czwartek, 11 lipca 2024

Pakt zła

Nowość:

„Zmowa milczenia”

Anna Krystaszek

 

Nikt nic słyszał. Nikt nic nie widział. Wszyscy wiedzieli. Zbrodnia nic jest anonimowa. Każdy, kto odwraca wzrok jest współwinny. Jednak i tak zbyt wielu, wybiera spuszczenie głowy w dół i wypieranie obrazu zła, które na ich oczach sieje spustoszenie. Jak długo da się tak egzystować? Każdy mur, także ten zbudowany z milczenia i wspólnych interesów, w końcu runie. Niestety częściej później niż wcześniej…

 

Każdego roku ginie niejedna osoba, niektórzy znajdują się, inni powiększają smutne statystki niewyjaśnionych spraw lub też stają się podmiotem kryminalnego dochodzenia. Zniknięcie Iryny będzie miało szczęśliwy finał czy też wprost przeciwnie? Turawa raczej nie jest stolicą zbrodni, tutaj ludzie przyjeżdżają odpocząć i zrelaksować się. Jednak kilka niewyjaśnionych śmierci daje do myślenia, a już ostatnia wprost jest wynikiem zabójstwa. Tym razem śledztwo prowadzą osoby z zewnątrz, nie miejscowi stróże prawa. Komisarzowi Szulcowi i prokuratorowi Hejdzie zależy przede wszystkim na rozwiązania tej morderczej zagadki, lokalne powiązania są dla nich istotne w kontekście ostatnich wydarzeń. Znalezienie okaleczonego ciała, zaginięcie młodej kobiety i wcześniejsze niewyjaśnione podobne przypadki są jedynie zbiegiem okoliczności czy mają punkt wspólny? Dlaczego w tak małej społeczności nikt zauważył niczego niepokojącego? Co rzeczywiście dzieje się w tak pięknych okolicznościach przyrody?

 

Zbrodnia wydaje się odległa, popełniona przez kogoś obcego i w ogóle, niedotycząca nas osobiście. Nic bardziej mylnego. Zbyt często dzieje się na wielu, a przynajmniej ma początek nie w odosobnieniu, lecz na widoku. Jedni odwracają wzrok, drudzy wychodzą z załóżcie, iż to nie ich sprawa, mało kto reaguje. Mur milczenia bywa zbudowany z wspólnych interesów, obojętności lub swoistego poczucia wspólnoty i niechęci do obcych. Wydaje się, iż to zaklęty krąg, jakiego nie da się przerwać, lecz kiedyś następuje ten moment, iż coś wydostaje się na zewnątrz. Anna Krystaszek odsłaniania kulisy zła, jak potęguje się, aż do kulminacji, pierwszej, drugiej, bo przecież, jeśli nikt nie zareagował, nie powstrzymał go, jest po prostu bezkarne, rośnie w siłę. Jednakże „Zmowa milczenia” to bardziej skomplikowana historia, w której mordercza strona ludzkiej natury ma niejedną twarz, a wątki wpierw przebiegają równolegle do siebie, by zacząć się zbliżać się do siebie i spleść się zbrodniczą opowieść. Rozdział za rozdziałem, z kilku punktów widzenia, czytelnik obserwuje zło, raniące, zapuszczające korzenie, oplatające wszystkich i wszystko oraz wysysającego z ludzi nadzieję. Pisarka konfrontuje nas ze strachem, obojętnością i tajemnicami, za jakimi stoi ktoś potrafiący doskonale to wykorzystać by skrzywdzić tych, którzy staną mu na drodze lub znajdą się na jego celowników, z jemu jedynie znanych powodów. Tytuł książki nie jest na wyrost i znajduje w niej odzwierciedlenie, realne i przede wszystkim pokazujące do czego ona prowadzi oraz jak łatwo, w imię źle pojętych priorytetów, staje się wygodną wymówką i tematem tabu.


Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

wtorek, 9 lipca 2024

Teraz albo nigdy

Nowość:

„The Perfect Find”

Tia Williams

 

Jak rozpocząć od nowa życie jeśli do tej pory wszystko wydawało się być na wyciągnięcie ręki, a sukcesy przychodziły jeden z drugim? Kariera zawodowa, szczęśliwy związek i świetlana przyszłość. Aż do chwili, kiedy okazuje się, ze wszystko sypie się jak domek z kart. Upadek boli, a wspinanie się z powrotem na szczyt jest trudniejsze niż wejście na niego za pierwszym razem.

 

Nie tak miało być. Scenariusz zakładał kolejne, zyciowe, w iście hollywoodzko-nowojorskim stylu. Co mogło pójść nie tak? Nic. A wszystko poszło nie tak. Jeszcze niedawno Jenna brylowała w świecie mody jak wyrocznia, jej kariera dziennikarska rozwijała się, a ona miała u boku mężczyznę, w jakim była zakochana od lat i to wzajemnością. Teraz nagle musi zacząć od początku dosłownie. Zamiast luksusowego w apartamentu wynajmowane mieszkanko na Brooklinie, metro w miejsce limuzyny z kierowcą, a biuro w renomowanym magazynie modowym zastępuje mikro klitka w life style`owym i o zgrozo internetowych masmediach. Nazwisko, na które pracowało latami dało jej tyle, że zatrudnił ją największy wróg. Darcy Vale ma więcej niż chwilę triumfu nad Jenną, ale ta nie zamierza odwiecznej rywalce dawać zbyt długo powody do świętowania. Pozostaje jedynie poznać ziemię nieznaną czyli media społecznościowe, nauczyć się wykorzystać oraz wymyślić siebie na nowo. A i jeszcze jedno, pamiętać, iż właśnie skończyło się czterdzieści lat i nie każde marzenie da się odłożyć na później. Co z tym wspólnego ma Eric? Zagraża temu, co udało się ostatnio zdobyć, lecz daje też szansę by poznać smak życia, jakiego pragnęło się, chociaż czy cena, jaką przyjdzie zapłacić nie będzie zbyt wysoka?

 

Jaka to dobra lektura. Banał? W żadnym wypadku i na pewno nie na wyrost. Wydawałoby się, że prosta historia, tyle, że jeśli chodzi o uczucia to wiadomo, iż one jedynie na takie wyglądają, jeśli patrzy się na nie z boku. Natomiast, kiedy nas dotyczą, dostrzegamy ich skomplikowanie oraz jak daleko w nich do łatwych rozwiązań. „The Perfect Find” to nie jeszcze jeden romans, a tym bardziej lekka opowiastka o uczuciach. Tia Williams stworzyła prawdziwy mix smaków. Słodkie, gorzkie, trochę pikantne, z pewnością doprawione odrobiną słonym smakiem łez. Co jest siłą tej książki? Bohaterowie oraz to, co jest udziałem, a także barwny drugi plan i to nie jedynie pod względem kolorów. Blichtr, luksus, glamour, sukces, kariera i to, co zaczyna się dostrzegać, gdy jeden po drugiej iluzja zaczyna tracić na swojej uwodzicielskiej mocy. Co wówczas? Nagle okazuje się, iż trzeba od nowa zbudować swoje życie na gruzach tego, jakie miało mieć dożywotnią gwarancję, a jak się okazuje rozpoczęcie wszystkiego od początku to całkiem nowe wyzwania. „The Perfect Find” nie lukruje rzeczywistości, lecz pokazuje jak istotna jest przyjaźń oraz wykorzystanie szansy, wydającej się całkowitym nieporozumieniem i równocześnie nie pozwalającej o sobie zapomnieć oraz mogącej zniszczyć wszystko, co jeszcze pozostało. Teraz albo nigdy? Może i brzmi patetycznie, ale niekiedy wybór jest bardzo prosty i jednocześnie z pewnością zaważy, nad tym, co dopiero będzie.


Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

sobota, 6 lipca 2024

Początek końca?

Nowość:

„Dym Roztocza”

Wioletta Pyzik

 

Raz zasiane ziarna niepewności szybko zapuszcza korzenie, chociaż zdaje się, że są one wątłe i szybko uschną. Nic bardziej mylnego. Przyczają się na chwilę i rozkwitną przy najmniejszym zawahaniu się, a rozrosną się, gdy ktoś je podleje przypuszczeniami, niedomówieniami i kłamstwami.

 

Guciowo to nie tylko miejsce na mapie, to także stan umysłu. Pytanie tylko jak przejść nad tym do porządku dziennego i nie zwariować. Justynie pozwala utrzymać równowagę Feliks, zdający się być facetem idealnym, no prawie. Trudno bowiem zapomnieć o tym, co wydarzyło się nie tak dawno. Jakby nie było trup to trup, do tego policyjne dochodzenie, że o dość przerażających rytuałach nie wspomni się. Nic więc dziwnego, że pewien niepokój pozostał, a jakieś takie niedowierzanie w fart też jest. Czy faktycznie jest czym się martwić? Pewnie nie, chociaż… No właśnie, jak się bliżej przyjrzeć, przysłuchać, dodać dwa do dwóch to wychodzi z tego niezła mieszanka z gatunku tych kryminalnych. Kto jak kto, ale Justyna pewne zasady ma i niech mają się na baczności, którzy myślą, iż ją przechytrzyli. Sielankowa wizja Roztocza coraz bardziej nabiera mrocznych barw, a i wiara w ludzi coraz mocniej zaczyna się chwiać. Jak się okazuje Guciowo nie daje o sobie zapomnieć, tak samo ja i pewne obietnic, to, co, że jednostronne. Mieszkańcy tego jakże uroczego miejsca, acz dość zbrodniczego, żyją we własnym świecie i tym nowa mieszkanka przekonuje się po raz kolejny, ale i ona ma pewien atut w zanadrzu. Jak skończy ta konfrontacja? Z pewnością nie tak jak wszyscy przypuszczali! Podobno złego diabli nie biorą, ale guciowska rzeczywistość toczy się dość krętymi ścieżkami, morderczymi również. Komu przyjdzie się przekonać o tym teraz? Czyżby maczały w tym swoje szpony słowiańscy bogowie?

 

Sielsko, anielsko, zabójczo i demonicznie. Mało? No to jeszcze dołóżmy śledztwo, kobiecą intuicje oraz gniew. Mieszanka piorunująca? Oczywiście, by nie rzec, iż bardzo łatwopalna, a iskier w „Dymie Roztocza” nie brakuje. Powrót do Guciowa wcale nie jest powtórką z rozrywki, co to, to, nie. Nowa porcja perypetii kryminalno – uczuciowych Justyny odsłania więcej sekretów i przynosi z sobą nowe niespodzianki. Zwłaszcza, że bohaterowie mają do ukrycia i odkrycia naprawdę dużo. Roztoczańskie lasy, i nie jedynie one, okazują się prawdziwa dżunglą, gdzie każdy krok należy stawiać ostrożnie, bo nie wiadomo, co jeszcze wydarzy się. Spokój jest towarem deficytowym w tej historii, a kiedy nieśmiało zawita należy spodziewać się, iż coś się zaraz wydarzy. Wioletta Pyzik bawi się gatunkami i składając je w ciekawą kontynuację, jakiego kierunku nikt nie podejrzewa. Wcześniejsze wątki są kontynuowane, pojawiają się również nowe, jednak przebieg jednych i drugich daleki jest od prostych oraz łatwych do przewidzenia. Pierwsza część dała przedsmak tego, co może wydarzyć się, lecz druga wyznacza własne ścieżki fabuły, która to niejeden sekret wyciąga na światło dzienne. Natomiast finał pozostawia pytanie co dalej, gdyż to jeszcze nie koniec…


Za możliwość przeczytania książki 


dziękuję:
 

poniedziałek, 1 lipca 2024

Roztoczańskie tajemnice

Nowość:

„Mgła Roztocza”

Wioletta Pyzik

 

Małe miejscowości zdają się być spokojne, najczęściej sielskie i trudno w nich dojrzeć jakiekolwiek zło. Jednak z czasem dostrzegamy niepokojące znaki. Czy bierzemy je na poważnie? Rzadko kiedy, przecież tutaj nic groźnego nie ma, a nawet jeśli to jesteśmy bezpieczni… Nic bardziej mylnego!

 

Sielsko, może nie anielsko, lecz zdecydowanie Guciów da się lubić. Po ostatnich perypetiach wioska na końcu świata jest dla Justyny czymś nieco, albo nawet bardziej, egzotycznym, chociaż niespodziewanie miłym. Po warszawskim życiu, gdzie nikt nie zwalnia, no chyba, że go zwalniają, roztoczańska wioska urzeka swojskością i przede wszystkim brakiem pośpiechu. Na atrakcje też nie ma co narzekać, tyle, że nie na takie liczyła nowa mieszkanka, nawet jeśli jedynie tymczasowa. Co kryje roztoczańska wioska? No cóż o wiele więcej niż można by przypuszczać, tylko czy to faktycznie jest prawda? Wiadomo, iż miastowy weźmie za coś strasznego byle trzaśnięcie gałęzi, ale Justyna nie da sobie wmówić, iż to, co widziała jest wytworem jej wyobraźni. Zatem… Trzeba jakoś stawić temu czoła. Zwłaszcza, że to nie koniec guciowskich tajemnic i nie da się „odzobaczyć” tego, co aż za dobrze utkwiło w pamięci. Co się wydarzyło w Guciowie, zostaje w Guciowie? Do tej pory chyba ta zasada sprawdzała się, lecz czy pod bokiem nowej mieszkanki sekrety są bezpieczne? Jaką cenę płacą ci, którzy są zbyt ciekawi i dążą do poznania prawdy?

 

Wioska ukryta przed wzrokiem innych. Niespodziewana nowa mieszkanka. Coś lub ktoś chowający się w leśnej gęstwinie. No i oczywiście niejeden znak zapytania. Na tym nie koniec, lecz dopiero początek odkrywania, co kryje się w malowniczej wiosce o swojskiej nazwie. „Mgła Roztocza” ma dwojaki klimat, z jednej strony sielski, wakacyjny, pogodny, a z drugiej jest on tajemniczy, mroczny i bardzo zagadkowy. W takiej atmosferze może wydarzyć się wszystko i jak się okazuje akcja obfituje w niespodzianki, zwłaszcza, iż jest tak poprowadzona by nie zdradzać tak naprawdę, w jakim kierunku zmierza. Kierunek, jaki nam się wydaje, że obierze daleki jest od autorskiego. Wioletta Pyzik doskonale wykorzystała możliwości gatunków oraz tego, co daje łączenie ich i wydobywając najistotniejsze elementy. Im bardziej zagłębiamy się w lekturę tym, dostrzegamy więcej szczegółów i nowe detale, sięgające do kolejnych gatunków. Słowiańskie wierzenia, mur milczenia i hermetyczna, mała, społeczność są kolejnymi elementami układanki, która jednocześnie odsłania coraz więcej i równocześnie obraz ujawnia kolejne znaki zapytania. „Dym Roztocza” jest rasowym kryminałem, w jakim zazębia się wątki zazębiają się z każdym kolejnym wydarzeniem, jakie ma miejsce, aż do finału, zaskakującego i nieprzewidywalnego.


Za możliwość przeczytania książki 


dziękuję:
 

czwartek, 27 czerwca 2024

Ten trzeci, ta druga

Nowość:

„Ta druga”

Tomasz Betcher

 

Czasem ludzkie splatają się tak, że trudno wyobrazić sobie, by cokolwiek mogło tę więź. A jednak nadchodzi taki moment, gdy niemożliwe staje się faktem. Co potem? Czy uczucia tak łatwo wygasają? Może nie były tak silne jak się wydawało? A jeśli prawda jest zupełnie inna?

 

Mają wspólną przeszłość, natomiast w teraźniejszości ich drogi od dawna są różne. Zuzanna i Bartek od lat są małżeństwem, natomiast Paula wiedzie swoje życie z daleka od nich. Łączą ich wspomnienia, ale czy czas ich zbytnio nie wygładził albo wprost przeciwnie, wydobył kontrastowe tony? Ich młodzieńcza znajomość i przyjaźń przeszła ewolucję od bliskich więzi do dorosłej wersji, w jakiej, jak się okazuje, każdy ma swój obraz tego, co miało miejsce. Teraz po latach nie są już tamtymi młodymi ludźmi, jacy podejmowali najważniejsze decyzje, nie wiedząc, jakie będą tego skutki. Ich ponowne spotkanie odsłania to, czego nie dostrzegali lub nie chcieli zobaczyć. Jak długo da się odsuwać to, co pozostało z przeszłości i wcale nie zostało zapomniane? Co musi się wydarzyć, by w końcu zacząć być szczerym z samym sobą i najbliższymi?

 

Nieprzewidywalna. Tak jak ludzkie życie bywa nieprzewidywalne, tak równie zaskakująca jest najnowsza książka Tomasza Betchera. Obalająca wszystkie schematy, nieustannie naruszająca strefę komfortu podczas czytania, wciąż sięgająca dalej i mocniej w emocje i przede wszystkim odmieniająca przez wszystkie przypadki i czasy dwa słowa miłość oraz przyjaźń. Po pierwszych zdaniach wydaje się nam, iż odgadliśmy jak potoczy się dalej ta historia. Nic bardziej mylnego! Przekonujemy się o tym na każdym kroku, zaskakuje nas zawsze, gdy jesteśmy prawie pewni, że już teraz z pewnością odgadliśmy jak potoczy się fabuła. „Ta druga” jest opowieścią, która nie opiera się na znanych kalkach obyczajowych, podążającą w kierunku innym niż zazwyczaj i dalekim od prostych wzorów. Nawet tytuł nabiera coraz to nowych znaczeń wraz z naszym zagłębianiem się w lekturę. Rodzą się kolejne pytania, na jakie nie ma czasem jednej odpowiedzi i rzadko, kiedy jest ona jednoznaczna. Tomasz Betcher ma tę rzadką umiejętność odsłaniania przed czytelnikami tego, co najważniejsze, a co rzadko kiedy dostrzegamy w ludzkich relacjach, skupiając się na widocznych skutkach, nie na tym, co jest ich genezą. Gdzieś pod pozorami kryje się prawda, trudna, raniąca i wymagająca, bez jakiej życie wcale nie jest prostsze.


Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję:
 

wtorek, 25 czerwca 2024

Bieszczadzkie niebo

Nowość:

 „Wszystkie gwiazdy są twoje”

Katarzyna Fiołek

 

Rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Nie wszyscy mają odwagę, ale jeśli ktoś już zdecydował się to czeka go przygoda, jakiej skutki nie zawsze da się przewidzieć, A do tego czasem dochodzi dość intrygujący wstęp do zaplanowanej eskapady. Złe miłego początki czy może na odwrót?

 

Karolina decyduje się na krok, jaki może nie budziłby zdziwienia gdyby miała dwadzieścia lat więcej i za sobą doświadczenie życiowe czterdziesto parolatki. Natomiast ona ma dwie dekady mniej i wydawałoby się, że świat u stóp, powinna go zdobywać, a nie robić krok w tył. A jednak robi go, chociaż może to krok w właściwym kierunku, do życia, o jakim marzy? Tyle, że one same rzadko, kiedy spełniają się, trzeba im pomóc, by mogły się spełnić i dziewczyna robi to na swój sposób. Kiedy jak właśnie nie teraz jest czas na beztroskę, poszukiwanie swojego miejsca na ziemi, nawet jeśli ma to być krótko. Gdy więc pojawia się oferta pracy, wyjęta tak jakby ze snów, Karolina jest zdeterminowana zdobyć to zajęcie. Pytanie tylko czy nie tkwi w nim jakiś haczyk? No cóż rzeczywistość bywa mniej kolorowa niż ta z marzeń, a ona o tym wie, aż za dobrze. Czy mrukliwy i niezbyt sympatyczny Maciej stanie na jej drodze do urzeczywistnienia tego, do czego dąży? W Bieszczadach już niejeden znalazł swoje miejsce, lecz czy znajdzie je dziewczyna ze stolicy? Zwłaszcza taka, o jakiej nie da się zapomnieć i nie marzyć o niej oraz jednocześnie wściubia nas tam gdzie nie jej nie chcą?

 

Baśnie i bajki dobre są dla dzieci oraz tych, którzy wierzą w szczęśliwe zakończenia, ale kto powiedział, że nie zdarzają się na co dzień? Jeśli do tego dodać bieszczadzkie krajobrazy to mamy gotowy scenopis do naprawdę ciekawie zapowiadającej się historii. Katarzyna Fiołek wykorzystała potencjał nie tylko miejsca, lecz również obyczajowej historii, w której jest miejsce na poszukiwanie swojego miejsca, odkrywanie czego naprawdę się chce, otwieranie się na ludzi i nowe perspektywy oraz oczywiście uczucia. Podczas lektury tytułu „Wszystkie gwiazdy są twoje” towarzyszy czytelnikowi ciepła atmosfera, chociaż nie brakuje również zwrotów w fabule oraz dramatyczniejszych momentów. Autorka wie jak przyciągnąć uwagę czytających i pokazać im kim są bohaterowie, nie tacy z papieru, lecz mający przeszłość, próbujący w teraźniejszości zdobyć to, na czym im zależy oraz stworzyć przyszłość, taką o jakiej nie tak dawno jeszcze niedawno nie myśleli, że będzie w ich zasięgu. Do tego Bieszczady, jakich urok został naprawdę obrazowo oddany. Plastyczność obrazów jest doskonałym tłem dla postaci, z jakimi śmiejemy się, trzymamy za nich kciuki i przeżywamy ich perypetie, aż do finału, nadchodzącego stanowczo zbyt szybko.

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

sobota, 22 czerwca 2024

W cieniu gór

Nowość:

„Turnia”

Anna Klejzerowicz

 

Tajemnice rzadko, kiedy nie rzucają cienia, czasem jest on bardzo długiegi. Nie jest łatwo żyć z nim za plecami i świadomością, że w ogóle istnieje. Niektórzy starają się uciec od niego najdalej jak potrafią, lecz to i tak zbyt blisko. Można próbować wymazać wspomnienia, ale one i tak pozostają w zakamarkach pamięci. Aż ktoś ma odwagę stawić czoła sekretom i poznać prawdę, nie przypuszczenia lub domniemywania.

 

Trzy dekady temu zniknęła Karolina Olszańska. Młoda kobieta wyszła i już nie wróciła, zaginęła w terenie, jaki był jej doskonale znany. Zakopane i Tatry kochała, znała je doskonale, była ratowniczką górską, jak więc możliwe, ze do tej pory nie zdołano wyjaśnić tej sprawy? Lena rusza śladami zaginionej, chce napisać o niej reportaż, lecz kieruje nią coś więcej. Karolina jest jej ciotką oraz postacią, którą otacza mgła tajemnic i to nie jedynie z powodu zniknięcia. Czy nie upłynęło zbyt dużo czasu? A może wprost przeciwnie? Poznanie prawdy jednak nie jest łatwe. Zagadka Olszańskiej wciąż budzi emocje, jej osoba także, nie była przecież jedną z ogromnej liczby turystów, miała znajomych. Po latach Lena rusza śladami krewnej, zaczyna ze strzępów informacji odtworzyć to, co wydarzyło się w przeszłości. Wokół niej zaczynają mieć miejsce dziwne sytuacje, a odczuwane niebezpieczeństwo nie jest przewrażliwieniem. Co wydarzyło się kiedyś i jaki będzie to miało wpływ na teraźniejszość?

 

Kiedy znika człowieka rodzą się tajemnice, chociaż jego egzystencja jest brana pod lupę. Niektórzy twierdzą, że dopóki nie wiadomo co się stało jest nadzieja, lecz część z nich pragnie poznać prawdę, jaka by ona nie była. Pewne zaginięcia pozostają zagadkami, jakie nie dają spokoju. „Turnia” ma właśnie taki punkt wyjścia, stanowiący jeden, wielki, punkt zapytania, okazujący się wstępem do kolejnych. Zresztą szybko przekonujemy się, że nie jest to jeszcze jeden kryminał czy też thriller, ale historia, która już po chwili „wsiąka” w czytelnika, nie dając mu o sobie zapomnieć. Monumentalne góry, skomplikowane emocje i aura niepokoju, niby określonego, lecz sięgającego o wiele dalej oraz głębiej niż jesteśmy w pierwszym momencie to dostrzec. Anna Klejzerowicz doskonale łączy równocześnie surowe piękno gór, charakter ludzi zafascynowanych nimi oraz wątki śledcze. W „Turni” wszystko łączy się harmonijnie w całość, gdzie nie ma nic przypadkowego, lecz krok za krokiem przekonujemy się jak nieobliczalni są ludzie oraz jak łatwo zakładają maski. Pisarka wirtuozersko przedstawia, z jaką traumą wiąże się zniknięcie człowieka dla jego bliskich i co pozostawia po sobie. W żadnym wypadku po macoszemu nie jest potraktowane dochodzenie głównej bohaterki, mające także drugie dno, lecz jakie ono jest trzeba już przekonać się samemu. Ta lektura odpowiada na pytania pozostawiając miejsce na refleksję nad ludzką i zła naturą.


Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:





środa, 19 czerwca 2024

Niecodzienny anioł stróż

Premiera:

„Rider. Storm Riders MC”

Anna Wolf

 

Nie każdy anioł stróż jest nieskazitelny, z białymi skrzydłami, i zawsze wiedzący, co jest najlepsze dla jego podopiecznego. Niektórym daleko do standardowego obrazu i to pod każdym względem, a jednak, kiedy zachodzi potrzeba, śpieszą z pomocą. Nie oczekują niczego w zamian, chociaż czasem za ich działaniem kryje się coś, co skrywają przed wszystkimi.

 

Gdy zawodzą cię najbliżsi nie ufasz nikomu, zbyt dobrze wiesz, że jeden krok w nieodpowiednim kierunku może okazać się twoim ostatnim. Brzmi dramatycznie? Rzeczywistość okazała się dla Miki jeszcze bardziej niebezpieczna. Teraz zagrożenie zdaje się być oddalone, lecz wciąż przecież istnieje, chociaż, ci, którzy dziewczynie pomogli, twierdzą, że z nimi nie musi się martwić o nic. Tyle, że to cisza przed burzą, nawet, zagrożenie okazuje się być bliżej niż ktokolwiek spodziewał się i wcale nie zmalało. Tym razem każdy, kto pomógł Mice jest na celowniku, a ona znajduje w sobie siłę, by położyć na szali naprawdę wszystko. Rider nie spodziewał się, że jego decyzja pociągnie za sobą taki rozwój wydarzeń. Wyciągnął pomocną dłoń do kogoś w potrzebie nie oczekując wzajemności, ale trudno przewidzieć rozwój wydarzeń, gdy każda ze stron ma swoje sekrety, a do tego dochodzą jeszcze tajemnice, a jakich żadne z nich nie miało pojęcia. Jaki będzie finał tej znajomości, w jakiej anioł stróż zamienia się miejscami z tymi, których wspierał?

 

Dobre intencje czasami są zapowiedzią kłopotów i to naprawdę dużych, ale bez nich przyszłość podążyłaby w całkiem innym kierunku? Czy lepszym? O tym bohaterowie najnowszej części cyklu Storm Riders MC przekonują się na własnym przykładzie. Anna Wolf nie byłaby sobą, prowadząc ich prostą i przewidywalną droga do finału. Przed nimi oraz oczywiście czytelnikami opowieść, w jakiej losy znanych już postaci splatają się z nową osobą, wnoszącą swoje doświadczenia i oczywiście problemy. „Rider” ma szybką akcję oraz niejeden zwrot, następujący w momencie, gdy oczywiście najmniej tego spodziewamy się. Zresztą sami bohaterowie także zostają postawieni w zaskakujących sytuacjach, wymagających od nich podejmowania całkowicie różnych decyzji od wcześniejszych. Mniej lub bardziej świadomie wchodzą na ścieżkę prowadzącą ich do tego, może nie mieli w planach, lecz wcale nie jest im aż tak nie po drodze jak mogliby sądzić. „Rider” jednocześnie jest kontynuacją serii, ale także jest historią o dwójce ludzi, spotykających się w chwili jedno z nich potrzebuje pomocy, a nadchodzi ona z nieoczekiwanej strony. Znajome? Może i tak, lecz dalszy ciąg to całkowicie osobny rozdział w cyklu, wartym poznania



Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

poniedziałek, 17 czerwca 2024

Przygody i inne zabawy

Przedpremierowo

„Szwendarri”

Patrycja Południkiewicz – Kędzior

 

Z kim najlepiej przeżywać szalone przygody? Oczywiście z przyjaciółmi oraz bliskimi. Czasem okazuje się, że kompan najfajniejszych zabaw jest dość nieoczekiwany, można by rzec wprost niesamowity. Wystarczy dać się ponieść fantazji i skorzystać z okazji.

 

Co zrobić, kiedy samochód ma całkiem inny pomysł na życie niż my i w najmniej oczekiwanym momencie zmienia nasze plany? Majka wraz z rodzicami właśnie stanęli przed takim dylematem. Auto i jakże wdzięcznym imieniu Szwendarri, od czasu do czasu, pokazuje im kierunek do nowej przygody, chociaż początkowo nie wygląda to aż tak interesująco. Jedynie najmłodsi członkowie rodziny zdają się nie przejmować takimi szczegółami jak nagła zmiana planów, improwizacja i zabawa na całego, gdy wszystko wskazywało, iż będzie całkowicie odwrotnie. Niekiedy zapominamy, że proste sprawy są źródłem przyjemnych momentów, jeśli tylko ktoś da się porwać przygodzie.

 

Kochająca się rodzinka i pewien niepokorny samochodzik. Co może wyniknąć z takiego połączenia? Seria przygód, które są nieoczekiwane, za każdym razem inne i przede wszystkim pokazują, że świat bywa niezwykły jeśli tylko uwierzymy w to. Z serią „Szwendarri” jest to jak najbardziej możliwe, gdyż bohaterów nie da się nie lubić. Z łatwością można sobie ich wyobrazić jako naszych przyjaciół. Patrycja Południkiewicz - Kędzior oddała w ręce małych czytelników oraz ich rodziców wspaniałą historię podzieloną na kilka części, dzięki temu łatwo jest poznawać kolejne perypetie sympatycznych postaci, tych dwunożnych oraz czterokołowego. Jeśli ktoś jest niecierpliwy oczywiście można od razu poznać całość, ale poznawanie w odcinkach również dostarcza emocji. Każda z części to nowa przygoda, która daje możliwość poznania jak radzi sobie mała bohaterka oraz jej dorośli odpowiednicy w sytuacjach niecodziennych. Edukacja „przemycona” jest między wierszami i z humorem. A tytułowy Szwendarri pokazuje, że warto niekiedy inaczej spojrzeć na to, co nas otacza i dostrzec to, czym zachwycają się młodsi, a starsi nie doceniają. Lektura tego cyklu jest wspaniałą okazją do porównywania doświadczeń małych odkrywców świata oraz zaznajamiania się z nowymi wydarzeniami, jakie przed nimi. „Szwendarri” to historie pisane z perspektywy dziecka, o jakiej starsi zbyt często zapominają.                                          


                                       Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:

sobota, 15 czerwca 2024

Pytania z przeszłości

Nowość:

„Nie pytaj”

Maria Biernacka – Drabik

 

Pewne pytania są jak kamyki powodujące lawinę. Wystarczy poruszyć jeden z nich by, nie dało się zatrzymać niekontrolowanego żywiołu, jaki zmiata wszystko na swej drodze. Nie da się jej zatrzymać, a obraz, jaki pojawia się później czasami przynosi odpowiedź, co skrywało się pod warstwą kłamstw, niedomówień, zatajeń oraz niewiadomych.

 

O pewnych sprawach nie rozmawia się, lecz to nie znaczy, że one nie istnieją. Inga przez lata nie poruszała tematu przeszłości swojej matki Marii. Dlaczego szczęśliwa rodzina ma niepisaną zasadę by ten rozdział życia jednego z jej członków był sekretem? Tego nie wiadomo, jednak po jej śmierci nie potrafi zapomnieć o tej czarnej dziurze w rodzinnej historii, nie daje to kobiecie spokoju. Nie zamierza dłużej czekać i zaczyna szukać informacji dlaczego Marii tak na tym zależało. Osiągnęła przecież sukces, zdobyła świetne wykształcenie, założyła rodzinę i wiodła dobre życie, pomimo skromnych początków jako wychowanka domu dziecka, a na dodatek ktoś, kto ma wpisane w rubryce rodzice nieznani. To nie jedyna tajemnica, okoliczności śmierci również nie dają spokoju Indze, a to jeszcze nie wszystko. Nic więc dziwnego, że Inga robi wszystko by odkryć prawdę, lecz czy powinna nagazować się w tę sprawę? Jaką cenę zapłaci za szukanie korzeni? To, co było i jest są połączone niebezpiecznymi więzami…

 

Chcecie prostej lektury, podczas której odpoczniecie i nie będziecie zmuszeni do refleksji, a zagadka okaże się prosta do rozwiązania? Jeśli odpowiecie twierdząco to nie sięgajcie po najnowszą książkę Marii Biernackiej – Drabik. Ta już od pierwszych stron zasieje ziarna zaintrygowania, a pierwsze pytania, będą zapowiedzią kolejnych, na jakie odpowiedzi będziecie poszukiwać do samego końca. Każdy rozdział przyniesie nowe znaki zapytania oraz kolejne sekrety, rzucające mroczny cień na przeszłość, lecz także i na teraźniejszość. Gdzie kryje się prawda i jaka ona jest? Czy warto dla niej ryzykować to, co się ma? „Nie pytaj” powinno mieć podtytuł „Przeczytaj nie zwlekając!” i nie są to słowa na wyrost, a ogromne niedopowiedzenie, co na was czeka podczas lektury. Książka wcale nie zaczyna się niepozornie, już prolog wprowadza tajemniczy klimat i jest doskonałą zapowiedzią tego, co będzie dalej. Z jednej strony to swoista rodzinna saga, a z drugiej wytrawny dreszczowiec, gdzie zło odsłania swoją twarz powoli, zrzucając maskę za maską. Nie oczekujcie prostego podziału na biel oraz czerń, tak samo jak i tego, iż odgadniecie finał. Zresztą szybko zorientujecie się, że lektura „Nie pytaj” to wielowarstwowa układanka, w jakiej ani na moment nie gości oczywistość. Podczas czytania zdajemy sobie sprawę, że wątki muszą mieć punkt wspólny, jednak, co nim okaże się zaskoczy nas zupełnie. Przeszłość i teraźniejszość są połączone ze sobą nierozerwalnie, ale więzy w tej konkretnej historii okazują się być zagadką, kryjącą w sobie wiele ludzkich tajemnic i bólu.



                                                  


Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

poniedziałek, 10 czerwca 2024

Prawda czy fałsz?

Przedpremierowo:

„W rękach bogini”

Monika Magoska – Suchar

 

Gniew zdradzonego może zburzyć wszystko to, co zostało zdobyte, czasem z trudem i nie bez wyrzeczeń. Rozsądek i logika w takiej sytuacji często są przesłaniane przez chęć zemsty, a ta karmi się bólem, jakiego nie brak. A od tego już moment by wejść na ścieżkę, z której trudno zawrócić i nigdy nie odbywa się to bezkarnie.

 

Ile jest prawdy w stwierdzeniu, że miłość od nienawiści dzieli krok? Celia przekonała się o tym dwukrotnie. Jej znajomość z Ralphem zaczęła się od tego drugiego uczucia i przerodziło się w to pierwsze. Jednak tam gdzie w hollywoodzkich filmach następuje happy end dziewczyna konfrontuje się z bolesną rzeczywistością. Jej marzenia znowu okazują się iluzją, a człowiek, jakiemu zaufała zawiódł ją jak nikt inny. Czy zemsta jest najlepszym rozwiązaniem? Z pewnością nie zagoi zadanych ran, lecz może będzie jakimś pocieszeniem? Zdrada i kłamstwa idą z sobą w parze, łatwo w ich towarzystwie stracić orientację i zaufać niewłaściwym ludziom. Gdzie doprowadzi dziewczynę złamane serce i jej przeszłość? Tajemnice Ralpha mogą być przekleństwem, chociaż wielu uważa je za coś odwrotnego. Co zrobią ci, którzy chcą je odkryć bez względu na cenę? Celia była pewna, że wie co to znaczy zagrożenie, lecz wkraczając do świata kogoś, uważanego za boga medycyny, dopiero naraziła się na ogromne niebezpieczeństwo. Jej szanse a wyjście cało z kłopotów są zerowe, chyba, że ktoś wyciągnie pomocną dłoń…

 

Skomplikowana przeszłość. Zdrada. Pragnienie zemsty. A jeśli jeszcze mało dobrych składników do zbudowania pełnej zwrotów akcji fabuły dodajmy miłość i niedopowiedzenia. Oczywiście nie da się zapomnieć o postaciach, wokół których toczy się akcja i jednocześnie będących jej siłą napędową. Monika Magoska – Suchar dodała jeszcze medyczne środowisko, pełne ambitnych wyzwań i emocji, skrywanych pod profesjonalnym uśmiechem oraz lekarskim kitlem. W pierwszym tomie czytelnicy mieli okazję przekonać się jak to być „W rękach boga”, lecz to jeszcze nie wszystko, bo historia aroganckiego i bezkompromisowego lekarza byłaby niekompletna nie jest kompletna bez przekonania się co oznacza znaleźć się „W rękach bogini”. W pierwszej części autorka dała czytelnikom soczystą opowieść, w której zaskakiwała ich nieustannie wyborami bohaterów oraz ty, gdzie one ich zaprowadziły, a zakończenie oczywiści podsyciło zaciekawienie jeszcze tylko zaintrygowanie. Przyszedł więc czas by poznać dalszy ciąg relacji, w jakiej ani na moment nie ma niczego przewidywalnego. Jeśli w wcześniejszym tomie trudno nam było przewidzieć co będzie w kolejnych rozdziałach, to w drugim domyślanie się tego, co pojawi się w lekturze jest jeszcze trudniejsze. Monika Magoska – Suchar splata wątki uczuciowe z rozterkami im towarzyszącymi z elementami thrillera medycznego w całość nieprzewidywalną do samego końca. Z jednej strony gorący romans, z drugiej strony przełomowe odkrycie naukowe, połączenie tak odmiennych motywów daje w efekcie końcowym niesamowicie intrygującą i sensualną historię.




PREMIERA

12.06.2024

Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:
 

sobota, 8 czerwca 2024

Nie zapomnij

Nowość:

„Skazany”

Freida McFadden

 

Jeśli raz złamiesz zasady zrobisz to jeszcze nieraz. Czasem przyjdzie za to zapłacić o dużo większą cenę niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Czy znając konsekwencje łatwo zdecydować się na powtórzenie tego kroku? Ile będzie kosztować kolejne przekroczenie granicy?

 

Brooke chce jedynie spokojnie żyć wraz ze swoim synem. Nic wielkiego, ale nie tak łatwo zdobyć to, jeśli ma się taką przeszłość jak ona. Właśnie znowu kobieta musi się z nią zmierzyć. Nowa praca wiąże się z ewentualnością spotkania kogoś, o kim od lat starała się zapomnieć. Podobno pierwszej miłości nie zapomina się, lecz ona pamięta ją z innego powodu. Shane Nelson trafił do więzienia o zaostrzonym rygorze, bo zeznawała przeciwko niemu. Nikt z jej współpracowników o tym nie wie, taka informacja oznaczałaby utratę dopiero, co zdobytego zajęcia. Zresztą wtedy ona była kimś innym, teraz jest profesjonalistką i poza tą jedną zasadą nie złamie już żadnej innej. Jeśli tego będzie się trzymała i nie zacznie rozpamiętywać tego, co miało miejsce dziesięć lat temu wszystko będzie dobrze. A jeśli ten plan nie wypali? Wspomnienia trudno wymazać, a tym bardziej jeśli ma je ktoś jeszcze. Shane na pewno nie zapomniał komu „zawdzięcza” pobyt w zakładzie karnym. Brooke tylko pracuje w tym samym miejscu, gdzie znajduje się on, nic więcej. No chyba, że zdarzy się coś, co skłoni ją do kroku, jakiego nigdy nie powinna robić. Wtedy i teraz. Nie miała nawiązywać więzi z Nelsonem…

 

Sztuka manipulacji posunięta do granic i na mistrzowskim poziomie. Spirala emocji. Brutalna przeszłość, która miała być zamkniętym rozdziałem. No i ta niepewność, która wpierw jest niezauważalna, lecz z każdym rozdziałem wychodzi z cienia i rzuca mroczny cień na to, co było podstawą, lecz faktycznie nią jest? Zdawałoby się, że Freida McFadden już na samym początku zrzuca największą bombę, ale w takim razie, co będzie dalej? Doskonały thriller z wirtuozersko nakręcanym napięciem, niezauważalnie, lecz z całą pewnością odczuwalnie. Pomiędzy wierszami dostrzegalne są znaki zapytania, chociaż odpowiedzi dawno zostały uzyskane. Nic nie powinno budzić wątpliwości… A jeśli wszystko wyglądało inaczej? Zdrowy rozsądek powinien włączyć, co najmniej światła ostrzegawcze, chociaż może wątpliwości wcale nie są bezpodstawne? Naprawdę wielkie brawa dla autorki, potrafiącej tak sterować emocjami czytelników, poprzez postępowanie swoich bohaterów, iż zaczynamy się wahać w swojej ocenie. W „Skazanym” prawda zostaje poddana ogromnej próbie, na dowody i poszlaki, jakie jeszcze przed momentem były jednoznaczne zaczynamy spoglądać z całkiem inne perspektywy. Jaki będzie finał tej książki? Freida McFadden przyzwyczaiła czytających do nieoczywistych finałów i nie inaczej jest w najnowszej historii spod jej pióra. Jeżeli ktokolwiek spodziewa się, że odetchnie ze spokojem po ostatnim zdaniu przekona się, że będzie mu do tego bardzo daleko.



Za możliwość przeczytania książki


 dziękuję 
 


poniedziałek, 3 czerwca 2024

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

Przedpremierowo:

"Efekt morza"

Katarzyna Bonda


Zbrodnia doskonała nie istnieje, lecz czasem mijają długie lata nim uda się wskazać sprawcę. Zwłaszcza, jeżeli ktoś dołoży dużo starań by zatrzeć za sobą ślady. Nie oznacza to, że czegoś nie przeoczył. Rolą śledczych jest odnaleźć ten ślad, a potem kolejne. Niekiedy jest nim niepozorny element, pominięty przez innych. A potem wcale nie jest łatwiej, jednak po nitce, najczęściej mocno splątanej, do kłębka. Winny nigdy nie powinien czuć się pewnie, zawsze może znaleźć ktoś, kto może przerwać zmowę milczenia.

 

To była głośna sprawa, medialny dramat rozgrywający się na oczach tysięcy, jak nie milionów. Ale wciąż brak jego zakończenia. Marta Berg wyszła na imprezę z przyjaciółmi, a drodze powrotnej do domu zaginęła. Nikt przecież nie zapada się pod ziemię! Mijają lata, natomiast finał tamtego wieczoru pozostaje śledczą zagadką. Czy Hubert Meyer znajdzie odpowiedź? Nie jedynie to dochodzenie zaprząta jego uwagę. Tak naprawdę ma zająć się śmiercią mężczyzny, która otoczona jest również samymi znakami zapytania. Samobójstwo? Wypadek? Zabójstwo?  Co specjaliści wyczytają z ciała i co dostrzeże profiler? Czy zaginięcie sprzed lat i zagadkowa śmierć łączą się? To pytanie także zadaje sobie Meyer. Jedno jest pewne, nie tak łatwo prowadzi się śledztwo w małej społeczności, gdzie wiele może być wiadome, lecz niewielu chce się podzielić tą wiedzą z policją. Ciała Marty Berg nie odnaleziono, zniknęła, resztę otacza zmowa milczenia, ale czy zawsze tak będzie? Co stało się z dziewiętnastolatkę kilkanaście lat temu i kto oraz co stoi za tym? Do tej pory dowody i poszlaki nikogo nie wskazały, jednak Hubert zawsze dostrzega to, co reszta zignorowała lub nie zauważyła, z jakim efektem tym razem?

 

Przeszłość i teraźniejszość. Zaginięcie i śmierć. Dwa dochodzenia, które dzieli lata i nie mające ze sobą nic wspólnego. Zbieg okoliczności czy, no właśnie jaka jest prawda? Doskonały punkt wyjścia dla kryminału, a jeśli do tego dodać fabularyzowane wątki true crime oraz osobę autorki, Katarzynę Bondę, otrzymamy historię, angażującą uwagę czytelników od pierwszych wersów po finał. Oczywiście najważniejsze jest pomiędzy, czyli rozwinięcie fabuły, a tu kryje się niejeden sekret, chroniony od lat. Małe miasteczka niechętnie dzielą nimi z kimkolwiek, lecz gdy ktoś jest zdeterminowany by zerwać zasłonę utkaną ze zmowy milczenia, lęku oraz własnego interesu. „Efekt morza” to rasowy kryminał, w jakim prym wiedzie śledcza intuicja i znajomość ludzkiej psychiki. Gdzieś pomiędzy starymi i nowymi śladami kryje się najważniejsza odpowiedź, do tej pory niedostrzeżona przez nikogo. Katarzyna Bonda doskonale łączy elementy prawdziwych zdarzeń oraz faktów z warstwą fabularną i znanymi bohaterami, tak, by nie tylko zaskakiwać czytających, lecz również odsłonić kulisy dochodzeniowej pracy, gdzie liczą się detale oraz talent do łączenia pozornie niezwiązanych ze sobą informacji. W „Efekcie morza” nie da zapomnieć się o drugim planie, jakim jest mała miejscowość, gdzie każdy każdego zna, a sieć wzajemnych zobowiązań działa jak knebel, na każdego, kto chciałby ją zerwać.



                                                   PREMIERA:
                                                    05.06.2024

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

czwartek, 30 maja 2024

Zagadka pewnego skarbu

Nowość:

„Drony, skorpiony i sekret emira czyli jak znaleźć skarb i pokonać złoli”

Tomasz Napierała

 

Czasem od całkowitego przypadku zaczyna się doskonała przygoda. Wystarczy ciekawość i zagadka do rozwikłania, a jeśli ma się jeszcze towarzyszy, jacy również lubią jedno i drugie, to już wiele więcej nie potrzeba, by ruszyć na poszukiwania. Oczywiście nie da się przewidzieć gdzie poprowadzą one odważnych śmiałków, lecz raczej nuda im nie grozi.

 

Cudzych listów nie powinno się czytać. Jednak czasem nie bierze się pod uwagę tajemnicy korespondencji. Właśnie Zosią znalazła się w takiej sytuacji, a niejako przy okazji wciągnęła do niej braci. Co takiego zaintrygowało ją w tym kartce papieru? Skarb, taki najprawdziwszy, który oczywiście trzeba odnaleźć. Takiej gratki nie można pozostawić samej sobie, zresztą tego samego zdania jest Kuba i Ziemek. Jak się szybko przekonują nie oni jedynie mają plan poszukiwania, druga strona jest równie zdeterminowana. Kto pierwszy zdobędzie informacje, które pozwolą podążyć we właściwym kierunku? Rodzeństwo może liczyć tylko na siebie, wiadomo jak zareagują dorośli na wiadomość o ich poczynaniach, chociaż czy wszyscy? Pewien profesor ma własne tajemnice, a wspólna pogoń za tajemniczym skarbem okazuje się obfitować w wiele perypetii. Czy uda im się zwyciężyć w tym niezwykłym wyścigu, gdzie liczy się wiedza, spryt oraz umiejętność dostrzegania tego, co przez wieki pozostało nieodkryte?

 

Przygody, historia, skarb oraz ciekawość. Jeśli te elementy spotkają się w jednej książce to można spodziewać się niezłej lektury, a dodając do tego dociekliwych bohaterów oraz typów spod ciemnej gwiazdy to już przypuszczenie ociera się o pewność. Czego jeszcze potrzeba by uznać lekturę za świetną? Połączenie tych wszystkich składników w jednym daniu, czyli opowieści, gdzie akcja wciąż nas zaskakuje, a fakty zręcznie wplecione są w fabułę. Tomasz Napierała skierował najnowszą książkę do młodych czytelników, ale ci starsi również mogą po nią śmiało sięgnąć, w końcu zew wzywającej przygody nie zna wieku. „Drony, skorpiony i sekret emira czyli jak znaleźć skarb i pokonać złoli” ma w sobie urok rodem z Indiany Jonesa, ale w żadnym wypadku nie jest to kopia albo kalka, to całkowicie inna opowieść chociaż równie intrygująca. Autor doskonale wypośrodkował wiedzę historyczną ze stroną fabularną, przeplatając je z sobą i dołączając, jako tło realne miejsca oraz zabytki. Wszystko to tworzy książkę, która przenosi czytających do Hiszpanii, a niejako przy okazji przybliża część jej dziejów, jednak najważniejszym jest poszukiwanie tytułowego skarbu oraz oczywiście pokonanie czarnych charakterów.

 

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję: