Nowość:
„Oszast”
Grzegorz Mirosław
Za możliwość przeczytania książki
Nowość:
„Oszast”
Grzegorz Mirosław
Za możliwość przeczytania książki
Nowość:
„Fałszywi bohaterowie.
Dziesięć kontrowersyjnych postaci, które niesłusznie podziwiamy”
Otto English
Bohater to kategoria bardzo szeroka i
mieszcząca w sobie ludzi niekiedy całkowicie od siebie różniących się. Jedno co
mają wspólnego to wyróżnienie się spośród innych, pójście dalej niż inni,
odważniejsi, pomagający w sytuacji gdzie inni robią krok w tył. Zapisują się w
pamięci ogółu, bywa, że i mas, ale czy są ku temu powody?
Wynoszenie na podium, zabetonowanie
wizerunku, by powstał pomnik ze spiżu i jedna, słuszna, perspektywa na
osiągnięcie lub jego liczbę mnogą. Bohater bądź bohaterka nie zmieniają się
przez lata, a jedynie osiada na nich coraz większa patyna, jak zaciera
szczegóły i pozostaje jedynie zarys. Ten, kto zabiera się za zdarcie nie tylko
jej, lecz i odbrązowienie postaci ma przed sobą wcale nie tak łatwe zadanie,
zwłaszcza jeżeli zabiera się za to solidnie czyli od samych korzeni. Otto
English nie rzuca oskarżeń i nie tyle podważa autorytety co rzuca na nie mocniejsze
światło, w jakim zaczynami zauważać detale do tej pory nie zawsze ukryte, lecz
jakoś pomijane. „Fałszywi bohaterowie. Dziesięć kontrowersyjnych postaci, które
niesłusznie podziwiamy” to nie zbiór na nowo napisanych biografii, a spojrzenie
głębiej i dalej na ludzi postawionych na piedestale lub tych, którzy sami na
niego wspięli się. Cierpliwe skuwanie
dekad obiegowych opinii, wygładzonych informacji i zwrócenie uwagi na
niewygodne fakty okazuje się fascynującą lekturą. Nie brak w niej trudnych
pytań, obalania mitów, ale nie siłą a słowami, opartymi o wiedzę. Autor nie
stawia na agresywną konfrontację, brutalnego niszczenia portretów, stawia
bardziej na ich uzupełnienie albo na zdrapanie warstwy naleciałości, upiększeń,
tak by dotrzeć do oryginału. Dziesięć postaci z różnych dziedzin życia, które w
ostatnich dziesięcioleciach zyskało miano bohaterów, czy zasłużenie? Na to
pytanie tak naprawdę sami czytelnicy udzielają sobie odpowiedzi i to
niejednokrotnie. Wpierw jeszcze przed przeczytaniem książki, a później co
najmniej kilkukrotnie w trakcie czytania każdego rozdziału. Otto English nie
przekonuje na siłę, nie stawia na kontrastowość, a na fakty, lecz również nie
zapomina o dziedzictwie oraz skutkach działalności każdej z osób, resztę
pozostawiając czytającym. Czy warto sięgnąć po ten tytuł? Oczywiście, bo każdy
ma prawo weryfikacji punktu spojrzenia na otaczającą rzeczywistość oraz swojej
opinii, a takie pozycje pomagają nam kształtować własne zdanie.
Nowość:
„Staw Zapomnianych”
Emilia Szelest
Niektórzy zrobią wszystko by pewne tajemnice nigdy nie ujrzały światła dziennego. Wszystko oznacza, że nikt i nic nie jest ważne, w ich mniemaniu, po za tym, by nikt nie dostrzegł nawet cienia tego, czego strzegą. Co jest tak ważne, że nie zawahają się przed niczym by nie naruszyć ciszy wokół tego?
Podobno góry nie wybaczają błędów. Może dlatego Zuzanna Sobczak już dwa razy wyszła cało tam, gdzie kto inny zapłaciłby najwyższą cenę, chociaż inni twierdzą zupełnie co innego. Po co uganiać się po Tatrach za legendami, zwłaszcza takimi, jakie ściągają jedynie kłopoty? Może dlatego, że nie one są niebezpieczeństwem, a ludzie, jacy kryją się za nimi? Najnowsza sprawa zdaje się być daleka od tego, co działo się niedawno, nie po raz pierwszy turysta ginie w górach. Natomiast brutalne morderstwo w samym centrum Zakopanego nie należy do sytuacji zdarzających się często. Rola Zuzanny jest prosta, ale czy ktoś znający ją nie przypuszczał, że jest ona ostatnim policjantem, jaki ot tak zamknąłby sprawę i nie drążyłby tematu? Bez względu na oczekiwania Sobczak ze znajomym dziennikarzem zaczyna prawdziwe dochodzenie i nawet nie podejrzewa, jaką puszkę Pandory tym razem otworzy. Pewne sekrety strzeżone są pilniej niż inne i mają dla niektórych wartość ogromną i zrobią wszystko by nikt nie wpadł na ich trop. Jednak Zuzanna krok za krokiem wchodzi w głąb górskich legend i chce skruszyć mur milczenia i strachu. Czy tym razem popełni śmiertelny błąd?
Tatrzańska mistyka, kryminalne zagadki
owianą gęstą mgłą strachu, gdzie cisza jest namacalne i przede wszystkim
złowroga. Nie ostatnie sprawiedliwa, lecz ta, która nie zadawala się namiastką prawdy
i wbrew niejednemu szuka odpowiedzi. Zakopane i Tatry od strony suspensu
nabierają złowieszczych konturów, niepokój jest częścią składową powietrza, a
każdy krok zdaje się być obserwowany.
Emilia Szelest równocześnie wprost i pomiędzy wierszami wprowadza
złowieszczy klimat z wyczuwalnym zagrożeniem, wpierw niezdefiniowanym, lecz
szybko nabierających kształtów. Pytanie czy są one realne czy też jedynie to
sprytna iluzja by zmylić tropy. Klasyczne dochodzenie, gdzie górskie legendy
nie stanowią jedynie mało znaczącego ozdobnika albo jedynie tła. Ich rola jest
istotna, ich drugie dno rzuca na wątki inne światło, dodatkowo podkreślając
związek z tym, co już dane było czytelnikom i bohaterom poznać oraz elementami
wciąż będącymi w cieniu. „Staw Zapomnianych” jest rasowym kryminałem, w którym wyjaśnienie
morderczej tajemnicy to oś akcji, od której wszystko zaczyna się i kończy,
opleciony przeszłością z wieloma znakami zapytania i oplatającymi swymi mackami
teraźniejszość. Tu mrok jest wyczuwalny zawsze i wszędzie, natomiast śledcza
intuicja prowadzi w głąb śmiertelnego gąszczu pośród gór, surowych i karzących
każdego, kto poszanował ich.
Nowość:
„Dzikie kakao.
Wyprawa do źródeł
czekolady”
Rowan Jacobsen
Czy doceniamy kakao? Wydaje się
powszednie, dostępne na wyciągnięcie ręki, chociaż ma w sobie jeszcze tę nutę
czegoś specjalnego. Swojskie i jednocześnie egzotyczne, kojarzone ze
słodyczami, chociaż bywa gorzkim delikatesem. Kakao, masowe i ekskluzywne, z
bogatą historią, jak mało co.
Kakao jakie jest wszyscy widzą i
wiedzą, chociaż czy na pewno tak jest? A może tak wyruszyć na wyprawę śladami ziaren,
które kiedyś były uważane za pokarm bogów i chociaż minęły wieki, to coś
wyjątkowo nadal w sobie mają. Rowan Jacobsen zabiera czytelników w podróż,
gdzie prawie równocześnie poznajemy przysłowiowe korzenie kakao i jego drogę do
dzisiejszej jego sytuacji. Kulinarno-podróżniczy wypad do Ameryki Południowej i
Środkowej to nie jedynie suche fakty, a Amazonia od środka czyli dosłownie lasy
tropikalne, lecz również nowoczesne laboratoria. Znane nie zawsze oznacza
poznane i tak właśnie jest w przypadku tej rośliny, jaka przeszła daleką drogę
od boskiego rarytasu po masową produkcję.
Rzadko kiedy zastanawiamy się nad kulisami przemysłu czekoladowego, lecz Rowan
Jacobsen przedstawia wieloaspektowo i ukazując kontrasty pomiędzy manufakturami
oraz korporacjami, znanymi na całym świecie. „Dzikie kakao. Wyprawa do źródeł
czekolady” doskonale oddaje cel niesamowitej peregrynacji podróżniczej, ale również
w czasie, sięgając w jego głąb, lecz też i w przyszłość. A gdzie w tym
wszystkim miejsce na kulinarną część? No właśnie ona obecna jest nieustannie w
postaci czekolady i kakao, jedno i drugie, chociaż to pierwsze jest przecież
pokłosiem. Tak jak sam gatunek reportażu, a z nim mamy właśnie do czynienia,
skupia w sobie kilka innych, podobnie jest z tytułowym ziarnem oraz jego
pochodną i ich pochodzeniem. To nie jedynie sprawozdanie z podróży, a
wielowarstwowy obraz, w jakim odnajdujemy światowe interesy oraz to, jak
wpływają na sam początek czyli kakao oraz ludzi, którzy je uprawiają. Jednak to
znowu wycinek z większej całości, jaką opisuje Rowan Jacobsen. Smak i zapach
czekolady ewoluuje w miarę czytania kolejnych rozdziałów, by w finale nabrać
głębi i stać czymś więcej niż tabliczką w kolorowym papierze na półce.
Za możliwość przeczytania książki
„Wiła”
Robert Ziębiński
Pewne tajemnicy nie bez powodu są
nimi i takimi powinny pozostać. Czasem jednak nie da się ich zostawić w spokoju,
same dają o sobie znać. Kiedy zostaną zignorowane wcale nie znikają, jedynie
czekają na odpowiedni moment by zaatakować mocniej i dotkliwiej. Ci, którzy
stawią im czoła nie zawsze wiedzą z czym się mierzą, lecz to nawet lepiej, bo
strach nie zawsze jest dobrym doradcą…
Czy w takim miejscu jak Czarny Staw spokój
jest czymś oczywistym? Małe miasteczko niedaleko Krakowa, sielskie i takie z
kategorii gdzie diabeł mówi dobranoc, chociaż nie do końca. Niektórzy jego mieszkańcy
to ostatnie zmieniliby na dzień dobry. Akira, Kamil, Długi i Niedźwiedź więcej
niż co nieco mogliby powiedzieć o tym, lecz jak wiadomo kto słucha nastolatków?
No właśnie nikt, to oni mają pamiętać o nakazach, zakazach, a tak w ogóle
słuchać starszych. Tyle, że właśnie oni doskonale wiedzą, iż Czarny Staw kryje
niejedną tajemnicę, jednego demona już pokonali, a teraz przed nimi kolejna
nadnaturalna zagadka. Zniknięcia wcale nie są tutaj rzadkością, tak dawniej jak
i obecnie, kto lub co stoi za nimi? Pozostaje jeszcze kwestia pojawienia się
kogoś, kto podobno o istniej tylko i wyłącznie w legendach, lecz jak się
okazuje prawda bywa bardziej skomplikowana. Zabójczy urok jakim dysponuje Wi
daje się we znaki paczce przyjaciół i trzeba coś z tym zrobić. Ich
sprzymierzeńcem jest Pan Pulman, nie taki zwykły kot, chodzący ścieżkami, jakie
mogą okazać się więcej niż pomocne w rozgrywce z kimś zamierzającym rozprawić
się z czwórką młodych ludzi. Jaką rolę odgrywa mistrz Dur? W Czarnym Stawie nic
nie dzieje się przypadkowo, a drugie dno bywa zabójcze!
Znacie to uniwersalne hasło „Jakie to
było dobre”? W przypadku „Wiły” było wyśmienite, intensywne, zaskakujące i
przede wszystkim pobudzające apetyt na więcej w jak najszybszym czasie. Klimat
grozy? Oczywiście! Niepokojące wydarzenia? Nieustannie! Intrygujące postacie? Jeszcze
jak! Trudno oderwać się od tej historii? Szkoda czasu na mówienie sobie jeszcze
jeden rozdział, bo w tym czasie kolejny akapit przeczytany. Telegraficzny skrót
był, lecz szkoda ograniczyć się do niego, zwłaszcza, ze Robert Ziębiński zadbał
o to, by opowieść miała naprawdę dużo ostrych zwrotów akcji, a i szybkość ich
występowania robi wrażenie. Zresztą to ostatnie stwierdzenie dotyczy tak
całości jak i poszczególnych rozdziałów. Za każdym razem nowy element zmienia
perspektywę i równocześnie wiąże się z tym, co już wiemy, lecz czujemy, że to
jedynie fragment czegoś dużo większego. „Wiła” ma klimat grozy, który nakłada
zimny i złowieszczy filtr na wszystko i wszystkich, a zło tutaj nie jest jakieś
odległe, lecz czai się tuż obok, w miejscach uznawanych za bezpieczne do tej
pory i to również działa na wyobraźnię. Drugi plan jest dopracowany i stanowi doskonałe
tło dla historii, w której wątki splatają przeszłość, teraźniejszość oraz
przyszłość, natomiast detale są cennymi wskazówkami. Jeszcze jeden aspekt warty
jest podkreślenia czyli połączenie słowiańskich i ludowych wierzeń z współczesnym
gatunkiem horroru i grozy w szerokim ujęciu. „Wiła” to ten rodzaj książki,
który wciąga już na początku i w jakiej zatapiamy się coraz głębiej z każdą
kartką.
Za możliwość przeczytania książki