Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Albatros A Kuryłowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Albatros A Kuryłowicz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 marca 2014

Wielka sława to ...

"Krople deszczu padają 
mi na głowę"
Burt Bacharach


Autor słów i kompozytor najczęściej są bladym tłem dla wykonawcy bądź wykonawczyni, to ci ostatni stają się twarzą piosenki i oni również są najbardziej z nią kojarzeni. Jednak źródło sukcesu to najczęściej melodia i towarzyszące słowa, a wokal to przysłowiowa wisienka na torcie. Ale gdy słyszy się przebój rzadko kiedy zapamiętuje się jego twórców, jedynie nieliczni zapisują się w świadomości słuchaczy, jeszcze mniej z nich zyskuje międzynarodową sławę i rozpoznawalność równą gwiazdom muzyki. Do tego elitarnego grona należy Burt Bacharach, prawdziwy człowiek orkiestra, tworzący wielkie hity, czasem sam je wykonujący i towarzyszący na scenie takim znakomitościom jak Marlena Dietrich czy Aretha Franklin. Kim naprawdę jest jest ten człowiek? Na to pytanie odpowiada w swojej autobiografii, w jakiej nie ukrywa ani swoich błędów, ani dumy z osiągnięć.

Gdyby ktoś w latach trzydziestych powiedział drobnemu dziesięciolatkowi, że muzyka przyniesie mu sławę na pewno by nie uwierzył w te słowa i nie byłoby w tym nic dziwnego. Mały Burt Bacharach nienawidził ćwiczenia gam, nudziły go lekcje muzyki, zamiast nich wolał z kolegami grać w piłkę. Niestety lub raczej na szczęście upór jego matki był o wiele większy niż dziecięcy bunt i zamiast zabaw na podwórku były niekończące się ćwiczenia na pianinie, wydające się do niczego nie prowadzić. Co spowodowało, że zmieniło się nastawienie Bacharacha? Jazz, soul i blues, tak różne od utworów mistrzów pokroju Bacha czy Beethovena. Solidne wykształcenie muzyczne pozwoliło później na wspaniałą karierę muzyczną, chociaż na początku sukces wydawał bardzo odległy. Lata czterdzieste i pięćdziesiąte to w historii muzyki okres kiedy zmieniała ona całkowicie swoje oblicze, do głosu dochodzili młodzi i jednym z nich chciał się również stać Burt Bacharach. Nie był on odosobniony w swoich marzeniach, wielu mu podobnych podążało tą samą ścieżką czyli zaczynając od pracy dla wielkich wytwórni muzycznych i stając się prawie anonimowymi pionkami w wielkiej machinie, gdzie liczył się czarny winyl i miejsce na liście przebojów.
Jednak jemu udało się to, co dla większości okazało się jedynie mrzonką i na dodatek wciąż jest aktualne. Dziesiątki przebojów, dyrygowanie najlepszymi orkiestrami rozrywkowymi, własny program w telewizji, a na dodatek jeszcze Oscary i akompaniowanie Marlenie Dietrich. Jak na chłopca, nielubiącego gam, to niemałe osiągnięcie ...

Kiedy opowiada się o własnym życiu łatwo wpaść w fałszywą skromność lub starać się wybielać siebie samego. Czytając "Krople deszczu padają mi na głowę" ma się wrażenie, że słucha się niezwykłej opowieści jaka wydaje się zbyt wspaniała by mogła być realna - prawdziwy amerykański sen. Jednak to jedynie pozory, bo pod oszałamiającą karierą kryją się rzeczywiste tragedie, zdrady i błędy dostrzegane gdy już jest za późno. Burt Bacharach w swojej autobiografii nie ukrywa, że daleko mu do kryształowej postaci, wprost mówi o swoich wadach oraz oddaje głos tym, którzy znają go doskonale i widzieli go tak w blasku scenicznego sukcesu jak i chwil, kiedy świat walił mu się na głowę.

Cztery małżeństwa, czwórka dzieci, cztery Oscary oraz twórca muzyki, jaka weszła już do historii. Przede wszystkim człowiek, czasami aktor, często playboy, oddany ojciec, na pewno świetny gawędziarz. Jako narrator opowieści o własnym życiu sprawdza się doskonale, oddaje głos ludziom znającym go od lat tak w życiu zawodowym jak i prywatnym. Portret Burta Bacharacha to wielobarwna mozaika, na którą składa się nie tylko oszałamiający sukces zawodowy, przyjaciele znani z pierwszych stron gazet, okładek płyt i filmów oraz rodzina. Słowa pełne uznania, słowa gorzkie, przede wszystkim prawda, a wszystko to w rytm największych przebojów śpiewanych przez Arethę Franklin, Dione Warwick, Stevie`go Wondera i Toma Jonesa. Szalony Hollywood, artystyczny Nowy Jork i niesamowity Londyn, no i on Burt Bacharach ...

A skąd pomysł na taki tytuł autobiografii? Kto nie kojarzy słynnej melodii z filmu "Butch Cassidy i Sundance Kid" z niezapomnianymu rolami Paula Newmana i Roberta Redforda - "Raindrops keep falling on my head"?


       Za możliwość przeczytania książki 
                           Dziękuję
         wyd. Albatros A. Kuryłowicz

czwartek, 27 października 2011

Rachunek ofiar

"Rachunek zemsty"
Sam Bourne


Decyzja podjęta w ułamku sekundy, jedyna i słuszna, dzięki niej zostaną ocalone setki ludzi, jedno naciśnięcie spustu i zaraz drugie, potem kolejne. Naboje pieczołowicie wkładane do magazynku wreszcie spełniły swoją funkcję. Cel unieszkodliwiony ... A może agresor nie był tym za kogo go wzięto, a wszystko co było widziane to jedynie efekt adrenaliny, iluzja stworzona przez umysł, nie mająca pokrycia w rzeczywistości? Tak! Nie! Kilka sekund i czyjeś życie się zakończyło, to co miało być obroną stało się atakiem. Jak rozpoznać prawdziwe zagrożenie od tego pozornego? Czy winnym jest tylko ten kto strzelał czy ktoś inny, a może bezpośredni sprawca jest niewinny, bo był tylko narzędziem w rękach kogoś stojącego w cieniu?

Pieniądze, ich brak zamyka wiele drzwi, ich posiadanie otwiera nawet najcięższe wrota, a czy można za ich pomocą zrekompensować śmierć bliskiej osoby? To ostatnie zadanie dostał do realizacji Tom Byrne, adwokat, który dawno ideały włożył głęboko między bajki. Swoją wiedzę prawniczą wykorzystuje nie by bronić niewinnych, ale by pomóc tym, którzy płacą najwięcej, skrupuły zostały zastąpione brzęczącą mamoną, a raczej zerami na koncie. Marzenia o naprawianiu świata przypomina mu znajomy ze starych czasów, jednak to tylko pozory, bo ma pomóc w zatuszowaniu sprawy, jego atutem jest doświadczenie i skuteczność w osiąganiu celów wyznaczonych przez klientów. Taka wizytówka powinna gwarantować, że sprawa zostanie załatwiona szybko i sprawnie, bez zagłębiania się w szczegóły, jednak czy na pewno? "Właściwy" człowiek na "odpowiednim" miejscu może jeszcze zaskoczyć i to nawet samego siebie. Kolejna sprawa, którą należy szybko zakończyć, tak by zbędny szum medialny nie wpłynął negatywnie na wizerunek mocodawcy prawnika. Wszystko wydaje się w każdym szczególe sprecyzowane, nie ma miejsca na skrupuły czy głos sumienia, liczy się tylko i wyłącznie opinia publiczna, a raczej to by otrzymała właściwą informację, bez "niepotrzebnych" detali. Założenia mają do siebie to, że nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością, a w tym przypadku zaczynają się pojawiać sygnały, iż historia ma drugie dno i to sięgające daleko w przeszłość ... do drugiej wojny światowej. Jak to możliwe? Dwudziesty pierwszy wiek, ponad pięćdziesiąt lat po zakończeniu walk i człowiek będący jako dziecko był świadkiem pogromu swojego narodu, który zostaje zastrzelony przed siedzibą Organizacji Narodów Zjednoczonych, a do tego wszystkiego miał kontakty z handlarzem bronią ... Prawdziwa zagadka, a "adwokat diabła" zaczyna mieć wątpliwości, w co ma wierzyć? W to co mówią zwierzchnicy, a może pamiętnik sprzed lat zawiera klucz do obecnych wydarzeń? Jaką rolę wybierze Tom Byrne - świadka czy uczestnika wydarzeń?



"Rachunek zemsty" to sensacyjna opowieść w pełnym tego słowa znaczeniu, zawierająca również elementy political - fiction i rzeczywistej prawdy historycznej. Autor podaje czytelnikowi wiele poszlak, wzbudza podejrzenia, sieje ziarno niepokoju, nie ma klasycznej czerni i bieli, są za to ofiary i kaci. Z jednej strony przed oczyma mamy życie żydowskiego chłopca, a później mężczyznę, opowiedziane przez niego samego na stronach jego pamiętnika, z drugiej strony obraz tego samego człowieka z perspektywy córki, policji i kogoś, kto stoi w cieniu i pociąga za niewidzialne sznurki. Obrazy te wzajemnie się uzupełniają, dając końcowy portret krańcowo różny od początkowego. Fabuła opiera się na wydarzeniach rzeczywiście mających miejsce, ale często skrywanych za zasłoną dobra ogółu. Fakty i fikcja są równie prawdopodobne, a alternatywny rozwój pewnych wątków powieści nie jest niemożliwy do zaistnienia. Historia zatacza pełne koło - zaczyna się i kończy w tym samym punkcie pod względem miejsca, ale bohaterowie nie są już tacy jakimi byli. Sprawiedliwość wymierzona po latach nie ma smaku triumfu i nie jest pisana dużymi literami, blizna po jej wydarzeniu będzie śladem przypominającym o zemście, karze i okrucieństwach wojny.






Za możliwość przeczytania książki Dziękuję
wyd. Albatros A. Kuryłowicz