środa, 14 października 2026

Zamknąć za sobą drzwi

Patronat

Nowość:

„Wróżda”

Małgorzata Micior

 

Czasem przeszłość wciąż jest obecna w teraźniejszości. Jeśli nowy rozdział w życiu ma zostać zapoczątkowany bez złowrogiego cienia dawnych wydarzeń muszą zostać podjęte radykalne kroki. Nie da się zamknąć do niej drzwi licząc na to, iż zło nie powróci…

 

Czy da się zapomnieć o najgorszych w życiu chwilach i ruszyć dalej nie oglądając się za siebie? Klara i Anastazja nawet nie próbują tego pierwszego, bo nie da się usunąć z pamięci tego, co było ich udziałem. Natomiast co do drugiego, po prostu muszą spoglądać kto za nimi podąża gdyż to kwestia czasu kiedy ktoś będzie chciał je skrzywdzić. Siostry rozdzielone w dzieciństwie, które połączyły więcej niż dramatyczne wydarzenia, teraz stawiają czoła rodzinnym więzom i tego, co z sobą niosą. Ich największym wrogiem jest brat, powinien być im najbliższy, jest brutalnym przeciwnikiem mającym jeden cel i dążącym do jego realizacji bezwzględnie. Komisarz Marek Hardykowski mierzy się z serią morderstw. Już jedne zabójstwo nie jest codziennością, a co dopiero kilka powiązanych z sobą i z niecodziennymi śladami. Gdzie doprowadzą policję pozostawione tropy? Niekiedy zagrożenie jest bliżej niż ktokolwiek podejrzewa i jak ma to w zwyczaju atakuje znienacka. Klara i Anastazja wiedzą o tym doskonale, a Hardykowski dopiero przekona się o jego podstępności. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a ten kto za tym stoi zdaje się być przekonanym, iż on ma przewagę nad wszystkimi. Czy tym razem zwycięży mroczna strona?

 

W tej historii nie ma półśrodków. Zło jest wyraźne i jego cel jest jeden. Gra nie rozpoczyna się od nowa, bo ona wciąż trwała, ale na innym poziomie, wyższym, z równie morderczymi zasadami. „Powrozy” pokazały jak mroczna strona ludzkiej natury rodzi się i odziera z człowieczeństwa, aż do momentu, gdy pozostaje jedynie potwór z twarzą człowieka. „Wróżda” ilustruje jak osacza się ofiarę, słowo po słowie, gest po geście, aż do momentu, kiedy traci to, co najcenniejsze. Jednak w życiu rzadko występują prosty podział na czerń i biel, pojawia się czerwień krwi i szarość, która bywa często walką o wszystko, bezpardonową, bo życie tak łatwo nam odebrać. Pojawia się też pytanie ile granic są w stanie przekroczyć bohaterowie by ocalić siebie i innych. Małgorzata Micior łączy dwa gatunki w opowieść, w jakiej nie mroczna strona wydaje się znana, podobnie jak i jej przeciwieństwo, lecz łączą je nici wcale nie tak łatwe do zerwania. Dodajmy do tego atmosferę niepewności kiedy zło po raz kolejny uderzy i gdzie pojawi się. Strach przed konkretna osobą i lęk przed tym, co nieuchronne i czemu będzie trzeba stawić czoła, gdyż nie ma innej drogi ucieczki poza jedną, ale jej cena jest wysoka. „Wróżda” to thriller kryminalny, w jakim obserwujemy z jednej strony śledztwo, a z drugiej strony bohaterowie są w stanie oczekiwania na atak, nieuchronny i nie do przewidzenia. Co wyróżnia tę książkę od innych? Dopracowanie w każdym szczególe, budowanie napięcia oraz misterne połączenia wątków detalami niespotykanymi zazwyczaj. Tu nic nie pojawia się bez powodu, każdy ruch postaci ma znaczenie, a nawet najmniejsze decyzje w końcowym rachunku okazują się istotne. Autorka po mistrzowsku pokazuje do czego zdolny jest człowiek kiedy czyni zło i gdy broni się. Czasem jest się zmuszonym przekroczyć nieprzekraczalną granicę, bo zasady zostały złamane przez wroga.

                                            Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:
Małgorzaciew Micior

poniedziałek, 12 października 2026

Paris, Paris

Nowość:

„Paryż. Lata 20, lata 30. 

Taniec na wulkanie”

Marta Orzeszyna

 

Istnieje od wieków. Zmieniają się epoki, rządy, kolejne pokolenia następują po sobie. Monumentalne zabytki, urokliwe uliczki i światła, podkreślające magię miasta. Paryż. Jedno słów i tysiące skojarzeń. No i lata dwudzieste oraz trzydzieste ubiegłego roku, dwie dekady pełne przełomów, sprzeczności, nowych kierunków w szeroko pojętej sztuce, kulturze, zasadach społecznych.

Czy w historii były dwa dziesięciolecia, następujące po sobie, które jednocześnie zmieniły wszystko lub prawie wszystko i jednocześnie nadały kierunek na kolejne dziesiątki lat? Początek to koniec Wielkiej Wojny, jak wówczas nazywano Pierwszą Wojnę Światową, natomiast finał został wyznaczony przez wybuch Drugiej Wojny Światowej, a pośrodku jeszcze Wielki Kryzys. Ogromne kontrasty i równocześnie fundamenty pod epokę pełną buntu i niepokorności wobec zasad. No i teraz wchodzi na scenę Paryż, miasto świateł, mody i bohemy, ale oczywiście to ogromny skrót myślowy, bo kryje się za nim jeszcze nieodłączny skandal, polityka oraz nauka, chociaż to i tak nie wyczerpuje całej listy. Olśniewający, jedyny w swoim rodzaju, prawdziwy wzorzec rozmachu i glamour, po prostu ich definicja. Ale co tak naprawdę kryje się w paryskiej historii dwudziestolecia międzywojennego? Marta Orzeszyna doskonale odsłania znane i nieznane oblicza tego fascynującego okresu z każdej strony. „Paryż. Lata 20, lata 30. Taniec na wulkanie” to nie skrót i wyłącznie ciekawostki, tak naprawdę lektura zaskakuje nas na każdym kroku swoim rozmachem tematycznym. To nie prosta monografia, a wielowymiarowy portret miasta uchwycony w barwnych dekadach i momencie, jaki zapisał się w światowych dziejach niezwykle mocno. Równocześnie występuje kultura i polityka, haute cuture i wynalazki, rewolucja i konserwatyzm, można by wymieniać, a i tak pojawią się kolejne przykłady ukazujące istotę paryskiej magii. Jednak uderza nas podczas lektury jak bardzo autorka dołożyła starań by czytelnicy dostrzegli istotę miasta, którego jednym z najlepszych odzwierciedleń były właśnie szalone lata dwudzieste i taniec na wulkanie lat trzydziestych dwudziestego wieku. Łatwo jest rzucać datami, przywoływać ówczesne ikony, trudniej natomiast przekazać portret świata, jakiego już nie ma, lecz który odcisnął tak wyraźny ślad oraz stał się inspiracją na kolejne dekady.

 

                                            Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:

 

wtorek, 6 października 2026

I nic już nie będzie takie jak było

Nowość:

„Wurdolak”

Robert Ziębiński

 

Ciemność nie nadchodzi od razu. Pojawia się falami coraz mocniej rysując się na horyzoncie. Wydaje się znana i oswojona, ale czy na pewno tak jest? Może to jedynie zręczna iluzja, oszukująca zmysły oraz rozum, by coś ukryć?

 

Czarny Staw raczej nie jest spokojnym miejscem, chociaż większość jego mieszkańców zdaje się tego nie zauważać. Ci, którzy dostrzegli mroczniejszą stronę miasteczka walczą z tym, co niewidoczne, ale wciąż wpływający na wszystko i wszystkich. Tym razem paczka przyjaciół zdaje się być przygotowana na kolejna rundę z odwiecznym złem. Stoczyli już kilka potyczek i sądzą, że wiedzą z czym przyjdzie im się mierzyć, ale czy na pewno tak jest? Tym razem są czujni, starają się przewidzieć co może wydarzyć się, a jednak niepokojące zdarzenia są coraz częstsze coraz bardziej niepokojące. Tak jakby zło nie tylko nabrało sił, lecz i dojrzało. Coraz mocniej odczuwalna jest jego siła i przebiegłość. Jak nie zostać za nim w tyle i zyskać przewagę? Czarny Staw po raz kolejny staje się miejscem walki, ale przeciwników jest coraz więcej, sprzymierzeńców natomiast ubywa. Czy można stawić czoła temu, co najgorsze, kiedy tak wielu jest tego nieświadomych? Cena za bycie odważnym bywa bardzo wysoka, może zbyt wysoka dla niektórych.

 

To już nie jest opowieść z pogranicza, bo granica została wyraźnie przekroczona, pytanie tylko czy jeszcze da się zza niej powrócić? Mrok przeszedł w ciemność, taką z gatunku gęstych, wciągających tak, że każdy ruch jedynie pogarsza sytuację, ale to widzi się dopiero po czasie, oblepiającą wszystko i przede wszystkim wszystkich. Czytelnicy dostrzegają zło, okrzepnięte jak się okazuje niedające za wygraną, a jedynie biorące głęboki wdech, kiedy nastąpi wydech czy zmiecie wszystko wokół siebie? „Wurdolak” ma w sobie to, co zainteresowało nas w poprzednich częściach, ale to nie prosta kontynuacja, opierająca się jedynie na sprawdzonych wątkach, one są poprowadzone dalej, ale od nich odchodzą nowe. Prawdziwa pajęczyna, wpierw prawie niewidoczna, później wydająca się mało groźna, a kiedy pokazuje się w całości nie można się już z niej wydostać. Pułapka doskonała. Robert Ziębiński łączy intrygujące fragmenty w opowieść, gdzie strach ma konkretne imiona, zdziera maski normalności i pokazuje rzeczywistość z filtrem zła. Bohaterowie na oczach czytających dojrzewają, stają coraz bardziej świadomi tego, co dzieje się w ich najbliższym otoczeniu oraz odpowiedzialności, jaką nie do końca świadomie wzięli na swoje barki. Czy ciężar tego ostatniego będzie dla nich za duży? To już nie jest kolejna potyczka, a otwarta wojna, w niej jak wiadomo płaci się cenę za odwagę i ponosi niestety ofiary. W „Wurdolaku” ciemność nie puka do drzwi, nie czeka na zaproszenie, ona po prostu wsącza się przez każdą szczelinę, wypełnia je, równocześnie karmi się złością, pychą i ludzkimi słabościami. Rośnie w siłę, czy zwycięży? W tym momencie następuje to, czego jako czytelnicy nie lubimy, lecz co wzmaga apetyt na więcej… Co będzie dalej? Jeszcze nie wszystko zostało powiedziane.

 

 

poniedziałek, 28 września 2026

Sekrety ubrań

„Od podszewki. 

Prawdziwa historia naszych ubrań”

Sofi Thanhauser

 


Podszewka, szara eminencja ubrań i świata mody. Niby nie gra głównej roli, a często decyduje o sukcesie lub porażce ubrania. Królowa drugiego planu i kulis. Ta, o której wszyscy wiedzą, ale bardzo mało mówią lub wręcz milczą. Pierwszoplanową rolę odgrywa to, co widzimy czyli tkanina wierzchnia ubrań wraz z krojem, kolorem i oczywiście stylem, w skrócie odzienie, niby oczywistość, a jednak nie. Jaka historia kryje się za tym, co nosimy na co dzień i od święta?

Kim są? Mistrzyni i
mistrzowie zakulisowych rozgrywek? Oczywiście, że tak, ale i tej otwartej rozgrywki. Warto więc poznać dzieje ubrań, bo daleko im do prostoty, oczywistości i roli, jaką pełnią. Sofi Thanhauser nie idzie na skróty i w swojej książce nie zajmuje się modą, chociaż ona też się pojawia, ale nie jest punktem głównym i nie wokół niej budowano narrację. W centrum zainteresowanie jest odzież, ale nie oczekujcie wykładu o swetrach, spódnicach, spodniach czy też pozostałych jej rodzajów. One są tłem dla tkanin, a te zaś prowadzą nas do swoich źródeł pochodzenia i tu zaczyna się kolejny rozdział - przemysł oraz ludzie. Niecodzienne podejście prawda? Co kryje się za wełną, lnem, wiskozą, syntetykami i innymi materiałami? Powiązania, o jakich rzadko kiedy myślimy w kontekście odzienia, co nie znaczy, że one są drugorzędne, po prostu łączone są częściej z innymi tematami. Każda z tkanin to osobne zagadnienie, pokazane szerzej niż tylko jako podstawa ubrania. Tam gdzie zazwyczaj kończy się to, co uważa się za najważniejsze dopiero robi się ciekawie. Autorka odsłania kulisy wraz z ich zakamarkami, gdzie nikt nie zagląda, a szkoda. „Od podszewki. Prawdziwa historia naszych ubrań” jest okazją by naprawdę poznać naszą odzież, nie od strony stylu, koloru, marki, ceny i użyteczności, a tego co niesie jej produkcja, jak wpływa na społeczeństwo, co ma wspólnego ekonomią i gdzie zaczyna się jej wpływ na politykę. Haute couture i fast fashion to jedynie czubek góry lodowej, a jak wiadomo ta najwięcej skrywa pod powierzchnią wody. Co więc stoi naszymi ubraniami? To, co zaczyna się na metce, lecz na niej nie kończy się.


                              Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

czwartek, 24 września 2026

Morze sekretów

Nowość:

„Kobieta z morza krwi”

Malwina Chojnacka

 

Czy łatwo dokonujemy osądów? Niestety zbyt często tak. Czasem sugerujemy się pozorami, półprawdami lub zręcznym oszustwem, noszącym wszystkie znamiona prawda. U niektórych pojawia się częściej, inni potrafią zapanować albo też dostrzegają coś, co wstrzymuje ich przed popełnieniem błędu. A co w sytuacji, kiedy jednak wydamy przysłowiowy „wyrok” i wymierzymy niezasłużoną karę?

 

Małe miejscowości kryją równie dużo tajemnic jak metropolie, ale kiedy dochodzą do głosu skutki widoczne są mocniej. Brutalna śmierć matki i dziecka budzi strach w Czarnej Wodzie i dawne lęki dają o sobie znać. Podejrzanych nie ma dużo, dokładnie jest jeden, a jego tożsamość jest szokiem dla lokalnej społeczności. Inez prowadzi twórcze warsztaty w swoim nadmorskim pensjonacie niedaleko gdzie wydarzył się ta rodzinna tragedia, jest ona równie zaniepokojona, co pozostali mieszkańcy. Zwłaszcza, iż sprawca pozostaje na wolności. Obława policyjna nie przynosi efektów, co jeszcze zwiększa i tak duże napięcie. Bezpieczeństwo staje pod znakiem zapytania, a poczucie zagrożenia narasta. Dlaczego więc kobieta na kilka godzin znika w nocy? Jej siostra nie potrafi tego zrozumieć, tak samo jak i schowanych wycinków gazet sprzed lat. Co wydarzyło się kiedyś i czy ma związek z obecnymi wydarzeniami? Inez skłamała policji, a uczestnicy warsztatów zdają się coś ukrywać. Okolice Czarnej Wody nie są tak spokojne za jakie chcą uchodzić, a prywatne dochodzenie może odsłonić zbyt dużo i ktoś za to zapłaci…

 

Jak wygląda prawda? Ta rzeczywista, a nie przekłamana? Czy łatwo ją zmanipulować? Zabójstwo już zostało popełnione, napięcie wcale nie maleje, wzrasta z każdym rozdziałem. Ten kto zabił jest podany na tacy, nie ma żadnych wątpliwości. Punkt wyjścia dla kryminału dobry i jak się szybko okazuje mający, drugie tło oraz skrywający, co najmniej kilka tajemnic. Wrażenie, że zło jedynie się przyczaiło nasila się z każdą kolejną stroną. Malwina Chojnacka nie tworzy prostych historii, zamiast prostej drogi fabularnej są krzyżujące się ścieżki, wiodące na złamanie karku w dół i wymagające pilnej obserwacji podczas wspinania się nimi w górę. „Kobieta z morza” to nie zlepek kilku wątków, a starannie przemyślana opowieść o zbrodni, w liczbie mnogiej, tej, o której wiemy oraz tych, jakie być może wydarzą się, bo tu nic nie jest pewne. Napięcie nie tylko narasta, lecz przede wszystkim gęstnieje, tak samo jak i emocje, te dobre i oczywiście negatywne. Z jednej strony morze, z drugiej las, nie zupełne odludzie, grupa ludzi i równocześnie wyobcowanie, nie takie widoczne od razu, chociaż czytelnik zaczyna je zauważać dość szybko i widzi kolejne znaki zapytania. No i oczywiście sekrety, nie zawsze widoczne, za to odczuwalne i rzucające cień na wszystkich oraz wszystko. „Kobieta z morza” to nie klasyczny kryminał, to także nie kolejny thriller jak od sztancy, cechy obu łączą się tworząc opowieść wielowarstwową, w jaką im dalej zagłębiamy się tym więcej niewiadomych, podejrzeń, przypuszczeń i wątpliwości pojawia się. No i oczywiście finał, jaki nie jedną sceną, a serią zdarzeń, mniejszych i większych, nie do końca wyciszających, lecz przynoszących z sobą odpowiedzi, czy wszystkie?

 

                                           Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję: