wtorek, 11 sierpnia 2026

Gorący temat

Przedpremierowo:

„Puste ramy”

Anna Klejzerowicz

 

Ogień potrafi zatrzeć wszystkie ślady, ale nie te zapisane w ludzkiej pamięci. Nie wszystko da się zrzucić na karb żywiołu, zwłaszcza jeśli będą świadkowie. Nie zawsze od razu widać umyślność, czasem dopiero ktoś powiąże ze sobą informacje i zauważy niepokojący obraz. Od tego już krok by rozpocząć poszukiwanie prawdy, a nie wykreowanej iluzji.

 

Dobry reportaż potrzebuje odpowiedniego motywu. Duet dziennikarski Nina Kiryłło i Eryk Morski ma nosa do ciekawych tematów i trzeba przyznać, że dość często zbieranie informacji do artykułów kończy się śledztwem, wale nie amatorskim. Tym razem zwracają uwagę na dziwny splot przestępczych okoliczności. Kradzież dzieła sztuki i pożar, zdaje się to przypadkowe, lecz kiedy bliżej przyjrzeć się tym zdarzeniom pojawia się niepokojąca zbieżność. Dlaczego nikt tego nie zauważył? Schemat powtarza się od lat, a przynajmniej tak to widzi Nina i Eryk, gdzie tkwi haczyk lub też ewentualny początek i czy w ogóle poszczególne sprawy mają ze sobą coś wspólnego? Być może istotne wskazówki odnajdę w miejscowości, która również nie uniknęła grabieży i pożogi. Jednak małe miasteczka rządzą się swoimi prawami i rzadko kiedy zdradzają swoje tajemnice. Nikt nic nie widział, nie słyszał, co nie dziwi dziennikarzy i z pewnością jedynie podsyci ich zawodową ciekawość. Nie pierwszy raz mają z taką sytuacją do czynienia, temat jest warty zachodu, ale jest coś jeszcze. Skradzione obrazy, mające wartość nie tylko pieniężną, lecz także historyczną, a może to nie wszystko? Niekiedy trzeba zajrzeć w przeszłość by znaleźć motyw, a później ponownie sprawdzić tropy, zwłaszcza tam, gdzie nikt do tej pory tego nie zrobił…

 

Lubicie łamigłówki? A kryminalne historie? To polecam lekturę „Pustych ram”, gdyż znajdziemy tam zagadkę lub raczej jej liczbę mnogą, mistrzowsko poprowadzone śledztwo dziennikarskie, intrygujące tło historyczne połączone z pomysłem fabularnym oraz zatartą granicę pomiędzy faktami i wyobraźnią autorki. Powiedzmy sobie szczerze skonstruować tak kryminał by czytelnik przepadł całkowicie na wstępie i wraz z bohaterami szukał rozwiązania wcale nie jest proste. Czy jest recepta na to? Tak, po prostu być mistrzem w fachu i dokładnie wiedzieć co chce się przekazać, można sobie jeszcze tę poprzeczkę podnieść opierając się na rzeczywistych wydarzeniach i dorzucając jeszcze detale na przykład z historii sztuki. Anna Klejzerowicz od lat dokładnie działa według tego przepisu i w każdej książce jeszcze dopracowuje szczegóły, dostrzegalne jest to w najnowszej książce, w jakiej już na samym początku czytający zdają sobie sprawę, że przed nimi wielowątkowa opowieść, ale co faktycznie przed nimi przekonują się z rozdziału na rozdział. Tu nie ma prostych pytań i nasuwających się odpowiedzi, diabeł tkwi nie tylko w niuansach, lecz również w historii splecionej z perfekcyjną fikcją literacką. Żadnych przypadków, zamiast tego zabawa przysłowiowych kota z myszą, podsuwane tropy, ślepe uliczki, chociaż czy na pewno? No i jeszcze przeszłość, łudząco przypominająca obecne wydarzenia, czy to zbieg  okoliczności? W „Pustych ramach” mamy to, za co kochamy kryminały czyli szaradę, w której nowe ślady stawiają pod znakiem zapytania dotychczasowe ustalenia, a nawet jeżeli są ich potwierdzeniem to i tak kładzie się na nich cień podejrzeń, że nie do końca nimi są. Dorzućmy jeszcze duszny małomiasteczkowy klimat i tajemnice, jakimi nie dzieli się z obcymi.  W finale otrzymujemy książkę dla jakiej bez problemu odłożymy wszystko inne lub zarwiemy noc, bo kto odpuści rozwiązanie takich zagadek?

 

                                Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:




czwartek, 6 sierpnia 2026

Mroczne spotkania

Nowość:

„Moi mroczni mężczyźni”

Monika Magoska – Suchar


Mrok to nie tylko to, co dostrzegamy na pierwszy rzut oka. On kryje się w spojrzeniach, gestach, umysłach i czynach. Czasem bywa dobrze zakamuflowany i zauważa się go dopiero, gdy bywa za późno lub już ponosi się konsekwencje z nim związane. Jednak jest także intrygujący, wprost uwodzący, trudno mu się oprzeć zwłaszcza jeśli jeszcze okoliczności sprzyjają mu. Pytanie czy zrobić krok w jego kierunku czy też obrócić się i oddalić się na bezpieczną odległość… tylko jaka ona jest?

Przeszłość bywa bolesną kartą w życiu, zapisującą się w pamięci jako ostrzeżenie przed powtórzeniem kroków prowadzących do powtórzenia błędów. A co jeśli los właśnie poprowadził nas w tym samym kierunku? Upływ czasu łagodzi wspomnienia lub je wyostrza, teraźniejszość jest pokłosiem. Trzej mężczyźni, kobieta i zemsta, scenariusz w jakim kryje się tajemnica sprzed lat, zranione uczucia oraz sytuacja, która daje okazję do rewanżu. Czy potoczy się tak jak można spodziewać się? To, co skrywane szybko staje się podejrzane, bo wiadomo, że prawda nie boi się wyjścia na światło dzienne, chociaż rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana. Niektórzy wybierają cień, nawet stają się nim, bo nie wszystko musi być jawne. Łatwo jest osądzić, trudniej dotrzeć do tego, co niewidoczne. Bywa, iż przeznaczenie daje kolejną szansę, ale na drodze jest przeszkoda wydająca się nie do obejścia, lecz czy na pewno? Niekiedy trzeba poznać ciemniejszą stronę by docenić to, co jest jej odwrotnością…

Mroczni. Buntowniczy. Zagadkowi. Brzmi intrygująco? Z pewnością tacy mężczyźni kiedy pojawiają się budzą zainteresowani. A gdy wychodzą spod pióra pisarki, która już niejednokrotnie wykreowała bohaterów, jacy nie dają o sobie szybko zapomnieć to mamy gwarancję, iż i nowe historie z ich udziałem nie przejdą bez echa. Tym razem to trzy opowieści, nie jedna, potrójna porcja uroku spod znaku ciemności, ale także sensualności. Kilkoro postaci, jacy wydają się łatwi do zdefiniowania i ocena, chociaż czy na pewno? Okazuje się, iż nasze początkowe osądy mogą się znacznie różnić wraz z kolejnymi, przeczytanymi, stronami. Monika Magoska – Suchar dokładnie wie jak przyciągnąć uwagę czytelniczek, a następnie jeszcze zwiększać stopień intensywności zaciekawienia. Książka „Moi mroczni mężczyźni” jest antologią, której punkt centralny wyznacza tytuł, nie jest on przypadkowy, ale kryje się zanim wiele więcej niż czytający mógłby zakładać. Przeszłość i teraźniejszość odgrywają istotną rolę w wątkach, jaką? To już odkrywamy podczas lektury, zaskakującej fabularnymi rozwiązaniami i niespodziewanymi zwrotami. Nie nastawiajmy się na spokój, w tych opowiadaniach dzieje się, dużo i intensywnie, bohaterowie pokazują różnorodne oblicza, zrzucają maski, pozwalają sobie na szczerość i równocześnie obnażają niewygodne sekrety nie jedynie własne. Autorka połączyła w historiach antologii kilka motywów wplatając je w losy postaci, z niejedną blizną, z bolesnymi doświadczeniami i walczącymi o prawo do szczęścia, niekiedy dalekimi od prostych schematów.

 

                                       Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:
Autorce - Monice Magoskiej-Suchar

wtorek, 4 sierpnia 2026

Rzymska szansa

Nowość:

„In Your Dreams. 

W twoich marzeniach”

Sarah Adams

 

Czasem droga do zdobycia tego, czego się pragnie jest bardziej wyboista niż się wydawało. Zamiast dumy i oklasków czeka rozczarowanie i pojawia się pytanie czy było warto w ogóle na nią wejść. Poddać się czy też zrobić krok w tył i znowu spróbować?

 

Ta decyzja była katastrofą, przynajmniej tak ją widzi Madison. Nowy Jork zamiast sukcesu przyniósł jej zawiedzione nadzieje, a pewność siebie została mocno nadszarpnięta. Czy więc powinna skorzystać z niespodziewanej propozycji i to z rodzinnego miasta, z jakiego wyjechała z zamiarem pokazania na co ją stać? Szef kuchni nowej restauracji brzmi dumnie, tyle, że to Rzym w stanie Kentucky… Nie brzmi zachęcająco i optymistycznie dla dziewczyny, która chciała podbić Wielkie Jabłko od kulinarnej strony. Jednak oferta pracy na takim stanowisku może warta jest rozważenia, tyle, że ma pewien haczyk. Dokładnie nazywa się on James Huxley, farmer, przyjaciel brata i chociaż znają się od zawsze jakoś nigdy nie było im po drodze. Rzucić metropolię i znowu postawić wszystko na jedną kartę? W sumie i tak to, co najgorsze i tak już się wydarzyło, a jedna katastrofa więcej chyba nie zrobi różnicy? No cóż okazuje się, że James ma swoje powody by Madison wróciła i poprowadziła restaurację. Tak jak i ona skrywa pewne tajemnice, a za maską mężczyzny, na którym polega większość jest człowiek noszący na swoich barkach duży ciężar. Pozostaje coś jeszcze pomiędzy tą dwójką, co zaczynają dostrzegać, ale pojawienie się młodszego brata nie do końca wróży dobrze rozwijającemu się uczuciu…

 

Kobieta chaos i mężczyzna skała. Ogień i spokojna woda, znają się od lat i tak samo długo wbijają sobie szpileczki. Czy coś może zmienić się w takim układzie, gdzie już nic i nikogo nie powinno zaskoczyć? Sarah Adams wskazuje jak wiele o sobie nie wiemy, jeszcze więcej ukrywamy pod maskami i ile sobie dusimy by nie pokazać innym, nawet najbliższym, co nas zraniło. Pozostają jeszcze uczucia, z których nie zdawano sobie sprawy, bo czasem też trzeba wyjechać by odnaleźć to, czego szukamy od lat. No i nie zapominajmy o marzeniach, jakie zdają się być na wyciagnięcie ręki, a później jakoś droga do nich staje się wyboista, pojawia się zniechęcenie, swoją cegiełkę dorzucają przeciwności i pojawia się pytanie czy warto gonić za nimi? Brzmi równocześnie prosto i jakoś tak nie do końca optymistycznie, ale to jedynie pozory, bo szybko przekonujemy się, że historia Madison i Jamesa, dwojga ludzi różniących się wydawałoby się od siebie wszystkim, od podejścia do życia, poprzez zdawałoby się priorytety to dużo więcej. Na prostej kanwie opisany jest cały wachlarz relacji, nie tylko tych romantycznych, lecz i rodzinnych oraz przyjacielskich, tak naprawdę dostajemy spójną i pełną opowieść o dwojgu ludzi, ich przeszłości i teraźniejszości będącej jej wynikiem oraz wszystkim co ich doprowadziło do tego właśnie momentu. Oczywiście jest miłość, taka trochę po przejściach, dojrzalsza niż moglibyśmy się spodziewać, nie krzycząca o tym, że się pojawiła, chociaż wcale nie jest spokojna. „In Your Dreams. W twoich marzeniach” to także pokazanie o jak wielu sprawach nie mówimy, najbliższym również, by ich nie martwić, dotrzymać obietnic albo by nie usłyszeć, iż dało się to przewidzieć. Autorka nie zawsze bezpośrednio, niekiedy pomiędzy wierszami, odsłania tę wrażliwą część bohaterów, trochę poranioną, gdzie zrodziły się marzenia i wciąż jest nadzieja na ich urzeczywistnienie.

 

                                       Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:

wtorek, 28 lipca 2026

Viral i jego skutki

Nowość:

„Świat jej oczami”

Kim Holden

 

Wyjście ze strefy komfortu, nawet jeśli do tego drugiego jej daleko, wcale nie jest takie proste. Wymaga wyłamania się ze schematu i pójście czasem na żywioł, a ten jak wiadomo bywa nieprzewidywalny. A co potem? No cóż za pierwszą niespodzianką pojawia się następna oraz jeszcze jedna i okazują się wcale nie być takie złe.

 

Kawa, głośna muzyka i sarkazm dalekie są od definicji rutyny, ale Sophie Wren stworzyła z nich bezpieczną przystań pozwalającą przeżyć mniejsze i większe katastrofy czyli koniec związku oraz brak uznania w pracy. To pierwsze da się jakoś przeżyć, natomiast kolejne bywa niezwykle frustrujące. Lekarstwo na to i całą resztę zna Lola, szalona siostra i zupełne przeciwieństwo. Wieczorne wyjście z nią brzmi jako dobra odskocznia, chociaż przekonanie do tego jest dość ograniczone. Okazuje się, że się właśnie te kilka godzin spędzone w barze przyniesie z sobą coś więcej niż ciekawe zdjęcia na instagram. Jedna z fotek zyskuje ogromną popularność, od tego już krok by bezpieczne życie zmieniło się diametralnie. Ever St. Clair przyciąga wzrok, przystojny muzyk jest kimś, o kim można tylko marzyć, przynajmniej tak sądzi Sophie, a jaka jest prawda? Czasem jedno złamanie dotychczasowych zasad przynosi z sobą całkiem nowy scenariusz na życie, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia więc kto powiedział, że nie da sięgnąć się po więcej? Świat zaskakuje gdy zamiast cienia wybiera się pierwszoplanową rolę i jeszcze zaprasza kogoś do duetu!

 

Znacie ten klimat letniego popołudnia, takiego kiedy temperatura jest w sam raz, wokoło nas chaos kontrolowany czyli nawet jak coś się dzieje to nie musimy interweniować, po prostu mamy czas dla siebie i cieszymy się nim? Taki nastrój daje nam „Świat jej oczami” i śmiało mogę powiedzieć, że będziemy to również czuć gdy za oknem zupełnie inna pora roku zawita lub nasz humor daleki będzie od letniej beztroski, a my sięgniemy po tę książkę. Dlaczego? Lekkie pióro Kim Holden, chociaż nie banalne to z pewnością jeden z powodów, drugim oczywiście może być główny wątek lub raczej wątki czyli życiowe zmiany, takie spod znaku zupełnie niespodziewanych oraz zespół muzyczny, trzecim sami bohaterowie, jakim kibicujemy od samego początku, chociaż jeszcze nie wiemy co dalej ich czeka. Kolejnym to sama historia, w jakiej nie brakuje humoru, lecz i poważniejszych tonów, współczesnych problemów i równocześnie tego, co z sobą niosą, wbrew pozorom pozytów również.  Autorka prowadzi fabułę tak, że czytając mamy przed oczami kolejne sceny, układające się w swoisty film. Taki, podczas oglądania jednocześnie odprężamy się, ale też kiełkują w nas pewne refleksje, gdyż wyczuwamy to, co nie jest powiedziane wprost, a po chwili dostajemy potwierdzenie, iż nie myliśmy się. Dorzućmy do tego jeszcze kilka tajemnic, dowcipnych dialogów, siostrzanej więzi, kontrastowych charakterów i dojrzewania do tego, by zaryzykować spełnienie swoich marzeń. Tak naprawdę to kilka opowieści, postacie wnoszą je do całości, tworząc nową, wspólną i jednocześnie swoją własną. „Świat jej oczami” nie ma jednej perspektywy, czytelnicy poznają bohaterów pod różnymi kątami, w momencie gdy dochodzi do zmian w ich życiu, chcianych, niechcianych, zaskakujących i prowadzących do czegoś zupełnie nowego. W tle jest humor, głęboki oddech przed skokiem w nieznane i niespodziewanie dobra zabawa oraz coś więcej, co pozostawało w sferze marzeń i właśnie nadarza się szansa by się urzeczywistniły.



                                        Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:

sobota, 25 lipca 2026

Polski Paryż

Przedpremierowo:

„Polski Paryż. Śladem malarek, 

pisarzy, kreatorów stylu”

Adam Chowański

 

Parafrazując zobaczyć Paryż i… odwiedzić go jeszcze raz, a potem kolejny. Dlaczego? Powodów jest dużo, a każdy pragnący wrócić do stolicy Francji dorzuci swoje. Czasem to nostalgia, wspomnienia, chęć zobaczenia tego, czego jeszcze nie widzieliśmy lub ponowne odwiedzenie jakiegoś punktu na mapie. A może tak ruszyć szlakiem Polek i Polaków?

 

Co zwiedzić lub po prostu odhaczyć na turystycznej liście albo gdzie zrobić najlepsze zdjęcia, tak by paryski czas pozostał w pamięci. Tak często wyglądają nasze wycieczki do tego miasta. Nagle stajemy w kakofonii dźwięków, nam podobnych ludzi oraz mieszkańców i pozostałych osób, dzielących z nami te same momenty. Rozwiązaniem jest pójście w trochę innym kierunku, gdzie łączą się dwie kultury czyli polska i francuska. Adam Chowański, autor nieszablonowego przewodnika, właśnie w ten sposób postąpił i dzięki temu my dostajemy nie lada szansę by spojrzeć na Paryż z całkiem nowych punktów widzenia czyli biograficznych odniesień znanych Polek i Polaków. Niektórzy z nich znani są nam doskonale, lecz są i tacy, jakich osoby dopiero ostatnio znowu odkrywamy. Maria Skłodowskiej – Curie to symbol, podobnie jak Juliusz Słowacki i Fryderyk Chopin, natomiast związki Norwida z tym punktem na mapie gdzieś nam się przewinęły na lekcjach, ale raczej zaginęły w mrokach pamięci. Za to Hotelu Lambert raczej przypominać nie trzeba, a Olga Boznańska i Mela Muter ostatnio wyszły na pierwszy plan. Jednak jeszcze trochę pozostało nam do poznania, tak ze strony historii znaczących ludzi, jak i oczywiście miejsc.

 

Poznawanie paryskich bruków, i nie tylko ich, z całkiem innej perspektywy niż zazwyczaj? Tak, jeśli weźmie się do ręki nieszablonowy przewodnik napisany przez kogoś, kto nie „przy okazji”, ale celowo łączy kilka wątków historyczno-podróżniczych, by pokazać to, co nieoczywiste, o czym zapominamy w odhaczaniu planu i w biegu zobaczenia od razu wszystkiego i naraz w bardzo ograniczonym czasie. Paryż i nie jednie on można zwiedzać pod różnym kątem oraz wielokrotnie, bo wystarczy inna pora roku, ba inny dzień, albo godzina i już dostrzegamy inne detale, to, co najsłynniejsze może nabrać całkiem innych barw. Adam Chowańskich z perspektywy polskich śladów pokazuje różnorodność Paryża, ale przede wszystkim zachęca do zejścia z bardziej utartych szlaków i odnalezienia tych mniej oczywistych. W ten sposób zwiedzenia zyskamy całkiem nowe doświadczenia niż zazwyczaj, bardziej osobiste i wyraziste. Nie pójdziemy z prądem czy też pod prąd, ale obok lub przez, spojrzymy na miejsca poprzez życiorysy ludzi. Historia kołem się toczy, jednak warto zobaczyć ją od wewnątrz, a nie tylko z zewnątrz. „Polski Paryż. Śladem malarek, pisarzy, kreatorów stylu” daje nam taką szansę, bo otrzymujemy literackie i malarskie tropy, a i nie zapominamy o tym, z czego stolica Francji słynie. Różne dekady, wieki, ludzie, epoki, mury, przeszłość odnaleziona w teraźniejszości na innych prawach niż zazwyczaj. A jeśli nawet będziemy zwiedzać paryskie okolice z fotela bądź kanapy w naszym domu to i tak poczujemy niezwykłość ludzi i miejsca.

                                          Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję: