Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Rebis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Rebis. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 września 2026

Nowoczesna czyli?

Przedpremierowo:

„Na co patrzymy? 

150 lat sztuki nowoczesnej 

w mgnieniu oka”

Will Gompertz

 

Nowoczesna, ale czy jeszcze sztuka? Nowoczesna czyli jaka? Nowoczesna zrozumiała tylko dla koneserów i znawców? Sztuka nowoczesna to jeden prąd artystyczna i nie wyłącznie jedna dziedzina. Malarstwo, rzeźbiarstwo, wzornictwo, instalacje i performans oraz muzykę, teatr. Więcej niż się na co dzień zauważamy? No właśnie w tym może problem ze sztuką nowoczesną, że pewnych jej nurtów nie zauważamy, inne utożsamiamy ją bezwarunkowo, a o reszcie w ogóle nie myślimy w jej kategoriach. Jak więc „ogarnąć” tak szeroki gatunek i półtora wieku czasie oraz przestrzeni? Will Gompertz wie jak to zrobić albo raczej potrafi w przystępny sposób przybliżyć tym, którzy ze sztuką mają mało wspólnego tak szeroki zakres tematyczny i równocześnie pomóc go zrozumieć.

 

Wydaje się nam, że doskonale wiemy co sztuką nowoczesną jest, a co się do niej nie zalicza. Pierwszeństwo  w tym wiedzie abstrakcja, po prostu wygodny wytrych do wszystkiego co z nią związane, ale tu pojawia się ktoś, kto stawia czoła mitom, pokazuje przykłady, a w ogóle obala obiegowe opinie. Otwarcie przyznaje, że zaczął nie wiedząc nic, a skończył wiedząc coś, takie słowa napisane przez byłego dyrektora Tate Gallery i redaktora działu sztuki BBC wskazują kierunek. Nie akademicki, nie kuratorski, lecz taki, w jakim nie ma głupich pytań, natomiast celem odpowiedzi jest rzeczywiste przekazanie wiedzy w sposób przystępny. Sto pięćdziesiąt lat na około czterystu stronach to wyzwanie. Zamiast definicji przykłady, w miejsce pretensjonalności trochę humoru i anegdot, odsłonięcie kulis oraz pokazanie źródeł. Dorzućmy do tego postawę przeciwną do stricte eksperckiej, a po prostu pokazanie pasji do sztuki i odkrywanie przed czytelnikami jej smaczków oraz przedstawienie dzieł poprzez ich twórców oraz dokładnie na odwrót. Przewodnik po sztuce czyli „Na co patrzymy? 150 lat sztuki nowoczesnej w mgnieniu oka” daje nam podstawy by ponownie spojrzeć na to, co wydawało się niezrozumiałe, zaburza proste ramy i przekracza granice klasyki. W żadnym razie nie jest sztywnym wykładem, natomiast rozdział za rozdziałem uczy jak spojrzeć na obraz, rzeźbę, mebel, zdradza zamiary ich twórców. Podróż po dekadach i w czasie z możliwością poznania utalentowanych ludzi, nie tylko tych znanych, lecz i zapomnianych chociaż dzięki temu co stworzyli nadali temu szerokiemu nurtowi kierunki, jaki obecnie uważamy za synonimy sztuki nowoczesnej. Co istotne Will Gompertz naprawdę potrafi pokazać różnorodność, ale i podkreślić cechy wspólne co nie jest takie łatwe jeśli porównamy prace na przykład Moneta i Warhola. Impresjonizm i pop-art.? Skrajności, ale właśnie ukazujące istotę, jak często jest niewiadomą.

 


                       Premiera: 8 września


                                          Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:



czwartek, 12 lutego 2026

Niezwykłe spotkania

Nowość:

„Chibineko 

– niezwykła restauracja wspomnień”

Yuta Takahashi

 

Niekiedy strata najbliższej osoby przychodzi w najmniej spodziewanej chwili, a nawet jeśli wiemy, że czai się gdzieś za rogiem to i tak nigdy nie ma odpowiedniego momentu na nią. Jak żyć dalej, kiedy nie ma kogoś, kto do tej pory był tuż obok nas, już nie ma? Gdyby można było jeszcze raz porozmawiać, spotkać, zobaczyć…

 

Ktoś był i nagle go nie ma. Jak poradzić sobie ze stratą, jakiej nie akceptuje się? Kotoko wciąż na nowo przeżywa moment śmierci brata, nie potrafi pogodzić się z nią, pragnie go znowu zobaczyć. Mijają kolejne tygodnia, a dziewczyna wciąż zawieszona jest w przeszłości, a teraźniejszość jest przykrym obowiązkiem wobec rodziny. Ostatnie o czym myśli to wizyta w restauracji, lecz kiedy pojawia się w umówionym dniu dostaje szansę, która nie powinna się wydarzyć. Na pytanie „jak to możliwe?” nawet nie odpowiada sobie i innym, najważniejsze jest to, że spotyka swojego brata. Nie tylko ona dostaje taką szansę, ale czy wszyscy zobaczą jeszcze najbliższą osobę, która odeszła? Yoshio tęskni za żoną, dekady spędzone razem wcale nie są pocieszeniem, kiedy jej już nie przy nim. Jednak dania z restauracji Chibineko mogą być lekiem na ten ból, dają coś więcej niż wyśmienite potrawy, zaspakajają głód bliskości i pozwalają nacieszyć się kimś, kto odszedł i kogo brak. Wystarczy jedynie uwierzyć, lecz czy każdy to potrafi?

 

Wydawałoby się po opisie, że będzie to smutna historia lub raczej kilka historii i jedynie ten nastrój będzie dominował. Oczywiście jest on obecny, ale również stał się punktem wyjścia do bardzo indywidualnego odczuwania straty, podszytego gniewem, bólem, wspomnieniami. To są pierwsze wrażenia, wstęp do głębszej analizy emocji, lecz bez wielkich słów, za to z osobistymi detalami zahaczającymi o codzienność, bo w niej ukryta jest bliskość. Bohaterowie są w różnym wieku i momencie życia, lecz łączy ich pragnienie ponownego spotkania z bliską osobą. Niemożliwe życzenie do urzeczywistnienia i tutaj właśnie swoją rolę odgrywa tytułowa restauracja. Czy to jeszcze jawa czy też sen? Tego nikt nie wie, co innego jest istotne oraz kolejne wydarzenia, będące pokłosiem. Tam gdzie kończy się żal, chociaż smutek wciąż pozostaje, ale już innego rodzaju, zaczyna się kolejny rozdział, równocześnie nowy i będący pokłosiem straty. Rzeczywistość i lekka mgła oniryzmu doskonale współgrają i nie jest to jedynie wynik osadzenia fabuły w japońskiej kulturze. Autor stworzył uniwersalną i ponadczasową opowieść, podzieloną na kilka bohaterów, swoista powieść szkatułkowa, niosąca ogromny ładunek emocjonalny niedużej objętości słów, gdzie każde zdanie ma swoje znaczenie. Śmierć i żałoba nie zawsze przeżywane są tak samo, każdy z nas doświadcza ich na własny sposób, jednak niektórzy pisarze potrafią oddać niuanse wspólne dla nas wszystkich. Zamiast epickich i wzniosłych haseł w „Chibineko – niezwykła restauracja wspomnień” na pierwszym miejscu są ludzie, żyjący i ci, jacy odeszli, oraz więzi ich łączące. Yuta Takahashi pokazuje pokonywaną drogę od straty, bólu, braku ukochanej osoby po moment kiedy stawia się czoło temu wszystkiemu i pozwala się na zamknięcie pewnego rozdziału i otwarcie kolejnego ze świadomością, że pomimo tego, iż zostaliśmy sami to nie jesteśmy samotni.






Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję 

wyd. Rebis

niedziela, 1 lutego 2026

Muzyka i jej szalone kurioza

Przedpremierowo: 

„Orkiestra szaleńca. Największe kurioza w historii muzyki”

Edward Brooke – Hitching

 

Podobno gdy odrzuca się niemożliwe to, co pozostaje musi być prawdą nawet jeśli wydaje się nieprawdopodobne. No cóż czasem ta cała reszta i tak jest nie do uwierzenia, a jej źródło jest jedno. Ludzka wyobraźnia przecież nie zna granic i muzyka również podlega tej zasadzie.


Kilkanaście rozdziałów interesująco zatytułowanych, ponad dwieście stron niecodziennych informacji, wiele ciekawych ilustracji. W telegraficznym skrócie, jaki nie oddaje nawet w małym procencie tego, co zawiera „Orkiestra szaleńca. Największe kurioza w historii muzyki”. Lekturę można rozpocząć od pierwszych stron i sumiennie kontynuować kartkę po kartce lub wybierać intrygujące części, chociaż mówiąc szczerze to opcja numer dwa i tak skończy się tym, iż nie oprzemy się zaciekawieniu by zapoznać się od razu z całością. Jedno jest pewna ta książka jest nie tylko dla fanów muzyka, bez względu na gatunek, lecz dla każdego, kto lubi mało znaną wiedzę lub też taką, wydającą się całkowitą nieprawdą. Jednak okazuje się, że świat muzyki kryje wiele niezwykłych osobliwości, niekiedy ukrytych gdzieś w dziejowych annałach albo o jakich nie wspomina się przy okazji oficjalnych biografii. Spojrzenie na świat dźwięków z różnorodnych perspektyw i odszukanie w nim tego, o czym zapomniano, co zaginęło lub też celowo ukryto odsłania nowe oblicza znanej tematyki. Trzeba przyznać, że autor podszedł do muzycznej sfery w szerokim ujęciu i nie zapomniał o detalach, również pod względem wizualnym. Ilustracje stanowią doskonałe uzupełnienie słów, są nie tyle wyłącznie dodatkiem albo też ozdobnikiem, a bardziej integralną częścią książki. Okazuje się, że tytuł nie jest ani na wyrost, a ni tym bardziej nieadekwatny do tego treści, wprost przeciwnie i stanowi doskonały wstęp do tego, czeka na nas podczas czytania lub raczej poznawania innej twarzy muzyki.

 


Premiera:

10 lutego 2026





Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję 

wyd. Rebis

niedziela, 14 września 2025

Zapisane tajemnice

Nowość:

„Kości proroka”

Ałbena Grabowska

 

Historia kołem toczy się. To, co wydarzyło się kiedyś prędzej czy później zostanie odkryte, najczęściej nieoczekiwanie, lecz skutki tego dalekie są od przypadku. Niektórzy potrafią wykorzystać zbieg okoliczności dla swoich celów.

 

To morderstwo nie wzbudziłoby aż takiego rozgłosu gdyby nie pochodzenie ofiary oraz funkcja, jaką pełnił. Zabicie polskiego polityka w Bułgarii i odnalezienie jego ciała w starożytnym amfiteatrze jest niecodziennym wydarzeniem. Zespół śledczych dostaje wsparcie w osobie Margarity Nowak, Polki o bułgarskim pochodzeniu, może ona popchnie śledztwo w dobrym kierunku? Czy tak będzie okaże się raczej prędzej niż później, zwłaszcza, iż wszyscy oczekują szybkich efektów wspólnej pracy. Jednym z najważniejszych zagadnień jest oczywiście motyw, okoliczności wskazują potencjalny kierunek, ale czy rzeczywiście podłoże jest religijne? Ostatnio okolice zasłynęły archeologicznym odkryciem, rozpalającym umysłu niejednego. Jeśliby potwierdziłby się przypuszczenia to miejsce to stałoby się sanktuarium dla całej rzeszy wierzących. Na tym nie koniec, pozostaje jeszcze jedna tajemnica, o jakiej wiedzą nieliczni, jednak i ona ma w sobie kryminalny cień. Czy te elementy wiążą się z obecnym dochodzeniem? Tam gdzie pojawiają się sekrety niejeden zapłąciuł już najwyższą ceną za w ich imię….

 

Co łączy zbrodnię, poszukiwaną księgę sprzed wieków i szczątki chrześcijańskiego świętego? Na pierwszy rzut oka zupełnie nic, na kolejny również. Splot okoliczności lub po prostu niepowiązane z sobą wydarzenia, niemające punktu wspólnego, lecz czy na pewno? Podobno przypadki nie istnieją, a jeśli tak jest to kryje się za tym tajemnica i ktoś, kto nie cofnie się przed niczym by wykorzystać ją do własnych celów. Jeśli lubicie tak ja połączenie kryminału oraz fikcji opartej na historycznych wydarzeniach, a do tego jeszcze poszukiwanie skarbu, czymkolwiek by on nie był, to „Kości proroka” więcej niż przypadną Wam do gustu. Połączenie różnorodnych elementów w jedną, spójną, opowieść nie należy do najłatwiejszych zadań, a jeśli do tego jeszcze dodać sensacyjny element to całość wchodzi na kolejny poziom. Ałbena Grabowska pokazała, że taka gatunkowa składanka w jej wykonaniu porywa czytelnika na pierwszych stronach i do samego końca nie pozwala mu się oderwać od niej.  Współczesne dochodzenie, tajemnice sięgające aż do początków Chrześcijaństwa i księga, jaka nawet po setkach lat rozpala umysły oraz doczesne szczątki świętego tworzą szaradę z fundamentami z intryg, nowych i starych. Jak w takim dziejowym tyglu odnaleźć trop do mordercy? Może trzeba dostrzegać to, co inni nie zauważyli oraz poszukać odpowiedzi w przeszłości, bliższej i dalszej?

 




Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję 
wyd. Rebis

piątek, 8 listopada 2024

Średniowieczne szlaki

Nowość":

„Przewodnik średniowiecznego obieżyświata”

Anthony Bale

 

Podróżowanie wydaje się nam z jednej strony oczywiste, lecz z drugiej zbyt często uważamy, że tak naprawdę to dopiero domena ostatnich kilki pokoleń. Oczywiście wcześniej też przemieszczano się, lecz nie na taką skalę. Oczywiście jest to prawda, ale… no właśnie jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. A gdzie szukać jak nie w średniowieczu? Dlaczego właśnie tam, gdzie przecież ciemno, nijako i jakoś tak zaściankowo? No cóż nic bardziej mylnego!

 

Kolorowa okładka z kwintesencją epoki, osobiście kojarzy mi się z witrażem. Wbrew pozorom wieki średnie wcale nie były szare i nudne, a ówcześni ludzie byli równie ciekawi świata, a może nawet bardziej, niż my obecnie. Docierali równie daleko jak my obecnie, chociaż skromniejszymi środkami lokomocji. No i potrzebowali wskazówek, co warto zobaczyć. A gdyby tak udać się właśnie śladami ówczesnego wędrowca? Czy w dobie, gdy mamy prawie na wyciągnięcie ręki najodleglejsze rejony świata taka podróż ma sens i co może nam dać? A gdyby tak spojrzeć nie naszymi oczami, lecz z perspektywy średniowiecznego podróżnika? Jakie mogły być jego motywy? Religijne? Poznawcze? Zawodowe? Z ciekawości? Tak, tak, tak i tak, ale także dużo mniej chwalebne czyli wyprawy wojenne. Te ostatnie wcale nie wykluczały poznawania dalekich krain, często zupełnie nieznanych i otoczonych legendami. Wrażenia z wypraw często utrwalano na piśmie, by były świadectwami tego, co widziano, doświadczano oraz poradnikiem dla innych. A gdzie docierali? Jerozolima, Konstantynopol, Kair, Indie, Chiny, Karakorum, a z bliższych destynacji Rzym i Santiago de Compostela. Nawet obecnie, dla niejednego z nas, miejsca te są warte zobaczenia.

 

Podróżowanie  to nie wynalazek ostatnich dekad, człowiek zwiedza świta od zawsze, lecz jakoś tak nie doceniamy dawnych peregrynacji. No chyba, że chodzi o wyprawy Kolumba, Magellana, Marco Polo, to co innego. Jednakże i o wiele mniej znani odbywali niesamowite wojaże i Anthony Bale oddał im hołd oraz uchwycił ducha średniowiecznej przygody. Barwna opowieść wiedzie nas przez lądy, morza i oddaje perspektywę średniowiecznego globtrotera, lecz również przekazuje tło historyczne i ciekawostki. Naprawdę trzeba oddać autorowi, że włożył ogromną pracę w opisanie podróży średniowiecznych turystów, nie są oni anonimowi, poznajemy ich z imienia i nazwiska bądź przydomka. Wyruszają ich śladami mamy przed oczami to, co oni widzieli, ale także poznajemy kulisy ich wypraw, od samych przygotowań aż po wrażenia po ich odbyciu. Czasami równocześnie poznajemy relacje dwóch osób, co daje niepowtarzalną szansę by zobaczyć jak różnie te same widoki odbierali różni wędrowcy. Na tym nie koniec, bo jak wiadomo dobry przewodnik to także użyteczne porady, przydatne przed i w trakcie wojaży, dużo mówiące o charakterze wędrówki i niekiedy wciąż warto brać je pod uwagę. „Przewodnik średniowiecznego obieżyświata” czyta się tak jakby oglądało się doskonale przygotowany dokument podróżniczy. Anthony Bale oddał słowami niezwykłe obrazy oraz wrażenia jakie wywołały u tytułowych średniowiecznych obieżyświatów, jacy pokonywali setki, tysiące kilometrów by poznać inną kulturę, w sprawach zawodowych lub religii.





Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję 
wyd. Rebis

czwartek, 5 września 2024

Pomiędzy życiem, a śmiercią

Nowość:

„Pieśni żałobne dla umierających dziewcząt”

Cherie Dimaline

 

Inność bywa ciężarem, lecz jeśli zostanie zaakceptowana, może otworzyć furtkę do bycia sobą. Czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy, dopiero otoczenie wskazuje ją i często staje się to powodem by kogoś wytykać. Jednak niektórzy idą swoją drogą i pozostają wierni sobie. Dokąd ich to zaprowadzi?

 

Mieszkanie na cmentarzu dla wielu już jest dziwaczne, co dla Winifred jest zupełnie normalne. Dziewczyna spędza czas pomiędzy nagrobkami, jakie są dla niej tak samo znajome jak dla innych ławki w parku niedaleko domu. Jednakże kolejne wydarzenia zakłócają jej codzienność, a nadchodzące lato zwiastuje, że niejedno może zmienić się w najbliższym czasie. To, co wydawało się jej znajome i dające oparcie nagle zaczyna chwiać się w posadach. Przyjaźń, dom i zwykła codzienność stają pod znakiem zapytania. To dopiero początek, bo to, co wydawało się niemożliwe staje się faktem. Duch w takim otoczeniu, w wydaje się być czymś oczywistym, pod warunkiem, że traktujemy jego obecność w kategoriach żartu. A jeśli to prawda? Phil też kiedyś była nastolatką, jej pojawienie się okazuje się mieć duże większe znaczenie na to, co dzieje się wokół Freddie. Nowa znajoma odsłania kawałek po kawałku swoją historię. Pozwala to spojrzeć nastolatce na siebie i bliskich z całkiem nowej perspektywy. Do czego to doprowadzi? Czy przeszłość będzie początkiem przyszłości?

 

W niektórych książkach już na samym wstępie zaczynamy mieć pewność, że czytana historia nie będzie mieć nic wspólnego z jakimkolwiek schematem. Z każdą kolejną stroną to wrażenie potwierdza, a równocześnie coraz mocniej jesteśmy zainteresowani lekturą. Już sam tytuł „Pieśni żałobne dla umierających dziewcząt” zdawałoby się, że dokładnie wskazuje motyw główny, jednak i tutaj szybko przekonujemy się, iż kryje się za nim coś bardziej intrygującego. Podczas czytania ma się umacniamy się w przekonaniu, że co, jak co, lecz oczywistość z pewnością nie będzie miała tu miejsca. Rozwój wydarzeń naprawdę trudno przewidzieć, autorka łączy różnorodne gatunki i dodaje do tego perspektywę, jakiej nie spodziewamy się. Powinien być mrok, czerń, a jest? No właśnie tu kolejna zaskoczenie, bo  w nie w takim odcieniu jak zawsze. Oswojona groza? Również nie. Raczej inna niż zazwyczaj, wpierw pozostająca gdzieś z tyłu, oddająca pierwszy plan głównej bohaterce, przedstawiającej się nam i jednocześnie odsłaniającej swoje sekrety. A kiedy nadchodzi jest dla czytających jest niespodzianką. Cherie Dimaline napisała niesamowitą książkę, w jakiej część rzeczywistości ma charakter oniryczny, kładący się cieniem na wszystkim wokoło. To, co w innej lekturze uznalibyśmy za niecodzienne tutaj ma smak całkowicie inny niż zazwyczaj. Trochę makabreski, lecz również odmiennej niż zazwyczaj, w pewnych momentach zauważamy towarzyszącą całości gotyckość, jednocześnie wtapiającą się w fabułę i podkreślającą ją w odpowiednich momentach. Czy takiej książki spodziewałam się sądząc po tytule i opisie? Nie do końca, lecz dostałam o wiele więcej od oczekiwań, z pewnością pochłonęła mnie i nie pozwoliła od siebie oderwać oraz pokazała kunszt autorki w zadziwianiu sposobem poprowadzenia akcji. Na niecodziennym tle poznajemy bohaterkę, wkraczającą w dorosłość, poznającą smak miłości, odkrywającą przeszłość, a przede wszystkim wchodzącą w świat, gdzie życie i śmierć nabiera całkowicie innych barw i kształtów.

 






Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję 
wyd. Rebis

 

niedziela, 24 marca 2024

Francuskie smaki i widoki

Przedpremierowo:
„Dyplomatyczna ratatouille. 

Dokładka”

Tomasz Orłowski

 

Kiedy pada hasło Francja niejednemu przychodzi od razu na myśl Paryż i jak najbardziej słusznie, zaraz potem wieża Eiffla, katedra Notre Dame i jeszcze co najmniej kilka punktów na turystycznej mapie. Jednak ten kraj oferuje o wiele więcej, a nawet najbardziej znane miejsca oferują więcej jeśli wie się na co zwrócić uwagę. A kto jak osoba, która zna je doskonale wskaże gdzie i co odwiedzić, posmakować, by móc odbyć niezapomnianą podróż?

 

Macie ochotę na znakomicie smakowitą lekturę? Oto podano "Dyplomatyczną ratatouille. Dokładkę", która pobudzi wszystkie zmysły i zapewni niezapomniany wyjazd do Francji. A może zdecydować się na wycieczkę śladami tej książki? Z pewnością nudna nie będzie i zagwarantuje wiele wrażeń. Tomasz Orłowski, jako polski ambasador w Francji poznał ją z wielu stron, co można dostrzec na każdej stronie przewodnika. Te ostatnie słowo nie do końca jest adekwatne, gdyż znaczenie obszerniej prezentuje każda z omawianych miejsc. Dzięki autorowi poznajemy lokalny koloryt, lecz nie jedynie znanych punktów i często odwiedzanych przez turystów, lecz również mniej znanych lub o jakich wiedzą nieliczni.  Smaki, barwy, zapachy i widoki oraz ciekawostki, mogłoby wydawać się, że w dobie Internetu mamy dostęp do informacji o wszystkich atrakcjach jakie chcemy poznać. Jednak jak zawsze liczy się jakość, a ta w tym konkretnym przypadku jest najwyższa i znajduje to potwierdzenie w każdej, nawet najmniejszej, historii o polecanym zabytku czy też wartej odwiedzania lokalizacji.

 

Dokładka to nie to samo co powtórka, zwłaszcza jeśli mamy na myśli takie tytuły, które wracają do tematu, lecz jednocześnie dają czytelnikowi nowe wiadomości. Tomasz Orłowski przybliża czytelnikom nie tylko miejsca warte poznania, lecz wskazuje na szczegóły, sprawiające, iż sama lektura przenosi nas do nich. Oczywiście dzięki temu wzrasta apetyt na podróż lub ich liczbę mnogą, na każdej stronie znajdzie się punkt warty naszej uwagi oraz poświęcenia mu czasu i to nie na krótką chwilę, ale na dłuższą, może nawet nie raz. „Dyplomatyczna ratatouille. Dokładka” jest przewodnikiem doskonałym, chociaż skorzystają nie jedynie na jego poznaniu amatorzy wycieczek. Jeśli pozostaje nam tylko podróżowanie „palcem po mapie” to dzięki autorowi mamy okazję zobaczyć jego oczami intrygujące obiekty. Styl pisania sprawia, że czytając oglądamy barwną panoramę w jakiej przeszłość i teraźniejszość splatają się w jedna opowieść o tym, gdzie warto pojechać, czego spróbować, by przeżyć niezapomniany przygodę podróżniczą.

 





Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję 
wyd. Rebis

 

niedziela, 24 grudnia 2023

Listy do Mikołaja

„Kochany Święty Mikołaju”

Debbie Macomber

 

W magię świątecznych dni najbardziej wierzą dzieci, z wiekiem jakoś ona blednie, traci na swej mocy. Zastępowana jest przez zwątpienie, niedowierzanie i zapominanie o tym, co  najważniejsze. Czasami ktoś przypomni dawne chwile, ich smak i barwy, a od tego już krok by znowu otworzyć drzwi do tego, co może dać szczęście jeśli tylko wykorzystamy szansę, jaka pojawi się.

 

Kiedyś Lindy pisała listo do Świętego Mikołaja, jak wiele innych dzieci. Jednak dawno ten zwyczaj zarzuciła. Nie jest już dzieckiem, a ostatni rok podkopał wiarę w ludzi. Zdrada chłopaka, zdrada przyjaciółki i wymarzona praca, gdzie wciąż musi udowadniać ile jest warta. W takich okolicznościach wyjazd do rodzinnego domu na Boże Narodzenia jest dziewczyny remedium na to, co ostatnio było jej udziałem. Na miejscu okazuje się, że miała rację, świąteczny urlop zapowiada się naprawdę dobrze. Dawna tradycja z korespondencją ze staruszkiem z brodą teraz wydaje się śmieszna, lecz jakby tak się zastanowić … Z drugiej strony nie ma kilku lat, jest dorosła i wie, że marzenia nie spełniają się ot tak lub raczej w ogóle. A jeśli jednak zapisane słowa mają moc? No właśnie okazuje się, że w dorosłym życiu również jest miejsce na niezwykłe podarunki, jakich się pragnęło. Pytanie tylko czy Lindy będzie potrafiła docenić je tak jak kiedyś…

 

Stare listy odnalezione po latach, trudna codzienność i świąteczny czas. Co z tego wyniknie? Historia wcale nie taka jakich wiele, ale taka, przy której można ogrzać się nie tylko świąteczną magią, lecz przede wszystkim rodzinnych więzi, przyjacielskiego wsparcia oraz uczuć, pojawiających się w najmniej spodziewanym momencie. „Kochany Święty Mikołaju” ma wszystko to, co lubimy w książkach tego gatunku czyli ciepło, nadzieję, humor oraz prawdziwy kalejdoskop emocji. Czytając opowieść pióra Debbie Macomber nie przenosimy się w mało realny świat, lecz wydaje się, iż akcja toczy się niedaleko nas. Bohaterowie mają podobne problemy, a poszukiwaniu ich przyglądamy się trzymając za nich kciuki. Tłem jest czas Świąt, niekiedy pozwalający dostrzec istotne sprawy, jakie wcześniej umykały nam. Autorka nie tworzy nazbyt słodkich wątków, jest w nich trochę gorzkiej prawdy i realne obserwacje o współczesnej codzienności, gdzie pośpiech, gonitwa za sukcesem i tęsknota za szczęściem jest udziałem niejednego człowieka.

 





Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję 
wyd. Rebis

 

 

sobota, 16 grudnia 2023

Historia niezwykła

Nowość:

„Miłość. Historia przedziwna w 50 odsłonach”

Edward Brooke-Hitching

 

Miłość. Jedno słowo co najmniej dziesiątki skojarzeń albo i więcej. Obiektywne opinie i bardzo subiektywne, mające punkty wspólne, lecz i różniące się między sobą. Jedyna w swoim rodzaju, budząca najsilniejsze emocje, wciąż w centrum zainteresowania. Od wieków jest natchnieniem dla artystów, ale także zwykłych ludzi. Jednoczenie w jej imieniu toczono wojny. Ma jasną i mroczną stronę. Nikogo nie pozostawia obojętnym.

 

Jak to więc jest z tą miłością? Edward Brooke-Hitching odpowiada na to pytania w niestandardowy sposób. Słowa łączy z sztuką, literaturą i zapiskami historycznymi. Fakty, mity, archeologia tworzą niezwykły obraz uczucia, jakie pozostaje w centrum zainteresowania człowieka od jego zarania. Ile ma twarzy? Nieskończenie wiele, a te tytułowe 50 są punktem wyjścia do intrygujących refleksji, jakimi dzieli się autor. Każdorazowo wskazuje nowe oblicze i równocześnie odkrywa przed czytelnikami inny punkt widzenia, nawet tam gdzie wydawałoby, że przecież już wszystko zostało powiedziane. Jak się okazuje perspektyw, z jakich spoglądamy na miłość jest bardzo dużo, niejeden z czytelników wskazałby własną, lecz te przedstawione w książce okazują się bardzo często zaskakujące. A jeśli nawet nam znane to zaskakują interpretacją oraz detalami, które wcześniej nie zostały dostrzeżone.

 

Niestandardowe podejście do tematu, jaki wydaje się już dawno „prześwietlony” i opisany ze wszystkich możliwych stron. Jednak „Miłość. Historia przedziwna w 50 odsłonach” jego pióra udowadnia na każdym kroku, że wcale tak nie jest i wiele jeszcze pozostaje do poznania. Doskonałym przewodnikiem jest Edward Brooke-Hitching, nie podążający prostymi ścieżkami, a tym bardziej na skróty, wybierający nowatorskie spojrzenie i dzielący się nim z czytającymi. Podczas lektury, podróżujemy wraz z nim, w czasie i otrzymujemy okazję by zajrzeć za kulisy uczucia, które odmieniane jest przez wszystkie przypadki, lecz tak naprawdę niewielu potrafi o nim tak zajmująco pisać. Literatura, sztuka, fakty i mity, do tego zajmujący styl pisania oraz zdjęcia, ilustrujące tekst. Tylko lub raczej aż tyle, już na samym początku daje przedsmak co nas czeka, potem jest jeszcze lepiej, a raczej wprost należy powiedzieć, iż z każdą stroną zainteresowanie wzrasta. Na tym nie koniec, to raczej kolejne punkty na niesamowitej mapie, pozwalającej odkrywać nieznane twarze tytułowego uczucia, dzięki nieszablonowych perspektyw. No i nie da się ukryć, że albumowe wydanie również robi wrażenie, strona ilustracyjna sprawia, że przed oczyma przewija się kolorowy film z niezwykłą narracją.

 

 





Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję 
wyd. Rebis

 

 

poniedziałek, 4 grudnia 2023

Ikona

Nowość:

„Helena Rubinstein”

Angus Trumble

 

„Uroda to władza”, a kobieta, która ukuła to hasło reklamowe doskonale wiedziała o czym mówi. Zbudowała imperium kosmetyczne od przysłowiowego zera i sięgnęła wyżyn. Starannie tworzyła swoją markę biznesową i równie pilnie dbała o to jak ją postrzegano. Jedno i drugie było równie istotne, zwłaszcza, że miało to miejsce na początku dwudziestego wieku, wpierw na Antypodach, a później w Europie i Stanach Zjednoczonych. Dzisiaj jej osiągnięcia robią ogromne wrażenie, a co dopiero ponad wiek wcześniej.

 

Stworzyć globalna markę wcale nie jest łatwo i jak powszechnie wiadomo jedynie niektórzy to osiągają. Jak udało się to kobiecie, urodzonej w ostatnich dekadach dziewiętnastego wieku na krakowskim Kazimierzu?  Potrafiła wyróżnić się w Australii i nie tylko powtórzyć, ale przebić ten sukces na kolejnych kontynentach. Jednocześnie tworząc prawie od nowa swój życiorys, pasujący do tego, co zamierzała osiągnąć i czego z pewnością oczekiwano po niej. Angus Trumble nie szuka sensacji, ani tym bardziej tak zwanych „brudów”, ale odsłania przed czytelnikami te fragmenty biografii, które po mistrzowsku zostały na nowo napisane przez Helenę Rubinstein. Nie poprzestaje na tym, lecz pokazuje także kontekst historyczno-społeczny oraz gospodarczy w jakim poruszała się i potrafiła jednocześnie dostosować się do nich oraz wykorzystać do swoich celów. Nie ona jedyna w tym okresie założyła firmę o profilu kosmetycznej, lecz sięgnęła dużo dalej niż inni. Jednak zasłynęła także na całkiem innej niwie, chociaż nie aż tak dalekiej jak mogłoby się zdawać na pierwszy rzut oka – sztuce. Przyjaźniła się z wielkimi artystami dwudziestego wieku, miedzy innymi z Pablem Picassem, była mecenaską i kolekcjonerką. Doceniała piękno nie jedynie w związku z branżą, w jakiej stworzyła imperium, ale również w malarstwie, rzeźbie.

 

Angus Trumble pokazał w niestandardowej biografii Heleny Rubinstein równie nieszablonową postać, którą naprawdę trudno zamknąć w prostych ramach. Kobieta, jaka z niczego, poza własnym talentem i pomysłami, nie tylko stworzyła międzynarodowy koncern, lecz też wykreowała samą siebie. Stała się symbolem, muzą dla artystów i legendą, rozumiała jaką siłę ma wizerunek i co ona może jej dać. Odpowiednio „dostosowała” swoja przeszłość by stała się odpowiednim fundamentem dla przyszłości. Autor skupił się zwłaszcza na pierwszych latach kiedy równocześnie Helena Rubinstein kładzie podwaliny pod sukces zawodowy i to jak chce być postrzegana przez otoczenie. Krok za krokiem budowała swoje marzenia i siebie samą, wiedząc co chce osiągnąć. Fakty historyczne, wspomnienia, dokumenty, zdjęcia to wszystko składa się na książkę o kimś fascynującym, po latach odkrywanym na nowo, będącym przez dekady synonimem elegancji i wciąż utożsamianym z najwyższej półki kosmetykami.

 





Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję 
wyd. Rebis