sobota, 4 kwietnia 2026

Ukryta tajemnica

Nowość:

„Staw Zapomnianych”

Emilia Szelest

Niektórzy zrobią wszystko by pewne tajemnice nigdy nie ujrzały światła dziennego. Wszystko oznacza, że nikt i nic nie jest ważne, w ich mniemaniu, po za tym, by nikt nie dostrzegł nawet cienia tego, czego strzegą. Co jest tak ważne, że nie zawahają się przed niczym by nie naruszyć ciszy wokół tego?

Podobno góry nie wybaczają błędów. Może dlatego Zuzanna Sobczak już dwa razy wyszła cało tam, gdzie kto inny zapłaciłby najwyższą cenę, chociaż inni twierdzą zupełnie co innego. Po co uganiać się po Tatrach za legendami, zwłaszcza takimi, jakie ściągają jedynie kłopoty? Może dlatego, że nie one są niebezpieczeństwem, a ludzie, jacy kryją się za nimi? Najnowsza sprawa zdaje się być daleka od tego, co działo się niedawno, nie po raz pierwszy turysta ginie w górach. Natomiast brutalne morderstwo w samym centrum Zakopanego nie należy do sytuacji zdarzających się często. Rola Zuzanny jest prosta, ale czy ktoś znający ją nie przypuszczał, że jest ona ostatnim policjantem, jaki ot tak zamknąłby sprawę i nie drążyłby tematu? Bez względu na oczekiwania Sobczak ze znajomym dziennikarzem zaczyna prawdziwe dochodzenie i nawet nie podejrzewa, jaką puszkę Pandory tym razem otworzy. Pewne sekrety strzeżone są pilniej niż inne i mają dla niektórych wartość ogromną i zrobią wszystko by nikt nie wpadł na ich trop. Jednak Zuzanna krok za krokiem wchodzi w głąb górskich legend i chce skruszyć mur milczenia i strachu. Czy tym razem popełni śmiertelny błąd?

Tatrzańska mistyka, kryminalne zagadki owianą gęstą mgłą strachu, gdzie cisza jest namacalne i przede wszystkim złowroga. Nie ostatnie sprawiedliwa, lecz ta, która nie zadawala się namiastką prawdy i wbrew niejednemu szuka odpowiedzi. Zakopane i Tatry od strony suspensu nabierają złowieszczych konturów, niepokój jest częścią składową powietrza, a każdy krok zdaje się być obserwowany.  Emilia Szelest równocześnie wprost i pomiędzy wierszami wprowadza złowieszczy klimat z wyczuwalnym zagrożeniem, wpierw niezdefiniowanym, lecz szybko nabierających kształtów. Pytanie czy są one realne czy też jedynie to sprytna iluzja by zmylić tropy. Klasyczne dochodzenie, gdzie górskie legendy nie stanowią jedynie mało znaczącego ozdobnika albo jedynie tła. Ich rola jest istotna, ich drugie dno rzuca na wątki inne światło, dodatkowo podkreślając związek z tym, co już dane było czytelnikom i bohaterom poznać oraz elementami wciąż będącymi w cieniu. „Staw Zapomnianych” jest rasowym kryminałem, w którym wyjaśnienie morderczej tajemnicy to oś akcji, od której wszystko zaczyna się i kończy, opleciony przeszłością z wieloma znakami zapytania i oplatającymi swymi mackami teraźniejszość. Tu mrok jest wyczuwalny zawsze i wszędzie, natomiast śledcza intuicja prowadzi w głąb śmiertelnego gąszczu pośród gór, surowych i karzących każdego, kto poszanował ich.


Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:


poniedziałek, 30 marca 2026

Do źródeł i z powrotem

Nowość:

„Dzikie kakao. 

Wyprawa do źródeł czekolady”

Rowan Jacobsen

 

Czy doceniamy kakao? Wydaje się powszednie, dostępne na wyciągnięcie ręki, chociaż ma w sobie jeszcze tę nutę czegoś specjalnego. Swojskie i jednocześnie egzotyczne, kojarzone ze słodyczami, chociaż bywa gorzkim delikatesem. Kakao, masowe i ekskluzywne, z bogatą historią, jak mało co.

 

Kakao jakie jest wszyscy widzą i wiedzą, chociaż czy na pewno tak jest? A może tak wyruszyć na wyprawę śladami ziaren, które kiedyś były uważane za pokarm bogów i chociaż minęły wieki, to coś wyjątkowo nadal w sobie mają. Rowan Jacobsen zabiera czytelników w podróż, gdzie prawie równocześnie poznajemy przysłowiowe korzenie kakao i jego drogę do dzisiejszej jego sytuacji. Kulinarno-podróżniczy wypad do Ameryki Południowej i Środkowej to nie jedynie suche fakty, a Amazonia od środka czyli dosłownie lasy tropikalne, lecz również nowoczesne laboratoria. Znane nie zawsze oznacza poznane i tak właśnie jest w przypadku tej rośliny, jaka przeszła daleką drogę od boskiego  rarytasu po masową produkcję. Rzadko kiedy zastanawiamy się nad kulisami przemysłu czekoladowego, lecz Rowan Jacobsen przedstawia wieloaspektowo i ukazując kontrasty pomiędzy manufakturami oraz korporacjami, znanymi na całym świecie. „Dzikie kakao. Wyprawa do źródeł czekolady” doskonale oddaje cel niesamowitej peregrynacji podróżniczej, ale również w czasie, sięgając w jego głąb, lecz też i w przyszłość. A gdzie w tym wszystkim miejsce na kulinarną część? No właśnie ona obecna jest nieustannie w postaci czekolady i kakao, jedno i drugie, chociaż to pierwsze jest przecież pokłosiem. Tak jak sam gatunek reportażu, a z nim mamy właśnie do czynienia, skupia w sobie kilka innych, podobnie jest z tytułowym ziarnem oraz jego pochodną i ich pochodzeniem. To nie jedynie sprawozdanie z podróży, a wielowarstwowy obraz, w jakim odnajdujemy światowe interesy oraz to, jak wpływają na sam początek czyli kakao oraz ludzi, którzy je uprawiają. Jednak to znowu wycinek z większej całości, jaką opisuje Rowan Jacobsen. Smak i zapach czekolady ewoluuje w miarę czytania kolejnych rozdziałów, by w finale nabrać głębi i stać czymś więcej niż tabliczką w kolorowym papierze na półce.

 

                                  Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 


niedziela, 29 marca 2026

Zabójcza legenda


Nowość: 

„Wiła”

Robert Ziębiński

 

Pewne tajemnicy nie bez powodu są nimi i takimi powinny pozostać. Czasem jednak nie da się ich zostawić w spokoju, same dają o sobie znać. Kiedy zostaną zignorowane wcale nie znikają, jedynie czekają na odpowiedni moment by zaatakować mocniej i dotkliwiej. Ci, którzy stawią im czoła nie zawsze wiedzą z czym się mierzą, lecz to nawet lepiej, bo strach nie zawsze jest dobrym doradcą…

 

Czy w takim miejscu jak Czarny Staw spokój jest czymś oczywistym? Małe miasteczko niedaleko Krakowa, sielskie i takie z kategorii gdzie diabeł mówi dobranoc, chociaż nie do końca. Niektórzy jego mieszkańcy to ostatnie zmieniliby na dzień dobry. Akira, Kamil, Długi i Niedźwiedź więcej niż co nieco mogliby powiedzieć o tym, lecz jak wiadomo kto słucha nastolatków? No właśnie nikt, to oni mają pamiętać o nakazach, zakazach, a tak w ogóle słuchać starszych. Tyle, że właśnie oni doskonale wiedzą, iż Czarny Staw kryje niejedną tajemnicę, jednego demona już pokonali, a teraz przed nimi kolejna nadnaturalna zagadka. Zniknięcia wcale nie są tutaj rzadkością, tak dawniej jak i obecnie, kto lub co stoi za nimi? Pozostaje jeszcze kwestia pojawienia się kogoś, kto podobno o istniej tylko i wyłącznie w legendach, lecz jak się okazuje prawda bywa bardziej skomplikowana. Zabójczy urok jakim dysponuje Wi daje się we znaki paczce przyjaciół i trzeba coś z tym zrobić. Ich sprzymierzeńcem jest Pan Pulman, nie taki zwykły kot, chodzący ścieżkami, jakie mogą okazać się więcej niż pomocne w rozgrywce z kimś zamierzającym rozprawić się z czwórką młodych ludzi. Jaką rolę odgrywa mistrz Dur? W Czarnym Stawie nic nie dzieje się przypadkowo, a drugie dno bywa zabójcze!

 

Znacie to uniwersalne hasło „Jakie to było dobre”? W przypadku „Wiły” było wyśmienite, intensywne, zaskakujące i przede wszystkim pobudzające apetyt na więcej w jak najszybszym czasie. Klimat grozy? Oczywiście! Niepokojące wydarzenia? Nieustannie! Intrygujące postacie? Jeszcze jak! Trudno oderwać się od tej historii? Szkoda czasu na mówienie sobie jeszcze jeden rozdział, bo w tym czasie kolejny akapit przeczytany. Telegraficzny skrót był, lecz szkoda ograniczyć się do niego, zwłaszcza, ze Robert Ziębiński zadbał o to, by opowieść miała naprawdę dużo ostrych zwrotów akcji, a i szybkość ich występowania robi wrażenie. Zresztą to ostatnie stwierdzenie dotyczy tak całości jak i poszczególnych rozdziałów. Za każdym razem nowy element zmienia perspektywę i równocześnie wiąże się z tym, co już wiemy, lecz czujemy, że to jedynie fragment czegoś dużo większego. „Wiła” ma klimat grozy, który nakłada zimny i złowieszczy filtr na wszystko i wszystkich, a zło tutaj nie jest jakieś odległe, lecz czai się tuż obok, w miejscach uznawanych za bezpieczne do tej pory i to również działa na wyobraźnię. Drugi plan jest dopracowany i stanowi doskonałe tło dla historii, w której wątki splatają przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość, natomiast detale są cennymi wskazówkami. Jeszcze jeden aspekt warty jest podkreślenia czyli połączenie słowiańskich i ludowych wierzeń z współczesnym gatunkiem horroru i grozy w szerokim ujęciu. „Wiła” to ten rodzaj książki, który wciąga już na początku i w jakiej zatapiamy się coraz głębiej z każdą kartką.


                                    Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

czwartek, 26 marca 2026

Zapomniane zło

Nowość:

„Zdarzyło się w Bagiennym Lesie”

Małgorzata Rogala

 


Czasem to, że nie pamiętamy jakiegoś wydarzenia albo fragmentu naszego życia, wcale nie przynosi ukojenia. Wprost przeciwnie, brakuje nam pewien element układanki, nie wiemy czy nie jest on kluczem, czy też mało istotnym detalem, co budzi niepokój. Niewiedza bywa błogosławieństwem, lecz rzadko dla tych nią dotkniętych, bardziej korzystają ci, którzy korzystają z tego faktu by coś ukryć.

 

Lata mijają, a koszmary powracają raz za razem pozostawiając za sobą pytanie czego Julia nie pamięta. Odpowiedzi nadal brak, a upływ czasu nie pomaga, niepokój nie maleje. Może powrót w rodzinne strony pozwoli w końcu na wyjaśnienie tego, co wydarzyło się w przeszłości? Jednak nie wszyscy są zadowoleni z tego faktu i dają to odczuć, lecz niektórzy wolą pozostać w cieniu. Czy Bagienny Las ma więcej sekretów niż myślą jego mieszkańcy? Do tej pory niektórzy mogli czuć się bezpieczni z tym, co ukrywają, lecz teraz, gdy pojawia się Julia, która jeszcze chce poznać prawdę, pojawia się zagrożenie, jakiego nie brali pod uwagę. Do czego gotowi są posunąć się by nikt nie dotarł do wydarzeń z przeszłości? Odpowiedź znajduje się pomiędzy tym, co było i co jeszcze wydarzy się. Jedno jest pewne, dawne demony zostały zbudzone!

 

Niepokojący klimat od pierwszej do ostatniej strony. Niedopowiedzenie i coś, co powinno pozostać w pamięci, jednak niestety wciąż to jedynie fragmenty, a nie cały obraz. Czy kiedykolwiek brakujący element zostanie uzupełniony? Dodajmy jeszcze rodzaj mroku, takiego, jaki jest odczuwalny nawet w najbardziej słoneczny dzień oraz aurę tajemnicy i otrzymamy „Zdarzyło się w Bagiennym Lesie”. Kryminał i thriller ujęte w jednej historii, w której teraźniejszość połączona jest dużo mocniej z przeszłością niż zazwyczaj i z każdym kolejnym rozdziałem czytelnik odczuwa ten związek coraz mocniej. Akcja nie pędzi, to nie ta kategoria, zresztą nadmierna szybkość w tej opowieści odebrała cały klimat, niuanse rozmyłyby się, a całość wiele by straciła. Jednak Małgorzata Rogala już niejednokrotnie pokazuje jak istotne jest uchwycenie chwili, skierowanie uwagi na wybrane punkty i zadanie właściwych pytań, ale nie tylko przez bohaterów, lecz również przez czytających. Co z odpowiedziami? Na te przyjdzie właściwy moment, lecz nim nastąpi finał, zagadka nabierze kształtów przez wypełnienie kolejnymi detalami pustych pól. Istotna jest także psychologiczna strona rozbita na emocje poszczególnych postaci, które pokazane są głębiej z całą paletą doświadczeń, wspomnień, niezabliźnionych ran. „Zdarzyło się w Bagiennym Lesie” ma w sobie odczucie zagrożenia, czającego się wpierw gdzieś w umyśle, by z rozwojem wątków stać się realną groźbą. Kameralność małej miejscowości dodatkowo jeszcze zagęszcza atmosferę i wyostrza sylwetki bohaterów oraz sprawia, że podejrzenia zaczynają wyzwalać nieprzewidywalne ruchy, a od tego już krok do eskalacji. Czym skończy się konfrontacja przeszłości z teraźniejszością?


Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:


sobota, 21 marca 2026

W Krainie Idei

Nowość:

„Alicja w Krainie Idei”

Roger Pol Droit

 

Czym się kierować w życiu, jeśli wszystko zmienia się nieustannie i wcale nie napawa optymizmem? Wojny, skażona natura, katastrofy, śmierć, strach przed tym, co może wydarzyć się w przyszłości i wiele innych wydarzeń, jakie codziennie wyłaniają się z mass mediów nie pomagają w wyznaczenie kierunku jakim chcemy podążać. Jak pośród tak wielu możliwości i równocześnie ograniczeń wybrać odpowiedni drogowskaz? A gdyby tak jedno zdanie było adekwatne i do spokojnych momentów oraz tych katastrofalnych? Niezależnie od upływu lat wciąż byłoby aktualne i dawało nadzieję otuchę, motywowało do pójścia do przodu, lecz i ostrzegało przed zrobieniem kroku albo zatrzymaniem się? Czy w ogóle istnieje kilka słów, jakie nieustannie byłyby przewodnikiem?

 

Wyobraź sobie, że odkrywasz w ogrodzie dziurę i jako ciekawa osoba wejdziesz do niej i trafisz nie do Krainy Czarów a Idei. Jeżeli myślisz, że to nie dla ciebie to zastanów się dobrze, bo dostajesz właśnie zaproszenie do niezwykłej podróży w czasie, do różnorodnych epok, państw, oraz poznasz wiele interesujących ludzi, jacy odcisnęli swój ślad historii. Nie jest to wycieczka gdzie hurtowo i bez zastanowienia odhaczymy kolejne punkty. W tej eskapadzie myślenie jest podstawą, tak samo jak i refleksja, panuje wolność wypowiedzi, lecz pod pewnym warunkiem – uzasadnienia swojego zdania. „Alicja w Krainie Idei” to nie jest są wykłady i monologi, a seria rozmów tytułowej bohaterki z filozofami, uczonymi i mędrcami. Sokrates, Hypatia, Nietsche i Louise Dupin oraz Marks, a to jeszcze nie wszyscy, których mamy okazję spotkać i być świadkiem niezwykłych konwersacji. Nie z rodzaju akademickich, lecz prowadzonych swobodnie, chociaż dotyczących fundamentalnych spraw. Odbrązowienie historycznych postaci i pokazanie ich interakcji ze współczesną nastolatką, szukającej jednego zdania, jakie poprowadziłoby ją przez życiowe meandry doskonale do siebie pasują.   

 

Od starożytności po współczesność. Podróż nie za jeden uśmiech, lecz w poszukiwaniu słów, mogących być jej mottem. Ponad dwadzieścia wieków idei, kontrastowych, czasem będących do siebie w zupełnej opozycji, powstałych w różnych epokach, niekiedy zapomnianych albo nie do końca dobrze rozumianych i tu właśnie pojawia się tytułowa postać. Roger Pol Droit nie poszedł na skróty, nie wybrał najbardziej tylko najpopularniejszych postaci z filozoficznego panteonu i nie stworzył kolejnego kompendium myśli filozoficznych. A co w takim zrobił? Pokazał złożoność filozofii i co ważniejsze jej rolę oraz jak kształtuje nurty społeczne, chociaż często nie stoi w pierwszym rzędzie, lecz gdzieś między wierszami. Na co dzień nie dostrzegamy tego, traktujemy ją jako odległą kategorię nauki, mającą mało związków z codziennością. Jednak autor „Alicji w Krainie Idei” z każdą przytaczaną koncepcją trafia w punkt i pokazuje wpływ na nasz świat czy to w przeszłości czy też w teraźniejszości oraz jak jest jednym z elementów przyszłości. Jaka jest rola głównej bohaterki? Na to pytanie czytelnicy muszą sobie odpowiedzieć samodzielnie, lecz wyczuwamy, domyślamy się i dostrzegamy ją wcześniej bądź później. Coś jeszcze różni tę książkę od innych, podobnych gatunku, ale różniących się przesłaniem. Rola jej twórcy, będącego autorem, lecz także… To już najlepiej odkryć samemu.


                                            Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję: