czwartek, 23 kwietnia 2026

Bestia

Nowość:

„Dom bestii”

Katarzyna Bonda

 

Fakty i fikcja zdają się mieć mało ze sobą wspólnego, stoją po dwóch stronach barykady. Jednak wcale nie tak rzadko to pierwsze przerasta to drugie. Prawdziwe wydarzenia częściej bywają kanwą dla tego, co ją naśladuje. Niestety rzeczywiste zło także jest bardziej mroczne i co istotniejsze rani dotkliwiej.

 

Czasem marzenia od dramatu dzieli tylko jedno – człowiek. Kiedyś Norbert miał marzenia i chciał innego życia niż widział wokół siebie. Czy takie pragnienie może prowadzić do zbrodni? Tak. Jedno słowo, za którym kryje się wiele przypuszczeń, lecz także niepodważalnych dowodów na deprawację. Jednak na pierwszy rzut oka, a nawet kolejne wszystko wygląda w miarę zwyczajnie, chociaż dostrzega się niepokojące sygnały, ale rozmywają się one w codzienności. Kiedy została przekroczona granica, za którą ofiara staje się sprawcą i zło zwycięża? Może nie ma jednego momentu, konkretnej chwili, niekiedy składa się na nią cały szereg wydarzeń, nakręcających zabójczą spiralę, ale ten, kto myśli, że to splot okoliczności nie dostrzega jak głęboko sięga motyw i oplata on mordercę. Dopiero śledztwo obnaża prawdę, niewygodną, brudną, zbudowanej na fundamencie kłamstw, przemilczeń, przymykania oczu na krzywdę. Szarość i czerń, w takim świecie obracał się Norbert i nauczył się jego zasad by przetrwać, a w końcu sam je tworzył, jeszcze brutalniejsze i pozwalające mu osiągnąć cel… po trupach!

 

Zbrodnia doskonała istnieje. Dokładnie do momentu aż ktoś wpadnie na jej ślad i powiąże z sobą tropy, jakie do tej pory nie zostały dostrzeżone. Zbrodniarz czuje się bezpieczny, lecz to iluzja stworzona przez niego samego. Bezkarność. Nie w tym przypadku, chociaż o włos może kara nie zostałaby wymierzona. Spektakularne śledztwo? Nie, ale za to skuteczne i to najważniejsze. Rzeczywistość bywa mroczniejsza i groźniejsza niż wydaje się większości. Właśnie taki jest „Dom bestii”, nie reportaż, lecz także nie fikcja literacka. Kryminał oparty na prawdziwych wydarzeniach. Nie wygładzony i nie przesadzony, fabularyzacja podkreśliła w nim zło, nie wyolbrzymiła, ale odkrywa detale, ginące w ogólnym obrazie, a przecież ona właśnie go budują. Katarzyna Bonda połączyła przysłowiową „prawdę czasu i prawdę ekranu czyli w tym przypadku prawdę literacką”. Nie ma przerysowania, za to czytelnicy otrzymują rasową powieść kryminalną opartą na zbrodniach i dochodzeniu, odkrywającemu, kto i dlaczego stoi za morderstwami. W „Domu bestii” nie ma uproszczeń, dowodów podanych na tacy lub znajdujących się ot tak na zawołanie. Za to jest śledcza praca, żmudna, daleka od filmowych skrótów, pełna frustracji i świadomości, że niedotrzymanie procedury, obejście prawa, wcale nie doprowadzi do szybszego zakończenia sprawy. W tej historii nie ma prostych wyborów, pójścia na skróty i to właśnie jest jej siłą. Odsłanianie tego, kto i co stoi za decyzją odebrania życia drugiemu człowiekowi, zacieranie tropów i równocześnie ich  poszukiwaniu są kanwą, na jakiej rysują się sylwetki postaci, konkretnych ludzi, realnych. To coś więcej niż rozwiązanie śledczej zagadki, to zbiorowy portret mordercy oraz tych, którzy idąc jego śladem w końcu wyprzedzili go, ze szczegółami i niuansami, tworzącymi wielowymiarowe sylwetki.


                                    Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:


 


poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Królewskie sekrety

Nowość:

„Wilczy Król”

Lauren Palphreyman

 

Kiedy wydaje się, że przed nami tylko jedna droga i to wcale nie przez nas wybrana los podsuwa inny kierunek. Niespodziewany, całkowicie inny i wymagający podjęcia szybkiej decyzji. Czy warto zaryzykować przyszłość, w jakiej wszystko jest już z góry wiadomo na coś całkowicie nieznanego?

 

Aurora jest piękna, mądra i doskonale wie, co to znaczy być córką króla. Doskonale zna cienie bycia na świeczniku, a do tego księżniczką. Wychowana w luksusie, ze służbą na zawołanie i jednocześnie wie, że jest kartą przetargową dla swego ojca. Zaaranżowany związek, w jakim będzie tylko pionkiem, jak do tej pory, bo ze zdaniem kobiet nikt nie liczy się. Co wydarzy się po jej porwaniu? Czy na północy, gdzie ludzie są barbarzyńcami może spotkać ją coś dobrego? A może wprost przeciwnie nadarza się okazja by zacząć piać całkiem nowy rozdział w życiu i to na własnych zasadach. Pytanie tylko czy komuś takiemu jak Aurora pozwolą na to, chociaż czy musi pytać o zgodę? Tamta noc przed jej ślubem zmieniała tak wiele, miała być jak as wyciągnięty z rękawa, lecz czy to jeszcze aktualne? Jej porywacz też okazuje się być nie do końca tym, za kogo go uważała. Za północną granicą intrygi i zwady polityczne wcale nie są czymś rzadkim, jednak na pierwszym miejscu jest zjednoczenie klanów. Jaką rolę odegra porwana księżniczka wśród tych, którzy są alfami? Jej rola miała by całkowicie inna, lecz uczuć nie da się tak łatwo oszukać jak myślała, zresztą ktoś jeszcze ma podobny dylemat. Czy dwóje tak różnych osób, do niedawna wrogów, zdoła pójść własną drogą i zdobyć to czego pragną, wbrew konfliktom wokół nich i zdradom?

 

Znacie tę szekspirowską aurę? Mroczną, niepokojącą, z dramatem czającym się za rogiem oraz już na wstępie ze skomplikowanymi emocjami i bezpardonową walką o władzę? Do tego dorzućmy aranżowany związek, pragnienie wolności oraz przede wszystkim niepokorną księżniczkę, mającą opanowaną dworską grę pozorów prawie do perfekcji. No i sam tytuł również nie jest bez znaczenia, ale na to przyjdzie odpowiedni moment, wcześniej niż później. "Wilczy Król" to ta kategoria lektur, w której jednocześnie chcemy poznać finał i nie chcemy by się skończyła. Na to drugie mamy prawie pięćset stron, a to pierwsze nadchodzi i tak w tym samym momencie, gdy głośno pytamy „kiedy drugi tom”? Co oznacza, że zaczniemy czytać odpowiednio wcześniej albo zarwaną noc mamy zagwarantowaną. Lauren Palphreyman zadbała by czytelnicy od razu poczuli klimat i już pierwsze strony dają przedsmak tego, co przed nami, ale okazuje się, iż dalej i głębiej czeka nas dużo więcej, natomiast zapowiedź zaostrza apetyt, jaki rośnie w miarę czytania i nie są to słowa na wyrost. Wątków przybywa, lecz są one tak poprowadzone by w pewnych punktach łączyły się, lecz wraz z odpowiedzią pojawiają się kolejne znaki zapytania. W tej opowieści nawet cisza coś znaczy, nie ma zapełniania przestrzeni nic nie wnoszącymi słowami, niuanse i tło dopełniają bohaterów i ich czyny. Jako drugi plan mamy surowy krajobraz kojarzący się nam z szkockimi pejzażami szkockich wyżyn, pełnych surowego piękna, ale i niedostępnych dla postronnych. Oczywiście nie brakuje wyrafinowanych intryg politycznych oraz zdrad i podstępów, w „Wilczym Królu” toczy się nieustanna gra oraz zmiana pozycji, to szachowa rozgrywka na mistrzowskim, gdzie pionkami są postacie. Jednak ich rola zaskakuje niejednokrotnie, bo władza wyzwala najgorsze i najlepsze cechy charakteru, słabi poddają się tym pierwszym, silni czerpią swoją moc z tych drugich, są i tacy, którzy wykorzystują jedno i drugie i zdają się być czarnym koniem w wyścigu po koronę. Jednak niektórzy potrafią uczyć się na błędach, swoich i cudzych…


                                     Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:





sobota, 18 kwietnia 2026

Ugryzienie

Nowość:

„Bitten”

Jordan Stephanie Gray

 

Życie bywa nieobliczalne i potrafi się całkowicie zmienić w ułamku sekundy. Wystarczy jedna decyzja, która okazuje się powodem całej lawiny zdarzeń i to takich, jakie zmiatają teraźniejszość. Potem już nic jest takie jak było.

 

Siedemnaście lat ma się tylko raz. To czas beztroski, zabawy i po prostu niemyślenia zbytnio o przyszłości. Vanessa co do tego ostatniego ma trochę inne zdania niż jej najlepsza przyjaciółka Celeste, lecz co może złego wydarzyć się podczas imprezy na plaży w takim miasteczku jak ich? Nic, poza może kilkoma wyskokami młodzieży, jakie nie są jakimś szczytem zła, a raczej podpadają pod młodzieńcze wybryki. Jednak ta noc zmienia wszystko dosłownie w kilka sekund, zamiast powrotu do domu dziewczyna trafia w całkowicie inne miejsce. Dwór Wilczej Królowej staje się jej schronieniem, chociaż to słowo jest na wyrost i mało wspólnego ma z jakimkolwiek bezpieczeństwem. Tutaj trzeba uważać na każdy swój krok, wypowiedziane słowa, a nawet myśli. Słabość zostanie wykorzystana przeciwko, liczą się jedynie ci, którzy potrafią się przystosować i przede wszystkim są posłuszni królowej. Czy Vanessa będzie w stanie podporządkować się dworskim zasadom? Zwłaszcza gdy wokół niej zaroi się od intryg, zdrad i uczuć, które mogą kosztować ją życie? Nie powinna zbytnio rzucać się w oczy i równocześnie musi pokazać, że ma w sobie coś unikalnego, a jeśli zwróci na siebie uwagę tego, kogo nie powinna i trafi w sam środek rozgrywki, jaka zatrzęsie w posadach dworskiego status – quo?

 

Dramatyzm, pełne rozmachu tło i równocześnie kameralne, magia i brutalne zasady. Jeżeli myślicie, że opis mówi wszystko o „Bitten” to szybko przekonacie się, że to nawet nie telegraficzny skrót tego, co czeka w książce, to jedynie zarys, z interesującym szczegółem i ogółem. Natomiast z kolejnymi stronami ten szkic nabiera barw, zdecydowanych i dalekich od delikatnych, pastelowych, a kreska staje się mocna, a sylwetki bohaterów nabierają wyraźnych kształtów. Jednak dostrzegamy również niejeden niuans, a wątki zawierają niejedną zagadkę. Autorka kluczy, zwodzi, tworzy iluzje, o czym przekonujemy się w momentach, gdy jesteśmy pewni, że już przejrzeliśmy jej plan na dalszy ciąg. No cóż co nieco może i zgadniemy, lecz i tak najważniejsze odkryjemy wraz z postaciami w chwili najmniej spodziewanej. Świat stworzony przez Jordan Stephanie Gray jest kontrastowy i to pod każdym względem, baśniowy i mroczny, pełen emocji  i równocześnie dramatyzm wcale nie jest tam wyjątkiem, a bardziej regułą, z twardymi prawami i surowo egzekwowanymi karami, lecz mający również niejeden sekret. Te przeciwieństwa są jednym z elementów fabuły, przyciągają uwagę, obrazują kontekst i jednocześnie napędzają akcję, w jakiej zwroty akcji karzą się szukać drugiego dna nieustannie. W „Bitten” na pierwszym planie są młodzi bohaterowie, pełni sprzecznych emocji i stawiani w sytuacjach gdzie wybór to jedynie pro forma, bo pójście inną drogą oznacza dotkliwą karę, lecz widzimy również prawdziwą wojnę o tron, bezpardonową i drapieżną, w jakiej nie bierze się jeńców. A kiedy już wydaje się, że wszystko jest już wiadome nadchodzi finałowy plot twist, po którym następuję pytanie „Kiedy drugi tom?”…

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

niedziela, 12 kwietnia 2026

Mroczna północ

Nowość:

„Północ na statku Celestial”

Julia Alexandra

 

Do czego jesteśmy zdolni wiemy dopiero gdy zostaniemy poddani próbie. Czasem to, co zdawało się porażką jest punktem wyjścia do całkiem nowego rozdziału, w którym odegramy główną rolę. Szansa, jaką dostaje się tylko raz w życiu wymaga odwagi i odrzucenia znanego na rzecz wielkiej niewiadomej, ale jeśli przynajmniej nie spróbujemy już jesteśmy przegrani…

 

Do bycia w centrum zainteresowania Roe Damarcus jest przyzwyczajona. Jej dar przyciąga uwagę, lecz ma też mroczniejszą stronę. Potrafi przywoływać zmarłych co wzbudza zachwyt w gościach, bawiących się na wytwornych balach organizowanych przez ojca dziewczyny. Jednak wszystko kończy się w dniu próby i talent do tej pory podziwiany staje się przekleństwem. Na statku Celestial, luksusowym i magicznym, jest wielu do niej podobnych, każdy z nich zrobi wszystko by móc jeszcze raz dostąpić próby. Tym razem nie jest gościem na pokładzie, a jedną z załogi. Wystarczy chwila nieuwagi by stracić szansę na powrót do uprzywilejowanego świata, zresztą o nią musi powalczyć, bo na Celestial rzeczywistość jest brutalna. Ale najgorsze przychodzi nocą, cienie okazują się śmiertelnym zagrożeniem, pytanie czy ktoś jeszcze? Tutaj wielu nosi maski i skrywa pod nimi swoją prawdziwą twarz oraz zamiary. Nie tak dawno Roe była na szczycie, teraz musi postawić na jedną kartę to, co jeszcze jej pozostało. Jeśli nie wygra straci swoją magię i może siebie również.

 

Nie każdy talent to błogosławieństwo, czasem niesie z sobą ogromną odpowiedzialność, a bywa, że zmienia się w przekleństwo, chociaż czy na pewno? Upadek czy cenna lekcja? Ta książka to coś więcej niż opowieść o magii, jest w niej dużo więcej mroku niż można by się spodziewać, a na wycieczkowe statki być może będziecie patrzeć z całkiem innej perspektywy. Tam gdzie kończy się kończy się wstęp, zaczyna się pierwszy rozdział, w jakim główna bohaterka właśnie staje przed takim wyzwaniem. Równocześnie musi stawić czoła sytuacji, jaka nie miała prawa wydarzyć się, lecz okazało się, iż najgorszy scenariusz właśnie ziścił się. Walka o przetrwanie, dosłowna i w magicznej otoczce to niejedno podwójne znaczenie w „Północy na statku Celestial”, spotykamy się z nim niejednokrotnie. Magia i uprzywilejowanie pokazują swoje ciemne oblicze, dalekie od prostej i jasnej z dziecięcych bajek. W tej odsłonie to rozgrywka, w której wydajemy się nam, iż znamy stawkę, lecz w miarę rozwoju akcji dostrzegamy wyraźny kontur tajemnic, skrywanych nie tylko pod pokładem. Ta historia wciąga fabułą, w jakiej nie tyle są niespodziewane zwroty akcji, co niejedno nie jest takie jak myślimy i zaskakuje nas nie tylko w najmniej spodziewanym momencie, lecz przede wszystkim zrzuca maski, co zmienia nasz punkt widzenia, gdy już myślimy, że właśnie dostrzegliśmy co kryje się za jednym z sekretów. „Północ na statku Celestial” jest wielowątkową opowieścią o złu pod przykrywką dobra i dobra, uważanego za zło, ale to nie wszystko, a przedsmak tego, co czeka czytelników w tej lekturze, gdzie nie ma półśrodków i każdy krok powinien być nieprzemyślany, bo za błędy można stracić życie albo swoją duszę.

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

sobota, 11 kwietnia 2026

Sekret gór

Nowość:

„Oszast”

Grzegorz Mirosław

 



Nie budzić demonów, one żywią się nie tylko strachem, ale krwią tych, którzy nieopatrznie wyrwali je z letargu... Wcale nie gdzieś daleko, ale w miejscu trochę na uboczu, gdzie natura jeszcze ma głos. Jednak ten, kto zrobi krok w złą stronę i da się zwieść może już nie wrócić do cywilizacji.

To miał być rodzinny wyjazd na Słowację. Ten plan jednak skończył się nim jeszcze właściwie rozpoczął się. Co wydarzyło się podczas podróży, że Jan Stelmach znalazł się górskiej drodze nie pamiętając ostatnich chwil. Jego żona i dziecka zniknęły, a on jest sam i zakrwawiony. Wygląda jak ofiara, ale czy jest nią? Wokół niego pojawiają się podejrzenia, a niewinność staje pod znakiem zapytania. Oszast kryje niejeden sekret i właśnie jeden z nich pojawił się na horyzoncie, a sięga on w przeszłość i w legendy przekazywane z pokolenia na pokolenie. Wielu już zaginęło na tym terenie, w końcu to góry i bardzo trudny teren, jaki nie wybacza błędów, ale czy tylko one stoją za tymi zdarzeniami? Stelmach jest mordercą czy pojawił się po prostu w niewłaściwym miejscu i czasie? Gdzie jest jego żona i córeczka? Odpowiedzi są ukryte w Oszaście, ale ten łatwo nie zdradza swoich tajemnic, od dekad, a nawet setek strzeże ich oraz tych, którzy za nimi stoją. Jaką cenę płaci się za ich wyjawienie i kto korzysta z górskiego schronienia?

Gdzieś tam kryje się zło. Demon nigdy nie zasypia, a rozum dawno już przegrał z mroczną stroną. Oszast to coś więcej niż punkt na mapie, niektórzy dostrzegają jego istotę, kiedy na ucieczkę jest zbyt późno. Krótkie ramy czasowe i wbrew pozorom mroczno-kameralny klimat, chociaż na pierwszy rzut oka taki nie wydaje się. Zresztą to jedna z całego szeregu zalet historii, gdzie kontrastowość uwidacznia się bardzo szybko, tak samo jak i jej wyrazistość. Mocną kreską zarysowani są bohaterowie, ci drugoplanowi także, oraz tło, majestatyczne i dzikie jednocześnie. „Oszast” jest wirtuozerskim połączeniem kryminału i thrillera, bo wbrew pozorom nie są one dla siebie synonimami, chociaż wiele mają wspólnego ze sobą. Zło na początku jest odległe, natomiast zagadka pojawia się bardzo szybko, nim tak naprawdę poznamy postacie, lecz z każdym kolejnym rozdziałem, ba nawet z kolejnymi kartkami książki jedno z drugim zazębia się, jednak nie jest to oczywiste, a bardziej gdzieś pomiędzy wierszami. Grzegorz Mirosław nie podaje czytelnikom niczego wprost, to, do czego uchyla rąbka jest jedynie fragmentem i my to doskonale wiemy, ale ten kawałek przyciąga wzrok, nie pozwala oderwać się. W ten sposób wchodzimy coraz dalej i głębiej w opowieść, gdzie każdy detal może być wskazówką bądź ostrzeżeniem albo nitką, jaka nas zaprowadzi do rozwiązania. Oczywiście to nie takie proste i jednocześnie dużo trudniejsze niż myśleliśmy na wstępie. Nie ma pewników, kolejne teorie bardzo szybko rozsypują się jak domki z kart, jedno zdaje się być oczywiste – coś wydarzyło się, a Oszast był świadkiem czy niemym? To jedno z wielu pytań, a podstawowe czyli co miało miejsce rewolucyjnie zmienia się na naszych oczach. Atmosfera bardzo szybko gęstnieje, tak samo jak i sieć podejrzeń, a rzucane oskarżenia nabierają zabójczego charakteru. Coś jeszcze zarysowuje się, przeszłość ze swoimi demonami, jakie zdają się być legendą, o jakiej się mówi, lecz ona jest zakorzeniona bardziej niż ktokolwiek przypuszcza. Ten, kto odwraca głowę od tego, co było nie zauważa tego, co ma przed oczami, a to już prosta droga do piekła i potworów, nie mitycznych, lecz ludzkich.

                                          Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję: