czwartek, 14 listopada 2019

Premiera już w grudniu

Premiera
już
w grudniu


Pierwszy tom romantycznej serii górskiej pełnej miłości.
Julka ma trzydzieści dwa lata i słabo płatną pracę dziennikarki w czasopiśmie dla kobiet. Kiedy redaktorka naczelna sugeruje, by napisała artykuł na chwytliwy temat (z przystojnym szejkiem, celebrytą, milionerem lub alpinistą w roli główniej) Julka zaczyna zbierać materiały na temat polskich himalaistów.
Niebawem natrafia na informację o ekscentrycznym Jeremim Jansonie (zwanym JJ), który wydaje się być idealnym tematem na artykuł. Planuje on bowiem jako pierwszy człowiek w historii zdobyć zimą szczyt K2, i to solo, co jest istnym szaleństwem.
Wydawnictwo podchwytuje temat i proponuje dziennikarce duży budżet na napisanie reportażu. Jest jednak jeden warunek – Julka musi wziąć udział w wyprawie organizowanej przez JJ-a i dojść do bazy pod K2. Ona – która nie ma pojęcia o alpinizmie, nie znosi zimna i jest w słabej kondycji fizycznej. Jednak największy problem tkwi w tym, że Janson jest outsiderem i wcale nie chce zostać bohaterem książki.
Czy uda jej się przekonać nieustępliwego himalaistę do wspólnej wyprawy?
To wyzwanie okaże się ciężką próbą sił, i to nie tylko fizycznych. Julka nie zdaje sobie sprawy, że najtrudniej jednak będzie opanować silne przyciąganie, które narasta między nią a intrygującym Jansonem.

środa, 13 listopada 2019

Czas, kot i wielka przygoda


„Ratownicy czasu”
Justyna Drzewiecka

Kto nie marzył chociaż raz by podróżować w czasie? Zobaczyć przeszłość nie w wyobraźni, obrazach czy też na telewizyjnym bądź kinowym ekranie, ale na „żywo”, tak jak oglądamy podczas zwiedzania interesujące nas miejsca. Na razie to jedynie marzenie, lecz w przyszłości może się spełnić, a gdyby tak nadarzyła się taka okazja?

Dzień, który zapowiadał się niezbyt ciekawie lub wręcz obfitował w katastrofy przyniósł Sarze i Danielowi niezłą niespodziankę. Przeniesienie się w czasie i szansa zawitania do piętnastowiecznej Bolonii nie zdarza się codziennie. Jak to możliwe? Mutek odpowiada za ten pomysł i za kilka innych, lecz pozostałe zawirowania są już dziełem dwójki zachwyconych podróżników w czasie. W końcu taka okazja może się nie zdarzyć, no a to, co jest ich udziałem nie zdarzyło się żadnemu z kolegów i koleżanek. Co więcej nowy znajomy rzuca nowe światło na siebie samego, jak do tej pory znanemu Danielowi i Sarze z podręczników. Jednak to dopiero początek perypetii, nuda na pewno nikomu nie grozi w Bolonii, zwłaszcza jeżeli ma się szczęście do pakowania się w kłopoty i spotyka się na swej drodze podobnych do siebie ludzi. Co jeszcze będzie udziałem nastolatków z dwudziestego pierwszego wieku i zwierzaka z przyszłości? Na pewno będzie to coś ekscytującego, czego nie nikt się nie spodziewa …

Podróż w czasie, piętnastowieczna Bolonia, dwoje nastolatków i kot oraz ktoś, kogo nie spodziewamy się, czyli mieszanka intrygująca i wystarczająca za podstawę do napisania ciekawej książki. Justyna Drzewiecka wykorzystała potencjał tkwiący w połączeniu przygody, historii z dużą dawką humoru oraz fantastyki i chociaż mogłoby się wydawać, iż z racji wieku głównych postaci jest to tytuł skierowany do młodszych czytelników to starszym lektura ta również spodoba się. Wpływ na to zapewne ma sama fabuła, w jakiej są zagadki, dobrze skonstruowani bohaterowie, w tym osoba znana z dziejowych osiągnięć, oraz niebanalne tło historyczne. Każdy z tych ciekawie elementów wpisuje się w całość opowieści, dostarczającej podczas czytania inteligentnej rozrywki, a z drugiej strony sporej dawki interesujących informacji, podanych  niebanalnie i wplecionych w łańcuch przyczynowo-skutkowy. Warto wspomnieć również o ilustracjach, będących komentarzem tego, co właśnie staje się udziałem postaci i stanowiących bonus do fabuły. Szybkie tempo powieści również jest atutem, podobnie jak i drugi plan, oddany zgodnie z duchem epoki. „Ratownicy czasu” są dla czytelników okazją do szalonej eskapady, podczas której gwarantowana jest dobra zabawa, spotkania z niebanalnymi osobami i poznania trojga nietuzinkowych bohaterów. 



Za możliwość przeczytania książki 

dziękuję wydawnictwu:
 
 
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo jaguar


poniedziałek, 11 listopada 2019

To, co najważniejsze


„Zasady magii”
Alice Hoffman

Zasady czasem są bardzo proste i jasne, wystarczy się do nich zastosować by spokojnie przejść przez życie. Jednak czy tego faktycznie pragnie się kiedy w zasięgu ręku są niewyobrażalne możliwości? Młodości wydaje się, że wszelkie nakazy i zakazy są po to by je łamać i żyć pełną piersią, w końcu przyszłość stoi przed nią otworem.

Każde z trojga rodzeństwa Owensów od zawsze wiedziało, że różni się od innych ludzi, chociaż starano tę „inność” w nich stłumić. Jednak czy można walczyć z prawdziwą naturą człowieka? Dlaczego to robić jeśli jest ona głęboko pod skórą i towarzyszy każdej myśli? Franny, Jet i Vincent żyją zgodnie z tym, co czują, chociaż wiedzą, że rodzice zrobią naprawdę dużo by zdusić w zarodku ich talenty. Jedynie w swoim towarzystwie mogą być sobą, nie wiedzą jeszcze jak głęboko są naznaczeni przez rodzinne dziedzictwo, przez niektórych nazywanych klątwą. Ciotka Isabelle ma w tej sprawie inny pogląd, zresztą na wiele tematów ma swoje zdanie, a jej młodzi krewni dopiero stoją na początku drogi, ona może tylko pomóc im zrozumieć co w nich tkwi. Ale czy młodość posłucha dojrzałości? Franny podąży swoją ścieżką, podobnie zrobi Jet i Vincent, magia dla każdego z nich jest źródłem wyborów, które okażą się o wiele bardziej dalekosiężne niż im się wydaje. Miłość to również potężna siła, od niej wszystko rozpoczęło się i przez wieki wcale jej moc nie zmalała, teraz każde z Owensów stawia czoła temu, co z sobą przynosi …

Nieszablonowa opowieść pod każdym względem, gatunki przeplatają się w niej swobodnie, czasem wprost stapiając się, każdy z nich jest równoprawny i raz wybrzmiewa mocniej, a czasem jest jedynie cichym akordem w tle. „Zasady magii” są zwodniczym tytułem, to nie prosta opowiastka o czarodziejkach, lecz historia w jakiej dostrzegamy echa „Szkarłatnej litery”, procesu z Salem, buntu kolorowych lat sześćdziesiątych i następujących zmian społeczno-obyczajowych. Alice Hoffman nie podaje tego wprost, ale wplata w losy swoich bohaterów, prawdziwych outsiderów, równocześnie na własnych życzenia, ale i odrzuconych przez społeczeństwo. Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na magię? Ona po prostu spaja wszystkie wątki, jest ich początkiem i końcem, odczuwana na każdej stronie, jednak nie w sposób do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Na pierwszy rzut oka wydaje się wprost baśniowa, jednak bardzo szybko czytelnik orientuje się, że ma drugie, a nawet trzecie dno, każde z nich to odzwierciedlenie tego, co dzieje się w życiu bohatera. „Zasady magii” są niesamowitą sagą rodzinną, z dramatycznymi momentami, obserwacją dojrzewania postaci do podejmowania kluczowych w ich egzystencji decyzji oraz swego dziedzictwa i miłości, zmieniających wszystko oraz wszystkich. Podczas lektury tytułowe zasady zaczynamy dostrzegać nie tylko od razu, ale i pomiędzy wierszami, a ich odzwierciedlenie nie dotyczy jedynie czarów. Alice Hoffman napisała wielopłaszczyznową opowieść, podczas czytania której można się zatopić tak, że czas i miejsce przestają się liczyć, najważniejsi stają się bohaterowie i to, co staje się ich udziałem. Gdzieś pomiędzy twardą rzeczywistością i marzeniami jest prawdziwa magia rzucająca czar również na czytelników, a niezwykła atmosfera Nowej Anglii jako tło uzupełnia tę niezwykłą lekturę.





            
                    Za możliwość przeczytania książki 
    
       dziękuję 
 
  wyd. Albatros