Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Promic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Promic. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 stycznia 2016

"Pamiętajcie o miłości"

"Pamiętajcie o miłości"
Andre Frossard


Postać Maksymiliana Kolbe jest znana, lecz za tym co wiedzą wszyscy lub wydaje się nam, że wiemy kryje się zawsze prawdziwy człowiek. Nie zawsze jest łatwo odkryć prawdziwy obraz kogoś, biografowie nie mają prostego zadania, w końcu nie piszą o fikcji, lecz o rzeczywistej osobie, której życie biorę pod przysłowiową lupę. Fakty, sprawdzone informacje i daty, w tym wszystkim sztuką jest nie zagubić tego kto jest najważniejszy i jego istoty.

Andre Frossard rozpoczyna swoją opowieść o ojcu Maksymilianie od momentu, a dokładnie dnia, jego kanonizacji, będącego uwieńczeniem procesu i potwierdzeniem tego czego wielu było pewnych od lat. Taki wstęp okazał się zapowiedzią poprowadzenia opowieści o wielkim człowieku, ale bez uczynienia z niego kamiennego posągu. Życiorys świętego można opisać hagiograficznie, lecz przytaczanie kolejnych dat dowodów na świetosć i zasypywanie nimi czytelnika nie odzwierciedli w pełni człowieka, w tym konkretnym przypadku jedynie byłoby to z krzywdą dla odbiorców. Oczywiście autor nie unika ich, jednak umiejętnie wplata je w kolejne ważne wydarzenia, tak, że nie stanowią punktu głównego lecz są uzupełnienie dla prawdziwych czynów. Na pierwszy planie są losy człowieka nietuzinkowego, który mógłby nimi obdzielić kilkoro, jak nie więcej, ludzi i każdy z nich nie narzekałby na nudę lub spokój. Andre Frossard w bardzo obrazowy sposób opisuje życie świętego od dnia narodzin, aż do męczeńskiej śmierci, lecz pomiędzy początkiem i końcem jest barwna historia o kimś, kto stworzył z niczego dzieło trwające do dnia dzisiejszego. Właśnie to "pomiędzy" jest przygotowaniem na ostatnie dni świętego, lecz nim one nastąpią mamy okazję poznać bliżej jego osobę. Studia w Rzymie, wcześniejsze lata szkolne oraz rodzina są solidnymi fundamentami, jeżeli do tego dodać prawdziwą wiarę oraz otwarcie się na drugiego człowieka to pierwsze kontury portretu zaczynają świadczyć o tym jaki on będzie gdy już ostatnie słowo zostanie napisane. Autor umiejętnie włącza do historii, o Maksymilianie Kolbe, listy pisanego przez niego do rodziny i braci zakonnych oraz w sprawach mu bliskich, co sprawia, że oddane są emocje i jeszcze bardziej urealnia się obraz świętego.

Skromność, prawdziwa wiara i tytaniczna praca składają się na dzieło życia niezwykłego człowieka, dokonującego rzeczy niemożliwych. Nawet współcześnie osiągnięcia ojca Kolbe budzą więcej niż podziw, zbudowanie prawdziwego imperium prasowego, klasztoru oraz misje w Azji, w tym Japonii od przysłowiowego zera powinny budzić szacunek. Twórcą tego wszystkiego był niepozorny może jedynie z wyglądu zakonnik, który w niespełna pięćdziesiąt lat swego życia umiał przezwyciężyć liczne przeszkody i zdobył to czego pragnął, lecz nie dla siebie, ale dla innych.

Andre Frossard w "Pamiętajcie o miłości" przedstawia szczerze, bez ubarwień, życiorys człowieka i świętego, starając się pokazać jego sylwetkę z wielu perspektyw. Biografia ojca Maksymiliana Kolbe jest niezwykłym świadectwem życia jednocześnie więcej niż skromnego, jednak pełnego wielkich czynów. Jeżeli pisze się o ludziach wyrastających ponad przeciętność, trudno jest oddać ich istotę w słowach, czasem jednak udaje się autorowi pokazać prawdziwe oblicze bez patosu za to z doskonale odmalowanymi emocjami.

Za możliwość przeczytanie książki dziękuję

wyd. PROMIC 

niedziela, 24 maja 2015

Gorzka prawda

"Biskup i trzej królowie"
Andrew M. Greeley


Chicago to miasto gdzie wiele zagadek kryminalnych ma swój początek, niestety niektóre powstają o wiele dalej. Blackie Ryan uważa podróże za zło konieczne i unika ich, przecież większość spraw można załatwić zbytnio nie oddalając się od swego domu. Jednak kiedy siła wyższa, w osobie szefa, zwraca się z prośbą odmówić nie tylko nie wypada, lecz wręcz taka odpowiedź w ogóle nie wchodzi w grę. Obowiązki trzeba wypełniać, a gdy przy okazji są zgodne z hobby to pewne niedogodności człowiek zniesie z godnością.

Kradzież religijnego i jednocześnie historycznego skarbu zawsze budzi sensację i to raczej z kategorii tych spiskowo-plotkarskich. Kiedy więc sytuacja pozwala na uniknięcia takiego rozgłosu zainteresowani skrywają przestępstwo nie tylko dla dobra śledztwa. Blackie Ryan ma pole do popisu, wszyscy liczą na jego talent detektywistyczny i umiejętność wychodzenia z tarapatów. Relikwiarz Trzech Królów musi zostać odnaleziony, a kardynał Cronin jest przekonany, że jedynie Ryan jest w stanie tego dokonać. Katedra w Kolonii przetrwała już wiele dziejowych zawirowań, teraz musi zmierzyć się z kolejnym, a czas nie jest sprzymierzeńcem. Na razie opinia publiczna, i przede wszystkim wierni, nie są świadomi dokonania kradzieży, lecz taki stan rzeczy nie da się utrzymać zbyt długo. W dochodzenie zaangażowane jest wiele służb, każda pomoc jest mile widziana, szczególnie kiedy związana jest z kościelną hierarchią. Chicagowski biskup pomocniczy może wydawać się zbyt egzotycznym pomocnikiem, ale nie takie rzeczy działy się już w Kolonii.

Biskup Ryan szybko orientuje się, że jego wizyta nie wszystkim jest na rękę, a zaginiony relikwiarz to tylko wstęp do tego z czym musi się zmierzyć by go odnaleźć. Katedralne mury kryją wiele tajemnic, emocji i ludzkich grzechów. Osoba z zewnątrz dostrzega więcej, lecz i naraża się na niebezpieczeństwo, komuś nie podoba się prowadzone dochodzenie, zwłaszcza kierunek w jakim zmierza. Blackie i jego pomocnicy krok po kroku zbliżają się do rozwiązania, którego nikt nie spodziewa się. Dawne demony znowu dają o sobie znać i przypominają, że historia jest wieczna żywa.

W cieniu kolońskiej katedry wiele się dzieje, czasem można nie zauważyć wszystkich detali, a to one decydują o końcowym wyniku. Jednak dostrzeżenie własnych błędów pozwala wrócić na właściwą ścieżkę i znaleźć rozwiązanie, chociaż tym razem będzie raczej mieć gorzki smak.

Prawda i fikcja w książce "Biskup i trzej królowie" tworzą fundament kryminalnej zagadki, będącej pierwszą warstwą powieści, druga odkrywana jest dopiero po jakimś czasie i przez czytelników i przez bohaterów. Sensacja z dobrym humorem zawsze jest dobrym punktem wyjścia, ale nie każdy autor umie odpowiednio wykorzystać ten potencjał. Andrew M. Greeley podołał temu zadaniu, tworząc sensacyjną historię w jakiej fakty i wymyślone elementy splatają się w dochodzenie, w którym każdy szczegół jest ważny, a intuicja pozwala uniknąć pułapek zastawionych przez przeciwników. Blackie Ryan z dystansem podchodzi do świata i do siebie samego, dla niego liczy się prawda, jakakolwiek by nie była. Niecodzienny detektyw ma w sobie to "coś" co mieli jego poprzednicy - upór, tupet i przede wszystkim przekonanie, że prędzej czy później znajdzie odpowiedź na zagadkę jakiej rozwiązania podjął się.


Za możliwość przeczytanie książki dziękuję

wyd. PROMIC 

środa, 12 listopada 2014

Średniowieczne śledztwo

"Ślad atramentu"
Melvin R. Starr


Skarbem może być wszystko. To, co dla jednych jest drogocenne, inni uważają za bezwartościowe, ale bywają takie przedmioty, których wartość była, jest i będzie ogromna. Czasem jednak pieniądze to tylko dodatek, bo liczy się coś o wiele cenniejszego, czego nie da się wycenić ...

Spokój nie jest pisany mistrzowi Hugh, chociaż jak zawsze nic nie zapowiadało jego kolejnych przygód. Rządca z Bampton miał całkowicie inne plany jak zagospodarować jesień roku Pańskiego tysiąc trzysta sześćdziesiątego piątego. Przede wszystkim czas spędzony w Oxfordzie zamierzał poświęcić sprawom osobistym i jakby popatrzeć z boku to w istocie tak było, lecz jedynie wąskie grono wiedziało, iż całkiem co innego zajęło jego uwagę. Kolejna zagadka kryminalna pojawiła się w najmniej spodziewanym momencie, a jedynie w Hugh z Singleton pokładano wiarę na jej rozwiązanie. Kto odważył się skraść cały księgozbiór rektora oksfordzkiego kolegium i w jaki sposób to uczynił? Wbrew pozorom nie te pytania są najważniejsze, przede wszystkim dla mistrza Johna Wycliffe`a liczy się sprawa gdzie znajdują się jego księgi. Profesor nie może pogodzić się ze stratą dorobku całego swego życia oraz ludzką nikczemnością. Dlaczego spotkało to tak szanowanego uczonego? Nikt nie jest w stanie wyjaśnić tej kradzieży, ostatnia nadzieja pojawia się wraz z przybyciem rządcy z Bampton. Hugh już nieraz zasłynął z talentu detektywistycznego, chociaż otrzymywał w zamian dość bolesne nauczki. Jak jednak odnaleźć skradziony skarb gdy nie ma żadnego śladu? Złodziej, bądź złodzieje, nie pozostawili po sobie jakiekolwiek tropu albo tak się wydaje postronnym. Jednak gdy ktoś baczniej spojrzy na miejsce przestępstwa i jego okolice to być może dostrzeże pewne poszlaki. Oczywiście są one niezbyt wyraźne, a na dodatek wiele niewiadomych je otacza, lecz to już postęp w śledztwie.

Poczynania mistrza Hugh niejednokrotnie już ściągały na niego problemy, tym razem również komuś nie w smak jego zainteresowanie utraconym księgozbiorem. Zresztą nie tylko to jest przyczyną kłopotów młodego rządcy. Czy i tym razem uda mu się rozwiązać sprawę i zdobyć coś, o czym marzył? Niełatwo jest jednocześnie prowadzić śledztwo, układać sobie życie osobiste oraz nade wszystko uniknąć śmierci. Wrogowie są aż nazbyt blisko i zrobią wszystko by pozbyć się niewygodnego detektywa, czyżby był on blisko wskazania sprawców niecnych czynów, jakie ostatnio wstrząsnęły spokojnymi mieszkańcami Oksfordu? Blisko, coraz bliżej, jest Hugh z Singleton odkrycia prawdy, a raczej zdobycia dowodów na potwierdzenie swoich przypuszczeń. Czy i tym razem ocali siebie oraz odda w ręce sprawiedliwości winowajców?

Średniowiecze mało kojarzy się z kryminalną zagadką lub też szerzej z sensacją. Jednak kiedy sięga się po książki Melvina R. Starra okazuje się, że epoka kojarzona prawie wyłącznie z mrokiem ma do zaproponowania ciekawe kulisy, a historie w niej osadzone intrygują. "Ślad atramentu" to trzecia książka z cyklu o średniowiecznym chirurgu, który ma dość nietypowe hobby - bycie detektywem. Autor zadbał o oddanie z detalami średniowiecznego klimatu, ale to drugi plan, w pierwszym umieścił bohatera, jednocześnie pasującego idealnie do swoich czasów, z drugiej wciągającego czytelnika w swoje dochodzenia. Motyw sensacyjny nie jest elementem pobocznym, lecz stanowi oś akcji i to wokół niego zbudowana jest fabuła. Melvin Starr umiejętnie buduje intrygę, a czytający wraz z Hugh z Singleton mają jedno zadanie - rozwiązać kryminalną zagadkę. Kolejna porcja przygód średniowiecznego detektywa to lektura ciekawa i nieschematyczna. Ci, którzy lubią bardzo rzetelnie oddane realia historyczne dodatkowo otrzymują bonus w postaci ciekawostek. Należy przyznać autorowi, że "Ślad atramentu" to przede wszystkim kryminalna opowieść osadzona w interesująco przedstawionej epoce, z postaciami będącymi i ludźmi tamtych czasów i wizjonerami.

Za możliwość przeczytanie książki dziękuję

wyd. PROMIC 

niedziela, 20 października 2013

Wygnaniec

"Na zawsze wygnańcy"
Fiorella De Maria


Piekło wcale nie zaczyna się po śmierci, ono może mieć swój początek o wiele wcześniej, wtedy kiedy nie powinno się o nim  nic wiedzieć, nawet nie podejrzewać, że istnieje. Jednak niektórzy poznają jego oblicze już w dzieciństwie, doświadczają ze strony najbliższych, bez powodu. Po prostu z dnia na dzień świat nagle jaki znali do tej pory zmienia się całkowicie, a przeznaczenie kieruje ich na drogę zupełnie inną jaką podąża większość. Czasem życie okazuje się niekończącym się pasmem zaskakujących zwrotów, jakich nikt nie byłby w stanie przewidzieć, przetrwać mogą je tylko najsilniejsi, chociaż wcale się za takich nie uważają.

Ursula, Warda, Perpetua, trzy osoby, trzy życiowe ścieżki i historia kobiety, będącej świadkiem rzeczy, które nigdy nie pozwolą jej - ons o sobie zapomnieć i co istotniejsze przeżyła je osobiście. Odrzucona córka, wychowana przez obcych ludzi, jacy nie zastąpili rodzinę, lecz stali się nią, mniszka, a w końcu człowiek tracący to, co inni uważają za oczywistość. Jak na jedną osobę to o wiele za dużo, szczególnie kiedy musi sobie radzić prawie zawsze sam. Jak czuje się kilkuletnie dziecko, żyjące blisko swych najbliższych, a jednocześnie odepchnięte przez nich? Co czeka w życiu dziewczynę, której dano szansę poznać to, co dostępne jest nielicznym i co nie jest akceptowalne u kobiet? Dlaczego, gdy w zostaje odnaleziona właściwa życiowa ścieżka, ktoś ją niszczy? W końcu ile bólu i cierpienia jest się w stanie znieść i wciąż pozostać sobą? Na te pytania Warda odpowiada sobie po raz pierwszy kiedy płynie statkiem w niewiadomym kierunku wraz z innymi porwanymi. Kiedy decydowała się pomóc potrzebującej nie wiedziała jeszcze, że nie będzie dane jej wrócić do miejsca, które wybrała na swój dom. Jednak jeszcze bardziej boleśniejsze od tej straty jest świadomość, iż została oderwana od ludzi, których kochała i pozbawiona wolności.

Co czuje się gdy ktoś odbiera prawo do samostanowienia o sobie samym? Kiedy jest się traktowanym jak jeszcze jedna rzecz w majątku właściciela? Zwątpienie? Lęk? A może wiarę, że w końcu znowu będzie się wolnym? Wystarczy jedna szansa by uciec ze świata niewolników, druga już nie będzie dana, bo cena za porażkę to śmierć. Warda wie o tym doskonale, ale czy będzie jej dane zaczerpnąć tchu na wolności? Jak wykorzysta to, co przeznaczenie jej daje? Los nieraz wystawił już kobietę na próbę, teraz znowu to robi, ile jeszcze będzie takich życiowych sprawdzianów? Za każdym razie wydają się one coraz surowsze, lecz Wardzie wciąż dodają sił wspomnienia rodziny, na jak długo one wystarczą?

"Na zawsze wygnańcy" to niezwykła opowieść, w jakiej autorka za pomocą głównej bohaterki odzwierciedla tę mniej znaną historię siedemnastowiecznej Europę. Pozostaje ona w cieniu wielkich dziejowych wydarzeń, ale jest nieodłączną jej częścią. W książce Fiorelli De Marii najważniejsi są ludzie i ich losy, które mogą wydawać się nieistotne jeżeli porówna się je do losów całych narodów. Jednak gdy je poznaje się okazuje się, że to właśnie one najlepiej oddają ducha epoki i tego, co ją ukształtowało. "Na zawsze wygnańcy" jest bardzo osobistą relacją z życia kobiety, okazująca się prawdziwą sumą zaskakujących wydarzeń, pojawiających się znienacka i zmieniających wszystko. Nie można również zapomnieć o zakończeniu, które jak cała książka zaskakuje i pozostawia kwestię dalszych losów bohaterki otwartą. Co stało się z Wardą? Czy znalazła ona w końcu drogę do tego, co utraciła? A może na jej drodze znowu pojawił się kolejny niespodziewany zakręt?
 
Za możliwość przeczytanie książki dziękuję

wyd. PROMIC 


sobota, 22 czerwca 2013

Kiedy apokalipsa staje się faktem

"Coś więcej niż ślad"
Paul L. Maier


Co kilka lat środki masowego przekazu przynoszą wiadomości o zbliżającym się końcu świata. Raz ma to wynikać z odczytu starożytnych tekstów, innym razem z przepowiedni, w kolejnym przypadku wynika to ze studiowania świętych pism. Wspólnym mianownikiem jest apokalipsa, której data jest zawsze ściśle określona, apokalipsa mająca zmieść z powierzchni ziemi znany porządek i  ustanowić  całkowicie odmienny. Wiara w nadchodzący koniec porywa tysiące, a nawet więcej, osób, jedni przygotowują się na walkę o życie, drudzy na kataklizm naturalny bądź pochodzenia kosmicznego, dla wielu ma on wymiar religijny - sądu ostatecznego. Jednak zawsze w centrum zainteresowania jest jedno - koniec, pewny i nieodwołalny, żadne logiczne czy też naukowe argumenty nie są brane pod uwagę, bo wiadomo - niedowiarków nic nie przekona. Po wyznaczonej dacie następuje chwila przerwy, a potem znowu pojawia się kolejny znak obwieszczający zbliżający się armagedon i "zabawa" zaczyna się od nowa.

Profesor Weber ma na swoim koncie wiele publikacji naukowych, szacunek środowiska naukowego, oprócz tego także sławę człowieka, który już kilka razy ratował od spektakularnych "wpadek" świat. Jeżeli do tego dodać stałość w poglądach i walkę z wszelkiego rodzaju oszustami z pogranicza nauki to można się spodziewać, że jego osoba co najmniej kilku ludziom podpadła. Rok 2012 przynosi naukowcowi wiele okazji by punktować różnorakie teorie związane, z mniej lub bardziej, apokaliptycznymi wizjami, jednak nie spodziewa się tego, co dopiero na niego czeka. Po raz kolejny drogi prowadzą go do Ziemi Świętej, a to, co go do niej sprowadza jest jednym z elementów większej całości znanej jako Jeszua ben Josef. Charyzmatyczny mówca, porywający swoimi słowami tłumy, tajemniczy, chociaż niczego nie ukrywający, podróżujący po Izraelu i przemawiający w biblijnym hebrajskim tak jakby był to jego język ojczysty ... Kim jest trzydziestolatek uzdrawiający chorych, a nawet wskrzeszający zmarłych? Skojarzenia nasuwają się same ... Ale czy wystarczą one Jonathanowi Weberowi? Rzesza zwolenników Jeszui zwiększa się z każdym jego wystąpieniem i to nie tylko lokalnie, ale i światowo, w końcu taki człowiek stanowi świetny temat dla czołówek gazet, wiadomości lokalnych, no i internetu. Miliony wierzą w powtórne nadejście Mesjasza, każdy czyn ben Josefa potwierdza ten fakt, co więcej nawet od strony nauki nie ma żadnych zarzutów. Ostatnie czasy zwiastowały przecież tę chwilę - katastrofy naturalne i te, sprowokowane przez człowieka, następowały z niespotykaną do tej pory częstotliwością, do tego przepowiednie, więc wszystko wskazuje na, to, że dzień ostateczny jest już blisko ...

Jonathan Weber sam ma okazję poznać Jeszuę, doświadczyć jego mocy "na żywo", jak wpłynie to na naukowca, do tej pory sceptycznie nastawionego do armagedonu? Najbliższe osoby z jego otoczenia podzielają ogólnoświatowy entuzjazm, zresztą nie ma się temu co dziwić, jeżeli ulegli mu polityczni i religijni przywódcy. A jednak akademicki wykładowca nadal zastanawia się nad fenomenem człowieka, który zjednał sobie wielomilionową rzeszę zwolenników. Kilka lat wcześniej odkrył pewną mistyfikację, jaka mogła zagrozić nie tylko religijnemu ładowi na świecie, ale teraz nic nie wskazuje na oszustwo. Wprost przeciwnie, każdy czyn potwierdza tożsamość Jeszui ben Josefa, od dnia narodzin po teraźniejszość, nie ma żadnej wątpliwości, punktu zaczepiania dla braku wiary. Tym razem sceptycyzm Webera wydaje się nie mieć podstaw, ma zaufać intuicji czy realnym faktom? Dzień sądu ostatecznego w końcu nadszedł ... Pytanie tylko dla kogo ...?

Sensacyjne wydarzenie, zagadka sięgająca do źródeł największych religii, człowiek, który uważany jest za Mesjasza i naukowiec, szukający prawdy, a do tego apokalipsa. Co może powstać z takich składników? Paul. L. Maier daje na to pytanie w książce "Coś więcej niż ślad" spektakularną odpowiedź, w jakiej nie brak historycznych faktów, ludzkich pragnień, szybkiej akcji i wielu jej zwrotów. Autor umiejętnie połączył prawdę z fikcją oraz apokaliptycznymi wizjami, które ostatnio coraz częściej pojawiają się w światowym społeczeństwie. "Coś więcej niż ślad" to nie opowieść pełna strzelanek, gdzie krew leje się strumieniami, ale również nie przepełniona wiedzą encyklopedyczną historia, w jakiej jedynie pasjonaci znajdą tylko coś dla siebie. Paul L. Maier skonfrontował ze sobą popularne ostatnio poglądy, wiadomości historyczne i nieszablonowych bohaterów, których poczynania okazują się sporą niespodzianką. Szybkie tempo fabuły utrzymane jest do samego końca, a zakończenie może wcale nim nie jest, w końcu kiedy ma się do czynienia z geniuszem wszystko jest jeszcze możliwe. Od amerykańskich sal sądowych, poprzez wykopaliska na izraelskiej ziemiach aż do watykańskiej sali audiencyjnej wiedzie szlak, na jakim postacie zagłębiają się w czasy starożytne by odkryć źródła współczesnych wydarzeń. Tam gdzie prawda wydaje się nie mieć nic do ukrycia warto się jej przyjrzeć z bliska, bo czasem ma inne oblicza niż wszyscy sądzą.


Baza recenzji Syndykatu ZwB
Za możliwość przeczytanie książki dziękuję

wyd. PROMIC 

piątek, 3 maja 2013

W cieniu zbrodni

"W cieniu kaplicy"
Melvin R. Starr


Zbrodnia towarzyszy człowiekowi od zawsze, nie da się od niej uciec, zawsze jest tuż obok, tak jakby stanowiła mroczne alter ego ludzkiej natury. Łatwo zapomnieć o niej, uznać, że nie istnieje albo dotyczy innych nie nas, aż do momentu kiedy stajemy z nią twarzą w twarz. W takiej chwili przypomina się pierwsze z nią spotkanie i pytanie czy obecne będzie ostatnie? Jest zbrodnia, więc musi być i sprawca oraz motyw, jaki połączył zbrodniarza z ofiarą, w tym wszystkim brakuje kogoś jeszcze - osobę, której zadaniem będzie odnalezienie tego kto stoi za zbrodniczym czynem i powodu nim kierującego, kiedy odbierał komuś życie. Czasem trzeba z pozornie niezwiązanych ze sobą fragmentów ułożyć morderczą mozaikę, w jakiej jest miejsce na ludzkie pragnienie zdobycia tego czego się pragnie i to za wszelką cenę.

Bampton nie wyróżnia się niczym wśród miasteczek średniowiecznej Anglii, ludzie żyją w nim zgodnie z porami roku oraz dniami wyznaczanymi przez wschody i zachody słońca. Dzień po dniu pracują ku chwale najwyższego, by wypełnić obowiązki wobec dziedzica oraz związać koniec z końcem we własnym obejściu. Proste życie, w jakim wszystko ma swoje miejsce i czas, płynące jak miejscowy strumień szybko i bez zbędnych przeszkód, aż do chwili kiedy natrafia na przeszkodę w postaci ... zwłok. Śmierć nie jest niczym nadzwyczajnym, przychodzi często i nie dziwi zbytnio nikogo, ale gdy nie jest naturalna to sprawa nie jest już tak oczywista. Przed mistrzem Hugh z Singleton kolejna zagadka do rozwiązania. Chociaż to, co przytrafiło się Alanowi wygląda na zgon z powodu napaści dzikiego zwierzęcia wcale nie jest takim w rzeczywistości. Po pierwsze o wilkach nie słyszano w bliższej i nawet dalszej okolicy od kilku dziesięcioleci, niedźwiedzia takoż nikt nie ogląda poza polowaniami i głuchą knieją, a po drugie pewne ślady każą sądzić, że za tą zbrodnią stoi raczej dwunożna istota. Jednak nie tak łatwo wskazać mordercę, bo tropy dość nikłe i nikogo wyraźnie nie wskazują, lecz od czego spostrzegawczość Hugh i jego zapał do odkrywania tajemnic? Spokojne włości lorda Gilberta Talbota mają też i ciemniejsze strony, które znowu przyjdzie odsłonić jego rządcy.

Jak się okazuje w cieniu małej kaplicy św. Andrzeja żyje nie tylko duchowny John Kellet, także inni są związani z tym poświęconym miejscem. Dochodzenie nie jest łatwe, no i nie stanowi głównego zajęcia Hugh. Jednak pomiędzy zabiegami chirurgicznymi, pilnowaniem pracy siewców grochu i zapędzaniem owiec na nowe pastwisko, znajduje się czas na szukanie tropów związanych ze śmiercią Alana. Powoli obserwacje miejscowej ludności dają efekty, czasem wystarczy spojrzeć na prowadzone prace w przydomowym ogrodzie, a czasem na twarze ludzi lub na to, co mają na nogach. Niby nic, ale w ostatecznym rozrachunku wszystko się liczy, dodatkowym dowodem obrania właściwej drogi jest także pewne bardzo nieprzyjemne i dotkliwie bolesne spotkanie w nocy. Ale widać już światełko w tunelu, chociaż w krwawym jest ono kolorze, kolejne zabójstwo wydaje się nie mieć związku z pierwszym, lecz Hugh ma całkowite inne zdanie czy słusznie? Jaką rolę odegrał rządca i chirurg lorda Talbota w tej zbrodni? Podwójna zabójcza zagadka wymaga dużej uwagi ze strony prowadzącego śledztwo, a inne sprawy również zaprzątają jego uwagę, jak chociażby wdzięki pewnej uroczej sklepikarki z Oxfordu czy też dziecka, któremu pomogło się, a jakie stało się piękną dziewczyną. No, a nocna wyprawa przynosi więcej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać, dworskie lochy w końcu będą mieć odpowiednich lokatorów ...

Drugie spotkanie ze średniowiecznym chirurgiem oraz detektywem Hugh z Singleton okazuje się mieć przebieg jeszcze bardziej intrygujący niż pierwsze. Po raz kolejny średniowiecze pokazuje trochę inne oblicze niż mogłoby się wydawać. Zamiast życia w cieniu chorałów gregoriańskich i danse macabre jest egzystencja w jakiej nie brak zagadek, tajemniczych zbrodni oraz sekretów, dość niechętnie odkrywanych przed obcymi. Autor postawił na autentyczność realiów i dzięki temu czytelnik ma wrażenie, że czyta zapiski z wydarzeń, które miały miejsce dokładnie w tym czasie, a nie w innym. Nie można zapomnieć o samych bohaterach, bo oni wraz z intrygą, jakiej są uczestnikami, grają główna rolę. Są dziećmi swojej epoki, ze wszystkimi jej wadami i zaletami, posługują się narzędziami znanymi w średniowieczu i wiedzą wtedy dostępną. Działają na podstawie tego co jest im wiadome, krok po kroku starając się odkryć motyw oraz sprawców zbrodni. Jedyną przewagą jaką mają to ich umysł, spostrzegawczość i otwartość na to co nowe i nieocywiste. Hugh już nie jest nowicjuszem w swoim fachu, jego życie uległo zmianom, a kolejne już czekają by pojawić się w nim. Następne perypetie średniowiecznego chirurga zapowiadają się równie interesująco, co dwie dotychczas opisane historie. Średniowiecze w wydaniu Melvina R. Starra to nie mrok i zabobon, lecz życie wcale nie tak odległe od współczesnego, lecz z własnym charakterem, który został zachowany w żywej postaci, a muzealnej posągowości. Prawdziwemu detektywowi, niezależnie od epoki, niewiele potrzeba by odkrył prawdę, ale czasem przydaje się twarda głowa, ciekawość świata i patrzeniu tam, gdzie inni boją się zajrzeć.

Baza recenzji Syndykatu ZwB
Za możliwość przeczytanie książki dziękuję
wyd. PROMIC 
 
 

sobota, 22 września 2012

Sztuka pisania listów ...

"Listy jadowitego węża"
Peter Kreeft


Niebo i piekło, dwa słowo oddające wszystko i wszystkim doskonale na wskroś znane. Nikt nie może powiedzieć, że są obce te wyrazy, na ich temat napisane miliony milionów zdań, pojawiają się we wszystkich dziedzinach życia. Kiedyś ograniczały się do sfery sacrum, obecnie są w powszechnym użyciu również w obszarze profanum. Z jednej strony spowszedniały, z drugiej są jakby odleglejsze od dnia codziennego. Jednocześnie są namacalne i niedosięgłe, pomiędzy tym co na dole i tym co nad nami rozciąga się nasz ludzki świat, mamy w sobie coś i z ciemnej i z tej jasnej strony. Jednak człowiek współczesny jest zbyt zabiegany, zapracowany by zwracać uwagę na takie szczegóły, zresztą w naszym otoczeniu wiele pojęć jest rozumianych inaczej niż jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej, ale kto by się nad  tym zastanawiał ... W końcu liczą się inne wartości, przecież idziemy do przodu nie stoimy w miejscu, więc jak w takim klimacie myśleć poważnie o niebiańskiej i piekielnej stronie egzystencji?

Diabeł to postać, którą rozpozna każdy, jego atrybutów i charakteru nie można pomylić z niczym i z nikim, zapisał się w szeroko pojętej kulturze doskonale, wręcz stał się jej ikoną. Jednak piszącego listy trudno go sobie wyobrazić, o czym miałby tworzyć wiadomości i do kogo? Rady i napomnienia mistrza w stosunku do ucznia, a raczej młodego adepta, wprawiającego się dopiero w zawodzie, są celem tworzenia wiadomości. Spojrzenie na współczesną rzeczywistość z całkiem innego punktu widzenia przynosi interesujące spostrzeżenia, czasem pewnych oczywistości można nie zauważyć, a czasem pozostają one zupełnie nieodkryte. To co wydaje się zwyczajne nabiera całkiem innego kontekstu gdy rozkłada je na detale ktoś ze swej perspektywy i zauważa korzyści z nimi związanymi. Nie wszystko oczywiście diabelskiemu urzędnikowi jest na rękę, wręcz przeciwnie widzi on wiele "zagrożeń" dla swej "misji", ale bywa również nadzwyczaj pomysłowy. Kuszenie do złego wcale nie jest aż tak łatwe i przyjemne, wymaga wiele cierpliwości i wieków obserwacji rodzaju ludzkiego. Mistrz chętnie dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem z nowicjuszem, po tysiącach lat zna wiele sztuczek i niuansów, w końcu jest "dobrym" pedagogiem, wiedzącym, że od jakości edukacji zależy przyszłość diabelskiej nacji, no i ostatecznego zwycięstwa ...


Peter Kreeft w formie listownych wypowiedzi przedstawia współczesną rzeczywistość od strony nad jaką rzadko kto się zastanawia - zmian jakie przetoczyły się społeczeństwie na przestrzenie ostatnich dekad. Narrator wypowiada się na tematy, które stanowią podstawę dla wielu dyskusji, punkt widzenia jest jasno określony, ale czytelnik nie jest do niego przekonywany. "Listy jadowitego węża" to zbiór poglądów, przy jakich warto chociaż na chwilę zatrzymać, można się z nimi zgadzać bądź nie, to już zależy od czytającego. Autor sięga i po popularne tematy i po te mniej znane, czytający mają więc okazję poznać szeroki zakres refleksji. Niecodzienna forma i postać bohatera jest nawiązaniem do książki C. S. Lewisa "Listy starego diabła do młodego",  twórca nie odżegnuje się do podobieństw, lecz wbrew pozorom nie kopiuje wcześniejszego pomysłu.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria oraz wyd. PROMIC

niedziela, 22 lipca 2012

Średniowieczne dochodzenie

"Niespokojne kości"
Melvin R. Starr


Zbrodnia to nie wynalazkiem naszych czasów, była, jest i będzie. Od czasów gdy Kain podniósł rękę na Abla jest wpisana w ludzkie działanie, zawsze gdy ma miejsce rodzi te same pytania - kto jest sprawcą i dlaczego ktoś ją popełnił. Średniowiecze wydaje się odległą epoką, tak inną od pozostałych, a jednocześnie traktowaną jako mniej ciekawą od innych. Ciemna, wręcz mroczna, w której człowiek ginął pośród toczonych wojen i następujących po sobie raz zarazem epidemii śmiertelnych chorób. Jednak gdy się przyjrzeć bliżej można dostrzec wiele intrygujących szczegółów, dających barwny obraz czasów dalekich od naszej rzeczywistości, ale z wydarzeniami, jakie zdarzają się i dziś.

Jaką wybrać życiową drogę gdy jest się czwartym synem mało majętnego rycerza? Najpewniejsza wydaje się kariera duchownego, szczególnie dobrze rokująca w przypadku chłopca lubiącego naukę i książki. Ale gdy nie czuje się powołania do opieki nad nieśmiertelnymi duszami bożych owieczek, pozostaje jeszcze zajęcie się prawem. Radca prawny na królewskim dworze to zawód dający wiele profitów, jednakże mający jedną wadę - często prawnicy najjaśniejszego pana tracą głowy i to dosłownie. Jednak przeznaczenie, a może tylko przypadek sprawiają, że jeszcze szansa na dalszą egzystencję jest dana Hugh z Singleton. Niespodziewany spadek, w postaci pewnej księgi, wskazuje inny kierunek młodzieńcowi, może nie jest tak szacowny jak wcześniej brane pod uwagę, lecz również daje profity, pozwalające na wygodne życie. Nikt nie spodziewa się tego co ma być udziałem czwartego syna.

Opatrzenie rany lorda Gilberta jest początkiem znajomości, która odsłoni zbrodnię, a młodemu adeptowi chirurgicznego rzemiosła pozwoli wykazać się na umiejętnościami, jakich nie uczą w Oksfordzie. Kiedy na zamku odnajdują się ludzkie kości nie jest to sytuacja zwyczajna, wprost przeciwnie, odkrycie ich pochodzenia zostaje zlecone właśnie Hugh. Jakiekolwiek byłoby zdanie chirurga opinia jego dobroczyńcy jest ważniejsza. Znajomość anatomii może pomóc nie tylko żywym, lecz również zmarłym, a spostrzegawczość pozwala zauważyć to co innym umknęłoby. Znalezione kości świadczą, że doszło do zbrodni, a to pociąga za sobą pytanie - kto jest jej autorem i kim jest ofiara? Jedyną osobą, która może znaleźć odpowiedzi wydaje się znowu Hugh, czy tego chce czy nie musi podjąć się dochodzenia. Jak znaleźć zbrodniarza gdy ma się tak niewiele śladów, a właściwie tylko jeden - kości? Nikt z zaginionych nie pasuje ani wiekiem, ani płcią do odnalezionych szczątków, a i motywu brak. Detektyw z przypadku ma przed sobą nie lada wyzwanie, ale od czego otwarty umysł i dociekliwość? Krok po kroku rysuje się historia, w której ważną rolę odgrywa uczucie i stan urodzenia, ale czy to właściwy trop? Wszystko wskazuje, że mordercą jest właśnie ten, a nie inny człowiek, lecz na pewno? Znowu przypadek daje o sobie znać, a sprawa, która wydawała się już rozwiązana nagle nabiera całkiem innych barw. Prawda zawiera o wiele więcej niż mogłoby się wydawać, za zasłoną strachu przed wymierzeniem kary, kryje się bardziej skomplikowana historia. Ludzie są tylko ludźmi, a źródła człowieczych czynów nie zmieniają się mimo upływu czasu.

Średniowiecze poznawane poprzez zapiski ówczesnego chirurga jest intrygujące, szczególnie gdy spojrzy się na tę epokę z punktu widzenia człowieka żyjącego w tamtym okresie. Autor starał się jak najwierniej oddać atmosferę epoki, jest to widoczne i w zastosowanym słownictwie, jak i tłu kulturowemu. "Niespokojne kości" nie starają się "wybielić" średniowiecznych zwyczajów, wprost przeciwnie są one ukazane takimi jakimi były, lecz dzięki temu opowieść nabiera autentyczności. Mogłoby wydawać się, że osadzenie fabuły w takim przedziale czasowym nie jest dobrym pomysłem, bo sensacja i średniowiecze wcale nie wydają się współgrać ze sobą. Jednak wbrew pozorom właśnie taka sceneria nie szkodzi wątkowi kryminalnemu, a nadaje mu wyjątkowości. Śledztwo bez komputerów, baz danych, a nawet linii papilarnych, słowo dedukcja także nie pada, ale czytelnik nie zauważa tego, bo wraz z głównym bohaterem pochłonięty jest szukaniem rozwiązania kryminalnej zagadki. Melvin R. Starr drobiazgowo oddał średniowieczne warunki, a pierwszoosobowa narracja sprawia, że ma się wrażenie, iż jest się naocznym świadkiem poczynań Hugh z Singleton. Średniowiecze to nie jedynie mrok i legenda o Robin Hoodzie, a wręcz przeciwnie, patrząc na chwile w historii poprzez pryzmat zbrodni i poszukiwania jej sprawców nabiera całkowicie innych barw. Przez wieki zmieniło się wiele, ale pewne ludzkie pragnienia pozostają takie same i nadal są oraz będą źródłem kryminalnych zagadek.

"Niespokojne kości" to opowieść łącząca w sobie historię z suspensem, tocząca się od wschodu do zachodu słońca, zgodnie z jego rytmem, jednak myli się ten kto zakłada, że w fabule nie ma zwrotów akcji. Średniowieczny chirurg ma wiele pracy i to nie tylko w swoim zawodzie, szczególnie gdy zabiera się za śledztwo, a jedynym jego atutem jest nieprzeciętny umysł i chęć odkrycia tego co naprawdę miało miejsce.

Baza recenzji Syndykatu ZwB


Za możliwość przeczytanie książki dziękuję
wyd. PROMIC 
 
                                                                                                                               
                                                                                                                              

                                                                                                                               

środa, 11 lipca 2012

Pomiędzy zwątpieniem a nadzieją

"Ślad życia, ślad śmierci"
Paul L. Maier


Przeszłość kryje wiele tajemnic, wiedzą o tym najlepiej archeolodzy i historycy, w ich pracy nie rzadko okazuje się, że to co już miało miejsce i wydaje się znane, skrywa zagadki. Wielkie odkrycia może nie zdarzają się już tak często jak jeszcze kilkadziesiąt lat temu, ale nadal mają miejsca. Kto nie marzył by być odkrywcą sensacyjnego znaleziska? Takiego, które zmieniłoby światową historię, a nawet więcej - cały świat? Artykuły w gazetach, wywiady w telewizji, sława i chwała, a to wszystko dzięki wiedzy i łutowi szczęścia. A jak wygląda druga strona medalu, mniej spektakularna, ta ukazująca skutki odkrycia? Prawda jest najważniejsza, ale czy zawsze warta ujawnienia?

Kiedy dawno nie widziany przyjaciel, mentor z czasów studiów i jednocześnie uznany autorytet w świecie nauki zaprasza na wykopaliska nie wypada odmówić. Ciekawość, a raczej zainteresowanie zawodowe, również odgrywa swoją rolę. Wspomnienia z lat studenckich powracają, a żyłka poszukiwacza przygód również daje o sobie znać. Starożytne ruiny, powiew historii i odpoczynek od codzienności, aż i jedynie tyle, ale dla Jonathana Webera to dużo. Ma dość wrzawy wokół siebie, jako naukowiec i historyk nie jest przygotowany na taką sytuację, więc wyjazd jest mu jak najbardziej na rękę, a tajemniczość przyjaciela wzmaga jeszcze zainteresowanie. Co może kryć się za niedomówieniami i półsłówkami badacza? Na to co staje się jego udziałem nic i nikt nie mógł go przygotować i nie tylko jego! Czy to możliwe, że to prawda? Przecież to nieprawdopodobne i zaprzeczające wszystkiemu, a może to zbieg okoliczności lub zła interpretacja faktów? Jak postąpić w tej sytuacji - trzymać się tego co zostało odkryte czy szukać śladów fałszerstwa? Przecież nie można przejść do porządku dziennego gdy świat jaki jest znany wali się w gruzy ... Zaprzeczać prawdzie czy trzymać się wiary, że coś ważnego co zada kłam temu co odnaleziono umknęło? Bo gdy każdy element wydaje się być na właściwym miejscu i układanka wygląda idealnie to nawet kilka słów, wypowiedzianych kiedyś mimochodem, nabiera całkiem innego znaczenie. Przeszłość kryje wiele tajemnic, a jedna z nich ma kolosalne znaczenie, wystarczy potwierdzić domysły, poprzeć je dowodami i ... to wystarczy by powrócił spokój?

Autor "Śladu życia, śladu śmierci" zaczyna od trzęsienia ziemi,a później nie daje czytelnikowi chwili oddechu. Fabuła oparta jest z jednej strony na sensacji, lecz z drugiej zmusza czytających do zastanowienia się nad efektem wydarzeń, jakie mogłyby zburzyć ich światopogląd. Podczas lektury trudno pozostać obojętnym i zdystansowanym do tego co Paul L. Maier przedstawia, kontrowersyjny temat, lecz ujęty w sposób zrównoważony i nie oferujący prostych rozwiązań. Pewne przypuszczenia pozostają cały czas w tle, ale co, kiedy i czy w ogóle potwierdzą się? Tego nie można być pewnym, a kolejne niespodzianki dają pole do popisu dla wyobraźni. Intryga łączy w sobie wiele detali, nie od razu pasujących do siebie, lecz w końcu oferujący zaskakujący finał.



Za możliwość przeczytanie książki 
dziękuję
wyd. PROMIC