Przedpremierowo:
„Puste ramy”
Anna Klejzerowicz
Ogień potrafi zatrzeć wszystkie ślady,
ale nie te zapisane w ludzkiej pamięci. Nie wszystko da się zrzucić na karb
żywiołu, zwłaszcza jeśli będą świadkowie. Nie zawsze od razu widać umyślność,
czasem dopiero ktoś powiąże ze sobą informacje i zauważy niepokojący obraz. Od
tego już krok by rozpocząć poszukiwanie prawdy, a nie wykreowanej iluzji.
Dobry reportaż potrzebuje
odpowiedniego motywu. Duet dziennikarski Nina Kiryłło i Eryk Morski ma nosa do
ciekawych tematów i trzeba przyznać, że dość często zbieranie informacji do
artykułów kończy się śledztwem, wale nie amatorskim. Tym razem zwracają uwagę
na dziwny splot przestępczych okoliczności. Kradzież dzieła sztuki i pożar, zdaje
się to przypadkowe, lecz kiedy bliżej przyjrzeć się tym zdarzeniom pojawia się
niepokojąca zbieżność. Dlaczego nikt tego nie zauważył? Schemat powtarza się od
lat, a przynajmniej tak to widzi Nina i Eryk, gdzie tkwi haczyk lub też ewentualny
początek i czy w ogóle poszczególne sprawy mają ze sobą coś wspólnego? Być może
istotne wskazówki odnajdę w miejscowości, która również nie uniknęła grabieży i
pożogi. Jednak małe miasteczka rządzą się swoimi prawami i rzadko kiedy
zdradzają swoje tajemnice. Nikt nic nie widział, nie słyszał, co nie dziwi
dziennikarzy i z pewnością jedynie podsyci ich zawodową ciekawość. Nie pierwszy
raz mają z taką sytuacją do czynienia, temat jest warty zachodu, ale jest coś
jeszcze. Skradzione obrazy, mające wartość nie tylko pieniężną, lecz także
historyczną, a może to nie wszystko? Niekiedy trzeba zajrzeć w przeszłość by
znaleźć motyw, a później ponownie sprawdzić tropy, zwłaszcza tam, gdzie nikt do
tej pory tego nie zrobił…
Lubicie łamigłówki? A kryminalne
historie? To polecam lekturę „Pustych ram”, gdyż znajdziemy tam zagadkę lub
raczej jej liczbę mnogą, mistrzowsko poprowadzone śledztwo dziennikarskie,
intrygujące tło historyczne połączone z pomysłem fabularnym oraz zatartą granicę
pomiędzy faktami i wyobraźnią autorki. Powiedzmy sobie szczerze skonstruować
tak kryminał by czytelnik przepadł całkowicie na wstępie i wraz z bohaterami
szukał rozwiązania wcale nie jest proste. Czy jest recepta na to? Tak, po
prostu być mistrzem w fachu i dokładnie wiedzieć co chce się przekazać, można
sobie jeszcze tę poprzeczkę podnieść opierając się na rzeczywistych wydarzeniach
i dorzucając jeszcze detale na przykład z historii sztuki. Anna Klejzerowicz od
lat dokładnie działa według tego przepisu i w każdej książce jeszcze
dopracowuje szczegóły, dostrzegalne jest to w najnowszej książce, w jakiej już
na samym początku czytający zdają sobie sprawę, że przed nimi wielowątkowa
opowieść, ale co faktycznie przed nimi przekonują się z rozdziału na rozdział.
Tu nie ma prostych pytań i nasuwających się odpowiedzi, diabeł tkwi nie tylko w
niuansach, lecz również w historii splecionej z perfekcyjną fikcją literacką.
Żadnych przypadków, zamiast tego zabawa przysłowiowych kota z myszą, podsuwane
tropy, ślepe uliczki, chociaż czy na pewno? No i jeszcze przeszłość, łudząco
przypominająca obecne wydarzenia, czy to zbieg
okoliczności? W „Pustych ramach” mamy to, za co kochamy kryminały czyli
szaradę, w której nowe ślady stawiają pod znakiem zapytania dotychczasowe
ustalenia, a nawet jeżeli są ich potwierdzeniem to i tak kładzie się na nich
cień podejrzeń, że nie do końca nimi są. Dorzućmy jeszcze duszny małomiasteczkowy
klimat i tajemnice, jakimi nie dzieli się z obcymi. W finale otrzymujemy książkę dla jakiej bez
problemu odłożymy wszystko inne lub zarwiemy noc, bo kto odpuści rozwiązanie
takich zagadek?
Za możliwość przeczytania książki


.jpg)


.jpg)

