Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Jirafa Roja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Jirafa Roja. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 września 2012

Krzyk ginącej cywilizacji

"Krzyk Kwezala"
Łukasz Gołębiewski


To co ważne dla jednych, drudzy uznają za drugorzędne lub wcale nie zauważają, wartość ma różne znaczenie i zależy od punktu widzenia. Często dopiero po upływie dłuższego czasu docenia się te rzeczy, które odeszły bez powrotu. By zniszczyć cokolwiek dużo nie potrzeba, wystarczą ludzkie chęci i krótkowzroczne działanie. Utrata może wcale nie być początkowo dostrzegalna, dopiero po latach, a nawet setkach, widzi się błędy z przeszłości. Podobno historię piszę zwycięzcy, przegrani nie są w niej uwzględniani, chociaż mogą doczekać się rehabilitacji i uznania w przyszłości. Patrząc wstecz można się dziwić i dociekać przyczyn takiego, a nie innego rozwoju sytuacji i co by było gdyby ...

Ameryka Południowa i Środkowa była traktowana w szesnastym wieku przez większość Europejczyków jak skarbiec, który trzeba odnaleźć, zagarnąć i wywieźć za ocean. Złoto, było, jest i pewnie będzie ponadczasowym symbolem, którego wizja powoduje i powodowała gorączkę poszukiwań. W pogoni za skarbami rzadko kiedy liczy się honor i poszanowanie czyjeś własności. Podbój uważano za obowiązek, coś jak najbardziej normalnego i należnego, liczył się jedynie interes, pod uwagę brano tylko koszty po stronie najeźdźców, straty po stronie podbijanych ginęły pod końskimi kopytami i spływały z krwią obrońców. Liczyło się złote łupy, klejnoty i zdobyta ziemia, gdzieś pomiędzy tym ginęły dziesiątki tysięcy ludzi i wielowiekowe kultury. Co odczuwali ci, którym wydzierano kawałek po kawałku ich majątek, dziedzictwo, a co najważniejsze odbierano prawo do samostanowienia i niszczono więzi rodzinne? Zdrada i to ze strony człowieka, którego przyjmowało się jak wcielenie boga, wszystkie pokładane w nim nadzieje i wiara zostają brutalne zburzone. W imię własnych wartości nie raz i nie dwa dochodziło do krwawych wojen, każda ze stron była pewna swych racji, ale tylko jedna z nich na wieki zdobyła prawo głosu. Cywilizacja przeciwko cywilizacji, religia przeciwko religii i człowiek przeciwko człowiekowi, a pomiędzy tym wspaniałe budowle, tradycje i społeczeństwo, wszystko to skazane na zagładę i zapomnienie.

"Krzyk Kwezala" to nie dokumentalna opowieść o Cortesie, to historia o ludziach, którzy bronią tego co dla nich najcenniejsze za wszelką cenę. Bohaterowie po części historyczni, po części literaccy, ale połączeni autentycznymi faktami uzupełnionymi o wydarzenia oparte na mitach. Czytelnik dostaje dynamiczną historię, w jakiej nie wszystko jest z góry określone, a rozwój fabuły, chociaż zmierza w określonym kierunku, zawiera wiele niespodzianek. Autor na kanwie tego co znane wykreował świat, w jakim nie brak magii i przedstawienia tych samych wydarzeń z różnych perspektyw. Fabuła nie zawiera półcieni, pełna jest mocnych barw, nie ma w niej miejsca na subtelne pastele. Czytający otrzymują książkę, w jakiej prawda i fikcja przenikają się tworząc panoramę, gdzie wiele elementów jest wiadomych, ale białe plamy uzupełniają całość, tak że intryguje ona i nie pozostawia obojętnym.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria oraz wyd. Jirafa Roja




poniedziałek, 5 grudnia 2011

"Dzieci TV"

Andrzej Te

"Dzieci TV" to zbiór opowiadań, których akcja została osadzona w teraźniejszości i dotyka problemów z jakimi można spotkać się na co dzień, chociaż nie zawsze są one identyfikowane. Czasem ich występowanie jest po prostu są tłumaczone jako efekt współczesnych czasów czy tez rozwoju cywilizacyjnego. Ten kto szuka optymistycznego przesłania nie znajdzie go, ale czy w erze wszechobecnej telewizji i internetu wiadomości takie nie są spychane przez "newsy" dramatyczne, gdzie przysłowiowa krew leje się "często i gęsto"? Autor każdym opowiadaniem zdaje się chcieć pokazać rzeczywistość, płynącą z ekranu i specyficznie "kalkulującą" się w życiu jej odbiorców. Zdaje się padać pytanie czy to co oglądamy codziennie jest naśladownictwem naszego świata czy może odwrotnie to telewidzowie kopiują to co zobaczą w swoim życiu?

Każda opowieść mogłaby być podstawą filmu, odcinka serialu czy też reportażu, trudno odróżnić co jest fikcją literacką, a co odwzorowaniem faktycznych wydarzeń. Przedstawione historie prezentują bohaterów, chcących postępować zgodnie z tym co widzą w otoczeniu, czasem jest to ślepe naśladownictwo, a czasem działanie wynika z braku perspektyw, tak jakby egzystencja była z góry przewidziana, a perspektywy dawno się zdeaktualizowały. Rozczarowanie nie dotyka tylko ludzi stojących u progu dorosłości, ale też i starsze pokolenie, jednak najbardziej beznadziejność w postrzeganiu przyszłości jest widoczna w generacji, do której powinna ona należeć. Każde działanie przeciwstawiające się zastanemu porządkowi spotyka się z oporem i skazane jest na niepowodzenie. Przeszłe obietnice i marzenia w momencie gdy powinny być urzeczywistnione stają się dawno przebrzmiałe, a odpowiedzią na nie jest podążanie ścieżką przetartą przez innych i wróżącą pozytywnego zakończenia.

Z jednej strony autor ukazuje świat gdzie głównym przekaźnikiem wzorca postępowania jest telewizja, z drugiej strony są zaprezentowane skutki ślepego realizowania tego co serwują kanały telewizyjne. Portret współczesności wydaje się zdominowane przez to źródło informacji, to ono narzuca punkt widzenia, chociaż przecież w dużym stopniu zdaje jedynie relacje z tego co już było lub wcale nie miało miejsca, a jedynie jest obrazem powstałym dla "rozrywki". W opowiadaniach można odnaleźć wiele postaci, znanych z własnego, bliższego bądź dalszego, otoczenia, wydających się zagubionych w świecie lub wprost odwrotnie sprawiających wrażenie świetnie do niego dopasowanych. Jednak tak naprawdę to tylko pozory, tak jak gra aktorska, przekazująca pewne uczucia, które są fikcją.

"Dzieci TV" nie są łatwą lekturą, czytaną przed snem, to raczej pozycja z gatunku skłaniających do zastanowienia się nad swoim życiem i tym co nas otacza.


Książka przekazana przez portal Sztukateria
i wyd. Jirafa Roja za co Dziękuję



środa, 24 sierpnia 2011

Surrealizm czy realizm?

„Suacz Park i klontfa alkaidy”
Kuba Wicher


"Treść jest czystą fantazją literacką", "Wszystkie postacie są fikcyjne", jeżeli takie i podobne zdania pojawiają się w ramach wstępu, to czytelnik od początku może nabrać podejrzeń, że tak naprawdę historia przedstawiona w książce ma drugie dno - oparte na rzeczywistości. Jednak by się przekonać co jest fantazją twórcy, a co ma pokrycie w realnym świecie trzeba zagłębić w Souacz Park i poznać jego bohaterów, nieprzeciętnych i wyróżniających się między innymi książkowymi personami.

Karykatura to podstawa "Souacz Park i klontfy alkaidy", dotyczy każdego momentu, zdarzenia i postaci. Od pierwszej do ostatniej strony czytelnik ma do czynienia z parodią rzeczywistości i wszystkich jej elementów, jeżeli podczas czytania ktoś będzie liczył na chwile gdzie realność da znak, że jeszcze istnieje to będzie zawiedziony. Jednak pomimo zniekształceń świat opisywany jest świetnie rozpoznawany, w końcu wiele jego składników świetnie pasuje bez żadnych zmian, chyba, że językowych, do surrealistycznego otoczenia opisywanego przez autora. Co jeszcze wyróżnia książkę spośród innych, mających na celu "zdemaskowanie" codziennej papki serwowanej nam przez mass media oraz innych i vice versa? Brak hamulców w obnażaniu tego wszystkiego co jest codziennością, nie robią tego jednak nieskazitelni bohaterowie, lecz tacy mający wiele wad, a raczej wszystkie. Oczywiście barwne opowiadanie o mieszkańcach pewnej obszaru Poznania (jedna z nielicznych nazw pozostawiona w oryginale) nie opiera się tylko na czynniku ludzkim, lecz przedstawia historię, gdzie wiele jest odbić, nie zawsze jak z krzywego zwierciadła, znanych z życia publicznego ostatnich lat. Nawiązania do rzeczywistych zdarzeń nie są zbytnio kamuflowane, z drugiej strony to zostało wykorzystane przez autora było jak z parodii. Po prostu życie napisało scenariusz, który nie wpadłby do głowy filmowcom.

Tytuł kojarzący się z kreskówką, określanej mianem obrazoburczej, jest jak najbardziej na miejscu, chociaż nawet i on jest autokarykaturą oryginału. W końcu w naszych czasach nie ma świętości i wszystko można wykorzystać do swoich celów, a to co przed momentem jeszcze było oryginalne i łamiące stereotypy za chwilę staje się podobne do tego co było piętnowane.

Książka przekazana przez portal Sztukateria
i wyd. Jirafa Roja za co Dziękuję