że każde następny jego przekaz udostępniony w internecie będzie oznaczać kolejne zamachy. Dopóki on żyje spirala śmierci będzie wciąż od nowa nakręcana i nikt nie będzie wiedział kiedy nastąpi kolejny atak. Cel jest jeden, a Tropiciel jeszcze nigdy nie zawiódł. Stawką jest życie nieświadomych rozgrywki ludzi, jacy w każdej chwili mogą zostać zamordowani. Już nieraz stawał przed takim zadaniem, lecz tym razem jest ono o wiele trudniejsze niż do tej pory. Jak zawsze każdy, nawet najmniejszy błąd oznacza fiasko całej operacji, jednak tym razem nawet jeden nieprzemyślany krok lub ujawniony nieumyślnie strzęp informacji mogą zniweczyć wszystko, a druga szansa będzie okupiona krwią kolejnych ofiar. Jak odnaleźć wroga, który zatarł za sobą wszystkie ślady? Jedynym tropem są nagrania opublikowane w sieci, nic więcej ... Czy to, co jest największą siłą Kaznodziei okaże się również jego największą słabością? A może tym razem Tropiciel będzie musiał przyznać się do porażki? Kto z nich zwycięży w tej rozgrywce?

Rzucić wyzwanie mocarstwom i wciąż być nieuchwytnym dla najpotężniejszych sieci wywiadowczych. Bezustannie trzymać w napięciu świat, czekający z lękiem na kolejne słowa mężczyzny potrafiącego zasiać ziarno tam gdzie wydawało się, że zwyciężyła zachodnia filozofia. Bez imienia, nazwiska, narodowości i twarzy. Jedynym środkiem oddziaływania są słowa, pojedynczo to tylko kilka liter o wielu znaczeniach, lecz kiedy zaczynają się układać w zdania nabierają mocy, niszczącej i bezwzględnej ... Taki sam jest ich autor, jego celem jest jedno - rzucenie na kolana wrogów. Tropiciel również ma misję - odnaleźć i zlikwidować tego dla kogo życie ludzkie nie jest warte nic, bo najważniejsza jest religijna wizja ...

Nazwisko autora "Czarnej listy" dawno stało się symbolem w literaturze, szczególnie w gatunku thrillera. Jednak oznacza to również, że czytelnik z góry zakłada, iż i tym razem się nie zawiedzie lekturą. Powtarzanie sprawdzonego schematu wcale nie musi okazać się przepisem na kolejny bestseller, a jak jest w przypadki najnowszej książki Fredericka Forsyth`a? Jak dla mnie podobnie do wcześniejszych spotkań z książkami tego autora czyli intrygująco, czytaniem bez przerywania lektury i oczekiwaniem jak rozwiążą się poszczególne wątki, bo każdy, nawet najmniejszy z nich, ma związek z głównym motywem. Podczas lektury "Czarnej listy" nie ma czasu na zastanawianie się nad alternatywnymi ścieżkami, jakimi mogłyby podążyć poszczególne postacie, refleksje nasuwają się później. Liczy się tylko pojedynek pomiędzy dwoma ludźmi, którzy początkowo stanowią zagadkę dla czytających. Strona po stronie autor odkrywa kolejne cechy bohaterów, ale wciąż pozostawia wiele w cieniu, tak by w odpowiedniej chwili zaskoczyć nimi. Pojedynek wydaje się nierówny - z jednej strony potężna machina polityczno-wojenna, z drugiej jeden człowiek, lecz tak naprawdę rozgrywka toczy się pomiędzy dwoma osobami.Za każdą z nich stoi przeszłość, mająca wpływ na ich postępowanie w teraźniejszości, dotarcie do tych związków podsuwa podpowiedzi co do ostatecznego rozwiązania. To, co najważniejsze w thrillerze czyli napięcie, niepokój, prowokacja oraz konflikt ani na moment nie schodzą na dalszy plan i wciąż są obecne w "Czarnej liście". Kluczowy motyw jest osią akcji i pozostaje nim ostatnich stron. Po raz kolejny okazało się, że Frederick Forsyth jest mistrzem w swoim gatunku, a słowa wychodzące spod jego pióra wciąż intrygują.


                Za możliwość przeczytania książki Dziękuję
                         wyd. Albatros A. Kuryłowicz

niedziela, 18 sierpnia 2013

Zakazane owoce

"Warsztat książek zakazanych"
Eduardo Roca


Książki nie są współcześnie niczym nadzwyczajnym, a dostęp do nich najczęściej jest bardzo łatwy, chociaż zdarzają się miejsca gdzie wciąż są rarytasem. Zadrukowany papier, okładka, czasem ilustracje,to wszyscy znamy doskonale, ale nim książka stała się tak popularna i powszechna dostępna była w wersji ręcznie przepisywanej, w jakiej litery starannie kaligrafowano, a miniatury ją ozdabiające stanowiły prawdziwe dzieła sztuki. Nawet po latach budzą podziw dla pracy skrybów oraz wysiłku włożonego w każdy najmniejszy detal. Nic dziwnego, że woluminy stanowiły luksusowy produkt dostępny dla nielicznych, zresztą czasem ich posiadacze mieli je tylko ze względów prestiżowych, gdyż pisanie i czytanie było sztuką opanowaną przez nielicznych. W czasach kiedy słowa pisane było unikatem, a treści utrwalone za ich pomocą podlegały kontroli, myśli o ich szerszym rozpowszechnianiu nie zawsze wywoływały przychylne zainteresowanie. Naruszenie monopolu rzadko kiedy spotyka się z zadowoleniem, a taki krok traktowany jest w kategorii buntu, który należy zdusić w zarodku ...

Piętnastowieczna Kolonia zadziwia gości i mieszkańców swoją wielkością, a nieukończona jeszcze wspaniała katedra stanowi symbol potęgi miasta oraz władzy tak świeckiej jak i duchownej. W cieniu potężnych murów toczy się jednak życie jak w każdym średniowiecznym mieście, każdy z obywateli zna swoje miejsce w hierarchii, próby wejścia wyżej na drabinie społecznej zdarzają się rzadko, czasem są spektakularne,ale stanowią jedynie wyjątki od reguły. Codzienność skupia się wokół rodziny, pracy i religii, to one wyznaczają rytm życia, nie inaczej egzystuje Lorenz Bock, chociaż w jego przypadku jest jeszcze coś co pochłania niewielki zasób czasu wolnego. Przy blaski świec pracuje nad czymś co wydaje się nieprawdopodobne dla jemu współczesnych, nie ma jeszcze nawet na to nazwy i wydaje się niemożliwe do osiągnięcia. Skromny złotnik, który na co dzień wykorzystuje swój ogromny talent w warsztacie teścia, wieczorami urzeczywistnia to o czym marzy. Przy pomocy córki, krok po kroku, nadaje swoim marzeniom i pragnieniom innych realny kształt. Ale nim te śmiałe zamysły będą mogły chociaż w części wprowadzone w życie długa droga przed grupą wolnomyślicieli. Przeciwko sobie mają tych, których poglądy są odwrotnością przyjaciół Lorenza, dla nich monopol dotyczący wiedzy, a co za tym idzie słowa pisanego jest jak najbardziej na rękę. Każde odstępstwo od panujących zasad zabijane jest w zarodku i to dosłownie, nikt kto po cichu czy głośno mówi o sprawach niezgodnych z doktryną nie może liczyć na wysłuchanie. Bock przekonuje się o tym na przykładzie podobnych jemu, ich los ma być przestrogą dla pozostałych, lecz czy ich kara odniesie zamierzony skutek?

Ból po stracie bliskich nieobcy jest Lorenzowi i jego córce, żyją z obrazem nocy, kiedy utracili ukochanego człowieka. Upływ czasu nie uleczył dawnych ran, ale każde z nich na swej drodze spotyka osobę sprawiającą, że przyszłość zaczyna się jawić w całkiem innych barwach niż przypuszczali. Do czego doprowadzi pasja Lorenza i uczucia jego oraz Erici? Zasady rządzące Kolonią nie uległy zmianie, a władza świecka i duchowa nie zamierza łatwo oddać wyłączności na rozpowszechnianie wiedzy ... Ktoś jeszcze przygląda się z boku temu co dzieje się i w mieście i w skromnym warsztacie czeladnika złotnika, jaki ma w tym interes? Może wszystko jest grą, w jakiej stawką miał być przełomowy wynalazek, a nieoczekiwanie pula zwiększyła się o ludzkie życia i nieoczekiwane uczucie? Zaufanie Erici i Lorenza zostanie wynagrodzone czy też będzie wykorzystane przeciwko nim i ich marzeniom? Dlaczego słowo drukowane budzi aż taki strach wśród tych, którzy doceniają ręczne woluminy? Rodzina Bocków chce tylko upowszechnić to, co dane jest nielicznym ...

"Warsztat książek zakazanych" to wspaniała opowieść, w jakiej tło historyczne doskonale uzupełnia historię w jakiej nie brak świetnie oddanego klimatu schyłku jednej epoki i początków kolejnej. Średniowieczna atmosfera wyczuwana jest nie tylko w detalach drugiego planu, lecz również w wiernie oddanych ówczesnych zasadach społecznych. Panorama różnorodnych postaci pozwala czytelnikowi poznać i wspaniałe sale elit jak i skromne domostwa ubogich mieszkańców Kolonii. Edourdo Roca bardzo plastycznie przedstawił czasy, w jakich powołał do życia swoich bohaterów, a ich losy odzwierciedlają z jednej strony sniowieczne życiorysy, z drugiej strony opowiadają o przełomowych momentach, jakie na zawsze zmieniły tak wiele. "Warsztat książek zakazanych" to opowieść o ludziach, których marzenia wcale nie wydają się anachroniczne, a ich walka o ich urzeczywistnienie dla wielu wciąż jest aktualna. Piętnastowieczny świat wydaje się odległy od tego z dwudziestego pierwszego wieku, książka przecież jest czymś oczywistym, tylko dlaczego niektórych wciąż pozostaje luksusem, a inni widzą w nim zagrożenie, jakie należy wyeliminować ... ?




                Za możliwość przeczytania książki Dziękuję
                         wyd. Albatros A. Kuryłowicz