Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portal CPA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portal CPA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 maja 2021

Życiowe barwy

Przedpremierowo:

 „Kolory życia”

Ewa Domańska

 

Jakie kolory ma życie? Jedni dostrzegają ja tylko dwa: czerń  i biel, drudzy widzą jedynie szarą barwą w wielu odcieniach, ale są i tacy, którzy czują pełną paletę barw. Wszystkie oddają uczucia i emocje ludzi i jednocześnie wiele o nich mówią. Pokazują jak widzą świat, czego już doświadczyli i jakie mają oczekiwania, czasem nawet marzenia.

 

Dwanaście rozdziałów i tyle samo odzwierciedlających ich treść piosenek. Ewa Domańska w jednej i drugiej stronie swojej książki dołożyła starania by odzwierciedlić swoje przemyślenia i wskazówki w słowach. Wydawałoby się, że nic prostszego niż po prostu opowiedzieć o tym, co nam w duszy gra, po prostu zdanie po zdaniu zapisać. Jednak to wcale nie takie łatwe, nieliczni jednocześnie potrafią przekazać swój punkt widzenia, ale na tyle szeroko by odbiorcy mogli odnaleźć w nim również swoją perspektywę lub kierunek, w jakim mogą podążać. „Kolory życia” mogą wydawać się na pierwszy rzut oka szybką lekturą, lecz nic bardziej mylnego, gdyż to prawdziwie skondensowane treści, przekazujące istotę, to, co najważniejsze, nad czym trzeba się zastanowić. Czytanie kolejnych rozdziałów jest prawdziwą podróżą u podstaw jakiej leżą emocje, z różną siłą odczuwane, z których niekiedy nie zdajemy sobie sprawy, lecz obecne w naszym życiu i mające na nas wpływ. Ewa Domańska dzieląc się swoimi doświadczeniami nie czyni tego z pozycji mentora, ale kogoś kto wiele ma za sobą, lecz jeszcze więcej przed sobą oraz wie jak jedno i drugie jest ważne. Trudne momenty nie są skrywane, zamiatane pod dywan, dobre chwile są doceniane i widać wdzięczność za nie. „Kolory życia” nie są poradnikiem, to bardziej zapis dobrej energii w rytmie doskonałej muzyki, celnych spostrzeżeń i refleksji. Autorka stawia na szczerość, nie na przedstawianie rzeczywistości jedynie w jasnych, radosnych barwach, lecz dzięki humorowi i pasji dostrzega się kluczowe aspekty.

 

Ile potrzeba stron by przekazać to, co uważa się, iż warto by poznało jak najwięcej osób? Czasem dużej ilości stron, lecz niekiedy udaje się zawrzeć kwintesencję w mniejszej objętości, bez niepotrzebnych ozdobników, dodatków, ale za to z nieoczekiwanym dopełnieniem. Ewa Domańska pokazuje czytelnikom swoją drogę do spełnienia marzeń, na której były i pewnie będą przeszkody, lecz i jest miejsce na naukę nowych rzeczy, poznanie siebie oraz spojrzenie za siebie i przed siebie. To, samo mogę zrobić czytający, dostają możliwość do refleksji nad tym, co jest ważne, czego pragną i jak podążyć swoją własną ścieżką, nie taką, będącą wzorem, ale całkowicie indywidualną, zgodną z nimi samymi. Warto sobie zarezerwować czas, pozwolić sobie na poznanie tej książki i tego, co z sobą niesie.

 

 

Premiera:

12 maja 

 

Za możliwość książki

dziękuję:


 
 

 

 

czwartek, 25 czerwca 2020

Upiorna skuteczność

„Upiór w ruderze”
Andrzej Pilipiuk

Nie wszystko złoto co się świeci albo parafrazując nie każdy spadek po przodkach warty skorzystania z niego. Czasem naprawdę trzeba uważać na to, co w komorach, spichrzach tudzież szopach schowano, bo wystarczy moment i życie doczesne zmieni się w pozagrobowe. Podobno ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale w praktyce to ciut inaczej wygląda, wiadomo, że grzechy trzeba odpokutować, lecz kotły, widły i czeluści pełne smoły nie dla wszystkich są przewidziane. W pewnych przypadkach odpokutowanie za figle popełnione może przybrać postać upiora, w końcu co to za szlachecka siedziba bez własnego ducha, a lepiej trzech?

Czego potrzeba by stać się upiorem? Przepis jest banalnie prosty: dwie osoby towarzyszące, ryzykowna idea, jakiś magazynek, pełny dziedzictwa po wcześniejszych generacjach, no i najważniejsze armata z szwedzkiego potopu. Potem to już z górki, zwłaszcza kiedy znajomość broni kalibru ciężkiego jest znikoma, natomaist anioł stróż z gotowym przydziałem na podorędziu oświeci co do nowej egzystencji, wcale nie niebiańskiej. Panna Lukrecja i Kornelia, obie z rodu Liszkowskich oraz Marcelina w ten oto sposób pożegnały się z tym, co doczesne i weszły na nową drogę życiową, prowadzącą z powrotem w domowe pielesze. Jednak nie dla nich już zwykła codzienność, teraz ich obowiązkiem jest pokutowanie czyli tu postraszenie jakiegoś nieszczęśnika, tam przejście przez ścianę bez użycia drzwi. Naturalnie nie wszystkich ten nieco dyskusyjny zaszczyt spotyka, mogą go doświadczyć jedynie ci, którzy odpowiednio zasłużyli się dla dworu w Liszkach, a więc są wrogiem polskiego narodu, zagrażają dworskiemu obejściu lub mają jakieś dziwne pomysły co do zagospodarowania resztek ostałych po dziejowej zawierusze . Ten, kto nie docenia upiornych panienek przekona się, że to, co za ich ziemskiej egzystencji dopiero co kiełkowało przez wieki dojrzało, że o nabraniu doświadczenia w fachu pokutno-demonicznym nie wspomnę.

Historie z duchami są zawsze dobrą lekturą, niezależnie od pory roku kiedy po nie sięgamy, jeśli do tego odznaczają się upiornie dobrym poczuciem humoru i nieobcy jest im talent do straszenia, natomiast w ramach entourage`u jest polski dworek to wiadomo, iż będzie się działo. Już sam tytuł „Upiór w ruderze” wskazuje, że lepiej od razu przygotować się na opowieść w jakiej gęsia skórka będzie rywalizowała z wybuchami śmiechu. Oczywiście Andrzej Pilipiuk na tym nie poprzestał, to jedynie wprowadzenie do opowieści w jakiej nie brak klimatu spod znaku strasznego dworu, patriotycznej nuty oraz dziejowych przełomów, no i tytułowej postaci w liczbie mnogiej, objawiających się w osobach, jakżeby inaczej, upiornych dusz pokutujących panienek. Jednak ten kto spodziewa się płochości w zachowaniu i delikatnych dzwonień łańcuszków takoż lekkiego, potrójnego, zawodzenia i pastelowych cieni niech przygotuje się na pełne werwy bohaterki, nie stosujące półśrodków w swych działaniach. W końcu pokuta to pokuta, nie jakieś snucie się i omdlewanie, tu trzeba wykazać się charakterem i pomysłowością, zwłaszcza gdy wróg bramy przekroczył. Podczas czytania dobry humor gwarantowany, na dreszczyk emocji, zapewniam, iż niejeden, również można liczyć. Groza i fantastyka wraz z satyryczną tonacją doskonale uzupełniają się gwarantując brak nudy oraz niezapomniane czytelnicze wrażenia. Na duchy lub jak kto woli upiory liczyć zawsze można, a te spod pióra Andrzeja Pilipiuka nie zawodzą, bo mają inne sposoby by czytelnik był w pełni usatysfakcjonowany z lektury.


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję
wyd. Fabryka  Słów
oraz portalowi
Czytajmy Polskich Autorów 

piątek, 19 kwietnia 2019

To, co najważniejsze


„Sedno życia”
Katarzyna 
Kielecka-Masłocha

Co jest ważne w życiu? Pytanie mające bardzo łatwą odpowiedź zdawałoby się w pierwszym momencie, lecz już po chwili mogą pojawić się wątpliwości. Priorytety ulegają zmianom, czasem w dość niespodziewanym  kierunku, pojawiającym się całkowicie nieoczekiwanie i wszystko odmieniającym.

Egzystencja Edyty wyznaczana jest codzienną rutyną, w jakiej nie ma zbyt wiele radosnych chwil, ale i dramat również w niej nie ma. Wbrew otoczeniu kobieta żyje tak jak chce, naginając się od czasu do czasu do rodzinnych wymagań. Może w podobny sposób toczyłyby się przez kolejne miesiące i lata, lecz jedno badanie burzy wypracowany spokój. Jak by tego było mało, spotkanie z przyjaciółką z dziecięcych lat, dodatkowo wprowadza chaos. Jednak Edyta jakoś ogarnia to, co stało się jej udziałem, trochę postępując wbrew sobie i przy okazji złorzecząc tym, którzy zmuszają ją do działań nie po jej myśli. Kiedy wydaje się, że rzeczywistość znowu jest jako tako ogarnięta  kolejne wyzwanie pojawia się na horyzoncie, tym razem jest nawet miłe i zapowiada jeszcze więcej szczęśliwych momentów. Ale po raz kolejny Edyta musi zmierzyć się z przeciwnościami, na jakie nie była przygotowana. Wyciągnięcie pomocnej dłoni to jedno, lecz nie cofnięcie jej kiedy sprawy komplikują się tak, iż wymagają rewolucyjnych wyborów to już inna bajka. Do tej pory kobieta egzystowała w świecie jaki sobie stworzyła, niekiedy jedynie dostosowując się do ogółu, lecz tym razem musi przełamać swoje obawy, odsunąć lęki i wziąć na siebie odpowiedzialność, której nigdy nie brała pod uwagę. Teraz jest czas na to by odpowiedzieć na pytanie kto i co jest dla niej ważne oraz czy jest w stanie zawalczyć nie tylko swoje szczęście.

Pewne lektury skłaniają do refleksji i właśnie tego rodzaju jest książka Katarzyny Kieleckiej-Masłochy. „Sedno życia” to nie podniosły poemat z wzniosłymi hasłami, lecz historia mono osadzona w rzeczywistości, tej codziennej, często szarej i powtarzalnej, w jakiej wydaje się, iż przyszłość będzie biegła utartą ścieżką. Główna bohaterka to nie nagle odnajdująca motywujący i zarazem modny cel swej egzystencji kobieta, ale osoba, która mierzy się z tym, co nieoczekiwanie stawia na jej drodze przeznaczenie. Zamiast ekstra optymizmu jest niedowierzanie, czasem chwile strachu oraz bunt i poczucie humoru, trochę spod znaku czarnej barwy, lecz doskonale współgrające z pierwszoplanową postacią. Podczas lektury niejednokrotnie łza może się w oku zakręcić, ale również uśmiech pojawi się często, losy postaci nie są wydumane, splatają w sobie rodzinne tajemnice, frustracje, egzystencję z dnia na dzień oraz niespodziewane wydarzenia, zmieniające perspektywę postrzegania tego, co wokoło. Czytelnicy obserwują życiową rewolucję oraz jej efekty, jedno i drugie nie pozwala stać z boku, lecz wciąga w emocjonalny wir przy podejmowaniu decyzji i gdy dramatyczne sytuacje zadają nagłe ciosy. Gdzieś pomiędzy znanym i nieznanym bohaterowie powoli dojrzewają by nie zadowalać się jedynie namiastką, lecz sięgać po więcej, nawet jeśli czasem jest to wymuszone przez innych ludzi lub okoliczności. Niemożliwe nie staje się cudownie możliwe, lecz zdobywane jest krok po kroku, niekiedy zupełnie inną drogą niż większość podąża.




Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję portalowi
Czytajmy Polskich Autorów
oraz 
wyd. Szara Godzina

 


wtorek, 16 kwietnia 2019

W potrzasku


„Kurhanek Maryli”
Ewa Bauer

Szczęście czasem kosztuje o wiele więcej niż się wydaje w pierwszej chwili. Zresztą zbyt często iluzję bierzemy za nie, a naiwność zawsze jeszcze podwyższa cenę za mylną ocenę rzeczywistości. Czasem pragnąc miłości obdarzamy nią niewłaściwego człowieka, nim zostanie spostrzeżona pomyłka zbyt często zadane zostaną rany, po których zawsze zostaną blizny.

Życie Marty wydaje się snem, jaki chętnie by śniło wiele kobiet. Satysfakcjonująca praca, zdrowe dziecko oraz zaradny i przystojny mąż. Za taką fasadą kryje się pewnie jeszcze więcej zalet, jakiekolwiek zaprzeczanie jest co najmniej nie na miejscu. Może kiedyś kobieta by tak samo powiedziała, lecz wie ile musiała poświęcić by inni kiwali z uznaniem nad jej egzystencją. Za murami pięknego domu kryją się raniące realia, ale nie tak łatwo porzucić tę iluzoryczną bajkę. Niepewność i strach przez niektórych wyczuwana jest bardzo szybko oraz cynicznie wykorzystywane do własnych celów. Zaszczuwanie nie odbywa się przy pełnej publice, lecz w miejscu, jakie powinno być schronieniem przed wszelkim zagrożeniem. Trudno jest walczyć w pojedynkę, zwłaszcza kiedy wydaje się, że wszelki opór skazany jest na klęskę i jedynie pogorszy sytuację. Ile cierpienia da się przemilczeń? Jak długo można odbierać komuś wszystko to, co jest dla niego ważne? Czy można bolesną przeszłość przekuć na szczęśliwą przyszłość? Marta wiele straciła, lecz przecież jeszcze nie jest za późno by zawalczyć o swoje marzenia, chociaż serce wydaje się być złamane bezpowrotnie …

Łatwo wskazywać lepszą drogę komuś, stojąc z boku lub spoglądając wstecz. Ewa Bauer tego nie czyni, przeciwnie opowiadając historię swoich bohaterów pokazuje od podszewki jak rodzą się marzenia, ile niekiedy trzeba doświadczyć by w końcu urzeczywistniły się oraz jakie oblicza ma przemoc. „Kurhanek Maryli” ma w sobie mądrość, której nabywamy dzięki spojrzeniu za siebie oraz odwadze, to również nietuzinkowa opowieść o kobiecych losach oraz pragnieniu miłości, a w końcu skłaniające do zastanowienia ludzkie poczynania, zbyt często pomijane milczeniem lub skazane na odwracanie głowy. Pisarka nie ocenia postaci, nie wybiela motywacji, pokazuje ich takimi jakimi są z wszystkimi słabościami, złymi wyborami, strachem oraz świadomym ranieniem drugiego człowieka. W „Kurhanku Maryli” czytelnicy odnajdą sagę rodzinną i obyczajowe wątki, jedno i drugie toczy się na przestrzeni dekad, a bohaterowie na oczach czytających dojrzewają, mierzą się z nowymi wyzwaniami i próbują odnaleźć swoją drogę i miejsce w życiu. Ważną rolę odgrywają tu korzenie oraz ich zagubienie gdzieś w pogoni za tym, co wydaje się móc dać szczęście. Ewa Bauer z wyczuciem pisze o emocjach i ludzkich dramatach, nie przyspiesza fabuły i jej nie opóźnia. Łańcuch przyczynowo-skutkowy umiejscowiony jest w odpowiednich punktach i czasie, tak by postacie nie byli jedynie jednowymiarowymi kalkami prawdziwych ludzi.


Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję portalowi
Czytajmy Polskich Autorów
oraz 
wyd. Szara Godzina