Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maja Wolny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maja Wolny. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 marca 2017

Zza szyby

"Księgobójca"
Maja Wolny


Zbrodnia zawsze ma jakiś motyw, chociaż czasem bywa on dobrze zakamuflowany. Niekiedy nawet sam sprawca nie zdaje sobie co go popycha w stronę mordu, wystarczy jedna myśl lub niezaspokojone pragnienie i los co najmniej dwojga osób zostaje przypieczętowany. Także tylko albo aż tyle oddziela życie od śmierci, dużo nie potrzeba by stać się zabójcą.

Zza okien księgarni można dostrzec o wiele więcej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Od lat Wiktor Krzesim przygląda się Amsterdamowi i temu co się w nim dzieje. Z daleka od Polski księgarz stworzył sobie oraz innym, podobnym mniej lub bardziej do niego, maleńką oazę gdzie książki są największą wartością. Jednak nie tylko słowem drukowanym Krzesim żyje, Marianna nawet nie wie kim jest dla tego skromnego człowieka, znają się długo, lecz nigdy nie przekroczyli granicy luźnej rozmowy. Mężczyzna dobrze ukrywa emocje, przez dekady obserwuje tę kobietę, nigdy się narzucając, oddziela ich coś więcej niż tylko sklepowa lada. Spokojna egzystencja Wiktora zostaje zakłócona po raz pierwszy gdy umiera jeden z jego klientów. Za drugim razem wstrząs ma swoje źródło w kamienicy na przeciwko księgarni. Marianna kupuje ten dom dla siebie i przyjaciół, teraz jest prawie na wyciągnięcie ręki Wiktora, lecz wciąż nieosiągalna. Te dwa wydarzenia naruszają w dość gwałtowny sposób życie skromnego księgarza, a na tym jeszcze nie koniec niespodzianek. Dochodzenie policyjne wykrywa, że śmierć Jana Vissera nie należała do tych z gatunku naturalnych. Kto mógłby zabić znanego restauratora antyków? Eva Paelinck sprawdza przeszłość ofiary, bo w niej kryje się tożsamość sprawcy, ale nie jest to proste śledztwo, dlatego odkrycie kim on jest budzi zdumienie. Motyw zbrodni pasuje do podejrzanego, wszystko zdaje się potwierdzać teorię. Czasem prawda bywa prosta, chociaż czy i w tym przypadku tak jest? Inspektor Paelinck była pewna swoich wniosków, lecz coś chyba pominęła i jeszcze raz musi spojrzeć na zdobyte dowody i tropy. Może nie zauważyła tego co najważniejsze? Krzesim od lat gromadzi strzępki informacji o Mariannie, dzięki temu mógł poznać ją lepiej, również dostrzegł to co umknęło Evie. Czy zdradzi komukolwiek swój sekret?

Amsterdam ma mrocznych miejsc, podobnie jak ludzka dusza. Nie każdy je dostrzega, niekiedy zostają zauważone zbyt późno. Niektórzy liczą, że unikną kary, inni mierzą się z nią ze spokojną rezygnacją ...

Jedne historie kryminalne toczą się w zawrotnym tempie, trup ściele się gęsto, a na dodatek jeszcze raczą nas wieloma detalami. Inne są nieśpieszne, motyw kryminalny jest cieniem towarzyszącym poszczególnym wątkom, zdających się mieć mało wspólnego ze zbrodnią, ale pomiędzy wierszami kolejnych akapitów jest ona obecna i z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej odczuwalna. "Księgobójca" należy do tej drugiej kategorii, fabuła rozwija się w swoim rytmie, niezbyt szybko, ale za to treść wynagradza ten spokój. Maja Wolny w prawdziwie mistrzowski sposób kreśli sylwetki bohaterów i przedstawia życiowe ścieżki na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Kolejne elementy pojawiają się, a czytelnik wraz z jedną z bohaterek ma możliwość dopasowania ich do tych poznanych wcześniej, ale czy obraz jaki tworzą jest prawdziwy? Z każdym następnym fragmentem losów postaci można dostrzec skrywane skrzętnie tajemnice, czyżby w nich tkwiło źródło zbrodni? W "Księgobójcy" uwidacznia się związek przeszłości z teraźniejszością, tak samo jak siły ludzkich pragnień, umiejącej pchnąć człowieka do zbrodni. Maja Wolny w swojej najnowszej książce sięga głęboko w serca i umysły bohaterów, odsłania mroczne emocje, ale i te o wiele jaśniejsze. Kiedy następuje finał okazuje się, że jeszcze nie wszystko zostało powiedziane, koniec rzuca całkiem inne światło na to wszystko co się wydarzyło. 
   
 
 
                                               Za możliwość przeczytania książki 
  dziękuję:
 
 


piątek, 29 lipca 2016

Przeszłość w teraźniejszości

"Czarne liście"
Maja Wolny


Historia kołem się toczy i to nie tylko ta wielka, lecz i ta związana z pojedynczymi ludźmi. Gdzieś ma swój początek i koniec, a pomiędzy tymi dwoma punktami kryje się wiele chwil dramatycznych, małych szczęść i niejeden życiowy zakręt. Rzadko kiedy dostrzega się tę skalę mikro, bo liczy się ogół, nie szczegół, a jednak to właśnie te pojedyncze elementy składają się na całość i tworzą jej portret widziany przez świat.

Weronika Czerny na co dzień zajmuje się przeszłością, wraca do niej, odsłania ją, zbiera jej okruchy i ślady tego co było, lecz już jest zatarte w pamięci społeczeństwa, świadomie bądź nie. Nie pozwala by fakty były zastępowane poprawną polityczno-kulturową wersją wydarzeń. Nie tylko jako historyk spotkała się z wypieraniem prawdy przez zbiorowe zapomnienie. Codziennie spotyka się z pytaniem dlaczego wraca do czegoś co powinno być zostawione w spokoju i nie rozgrzebywane. Wierzy w swoje zadanie, które być może stało się nawet już misją, ma w tym swój osobisty cel, ale nie on się liczy, ważniejsza jest świadomość historyczna i odpowiedzialność za czyny, co nie zawsze spotyka się z przychylnością. Wie co kieruje jej oponentami, lecz czy to wystarczający powód by odwracać oczy od faktów? Czasem Kielce współczesne i te sprzed kilkudziesięciu lat aż tak bardzo się nie różnią. Dziesięcioletnia Laura wychodzi na zajęcia do szkoły i znika, a w Weronice odżywają najboleśniejsze lęki. Co się stało, że jej córka zaginęła i kto za tym stoi? Panika nie pomoże w odnalezieniu dziewczynki, ale w takich momentach rozsądek wydaje się zimny i bezosobowy. Poszlak jest kilka, jedna wydaje się najbardziej prawdopodobna, lecz czy nie jest to zaklinanie brutalnej rzeczywistości? Priorytetem staje się odnalezienie dziecka, jednak świat nie zatrzymał się w miejscu  i Weronika ma na jego scenie do odegrania swoją rolę, bez względu na to co czuje. Biorąc udział w uroczystościach, jakich źródła zna tak dobrze, cofa się sześćdziesiąt pięć lat wstecz. Jeden dzień zadecydował o życiu tak wielu, jak mogło dojść do pogromu? To pytanie ma wiele odpowiedzi, niektóre z nich można dostrzec na zdjęciach Julii Pirotte. Fotografka ujęła w kadrach istotę tragedii, zdjęcia mówią za ofiary, jakie długo nie miały żadnej szansy na ten krok. Historia zatacza koło, fragmenty zaczynają układać się we wzór, rozpoczęty dawno temu, częściowo zaginął on w ludzkiej pamięci, ale Weronika odkrywa jego ukryte urywki. Teraźniejszość splata się z przeszłością, a skrawki nie tak ważne dla całości okazują niezwykle istotne dla jej i Laury losów.

Sekrety potrafią ranić po latach, nawet te wydające się już nimi nie będace wciąż mogą boleśnie uderzać w najwrażliwsze punkty. Czasem człowiek musi wrócić do punktu wyjścia, jeszcze raz zmierzyć się z tym co pozostawiło na nim blizny by w końcu móc zrozumieć motywy nim kierujące i wybaczyć grzechy, które stały się tragicznym dziedzictwem dla kolejnych generacji.

Nic nie dzieje się bez przyczyny, chociaż nie zawsze ją dostrzegamy. Bywa pogrzebana zbyt głęboko by dało się ją zauważyć, ale niekiedy los czy też przypadek sprawia, iż pozornie całkowicie odrębne elementy stają się ogniwami tego samego łańcucha zwanego historią. "Czarne liście" to opowieść w jakiej odgrywa ona pierwszoplanową rolę, jest wciąż obecna, towarzyszy jak cień każdemu wątkowi i każdy z bohaterów jest nią naznaczony, nawet gdy nie jest jej świadomy. Pogrom kielecki w książce Mai Wolny ukazany jest z dokumentalną szczerością, ludzka tragedia nie traci nic w swej wymowie w połączeniu z fikcyjną, ale nietracąca nic na autentyczności, warstwą książki. Autorka przedstawia makro i mikro skalę tego samego dramatu, ale to ten drugi wymiar pozwala dotrzeć do prawdy. Głos zostaje oddany kilku osobom, każda z nich patrzy z innej perspektywy na ten sam ciąg zdarzeń, a na ich punkt widzenia wpływają okoliczności w jakich funkcjonują, osobiste doświadczenia oraz przeszłość, czasem nie do końca znana. Mogłoby się wydawać, że tragedia jaka miała miejsce latem 1946, nie powinna być ukazywana przez pryzmat fabularny, lecz taki sposób ujęcia nie trywializuje faktów, wprost przeciwnie. "Czarne liście" to panorama wielkiej historii widziana oczyma nie zbiorowości, lecz jednostek, która wciąż jeszcze jest niedopowiedziana. 

 Za możliwość przeczytania 
książki dziękuję:









wtorek, 29 marca 2011

Droga ku prawdzie

"Kara"
Podróże czasem pozwalają nam na chwilę zastanowienia się nad przeszłością i tym czego byliśmy uczestnikami bądź świadkami. Swoisty rachunek zysków i strat, tylko dotyczący życia, nie tylko naszego, ale i innych. Czy by podsumować dokonania i porażki człowieka wystarczą tylko listy pisane przez niego i wspomnienia syna? A może ta próba zrozumienia kogoś już nieobecnego pozwala na rozliczyć się samemu sobie ...
Główną bohaterką "Kary" jest Karolina, Polka, emigrantka, córka, matka, żona, synowa. Tyle ról i tyleż samo twarzy, nikt tak do końca nie zna jej, nawet ona sama. Podróż z Krakowa do Brukseli, z domu rodzinnego do domu męża, przeszłość splata się z teraźniejszością. Nadchodzące urodziny i samotna wędrówka pozwala na skupieniu się na podsumowaniu prawie 30 lat życia. Prawda o sobie nigdy nie bywa łatwa, szczere przyznanie się do słabości i zranienia bliskich bywa bolesne. Dwie historie emigracyjne, kobiety i mężczyzny, którzy się nigdy nie spotkali, chociaż są związani więzami rodzinnymi. Wydawałoby się, że Karolina i Jan nie mają ze sobą nic wspólnego poza jego synem, a jej mężem i jego żoną, a jej teściową. Jednak tak nie jest, żołnierz pozostający w obcym kraju szuka swego celu podobnie jak ponad 40 lat później studentka przebywająca na stypendium. Jedno spotkanie odmienia całe ich życie, wiąże z ludźmi, z którymi w Polsce by nigdy się nie zetknęli. Bohaterka w pewnym stopniu utożsamia się z teściem, z jego wyborami, idzie podobną ścieżką, lecz nie taką samą. Oboje byli niewierni, on w rzeczywistości, ona w sercu. Ta miłość była odskocznią od codziennej rutyny, jednak nie przyniosła szczęścia, a stratę czasu, którego już nie można było odrobić. Pomimo tego oboje trwali w swych małżeństwach z poczucia obowiązku, wracając myślami do tych chwil wykradzionych powszedniości.
Lektura niełatwa, przy której nasuwa się wiele pytań nie tylko związanych z czytaną historią. Ale taka czasem jest rola książek, prowokowanie odpowiedzi na tematy, o jakich nie chcemy pamiętać albo które umykają gdzieś pośród innych problemów. Dlatego warto ją przeczytać i zastanowić się nad napisanymi słowami w kontekście swojej osoby.



Książka została przekazana w ramach akcji "Włóczykijki"

piątek, 25 marca 2011

"WŁÓCZYKIJKI"

Dzisiaj dotarła do mnie książka "Kara" M. Wolny w ramach akcji  "Włóczykijki" :)






"Kara" na mojej półce












"W noc swoich trzydziestych urodzin Karolina zwana Karą podróżuje z Krakowa do Brukseli. Po drodze dokonuje swoistego rozliczenia: bilansu miłości, nienawiści oraz zdrady – tego wszystkiego, czego doświadczyła przez ostatnie lata, pomieszkując na Wschodzie i Zachodzie, kochając dwóch mężczyzn z różnych kultur i odkrywając ich tajemnice.
W powieści pojawiają się historyczni i fikcyjni ludzie drogi; mężowie stanu i tułacze: m.in. Karol Wojtyła, Edward Gierek, Vika z Uzbekistanu, która porzucając swojego upośledzonego syna, zostaje świadczącą usługi erotyczne dla niepełnosprawnych seksassistente czy didżej Igor, nielegalnie mieszkający w Brukseli Białorusin.
Jest to swego rodzaju zapis podróży emigracyjnej, która dla Kary, podobnie jak dla wielu współczesnych Polaków, rozgrywa się nie tylko w czasie i przestrzeni, ale przede wszystkim w świecie uczuć."