niedziela, 24 maja 2026

Szef i cała reszta kłopotów

Nowość:

„Szef, którego nie chciałam”

Monika Magoska – Suchar

 

Zamknąć za sobą drzwi i rozpocząć wszystko od nowa. Przepis na sukces czy na katastrofę? A może na coś zupełnie nieoczekiwanie pojawiające się i wymagające spojrzenia za siebie i przed siebie oraz podjęcia trudnych decyzji? To nie będzie kolejna szansa na początek, lecz poukładanie tego, co jest jednym wielkim chaosem oraz nieustanną improwizacją.

 

Kiedy już nie możesz zrobić kroku w tył, bo po prostu jesteś pod samym murem pozostaje jedynie pójść do przodu. Weronika Stanos była pewna, że to drugie właśnie jest jej udziałem, lecz rzeczywistość wcale nie jest tak różowa jak myślała. Ogromny napiwek z dorywczego zajęcia zagarnia chciwy szef, a w pracy, jaka miała dać jej pewny dochód właśnie dowiaduje się o redukcji etatów, jaka i ją obejmie. W takiej sytuacji pozostaje już tylko bardzo radykalne rozwiązanie. Jedni powiedzieliby, że tym razem to już naprawdę przekroczyła granicę, lecz ci, którzy wiedzą, iż do stracenia nie pozostało im wiele lub już nic idą na całość.  William Fuller doświadcza tego ostatniego ze strony Weroniki, ale robi coś, w co trudno uwierzyć dziewczynie. Okazja, jakiej nie spodziewała się i zamierza jej wypuścić z rąk. Pytanie tylko czym kieruje się jej szef i jaki będzie finał ich nie jedynie zawodowych relacji?

 

Książki, w jakich emocje dalekie są od letnich i nawet jeśli nie są głośne, to nie dają o sobie zapomnieć. Bohaterowie, zapadający w pamięć i noszą w sobie blizny po własnych wyborach i stawianiem czoła decyzjom podjętych przez innych. Splot okoliczności, jaki nie pozostawia dużego pola manewru i zmuszą do podjęcia radykalnych kroków. Monika Magoska –Suchar doskonale łączy te wątki w najnowszej historii i oczywiście dodaje jej niepowtarzalnej atmosfery i detali. To nie kalka, a odrębna opowieść o ludziach poznających się w sytuacji dalekiej od codzienności i już na wstępie dającej pole do popisu, co do tego, co będzie miało miejsce. „Szef, którego nie chciałam” opiera się nie na jednym motywie, a kilku, połączonych postaciami, kontrastowymi wobec siebie, barwnymi i na pierwszy rzut oka mało pasującymi do siebie. Jednak w tym tytule, istotne jest drugie i kolejne spojrzenia na osoby i tło, na tle którego funkcjonują, a wraz z rozwojem akcji dostrzegamy co kryje się za ich postępowaniem i przede wszystkim w nich samych. Autorka wyciąga z motywów to, co w nich najlepsze i tworzy fundamenty pod fabułę, w jakiej rozwija swój pomysł na bohaterów i losy. Tu nie ma powtórzeń, to całkiem nowy pomysł na opowieść o rzucaniu wszystkiego na jedną szalę, podejmowaniu ryzyka, chociaż wydaje się ono czystym hazardem, a nie szansą na odmianę losu, uczuciach przychodzących w najmniej odpowiednim momencie i uczeniu się zaufania drugiemu człowiekowi, pomimo złych doświadczeń. Czasem bycie po przejściach i posiadanie trudnej przeszłości okazuje się dobrym punktem wyjścia do walki o przyszłość, nie tylko swoją…


                                              Za możliwość przeczytania 

książki

dziękuję:
Autorce - Monice Magoskiej-Suchar

czwartek, 21 maja 2026

Zabójcza sobota

Nowość:

„Jeśli dzisiaj sobota, 

to mamy morderstwo”

Marta Matyszczak

 

Zbrodnia doskonała podobno istnieje, niektórzy nawet brali w niej udział i wierzyli, że faktycznie taką pozostanie. Nie do końca była tak idealna, jak się wydawało i wcale taką nie pozostała. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powiąże wydawałoby się luźne wątki, z których powstanie całkiem wyraźny obraz mordercy.

Wyjazd rehabilitacyjny grona seniorów nad morze z definicji miał być spokojny i kojący. Pod opieką dość niekonwencjonalnej grupy resocjalizowanych czas powinien upłynąć na zabiegach, spacerach i wycieczkach. Kłopot w tym, albo i nie to już zależy od punktu widzenia, pojawia się trup. Scenariusze są trzy: wypadek, samobójstwo, zabójstwo, jakie jest prawdziwy? Komisarz Gertruda Florek ma dość jasne zasady prowadzenia śledztwa, a udział w nim amatorów z pewnością jest złamaniem co najmniej jednej z najważniejszych i nie zamierza kryć się z tym, że jest niezadowolona, nawet bardzo! Jednak co jak co, ale ciekawości, tupetu i przede wszystkim intuicji nie dam się im odmówić. Zresztą czy seniorzy i ich nieszablonowi opiekunowie muszą brać pod uwagę panią policjantkę? W końcu wszyscy chcą jednego, a czasem prowadzi do tego wiele dróg, bywa, że krętych, zwłaszcza, jeśli ktoś nie chce by prawda wyszła na jaw. Jednak Gertruda i jej niechciani pomocnicy jak już złapią trop to go nie           puszczą, nic i nikt ich nie powstrzyma…

 

Gatunek Cozy Crime rządzi się swoimi zasadami i wszystkie je znajdziecie w najnowszej książce Marty Matyszczak. Jednak jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach czyli we wszystkim tym, co wychodzi poza nie i sprawia, że sugestie okładkowego opisu okazują się być zbyt skromne do rzeczywistej zawartości. „Jeśli dzisiaj sobota, to mamy morderstwo” ma w sobie wszystko co oczekujemy od tego rodzaju literatury, ale dostajemy również ogromny bonus dzięki talentowi autorki i jej pomysłom co do fabuły. Zbrodnia, zgodnie z tytułem i gatunkiem jest jak się patrzy, a śledztwo to już majstersztyk, zwłaszcza w wykonaniu bohaterów. Plastyczność lub bardziej mówiąc obrazowość tekstu sprawia, że kolejne sceny mamy przed oczami jak kinowy hit. Bez trudu wyobrażamy sobie filmowe kadry z całą plejadą charakternych bohaterów oraz ich kryminalnych perypetii, w jakich nie brakuje dochodzeniowych zagwozdek, autentycznych momentów zagrożenia i przede wszystkim śledczego zapału vel samozaparcia w tropieniu mordercy. Podejrzanych nie brakuje, poszlak również, jedynie tropy są niewyraźne, lecz czy nie na tym opiera się właśnie rasowa historia spod znaku intrygującego kryminału? Marta Matyszczak niczego nie ułatwia ani swoim postaciom, a tym bardziej czytelnikom, dochodzenie okazuje się rozwojowe, co wpływa na coraz szybsze tempo czytania, by jak najszybciej dotrzeć do kluczowych odpowiedzi czyli „Kto i dlaczego zabił?”. Rozwiązanie sprawy z kilkoma niewiadomymi, grupą emerycko-resocjalizowaną, miejscowymi stróżami prawa, tudzież elity tej samej proweniencji jest doskonałą rozrywką nie tylko czytelniczą. Czas spędzony na lekturze „Jeśli dzisiaj sobota, to mamy morderstwo” zdecydowanie mija zbyt szybko, ale na otarcie łez pozostaje jakże miła informacja o tym, iż to pierwszy tom cyklu Wakacje z mordercą. Przed nami więc kolejne spotkania z dociekliwym gronem detektywów, już nie takich amatorów.

                                           Za możliwość przeczytania 

książki

dziękuję:


 

niedziela, 17 maja 2026

Nowy początek

Nowość:

„Intrygujący mafiozo”

Nadia Grim

Część 1

 

Jedno spotkanie. Niespodziewany splot okoliczności. Spojrzenie. Dotyk. Czasem naprawdę niewiele potrzeba by nagle rozpoczęło się coś całkowicie nowego i całkowicie nieplanowego. Jak przyjąć taki obrót spraw gdy ma się świadomość, że nic już będzie takie jak wcześniej i nie ma powrotu do tego, co było?

 

Jeżeli więcej lub prawie wszystko dzieli, a to, co łączy zdaje się być tymczasowe i bardzo nietrwałe, jak budować na takich odstawach związek? Konkretniej mówiąc małżeństwo? Mia nie planowała takiego rozwoju sytuacji gdy przyjęła zaproszenie swojego chłopaka na imprezę w jego rodzinnym domu. A z pewnością nie mogła oczekiwać, że ktoś się jej  oświadczy. Ten ktoś to ojciec Michelangela, z jakim spotyka się od pewnego czasu. W tej familii nikt nie odmawia Ettore, głowie rodziny i każdy postępuje zgodnie z jego wolą. Jednak dziewczyna nie jest kimś, komu można cokolwiek nakazać i oczekiwać, że tak postąpi. Niezależna, z planami na przyszłość, w których nie ma aż tak poważnych relacji, zwłaszcza z kimś, kto nie liczy się z innymi i jest tak różny od niej. Czy sprzeciw w ogóle zostanie wzięty pod uwagę? Ettore nie jest przyzwyczajony do sprzeciwu, rządzi niepodzielnie od lat wszystkimi, ale Mia nie jest taka jak pozostali i nie boi się o tym mówić głośno i dobitnie. Jak więc tych dwoje ma odnaleźć wspólną drogę? Ona nie jest marionetką w czyiś rękach. On od zawsze jest mistrzem manipulacji i dostaje to czego pragnie… a może tym razem sprawy potoczą się inaczej niż mogłoby się wydawać?

 

Przeznaczenie czasem wyznacza kręte ścieżki ludzkich losów. W najmniej spodziewanym momencie spotyka się dwoje ludzie z całkowicie różnych światów. Ona jest niezależna, ciekawa świata, z konkretnymi planami na przyszłość. Jemu podporządkowują się wszyscy, rządzi twardą ręką w życiu osobistym i zawodowym, nikt nie ośmiela mu się sprzeciwić. Dzieli ich wszystko, prawie, bo mają coś z sobą wspólnego. Historia tych dwojga daleka jest od prostego scenariusza zauroczenia, bo i bohaterom daleko do stereotypów. Nadia Grim nie boi się kontrastów, trudnych tematów i potrafi doskonale znany motyw przedstawić z innej perspektywy. Oczywiście nie da się tego zrobić bez odpowiednio wykreowanych postaci, tak pod względem osobowości, wyglądu oraz oczywiście przeszłości. W tej książce od samego początku widzimy, że tutaj nie będzie kroku w tył, pokory i rezygnacji z siebie, mamy za to konfrontację odczuwalną nieustannie, tak samo jak walkę o siebie oraz własne status quo oraz nieoczekiwane uczucia, komplikujące i tak trudną sytuację. Dwa silne charaktery i przyszłość, która rysuje się burzliwie to wstęp, który obiecuje pełną emocji opowieść i obietnicę tę wypełnia z nawiązką. Trudne wybory, uczucie, jakie jednocześnie burzy dotychczasowe życia i jest zalążkiem zupełnie czegoś nowego i zaskakującego. Nadia Grim zaskakuje nieoczywistymi zwrotami akcji i przede wszystkim bohaterami, rzucający wyzwanie zasadom, otoczeniu i sobie samym. Na tę lekturę warto zarezerwować sobie czas, raz zaczętą czyta się bez przerw, a z każdym kolejnym rozdziałem intryguje bardziej.

 


                                         Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

Autorce Nadii Grim

piątek, 15 maja 2026

Przeszłość

Nowość:

„Aurora”

Paulina Świst

 

Maski. Wszyscy je noszą, jedni lepiej, drudzy gorzej, ale są i tacy, którzy są w tym mistrzami. Nikt nie domyśla się co kryją pod maską zwyczajności, czy jeszcze pamiętają jacy byli kiedyś? Człowieczeństwo jest dla nich jedynie jedną z ról i to, co wcale nie najważniejszą, ale bardzo użyteczną. Dzięki niej wtapiają się w tłum i pozostają nierozpoznani, a to pozwala im być bezkarnymi i to na oczach tych, którzy chcą odkryć ich prawdziwe oblicza…

 

Spokój bywa pozorny, a znalezienie odpowiedzi na trudne pytania może uśpić czujność. W końcu nadchodzi moment kiedy okazuje się, że przeszłość właśnie otwarła jedynie przymknięte drzwi, a to, co właśnie weszło przez do teraźniejszości jest najnowszą sprawą, jaką prowadzi prokurator Nina Kermel i komisarz Aleksander Aresowicz. Już od samego początku wiedzą, że przed nimi wymagające śledztwo, starannie zaplanowana zbrodnia, w jakiej ślady są wielką niewiadomą. W swojej karierze zawodowej zetknęli się z brutalnością, z jaką większość policjantów nigdy nie miało do czynienia. Morderstwo z Kopalni Guido wpisuje się właśnie w ten gatunek, natomiast schemat wskazuje, iż ten, kto stoi za nim nie działa przypadkowo i ma swój cel. Co skrywa motyw i gdzie zaprowadzą jego poszukiwania? Kierunek okazuje się zaskakujący i przede wszystkim wymagający wejścia daleko w mrok, gdzie zło pochłonęło zbyt wielu, lecz wciąż szuka nowych ofiar, a niebezpieczeństwo istnieje nie tylko w teorii. Tym razem każdy błąd oznacza jedno. Śmierć!

 

Niektóre zbrodnie tworzone są jak swoiste dzieła zabójczej sztuki. Mają przyciągać uwagę oraz niosą z sobą przekaz, nie dla wszystkich, ale tylko, którzy go potrafią dostrzec. Niestety jedno i drugie wcale nie ułatwia śledztwa, kluczem jest motyw, ukryty gdzieś pomiędzy tym, co widoczne i niedopowiedziane. Mrok, odór śmierci, metaliczny zapach krwi, pociągający za sznurki oraz widownia, nie do końca świadoma, w jakim przedstawieniu bierze udział. Do tego jeszcze dodajmy przeszłość, gdzie obecne wydarzenia miały swój początek i ciemność, zupełną, w jakiej światło ginie po paru krokach. Rozwikłanie tej morderczej zagadki oznacza zejście do piekła, stworzonego przez człowieka dla ludzi i gdzie niewinność została z premedytacją wyrwana wraz z korzeniami. „Aurora” to historia kryminalna, w jakiej prawda okazuje się być całkowicie inna niż bohaterowie sądzą i dużo bardziej skomplikowana. Jej korzenie sięgają wcześniejszych dekad, łącznikiem jest zło, to wyrządzone przed laty i te, jakie właśnie pokazuje na co stać tych, którzy zostali przez nie stworzeni. Tu zależności pomiędzy zbrodnią i sprawcą nie szuka się w prostych powiązaniach, one są starannie zamaskowane, a pozostawione znaki czytelne dla nielicznych. Paulina Świst nie daje czytelnikom prostej zagadki do rozwiązania, nie pierwszy raz, lecz tym razem to mroczniejsza wersja, w jakiej jak zawsze liczą się nie tylko detale, ale także intuicja i cienie, rzucane przez fakty, jakie zostały starannie zatarte. W „Aurorze” pytania i odpowiedzi stanowią zaklęty krąg sekretów, a prawda staje się bombą z bardzo krótkim lontem, jej wybuch odsłania kolejny fragment rzeczywistości daleki od tej, jaką uważano za znaną. Oczywiście nie zabrakło humoru, czarnego i pełnego ironii, ostrej, niebiorącej jeńców oraz oczywiście w punkt. A na końcu jako wisienka na torcie bohaterowie, jak zawsze potrafiący uchwycić koniec nitki i po niej odszukać sedno zbrodni, wbrew wszystkim oraz wszystkiemu, grając przy okazji w życiową i zawodową rosyjską ruletkę.

                                       Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:


 

poniedziałek, 11 maja 2026

Tajemnicza wyspa

Nowość:

„Wydarzyło się nad jeziorem”

Lisa Jackson

 

Nie zawsze powroty do domu wiążą się z miłymi wspomnieniami. Niekiedy oznacza to ponowne wejście do świata, z jakiego kiedyś uciekło się. Upływ czasu pomaga niektórym zobaczyć wiele spraw z całkiem innej perspektywy. A od tego już krok by na jaw wyszły dawne sekrety…

 

Wiktoriańska rezydencja była świadkiem wielu wydarzeń w życiu rodziny Harper Redd Prescott. Niestety tych tragicznych również. Minęły lata, od kiedy wyjechała z niej, teraz nie jest już tamtą dziewczyną przytłoczoną tym, co wydarzyło się wówczas, co nie znaczy, iż nie pamięta tego. Rodzinna siedziba wciąż robi ogromne wrażenie, pomimo tego, że od lat stoi pusta, ale czy na pewno tak jest? Kryje niejedna tajemnicę tak jak ludzie mieszkający w niej i w sąsiedztwie. W tym na pozór spokojnym miasteczku wiele działo się i mało zostało do końca wyjaśnione. Okazuje się, że obecnie również mają miejsce tajemnicze wydarzenia, skutkujące śmiercią. Wypadki czy zaplanowana zbrodnia? Krąg podejrzanych nie jest duży, a w samym centrum jest zawsze ta sama osoba, chociaż czy tak być powinno? Może nadszedł czas by wyjaśnić to, co już wydarzyło się i zapobiec temu, co właśnie znowu zaczyna się dziać? Ile jeszcze ofiar pochłonie jezioro, ale czy to nie jest jedynie wygodna wymówka? Ktoś korzysta ze złej sławy i nie zamierza poprzestać tego robić, bo motyw jest nadzwyczaj wygodny lub raczej był…

 

Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Czy ta zasada, tak często łamana, dotyczy się również powrotu do domu? Niektóre miejsca niosą z sobą więcej wspomnień niż człowiek chciałby pamiętać, a przy okazji zbyt dużo emocji, od jakich nie tak łatwo uwolnić się. Jeżeli jeszcze dodać do tego tragiczną śmierć i tajemnicze zaginięcie to mamy już opis do co najmniej dobrze zapowiadającego się thrillera. Lisa Jackson dorzuca do tego wiktoriańską rezydencję, kryjącą niejeden sekret oraz grono bohaterów połączonych dramatem sprzed lat, niewyjaśnionym i wciąż niezapomnianym nie tylko przez lokalną społeczność. Ze swojej strony dodaję jeszcze czytelnicze odczucie mroku, uderzające już na wstępie, takie spod znaku gotyckiej powieści i czegoś, co oblepia wszystko i wszystkich gęstą siecią niedomówień, może i kłamstw oraz poczucia winy. „Wydarzyło się nad jeziorem” ma w sobie niepokój i aurę tajemnic, w tej historii nie ma jasnych odpowiedzi podanych na tacy, są za to enigmatyczne odpowiedzi oraz podejrzenia, rodzące kolejne niewiadome. Kto i jakie ma zamiary? Z pewnością coś „wisi” w powietrzu, teraźniejszość naznaczona jest tym, co było i ten wyraźny cień autorka wykorzystuje doskonale. Oczywiście liczą się wydarzenia z obecnego planu czasowego, lecz nawet jeśli nie ma wyraźnego nawiązania do tego, co już zdarzyło się to i tak wyczuwamy, iż przyczyny teraźniejszych sytuacji mogą mieć korzenie w przeszłości. Atmosfera zagęszcza się i czytelnik wyczuwa, że bohaterowie wiedza dużo więcej niż mówią, czym to jest podyktowane? To kolejna zagadka na długiej liście pełnych znaków zapytania. „Wydarzyło się nad jeziorem” jest dreszczowcem z gatunku, w jakim każdy element jest starannie przemyślany, sylwetki postaci dopracowane w detalach, a ciąg przyczynowo-skutkowy połączony z nimi oraz tłem niezliczoną liczbą szwów, nie zawsze widocznych od razu.



                                      Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję: