Nowość:
„Oni wrócili”
Marta Bijan
Tworzenie bywa dla wielu nie tka
łatwą drogą jak postrzegają to inni. Za dziełem kryje się talent i siła jego
urzeczywistnienia oraz wszystko to, o czym głośno się nie mówi lub nie
dostrzega. Zapomina się też o jeszcze jednym, twórca jest aż lub tylko
człowiekiem i by osiągnąć cel przekracza granicę, do jakiej nie powinien nigdy
nawet się zbliżać…
Sukces wymaga poświęcenia, a jeśli
już się go poczuło raz, drugi, to czasem działa jak narkotyk. Wystarczy po raz
kolejny zdobyć szczyt lub utrzymać się nad nim. Jednocześnie tak mało i tak
dużo. Uznany autor dziecięcych baśni, wie o tym doskonale i stara się znowu
pokazać, że wcześniejsze uznanie nie było niczym przypadkowym. Jednak jak tego
dokonać, gdy słowa przelane na papier nie układają się w sensowną całość? Alkohol
jedynie pogłębia problemy, ponure domiszcze na odludziu i narastającej małżeńskie
kłopoty dodatkowo wzmagają frustrację, przeradzającą się w wybuchy gniewu. Tę
posępną atmosferę rozjaśnia pojawienie się nowej służącej. Dziewczyna jest jak
powiew świeżego powietrza, lecz jej obecność komplikuje i tak trudną codzienność.
Mocniej widać mroczne cienie i zaczynają padać niewygodne pytania, od jakich
coraz trudniej uciec. Jakie sekrety kryje piwnica? To miejsce przyciąga, ale
unika się go. Podejrzenia zaczynają osaczać domowników, brak zaufania wzmaga
wyobcowanie. Baśnie tworzone przez pana domu nabierają jeszcze bardziej mroku i
ostrości, zdają się przenikać do codzienności. Czy uda się pokonać twórczą
niemoc? Jaką cenę płaci się za tajemnice?
Gotycki klimat niejedno ma oblicze,
ale ta umiejscowiona w brytyjskich krajobrazach od razu nasuwa mroczne pejzaże,
charakterystyczne i nie do pomylenia z żadnym innym. Duszna atmosfera,
zdradziecki chłód podszyty jeszcze wszechobecną wilgocią i słońce wciąż przysłonięte
zachmurzonym niebem. Na pierwszym planie postacie, których nie do końca
potrafimy sklasyfikować, tak jakby tło rzucało na nie cień grozy. W takim
entourage`u strach, wpierw nieokreślony,
później nabierający kształtów, nie dziwi nikogo, co nie oznacza, iż nie
zaskakuje swoją obecnością oraz intensywnością, narastającą i niczym mgła coraz
mocniej spowijającą wszystko i wszystkich. W „Oni wrócili” widzimy i co
istotniejsze czujemy to od pierwszych stron po ostatnie. Napięcie narasta, a
strach przybiera coraz to nowe kształty, zaciera się granica pomiędzy tym, co
rzeczywiste i tym, co jedynie podsuwa wyobraźnia, a może to nie ona? Coś się
dzieje, ale zmysły bohaterów i czytelników nie do końca potrafią zdefiniować
co, ta niepewność nakręca spiralę zagrożenia, jakie zdaje się być nierealne,
lecz przenika przez skórę i nie da się go wyrzucić z myśli. Marta Bijan po
mistrzowsku oddała również zacieranie się granicy pomiędzy twórczym zatraceniu
się i rodzącym się obłędzie. Nieubłagana sieć podejrzliwości, kłamstwa,
niedopowiedzenia, oskarżeń zaczyna oplatać miejsce, jakie z definicji powinno
dawać bezpieczeństwo, a staje się zamiast domem klatką. „Oni wrócili” to
studium szaleństwa, które odbywa się za zamkniętymi drzwiami, chociaż też na
oczach innych, czy z ich przyzwoleniem? Autorka porusza się po meandrach
ludzkiej psychiki, zagłębiając się w jej najodleglejsze zakątki i jednocześnie
opierając się na podstawowych potrzebach człowieka. Wyłaniający się obraz okazuje
się być zupełnie inny niż początkowo wydawał się, a to, co widzimy na końcu pokazuje
przerażającą prawdę, chociaż czy tak do końca niespodziewaną dla wszystkich
wokół?
Za możliwość przeczytania
książki
dziękuję:


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz