Nowość:
„Eldritch”
Keri Lake
Zło rzadko kiedy jest pokonane raz na
zawsze. Czasem jedynie pozostaje uśpione, lecz i tak nie daje o sobie
zapomnieć. Ten, kto myśli, że jest na tyle silny by go zwyciężyć, gdy się
zbudzi, jest szaleńcem lub bohaterem, który zapisze się w pamięci na zawsze.
Jednak nie można zapomnieć o jednym: cena w obu przypadkach będzie jaką
przyjdzie zapłacić będzie ogromna i bolesna.
Zło w ich świecie nie jest odległe
albo hipotetyczne, a sprawiedliwość to bywa niespełnionym pragnieniem. Mrok
jest wszechobecny i odczuwalny nieustannie. Maevyth i Zevander wiedzą co z sobą
niesie i zostali naznaczeni tym, co wraz z nim kroczy. Jednak znajdują siły by
mu stawiać czoła, ale jak długo będą w stanie robić to? Przekroczyli już kilka
granic, jakie dla większości były nieprzekraczalne i znowu tego dokonali, ale
tym razem cena może być dużo większa niż są w stanie zapłacić. Nieustannie
poruszają się ścieżkami krętymi, z zagrożeniem na każdym kroku i czasem nie już
nie oglądają się za siebie, bo doskonale wiedzą, że to, co kroczy za nimi tylko
czeka na chwilę ich zawahania. Przeszłość również nie daje o sobie zapomnieć,
pojawia się w śnie i na jawie, przypominając najgorsze koszmary, które stają aż
nadto realistyczne. Dawny ból staje się tym obecnym, wspomnienia wprost ożywają,
a Maevyth i Zevander wciąż walczą o życie i uczucie, jakie równocześnie daje
siłę i zwiększa lęk, że utracą siebie. Stawka wzrosła niebezpiecznie wysoko,
ich wrogowie dostrzegli to, od tego już krok do kolejnej próby, mogącej być tą
ostatnią…
Przyszłość i przeszłość, a pomiędzy
tym teraźniejszość, gdzie trwa walka o to, co dopiero może wydarzyć się z tym,
co już miało miejsce i naznaczyło piętnem zbyt wielu. Mroczna, drapieżna,
dramatyczna, historia, gdzie nadzieja wciąż mierzy się nieustającym
zagrożeniem, śmiertelnym i sięgającym głęboko w sny, marzenia i przede
wszystkim złem, o wielu twarzach nieustannie atakujące. Jednocześnie ten świat
wciąga czytelnika, zaskakuje go swoją różnorodnością i wielowarstwowością. Keri
Lake pokazała gotyckość zaskakująco, gdyż to równocześnie klimat, tło, emocje
oraz bohaterowie, tak ich zewnętrzna fizjonomia, jak i charakter oraz
doświadczenia. Ten element jest wszechobecny, zawsze i wszędzie, zdaje się nim
nasączone wszystko i wszyscy, nie ma przed nim ucieczki, ale to on nadaje ton i
zasila całość. Jeżeli do tego dorzucimy jeszcze magię, tajemnice na każdym
kroku oraz uczucia, które są w stanie pokonać czas i przestrzeń to otrzymujemy
opowieść, gdzie niczego i nikogo nie możemy być pewni, a kolejne rozdziały nas
jeszcze w tym upewniają. W „Eldritch” detale mają znaczenie, niuanse są
zapowiedzią tego, co jeszcze będzie miało miejsce, nic nie dzieje się bez
przyczyny, chociaż często dostrzegamy ją później. W ten sposób budowane jest
napięcie, podkręcane cały czas, jest po prostu bohaterem drugiego planu, bez
jakiego ten pierwszy straciłby część mrocznego uroku. No i postacie,
intrygujące tym kim są, swoją przeszłością, nie do końca znaną czytającym i im
samym, ale to dopiero wstęp. Na naszych oczach zmieniają się, dojrzewają do
czynów, nie da się ich zamknąć w zwyczajowych ramach, wciąż się z nich
wyłamują, walczą z tym, co ich naznaczyło oraz złem, znanym im od podszewki.
Bohaterowie i czytelnicy jeśli dostają moment na wzięcie głębokiego oddechu,
zaraz potem mierzą się z kolejnym zwrotem akcji, podążającym ścieżką nie nad
przepaścią, lecz wprost do niej!
Za możliwość przeczytania książki


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz