Nowość:
„Dom bestii”
Katarzyna Bonda
Fakty i fikcja zdają się mieć mało ze
sobą wspólnego, stoją po dwóch stronach barykady. Jednak wcale nie tak rzadko
to pierwsze przerasta to drugie. Prawdziwe wydarzenia częściej bywają kanwą dla
tego, co ją naśladuje. Niestety rzeczywiste zło także jest bardziej mroczne i
co istotniejsze rani dotkliwiej.
Czasem marzenia od dramatu dzieli
tylko jedno – człowiek. Kiedyś Norbert miał marzenia i chciał innego życia niż
widział wokół siebie. Czy takie pragnienie może prowadzić do zbrodni? Tak.
Jedno słowo, za którym kryje się wiele przypuszczeń, lecz także niepodważalnych
dowodów na deprawację. Jednak na pierwszy rzut oka, a nawet kolejne wszystko
wygląda w miarę zwyczajnie, chociaż dostrzega się niepokojące sygnały, ale
rozmywają się one w codzienności. Kiedy została przekroczona granica, za którą
ofiara staje się sprawcą i zło zwycięża? Może nie ma jednego momentu,
konkretnej chwili, niekiedy składa się na nią cały szereg wydarzeń, nakręcających
zabójczą spiralę, ale ten, kto myśli, że to splot okoliczności nie dostrzega
jak głęboko sięga motyw i oplata on mordercę. Dopiero śledztwo obnaża prawdę,
niewygodną, brudną, zbudowanej na fundamencie kłamstw, przemilczeń, przymykania
oczu na krzywdę. Szarość i czerń, w takim świecie obracał się Norbert i nauczył
się jego zasad by przetrwać, a w końcu sam je tworzył, jeszcze brutalniejsze i pozwalające
mu osiągnąć cel… po trupach!
Zbrodnia doskonała istnieje.
Dokładnie do momentu aż ktoś wpadnie na jej ślad i powiąże z sobą tropy, jakie
do tej pory nie zostały dostrzeżone. Zbrodniarz czuje się bezpieczny, lecz to
iluzja stworzona przez niego samego. Bezkarność. Nie w tym przypadku, chociaż o
włos może kara nie zostałaby wymierzona. Spektakularne śledztwo? Nie, ale za to
skuteczne i to najważniejsze. Rzeczywistość bywa mroczniejsza i groźniejsza niż
wydaje się większości. Właśnie taki jest „Dom bestii”, nie reportaż, lecz także
nie fikcja literacka. Kryminał oparty na prawdziwych wydarzeniach. Nie
wygładzony i nie przesadzony, fabularyzacja podkreśliła w nim zło, nie
wyolbrzymiła, ale odkrywa detale, ginące w ogólnym obrazie, a przecież ona
właśnie go budują. Katarzyna Bonda połączyła przysłowiową „prawdę czasu i
prawdę ekranu czyli w tym przypadku prawdę literacką”. Nie ma przerysowania, za
to czytelnicy otrzymują rasową powieść kryminalną opartą na zbrodniach i
dochodzeniu, odkrywającemu, kto i dlaczego stoi za morderstwami. W „Domu
bestii” nie ma uproszczeń, dowodów podanych na tacy lub znajdujących się ot tak
na zawołanie. Za to jest śledcza praca, żmudna, daleka od filmowych skrótów,
pełna frustracji i świadomości, że niedotrzymanie procedury, obejście prawa,
wcale nie doprowadzi do szybszego zakończenia sprawy. W tej historii nie ma
prostych wyborów, pójścia na skróty i to właśnie jest jej siłą. Odsłanianie
tego, kto i co stoi za decyzją odebrania życia drugiemu człowiekowi, zacieranie
tropów i równocześnie ich poszukiwaniu
są kanwą, na jakiej rysują się sylwetki postaci, konkretnych ludzi, realnych.
To coś więcej niż rozwiązanie śledczej zagadki, to zbiorowy portret mordercy
oraz tych, którzy idąc jego śladem w końcu wyprzedzili go, ze szczegółami i
niuansami, tworzącymi wielowymiarowe sylwetki.
Za możliwość przeczytania
książki
dziękuję:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz