Nowość:
„W ogrodzie carycy”
Cykl: Kobiety Romanowów
Monika Raspen
Za możliwość przeczytania książki
Nowość:
„W ogrodzie carycy”
Cykl: Kobiety Romanowów
Monika Raspen
Za możliwość przeczytania książki
Nowość:
„Morderstwo
w Wedgefield Manor”
Erica Ruth Neubauer
Jeśli szukasz mordercy wpierw
rozejrzyj się za motywem. Jeśli go odkryjesz to i sprawcę zbrodni
zidentyfikujesz szybciej. Nie ma przestępstwa idealnego, zawsze są ślady i
ktoś, kto je pozostawił, jeśli jedno i drugie zostanie zauważone to jedynie kwestia
czasu ujęcia zbrodniarza.
Ciche miejsce gdzie można odpocząć,
nabrać sił i po prostu cieszyć się spokojnym życiem wśród przyjaciół i
bliskich. Zbyt sielankowy obraz? Jak się okazuje Jane Wunderly po raz kolejny
staje w obliczu śmierci, gwałtownej i raczej nie z powodu wypadku. Co faktycznie
miało miejsce i czy intuicja dobrze jej podpowiada? Z pewnością znajomy z
ostatniego śledztwa wspomoże ją i tym razem, bo raczej Redvers nie pojawił się bez
powodu w posiadłości lorda Hughesa. Kto mógłby być podejrzany o tak niecny
czyn? Z pewnością Wedgefield Manor ma niejedną tajemnicę, a i jego mieszkańcy i
goście również chowają jakieś sekrety, lecz czy są na tyle istotne by być
przyczyną spowodowania czyjeś śmierci? Może
to jednak zbieg okoliczności albo ofiarą miała być inna osoba? Dużo pytań, a
odpowiedzi brak, policja stara się złapać trop, lecz efektów zauważalnych jest
brak jednak Jane to nie zniechęca, wprost przeciwnie jej determinacja rośnie. Podejrzanych
jest kilku, kogo wykluczyć, komu przyjrzeć się z bliska? Zabójca woli trzymać
się z boku czy wprost przeciwnie? Czas na przyjrzenie się wszystkim i
dostrzeżenie tego, co do tej pory nie zostało zauważone i zakończenie
dochodzenia!
Dyskretny, mniej lub bardziej, urok
arystokracji. Wiejska posiadłość na angielskiej prowincji. Lekcje latania i
amatorskie śledztwo. Dodajmy do tego szalone lata dwudzieste ubiegłego stulecia
oraz Amerykankę w pobliżu której zbrodnia pojawia się dość często i mamy
intrygujący kryminał retro. Trochę w stylu Agathy Christie, ale w żadnym razie
kalka, raczej bardziej podobny w klimacie oraz oczywiście sferze gdzie jego
akcja została umiejscowiona. Erica Ruth Neubauer stawia nie tylko na zagadkę
kryminalną, lecz również na część obyczajową, oba elementy nierozerwalnie są z
sobą związane i dobrze zatarto pomiędzy nimi granicę. W ten sposób równocześnie
poznajemy postacie, co czasem prowadzi do tego, iż trafiają one do kręgu
podejrzanych, natomiast z drugiej historia nabiera głębi. Autorka stara się
również wpleść rzeczywiste fakty, co dodaje autentyczności i smaku całości.
Zmiany społeczne, pozostałości Pierwszej Wojny Światowej, odpowiednie
nazewnictwo, starannie oddany drugi plan, tak co do osób jak i miejsc oraz
rekwizytów, również sprawia, że fabuła jest kilku wymiarowa. Oczywiście w jej
centrum jest kryminalna szarada, nie tak łatwo do odgadnięcia, bo i ślady mylą,
a bohaterowie także dokładają od siebie by wprowadzić, co nieco lub więcej
zamieszania. Jednak wszystko to doskonale służy opowieści i sprawia, że podczas
lektura nuda nam nie grozi.
Nowość:
„Miasteczko”
Paulina Świst Piotr C.
Spadek najczęściej kojarzy się więcej
niż pozytywnie. Co jednak gdy jest nie dość, że niespodziewany to jeszcze przynosi
prawdziwy ból głowy? A na dodatek wymaga równocześnie wspięcia się na szczyty
dyplomacji i pokazania dobitnie, że „nie z nami takie numery”. No cóż łatwo już
było…
Co może połączyć byłych małżonków,
nie licząc nagłego przypływu romantycznych uczuć? Pewien testament oryginalnego
wuja jednego z nich. Scedować na ludzi, jacy nie pałają do siebie
przyjacielskimi uczuciami, coś, przy czym będą musieli współpracować zakrawa na
złośliwy żart, a jak jest naprawdę? To już musi rozwikłać Paulina z Piotrem,
jakkolwiek sympatią nie darzą się zbytnią, lecz przecież kiedyś było całkowicie
inaczej. Niestety to już przeszłość, a teraźniejszość jest skomplikowana,
trudna i z dużą dozą słownych potyczek z gatunku tych złośliwych. A tu jeszcze
spadek czyli hala produkcyjna i dom, jedno i drugie w samym środku Bieszczad.
Scenariusz pod tytułem „rzucić wszystko i wyjechać…” zostaje zmodyfikowany
czyli trzeba sprawdzić co to wszystko znaczy. Jak się okazuje realia są nader zawiłe,
chociaż to eufemizm. Pozostaje jedynie próbować jakoś ogarnąć schedę po wujku,
zwłaszcza, iż jest jeszcze Wiesław. Postać nader ciekawa i więcej niż kontrowersyjna,
wprowadzająca element nielegalności, dość bezpośredniej perswazji, lecz tym
razem trafiła kosa na więcej niż jeden kamień. Jak wyjść z tego bałaganu cało?
Na odpowiedź Paulina i Piotr mają zbyt mało czasu, co oznacza sięgnięcie po niekonwencjonalne
rozwiązania, w końcu życie jest najważniejsze, natomiast cała reszta to już czysty
hazard albo raczej bieszczadzka ruletka!
W każdym szaleństwie jest metoda.
Podobno. Jednak jak się dobrze przyjrzeć to z pewnością pewna dwójka byłych
małżonków może być potwierdzeniem tej tezy. Zwłaszcza, jeśli są bohaterami spod
piór Pauliny Świst i Piotra C. Obaj autorzy nie zasłynęli ze spokojnych
książek, a tym bardziej przewidywalnych, gdzie historia toczy się jednym torem,
a jej zwroty nie są ostre i przebiegają po łagodnych łukach. Z pewnością
współpraca również nie zagroziła, a wprost mówiąc wzmocniła ich sławę jako
niepokornych twórców, po których czytelnicy spodziewają się nie tylko wiele,
lecz przede wszystkim lektury, przy której równocześnie będą skręcać się ze
śmiechu, kibicować postaciom, rozwiązywać zagadkę i na dodatek jeszcze nie
zauważą upływającego czasu. „Miasteczko” jest tytułem, za jakim kryje się akcja,
sensacja, humor oraz oczywiście para nie od parady czyli eksżona i eksmąż
połączonych niespodziewanym spadkiem i tym razem od przybytku może zaboleć i to
jak! Kto by się nie cieszył ze schedy po wujku i to jeszcze w malowniczych
Bieszczadach? No cóż okazuje się, że w tym przypadku nie będzie ani łatwo, ani
przyjemnie, a cała reszta to już jazda bez trzymanki. Efekt pracy duetu
pisarskiego przyniósł fabułę, w której nie brakuje napięcia, jakie wcale do
końca nie zostaje rozładowane, bo finał dostarcza kolejnego znaku zapytania.
Jednak nim on nastąpi, czytelnicy będą w małomiasteczkowych okolicznościach Bieszczad
wraz z bohaterami próbować wyjść cało ze spadkowego chaosu, w jakim litera
prawa podpierana jest mocniejszymi argumentami spod znaku perswazji więcej niż
słownej. Prawnicza elokwencja czasem nie wystarcza, ale ktoś nie docenił państwa
mecenasów z metropolii.
„Prosto do piekła”
Aleksandra Serzysko
Kiedy traci się wszystko, nawet
siebie, swoją tożsamość, to, co pozostaje? Można mieć jakąkolwiek nadzieję, gdy
jest się złamanym na każdy możliwy sposób, a okrucieństwo, jakiego doświadcza
się każdego dnia nie ma granic? Ktoś wyciąga rękę, czy z pomocą…?
Jaką cenę płaci się za zakazaną
miłość? Podobno to, coś o co warto walczyć, ale jeśli zostaje się za to ukaraną
w najgorszy możliwy sposób to, czy nie jest to zbyt wiele? Jednak Sevilla nie żałuje
niczego, a to co zostało uznane za wyrok ona przekuwa w walkę o siebie. Jeśli
nie ma się nic do stracenia to pozostaje przyjąć co daje los lub pomoc kogoś,
kto przychodzi z propozycja nie do odrzucenia. Czy warto jeszcze raz zaufać? W
końcu jest już się potępionym, ból pokazał chyba już wszystkie swoje oblicza,
dno zostało poznane od najbardziej bolesnej podszewki. Pozostaje więc walczyć,
ostatkiem sił, bardziej wolą, gdyż ciało to jedna wielka rana. Sewilla nie
odtrąca tego, co jej dano, lecz nie robi to też z dobrej woli. W miejscu gdzie
się znalazła jej wola jest mało znaczącym, a upadły bóg po prostu robi to, chce
nie pytając nikogo o zdanie albo o zgodę. Czy potępiona archanielica będzie w
stanie wykorzystać szansę jaką dostała? Jeżeli odnajdzie dla siebie miejsce w
piekle to również zemsta będzie możliwa. Kiedy odbierze się komuś tak dużo jak
jej zemsta to jedyna droga by móc przetrwać, chociaż czy na pewno? Poznanie
niektórych tajemnic pozwala znowu uwierzyć w coś, co wydawało się nierealne…
Miłość, strata, upadek, powstanie i
walka. Wszystkiego tego doświadczyła główna bohaterka książki Aleksandry
Serzysko, a czytelnik wraz z nią doświadcza tego, co jest udziałem. Autorka
niezwykle plastycznie oddała emocje odczuwane przez nią. Jednak to nie wszystko
co zostało tak doskonale przekazane w tej historii. Świat „Prosto do piekła” to
nie jedynie szkic, a z detalami wykreowane uniwersum z prawami, zasadami,
hierarchią. To tworzy drugi na plan, na tle jakiego na oczach czytelników
rozgrywa się opowieść o Sevilli, wojowniczce, archanielicy, kobiecie, nie
poddającej się złu, walczącej, ale równocześnie doświadczającej bezmiaru bólu
tylko dlatego, że odważyła się pokochać, kogoś kogo nie powinna. Spod pióra
Aleksandry Serzysko nie wyszedł romans, a fantastyczna lektura o więcej niż zaskakującej
fabule ze zwrotami akcji i z niezwykłą fabułą. W „Prosto do piekła” nie mało
wyrazistych postaci, każda z nich narysowana jest mocną kreską, tak, by pozostać
w pamięci czytelnika, bo ma do odegrania rolę w historii. Pierwszoplanowi
bohaterowie niejednokrotnie zaskakują, a ich drugoplanowi towarzysze również
zaznaczają swoją obecność. Losy Sevilli podążają ścieżkami pełnymi pułapek,
zakrętów, iluzji, a gdzie ją doprowadzają? Do punktu, z którego nie ma odwrotu,
gdzie można jedynie iść do przodu…
Za możliwość przeczytania
książki
dziękuję wydawnictwu:
Nowość:
„Chata wyklętych”
Emilia Szelest
Niektóre miejsca mają swoją pamięć i nie wybaczają pewnych wydarzeń, skrywają również sekrety, jakimi niechętnie dzielą się. Czasem znajdzie się ktoś, kto wpadnie na ślad tych ostatnich i udaje mu się zbliżyć do nich. Nikt wtedy nie jest bezpieczny, bo prawda bywa niechciana i burząca kruchą równowagę pomiędzy milczeniem oraz ukrywaniem tego, co niewygodne…
To nie miała być ekstremalna górska wyprawa, może nie najłatwiejsza, lecz z pewnością dla doświadczonych turystów do pokonania bez zbytnich przeszkód. Kiedy pogoda krzyżuje plany trzeba je zmienić ad hoc. Stara, górska, chata daje schronienie i coś, czego nikt nie oczekiwał. Tajemnice, w liczbie mnogiej. Co kryją stare bale i deski? A może pytanie powinna brzmieć, co chowają w zanadrzu ci, którzy byli tu wcześniej? Z pewnością dzieje się coś, co wzbudza niepokój, nie nazwany, ale da się go odczuć. Szalejąca na zewnątrz zamieć śnieżna nie pozwala opuścić schronienia, jakie miał być na chwilę. Tyle, że wydłuża się ona coraz bardziej, natomiast zagrożenie wcale nie maleje. Nie tylko natura i góry są groźne, również ludzie, zwłaszcza ci, którzy noszą maski. Co tu się wydarzyło albo co właśnie dzieje się? Czasem warto zwracać uwagę na znaki, zwłaszcza gdy powietrze gęstnieje z godziny na godzinę. Czy chata zdradzi skrywane sekrety i jaką cenę przyjdzie za to zapłacić?
Góry nie zapominają, pozostawiają w swojej pamięci to, co miały w nich miejsce, skrywają tajemnice i bronią ich przed każdym, kto chce zakłócić kruchą równowagę pomiędzy przeszłością, teraźniejszością i przeszłością. Niektórzy uważają, że to, co wydarzyło się w górach, powinno w nich pozostać, niekiedy pogrzebane pod warstwą ludzkiej krzywdy wraz z cichymi bohaterami i niewygodną prawdą. Kiedy dawne sekrety dają o sobie znać, wtedy budzą się uśpione demony. A jeśli potworami są ludzie i to oni strzegą, to zostało ukryte, a nie góry? Zwodnicze piękno, odludzie, samotna chata i kilkoro turystów, jakich połączyła górska wędrówka oraz śnieżna zamieć. W takich okolicznościach ludzka solidarność wydaje się na wagę złota, a co jeśli będzie kosztować dużo więcej? Emilia Szelest w „Chacie wyklętych” stworzyła jednocześnie kameralny i górski thriller z cieniem legend i elementami . Początkowo to natura pokazuje swoją potęgę i uwidacznia jak mały wobec niej jest człowiek. To tytułem wstępu, chociaż ten klimat, jako bardzo bliski drugi plan, oddziałuje na czytelników podczas całej lektury. Jednak okazuje się, iż jest jeszcze jedno zagrożenie, groźniejsze, bliskie, nie do końca nazwane, coraz silniej odczuwalne. Irracjonalny lęk spowodowany przez klaustrofobiczne warunki, czy faktycznie mające uzasadnienie w tym, co się dzieje? „Chata wyklętych” ma również wątki nawiązujące do faktów historycznych, ukazujące nie zero jedynkowo przeszłość, lecz z detalami, o jakich zbyt często zapominamy. Przerażająca biel za oknem, wewnątrz mrok coraz bardziej dostrzegalny i kilkoro ludzi, którzy zdają sobie sprawę, że stoją na granicy… Najnowsza książka Emilii Szelest zadaje kilka pytań, lecz odpowiedzi na nie są tak oczywiste i jednoznaczne jak mogłoby się wydawać, gdyż osądzać jest czasem łatwiej niż zmierzyć się z prawdą. W tej książce zło zdaje się być nieuchwytne, nie do końca nazwane, lecz odczuwalne, mocniej z każdym rozdziałem, nawet więcej z każdą kartką, czekamy kiedy zaatakuje, bo to nieuniknione, ale to nie koniec, on przynosi jedynie wyjaśnienia pewnego fragmentu, całość dopiero będzie odkryta.
Premiera:
„A w Krakowie
na Brackiej pada
deszcz”
Michał Zabłocki
Towarzyszą nam równie często jak
kiedyś, a może nawet częściej. Słuchamy ich w wolnym czasie, nierzadko
towarzyszą nam podczas pracy, przy ważnych momentach w życiu. Po prostu są z
nami, przy nas, obok nas. Piosenki albo inaczej mówiąc tekst i muzyka, muzyka i
tekst. Zapadające w pamięć, czasem powiązane ze wspomnienia o ludziach,
miejscach, wydarzeniach, bywające ich tłem.
Piosenkarki i piosenkarzy, a także zespoły
muzyczne kojarzymy bardzo dobrze. Wystarczy, że usłyszymy melodię, kilka słów,
urywek piosenki i wiemy, kto wykonuje dany utwór, często też pamiętamy jego
tytuł. A co z osobą, która napisała do niej tekst? No właśnie pozostaje jakoś w
cieniu, rzadziej jego imię i nazwisko kojarzymy. Michał Zabłocki przybliżając piosenki,
jakich jest twórcą utrwala się w naszej świadomości, a jego utwory znamy, co
najmniej dobrze, jak nie lepiej. W końcu już nie „Cichosza” i nie „Między ciszą
a ciszą”, lecz głośniej, barwniej i przede wszystkim słowa nabierają
dodatkowych detali.
Piosenki towarzyszą nam przez całe
życie, są tuż obok, nie zawsze je zauważamy, czasem wtapiają się w tło, ale
często kojarzymy je z konkretnymi miejscami, wydarzeniami. Nuty, tekst,
wykonanie. Tylko lub aż tyle, niektóre „chodzą za nami”, inne nagle nam
przypominają się. Czy kiedyś zastanawialiście się jaka historia kryje się za
nimi lub w nich? Michał Zabłocki, autor tekstów, poeta, potrafi czarować także
opowiadając o tychże właśnie kulisach. Przenosimy się do legendarnej Piwnicy
pod Baranami, poznajemy Piotra Skrzyneckiego, Grzegorza Turnaua, Jana Kantego
Pawluśkiewicza, Beatę Rybotycką, Jacka Wójcickiego i nie jedynie ich. Autor
odsłania genezę niektórych utworów, w jakich okolicznościach powstawały i
wspomnienia z nimi wiążące się. Przytoczone teksty piosenek widzimy po takim
wstępie w innym świetle, bo to już nie wyłącznie wyrazy, lecz także niekiedy
anegdoty, ich geneza, okoliczności tworzenia. Tytuł „A w Krakowie na Brackiej
pada deszcz” większość z nas zna przynajmniej w części i pewnie nuciło nieraz,
a wraz kolejnymi rozdziałami następne teksty przypominają nam się. Michał
Zabłocki jest doskonałym gawędziarzem, co dostrzegamy bardzo szybko, a smaczku
dodają wypowiedzi innych artystów, jacy dzielą się swoimi doświadczeniami ze współpracy
z nim i nie tylko. Gładko przechodzimy pomiędzy gatunkami muzycznymi, czasem
jedynie dziwiąc się, że nie wiedzieliśmy kto stoi za słowami piosenek, lecz po
lekturze tej książki wielu z nas będzie zwracało baczniejszą uwagę nie wyłącznie
na wykonawcach, lecz również tych stojących nieco w cieniu czyli autorów słów.
Za możliwość przeczytania książki
„Wiatr od morza. Sztorm”
Magdalena Witkiewicz
Wybory towarzyszą nam ciągle. Co i
rusz na coś się zgadzamy albo i nie, decydujemy bezustannie nawet nie
dostrzegając tego. Po prostu to jedna z życiowych funkcji, taka sama jak
oddychanie, jednak rzadko, kiedy tak o tym myślimy. Niekiedy dopiero po latach
zauważamy coś, co zaważyło na naszym życiu i to było właśnie naszą decyzją…
Kiedy życie smakuje tak nigdy
wcześniej i nigdy potem? Gdy raz za razem jest ten pierwszy, potem pozostaje
porównywanie, czasem na plus albo minus, jednak wówczas tak wiele dzieje się, a
efekty dopiero dostrzegamy często dużo później. Czy gdyby Ania wiedziała, co
wydarzy się podjęłaby inne decyzje? Tego tak naprawdę nie wie ona sama, chociaż
minęły cztery dekady od tamtych wydarzeń. Teraz gdy patrzy za siebie tak wiele
już wie, chociaż czy wszystko? Ma pewne sekrety, lecz inni także. One
naznaczyły wszystkich, jak mocno? Z pewnością silniej niż ktokolwiek z nich
przypuszczał, ale wtedy gdy powstawały i dokonywano wyboru by nimi pozostały
wydawały się dobrym wyjściem. Zresztą u progu dorosłości Ania, Władek, Andrzej,
Bożena, decydowali o sobie, swojej przyszłości, mając w tle historyczne
wydarzenia, a one rzadko kiedy nie odciskają piętna, nawet jeśli zdaje się, że
tak nie jest. Młodzieńcze uczucia czasem przypominają sztorm, niebezpieczny,
nieokiełznany i niekiedy pozostawiają po sobie niejeden znak zapytania. Czy po
latach Ania jest gotowa do stawienia czoła dawnym tajemnicom, emocjom, jakie
wydawało się, iż dawno zostały zapomniane? Smak wspomnień bywa słodko-gorzki…
„Każdy wybór niesie ze sobą
konsekwencje”. Plusy i minusy, przeważają jedne albo drugie, kolejna decyzja
podjęta. Dorastając często tego nie zauważamy, bo okres ten jest burzliwy,
mniej lub bardziej, jednak niesie z sobą zmiany, czasem nieodwracalne. „Wiatr
od morza. Sztorm” to nie jest prosta opowiastka, ale opowieść, która wciąga nas
coraz mocniej i nieubłaganie z każdą przeczytaną stroną. Ponadczasowa, chociaż
sięga lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku i wydarzeń, jakie znamy z lekcji
historii. Jednak tutaj one mają konkretną twarz, a raczej twarze, nie te znane,
lecz te, o których pamiętają jedynie najbliżsi, cisi bohaterowie. To ona, ta
wielka historia splata się z codziennością nastolatków i ich rodziców, kolejki,
oporniki przypięte do swetrów, ciche protesty na przerwach. To jedna strona,
druga to pierwsza miłość, przyjaźń wystawiona na próbę i sekrety, rodzące się
bez uprzedzenia, które będą towarzyszyć przez lata postaciom tej książki,
świadomie bądź nie. To również lekcje podejmowania decyzji, jakich echa będą
się odbijać kolejne lata, a nawet dekady. To, co w tych wyborach negatywne
utkwi w bohaterach, niekiedy niczym cierń, a na pozytywnych będzie budowana
przyszłość, tyle, że spoiwo gdzie niegdzie będzie miało w sobie tajemnicę. „Wiatr
od morza. Sztorm” jest także o dorosłości, tej dojrzewającej dzień za dniem,
lecz niezauważalnie i nagle zaczyna się ją czuć. Magdalena Witkiewicz oddała
wszystko to, co się z nią wiąże obrazami malowanymi słowami. Scena za sceną,
akapit za akapitem, rozdział za rozdziałem, z detali, pojedynczych zdarzeń
wyłaniają się ludzie, jacy na naszych oczach niezauważenie przeobrazili się w
dorosłych, znajomi, ale też już z rysami, jakich na nich pozostawiło to, czego
byli świadkami i uczestnikami. A czytelnicy czują tę opowieść pod skórą,
pulsującą emocjami, niespokojnymi, z jakich zrodziły się wybory, czasem
nieodwracalne. Ta książka pozostaje w pamięci i pokazuje wagę decyzji, które
raz podjęte będą nam towarzyszyły, chociaż nie zawsze będziemy potrafili i
chcieli stawić im czoła…
Za możliwość przeczytania książki
Nowość:
„Dalia”
Patrycja Dzień
Za możliwość przeczytania książki
Nowość:
„Yes Mr. President”
Monika
Magoska – Suchar
Za piękną fasadą często kryje się
wszystko to, co ma być niewidoczne dla świata zewnętrznego. Intrygi, sekrety,
kłamstwa są skazami na nieskazitelnym wizerunku, a ten nie może w żaden sposób
ucierpieć, chyba, że… komuś na tym zależy. W takiej sytuacji prawda jest często
najmniej ważna, bo nie da tego oczekiwanego efektu czuli skandalu!
Każdy ma słabe punkty, jeśli pozna je
ktoś, kto chce zaszkodzić to robi wszystko by je wykorzystać. Dove Carter ma
konkretne zadanie, w normalnych okolicznościach nigdy nie zgodziłaby się na
odegranie roli, do której została zmuszona. Niestety nie ma wyboru, pozostaje
jej ulec szantażowi i zrobić to, czego od nie zażądano. Jonathan Barrett ma
obecnie jeden cel – wygrać wybory, wiele wskazuje na to, iż fotel prezydencki
jest już prawie jego. Wystarczy odpowiednio poprowadzić kampanię i nie zostać uwikłanym w żaden skandal. Do
tej pory jedno i drugie szło doskonale. Dove nie może skompromitować swojej
rodziny, wychowana niezwykle surowo, wie co to oznaczałoby. Barrett nie zdaje
sobie sprawy jak łatwo zaprzepaścić wszystko to, na co pracował latami. Pewnej rzeczy
nikt nie brał pod uwagę – uczuć. W polityce one się liczą, no chyba, że będą
mieć wpływ na wyniki sondażu, lecz w przypadku tych dwoje nikt nie może
dowiedzieć się, co łączy asystentkę i doskonale rokującego kandydata, a jeśli w
grę wchodzi misterna i jednocześnie okrutna intryga? Czy ta rozgrywka ma szansę
powodzenia? Kto przegra, a kto wygra?
Idealny obraz amerykańskiej rodziny i
jej ciemne oblicze, wielka polityka i kulisy dalekie od pozowanych zdjęć oraz
ujęć, różnica wieku i przede wszystkim splot wydarzeń, jaki nie miał prawa
zaistnieć, a jednak miał miejsce. Podobno w miłości i na wojnie wszystkie
chwyty są dozwolone, a gdy spotyka się jedno z drugim emocje są gwarantowane i
z pewnością nie będą one letnie oraz nie przejdą bez echa. Lubicie łączenie
różnych motywów? Na przykład obyczajowego z political fiction? Stany
Zjednoczone, wybory prezydenckie, walka o Biały Dom i szantaż. Zaczyna się od podłożenia
przysłowiowej bomby, to na wstępie, bo cała reszta to już oczekiwania kiedy
wybuchnie, bo „czy” nikt nie bierze pod uwagę. Monika Magoska –Suchar doskonale
opanowała sztukę podkręcania napięcia i zaskoczenia czytelnika, oczywiście w
najmniej spodziewanym momencie. Gdy wydaje się nam, że wiemy jak potoczy się
dalej akcja kolejna scena pokazuje, że przypuszczenia to jedno, a wyobraźnia
autorki i tak wyprzedza je. „Yes Mr. President” jest historią intensywną, o
szybkiej akcji i pokazująca prawdziwe oblicza, kryjące się pod maskami, jakim
daleko od starannie utrwalanego wizerunku udostępnianego na zewnątrz. Bohaterowie,
niczym aktorzy na scenie, grają role, o które nich ich nie podejrzewa, gdzieś na
drugim planie dostrzegamy cień sekretów, lecz dopiero w finale wysuwają się na
przód by odsłonić trudna prawdę. Monika Magoska – Suchar i tym razem oddała w
ręce czytelników intensywną opowieść, pikantną, w której zamiast lukrowanej
rzeczywistości jest słodko-gorzki świat z niejedną pułapką, lecz również z prawdziwymi
uczuciami, o jakie warto walczyć.
książki
dziękuję:
Autorce - Monice Magoskiej Suchar
Nowość:
„Wróżby, czaszki i skarb Montezumy
czyli jak przegrać zakład
i wygrać przygodę”
Tomasz Napierała
Nie ma jak wyzwanie i to jakie! Wiadomo, że skarb znaleźć nie tak łatwo, a kiedy oczekiwania są ogromne i do tego jeszcze czas ograniczony to już w ogóle trzeba mieć naprawdę nie lada szczęście by wybrnąć z tak trudnej sytuacji. Czy wystarczy jego łut i wiara, że sukces jest na wyciągnięcie ręki? No cóż jeśli nie podejmie się próby to nie pozna się odpowiedzi.
Pierwszy sukces smakuje wybornie i daje powód do dumy, lecz potem nadchodzi pytanie, co dalej? Kuba, Zofijka i Ziemek poczuli słodki smak tego pierwszego, ale jak wiadomo sława nie trwa wiecznie, zwłaszcza w dobie, gdy jest ona zależna od lajków. Co więc pozostaje rodzeństwu, które chce by ich kanał YouTube nadal był popularny? Najlepiej nowa przygoda i tu pojawił się problem. Jak wiadomo zakłady kończą się zwycięstwem lub porażką, jak więc uniknąć tego drugiego i to jeszcze w cztery tygodnie? Pozostaje rozwiązanie zagadki, nie jakieś, ale takiej spektakularnej, w ostateczności dającej duże zainteresowanie. Pytanie tylko gdzie ją znaleźć, bo czas płynie nieubłaganie! Sewilla niejedną kryje tajemnicę wystarczy jedynie znaleźć jedną, a dalej jakoś to będzie. Jak okazuje się ta pojawia się dość niespodziewanie i wprowadza w życie młodych Kamińskich jeszcze większe zamieszanie. Skarb Montezumy to nie byle co, jest celem poszukiwań od wieków, czy to możliwe, że trójka nastolatków i ich nowa znajoma wpadli na jego trop? Brzmi obiecująco, a nawet jeszcze lepiej. Pozostaje tylko jedno – znaleźć skarb ukryty przez Hernana Corteza… Zofijka, Ziemek i Kuba mają przed sobą nie lada gratkę, lecz nie są jedyni. Przez setki lat mityczne złoto rozpalało głowy poszukiwaczy. Czy uda się odnaleźć to, co zostaje od wieków ukryte?
Legenda, historyczne tropy, czwórka młodych poszukiwaczy oraz Sewilla, Mexico City, Aztekowie i konkwistadorzy. Brzmi intrygująco? No trzeba przyznać, że od samego początku nie brak zagadkowego klimatu, a im dalej zagłębiamy się w lekturę tym go więcej i bardziej gęstego. Kogo nie rozpalały przygody poszukiwaczy skarbów? A we „Wróżby, czaszki i skarb Montezumy czyli jak przegrać zakład i wygrać przygodę” nie brakuje gorączki tropienia, zwłaszcza, iż autor doskonale zatarł granicę pomiędzy faktami i fikcją literacką, równocześnie rozpalając zaciekawienie historią. Druga część perypetii trójki rodzeństwa jest równie ciekawy jak pierwszy, a nawet bardziej, gdyż sięga do nie jednej legendy i twórczo je interpretuje. Główny motyw stanowi oś, do jakiej rozchodzą się inne wątki, ściśle z nim związane, lecz także poruszające inne tematy, niewysuwające się zbytnio na plan pierwszy, ale w nim obecne. Przyjaźń, rodzina, zaufanie, to wszystko zostało wplecione w szaloną podróż po tytułowy skarb i w odpowiednich momentach rozbrzmiewają tak, by zostały dostrzeżone i co równie istotne został odpowiednio zrozumiany ich przekaz. Lektura „Wróżby, czaszki i skarb Montezumy czyli jak przegrać zakład i wygrać przygodę” biegnie naprawdę szybko przede wszystkim z uwagi na to, że czytelnicy chcą jak najszybciej przekonać się co wydarzy się za moment. Bohaterowie nie ustają w dostarczaniu okazji do śledzenia fabuły z wypiekami i równocześnie rozpalają zaintrygowanie, co jeszcze będzie ich udziałem, a trzeba przyznać, iż wyobraźnia Tomasza Napierały jest bogata i przenosi on ją interesująco na papier.
Za możliwość przeczytania
książki
dziękuję:
„Echa klątwy”
Ann I. Parker
Czasem różnice wydają się nie do
pokonania. To przekonanie nie pomaga w dostrzeżeniu w drugiej stronie tego, co
w innych okolicznościach zauważone i co więcej docenione byłoby bardzo szybko. Jednak
niektórym udaje się zobaczyć to „coś” w kimś, kto do tej pory poza kręgiem
zainteresowania, a wtedy otwierają się nowe możliwości, jakie wcześniej nie
były brane pod uwagę.
Powiedzieć, że początki znajomości
Liory i Coltona są burzliwe to tak jakby nic nie powiedzieć. Dalej też jest nie
jest spokojniej, można powiedzieć o eskalacji napięcia. Ale tych dwoje zauważa
zaczyna patrzeć na siebie z całkiem innej perspektywy. Nie przechodzi to bez
echa, bo nie wszystkim podoba się ta sytuacja. Do tej pory ich znajomi żyli
obok siebie, a nie z sobą, a krucha
równowaga bardziej przypominała zawieszenie broni niż koegzystencję. Liora bywa
nieobliczalna i to nie jedynie dlatego kiedy skupia się na malowaniu. Colton
również nie należy do cierpliwych i często daje o sobie znać jego dzika natura.
Czarownica i wilkołak. Od dawna pomiędzy ich rasami nie ma porozumienia, lecz
to, co oni odczuwają dalekie jest niechęci. To dużo więcej niż jedynie wzajemne
zainteresowanie, zaczynają rozumieć, że łączy ich nie tylko wzajemne pragnienie.
Czy są na tyle silni by stawić czoła uprzedzeniom i brutalną wrogość? W ich
świecie najpierw często działa się, a dopiero później przychodzi czas na
pytania, o ile jeszcze jest komu je zadać i odpowiedzieć na nie. Oni stanowią
wyzwanie dla tradycji, podziałów i przede wszystkim uprzedzeniom. Niekiedy
miłość to za mało, a jak będzie w ich przypadku?
Magia, zew natury i połączenie różnic,
jakie wydają się zbyt wielu nie do pogodzenia. Gdzie w tym wszystkim miejsce na
uczucia, oczywiście poza takimi jak gniew, zaślepienie, a zwłaszcza strach przed
tym, co niezrozumiałe i co do tej pory było wymówką dla walki? Autorka przedstawia
historię, w jakiej nie brakuje akcji, ogromnej dawki emocji, w tym tych
destrukcyjnych oraz oczywiście zmysłowej strony. Ta układanka ma też swoje
tajemnice, jakie poznajemy podczas lektury, gdzie rzeczywistość okazuje się bardziej
skomplikowana. Nadprzyrodzona warstwa i zwykła tworzą barwny drugi plan, jaki
nie stanowi jedynie tła dla relacji głównych bohaterów, w której nie brakuje
pasji, determinacji, lecz także znaków zapytań sięgających dalej niż są tego
świadomi. „Echa klątwy” jest lekturą, jaką czyta się szybko, kolejne wydarzenia
nie pozwalają na nudę i wciągają do opowieści gdzie ogień jest dosłowny, tak
samo jak i walka o uczucie skazane przez większość na porażkę. Nienawiść i
miłość nie są tak odległe jak mogłoby się wydawać, oba mogą niejedno zniszczyć
i zranić wielu, lecz to, co zbudowane na tym drugim pozwala w końcu zagoić się
ranom z przeszłości i zbudować szczęśliwą przyszłość.
Przedpremierowo:
„W twoim płomieniu”
Jennifer L. Armentrout (J. Lynn)
Czasem przeszłość to nie jedynie
wspomnienia, a konkretny człowiek. To on odgrywa główną rolę w tym, co było i
do czego nigdy nie doszło. Wystarczy chwila, również nim związana, by zmieniło
się wszystko i nic już nie było takie jak przed momentem. Przyszłość rozmywa
się w teraźniejszości, która jest walką nie tyle o odzyskanie siebie, lecz
zwykłej codzienności. Co zrobić, gdy ktoś z dawnych lat znowu pojawia się w
życiu?
Do Jillian wciąż powraca tamten
wieczór sprzed sześciu lat. Miał dla niej być punktem zwrotnym i stał się
takim, ale nie tak jak marzyła. Teraz jest już inną dziewczyną niż wtedy, dawne
marzenia poszły w kąt, natomiast to, co zdarzyło się wtedy towarzyszy jej na co
dzień. Nie da się odwrócić czasu, zrobić kroku wstecz lub w innym kierunku.
Niestety tak bywa i kiedyś trzeba pójść do przodu, chociaż ból wcale nie jest
mniejszy niż wtedy, lecz da się do niego przyzwyczaić. Jednak długo można tak
egzystować? Jillian w końcu chce pójść do przodu, a praca w rodzinnej firmie to
dobra decyzja. Może uda się również poukładać sprawy osobiste? Problem w tym,
iż pojawia się ktoś, kto sześć lat temu zawiódł ją. Jak w takiej sytuacji
zaczynać od nowa, gdy tak dużo wspomnień staje się bardziej wyrazistych i zbyt
dotkliwie stare rany dają o sobie znać? Znowu uciec? Udawać obojętną i po
prostu nie wracać do tego, co było? Każdy wybór jest trudny i będzie wymagać od
Jillian stawienia czoła przeszłości. Czy ktoś wyciągnie pomocną dłoń, nawet
jeśli o to nie prosiła? Niekiedy warto dać drugą szansę, zwłaszcza kiedy
pojawia się okazja by urzeczywistnić nierealny zdawałoby się scenariusz,
pytanie tylko co z bolesną przeszłością?
Jeden wieczór, dramatyczny splot
okoliczności, czas, którego nie da się cofnąć i teraźniejszość, daleka od
dawnych planów. Jak zachowają się bohaterowie,
starsi o kilka lat, z doświadczeniem życiowym, lecz w dużym stopniu będący
wciąż w tym punkcie czasu, jaki nieodwracalnie zmienił ich lub raczej tylko
jedno z nich? Jennifer Armentrout stawia przed czytelnikami postać, która wciąż
zmaga się z bolesnym wydarzeniem, jakie odcisnęło na niej piętno. Z minuty na
minutę utraciła zbyt dużo, nie tylko ze względu na młody wiek, a obecnie
próbuje napisać nowy rozdział dla siebie. Jednak na drodze staje ktoś z jej
przeszłości, a to sprawia, iż z ogromną siłą wracają dobre i złe wspomnienia,
dawne pragnienia, lecz też niedopowiedzenia. Pisarka przekazuje ogrom emocji drzemiących
w bohaterce, jaka stoi pomiędzy tym, co już było i niestety ma nadal na nią
wpływ oraz tym, czego by chciała, ale boi się rozczarowania i kolejnego
zranienia. „W twoim płomieniu” nie jest jednak w żadnym razie lekturą, w jakiej
dominuje smutek lub strach, jedno i drugie jest obecne, w końcu trauma nie
przechodzi ot tak, lecz na pierwszym miejscu są próby poradzenia sobie z
dawnymi i obecnymi uczuciami. Czy łatwo uporządkować wieloletnie odpychania od
siebie problemów, tych uczuciowych również? Nie i autorka to przekazuje w
niepewności głównej postaci, robieniu przez nią kroku w tył, do której wracają
wspomnienia, mniej i bardziej chciane,. Tu nie ma perfekcji w przechodzeniu do
kolejnych etapów, jest za to rzeczywistość, zaskakujące zwroty i pytania czy
może dać szansę temu, co kiedyś było marzeniem i jak się okazuje nie odeszło…
Premiera:
13 marca
„Iskry nocy”
Ann I.
Parker
To, co
zakazane kusi, chociaż często to my, nie inni, stawiamy sobie granicę, jaką
boimy się potem przekroczyć. Niekiedy zasady zostają narzucone wbrew naszej
woli i nie potrafimy sprzeciwić się im. Jednak jedne i drugie ograniczenia nie
pozwalają żyć pełnią życia, w zgodzie z sobą, lecz niektórzy w końcu zdobywają
się na odwagę i robią krok w kierunku ich złamania. Jaką cenę przyjdzie
zapłacić za to?
Podobno emocje nie tak łatwo ukryć, lecz
niektórzy doszli do naprawdę mistrzowskiego stopnia w nie odsłanianiu tego, co
naprawdę czują. Pod pogodnym uśmiechem
lub pewnością siebie maskują to, co ich rani i nie pozwala na spokojną
egzystencję. Rheę i Davida nie łączy nic, może poza tajemnicami i spotkaniem,
jakiego nie zaplanowali i nie byli w żadnym stopniu przygotowani na to, co z
sobą przyniosło. Każde z nich miało swoje życie, jak więc kilka słów
zamienionych pewnej nocy mogło aż tak zapisać się w ich pamięci. Ona musi
zachować tę chwilę w tajemnicy, jeśli zdradzi się jakkolwiek ściągnie na siebie
gniew kogoś, kto nie zawaha się ukarać ją za to dotkliwie. On nie potrafi o
niej zapomnieć i wcale nie zamierza tego zrobić, do czego to doprowadzi? Rhea
nauczyła się milczeć, ukrywać swoje rany i nie zdradzać się ze swoimi
marzeniami. Dlaczego tkwi w tak bolesnej dla niej relacji? Dlaczego nie odeszła
z niej? David do tej pory nie spotkał kogoś takiego jak ta skrzywdzona
dziewczyna i pamięta co poczuł gdy ją zobaczył. Co połączy tych dwoje? Ich
wybór będzie rzuceniem wyzwania milczeniu uczuciom, jakie nie przejdą bez echa…
On i ona, znający poczucie
samotności, chociaż wokół nich są inni. Każde z nich tęskni za czymś, co jak
nie jest im dane. Zadowalają się tym, co bardziej rani niż przynosi radość. Co
przyniesie ich spotkanie? Na pewno nic prostego i nie wymagającego podjęcia
trudnych decyzji. „Iskry nocy” to coś więcej niż zmysłowa historia, to także
opowieść o przemocy, lęku i odczuwanym wstydzie przez ofiarę. Autorka splotła
dramatyzm z sensualną warstwą w bohaterach, jacy wydają się skrajnie różni,
lecz jak się okazuje mających ze sobą więcej wspólnego niż przypuszczali. Od
pierwszej chwili, gdy się poznają wyczuwa się napięcie pomiędzy nimi, jednak
jest także bagaż trudnych doświadczeń oraz teraźniejszość, naznaczona przemocą.
Połączenie tak kontrastowych wątków sprawia, że ta historia nabiera
mocniejszych barw, a Ann I. Parker od samego początku wybiera kolory wyraziste,
podkreślające istotne elementy całości. Słowami odmalowuje świat, w jakim
wydawało się, że nie ma miejsca na głębsze uczucie, a marzenie o nim prowadzi
jedynie do rozczarowania, ale to jedna strona. W drugiej jest być może tytułowa
„Iskra nocy”, jaka rozjaśnia mrok i przede wszystkim serca tych, którzy ją
dostrzegli i rozpalili z niej ogień.
Za możliwość przeczytania książki
Przedpremierowo:
„Wiatr od morza. Sztil”
Magdalena Witkiewicz
Kiedyś było inaczej, lecz czy lepiej?
Każdy moment przeszłości ma swoją prawdę, po latach wydającą się inną, bywa, iż
barwniejszą od teraźniejszości. Jednak to, co ma miejsce obecnie po części jest
wynikiem tego, co było kiedyś, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Gdzieś tam był wstęp do dzisiaj…
Zakładamy, że z tajemnicami da się
żyć, wiemy o ich istnienie, lecz staramy się je odsuwać od siebie. Tak jest lepiej,
chociaż czy na pewno? Anna i jej mąż przeszli nad nimi do porządku dziennego, czas
płynie, a oni budują swoje życie wokół nich i może wbrew nim. Zresztą tyle
zmian doświadczyli wokół siebie. Wpierw nowy rozdział, całkowicie odmienny od
jej planów, wciąż świeża rana po tym co dopiero miało miejsce. Małżeństwo,
jakiego podstawy były dalekie od solidnych i przede wszystkim prostych.
Zmieniająca się rzeczywistość połowy lat osiemdziesiątych nie ułatwiała
niczego, zwłaszcza, że opozycyjna działalność jest jeszcze jedną cegiełką do
muru zbudowanego z sekretów. Jak w tym wszystkim odnaleźć się? Anna ma nowe
marzenia, jej mąż także, nadzieja splata się z dojrzewaniem, kolejne wybory
rysują się na horyzoncie. Pozostaje też pamięć o tym, co wydarzyło się, wpierw
niedawno, a z każdą kolejną rocznicą cierń wspomnień przypomina o tych, których
już nie ma. Co kryje się za spokojną egzystencją, w jakiej znalazło się miejsce
na wzajemne zaufanie, miłość i wspólną przyszłość? Może dawne sekrety wcale nie
odeszły w zapomnienie i nie są bezpieczne? Nigdy nie ma dobrego czasu na
stawienie im czoła, lecz niekiedy niespodziewany sojusznik wspiera w najgorszym
momencie…
Jedne książki trafiają nam pod skórę
po przeczytaniu, ale są również takie, które od razu, w trakcie lektury, nawet
więcej, bo już po kilku, kilkunastu stronach, wchodzą pod nią i z każdą kolejną
kartką wsączają się mocniej im głębiej. Obie części „Wiatru od morza” należą do
tej drugiej kategorii, pozostając na długo i skłaniając do refleksji. „Sztil”
nie pozostawia obojętnym, chociaż wydawałoby się, że jest już spokojniej,
emocje nie są już sinusoidą, lecz tak naprawdę to jedynie pozory, bo one wciąż
buzują. Wcale nie tak okiełznane jakby się wydawałoby i dają o sobie znać.
Kiedy? Wówczas, gdy wydaje się, że dużo po nich nie pozostało, bohaterowie
znają je przecież doskonale, nawet do nich przyzwyczaili się. Jednak to iluzja,
która prędzej czy później znika. Magdalena Witkiewicz wirtuozersko pokazuje jak
przeszłość wpływa na teraźniejszość, a sekrety skrywane w niej przypominają o
sobie podkopując fundamenty, na jakich opierały się postacie i nie zauważając
rys na nich, czy da się je naprawić. „Wiatr od morza. Sztil” nie jest typową
sagą rodzinną, nie stanowi także nostalgicznego powrotu do tego, co było. To
opowieść o ludziach, jacy kiedyś podjęli decyzje pod wpływem chwili, uczuć,
splotu okoliczności, które w innej sytuacji w ogóle nie byłyby brane pod uwagę.
Jednak wybory dokonały się, a teraz po latach, kiedy wydawałoby się, że czas
burz przeminął, cisza odsłania to, co starano się ukryć. Dawne marzenia i te,
które je zastąpiły, dojrzałość i w końcu konieczność stawienia czoła temu, co
jedynie zdawało się zamkniętym rozdziałem składa się na drugi tom. Magdalena
Witkiewicz nie boi się poruszać tematów trudnych i obnażać je, ukazując emocje
z nimi wiążące się oraz ich wpływ na bohaterów, ten, o jakim nie mówi się
także. Milczenie zamiast krzyku bywa o wiele głośniejsze, zwłaszcza, gdy
nadchodzi moment kiedy zaczynają słuchać samych siebie i słyszą niewygodną
prawdę, a ujawnienie tajemnic oczyszcza ranę, jaka jedynie pozornie była
zabliźniona. Pisarka dzieli się z czytelnikami siłą sekretów. One rzadko kiedy nie
ranią, lecz niektórzy świadomie biorą za nie odpowiedzialność i nie dzielą się
nimi, bo boją, że nie udźwigną prawdy.
Za możliwość przeczytania książki