środa, 1 lipca 2026

Kiedyś i teraz

Nowość:

„Na fali wspomnień”

Magdalena Witkiewicz

 

Przeszłość często jest pełna nostalgii, lecz także niedokończonych spraw. Niekiedy tli się w nas niepewność, co do scenariuszy, które nigdy nie urzeczywistniły się lub gdzieś kołacze się w głowie pytanie „a gdyby tamto lato potoczyło się inaczej?”. Uchylić drzwi do tego, co było czy domknąć je?

 

Poukładane i udane życie też czasem ma wyblakłe kolory. Monika naprawdę dużo osiągnęła, lecz czy cena za to nie jest zbyt wysoka? A to po prostu ulega tęsknocie za czymś, co w ogóle nie miało miejsca i jedynie jest projekcją nastoletnich marzeń? Jedno jest pewne niektóre uczucia wymagają zastanowienia się, sprawdzenia dokąd mogą doprowadzić jeśli posłucha się tego co szepcą, już nie cicho, lecz głośniej i mocniej niż kiedykolwiek wcześniej od tego pamiętnego lata. Nie da się cofnąć czasu, ale może trzeba stawić czoła temu, co kiedyś zostało niedopowiedziane, zawieszone z jakiś powodów? Doświadczenie życiowe, minione lata, a nawet dekady na każdym odcisnęły swój ślad, jednak tamto lato także wpłynęło na wszystkich. Czy teraz nadszedł moment by wrócić i zweryfikować wspomnienia? Ile będzie kosztowało spojrzenie na siebie i bliskich z innej perspektywy? Łatwo oceniać innych, lecz Monika też dokonywała wyborów lub wstrzymywała się od nich, teraz ma szansę skonfrontować siebie z teraźniejszości i dziewczyną sprzed lat. Jaki będzie wynik tego powrotu do letnich dni sprzed lat kobiety starszej o trzy dekady i z życiowym bagażem, który zastąpił dawne marzenia?

 

Kto z nas nie ma wspomnień, do jakich wracamy od czasu do czasu chcąc spotkać ludzi, jacy są ich częścią. Niekiedy to nostalgia, kiedy indziej pojawiające się pytanie „co by było gdyby?” lub też jakaś niezakończona sprawa. A jeśli tak skonfrontować się z przeszłością? Jeszcze raz wejść do tej samej wody, chociaż doskonale wiemy, że to już nie to samo, gdyż czas nieubłaganie upłynął, lecz może uda się ukoić tę niewypowiedzianą tęsknotę i na chwilę powrócą tamte dni? Kto jak nie Magdalena Witkiewicz po mistrzowsku potrafi oddać takie właśnie rozterki i refleksje z nich wypływające? Nie ma w nich zbędnych elementów, lecz jest wszystko to, co sprawia, iż są prawdziwe. Głębia, wielowarstwowość, barwność i niuanse, jest w nich miejsce również na zawahanie i niepewność. Jednocześnie są odczuciami bohaterów i naszymi własnymi, znajomymi, co nie oznacza, iż oswojonymi, bywają niewygodne, czasem burząc wygodne półprawdy oraz skłaniają do zastanowienia się nad naszymi wyborami. „Na fali wspomnień” to nie powieść rozrachunkowa, a otwierająca drzwi nie tyle do tego, co było, a bardziej do tego, co nie zostało powiedziane i do czego, nie doszło. Pewna część przeszłości dostaje okazję by dojść do głosu, wypowiedzieć się, a bohaterowie korzystają z niej na własnych zasadach. Kiedyś i teraz, jak porównać wydarzenia gdy miało się osiemnaście lat i gdy się ma trzy dekady więcej? Wtedy było się prawie białą kartką, obecnie jest już na niej sporo zapisków. Magdalena Witkiewicz perfekcyjnie łączy z sobą emocje po tym, co przeminęło, nie było dane albo nie dostało prawa głosu z współczesnymi dylematami. Nie ma głośnych krzyków, wyrzutów, są za to trudne decyzje podejmowane co można stracić, błędy, jakie miał być niepowtórzone, ale i przyznanie się do nich. Po prostu opowieść o życiu, które potoczyło się taką nie inną drogą, nie złą, gorszą, po prostu inną, na jakiej pojawia się skrzyżowanie z tym, co już wydarzyło się i zakrętem, za którym czekają nas konsekwencje wyborów, podejmowanych w bieżącej chwili.

 

                                       Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:



wtorek, 23 czerwca 2026

Trudna prawda

Nowość:

„Stosy kości”

J.D. Kirk

 

Zło rzadko kiedy uderza na ślepo, chociaż nie zawsze stoi za nim dopracowany plan. Niekiedy wystarczy okazja, chwila nieuwagi kogoś innego lub po prostu splot okoliczności, jaki w innej sytuacji nie przyniósł niczego negatywnego. Jednak w tej konkretnej sytuacji nic nie działa na rzecz ofiary, co wykorzystuje ten, który zamierza skrzywdzić. Prosty schemat na pierwszy rzut oka, lecz za tym kryje się dramat…

 

Zaginięcie dziecka  stawia w najwyższej gotowości policję, liczy się czas, bo odliczanie już się rozpoczęło i trzeba zrobić wszystko by odnaleźć je jak najszybciej. Starszy komisarz Jack Logan ma doświadczenie w takich sprawach i osiągnął spektakularne wyniki w ich rozwiązywaniu. Najnowsze dochodzenie zdaje się stawiać pod znakiem zapytania te dokonania. Łudząco przypomina porwania zakończone zabójstwami, ale przecież sprawca został ujęty i to właśnie Logan do tego doprowadził. Zaistniała pomyłka śledcza czy ktoś naśladuje dawne zbrodnie? Czas ucieka, rodzice są na skraju załamania, dziennikarze zadają zbyt dużo pytań i żądają odpowiedzi, jakie są jeszcze nieznane. Presja rośnie z godziny na godzinę, niewygodne myśli pojawiają się coraz częściej, poszlaki wskazują kilka kierunków dochodzeniowych, ale wciąż nic nie jest pewne, a wątpliwości są coraz silniejsze. Jednak Jack nie zamierza się nikomu tłumaczyć, wie, co wydarzyło się kiedyś i o jaką stawkę walczy obecnie. Tego policjanta nie zatrzyma żadna przeszkoda, potrafi przyznać się do błędu, nie zawsze wprost, lecz w końcu ważne są intencje, czyż nie? A te przy tym porwaniu są jasne, będzie zrobione dosłownie wszystko by dziecko wróciło do domu!

 

Malownicze szkockie Higlands, pełne uroku i surowości, wprost stworzone do filmowych kadrów. Tym razem są tłem dla mrocznego kryminału, rasowego, pełnego ostrych kadrów, w którym nie ma miejsca na uprzejmości, a w samym centrum jest śledztwo i ofiara, cała reszta jest temu podporządkowana. Naturalnie to nie wszystko, a jedynie wstęp, mocny i działający na wyobraźnię tym, co stoi za pierwszymi wydarzeniami, bo niezbitych faktów na razie znamy, lecz już one same już uruchamiają ciąg przyczynowo-skutkowy. To drugie stanowi wielką niewiadomą, chociaż zauważamy pewne poszlaki, chociaż mają dwa oblicza, przeczące sobie nawzajem. Teraz czas na główną postać, starszy inspektor Jack Logan, jaki widział za dużo i zna ludzie lepiej od tej gorszej strony niż lepszej, wciąż widzi cień z przeszłości, jaki nie pozwala mu zamknąć drzwi do niej. Autor coraz mocniej zaciemnia obraz, pojawiają się znaki zapytania, a wątpliwości jeszcze każą zastanowić się czy dochodzenie opiera się właściwych założeniach. „Stosy kości” nie mają czarno-białej fabuły, prostych pytań i łatwych wyborów, przewidywalność to, coś co nie występuje w tej historii. Pewność rozmowa się w strugach deszczu, ferowane sądy zdają się być dalekie od prawdy, a jednak czytelnik wierzy, iż stróż prawa podąża właściwą ścieżką. J.D. Kirk zbudował sylwetkę postaci z mocnych elementów: intuicji, wiary w siebie, postępowaniu zgodnie ze swoimi zasadami, silnego indywidualizmu, ale potrafiącego działać w zespole, gdy zachodzi taka potrzeba. Detektyw jak z kryminału noir, chociaż nie do końca, ale wpisujący się w jego ramy na indywidualnych prawach Coraz mocniej wyczuwa się napięcie, atmosfera zagęszcza się i w końcu, kiedy dochodzi do odsłonięcia finalnego obrazu widzimy jak wszystkie warstwy zazębiły i równocześnie dostrzegamy, że cień przeszłości nie zniknął i wciąż będzie obecny, chociaż drzwi do przeszłości zamknęły się.


Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:



piątek, 19 czerwca 2026

Gra

Nowość:

„Forced”

Monika Magoska-Suchar

 

Cień dostrzegamy zazwyczaj dopiero wtedy kiedy już dawno pojawił się obok nas. Ludzie kryjący się za nim wykorzystują go do własnych celów. Niekiedy jednak ma on ukryć dużo więcej niż ktokolwiek spodziewa się i nawet ci, którzy go wykorzystują nie wiedzą wszystkiego o nim.

 

Adrenalina, chłodna kalkulacja, plan i działanie. Życie Bezimiennego od lat toczy się od zadania do zadania, poza pracą nic nie liczy się. Najnowsza misja nie jest podobna do innych, bo tam gdzie jest polityka większość zasad to jedynie puste słowa kierowane do wyborców. Walka o władzę jest brutalna i nikt nie bierze w niej jeńców, a ofiary po prostu znikają. Czy w takich okolicznościach uda się osiągnąć wyznaczony cel, zwłaszcza gdy pojawia się Astrid Dulles, ktoś równocześnie funkcjonujący w tym świecie, lecz nie będący częścią tej mrocznej układanki? Tych dwoje stanowi dla siebie śmiertelne zagrożenie, ryzykują zbyt dużo dla czegoś, co dla innych jest słabością i daje możliwość ataku, ale czy tak jest rzeczywiście? Sekrety są obosieczną bronią, jeśli się o tym zapomina cios nadejdzie w najmniej spodziewanym momencie i ze strony gdzie nigdy nie było zagrożenia…

 

Sekrety, polityczna fikcja, uczucie, zdrada, spiski na najwyższych szczeblach władzy. Nie, to nie jest wysokobudżetowy film akcji, a najnowsza książka Moniki Magoskiej – Suchar. Kulisy władzy, te brudne, o jakich nikt głośno nie mówi i ukrywanie niewygodnych faktów, wykorzystywanie zaufania społecznego pod płaszczykiem pełnienia służby dla narodu dla własnych, brudnych, interesów i właśnie w taki świat wkracza z misją Bezimienny, agent nie mający przeszłości, niezwykle skuteczny. To pierwsza warstwa, pełna sekretów, gdzie zdrada to oczywistość, zaufanie jest wadą, natomiast jakiekolwiek nieposłuszeństwo karane jest śmiercią. Druga wydaje się z całkiem innej bajki czyli piękna kobieta, będąca w samym środku intryg, ale czy ich świadoma mimo tego, iż jest córką dyrektora FBI? Zaczyna robić się więc jeszcze ciekawiej niż przed momentem, a to dopiero wstęp do historii gdzie rzadko czego można być pewnym, poza tym, że prawda ma niejedno oblicze, a miłość potrafi pokonać niejedną przeszkodę, ale czy także zło, wychodzące spod ręki tym, którym najbardziej ufa się. Jeśli lubicie kontrastowe wątki, szybką akcję, niespodziewane zwroty oraz mocną kreską zarysowane postacie to „Forced” będzie lekturą, z którą spędzicie doskonale czas. W tej historii nie ma miejsca na nudę, za to jest opowieść o ludziach wchodzących w relacje rzucających wyzwaniu wszystkiemu, co było dla nich do tej pory oczywiste. To również motyw nieoczekiwanego stawianie przez bohaterów czoła własnej tożsamości, pragnieniom i odpowiadaniu na pytanie kim tak naprawdę jesteśmy i czego tak naprawdę chcemy od życia. Autorka łączy sferę prywatną z politycznymi rozgrywkami na szczytach władzy, czytelnicy stają się obserwatorami szarady, gdzie ludzie są jedynie pionkami w rękach polityków, chociaż czy i oni nie są czyimiś marionetkami? 


                                                  Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:

Autorce - Monice Magoskiej-Suchar
oraz
 

wtorek, 16 czerwca 2026

Ukryta prawda

„Ukryta natura”

Nora Roberts

 

Czasem by pokonać własne demony trzeba się zmierzyć z cudzymi. Kiedy wychodzi się ze strefy komfortu to, czego baliśmy się bywa, że okazuje się mniej groźne, łatwiejsze w przezwyciężeniu. Jednak należy pamiętać by być czujnym, bo łatwo nasz lęk wykorzystać przeciw nam, ale to również może być nasza broń…

 

Kilka sekund niekiedy dużo zmienia w życiu. Sloane doświadczyła tego niedawno i teraz wie jak ono jest cenne oraz jak niewiele potrzeba by je stracić. W gronie bliskich dochodzi do zdrowia, powoli, krok za krokiem zamiast szybko. Odpoczynek dla kogoś tak aktywnego nie jest łatwy, jak się okazuje ma swoje plusy. Spokojna okolica i znajome twarzy dają poczucie bezpieczeństwa, w końcu to małe miasto, gdzie nic nie dzieje się. Poza jednym, znika młoda kobieta i okazuje się, że to nie pierwszy taki przypadek. Sloane patrzy na tę sprawę trochę inaczej nie większość, z racji bycia policjantką zaczyna się interesować tą sprawą. Wystarczy skrawek informacji, coś niepokojącego, co dostrzegamy i zapamiętujemy, nie z jakiegoś konkretnego powodu, ale intuicja wychwytuje niepokojące sygnały. Właśnie tego doświadcza kobieta i gromadzi tropy. Pomaga jej sąsiad i rodzina, wychwytują niepokojący wzór. Czy to możliwe, że tak urokliwe miejsce ma inne oblicze? Tu nikt nie spodziewa się zagrożenia, a przecież wystarczy chwila by ktoś odebrał nam to, co najcenniejsze. Co kryje się w sercu gór i czy da się odkryć prawdę nim będzie za późno?

 

Dwie bohaterki, jedna na pierwszym planie, druga nieco z tyłu. Codzienność, małe miasteczko, zwykłe troski i radość z mniejszych i większych rzeczy. Nic nadzwyczajnego, ale otula czytelników dobrymi emocjami, wywołującymi uśmiech na twarzy. Gdzieś obok, niedaleko dochodzi do niepokojącego zdarzenia, jednego, drugiego, trzeciego. Piękne krajobrazy, raj dla turystów spragnionych ciszy i spokoju oraz kogoś, kto wykorzystuje to oddalenie od wielkomiejskich skupisk do swoich planów, dalekich od sielankowej rekreacji. „Ukryta natura” to tytuł doskonale oddający fabułę, odnoszący się do kilku wątków i za każdym razem trafiający w sedno. Motyw thrillera nie jest na pierwszym planie, ale nie stanowi dodatku, widoczny jest raz mocniej, raz bywa cieniem, czasem pojawia się między wierszami bądź na chwilę, by za moment odgrywać główną rolę. Zaraz potem znowu usuwa się na bok, lecz nie znika. Nora Roberts nie czyni z dochodzenia osi akcji, to jedna z jej sił napędowych, nieodłącznie splecionych z warstwą obyczajową. Na naszych oczach zazębia się spokojny świat miejscowości turystycznej, z mroczną stroną ludzkiego umysłu. Coś nie daje spokoju, ktoś zaczyna łączyć z pozoru niepowiązane z sobą informacje, ale życie toczy się dalej, pojawiają się nowe znajomości i uczucia, zmieniają się pory roku, jednak śledztwo trwa. Tropy są sprawdzane, brane pod przysłowiową lupę, przecież nic nie dzieje się bez przyczyny, a od tego krok do schematu. Widzimy jak wiele da się ukryć przed innymi i równocześnie jak dużo nie dostrzegamy, chociaż mamy to prawie na wyciagnięcie ręki. Pisarka pokazuje również co znaczy rodzina i dom, także pojmowane w wypaczony sposób i znowu zauważamy prawdę schowaną pod pozorami.

niedziela, 14 czerwca 2026

Misja: Tartar

„Ja, potępiona”

Katarzyna Berenika Miszczuk

 

Sploty okoliczności bywają zaskakujące i całkowicie zmieniające to, czego raczej zmieniać nie chce się. No cóż zapobiec im trudno, a czasem bywa to wręcz niemożliwe. Wystarczy jedno małe nieporozumienie albo brak informacji i dokonuje się nieoczekiwana zmiana. Pogodzić się z sytuacją czy próbować odwrócić sytuację? Jeśli jedno i drugie jest niemożliwe to trzeba znaleźć trzecie wyjście, a gdy go nie ma? Nie pozostaje nic innego jak poruszyć niebo oraz piekło i je znaleźć!

 

Diablica, anielica i … potępiona. Jak na jednego człowieka to trochę dużo, nawet można by rzec, że dużo za dużo. Jednak jest małe, nie takie małe, „ale” i ma na imię Wiktoria. To już powinno wiele powiedzieć lub przynajmniej dać do myślenia, kto był zamieszany w taki obrót spraw czy to naprawdę za wiele. Niebo i piekło było do zniesienia albo nawet więcej niż to, lecz Tartar jest punktem na niecodziennej mapie peregrynacji śmiertelniczki z pewną iskrą nie do przyjęcia. Co jak co, ale tu są potrzebne zdecydowane kroki czyli ucieczka, tyle, że nikt nie uciekł z tego miejsca. Tak, to nie był dobrowolna podróż, trzeba więc być znowu tą, która wyznaczy nowy szlak. Zaprzyjaźnione diabły, aniołowie również, powinni być pomocni w tym temacie, lecz czy będą? Pytanie może powinno być brzmieć co z tego wyniknie, zwłaszcza, iż Tartar to adres obecnego zamieszkania między innymi Nerona, Stalina i Elżbiety Batory. Towarzystwo bardzo mocno kontrowersyjne, a upływ czasu wcale nie podziałał na ich charaktery, i co więcej mordercze zapędy, łagodząco czyli łatwo już było. Pozostaje więc działanie niestandardowe, pomoc Beletha byłaby co najmniej wskazana, ale gdzie on się podziewa? Sprawę należy załatwić po swojemu i trzymać kciuki za powodzenie, gdyż Wiktoria zdążyła podpaść pewnej krwiożerczej damie i chyba nie jedynie jej.

 

Piekło już było, w niebie zamieszanie zrobione, cóż więc pozostało? Tartar pozostał, a główną rolę odgrywa Wiktoria, bohaterka o wielu przymiotach i talentowi do wpadania w kłopoty, za sprawą własnych i diabelskich wpadek. Nowa odsłona perypetii śmiertelniczki i jej diabelskich oraz anielskich znajomych. Podobno gdzie diabeł i jak wiemy już anioł nie mogą sprawić zamieszania tam pojawia się bohaterka spod pióra Katarzyna Bereniki Miszczuk. Tu nie ma miejsca na spokój, chociaż refleksje pojawiają się, lecz dominuje akcja i reakcja, a gdzieś w tle, między wierszami coś o wiele potężniejszego. Doskonała zabawa gwarantowana, dialogom daleko do nudy, a czarny humor jak najbardziej obecny, tak samo jak i ten sytuacyjny. Oprócz głównej bohaterki mamy również całą plejadę postaci, wcale nie anonimowych, ale ich przedstawienie z nowej perspektywy okazuje się naprawdę kreatywne. Zresztą trzeci tom to prawdziwa „jazda bez trzymanki”, tu nie ma czegoś takiego jak „nie da się” i „ nie można”. Owszem da się i można, Katarzyna Miszczuk pokazuje, że nawet niebo i piekło nie są granicą, pozostaje teraźniejsza destynacja bohaterów, ta okazuje się równie intrygująca i daleko jej do tego, czego moglibyśmy przypuszczać. W „Ja, potępiona” nie ma przewidywalności, rozrywka i owszem oraz pewna łamigłówka do rozwiązania, od niej wiele zależy i tu pisarka rzuca wszystkim niezłą zagwozdkę. Czy zostanie rozwiązana? Z pewnością nie jest tak oczywista jak by się wydawało i widać to w fabule, lecz oczywiście na pierwszym miejscu zgodnie z tytułem jest postać skupiająca na siebie uwagę wszystkich i z tej roli nie wychodzi ani na moment. Jak czyta się tę lekturę? Szybko, chociaż chce się wydłużyć, lecz pojawia się nieustannie pytanie „co jeszcze wydarzy się?”, ze śmiechem i bez zbędnych przerw.


                                 Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję: