Nowość:
„Zatruta krew”
Marta Reich
Pozory mogą ukryć
naprawdę dużo, zwłaszcza jeśli komuś zależy by prawda nie wyszła jaw. Jej
iluzja bywa realniejsza od rzeczywistości i na pierwszy rzut oka wszystko się w
niej zgadza. Pod jednym warunkiem wszakże warunkiem, że ktoś nie przyjrzy się
wszystkiemu z bliska i nikt nie zada sobie trudu by sprawdzić fakty.
Tej tragedii nic nie
zapowiadało. Wprost przeciwnie wszyscy byli pewni, że to prawdziwa bajka, taka
współczesna, gdzie dwoje młodych ludzi darzy się uczuciem, zakłada rodzinę i
potem już pozostaje „i żyli długo oraz szczęśliwie”. Jednak czy naprawdę tak
było? W grudniowy poranek lekarka pogotowia ratunkowego stwierdza śmierć
Małgosi, nagłą, w domu, bez wyraźnej przyczyny. Dramatyczny splot okoliczności
i nic więcej, rzadko, lecz zdarza się, chociaż czy na pewno? Bartek obudził się
obok martwej żony, niczego nie zauważył, nie było żadnego znaku ostrzegawczego,
zresztą zauważyłby go bez trudu, jako ratownik medyczny i student medycyny.
Niestety nie tym razem, tak bywa czasami, ale rodzina zmarłej ma pytania i nie
chce zadowolić się odpowiedziami, które jej udziela się. Pierwsze rysy na
idealnym portrecie rodzinnym czy po prostu ból po stracie córki? Prokurator i
lekarka nie zadawalają się tym, co mówią wszyscy i szukają prawdy, rzeczywistej,
a nie tej, w jaką wierzy większość. Co wydarzyło się w spokojnym domu na
przedmieściach w małżeństwie jak z reklamowego obrazka?
Pozory i prawda. To pierwsze zręczne, przemyślane i wiarygodne, natomiast czy drugie jest takie jak wygląda? Łatwo można skrzywdzić kogoś posądzeniami, jakie nie mają pokrycia w rzeczywistości, natomiast pozostawienie tego, co wzbudza podejrzenia bez weryfikacji może okazać się ogromnym błędem. Dylemat trudny do rozstrzygnięcia, a do tego dochodzi jeszcze aspekt moralny i czasem także kryminalny, co jeszcze komplikuje już i tak niełatwą sytuację. „Zatruta krew” inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami, gdzie właśnie między inny takie wątki są poruszane, ale to wstęp do skomplikowanej historii, w której wyrachowanie i złudne poczucie bezpieczeństwa są na pierwszym planie. Tym bardziej uderza myśl, iż akcja książki sięga do tego, co realnie miało miejsce. Sfabularyzować taką historię oznacza skonfrontować z sobą dwie różne perspektywy i równocześnie pokazać kulisy, lecz nie w dokumentalnej formie z podziałem na czerń i biel, a z wszystkimi niuansami oraz całym wachlarzem emocji od pewności, poprzez zawahanie się, aż do dojścia do prawdy. Do tego dodajmy ogrom detali składających się na drugi i trzeci plan, oddanie głosu bohaterom, nie wymyślonych, lecz mających odbicie w rzeczywistości. Marta Reich każdy z tych elementów wprowadziła do fabuły i jednocześnie uzupełniła znakomicie wszelkie luki. Czytelnicy podczas lektury konfrontowani są z faktami, ale nie suchymi albo kolejnymi stronami policyjnych akt, a z wydarzeniami, w których widać ich wielowarstwowość i przede wszystkim ludzkim czynnikiem. To on jest w centrum kryminalnego śledztwa, sięgającego osobistych doświadczeń, które nie pozostają bez znaczenia, w końcu niekiedy jedynie upór człowieka prowadzi do poznania prawdy. Ona nie zawsze jest widoczna, czasem potrzebna jest determinacja by dostrzegli ją inni...
Za możliwość przeczytania
książki
dziękuję:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz