wtorek, 8 września 2026

Koniec i początek

Przedpremierowo:

„Nie pytaj, co się stało”

Katarzyna Michalak

 

Czasem nie ma się już nic do stracenia, poza sobą i nie widzi się wyjścia z tej sytuacji. Nie ma żadnej przyjaznej duszy, brakuje siły do walki. Zresztą o co walczyć jeśli odniosło się klęskę i jest nadto aż dowodów. Po prostu nie widzi się żadnego światełka w tunelu, bo ostatnie zgasło i nie ma jak nikogo by je zaświecić na nowo.

 

Kiedy w najgorszym momencie dotychczasowego życia ktoś wyciąga pomocną dłoń nie każdy w nią wierzy. Jednak pokazanie tego, co można osiągnąć dzięki wsparciu oraz cierpliwość potrafią przebić się poprzez nieufność, rany i blizny. Nela, Sandra i Matylda doświadczyły chwil zwątpienia, bólu i przede wszystkim skorzystały z oferty, jaka przyszła w najgorszych dniach, nieoczekiwanej i dającej o sobie znać gdy wszystko inne zawiodło. Ada pomogła, dała nadzieję na więcej niż jedynie spokojniejsze jutro, otoczyła kobiety opieką i dała szansę, jakiej nie oczekiwały i nawet o niej nie marzyły. Czyż nie brzmi to jak bajka? No cóż niekiedy pojawia się rzeczywista dobra wróżka i są te, które mogą uwierzyć w magię dobroci, ale znajdzie się też łyżka dziegciu. Czasem oczekuje się nie tylko wdzięczności, lecz również podporządkowania, a wtedy zamiast tego pierwszego pojawia się gniew, frustracja i poczucie bycia w klatce. Ada z dobrodziejki zmienia się w kogoś, kto wymierza precyzyjną zemstę i to w najmniej spodziewanej chwili tym, którym pomogła. Trzy kobiety otrzymały pomoc, ale czy była ona tak bezinteresowna jak myślały? Już raz utraciły wszystko, teraz znowu muszą stawić czoła temu, co może je zniszczyć. Tym razem nie mają co liczyć na pomoc, chociaż czy na pewno? Dobro ma to do siebie, iż nie zawsze wraca, ale ma również dość nieoczekiwane oblicza…

Trzy listy, bolesne sekrety, kilka kobiet, jedna śmierć i skutki decyzji o wiele bardziej dalekosiężne niż ktokolwiek przypuszczał. Zgliszcza egzystencji albo koszt wyborów, nieoczekiwany i burzący z trudem wypracowaną spokojną rzeczywistość. W tej historii emocje odgrywają główną rolę, chociaż nie zawsze są na pierwszym planie, zawsze rzucają bardzo długi cień na bohaterów i ich życie. Jednak „Nie pytaj, co się stało” to opowieść o przyjaźni, takiej z przeszłością i jak się okazuje po przejściach, niejednoznacznej oraz specyficznej, wymagającej dużo, można nawet zbyt wiele, ale przychodzącej wtedy, gdy zło zaczyna triumfować. Tu nie ma bajki, chociaż jedna z bohaterek zdaje się mieć cechy postaci z tego gatunku, ale to wrażenie zaczyna być zastępowane przez inne, odwrotne. Katarzyna Michalak zaskakuje zwrotami akcji oraz kierunkami rozwoju fabuły, dalekimi od prostych i przewidywalnych. Na światło dzienne zostaje wydobyte to, co niewygodne, pomijane, dalekie od prostego równania pomocy i wdzięczności za nią. Autorka odsłania ciemniejszą stronę, o jakiej rzadziej się mówi czyli sytuacji kiedy za tym pierwszym nie stoi wyłącznie bezinteresowność, a to drugie staje się długiem do spłacenia z narastającymi odsetkami. Ale byłoby to uproszczeniem takie podsumowanie, bo tak naprawdę to jeden z wątków, silny, widoczny, lecz nie jedyny. „Nie pytaj, co się stało” odkrywa przed czytelnikami skomplikowane relacje nie jedynie pomiędzy kilkoma kobietami, to też historia o trudnych doświadczeniach, nie do końca zabliźnionych ranach, przyznawaniu się do błędów i radzeniu sobie z konsekwencjami własnych czynów.


                                   Premiera: 9 września


                                          Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:






sobota, 5 września 2026

Nowoczesna czyli?

Przedpremierowo:

„Na co patrzymy? 

150 lat sztuki nowoczesnej 

w mgnieniu oka”

Will Gompertz

 

Nowoczesna, ale czy jeszcze sztuka? Nowoczesna czyli jaka? Nowoczesna zrozumiała tylko dla koneserów i znawców? Sztuka nowoczesna to jeden prąd artystyczna i nie wyłącznie jedna dziedzina. Malarstwo, rzeźbiarstwo, wzornictwo, instalacje i performans oraz muzykę, teatr. Więcej niż się na co dzień zauważamy? No właśnie w tym może problem ze sztuką nowoczesną, że pewnych jej nurtów nie zauważamy, inne utożsamiamy ją bezwarunkowo, a o reszcie w ogóle nie myślimy w jej kategoriach. Jak więc „ogarnąć” tak szeroki gatunek i półtora wieku czasie oraz przestrzeni? Will Gompertz wie jak to zrobić albo raczej potrafi w przystępny sposób przybliżyć tym, którzy ze sztuką mają mało wspólnego tak szeroki zakres tematyczny i równocześnie pomóc go zrozumieć.

 

Wydaje się nam, że doskonale wiemy co sztuką nowoczesną jest, a co się do niej nie zalicza. Pierwszeństwo  w tym wiedzie abstrakcja, po prostu wygodny wytrych do wszystkiego co z nią związane, ale tu pojawia się ktoś, kto stawia czoła mitom, pokazuje przykłady, a w ogóle obala obiegowe opinie. Otwarcie przyznaje, że zaczął nie wiedząc nic, a skończył wiedząc coś, takie słowa napisane przez byłego dyrektora Tate Gallery i redaktora działu sztuki BBC wskazują kierunek. Nie akademicki, nie kuratorski, lecz taki, w jakim nie ma głupich pytań, natomiast celem odpowiedzi jest rzeczywiste przekazanie wiedzy w sposób przystępny. Sto pięćdziesiąt lat na około czterystu stronach to wyzwanie. Zamiast definicji przykłady, w miejsce pretensjonalności trochę humoru i anegdot, odsłonięcie kulis oraz pokazanie źródeł. Dorzućmy do tego postawę przeciwną do stricte eksperckiej, a po prostu pokazanie pasji do sztuki i odkrywanie przed czytelnikami jej smaczków oraz przedstawienie dzieł poprzez ich twórców oraz dokładnie na odwrót. Przewodnik po sztuce czyli „Na co patrzymy? 150 lat sztuki nowoczesnej w mgnieniu oka” daje nam podstawy by ponownie spojrzeć na to, co wydawało się niezrozumiałe, zaburza proste ramy i przekracza granice klasyki. W żadnym razie nie jest sztywnym wykładem, natomiast rozdział za rozdziałem uczy jak spojrzeć na obraz, rzeźbę, mebel, zdradza zamiary ich twórców. Podróż po dekadach i w czasie z możliwością poznania utalentowanych ludzi, nie tylko tych znanych, lecz i zapomnianych chociaż dzięki temu co stworzyli nadali temu szerokiemu nurtowi kierunki, jaki obecnie uważamy za synonimy sztuki nowoczesnej. Co istotne Will Gompertz naprawdę potrafi pokazać różnorodność, ale i podkreślić cechy wspólne co nie jest takie łatwe jeśli porównamy prace na przykład Moneta i Warhola. Impresjonizm i pop-art.? Skrajności, ale właśnie ukazujące istotę, jak często jest niewiadomą.

 


                       Premiera: 8 września


                                          Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:



środa, 2 września 2026

Miasto, a w nim

Nowość:

„Miasto”

Paulina Świst Piotr C.

 

Co było, a nie jest podobno nie pisze się w rejestr. No chyba, że to serce i umysł ludzki oraz dotyczy zadanych sobie ran, głębokich i wciąż niezabliźnionych. W tym przypadku upływ czasu wcale nie leczy, chociaż pozwala dostrzec gdzie popełniono błąd, ale nauka na błędach wcale nie jest łatwą sztuką. Niektórzy z pełną świadomością robią go po raz kolejny, chociaż czy na pewno?

 

Nie łączy ich w sumie nic. Tak jakby nic. Wspólna kancelaria, rozwód i jak się okazuje wspólny klient. Ten ostatni jest z kategorii takich, jakim lepiej nie odmówić współpracy. Coś jeszcze łączy eks współmałżonków. Warszawa, miasto wcale nie takie same jak inne i kryjące więcej tajemnic niż większości się wydaje. Wtajemniczona mniejszość zaczyna się wykruszać i to w dość niepokojącym tempie, pytanie tylko co takiego wiedzieli, że tak szybko pożegnali się z tym padołem. Dla Pauliny i Piotra to nie jedyna zagadka z jaką muszą się zmierzyć, kolejne są o wiele bardziej istotne. Można by rzec, iż są śmiertelnie poważne, bo kiedy posady przestępczego imperium zaczynają drżeć to niejeden pożegna się z tym światem. Pierwszy trup rzadko kiedy jest tym ostatnim i ci konkretni prawnicy zdają sobie z tego lepiej sprawę niż ci, którzy przyswoili sobie tę wiadomość zbyt późno. Tym razem trzeba zawrzeć sojusze, niechętne i dalekie od tego, co zwykło się za nie uważać, ale czasem po prostu trzeba pójść na ustępstwa. Jedno i drugie Paulinie i Piotrowi nie przypada do gustu, lecz ten kto uwierzył, że będą grzeczni i dadzą się prowadzić na sznurku chyba się przeliczył!

 

Dwoje jak najbardziej do pary, ale w tym momencie od dłuższego czasu już nie w parze. Dorzucamy Warszawę, denata w liczbie mnogiej i pewnego gangstera, mającego na oku pewnych prawników. Ciąg dalszy historii, gdzie nic nie jest dziełem przypadku, a intryga wcale nie jest grubymi nićmi szyta, chociaż stają za nie takie właśnie pieniądze. Po prostu „Miasto”, jakiego jeszcze nie znacie od tej strony, gdzie lojalność bywa jednocześnie jest gwarancją przetrwania, kartą przetargową, lecz również mocno przereklamowana. Duet pisarzy Paulina Świst i Piotr C. oddali czytelnikom nie tylko drugą część cyklu, ale równocześnie kopalnią cytatów, takich w punkt, doskonale podsumowujących akcję i oczywiście same postacie. Te drugie wykreowane tak, by przyciągały wzrok i zapadały w pamięć, kontrastowe, nie dające się pomylić z kimkolwiek innym oraz oczywiście mające swoje sekrety, niebezpieczne i niekiedy stanowiące zagrożenie, a te jak wiadomo wielu chce zlikwidować, ostatecznie i bez śladu swego udziału. „Miasto” to lektura, gdzie śmiech pojawia się szybko, humor może i czarny, ale za to jaki! Udziela się on czytelników i nie opuszcza on nas do samego końca, ten następuje zdecydowanie za szybko, pozostawiając po sobie pytanie „co dalej?”. Odpowiedzi jest tyle ilu czytających, natomiast szansa by trafić właściwą jest mniejsza niż szóstka w totka. Paulina Świst i Piotr C. doskonale wiedzą jak zaskoczyć, gdzie podnieść przysłowiowe ciśnienie, bo takiego obrotu spraw nikt nie spodziewał się, pomimo, że należy spodziewać się wszystkiego. Tyle, że wyobraźnia autorów jest szersza, większa i nie wie, co to znaczy granice, oznacza to jedno: za każdym razem okazuje się, że da się wyciąć więcej niż niezły numer czytelnikom.

niedziela, 30 sierpnia 2026

Pod wiatr i z wiatrem

Nowość:

„Jak nie przeminęło z wiatrem.

Sekrety z życia Margaret Mitchell”

Jarosław Molenda

 

Pisarz i książka. Czasem lepiej znamy autora niż dzieło, które wyszło spod jego pióra, bywa i odwrotnie. Twórca pozostaje w cieniu swego dzieła. Jednak niekiedy sława tego drugiego nie przyćmiewa tego pierwszego, chociaż miewa gorzki smak.

 

Ta historia wydarzyła się naprawdę, scenariusz napisało życie, napędzane niezwykłą pracowitością i talentem. Czy można być autorem tylko jednej książki i wejść do historii literatury, kina, kultury? Książka przeszła do historii literatury. Bohaterowie stali się ikonami. Ekranizacja pobiła niejeden rekord. A kim była pisarka, która wcale nie stała w cieniu? Dama, buntowniczka, konserwatystka... Jak faktycznie była? Margaret Mitchell portret z wieloma tajemnicami i niejedną kontrowersją. Patrząc wstecz zdaje się nam, że dostrzegamy więcej i mamy prawo do oceny z uwagi na to, co, między innymi, wydarzyło się później. Rzetelna biografia, jakiej nie przybrałaby formy, po części również ma w sobie swego rodzaju punktację. W końcu łączy się osobę, jej pracę oraz to, jaki wywarła wpływ, a także niejednokrotnie jak po latach jest postrzegany sam twórca. Jarosław Molenda nie jest tych, którzy skupiają się na jednym elemencie życiorysu, bądź pieją peany lub też odwrotnie skupiają się na negatywach. Ogromne uznanie za pokazanie Margaret Mitchell z naprawdę wielu punktów widzenia, tak osobowych, jak i społecznych oraz dziejowych. Od samego początku widzimy nie ikonę, a człowieka, osadzonego w konkretnym epoce, miejscach i przede wszystkim w z korzeniami. Ma to swoje konsekwencje, podstawową jest szeroki obraz, ale też ani na moment nie stracenie z oczu samej głównej bohaterki. „Jak nie przeminęło z wiatrem. Sekrety z życia Margaret Mitchell” nawiązuje już samym tytułem do książki, jaka stała się jednocześnie, lecz nie równocześnie błogosławieństwem i swego rodzaju przekleństwem. To ostatnie doskonale zaczynamy rozumieć poznając pisarkę dzięki temu, czego dowiadujemy się o niej, a co jest zasługą Jarosława Molendy. Tu nie ma taniej sensacji, chociaż jest ona pokazana, na pierwszym planie jest cały kobieta, której imię i nazwisko widnieje na okładce oraz wszystko, co doprowadziło do momentu, gdy stała się bestsellerem, a było tego dużo. Inaczej też zaczynamy patrzeć na samą książkę, to nie jedynie fikcyjna opowieść, lecz o wiele więcej niż dekada jej tworzenia. Podwójna biografia, w jakiej nie brakuje sekretów, rodzinnych tajemnic, kulis warsztatu literackiego oraz życiorysu barwnego oraz społecznej panoramy i dziejowych zawirowań. Bogate źródła faktograficzne, ilustracje i kilka perspektyw pokazuje Margaret Mitchell tak, by czytelnicy mogli sami wyrobić sobie opinię o niej, jej pracy albo dostali ku temu bardzo solidne podstawy.

  

                                          Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:



wtorek, 25 sierpnia 2026

Złap mnie jeśli potrafisz

Nowość:

„Możesz uciekać”

Rebecca Zanetti

 

Przed kim trzeba strzec się? Zło zbyt często ma znajomą twarz, ale też potrafi się doskonale kamuflować. Czasem nie daje żadnego znaku, mijamy codzienne potwora, a widzimy jedynie doskonałą maskę, po prostu człowieka, jednego z wielu. Jednak on nie jest jeszcze jedną osobą spotkaną przypadkowo bądź też nie. On ma plan i cel, jedno jest przemyślane, a drugie konkretne, jeśli dojdzie do skutku zostanie nazwane zbrodnią…

 

Zbrodnia doskonała, bo nikt o niej nie wie? Do momentu, gdy przypadkowo zostają odnalezione zwłoki kilku ofiar. Dla agentki Lauren Snow szybko staje się jasne, że w pobliżu jej rodzinnej miejscowości grasuje seryjny morderca. Pogoda i miejsca gdzie zostały porzucone ofiary nie ułatwiają dochodzenia, a dodatkowo jest to sprawa kilku służb. Na styku wielu interesów niekiedy to, co najważniejsze zepchnięte jest na dalszy plan, bo walka o władzę pochłania czas. Jednak dla Laurel najważniejsi są zmarli, żywi, których może ochronić oraz oczywiście sprawca. W tym dochodzeniu nie ma niczego oczywistego, zabójca jest więcej niż krok przed śledczymi, natomiast krąg podejrzanych poszerza się, pytanie czy wytypowano właściwych ludzi? Uczucia zdają się zaciemniać obraz sytuacji i prowadzić do niewłaściwych wniosków, ale intuicja podpowiada coś, co logika dopiero składa w całość. Mordercza rozgrywka kosztuje życie niewinnych, czas nie stoi po stronie agentki Snow, lecz ten kto ją nie doceni przekona się jaką siłę ona posiada i jak trudno ją przechytrzyć!

 

Macie takie lektury, które już na początku wywołują uśmiech jak u Jokera i zacieralibyście rączki, ale właśnie trzymacie książkę? Właśnie „Możesz uciekać” jest taką pozycją. Czytacie prolog i już wiecie, że trzeba przygotować sobie na wyciągnięcie ręki herbatę lub kawę, zapewnić sobie wygodne siedzisko, a potem zaczynacie czytać i już nie przerywacie, bo pierwszy rozdział Was już upewnia na sto procent, iż nie oderwiecie się. Dlaczego ta historia tak wciąga? Mistrzowskie, słowo wcale nie na wyrost, połączenie kryminalnej zagadki, napięcia i oczekiwania na to, kiedy zbrodniarz znowu da znać o sobie, a nastąpi to oczywiście w momencie najmniej spodziewanym. Dodajmy do tego surową naturę, niewielkie miasto prawie u stóp gór, zimową aurę – taką z prawdziwego zdarzenia czyli z mrozem, śniegiem, a nawet śnieżycami. Drugi plan mamy, klimat również jest odczuwalny, pozostaje więc oś akcji i tutaj niespodzianka, gdyż okazuje się, że śledztwo ma nie tylko tych zwyczajowych dobrych oraz złych stróżów prawa, ale i zbiegają się interesy kilku służb dochodzeniowych, więc wiemy czym to pachnie. No i przechodzimy do sedna czyli bohaterów, jednych poznajemy od razu, tożsamość innych dopiero odkrywamy po czasie, ale tutaj uwaga: pozory mogą mylić, a emocje stawiają pod znakiem zapytania to, co mówi rozum. Tu nie ma nieistotnych postaci, wszystkie informacje mogą się przydać, lecz także potrafią zmylić. Czerń i biel wcale takie nie muszą być, jedynie czerwień krwi jest zawsze realna. Rebecca Zanotti prowadzi z czytelnikami wirtuozerską grę w odkrywanie prawdy, ta wcale nie jest prosta, ma kilka zaułków, mrocznych i kryjących niespodzianki. No i kilka słów o finale, ten zasługuje na kilka osobnych słów, zostawia po sobie nowe pytania i obietnicę, że to jeszcze nie koniec…


                                    Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję: