czwartek, 17 września 2026

Świat kart

Nowość:

„Przysięga zemsty”

Jaclyn Rodriguez


Niektórych do przekroczenia granic skłania ciekawość, drudzy kierują się interesem, inni mają osobiste powody, o jakich głośno nie mówią. Zemsta. Tak, ona potrafi napędzać jak mało co na świecie, karmi się bólem, strata, krzywdą i myślą, że gdy zostanie dopełniona rachunek za te pierwsze zostanie co najmniej wyrównany…

 

Plan Rune Ryker nie jest prosty, tak naprawdę wymaga poświęcenia wszystkiego, co jeszcze  pozostało. A jednak dziewczyna nie waha się by dokonać wyboru, który całkowicie zmieni jej przyszłość. Dzięki determinacji i rzuceniu na szalę samej siebie trafia dokładnie tam gdzie chciała, chociaż czy na pewno? Zwracanie na siebie uwagi raczej nie sprzyja temu, co zamierza, a z pewnością gdy zaczyna się wyróżniać to, co zamierzała może być zagrożone. Odnalezienie rodziny, jaką straciła lata temu i to w brutalny sposób, sprzyja raczej cisza, pozostawanie w cieniu, nie na pierwszym planie. Jednak moc Rune wyróżnia ją nie jedynie w Kuźni, ale w całym królestwie Druidów. Ten dar to przekleństwo czy błogosławieństwo? Na to pytanie mógłby odpowiedzieć Draven, książę ma identyczny talent, lecz jest arogancki, podstępny i bardzo ambitny, daleko mu do osoby, której warto zaufać. Tych dwoje rozpoczyna niebezpieczną grę, a wielu czeka na potknięcie dziewczyny, reszta chciałaby wykorzystać jej niezwykłe i cenne zdolności. Coś jeszcze rzuca cień, tajemnice i przeszłość, groźne gdy się ich nie zna, ale jeszcze niebezpieczniejsze gdy się stanie z nimi twarzą w twarz. Jaką cenę przyjdzie zapłacić za zemstę? Czy da się stracić jeszcze więcej niż do tej pory?

 

Podobno najlepsza jest na zimno, bywa, że ma gorzki smak, a jaka jest gdy równocześnie trzyma przy życiu i stanowi jego jedyny cel? Dla bohaterów „Przysięgi zemsty” jest wszystkim, dosłownie, nie w przenośni, wpisana w nich i napędzająca do działania. Jaclyn Rodriguez doskonale wykorzystuje ten motyw do stworzenia sylwetek zapadających w pamięć, skomplikowanych, pełnych sprzeczności, ale jednocześnie zdeterminowanych by osiągnąć swój cel. Co istotne również niepokojących, z wieloma sekretami, przekraczających granice i kierujący się ku zagrożeniu jak ćmy do światła. Takie postacie zasługują na odpowiednią fabułę i ta ani na moment nie zawodzi, aczkolwiek wielokrotnie zwodzi. Detale i niuanse dodają tajemniczości, pomagają wskazywać tropy, jakie okazują się zgoła inne niż czytelnik spodziewa się. Dorzućmy do tego watki, jakim daleko do prostoty, bardziej przypominają kręte ścieżki nad głębokim urwiskiem, gdzie każdy krok może prowadzić wprost w przepaść, lecz cofnięcie się jest pewnym upadkiem w nią. Jakie to było dobre? Nieskromnie powiem, że jeszcze lepsze. "Przysięga zemsty" to książka z gatunku fantasy napisana z ogromnym rozmachem, całkowicie nieprzewidywalna i z gatunku tych historii kuszących by zajrzeć na koniec, ale to i tak nic by nie dało. Zbyt wiele dzieje się po drodze i tak naprawdę to, co przed chwilą było pewniakiem okazuje się czymś zgoła odmiennym za sekundę. Przemyślane w każdy szczególe uniwersum, doskonale łączące się z bohaterami, z przeszłością ściśle z nimi związaną oraz łańcuchem przyczynowo-skutkowym spajającym wszystko i wszystkich. Tam nie ma luk, pojawiają się niedopowiedzenia, będące zapowiedzią tego jeszcze co wydarzy się, ale nie gotowym jednym scenariuszem, a kilkoma co najmniej opcjami i intrygującą niewiadomą.


                                     Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:

niedziela, 13 września 2026

Smak zwycięstwa i porażki

Nowość:

„Mieszko. Mroczne czasy”

Daniel Komorowski

Droga do władzy rzadko kiedy jest prosta i łatwa. Częściej wymaga poświęcenia, wytrwałości i nierzadko przebiegłości. Tak naprawdę ona nie kończy się gdy już ma się ją w końcu w rękach, to jedynie pierwszy etap. Kolejny bywa jeszcze trudniejszy, bo wrogów nie brakuje, starych zastępują nowi…

 

Wygrane bitwy i wojny przynoszą sławę i chwałę. Jednak i przysparzają wrogów. Kiedy jedna potyczka dobiega końca, druga już się tli, wrogowie nigdy nie dają za wygraną. Mieszko, książę Polan to już nie wygnaniec, dawnych przeciwników zastąpili nowi, potężniejsi, bardziej bezwzględni i patrzący łakomym okiem na władzę jaką ma w ręku. Dagome wyszedł  cienia, poznał smak chwały i niejednokrotnie go zagrzewała do walki i prowadziła po krwawym szlaku, gdzie niejednokrotnie prowadziła go pomsta. To wszystko miało prowadzić do pokoju, ale ten był księciu dany na krótko. Przed nim trudne momenty, trwające dłużej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Czy pomyślność odwróciła się od dotychczasowego niepokonanego zwycięzcy? Wiadomym jest, iż książę jest człowiekiem ambitnym i nie nawykłym na osiadaniu na laurach, ale lata walk o dziedzictwo przysporzyło mu nieprzyjaciół. Ci nie zamierzają stać z boku i cieszyć się jego potęgą, wprost przeciwnie rzucają wyzwanie i są przygotowani do trudnej rozgrywki. Tym razem zbrojne starcie przynosi z sobą coś zgoła innego niż zazwyczaj. Zmartwienia pojawiają się także poza polami bitewnymi, tak jakby bogowie odwrócili się od swego ulubieńca. Czy przyjecie strat z godnością jest w stanie udźwignąć hardy władca, który do tej pory rozdawał karty? Starzy wrogowie i nowi, potężniejsi przeciwnicy, wiedzą jak uderzyć by zabolało i pozostało w pamięci, nie tylko tego, kto poniósł porażkę.

 

Historia kołem toczy się, a klęski i zwycięstwa przeplatają się, tworząc ścieżkę dla sławy i chwały oraz hańby pokonanych. Nie zawsze każde zdarzenie zostaje odnotowane w annałach, zwłaszcza tam gdzie są początki często brakuje kronik, a jedynie opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie są jedynym śladem tego, co miało miejsce. W końcu powstaje i zapis, czy obejmujący wszystko, co miało miejsce? Na to pytanie starają się odpowiedzieć archeolodzy, historycy, pisarze również, uzupełniając białe plamy, odkrywając to, co zaginęło w chaosie kolejnych stuleci i tysiącleci. Postać legendarnego Mieszka, założyciela piastowskiej dynastii, budzi ogromne zainteresowanie z racji osiągnięć, ale i wielu niewiadomych wokół jego osoby. Daniel Komorowski sięgnął po tę część polskich dziejów, które legły u podstaw znanych nam wydarzeń i pokazał je z perspektywy nie kronikarskiej, a samego bohatera. Kolejne tomy pokazują trudną ścieżkę po władzę, ale i bardziej osobiste obszary, gdzie tłem są pierwsze grody, puszcze, jeszcze nie do końca przetarte szlaki. Tam gdzie kończą się historyczne ślady i zostają domniemania oraz poszlaki autor tworzy z nich fabularną wersję zdarzeń. „Mieszko. Mroczne czasy” to nie tylko odsłanianie kulis, lecz pokazanie sylwetki człowieka, z krwi i kości oraz znającego słodki smak zwycięstw i gorzki porażek. Daniel Komorowski łączy fakty, ze scenariuszami tego, co mogło wydarzyć się oraz swoją wyobraźnię w całość, intrygującą, nad wyraz prawdziwą i przede wszystkim pokazującą polskie pradzieje barwnie, wielowymiarowo i nie pomnikowo.


                                           Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:


wtorek, 8 września 2026

Koniec i początek

Przedpremierowo:

„Nie pytaj, co się stało”

Katarzyna Michalak

 

Czasem nie ma się już nic do stracenia, poza sobą i nie widzi się wyjścia z tej sytuacji. Nie ma żadnej przyjaznej duszy, brakuje siły do walki. Zresztą o co walczyć jeśli odniosło się klęskę i jest nadto aż dowodów. Po prostu nie widzi się żadnego światełka w tunelu, bo ostatnie zgasło i nie ma jak nikogo by je zaświecić na nowo.

 

Kiedy w najgorszym momencie dotychczasowego życia ktoś wyciąga pomocną dłoń nie każdy w nią wierzy. Jednak pokazanie tego, co można osiągnąć dzięki wsparciu oraz cierpliwość potrafią przebić się poprzez nieufność, rany i blizny. Nela, Sandra i Matylda doświadczyły chwil zwątpienia, bólu i przede wszystkim skorzystały z oferty, jaka przyszła w najgorszych dniach, nieoczekiwanej i dającej o sobie znać gdy wszystko inne zawiodło. Ada pomogła, dała nadzieję na więcej niż jedynie spokojniejsze jutro, otoczyła kobiety opieką i dała szansę, jakiej nie oczekiwały i nawet o niej nie marzyły. Czyż nie brzmi to jak bajka? No cóż niekiedy pojawia się rzeczywista dobra wróżka i są te, które mogą uwierzyć w magię dobroci, ale znajdzie się też łyżka dziegciu. Czasem oczekuje się nie tylko wdzięczności, lecz również podporządkowania, a wtedy zamiast tego pierwszego pojawia się gniew, frustracja i poczucie bycia w klatce. Ada z dobrodziejki zmienia się w kogoś, kto wymierza precyzyjną zemstę i to w najmniej spodziewanej chwili tym, którym pomogła. Trzy kobiety otrzymały pomoc, ale czy była ona tak bezinteresowna jak myślały? Już raz utraciły wszystko, teraz znowu muszą stawić czoła temu, co może je zniszczyć. Tym razem nie mają co liczyć na pomoc, chociaż czy na pewno? Dobro ma to do siebie, iż nie zawsze wraca, ale ma również dość nieoczekiwane oblicza…

Trzy listy, bolesne sekrety, kilka kobiet, jedna śmierć i skutki decyzji o wiele bardziej dalekosiężne niż ktokolwiek przypuszczał. Zgliszcza egzystencji albo koszt wyborów, nieoczekiwany i burzący z trudem wypracowaną spokojną rzeczywistość. W tej historii emocje odgrywają główną rolę, chociaż nie zawsze są na pierwszym planie, zawsze rzucają bardzo długi cień na bohaterów i ich życie. Jednak „Nie pytaj, co się stało” to opowieść o przyjaźni, takiej z przeszłością i jak się okazuje po przejściach, niejednoznacznej oraz specyficznej, wymagającej dużo, można nawet zbyt wiele, ale przychodzącej wtedy, gdy zło zaczyna triumfować. Tu nie ma bajki, chociaż jedna z bohaterek zdaje się mieć cechy postaci z tego gatunku, ale to wrażenie zaczyna być zastępowane przez inne, odwrotne. Katarzyna Michalak zaskakuje zwrotami akcji oraz kierunkami rozwoju fabuły, dalekimi od prostych i przewidywalnych. Na światło dzienne zostaje wydobyte to, co niewygodne, pomijane, dalekie od prostego równania pomocy i wdzięczności za nią. Autorka odsłania ciemniejszą stronę, o jakiej rzadziej się mówi czyli sytuacji kiedy za tym pierwszym nie stoi wyłącznie bezinteresowność, a to drugie staje się długiem do spłacenia z narastającymi odsetkami. Ale byłoby to uproszczeniem takie podsumowanie, bo tak naprawdę to jeden z wątków, silny, widoczny, lecz nie jedyny. „Nie pytaj, co się stało” odkrywa przed czytelnikami skomplikowane relacje nie jedynie pomiędzy kilkoma kobietami, to też historia o trudnych doświadczeniach, nie do końca zabliźnionych ranach, przyznawaniu się do błędów i radzeniu sobie z konsekwencjami własnych czynów.


                                   Premiera: 9 września


                                          Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:






sobota, 5 września 2026

Nowoczesna czyli?

Przedpremierowo:

„Na co patrzymy? 

150 lat sztuki nowoczesnej 

w mgnieniu oka”

Will Gompertz

 

Nowoczesna, ale czy jeszcze sztuka? Nowoczesna czyli jaka? Nowoczesna zrozumiała tylko dla koneserów i znawców? Sztuka nowoczesna to jeden prąd artystyczna i nie wyłącznie jedna dziedzina. Malarstwo, rzeźbiarstwo, wzornictwo, instalacje i performans oraz muzykę, teatr. Więcej niż się na co dzień zauważamy? No właśnie w tym może problem ze sztuką nowoczesną, że pewnych jej nurtów nie zauważamy, inne utożsamiamy ją bezwarunkowo, a o reszcie w ogóle nie myślimy w jej kategoriach. Jak więc „ogarnąć” tak szeroki gatunek i półtora wieku czasie oraz przestrzeni? Will Gompertz wie jak to zrobić albo raczej potrafi w przystępny sposób przybliżyć tym, którzy ze sztuką mają mało wspólnego tak szeroki zakres tematyczny i równocześnie pomóc go zrozumieć.

 

Wydaje się nam, że doskonale wiemy co sztuką nowoczesną jest, a co się do niej nie zalicza. Pierwszeństwo  w tym wiedzie abstrakcja, po prostu wygodny wytrych do wszystkiego co z nią związane, ale tu pojawia się ktoś, kto stawia czoła mitom, pokazuje przykłady, a w ogóle obala obiegowe opinie. Otwarcie przyznaje, że zaczął nie wiedząc nic, a skończył wiedząc coś, takie słowa napisane przez byłego dyrektora Tate Gallery i redaktora działu sztuki BBC wskazują kierunek. Nie akademicki, nie kuratorski, lecz taki, w jakim nie ma głupich pytań, natomiast celem odpowiedzi jest rzeczywiste przekazanie wiedzy w sposób przystępny. Sto pięćdziesiąt lat na około czterystu stronach to wyzwanie. Zamiast definicji przykłady, w miejsce pretensjonalności trochę humoru i anegdot, odsłonięcie kulis oraz pokazanie źródeł. Dorzućmy do tego postawę przeciwną do stricte eksperckiej, a po prostu pokazanie pasji do sztuki i odkrywanie przed czytelnikami jej smaczków oraz przedstawienie dzieł poprzez ich twórców oraz dokładnie na odwrót. Przewodnik po sztuce czyli „Na co patrzymy? 150 lat sztuki nowoczesnej w mgnieniu oka” daje nam podstawy by ponownie spojrzeć na to, co wydawało się niezrozumiałe, zaburza proste ramy i przekracza granice klasyki. W żadnym razie nie jest sztywnym wykładem, natomiast rozdział za rozdziałem uczy jak spojrzeć na obraz, rzeźbę, mebel, zdradza zamiary ich twórców. Podróż po dekadach i w czasie z możliwością poznania utalentowanych ludzi, nie tylko tych znanych, lecz i zapomnianych chociaż dzięki temu co stworzyli nadali temu szerokiemu nurtowi kierunki, jaki obecnie uważamy za synonimy sztuki nowoczesnej. Co istotne Will Gompertz naprawdę potrafi pokazać różnorodność, ale i podkreślić cechy wspólne co nie jest takie łatwe jeśli porównamy prace na przykład Moneta i Warhola. Impresjonizm i pop-art.? Skrajności, ale właśnie ukazujące istotę, jak często jest niewiadomą.

 


                       Premiera: 8 września


                                          Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:



środa, 2 września 2026

Miasto, a w nim

Nowość:

„Miasto”

Paulina Świst Piotr C.

 

Co było, a nie jest podobno nie pisze się w rejestr. No chyba, że to serce i umysł ludzki oraz dotyczy zadanych sobie ran, głębokich i wciąż niezabliźnionych. W tym przypadku upływ czasu wcale nie leczy, chociaż pozwala dostrzec gdzie popełniono błąd, ale nauka na błędach wcale nie jest łatwą sztuką. Niektórzy z pełną świadomością robią go po raz kolejny, chociaż czy na pewno?

 

Nie łączy ich w sumie nic. Tak jakby nic. Wspólna kancelaria, rozwód i jak się okazuje wspólny klient. Ten ostatni jest z kategorii takich, jakim lepiej nie odmówić współpracy. Coś jeszcze łączy eks współmałżonków. Warszawa, miasto wcale nie takie same jak inne i kryjące więcej tajemnic niż większości się wydaje. Wtajemniczona mniejszość zaczyna się wykruszać i to w dość niepokojącym tempie, pytanie tylko co takiego wiedzieli, że tak szybko pożegnali się z tym padołem. Dla Pauliny i Piotra to nie jedyna zagadka z jaką muszą się zmierzyć, kolejne są o wiele bardziej istotne. Można by rzec, iż są śmiertelnie poważne, bo kiedy posady przestępczego imperium zaczynają drżeć to niejeden pożegna się z tym światem. Pierwszy trup rzadko kiedy jest tym ostatnim i ci konkretni prawnicy zdają sobie z tego lepiej sprawę niż ci, którzy przyswoili sobie tę wiadomość zbyt późno. Tym razem trzeba zawrzeć sojusze, niechętne i dalekie od tego, co zwykło się za nie uważać, ale czasem po prostu trzeba pójść na ustępstwa. Jedno i drugie Paulinie i Piotrowi nie przypada do gustu, lecz ten kto uwierzył, że będą grzeczni i dadzą się prowadzić na sznurku chyba się przeliczył!

 

Dwoje jak najbardziej do pary, ale w tym momencie od dłuższego czasu już nie w parze. Dorzucamy Warszawę, denata w liczbie mnogiej i pewnego gangstera, mającego na oku pewnych prawników. Ciąg dalszy historii, gdzie nic nie jest dziełem przypadku, a intryga wcale nie jest grubymi nićmi szyta, chociaż stają za nie takie właśnie pieniądze. Po prostu „Miasto”, jakiego jeszcze nie znacie od tej strony, gdzie lojalność bywa jednocześnie jest gwarancją przetrwania, kartą przetargową, lecz również mocno przereklamowana. Duet pisarzy Paulina Świst i Piotr C. oddali czytelnikom nie tylko drugą część cyklu, ale równocześnie kopalnią cytatów, takich w punkt, doskonale podsumowujących akcję i oczywiście same postacie. Te drugie wykreowane tak, by przyciągały wzrok i zapadały w pamięć, kontrastowe, nie dające się pomylić z kimkolwiek innym oraz oczywiście mające swoje sekrety, niebezpieczne i niekiedy stanowiące zagrożenie, a te jak wiadomo wielu chce zlikwidować, ostatecznie i bez śladu swego udziału. „Miasto” to lektura, gdzie śmiech pojawia się szybko, humor może i czarny, ale za to jaki! Udziela się on czytelników i nie opuszcza on nas do samego końca, ten następuje zdecydowanie za szybko, pozostawiając po sobie pytanie „co dalej?”. Odpowiedzi jest tyle ilu czytających, natomiast szansa by trafić właściwą jest mniejsza niż szóstka w totka. Paulina Świst i Piotr C. doskonale wiedzą jak zaskoczyć, gdzie podnieść przysłowiowe ciśnienie, bo takiego obrotu spraw nikt nie spodziewał się, pomimo, że należy spodziewać się wszystkiego. Tyle, że wyobraźnia autorów jest szersza, większa i nie wie, co to znaczy granice, oznacza to jedno: za każdym razem okazuje się, że da się wyciąć więcej niż niezły numer czytelnikom.