środa, 29 czerwca 2022

Miłość w ludzkim piekle

Premiera:

„Bezmiłość”

Sylwia Winnik

 

Miłość ma wiele twarzy, dokładnie tyle, ile ludzi ją odczuwających, wymyka się prostym definicjom i pojawia się niezależnie czy okoliczności jej sprzyjają. Przynosi z sobą emocje, czasem sprzeczne, jednocześnie radosne, ale i bolesne. Bywa też światłem w przerażającym tunelu, nadzieją w piekle, jakie zgotował człowiek człowiekowi i ofiarującym odrobinę normalności tam gdzie jest ona odległym wspomnieniem.

 

Kiedy myślimy o miłości przechodzą nam do głowy najczęściej gotowe obrazy, częściowo powstałe z osobistych doświadczeń, lecz i opartych na literaturze, kinematografii, fotografiach. Podszyte są one uczuciami, oddającymi to, co niekiedy trudno ubrać nam w słowa. Każdy ma jej własną definicję, chociaż doskonale wiemy, że nawet sami do końca nie określimy jej ram, wymyka się im nieustannie. Sylwia Winnik już niejednokrotnie pokazała czytelnikom, że jak niewielu potrafi pokazać istotę wydarzeń, z okresu Drugiej Wojny Światowej, wydobywając na światło dzienne to, co pozostawało przez wiele dekad w ukryciu lub o czym zapomniano. Nie inaczej jest i tym razem, „Bezmiłość” jest swoistą kroniką uczuć, wydających się nam niemożliwych do zaistnienia w obozie koncentracyjnym, nie w tym miejscu, nie w tym czasie, wszędzie tylko nie tam. Właśnie tam, pośród obozowych baraków, wszechobecnego strachu, bólu, wydzieraniu każdego dnia, a nawet godzin, śmierci. Oczywiście, że twórcy już sięgali po ten temat, lecz książka Sylwii Winnik jest czymś więcej niż „opowiedzeniem” historii ludzi, jacy pośród niewiarygodnego okrucieństwa odnaleźli, mieli siłę kochać. To swoisty almanach, odsłaniający różnorodne odcienie miłości z kronikarską dokładnością, ale i równocześnie przekazującą to, co w niej najważniejsze. Wspomnienia, rodzinne przekazy, listy pisane na skrawkach papieru, przedstawiają siłę miłości, z czym się wiązała i przede wszystkim co z sobą przynosiła, nieustannie w tle jest obozowa i pozaobozowa rzeczywistość, w jakiej codziennością była walka o zachowanie człowieczeństwa, swojego oraz innych. W „Bezmiłości” poznajemy ludzi, jacy wiedli zwyczajne życie, mieli plany, pragnęli zrealizować swoje marzenia, wojna odebrała im dużo, lecz oni wbrew jej pozostali wierni swoim zasadom. Dzięki temu kim byli udało im się, na dłuższą bądź krótszą chwilę, wydrzeć odrobinę normalności, a jednym z jej elementów była właśnie miłość, przynosząca nadzieję, że nie wszystko jeszcze stracone, dodającą sił i wiarę w drugiego człowieka oraz przyszłość.

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

 

 

wtorek, 28 czerwca 2022

Wybór warty grzechu?

Przedpremierowo:

„Grzech Reeda”

Agnieszka Siepielska

 

Trzeba uważać jaką grę się rozpoczyna, nawet jeśli samemu ją się zaplanowało. Pozory mogą mylić, a to, co jest brane za pewnik okazuje się wcale takie nie być. Łatwo jest nie dostrzec prawdy i brać kłamstwa oraz iluzje za nią. Wynik rozgrywki opartej na tak chwiejnych podstawach może być zupełnie inny niż zakładano i wymagać będzie podjęcia trudnych decyzji, może najważniejszych w życiu.

 

Nawet jeśli wydaje się, że kogoś zna się doskonale wcale tak nie musi być. Reed nie ma zamiaru brać udziału w planie swojego brata, zna tę kobietę od lat, zresztą nie tylko on. Jednak pewne zobowiązania są ważniejsze od osobistych przekonań i pchają człowieka do czynów, jakie w innej sytuacji dokładniej by przemyślał. Dziewczyna nie jest świadoma tego, co ktoś jej dobrze znany przygotował dla niej. Ma swoje problemy i jakoś stara się egzystować w miejscu gdzie wszyscy zdają się wiedzieć o niej wszystko. Czy tak jest w rzeczywistości? Co jest w stanie zrobić Reed, nie zważając na to, czego się podjął wbrew sobie, lecz dla dobra bliskich sobie ludzi? By osiągnąć cel musi być grać przed Ellie, a co jeśli z tego zrodzi się coś prawdziwego, nie udawanego? Gdzie ich to doprowadzi jeśli jedno z nich złamie zasady? Do tej pory dawały oparcie i jasno określały co grozi temu, kto im się nie podporządkuje, lecz warto czasem zaryzykować dużo, zwłaszcza dla człowieka, jaki okazuje się być kimś wyjątkowym. Ellie jest warta takiego grzechu? Czy Reed nie będzie żałować, że go popełnił?

 

Podstęp, sekrety, przeszłość, jaka wciąż kładzie się mocnym, mrocznym, cieniem na teraźniejszości oraz dwoje ludzi, jacy powinni siebie unikać, lecz nie mogą i nie chcą tego robić. Agnieszka Siepielska w swojej najnowszej książce przemyślnie łączy wątki, tak, by z jednej strony nikt nie był nigdy pewny w jakim kierunku zmierzają, a z drugiej otacza je dużą dawką skrajnych emocji. Jedno oraz drugie podsyca domysły i wciąga czytelnika w wir wydarzeń, zapowiadających niejedną komplikację. Bohaterowie stawiają czoła światu, jaki widzi w nich tylko to, co chce zobaczyć, nie jakimi są naprawdę. „Grzech Reeda” jest soczystą historią, w której walczą z sobą zobowiązania z pragnieniami, mogącymi je zniweczyć. Uczucia stanowią jedną z osi akcji, niejednoznaczne, ukrywane, do jakich trudno przyznać się samemu sobie, a co dopiero innym. Autorka nie stawia sztucznych przeszkód, wykorzystuje dobrze skonstruowane przez siebie charaktery postaci oraz okoliczności, im towarzyszące. Rozdział za rozdziałem zagłębiamy się w opowieść, w której nie brakuje zwrotów akcji, trudnych decyzji oraz uczuć, zakazanych i będących źródłem wyborów, jakie mogą zniszczyć to, co najcenniejsze.

 

 

 

29 czerwca

 


 Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

 

poniedziałek, 27 czerwca 2022

Do trzech razy sztuka ...

Przedpremierowo

„Sztauwajery”

Paulina Świst

 

Podobno uczymy się na błędach, mniej boli gdy ta wiedza nabywana jest na cudzych, nie własnych. Niestety tak łatwo w życiu nie ma, a że ludzka natura jest taka, nie inna, bywa, iż nauk nie przyswajamy. Za to inni jak najbardziej tak i umiejętnie je wykorzystują, zwłaszcza gdy mają odpowiednią motywację oraz nie cofną się przed niczym by osiągnąć swój cel.

 

Przysługi, by nie powiedzieć długi, mają to do siebie, że kiedyś trzeba je oddać, zwłaszcza jeśli wyświadczył ją ktoś taki jak Luca. Panie mecenaski mają co najmniej „trochę” inne zdanie w tym temacie, ale wiedzą doskonale, że z pewnymi faktami nie dyskutuje się, zgadza się z nimi ich kolega po fachu Marcin, on też jest w tej samej sytuacji co i one. Lucjan Złocki jak zawsze ma swój plan, nawet nie jeden, jako wytrawny gracz rozgrywa pewną grę, a cała reszta jest jedynie pionkami. Julia Czerny do tej rozgrywki trafiła przypadkowo, a może nie? W końcu Złocki niczego nie pozostawia przypadkowi, zbyt wysoka stawka by zdać się na los, tyle, że nastąpił zgrzyt w mechanizmie, puszczonym dawno temu w ruch. Prawo i bezprawie niekiedy niebezpiecznie blisko siebie egzystują, a każdy sekret to potencjalny słaby punkt. Kto uratuje swoją skórę, a kto będzie przegranym? Zwycięzca jest tylko jeden, często ten ktoś rozdaje karty, jak będzie tym razem?

 

 

Miała być spokojna lektura, bez niecierpliwego brzęczenia gdzieś z tyłu głowy „co dalej”, przekładającego się na coraz szybsze przewracanie stron. Prawie udało się, oczywiście, że „prawie” robi różnicę, bo pierwsza kartka czyli „aż” całe półtora strony takie było, czysty, niezmącony, spokój, tyle było mojego zen. A potem rozpoczął się normalny tryb czytania książek Pauliny Świst czyli pochłanianie kolejnych stron by sprawdzić co zgotowała swoim bohaterom oprócz spodziewanego trzy razy na ostro, bo przecież byłoby to za mało. Po „Paprocanach” i „Chechle” przyszedł czas na „ Sztauwajery” czyli epicki finał trylogii, po którym punkt widzenia tych miejsc zmieni się całkowicie. Do znanych już postaci dołączyły nowe, dorównujące im brawurą, tupetem i przede wszystkim podejściem do życia pod hasłem „normalność jest przereklamowana”, chociaż przez chwilę, bardzo krótką, można dać się zwieść, iż są z tej zwyczajniejsze strony mocy. Na szczęście nic tego, kłopoty to ich specjalność i przyciągają je w ilości zapewniającej wysoki poziom adrenaliny im oraz czytelnikom. Pisarka zadbała o to, by nieustannie podkręcać atmosferę, a łańcuch przyczynowo-skutkowy spoić ogniwami z tajemnic i błędów przeszłości, dających w efekcie mieszankę jeszcze bardziej świstową czyli intensywną w każdym calu, z niespodziankami co krok i finałem jak w hollywoodzkiej super produkcji. „Sztauwajery”  gwarantują sensacyjne zwroty akcji, kryminalne tło, wytrawny humor oparty na dobrej nucie i szeroko pojętej pokulturze, niesztampowych bohaterów, jacy zawsze idą pod prąd oraz fabułę, w której niemożliwe jak najbardziej ma rację bytu. Po prostu doskonała rozrywka czytelnicza, uzależniająca, nieodmiennie daleka od zwyczajności, z intrygującymi wątkami, dialogami, zapadającymi w pamięć i puszczająca niejednokrotnie oko do otaczającej nas rzeczywistości.

 Premiera:

29 czerwca

 


 Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

 

sobota, 25 czerwca 2022

Mylne, pierwsze, wrażenie

Przedpremierowo

„Niegrzeczny prezes”

Weronika Jaczewska

 

Złe miłego początki. Czasem tak bywa, że start bardziej wygląda jak falstart i nie zapowiada niczego dobrego. A może to jedynie pierwsze wrażenie, które wcale nie musi być przepowiednią na przyszłość? Los bywa przewrotny, zwłaszcza gdy trafia na ludzi, jacy zdają się dokładnie wiedzieć czego chcą od niego!

 

Pewnych spraw korporacja nie wybacza, nawet jeśli się jest wysoko w hierarchii i osiągnęło się sukces. Lena doskonale zna te zasady i do tej pory nie przeszkadzały jej, praca dawała satysfakcję i pozwalała wykazać się. Błędów raczej nie popełnia, przynajmniej świadomie i z premedytacją. Tyle, że znajomość z Fryderykiem zdezaktualizowała prawdziwość tej i kilku jeszcze innych zasad. Pierwsze spotkanie nie zapowiadało, iż pomiędzy tą dwójką cokolwiek wydarzy się, ale szybko okazuje się jak bardzo było to mylne założenie. Chemia? Zakazane emocje? Ryzyko? Wszystkiego wcale nie po trochu, a w dawce, jaka z jednej strony sprawia ból, z drugiej lęk o to, co jeszcze się wydarzy. Każde z nich ma swoje tajemnice, on ma reputację, jak zdążyła go wyprzedzić i powinna być ostrzeżeniem, no i jest jej szefem. Ona do tej pory zgadzała się na prawa rządzące się światem, jaki jej pozwolił na rozwinięcie skrzydeł. Czy są w stanie ponieść koszt, którego nie brali pod uwagę? W krótkim czasie stali się dla siebie kimś więcej niż zakładali, podnieśli stawkę niebezpiecznie wysoko, stracić mogą wiele, lecz zyskali już o wiele więcej. Utrata tego zaboli i to bardziej niż zakładali, ale do tej pory walczyli o to, na czym im zależało. Czy teraz będą w stanie podjąć rękawicę, jaką sami sobie rzucili? Niejedno uczucie nie przetrwało niedomówień, wątpliwości i strachu.

 

Zakazane uczucie, pogoń za sukcesem, przeszłość, jaka wcale nie jest zamkniętym rozdziałem i niespodziewana szansa, wydająca się czymś zgoła odmiennym. Dwoje bohaterów, jacy podczas lektury zaskakują nas i pokazują, że prawdziwa twarz często skrywa się pod maskami, lecz jakoś zapominamy o tej prostej prawdzie. Weronika Jaczewska zbudowała historię „Niegrzecznego prezesa” na pomysłowo rozbudowanych motywach zakazanej miłości oraz hate-love i przede wszystkim bohaterach, nie tylko ich odzwierciedlających, lecz odpowiednio sportretowanych. Drugi plan pozwala pokazać się postaciom oraz tego, czego pragną, jednak na pierwszym są emocje, skomplikowane, pełne pułapek i przynoszące niespodziewany rozwój sytuacji, jaka miała potoczyć się zupełnie inaczej. Autorka wszystkich kart fabuły nie odkrywa od razu, robi to w odpowiednich momentach, tak, by podtrzymać klimat zaskoczenia oraz niepewności co do dalszego ciągu relacji oraz tego, co z sobą niesie. Krok po kroku prosty wydawałoby się związek wchodzi w całkiem nowe obszary, burząc dotychczasowy porządek i stawiając pod znakiem zapytania dosłownie wszystko. Jaką odpowiedź przygotowała Weronika Jaczewska dla swoich bohaterów? O wiele bardziej zaskakującą niż zakładali, pokazująca im oraz czytelnikom, że korporacyjny kodeks i miłość to prawdziwa mieszanka wybuchowa.

 

 

PREMIERA
29 czerwca
 
 
 Za możliwość przeczytania książki
dziękuję: