Nowość:
„Wurdolak”
Robert
Ziębiński
Ciemność
nie nadchodzi od razu. Pojawia się falami coraz mocniej rysując się na
horyzoncie. Wydaje się znana i oswojona, ale czy na pewno tak jest? Może to
jedynie zręczna iluzja, oszukująca zmysły oraz rozum, by coś ukryć?
Czarny Staw
raczej nie jest spokojnym miejscem, chociaż większość jego mieszkańców zdaje
się tego nie zauważać. Ci, którzy dostrzegli mroczniejszą stronę miasteczka
walczą z tym, co niewidoczne, ale wciąż wpływający na wszystko i wszystkich. Tym
razem paczka przyjaciół zdaje się być przygotowana na kolejna rundę z
odwiecznym złem. Stoczyli już kilka potyczek i sądzą, że wiedzą z czym przyjdzie
im się mierzyć, ale czy na pewno tak jest? Tym razem są czujni, starają się
przewidzieć co może wydarzyć się, a jednak niepokojące zdarzenia są coraz
częstsze coraz bardziej niepokojące. Tak jakby zło nie tylko nabrało sił, lecz
i dojrzało. Coraz mocniej odczuwalna jest jego siła i przebiegłość. Jak nie
zostać za nim w tyle i zyskać przewagę? Czarny Staw po raz kolejny staje się
miejscem walki, ale przeciwników jest coraz więcej, sprzymierzeńców natomiast ubywa.
Czy można stawić czoła temu, co najgorsze, kiedy tak wielu jest tego
nieświadomych? Cena za bycie odważnym bywa bardzo wysoka, może zbyt wysoka dla
niektórych.
To już nie
jest opowieść z pogranicza, bo granica została wyraźnie przekroczona, pytanie
tylko czy jeszcze da się zza niej powrócić? Mrok przeszedł w ciemność, taką z
gatunku gęstych, wciągających tak, że każdy ruch jedynie pogarsza sytuację, ale
to widzi się dopiero po czasie, oblepiającą wszystko i przede wszystkim
wszystkich. Czytelnicy dostrzegają zło, okrzepnięte jak się okazuje niedające
za wygraną, a jedynie biorące głęboki wdech, kiedy nastąpi wydech czy zmiecie
wszystko wokół siebie? „Wurdolak” ma w sobie to, co zainteresowało nas w
poprzednich częściach, ale to nie prosta kontynuacja, opierająca się jedynie na
sprawdzonych wątkach, one są poprowadzone dalej, ale od nich odchodzą nowe.
Prawdziwa pajęczyna, wpierw prawie niewidoczna, później wydająca się mało
groźna, a kiedy pokazuje się w całości nie można się już z niej wydostać.
Pułapka doskonała. Robert Ziębiński łączy intrygujące fragmenty w opowieść,
gdzie strach ma konkretne imiona, zdziera maski normalności i pokazuje
rzeczywistość z filtrem zła. Bohaterowie na oczach czytających dojrzewają,
stają coraz bardziej świadomi tego, co dzieje się w ich najbliższym otoczeniu
oraz odpowiedzialności, jaką nie do końca świadomie wzięli na swoje barki. Czy
ciężar tego ostatniego będzie dla nich za duży? To już nie jest kolejna
potyczka, a otwarta wojna, w niej jak wiadomo płaci się cenę za odwagę i ponosi
niestety ofiary. W „Wurdolaku” ciemność nie puka do drzwi, nie czeka na
zaproszenie, ona po prostu wsącza się przez każdą szczelinę, wypełnia je,
równocześnie karmi się złością, pychą i ludzkimi słabościami. Rośnie w siłę,
czy zwycięży? W tym momencie następuje to, czego jako czytelnicy nie lubimy, lecz
co wzmaga apetyt na więcej… Co będzie dalej? Jeszcze nie wszystko zostało
powiedziane.

Kasiu, cudownie i z wielką wyczuciem oddałaś ten gęsty, mroczny klimat, który Robert Ziębiński buduje w "Wurdolaku". Twoje porównanie narastającego zła do zaciskającej się pajęczyny i powoli wsączającej się ciemności idealnie opisuje to, jak ta książka trzyma w napięciu do ostatniej strony. Bardzo celnie zauważyłaś też dojrzewanie bohaterów pod ciężarem odpowiedzialności, to świetny punkt Twojej recenzji. Aż ma się ochotę natychmiast sięgnąć po tę lekturę i sprawdzić, co wydarzy się dalej.
OdpowiedzUsuń