piątek, 23 października 2026

Kiedy zło się przebudzi

Nowość:

„Eldritch”

Keri Lake

 

Zło rzadko kiedy jest pokonane raz na zawsze. Czasem jedynie pozostaje uśpione, lecz i tak nie daje o sobie zapomnieć. Ten, kto myśli, że jest na tyle silny by go zwyciężyć, gdy się zbudzi, jest szaleńcem lub bohaterem, który zapisze się w pamięci na zawsze. Jednak nie można zapomnieć o jednym: cena w obu przypadkach będzie jaką przyjdzie zapłacić będzie ogromna i bolesna.

 

Zło w ich świecie nie jest odległe albo hipotetyczne, a sprawiedliwość to bywa niespełnionym pragnieniem. Mrok jest wszechobecny i odczuwalny nieustannie. Maevyth i Zevander wiedzą co z sobą niesie i zostali naznaczeni tym, co wraz z nim kroczy. Jednak znajdują siły by mu stawiać czoła, ale jak długo będą w stanie robić to? Przekroczyli już kilka granic, jakie dla większości były nieprzekraczalne i znowu tego dokonali, ale tym razem cena może być dużo większa niż są w stanie zapłacić. Nieustannie poruszają się ścieżkami krętymi, z zagrożeniem na każdym kroku i czasem nie już nie oglądają się za siebie, bo doskonale wiedzą, że to, co kroczy za nimi tylko czeka na chwilę ich zawahania. Przeszłość również nie daje o sobie zapomnieć, pojawia się w śnie i na jawie, przypominając najgorsze koszmary, które stają aż nadto realistyczne. Dawny ból staje się tym obecnym, wspomnienia wprost ożywają, a Maevyth i Zevander wciąż walczą o życie i uczucie, jakie równocześnie daje siłę i zwiększa lęk, że utracą siebie. Stawka wzrosła niebezpiecznie wysoko, ich wrogowie dostrzegli to, od tego już krok do kolejnej próby, mogącej być tą ostatnią…

 

Przyszłość i przeszłość, a pomiędzy tym teraźniejszość, gdzie trwa walka o to, co dopiero może wydarzyć się z tym, co już miało miejsce i naznaczyło piętnem zbyt wielu. Mroczna, drapieżna, dramatyczna, historia, gdzie nadzieja wciąż mierzy się nieustającym zagrożeniem, śmiertelnym i sięgającym głęboko w sny, marzenia i przede wszystkim złem, o wielu twarzach nieustannie atakujące. Jednocześnie ten świat wciąga czytelnika, zaskakuje go swoją różnorodnością i wielowarstwowością. Keri Lake pokazała gotyckość zaskakująco, gdyż to równocześnie klimat, tło, emocje oraz bohaterowie, tak ich zewnętrzna fizjonomia, jak i charakter oraz doświadczenia. Ten element jest wszechobecny, zawsze i wszędzie, zdaje się nim nasączone wszystko i wszyscy, nie ma przed nim ucieczki, ale to on nadaje ton i zasila całość. Jeżeli do tego dorzucimy jeszcze magię, tajemnice na każdym kroku oraz uczucia, które są w stanie pokonać czas i przestrzeń to otrzymujemy opowieść, gdzie niczego i nikogo nie możemy być pewni, a kolejne rozdziały nas jeszcze w tym upewniają. W „Eldritch” detale mają znaczenie, niuanse są zapowiedzią tego, co jeszcze będzie miało miejsce, nic nie dzieje się bez przyczyny, chociaż często dostrzegamy ją później. W ten sposób budowane jest napięcie, podkręcane cały czas, jest po prostu bohaterem drugiego planu, bez jakiego ten pierwszy straciłby część mrocznego uroku. No i postacie, intrygujące tym kim są, swoją przeszłością, nie do końca znaną czytającym i im samym, ale to dopiero wstęp. Na naszych oczach zmieniają się, dojrzewają do czynów, nie da się ich zamknąć w zwyczajowych ramach, wciąż się z nich wyłamują, walczą z tym, co ich naznaczyło oraz złem, znanym im od podszewki. Bohaterowie i czytelnicy jeśli dostają moment na wzięcie głębokiego oddechu, zaraz potem mierzą się z kolejnym zwrotem akcji, podążającym ścieżką nie nad przepaścią, lecz wprost do niej!



                                            Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:

poniedziałek, 19 października 2026

A jednak zdarza się!

Przedpremierowo:

„Ożesz! Narodzenie”

Monika Wawrzyńska

 

Podobno nic dwa razy się nie zdarza, no chyba, że mamy deja vu. A gdyby jednak tak się stało? Zrobić dokładnie to samo jak pierwotnie, czy może pokusić się o zmianę „scenariusza”?

 

Alinka pracy nie boi się, po prostu naprawdę lubi to, co robi. Za dnia więc jest makijażystką gwiazd, a wieczorami natomiast pomaga godnie zaprezentować się tym, którzy oczekują na ostatnią podróż, dosłownie i nie w żadnym cudzysłowie. Może wydawałoby się to dość niekonwencjonalne gdyby nie sprawdzało się doskonale w codziennej praktyce. W obu miejscach zatrudnienia bywa raz lepiej, raz gorzej, chociaż więcej spokoju jest w domu pogrzebowym „Bez biletu” niż w telewizji. Z pewnością nuda nie grozi dziewczynie, lecz to, co staje się jej udziałem tuż przed Bożym Narodzeniem jest naprawdę niespotykane. Czy wykorzysta okazję, jaką daje jej los? Niejednokrotnie dostrzegała więcej niż inni, lecz nie ingerowała. Pozostanie obserwatorem czy tym razem wykorzysta drugą szansę i wpłynie na rozwój wydarzeń? Świąteczny czas ujawnia w ludziach często dobre cechy, ale zdarza się, iż obnaża brzydką prawdę. Jak będzie tym razem? W końcu nie tak łatwo zmienić drogę, któ®ą podąża przeznaczenie…


Chcę więcej! Więcej perypetii Alinki i więcej pracowników firmy pogrzebowej „Bez biletu” oraz pozostałych postaci. Nie tak po prostu, ale dlatego, że jak mało co poprawiają humor, nie na chwilę, a na długo. Tam gdzie jedni kończą swoją historię, inni piszą nowe rozdziały swoją ze swadą, niekiedy tupetem oraz z poczuciem dobrze wykonanej pracy. Czy to blask fleszy i światła telewizyjnego studia, czy to lampy bezcieniowe w laboratorium tanatopraksji makijaż musi być profesjonalny i dopracowany. Monika Wawrzyńska podeszła do motywu komedii funeralnej tak samo, co już czytelnik dostrzega na wstępie, a z każdym rozdziałem jedynie się w tym utwierdza, chociaż gatunek niełatwy. O sprawach ostatecznych i całej reszcie, w dodatku w klimacie świątecznym, nie tak łatwo pisać zachowując humor, nawet jeśli bywa w czarnej barwie. Jednak „Ożesz! Narodzenie” nie tylko daje radę, lecz ustawia się na podium z łatwością, za jaką stoją perfekcyjnie wykreowani bohaterowie, inaczej mówiąc cała plejada ludzkich fizjonomii i charakterów, niepowtarzalna atmosfera oraz oczywiście splot okoliczności, jakich mało. Zgodnie z gatunkiem jest komediowo, i to bardzo, pogrzebowa także, a jakże, ale pojawiają się również inne wątki, poważniejsze i dająca naprawdę do myślenia. Właśnie to połączenie lżejszych elementów z trudniejszymi daje kontrast, staje się też doskonałym motorem dla akcji, zwłaszcza, iż dzieje się dużo i to w dość szybkim tempie. Monika Wawrzyńska trochę przewrotnie pokazuje świątecznego ducha, pokazując to, o czym zbyt często zapominamy, a co jest naprawdę istotne.

                                         Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:





piątek, 16 października 2026

Zamkowe tajemnice

Nowość:

„Tańczący z zamkami”

Michał Wójcik

 

Kamień i cegła bywają ostatnim świadkiem przeszłości. Wcale nie niemym jak wielu się wydają. Już samą swoją obecnością opowiadają o tym, co było. Każdy fragment muru, wieży, framugi drzwi czy drzwi to kawałek większej całości i coś, co przypomina o świecie, jaki przeminął, lecz zapisał się w dziejach. Niekiedy stają się kapsułą czasu, na jaką natrafia się przypadkowo i od tego momentu zapomniane staje się znowu pamiętane.

 

Zamki, pałace i dwory. Często mylone z sobą, a wcale nie takie same. Ruiny, pięknie prezentujące się, ukryte pod warstwa ziemi albo tynku, czekające na kogoś, kto przywróci im dawny blask lub da nowe przeznaczenie. Niektóre znane, o wielu nie pamięta nikt, inne właśnie zostają przywrócone do minionej świetności. Michał Wójcik wpierw programie telewizyjnym, a teraz w książce „Tańczący z zamkami” odsłania nam ich kulisy powstania, czasy świetności, powody zrujnowania i chwile, gdy znowu przyciągają uwagę. Jednak taki skrót byłby krzywdzący, bo oddaje naprawdę w małej części to, co czeka na nas kiedy zagłębimy się w lekturę, chociaż to raczej podróż w czasie i po Polsce, obejmująca ponad tysiąc lat. Jednocześnie autor sięga w głąb historii i konfrontuje budowle ze stanem obecnym, obrazowy przekaz plus zdjęcia sprawiają, że mamy dziejową panoramę, barwną i ukazującą skomplikowaną biografię, tak murów jak i ich właścicieli, tych dawnych, lecz również obecnych. Michał Wójcik przeniósł na książkowe stronnice to samo zaangażowanie w opowiedzenie historycznych niuansów, które było widoczne w telewizji. W „Tańczącym z zamkami” przemawiają ludzi, sztuka, kultura, kamienie i cegły, to nie monolog, a rozmowa taka trochę z gatunku tych prowadzonych w przyjacielskim gronie, gdzie pada „a pamiętacie?”. Anegdoty, ciekawostki, fakty i informacje z annałów oraz z pierwszej ręki tworzą przewodnik i album równocześnie. Czytelnicy zostają zarażeni pasją poznawania zabytków, w ogóle i szczególe, zwłaszcza to drugie przyciąga uwagę. Niekiedy właśnie od detalu rozpoczyna się nowy rozdział w dziejach budowli i autor potrafi pokazać jego znaczenie. Na tym nie koniec, to dopiero początek do poznawania zamków, pałaców i dworów, ukrytych pereł architektury i historii oraz ludzi, jedno z drugimi wiąże się nierozerwalnie.

 


                                             Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:

środa, 14 października 2026

Zamknąć za sobą drzwi

Patronat

Nowość:

„Wróżda”

Małgorzata Micior

 

Czasem przeszłość wciąż jest obecna w teraźniejszości. Jeśli nowy rozdział w życiu ma zostać zapoczątkowany bez złowrogiego cienia dawnych wydarzeń muszą zostać podjęte radykalne kroki. Nie da się zamknąć do niej drzwi licząc na to, iż zło nie powróci…

 

Czy da się zapomnieć o najgorszych w życiu chwilach i ruszyć dalej nie oglądając się za siebie? Klara i Anastazja nawet nie próbują tego pierwszego, bo nie da się usunąć z pamięci tego, co było ich udziałem. Natomiast co do drugiego, po prostu muszą spoglądać kto za nimi podąża gdyż to kwestia czasu kiedy ktoś będzie chciał je skrzywdzić. Siostry rozdzielone w dzieciństwie, które połączyły więcej niż dramatyczne wydarzenia, teraz stawiają czoła rodzinnym więzom i tego, co z sobą niosą. Ich największym wrogiem jest brat, powinien być im najbliższy, jest brutalnym przeciwnikiem mającym jeden cel i dążącym do jego realizacji bezwzględnie. Komisarz Marek Hardykowski mierzy się z serią morderstw. Już jedne zabójstwo nie jest codziennością, a co dopiero kilka powiązanych z sobą i z niecodziennymi śladami. Gdzie doprowadzą policję pozostawione tropy? Niekiedy zagrożenie jest bliżej niż ktokolwiek podejrzewa i jak ma to w zwyczaju atakuje znienacka. Klara i Anastazja wiedzą o tym doskonale, a Hardykowski dopiero przekona się o jego podstępności. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a ten kto za tym stoi zdaje się być przekonanym, iż on ma przewagę nad wszystkimi. Czy tym razem zwycięży mroczna strona?

 

W tej historii nie ma półśrodków. Zło jest wyraźne i jego cel jest jeden. Gra nie rozpoczyna się od nowa, bo ona wciąż trwała, ale na innym poziomie, wyższym, z równie morderczymi zasadami. „Powrozy” pokazały jak mroczna strona ludzkiej natury rodzi się i odziera z człowieczeństwa, aż do momentu, gdy pozostaje jedynie potwór z twarzą człowieka. „Wróżda” ilustruje jak osacza się ofiarę, słowo po słowie, gest po geście, aż do momentu, kiedy traci to, co najcenniejsze. Jednak w życiu rzadko występują prosty podział na czerń i biel, pojawia się czerwień krwi i szarość, która bywa często walką o wszystko, bezpardonową, bo życie tak łatwo nam odebrać. Pojawia się też pytanie ile granic są w stanie przekroczyć bohaterowie by ocalić siebie i innych. Małgorzata Micior łączy dwa gatunki w opowieść, w jakiej nie mroczna strona wydaje się znana, podobnie jak i jej przeciwieństwo, lecz łączą je nici wcale nie tak łatwe do zerwania. Dodajmy do tego atmosferę niepewności kiedy zło po raz kolejny uderzy i gdzie pojawi się. Strach przed konkretna osobą i lęk przed tym, co nieuchronne i czemu będzie trzeba stawić czoła, gdyż nie ma innej drogi ucieczki poza jedną, ale jej cena jest wysoka. „Wróżda” to thriller kryminalny, w jakim obserwujemy z jednej strony śledztwo, a z drugiej strony bohaterowie są w stanie oczekiwania na atak, nieuchronny i nie do przewidzenia. Co wyróżnia tę książkę od innych? Dopracowanie w każdym szczególe, budowanie napięcia oraz misterne połączenia wątków detalami niespotykanymi zazwyczaj. Tu nic nie pojawia się bez powodu, każdy ruch postaci ma znaczenie, a nawet najmniejsze decyzje w końcowym rachunku okazują się istotne. Autorka po mistrzowsku pokazuje do czego zdolny jest człowiek kiedy czyni zło i gdy broni się. Czasem jest się zmuszonym przekroczyć nieprzekraczalną granicę, bo zasady zostały złamane przez wroga.

                                            Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:
Małgorzaciew Micior

poniedziałek, 12 października 2026

Paris, Paris

Nowość:

„Paryż. Lata 20, lata 30. 

Taniec na wulkanie”

Marta Orzeszyna

 

Istnieje od wieków. Zmieniają się epoki, rządy, kolejne pokolenia następują po sobie. Monumentalne zabytki, urokliwe uliczki i światła, podkreślające magię miasta. Paryż. Jedno słów i tysiące skojarzeń. No i lata dwudzieste oraz trzydzieste ubiegłego roku, dwie dekady pełne przełomów, sprzeczności, nowych kierunków w szeroko pojętej sztuce, kulturze, zasadach społecznych.

Czy w historii były dwa dziesięciolecia, następujące po sobie, które jednocześnie zmieniły wszystko lub prawie wszystko i jednocześnie nadały kierunek na kolejne dziesiątki lat? Początek to koniec Wielkiej Wojny, jak wówczas nazywano Pierwszą Wojnę Światową, natomiast finał został wyznaczony przez wybuch Drugiej Wojny Światowej, a pośrodku jeszcze Wielki Kryzys. Ogromne kontrasty i równocześnie fundamenty pod epokę pełną buntu i niepokorności wobec zasad. No i teraz wchodzi na scenę Paryż, miasto świateł, mody i bohemy, ale oczywiście to ogromny skrót myślowy, bo kryje się za nim jeszcze nieodłączny skandal, polityka oraz nauka, chociaż to i tak nie wyczerpuje całej listy. Olśniewający, jedyny w swoim rodzaju, prawdziwy wzorzec rozmachu i glamour, po prostu ich definicja. Ale co tak naprawdę kryje się w paryskiej historii dwudziestolecia międzywojennego? Marta Orzeszyna doskonale odsłania znane i nieznane oblicza tego fascynującego okresu z każdej strony. „Paryż. Lata 20, lata 30. Taniec na wulkanie” to nie skrót i wyłącznie ciekawostki, tak naprawdę lektura zaskakuje nas na każdym kroku swoim rozmachem tematycznym. To nie prosta monografia, a wielowymiarowy portret miasta uchwycony w barwnych dekadach i momencie, jaki zapisał się w światowych dziejach niezwykle mocno. Równocześnie występuje kultura i polityka, haute cuture i wynalazki, rewolucja i konserwatyzm, można by wymieniać, a i tak pojawią się kolejne przykłady ukazujące istotę paryskiej magii. Jednak uderza nas podczas lektury jak bardzo autorka dołożyła starań by czytelnicy dostrzegli istotę miasta, którego jednym z najlepszych odzwierciedleń były właśnie szalone lata dwudzieste i taniec na wulkanie lat trzydziestych dwudziestego wieku. Łatwo jest rzucać datami, przywoływać ówczesne ikony, trudniej natomiast przekazać portret świata, jakiego już nie ma, lecz który odcisnął tak wyraźny ślad oraz stał się inspiracją na kolejne dekady.

 

                                            Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję: