poniedziałek, 16 lutego 2026

Klątwa, miłość i pewna winda

Nowość:

„Winda do miłości”

Magdalena Witkiewicz

Alek Rogoziński

 

Podobno miłość pokona wszystkie przeszkody. Niestraszna jest jej odległość i czas, ludzie, intrygi, lecz czasem… czasem bywają takie utrudnienia, jakie nie mieszczą się w zwykłych kategoriach i nikt oraz nic nie potrafi zdziałać na korzyść uczuć. A może to jedynie kwestia odpowiedniego momentu i osób?

 

Klątwa, nie klątwa, lecz na ulicy Miłosnej nie wszyscy doświadczają tej emocji z jakże uroczej nazwy, zwłaszcza mieszkańcy jednego z budynków. Co za tym stoi, a może kto? Tego nie wie nikt, jedynie co pozostaje to domysły, plotki, no i pewne fakty układające się w niepokojącą całość. Można kpić z klątwy, ale coś chyba jest na rzeczy bo liczba zdradzonych, zdradzających, opuszczonych i opuszczających jest większa na metr kwadratowy niż gdziekolwiek indziej. Dodajmy do tego kapryśne instalacje oraz windę, jakiej działania najlepszy wróż nie przewidzi. Co więc czeka na mieszkańców w takim miejscu? Z pewnością nie spokój i zwyczajna egzystencja, za to zagadki, uczuciowe perypetie i próby obejścia przekleństwa albo jego odwrócenia jak najbardziej. Kamienica przy Miłosnej niejeden sekret skrywa, czyżby nadszedł czas na ich poznanie? No i jaką rolę odegra w tym kapryśny dźwig osobowy?

 

Komedia romantyczna z tłem trochę jak z historii grozy, lecz w końcu odpowiednie tło jedynie podkreśla to, co jest jej motywem. Duet pisarski Magdaleny Witkowicz i Alka Rogozińskiego gwarantują doskonałą rozrywkę, niestroniącą od wzruszeń, ciętych dialogów oraz bohaterów, z których każdy jest więcej niż charakterystyczny. Oczywiście to dopiero wstęp, a z każdą stroną jest jeszcze ciekawiej i tajemniczo, bo co jak co, ale zagadek nie brakuje. Naturalnie jest jeszcze tytuł, jaki okazuje się w stu procentach być adekwatny do kryjącej się za nim opowieści. Wszystko to jednak jedynie elementy książki, gdzie trudno zgadnąć co jeszcze wydarzy się, gdyż wyobraźnia autorów jest naprawdę ogromna. Co kryje kamienica przy ulicy Miłosnej? No cóż dużo więcej niż mieszkańcy i czytelnicy spodziewają się, a sploty okoliczności mogą przyprawić o gęsią skórkę, wybuchy śmiechu i stanowią niejeden znak zapytania. Podczas lektury „Windy do miłości” takie słowo jak nuda i monotonia nie pojawia się, natomiast barwne perypetie a i owszem, nieustannie, raz za razem. O uczuciach autorzy również nie zapomnieli i pojawiają się one niespodziewanie orz przynosząc z sobą nową porcję interesujących wątków.

 

 


Podobno miłość pokona wszystkie przeszkody. Niestraszna jest jej odległość i czas, ludzie, intrygi, lecz czasem… czasem bywają takie utrudnienia, jakie nie mieszczą się w zwykłych kategoriach i nikt oraz nic nie potrafi zdziałać na korzyść uczuć. A może to jedynie kwestia odpowiedniego momentu i osób?


Klątwa, nie klątwa, lecz na ulicy Miłosnej nie wszyscy doświadczają tej emocji z jakże uroczej nazwy, zwłaszcza mieszkańcy jednego z budynków. Co za tym stoi, a może kto? Tego nie wie nikt, jedynie co pozostaje to domysły, plotki, no i pewne fakty układające się w niepokojącą całość. Można kpić z klątwy, ale coś chyba jest na rzeczy bo liczba zdradzonych, zdradzających, opuszczonych i opuszczających jest większa na metr kwadratowy niż gdziekolwiek indziej. Dodajmy do tego kapryśne instalacje oraz windę, jakiej działania najlepszy wróż nie przewidzi. Co więc czeka na mieszkańców w takim miejscu? Z pewnością nie spokój i zwyczajna egzystencja, za to zagadki, uczuciowe perypetie i próby obejścia przekleństwa albo jego odwrócenia jak najbardziej. Kamienica przy Miłosnej niejeden sekret skrywa, czyżby nadszedł czas na ich poznanie? No i jaką rolę odegra w tym kapryśny dźwig osobowy?


Komedia romantyczna z tłem trochę jak z historii grozy, lecz w końcu odpowiednie tło jedynie podkreśla to, co jest jej motywem. Duet pisarski Magdaleny Witkowicz i Alka Rogozińskiego gwarantują doskonałą rozrywkę, niestroniącą od wzruszeń, ciętych dialogów oraz bohaterów, z których każdy jest więcej niż charakterystyczny. Oczywiście to dopiero wstęp, a z każdą stroną jest jeszcze ciekawiej i tajemniczo, bo co jak co, ale zagadek nie brakuje. Naturalnie jest jeszcze tytuł, jaki okazuje się w stu procentach być adekwatny do kryjącej się za nim opowieści. Wszystko to jednak jedynie elementy książki, gdzie trudno zgadnąć co jeszcze wydarzy się, gdyż wyobraźnia autorów jest naprawdę ogromna. Co kryje kamienica przy ulicy Miłosnej? No cóż dużo więcej niż mieszkańcy i czytelnicy spodziewają się, a sploty okoliczności mogą przyprawić o gęsią skórkę, wybuchy śmiechu i stanowią niejeden znak zapytania. Podczas lektury „Windy do miłości” takie słowo jak nuda i monotonia nie pojawia się, natomiast barwne perypetie a i owszem, nieustannie, raz za razem. O uczuciach autorzy również nie zapomnieli i pojawiają się one niespodziewanie orz przynosząc z sobą nową porcję interesujących wątków.


Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:





czwartek, 12 lutego 2026

Niezwykłe spotkania

Nowość:

„Chibineko 

– niezwykła restauracja wspomnień”

Yuta Takahashi

 

Niekiedy strata najbliższej osoby przychodzi w najmniej spodziewanej chwili, a nawet jeśli wiemy, że czai się gdzieś za rogiem to i tak nigdy nie ma odpowiedniego momentu na nią. Jak żyć dalej, kiedy nie ma kogoś, kto do tej pory był tuż obok nas, już nie ma? Gdyby można było jeszcze raz porozmawiać, spotkać, zobaczyć…

 

Ktoś był i nagle go nie ma. Jak poradzić sobie ze stratą, jakiej nie akceptuje się? Kotoko wciąż na nowo przeżywa moment śmierci brata, nie potrafi pogodzić się z nią, pragnie go znowu zobaczyć. Mijają kolejne tygodnia, a dziewczyna wciąż zawieszona jest w przeszłości, a teraźniejszość jest przykrym obowiązkiem wobec rodziny. Ostatnie o czym myśli to wizyta w restauracji, lecz kiedy pojawia się w umówionym dniu dostaje szansę, która nie powinna się wydarzyć. Na pytanie „jak to możliwe?” nawet nie odpowiada sobie i innym, najważniejsze jest to, że spotyka swojego brata. Nie tylko ona dostaje taką szansę, ale czy wszyscy zobaczą jeszcze najbliższą osobę, która odeszła? Yoshio tęskni za żoną, dekady spędzone razem wcale nie są pocieszeniem, kiedy jej już nie przy nim. Jednak dania z restauracji Chibineko mogą być lekiem na ten ból, dają coś więcej niż wyśmienite potrawy, zaspakajają głód bliskości i pozwalają nacieszyć się kimś, kto odszedł i kogo brak. Wystarczy jedynie uwierzyć, lecz czy każdy to potrafi?

 

Wydawałoby się po opisie, że będzie to smutna historia lub raczej kilka historii i jedynie ten nastrój będzie dominował. Oczywiście jest on obecny, ale również stał się punktem wyjścia do bardzo indywidualnego odczuwania straty, podszytego gniewem, bólem, wspomnieniami. To są pierwsze wrażenia, wstęp do głębszej analizy emocji, lecz bez wielkich słów, za to z osobistymi detalami zahaczającymi o codzienność, bo w niej ukryta jest bliskość. Bohaterowie są w różnym wieku i momencie życia, lecz łączy ich pragnienie ponownego spotkania z bliską osobą. Niemożliwe życzenie do urzeczywistnienia i tutaj właśnie swoją rolę odgrywa tytułowa restauracja. Czy to jeszcze jawa czy też sen? Tego nikt nie wie, co innego jest istotne oraz kolejne wydarzenia, będące pokłosiem. Tam gdzie kończy się żal, chociaż smutek wciąż pozostaje, ale już innego rodzaju, zaczyna się kolejny rozdział, równocześnie nowy i będący pokłosiem straty. Rzeczywistość i lekka mgła oniryzmu doskonale współgrają i nie jest to jedynie wynik osadzenia fabuły w japońskiej kulturze. Autor stworzył uniwersalną i ponadczasową opowieść, podzieloną na kilka bohaterów, swoista powieść szkatułkowa, niosąca ogromny ładunek emocjonalny niedużej objętości słów, gdzie każde zdanie ma swoje znaczenie. Śmierć i żałoba nie zawsze przeżywane są tak samo, każdy z nas doświadcza ich na własny sposób, jednak niektórzy pisarze potrafią oddać niuanse wspólne dla nas wszystkich. Zamiast epickich i wzniosłych haseł w „Chibineko – niezwykła restauracja wspomnień” na pierwszym miejscu są ludzie, żyjący i ci, jacy odeszli, oraz więzi ich łączące. Yuta Takahashi pokazuje pokonywaną drogę od straty, bólu, braku ukochanej osoby po moment kiedy stawia się czoło temu wszystkiemu i pozwala się na zamknięcie pewnego rozdziału i otwarcie kolejnego ze świadomością, że pomimo tego, iż zostaliśmy sami to nie jesteśmy samotni.






Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję 

wyd. Rebis

poniedziałek, 9 lutego 2026

Skraj zła

Przedmierowo:

„Wściekły”

Maciej Kaźmierczak


Pewne miejsca skupia pają jak w soczewce nie światło a mrok. Nie wszyscy to widzą, lecz wielu wyczuwa, jednak zbyt często brak odważnego, który przeciąłby zmowę milczenia, nawet tę niepisaną. Po prostu nie kala się własnego gniazda, aż do momentu, kiedy ktoś mówi dość i zaczyna odsłaniać brudne sekrety, nie patrząc na cenę, jaką przyjdzie nie tylku mu zapłacić.


Jedno ciało może być przypadkiem, ale już dwa wskazują na coś więcej niż zwykłe zabójstwa, jeżeli w ogóle tak można powiedzieć w tak zbrodniczym kontekście. Jeżeli do tego doda się ślady w postaci cyfr pozostawionych na skórze denatów to już wiadomo, że nie koniec, a początek. Teodor Okrutny chciałby się mylić, lecz dowody jasno wskazują, z czym ma do czynienia. Seryjny morderca. W innych okolicznościach zdziwienie policjanta mogłoby być większe, jednak do takiego punktu na mapie jak Skraj jakoś to pasuje. Nawet okoliczności zdają się wpisywać w lokalne środowisko. Ofiary zostały przebite tak jakby ktoś zabijał wampiry. Ktoś urządził sobie polowanie i nie jest to stwierdzenie na wyrost. Jakby tego mało również w życiu prywatnym aspiranta nie ma spokoju, a to już wznieca płomień gniewu lub raczej wściekłości oraz pragnienie zemsty. Jedno z drugim nie zapowiada śledztwa aż nadto zgodnego z procedurami. Skraj wyzwala w ludziach najczęściej to, co najgorsze, ale tym razem Okrutny zamierza wymierzyć sprawiedliwą karę, czy zgodną z prawem? Z pewnością z jego sumieniem! Nikt kto stoi za tymi zbrodniami nie powinien czuć się bezpiecznie, ale czy zbrodniarz powiedział ostatnie słowo?


Prawda bywa sekretem, jest także niewygodna, zbyt często wcale nie wyzwala i bywa niejednokrotnie zmanipulowana. Skraj jest miejscem spowitym mrokiem, zdającym oblepiać wszystko i prawie wszystkich, gdzie zło jakoś zdaje się być akceptowalne, oczywiście dopóki nie będzie zbyt widoczne lub nie znajdzie się ten jeden człowiek, który wyłamie się z ogólnie przyjętych zasad. Taki klimat aż się prosi by stać się świadkiem kolejnych zbrodni i Maciej Kaźmierczak doskonale wpisuje je w tło oraz splata z bohaterami. Wyczuwalna sieć zdaje się oplatać każdego, kto przekroczy granice miasta, a śmierć tak jakby wpisywała się w lokalny koloryt. Autor nie oferuje czytelnikom jednej zagadki, zamiast niej jest cały ciąg znaków zapytania, owianych jeszcze mgłą tajemnic, kłamstw sprzed lat i całkiem świeżych. W takim entourage`u zło może zostać zatarte, jednak we „Wściekłym” jest wyraźne i nie daje o sobie zapomnieć oraz odczuwalne. Nawet więcej jest spodziewane, lecz i tak swoją siłą wprawia w zdumienie. Czy w takich okolicznościach sprawiedliwość jest prosta i oczywista? Nie, zawiera w sobie gniew i chęć zemsty, dotkliwej. Pozostaje jeszcze prawo, w końcu ono jest jedną z podstaw śledztwa, lecz czy w Skraju nie nabierze całkiem innego wymiaru?


Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:


piątek, 6 lutego 2026

Pomsta

Nowość:

„Mieszko. W ogniu pomsty”

Daniel Komorowski

 

Kto jest przyjacielem, a kto wrogiem? Czy ten zawsze wierny stojący u boku może zdradzić? A ci, będący nie tak dawno przeciwnikami mogą stać się sojusznikami? Pomsta na tych, którzy nie podporządkowali się prawowitemu władcy zdaje się nie mieć końca, przelana krew naznaczyła niejedno pole bitwy. Jak długo jeszcze trzeba będzie mieć miecze w pogotowiu?


Zdobycie władzy to jedno, ale jej utrzymanie to już dużo trudniejsza sztuka, zwłaszcza, jeśli wokoło niemało jest mało przychylnych osób. Walka o tron jeszcze nie skończyła się, ona właśnie wchodzi w decydującą fazę. Teraz każdy krok oznacza większe ryzyko, a kniaź Mieszko zawsze jest w samym centrum bitewnej wrzawy. Ile jeszcze będzie musiał udowadniać, iż jest godnym następcą swojego ojca i co istotniejsze prawowitym? Zbyt wielu marzy by być na jego miejscu i nie cofną się przez zdradą by osiągnąć swój cel. Jednak najbardziej trzeba się bać tych, którzy jedną rękę wyciągają na zgodę, a w drugiej dzierżą nóż i planują skrytobójczy cios.     Kto okaże się wrogiem za maską przyjaciela? A może zdrajca jest dużo bliżej niż ktokolwiek spodziewa się i już wdrożył niecny plan w życie? Uderzyć w najsłabszy punkt i sycić oczy bólem i męką wcale nie jest tak trudno, ale czy równie łatwo będzie patrzeć jak ogień pomsty dosięga sprawcę? Bez litości, bez prawa łaski, kara surowa, lecz czy wynagrodzi wyrządzone zło? A w tle wielka polityka i trudne wybory jakich Mieszkowi nie oszczędzi ktoś, kogo nie podejrzewałby nigdy…


Jak ożywić zamierzchłe dzieje, okryte mgłą minionego tysiąca lat, w jakiej wiele jest domysłów, hipotez, a fakty nie zapełniły jeszcze wszystkich białych plam? Widowiskowo, ale bez pomnikowości, spiżu i pompatycznych słów, za to z barwnie i obrazowymi scenami? Ożywienie legendy wcale nie jest prostym zadaniem, lecz jeśli jako kanwę wykorzysta się znaną historię i wplecie się w nią fabularne wątki to znane postacie ze stron podręcznika okazują nadzwyczaj interesujące. Daniel Komorowski w sadze o Mieszku nie tyle udowadnia, co po prostu przedstawia ciekawą postać historyczną od strony, o jakiej często zapominamy. Zamiast szacownego protoplasty rodu jest książę, pierworodny, wyklęty syn i w końcu kniaź. Do tego intrygi dynastyczno-polityczne, pragnienie władzy oraz postawania zrębów państwowości i to wszystko okraszone sporą dawką akcji. Jako tło nieprzebyte puszcze i drewniane grodziska żupanów oraz oczywiście Gniezno, gdzie niejedno zdarzenie miało swój początek i zapisało się w dziejowych annałach. „Mieszko w ogniu pomsty” to najnowsza odsłona niezwykłej sagi, w której splata się prawda historyczna z niezwykle bogatą wyobraźnią autora, a w efekcie końcowym czytelnicy otrzymują opowieść, która czyta się bez zbędnych przerw od pierwszej do ostatniej strony. A zakończenie staje się punktem wyjścia dla nowej odsłony dalszych losów kniazia Mieszka i jego księstwa.

 

Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:


niedziela, 1 lutego 2026

Muzyka i jej szalone kurioza

Przedpremierowo: 

„Orkiestra szaleńca. Największe kurioza w historii muzyki”

Edward Brooke – Hitching

 

Podobno gdy odrzuca się niemożliwe to, co pozostaje musi być prawdą nawet jeśli wydaje się nieprawdopodobne. No cóż czasem ta cała reszta i tak jest nie do uwierzenia, a jej źródło jest jedno. Ludzka wyobraźnia przecież nie zna granic i muzyka również podlega tej zasadzie.


Kilkanaście rozdziałów interesująco zatytułowanych, ponad dwieście stron niecodziennych informacji, wiele ciekawych ilustracji. W telegraficznym skrócie, jaki nie oddaje nawet w małym procencie tego, co zawiera „Orkiestra szaleńca. Największe kurioza w historii muzyki”. Lekturę można rozpocząć od pierwszych stron i sumiennie kontynuować kartkę po kartce lub wybierać intrygujące części, chociaż mówiąc szczerze to opcja numer dwa i tak skończy się tym, iż nie oprzemy się zaciekawieniu by zapoznać się od razu z całością. Jedno jest pewna ta książka jest nie tylko dla fanów muzyka, bez względu na gatunek, lecz dla każdego, kto lubi mało znaną wiedzę lub też taką, wydającą się całkowitą nieprawdą. Jednak okazuje się, że świat muzyki kryje wiele niezwykłych osobliwości, niekiedy ukrytych gdzieś w dziejowych annałach albo o jakich nie wspomina się przy okazji oficjalnych biografii. Spojrzenie na świat dźwięków z różnorodnych perspektyw i odszukanie w nim tego, o czym zapomniano, co zaginęło lub też celowo ukryto odsłania nowe oblicza znanej tematyki. Trzeba przyznać, że autor podszedł do muzycznej sfery w szerokim ujęciu i nie zapomniał o detalach, również pod względem wizualnym. Ilustracje stanowią doskonałe uzupełnienie słów, są nie tyle wyłącznie dodatkiem albo też ozdobnikiem, a bardziej integralną częścią książki. Okazuje się, że tytuł nie jest ani na wyrost, a ni tym bardziej nieadekwatny do tego treści, wprost przeciwnie i stanowi doskonały wstęp do tego, czeka na nas podczas czytania lub raczej poznawania innej twarzy muzyki.

 


Premiera:

10 lutego 2026





Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję 

wyd. Rebis