Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Włóczykijki". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Włóczykijki". Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 kwietnia 2012

"Obyś w ciekawych czasach żył"

"Miłośnica"

Maria Nurowska

Zaczynając czytać "Miłośnicę" myślałam, że to fabularyzowana biografia polskiej Maty Hari, ale okazało się, że założenie z góry tego co przyniesie lektura okazało, nie tyle nietrafione, co było skrótem myślowym, bo książka przyniosła o wiele więcej niż sensacyjne detale czyjegoś życia. Tak naprawdę dostałam szansę poznania intrygującej kobiety, a w trakcie czytania okazało się, że nawet dwóch, jak to możliwe? Autorka nie tylko przedstawiła mało znaną postać, lecz również odsłoniła pewne elementy własnych doświadczeń życiowych. Najlepiej jednak zacząć od początku czyli ... od okładki, bo ona wprowadza czytających w klimat opowieści i pozostaje przed oczyma w trakcie lektury i po jej zakończeniu.

Najczęściej biograficzne opowiadania kojarzą się z suchymi faktami, przeplatanymi datami i nimi ograniczonymi - urodził / urodziła się w tym dniu, a zmarł / zmarła w tamtym. Pomiędzy tymi cyframi wiele wydarzeń, jedne bardziej podkreślone, inne tylko wymienione wraz z wieloma innymi, jeszcze inne przemilczane lub uznane za nieistotne, czasem jakaś sytuacja w ogóle nie ujrzy światła dziennego, ponieważ jest mnie lub bardziej kompromitująca, chociaż nie zawsze to obiektywna prawda. Jak pokazać sylwetkę człowieka tak by oddać jej charakter, wady, zalety, te trudno uchwytne szczegóły, składające się na indywidualność? Pozostać neutralnym i zachować rolę obserwatora czy może dać się ponieść emocjom i szukać wśród życiowych ścieżek istoty bohatera? Może połączyć obie postawy i w zależności od potrzeb raz być obiektywnym badaczem, a raz subiektywnym pasjonatem? Jak utrzymać odpowiedni dystans od opisywanej osoby i czy w ogóle jest on warunkiem koniecznym? Pytania te oraz wiele innych nasuwają się od pierwszych przeczytanych słów do ostatnich, dwie kobiety oddzielone od siebie dekadami lat oraz śmiercią, a jednak obie doskonale współistnieją na stronach barwnej gawędy. Postać ta nosi w sobie tragiczny rys, może związany z utratą domu rodzinnego, a może z innym wydarzeniem, skrytym zbyt głęboko by ktoś drugi do nich dotarł.

Krystyna Skarbek polską Matą Hari? Raczej nie, chociaż obie wiodły niezwykle barwny żywot, w którym wojna odcisnęła niezatarte piętno i co ważniejsze pozostawiły po sobie legendę, żyjący własnym życiem. Z pochodzenia hrabianka, ale z mezaliansowego małżeństwa, do tego wielki kryzys lat dwudziestych dwudziestego wieku, lecz to jedynie wstęp do tego co dopiero miało nadejść. Najpierw kurierka przedzierająca się do okupowanej Polski przez górskie granice, w słońcu i śniegu, czynna agentka na terenie Francji, gdzie w brawurowych akcjach ratowała angielskich szpiegów, uwalnianie polskich żołnierzy z węgierskich obozów, tak jakby niebezpieczeństwo było daleko i nie dotyczyło jej. Fabuła z niespodziewanymi zwrotami wydarzeń, w których nigdy nie było wiadomo jaki ostatecznie kierunek przybiorą. Ale to jeden z wątków, gdzie bohaterką była Krystyna Skarbek, a raczej znana w tych momentach jako Christine Granville. Nie można zapominać o innych aspektach, takich jak życie osobiste, nierozerwalnie związane z pracą, a czasem wręcz stapiające się w jedno tak, że nie można było ich odróżnić od siebie.

Jak jest rola autorki "Miłośnicy" w jej historii? Maria Nurowska jest integralną bohaterką swojej książki, gdyż odsłania kulisy powstania oraz emocje jakie jej towarzyszyły podczas pisania, chociaż ukryta jest pood postacią narratorki. Czytelnik poznaje szczegóły z powstawania książki oraz rozterki podczas zbierania materiałów, również widzi jak opowieść nabierała kształtów. Kilka perspektyw skupionych na jednym człowieku, czasem sprzeczne opinie, wynikające z subiektywnych odczuć, z tego wszystkiego powoli wylania się portret nieprzeciętnej kobiety, nawet po śmierci wzbudzającą zainteresowanie, tak samo jak w momentach gdy żyła i nie pozostawiającą obojętnym czytelników. Zachwycała sobą, ale nie zewnętrznymi cechami, lecz swoim charakterem i tym tajemniczym "czymś", co dane jest nielicznym. Tylko tyle i aż tyle do zawarcia na trzystu kilkunastu stronach książki, jak zmieścić tak barwną i niejednoznaczną kobietę na ograniczonej powierzchni? Może wystarczy napisać to co w duszy gra i podszeptuje głos z tyłu głowy, tym sposobem nakreśli się szkic człowieka, który może sam siebie do końca nie znał lub nie chciał poznać, ale to nie przeszkadza, a wręcz kusi by się poznać życiorys unikatowy i warty zapamiętania.

"Miłośnica" zawiera elementy szpiegowskiej powieści, wiele detali biograficznych, elementy obyczajowe i tło historyczne, niepozbawione gorzkich spostrzeżeń, szczególnie dotyczących powojennych losów polskich żołnierzy. Podobno hasło "obyś w ciekawych czasach żył" jest klątwą, ale są ludzi, dla których właśnie takie chwile pozwalają żyć w pełni i dawać z siebie to co najlepsze i chyba właśnie taką osobą była Krystyna / Christine Skarbek / Granville



Książka została przekazana w ramach akcji "Włóczykijki"

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Sierpniowe "Włóczykijki"


Ostatnie dni sierpnia w kalendarzu,
a do mnie zawitały "Włóczykijki
z "ona i on. całkiem zwyczajna historia"
autorstwa Urszuli Jarosz
i Jerzego Gracza










wtorek, 26 lipca 2011

Krople dobre na wszystko ;)

"Mariola Moje krople"

Nie miałam okazji jeszcze przeczytać innych tytułów Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, ale zachęta z okładki, tej przedniej jak i tylnej części zadziałała. Grudzień 1981 nie zapisał się w mojej pamięci brakiem Teleranku z prostego powodu, jako kilkulatka nie oglądałam tego programu. Wszelkie wydarzenia z tamtego okresu za to utkwiły mi w pamięci dzięki późniejszym lekturom, filmom, rodzinnym opowieściom. Czasami okres sprzed 1989 najlepiej obrazują dzieła Stanisława Barei, a czasami zupełne ich przeciwieństwo. A wspominam filmy tego reżysera, bo skojarzenie takie nasunęło się w momencie czytania opisu książki. Czy tak jest faktycznie czy to tylko zbieg okoliczności? Nie wiem, ale owa konotacja jest dodatkowym bodźcem by jak najszybciej poznać bohaterów książki "Mariola moje krople".

Uśmiech pojawia się gdzieś około drugiego lub trzeciego zdania i nie schodzi z twarzy do ostatniego, chociaż z takiego stanu zdaje sobie czytelnik dopiero gdy kończy czytać, oczywiście wcześniejsze oderwanie się od książki raczej jest tylko na chwilę. Odganiając z pamięci filmowe kadry, szybko zagłębiamy się w codzienne życie pracowników teatru - tych z zacięciem scenicznym jak i tych zza kulis. Czas gorący dla wszystkich nastał i to nie z powodu polityki, a rychłej premiery sztuki, która ma mieć miejsce dwunastego dnia grudnia. Każdy wie jaka to gorąca pora w teatrze, ostatnie próby, przymiarki kostiumów, szlifowanie ról ... Tak, ale nie w tej bajce i nie ma to żadnego związku z tym, że przybytek Melpomeny jest umiejscowiony na prowincji, w końcu talent się liczy, a nie geografia. Zapał jest, nawet i ogromny, przynajmniej u części artystów, ale jakoś z interpretacją problemy są, może związek mają z tym problemy z zaopatrzeniem - patrz stanie w kolejkach wszędzie i po wszystko, chociaż towarzysz pierwszy sekretarz lokalnego komitetu jest czuły na tym punkcie – czarnowidztwu „mówimy nie”. Premiera ma mieć znakomitą widownię - dowództwo bratniej i zaprzyjaźnionej armii spod znaku sierpa i młota, ale nie samą kulturą ludzie żyją. Opis codzienności może wydawać się podany z przymrużeniem oka, ale czy na pewno? Oczywiście uśmiech jest, lecz tamta rzeczywistość, pomimo żartobliwości, jest świetnie oddana wraz z wszystkimi ujemnymi cechami jak na przykład cenzurą, której nie umknie nic, w szczególności jak dotyczy to "przyjaciół" ze wschodu ...

Akcja książki jest opisana w formie dziennika od siedemnastego listopada 1981 do trzynastego grudnia tego roku. Z kronikarską dokładnością przedstawiono walkę - nie z ustrojem, ale z codziennością no i siłę związków międzyludzkich, a raczej znajomości. Komedia omyłek zaczyna się toczyć coraz szybciej, a to co mogłoby wydawać się niemożliwe do zaistnienia staje się faktem, nawet jeżeli opary absurdu wydają się aż nadto gęste. Książka „Mariola moje krople” to nie dokument, ale raczej obraz w krzywym zwierciadle tamtej rzeczywistości. Patrząc takie w takie lustra widzimy niektóre elementy wyolbrzymione, a inne zminimalizowane, jednak to co widzimy to tylko jedno z możliwych portretów.





Książka przeczytana w ramach akcji "Włóczykijki"

piątek, 15 lipca 2011

Włóczykijek i "Mariola moje krople"

Mam, dotarła do mnie książka "Mariola moje krople" dzięki Włóczykijce, tyle pozytywnych recenzji czytałam, a teraz czas by się zabrać za czytanie :)

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Prawdziwe twardzielki

"Jak to robią twardzielki"


Twardzielka brzmi ostro, dumnie, narzuca dystans? To zależy od osobistych doświadczeń, chociaż początkowo może wydawać się, że obiegowa opinia potwierdza, ale nic bardziej mylnego, w końcu słowo to może odnosić się do każdej kobiety, nawet gdy nie potwierdza typowego portretu. Jedno jest pewne Brysia, Gosia i Sabina są nimi i co więcej zdają sobie z tego sprawę. Każda z nich może zawsze liczyć na przyjaciółki czy w wyciąganiu z dołka emocjonalnego, czy w momencie gdy trzeba sprowadzić na ziemię psiapsiółkę a nawet gdy należy chronić przed własną rodzicielką. Policjantka, dziennikarka i wykładowczyni, trzy odmienne kobiety, ale mające wiele wspólnego, a w najbliższej przyszłości czeka je - ujawnić prawdę o prawdziwej pracy Brysi, odszukać pewnego znawcę koni oraz zidentyfikować wroga zwanego potocznie Wieśmakiem no i pomóc oswoić matkę przyszłej panny młodej, tak by ta ostatnia nie uciekła z własnego ślubu. Jednak najpierw są zmusozne przeżyć wystawę piesków, traktowaną jak tajną akcję i możliwość zrobienia reportażu z "targowiska próżności", oczywiście w ramach zobowiązań rodzinno-przyjacielskich. Okazuje się, że konkurencja na psim festiwalu piękności jest ogromna i czasem brutalna, mordercze zapędy niektórych opiekunów czworonogów można rozpoznać bo błyskach w oczach i nie tylko.
Jako, że los lub wtrącać swoje trzy grosze do spraw ludzi, to poradzenie sobie z problemami nie pójdzie przyjaciółkom aż tak szybko jak było to zaplanowane. Niełatwo jest przyznać się, że zamiast samarytańską pielęgniarką jest się policjantką, do tego mistrzynią kickboxingu ... Upiorna mamusia robi ogromne wrażenie na przyszłym zięciu, a narzeczonej wpada w oko pewien żołnierz, spotkany w chwili malutkiego załamania. No i współpracownik Gosi prezentuje się nad wyraz dobrze, a Wieśmak jakby zszedł na razie na drugi plan. Jednak przeciwności są po to by je zwyciężać, a twardzielki pod byle pretekstem nie poddadzą się. Po pierwsze spacyfikować demoniczną rodzicielkę i to częściowo udaje się, chociaż upiór jakoś nie chce odpuścić, a i narzeczony jakoś nadal wpatrzony nie w tę kobietę co potrzeba. Teraz czas na wielbiciela koni, który niepokojąco długo nie dzwoni do dziarskiej dziennikarki, a to z powodu byłej żony - trucicielki, ale przynajmniej artykuł wyszedł udany. Najgorzej ma się sprawa Brysi, bo idealny mężczyzna okazał się oszustem, którego szukała ... No, ale dziewczyny nie odpuszczają, w końcu gdy nie ma się szczęścia w miłości zawsze można liczyć na przyjaciółki, które pomogą zawsze i wszędzie.

"Jak to robią twardzielki" to 100% komedia, nie spod znaku czarnego kąśliwego humoru, ale kolorowych fajerwerków śmiechu. Obfituje w bohaterów przedstawionych z przymrużeniem oka, ale w jak najbardziej pozytywnym świetle. Dzięki lekkiemu przerysowaniu ich perypetii autorka stworzyła grupę osób, które lubi się od momentu poznania aż do ostatniej strony, a nawet dłużej. W końcu każdy zna osoby, które świetnie wpisują się w konwencję tytułowych twardzielek, no i kto by nie chciał być jedną z nich ;) Każdy powinien mieć okazję poznania wspaniałej historii o przyjaźni i zwykło-niezwykłych przygodach trzej przyjaciółek i ich znajomych.




Książka została przekazana w ramach akcji "Włóczykijki"

niedziela, 29 maja 2011

Niezbędnik Twardzielek



W ramach akcji "Włóczykijki" dotarła do mnie książka Marioli Zaczynskiej "Jak to robią twardzielki" wraz z niezbędnikiem Twardzielek pomysłu Sylwii