piątek, 15 maja 2026

Przeszłość

Nowość:

„Aurora”

Paulina Świst

 

Maski. Wszyscy je noszą, jedni lepiej, drudzy gorzej, ale są i tacy, którzy są w tym mistrzami. Nikt nie domyśla się co kryją pod maską zwyczajności, czy jeszcze pamiętają jacy byli kiedyś? Człowieczeństwo jest dla nich jedynie jedną z ról i to, co wcale nie najważniejszą, ale bardzo użyteczną. Dzięki niej wtapiają się w tłum i pozostają nierozpoznani, a to pozwala im być bezkarnymi i to na oczach tych, którzy chcą odkryć ich prawdziwe oblicza…

 

Spokój bywa pozorny, a znalezienie odpowiedzi na trudne pytania może uśpić czujność. W końcu nadchodzi moment kiedy okazuje się, że przeszłość właśnie otwarła jedynie przymknięte drzwi, a to, co właśnie weszło przez do teraźniejszości jest najnowszą sprawą, jaką prowadzi prokurator Nina Kermel i komisarz Aleksander Aresowicz. Już od samego początku wiedzą, że przed nimi wymagające śledztwo, starannie zaplanowana zbrodnia, w jakiej ślady są wielką niewiadomą. W swojej karierze zawodowej zetknęli się z brutalnością, z jaką większość policjantów nigdy nie miało do czynienia. Morderstwo z Kopalni Guido wpisuje się właśnie w ten gatunek, natomiast schemat wskazuje, iż ten, kto stoi za nim nie działa przypadkowo i ma swój cel. Co skrywa motyw i gdzie zaprowadzą jego poszukiwania? Kierunek okazuje się zaskakujący i przede wszystkim wymagający wejścia daleko w mrok, gdzie zło pochłonęło zbyt wielu, lecz wciąż szuka nowych ofiar, a niebezpieczeństwo istnieje nie tylko w teorii. Tym razem każdy błąd oznacza jedno. Śmierć!

 

Niektóre zbrodnie tworzone są jak swoiste dzieła zabójczej sztuki. Mają przyciągać uwagę oraz niosą z sobą przekaz, nie dla wszystkich, ale tylko, którzy go potrafią dostrzec. Niestety jedno i drugie wcale nie ułatwia śledztwa, kluczem jest motyw, ukryty gdzieś pomiędzy tym, co widoczne i niedopowiedziane. Mrok, odór śmierci, metaliczny zapach krwi, pociągający za sznurki oraz widownia, nie do końca świadoma, w jakim przedstawieniu bierze udział. Do tego jeszcze dodajmy przeszłość, gdzie obecne wydarzenia miały swój początek i ciemność, zupełną, w jakiej światło ginie po paru krokach. Rozwikłanie tej morderczej zagadki oznacza zejście do piekła, stworzonego przez człowieka dla ludzi i gdzie niewinność została z premedytacją wyrwana wraz z korzeniami. „Aurora” to historia kryminalna, w jakiej prawda okazuje się być całkowicie inna niż bohaterowie sądzą i dużo bardziej skomplikowana. Jej korzenie sięgają wcześniejszych dekad, łącznikiem jest zło, to wyrządzone przed laty i te, jakie właśnie pokazuje na co stać tych, którzy zostali przez nie stworzeni. Tu zależności pomiędzy zbrodnią i sprawcą nie szuka się w prostych powiązaniach, one są starannie zamaskowane, a pozostawione znaki czytelne dla nielicznych. Paulina Świst nie daje czytelnikom prostej zagadki do rozwiązania, nie pierwszy raz, lecz tym razem to mroczniejsza wersja, w jakiej jak zawsze liczą się nie tylko detale, ale także intuicja i cienie, rzucane przez fakty, jakie zostały starannie zatarte. W „Aurorze” pytania i odpowiedzi stanowią zaklęty krąg sekretów, a prawda staje się bombą z bardzo krótkim lontem, jej wybuch odsłania kolejny fragment rzeczywistości daleki od tej, jaką uważano za znaną. Oczywiście nie zabrakło humoru, czarnego i pełnego ironii, ostrej, niebiorącej jeńców oraz oczywiście w punkt. A na końcu jako wisienka na torcie bohaterowie, jak zawsze potrafiący uchwycić koniec nitki i po niej odszukać sedno zbrodni, wbrew wszystkim oraz wszystkiemu, grając przy okazji w życiową i zawodową rosyjską ruletkę.

                                       Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:


 

poniedziałek, 11 maja 2026

Tajemnicza wyspa

Nowość:

„Wydarzyło się nad jeziorem”

Lisa Jackson

 

Nie zawsze powroty do domu wiążą się z miłymi wspomnieniami. Niekiedy oznacza to ponowne wejście do świata, z jakiego kiedyś uciekło się. Upływ czasu pomaga niektórym zobaczyć wiele spraw z całkiem innej perspektywy. A od tego już krok by na jaw wyszły dawne sekrety…

 

Wiktoriańska rezydencja była świadkiem wielu wydarzeń w życiu rodziny Harper Redd Prescott. Niestety tych tragicznych również. Minęły lata, od kiedy wyjechała z niej, teraz nie jest już tamtą dziewczyną przytłoczoną tym, co wydarzyło się wówczas, co nie znaczy, iż nie pamięta tego. Rodzinna siedziba wciąż robi ogromne wrażenie, pomimo tego, że od lat stoi pusta, ale czy na pewno tak jest? Kryje niejedna tajemnicę tak jak ludzie mieszkający w niej i w sąsiedztwie. W tym na pozór spokojnym miasteczku wiele działo się i mało zostało do końca wyjaśnione. Okazuje się, że obecnie również mają miejsce tajemnicze wydarzenia, skutkujące śmiercią. Wypadki czy zaplanowana zbrodnia? Krąg podejrzanych nie jest duży, a w samym centrum jest zawsze ta sama osoba, chociaż czy tak być powinno? Może nadszedł czas by wyjaśnić to, co już wydarzyło się i zapobiec temu, co właśnie znowu zaczyna się dziać? Ile jeszcze ofiar pochłonie jezioro, ale czy to nie jest jedynie wygodna wymówka? Ktoś korzysta ze złej sławy i nie zamierza poprzestać tego robić, bo motyw jest nadzwyczaj wygodny lub raczej był…

 

Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Czy ta zasada, tak często łamana, dotyczy się również powrotu do domu? Niektóre miejsca niosą z sobą więcej wspomnień niż człowiek chciałby pamiętać, a przy okazji zbyt dużo emocji, od jakich nie tak łatwo uwolnić się. Jeżeli jeszcze dodać do tego tragiczną śmierć i tajemnicze zaginięcie to mamy już opis do co najmniej dobrze zapowiadającego się thrillera. Lisa Jackson dorzuca do tego wiktoriańską rezydencję, kryjącą niejeden sekret oraz grono bohaterów połączonych dramatem sprzed lat, niewyjaśnionym i wciąż niezapomnianym nie tylko przez lokalną społeczność. Ze swojej strony dodaję jeszcze czytelnicze odczucie mroku, uderzające już na wstępie, takie spod znaku gotyckiej powieści i czegoś, co oblepia wszystko i wszystkich gęstą siecią niedomówień, może i kłamstw oraz poczucia winy. „Wydarzyło się nad jeziorem” ma w sobie niepokój i aurę tajemnic, w tej historii nie ma jasnych odpowiedzi podanych na tacy, są za to enigmatyczne odpowiedzi oraz podejrzenia, rodzące kolejne niewiadome. Kto i jakie ma zamiary? Z pewnością coś „wisi” w powietrzu, teraźniejszość naznaczona jest tym, co było i ten wyraźny cień autorka wykorzystuje doskonale. Oczywiście liczą się wydarzenia z obecnego planu czasowego, lecz nawet jeśli nie ma wyraźnego nawiązania do tego, co już zdarzyło się to i tak wyczuwamy, iż przyczyny teraźniejszych sytuacji mogą mieć korzenie w przeszłości. Atmosfera zagęszcza się i czytelnik wyczuwa, że bohaterowie wiedza dużo więcej niż mówią, czym to jest podyktowane? To kolejna zagadka na długiej liście pełnych znaków zapytania. „Wydarzyło się nad jeziorem” jest dreszczowcem z gatunku, w jakim każdy element jest starannie przemyślany, sylwetki postaci dopracowane w detalach, a ciąg przyczynowo-skutkowy połączony z nimi oraz tłem niezliczoną liczbą szwów, nie zawsze widocznych od razu.



                                      Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:


sobota, 9 maja 2026

Rodzinne rozmowy

Nowość:

„To nie jest rozmowa na telefon”

Jakub Bączykowski

 

Czasem wraz z wiosną przychodzi powiew czegoś świeżego, niespodziewanego. Nie zawsze jesteśmy na to gotowi my i nasi bliscy. Czy warto podążyć za tym, co zaczyna kiełkować w naszym sercu i głowie? Może lepiej pozostać na utartej ścieżce, do jakiej wszyscy są przyzwyczajeni?

 

Jedni traktują emeryturę, jako koniec i mierzą się z lękiem o przyszłość. Inni otwierają nowy rozdział w życiu. Krystyna należy do tej drugiej grupy i cieszy się nowym etapem w życiu, jest pełna energii i kieruje w realizację marzeń. Jednak jeden telefon burzy jej spokój, pomimo tego, iż świetnie rozumie się ze swoją córką to niepokoi ją to, co od niej usłyszała lub raczej nie usłyszała. Co takiego ważnego ma jej do przekazania Agnieszka? Gdyby to było coś istotnego od razu by to zostało przekazane, a z drugiej strony dlaczego nie podzieliła się tą informacją z matką natychmiast? Krysia ma swoją teorię i wcale jej się ona nie podoba. Właśnie teraz niezbyt cieszy się na zapowiadaną wiadomość, chociaż ma to być niespodzianka. Ma swoje plany, ale czy z nich nie zrezygnuje? Na pierwszym miejscu zawsze są bliscy, lecz jak to połączyć z marzeniami, które pragnie zrealizować wraz z mężem? Przed jakimi wyborami stanie i ile będzie to ją kosztowało?

 

Nawet w rodzinach, które są z sobą blisko nie o wszystkim mówi się. Pewne sprawy przemilcza się, bo niewiele potrzeba by pojawiły się niesnaski albo po prostu pojawia się obawia, że zostanie się dobrze zrozumianym. Jednak to tylko wycinek rodzinnego życia, w którym kilka pokoleń pragnie spełniać swoje marzenia i po prostu być szczęśliwym. Tyle razy słyszymy, że milczenie jest złotem, a mowa srebrem, lecz czy sprawdza się to w rzeczywistości? Kiedy porozmawiać lub zamilknąć, by nie sprawić przykrości bliskim i jednocześnie nie skrzywdzić samego siebie? Jakub Bączykowski odsłania jedną z takich historii przed czytelnikami z pomocą bohaterów swojej najnowszej książki „To nie jest rozmowa na telefon”. Pogodna i ciepła opowieść, ale to pierwsza warstwa, druga pokazuje codzienność w jesieni życia od podszewki i z kilku punktów widzenia oraz to, iż koniec pewnego etapu może stać się początkiem całkiem nowego, jest jeszcze jedna, w jakiej mamy relacje na linii rodzice i dorosłe dzieci oraz kolejna, gdzie widzimy rówieśników głównych postaci. Autor pokazuje wnikliwe obserwacje, w których kluczową rolę odgrywają wzajemne oczekiwanie, lecz jedne wypowiedziane głośno, z pewnością siebie i drugie, zachowane dla siebie, często gorzko smakujące słowami, jakie nie padły. Zagłębiając się w lekturą dostrzegamy niuanse, jakie skrywane są za maską śmiechu i życzliwości. „To nie jest rozmowa na telefon” jest powieścią o blaskach i cieniach, lecz przede wszystkim o tym, że warto jest rozmawiać, mówić o trudnych sprawach i zawalczyć o równowagę pomiędzy dawaniem i braniem.


Za możliwość przeczytania 

książki

dziękuję:


 

czwartek, 7 maja 2026

Tam, gdzie diabeł mówi dzień dobry

Nowość:

„Mamuna”

Krystian Stolarz

 

Mur milczenia i pogodzenie się z tym, co wydarzyło się. Czy ktoś odważy wyłamać się z tego schematu? Małe społeczności nie lubią, gdy ktokolwiek zaczyna się nimi interesować oraz ingerować w sprawy, o których nie mówi się głośno. Jednak czasem to jedyna droga do prawdy, jakakolwiek by nie była.

Nawidów jest jednym z tych punktów na mapie, jakie rzadko, kto zauważa, a ich mieszkańcy są z tego zadowoleni, chociaż właściwiej byłoby powiedzieć pogodzeni. Co w takim prowincjonalnym miejscu będzie miał do roboty komisarz Sokół? Wyzwań dla siebie raczej nie znajdzie, bo i jakie mogą one być? No cóż jak zawsze pozory mogą mylić, podobnie zresztą jak i pierwsze wrażenie. Tutaj większość jest po przejściach i z przeszłością, tyczy się to również jego podwładnych w komisariacie. Zło ma się tu dobrze, zwłaszcza, iż ma doskonałą przykrywkę, tłumaczącą wszystko i wszystkich. Legendy, dokładnie rzecz mówiąc słowiańską Mamunę, ona ma stać za mroczną stroną Nawidowa. Czy Sokół uwierzy w taką wersję rzeczywistości? Długo była wygodna, stanowiła też doskonałą wymówkę dla dramatycznych zdarzeń. Tyle, że nowy komendant miejscowego posterunku właśnie zaczyna podkopywać mur milczenia, chroniący zbrodniarza. Obcych tutaj nie lubią, oni są poza nawiasem społeczności, silnie związanej strachem, kłamstwami i zbrodnią… Czy uda się poznać prawdę, jaka by ona nie była?

Hermetyczna społeczność. Obcy. Zaginięcia dzieci. Śledztwo, które ma rozbić mur milczenia i strachu. W tej historii lęk miesza się ze słowiańskimi mitami, a prawdy zdaje się, że nikt nie chce poznać. To z pewnością nie jest prosta zagadka kryminalna i od początku czytelnicy są tego świadomi. Tak samo jak i tego, iż właśnie ktoś rzuca wyzwanie status quo, jakie ma bardzo głębokie i rozłożyste korzenie. Kto kryje się za tytułową „Mamuną”? Droga do tej informacji jest długa, kręta i przede wszystkim pełna detali, znaczących, lecz dostrzeganych przez nielicznych. Z kolejnymi stronami i rozdziałami zagłębiamy się w historię gdzie współczesność splata się z legendami w hermetycznej społeczności, w jakiej obcym nie mówi się nic. Tajemnica okazuje się mieć więcej warstw niż czytający mogli początkowo przypuszczać, równocześnie są one częścią większej całości i samodzielnymi bytami. Każdy z nich to osobna zagadka, jakiej wyjaśnienie rozjaśnia odrobinę mrok, w której skrywa się tytułowa Mamuna, legenda i rzeczywistość, istniejące równolegle i przenikające się. Policyjne śledztwo skupia się na faktach, lecz towarzyszące mu nastroje mieszkańców oraz atmosfera w lokalnym komisariacie nie da się i nie powinno się od nich oddzielać. Czasem tam gdzie zawodzi logika trzeba sięgnąć do tego, co podpowiada intuicja. Krystian Stolarz konfrontuje czytelników z kryminałem, w jakim niepokój jest stałym elementem, sekrety to zwykły element codzienności, a lokalna wspólnota nie wzbudza zaufania, lecz zarazem wydaje się być uwięziona w pajęczynie zła, z której nie potrafi lub też nie chce się wydostać.


                                     Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:



niedziela, 3 maja 2026

Koniec i początek

Nowość:

„Cymanowski Młyn”

Magdalena Witkiewicz

Stefan Darda

Czasem nim będzie lepiej jest o wiele gorzej. Czy zło zostawia ślad na tych, którzy je przetrwali? Najtrudniej jest zostawić za sobą przeszłość i nie pozwolić by rzucała cień na przyszłość, ale nie każdemu jest to dane.

 

Spokojna agroturystyka w jesiennym sezonie powinna być odpowiednia na urlop dla małżeństwa, na co dzień żyjącego w biegu i coraz bardziej oddalającego się. Czy ten pomysł ma szansę na powodzenie? Monika i Maciej mają okazję by się o tym przekonać, sami pewnie nie wybraliby tego miejsca, ale co szkodzi skorzystać z tajemniczego zaproszenia? Z daleka od codzienności mogą odbudować swój związek. Wydaje się, że ten wyjazd okaże się punktem zwrotnym w ich życiu, ale jak bardzo tego jeszcze nie wiedzą. Las wokoło skrywa niejeden sekret, zresztą nie jedynie on, chociaż na pierwszy rzut oka to spokojna okolica, z życzliwym właścicielem urokliwego pensjonatu. Jednak coś mrocznego wsącza się niedostrzegalnie. Jakieś złudzenia, podobieństwa do tego, co już było, tak jakby jakiś niezakończone sprawy dawały o sobie znać, ale to przecież niemożliwe… Może nie wszystko jest takie jak powinno być? Zło nawet po latach odbija się echem, niektóre miejsca są przysłowiową puszką Pandory i czekają tylko aż ktoś ją otworzy, niekiedy całkowicie nieświadomie…

 

Gdzie kończy się thriller, a zaczyna groza? Może dwa gatunki w jednym? Z pewnością „Cymanowski Młyn” wymyka się prostym podziałom. Niejedna granica zaciera się w tej historii i kilka tych nieprzekraczalnych zostaje przekroczonych. Początek nie sugeruje niczego, co wydarzy się później, chociaż gdy już poznamy całość to dostrzegamy lub tak nam się wydaje pierwsze mroczne cienie. Jednak kluczem do wszystkiego jest tu tajemnica, a raczej ich liczba mnoga. Od niej zaczyna się i jej ślady odczuwalne są również na końcu. Niejedne oblicze mają i nikt nie jest on od nich wolny, stają się także podstawą wątków. Mroczny klimat narasta z każdym kolejnym sekretem i poznanymi detalami wcześniejszych. Nikt i nic nie przygotowuje czytelników na to, co z sobą niosą i jaki będzie ich wpływ na bohaterów. W pewnym momencie, nieprzypadkowym, to, co już miało miejsce zazębia się z teraźniejszymi wydarzeniami, tworząc oczywiście nowe tajemnice. Coraz szybciej zaczyna się nakręcać spirala niepokoju, kłamstw i zatajania prawdy, czy osiągnie punkt krytyczny? W przypadku tej opowieści odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczne. Czasem maski nie opadają całkowicie albo też zakładane są nowe. „Cymanowski Młyn” łączy w sobie przeszłość z przyszłością, a to, co dzieje się na naszych oczach jest korytarzem z drzwiami do nich, których nie da się zamknąć do końca. Czy da się rozpocząć coś nowego na fundamentach stworzonych rzez złe decyzje? A może czasami da się zło wykorzystać do zbudowania drogi, wiodącej do dobra?

                                        Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję: