„Dziewięć kołatek Troya”
Alicja Czarnecka – Suls
Dużo nie jest potrzebne by z zupełnie
niewinnych działań wyniknęło coś zgoła odmiennego. Wystarczy ciekawość i nie
odwrócenie głowy, gdy okazuje się, iż dzieje się to, czego nie było w planach.
A potem to już wystarczy dotrzymać kroku dziejącym się wydarzeniom i próbować
być krok przed innymi, dwa również nie zaszkodzą. Cała reszta to łut szczęścia,
nieoczekiwana pomoc i po prostu wiara w przyjaciół.
Czasem z prostego wydawałoby się
wyjazdu do Czerwińska wychodzi niezła draka, chociaż to określenie zdaje się
być na wyrost to Lula, Ada, Gabryś i Kris, raczej potwierdziliby, że to trafne
określenie. Wszystko rozpoczęło się nad wyraz niewinnie, ale jedna kołatka
wiele zmieniła. Przede wszystkim stała się podstawą do śledztwa, oczywiście nie
jakiegoś oficjalnego, lecz jak najbardziej z misją. Zaginiona podczas wojennej
zawieruchy wciąż pozostaje jednym z wielu dzieł sztuki, jakie nie zostały
odnalezione. Jednak pewien trop zdaje się być na tyle wiarygodny, iż warto go
sprawdzić. Jak się okazuje pociąga to z sobą dokonanie prawie przestępstwa,
narażenia się grupie fanatyków z zachodniej granicy. Średniowieczna kołatka
kryje kilka tajemnic, zahaczających nawet o Templariuszy, ale też o czasy dużo
późniejsze. Zresztą, jeśli chodzi o sekrety, to i przyjaciele je posiadają.
Finał tego dochodzenia będzie zupełnie daleki od pierwotnych planów, w końcu
niecodziennie bierze się nadzwyczaj czynny udział w odzyskaniu skarbu.
Czy daleko trzeba szukać historycznych
zagwozdek i to sięgających głęboko w dzieje?
Za możliwość przeczytania książki





.jpg)