sobota, 11 grudnia 2021

Liczy się tylko miłość

„Corrado”

Bella Di Corte

 

Niektórzy ludzie są dla siebie po prostu stworzeni, przysłowiowe połówki jednego jabłka. Czasem przyciągają się przeciwności, a niekiedy to, co takie same sprawia, że wiadomo od razu, iż spotkało się tę właściwą osobę. W takiej chwili niektórzy ryzykują wszystko, rzucają wyzwanie wszystkim, bo to niepowtarzalna szansa na szczęście i coś, co wydawało się niemożliwe – miłość.

 

Tych dwoje nigdy nie powinno się spotkać. On jej szukał, a ona umiała się ukrywać jak mało kto. Oboje od pierwszej chwili wiedzieli, że bez siebie nie mogą żyć, ale ich związek na pewno nie będzie sielanką. Zbyt wiele osób źle im życzyło, a jeszcze więcej było przeciwko im. Ale czy warto spełniać oczekiwania innych i stracić kogoś,  kogo szukało się tak długo? Alcina zdawała sobie sprawę, że miłość do Corrado nie będzie prostym i łatwym uczuciem. Każde z nich miało potężnych wrogów, lecz razem stanowili mogli im przeciwstawić się. Prawdziwym zagrożeniem dla nich byli oni sami, zapalczywi, nie darujący zniewagi i zbyt szybko rzucający się do walki. Czy będą umieli współdziałać by nie zgubić siebie? Zaufanie nie jest dane raz na zawsze, wystarczy chwila nieuwagi i pozostaje po nim rozczarowanie, jakie nie tak łatwo zapomnieć.

 

Parafrazując pewno zdanie przy każdym silnym mężczyzną stoi jeszcze silniejsza kobieta, wiedząca czego chce i umiejąca to nie tylko zdobyć, lecz także nie zgubić gdzieś po drodze. Bohaterowie książek Belli Di Corte są narysowani ostrą i grubą kreską, zamiast łagodnych linii są zdecydowane i przede wszystkim w kontrastowych kolorach. Doskonale jest to widoczne w „Corrado”, gdzie silne osobowości ani na moment nie tracą swej charyzmy i bez wysiłku zaznaczają swoją obecność. Pisarka doskonale dobrała dla nich drugi plan, ale przede wszystkim pokazała na co stać ludzi, którzy dawno przeszli granice nieprzekraczalne dla wielu. Nie zapomniała także o cenie jaką się płaci za bycie sobą, wysokiej, czasem bolesnej, będącej lekcją na przyszłość. Jednak na pierwszym miejscu jest uczucie, nie zakazane, lecz niebezpieczne, w jakie wierzy mało osób. „Corrado” jest książką w jakiej szczęście okupione jest ranami, coraz to nowymi bliznami, gniewem i zazdrością, ale również nie poddawaniem się przeciwnościom, trwaniu przy tym, czego się pragnie, nie z głupiego uporu, lecz z wiary, że złożonej przysięgi nie można złamać. Bella Di Corte przedstawia bohaterów, którzy w imię tego, nie wahają się zaryzykować tym, co już zdobyli i co jeszcze przed nimi.

 

 

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

 

 

piątek, 10 grudnia 2021

Zapowiedź: "Krew i popiół"

 Zapowiedź


 

„Krew i popiół” to świat, w którym rządzą tradycja, rytuał i przemoc. Czy dziewczynie przeznaczonej bogom uda się wywalczyć wolność? Powieść jest pierwszą częścią cyklu stworzonego przez Jennifer L. Armentrout, jedną z najpopularniejszych amerykańskich autorek fantasy. „Krew i popiół” ukaże się w Polsce już 12 stycznia i będzie pierwszą książką nowego wydawnictwa You&YA. 

Poppy jest Panną. Jej życie jest pełne samotności. Nikt nie może jej dotknąć. Tylko garstka wybrańców może zobaczyć jej twarz albo z nią porozmawiać. Jej egzystencja jest pozbawiona wszelkiej przyjemności. Poświęcona bogom, ma tylko jedno zadanie - przygotować się do Ascendencji, rytuału, który ma zapoczątkować nową erę. 

Jednak Poppy dużo lepiej czuje się w towarzystwie swoich strażników niż dam dworu i kapłanek. Gdyby mogła, mieczem i łukiem broniłaby swoich bliskich przed niebezpieczeństwem zza Zapory. Dobrze wie, jakie potwory kryją się za nią w magicznej mgle.  Niestety, nie ma żadnego wpływu na swoją rolę w zbliżającym się obrządku. Walka nie przystoi Pannie, a zostać uznaną za niegodną bogów to najgorsze, co mogłoby ją spotkać. 

Mimo to, Poppy jest gotowa podjąć ryzyko. Nie wie, co stanie się z nią po Ascendencji. Ryzykuje świętokradztwo nawet zadając to pytanie. Póki może, chce więc korzystać z życia i poznać je jak najlepiej. To właśnie sprowadziło ją do Czerwonej Perły. Nie wie, że w tej zapyziałej tawernie spotka jasnowłosego strażnika, który zawróci jej w głowie, oraz że pozna tajemnicę, która odmieni jej życie na zawsze. 

 

czwartek, 9 grudnia 2021

To, co najważniejsze

„Złamane serca”

Cora Reilly

 

Miłość niejedną ma twarz, a maski wcale nie są jej obce. Czasem przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie i nie od razu jest rozpoznany. Bywa, że ukrywa się pod innymi emocjami, które nie są nawet jej namiastką. Niektórym sprzyja szczęście i dostrzegają ją oraz doceniają to, co z sobą niesie.

 

Pewnych spraw nie da się przewidzieć, bo po prostu nikomu nie przychodzą nikomu do głowy. Savio przez lata pracował na swoją opinię, znany jest nie tylko w Las Vegas, a sława playboya sprawia mu przyjemność. Korzysta z życia ile się da i jak tylko się da, nie kryje się z tym przed nikim. Gemma zna go od lat i tak samo długo jest nim zauroczona, chociaż doskonale wie, że on ją traktuje w kategoriach koleżeńskich. Nikt nie docenia determinacji dziewczyny, ale czy to nie za mało? Jej przyszłość jest już  zaplanowana i nie ma w niej miejsce na to, czego pragnie ona. Plany jednak mają to do siebie, że da się je zmienić, zwłaszcza jeśli komuś zależy, a tych dwoje zamierza to zrobić. Nie zdają sobie sprawy z jednego, iż marzenia lubią się spełniać nie do końca tak jak oczekiwano. To, co przynosi im rzeczywistość odbiega od wyobrażeń. Kto pójdzie na ustępstwa i czy miłość naprawdę wszystko wybacza? Temperamentu Gemmie nie brakuje i Savio przekonuje się o tym gdy nie spodziewa jakichkolwiek trudności. Czego się boi on i co tak naprawdę jest w stanie dać takiej osobie jak ona? Czy nie rozczarują się sobą gdy bliżej poznają się? Żadne z nich nie lubi przegrywać, tym razem walczą o coś więcej niż do tej pory.

 

Miasto grzechu i hazardu, gdzie jednym niekiedy dopisuje szczęście, innym pech, a wygrana i przegrana są dwoma stronami tej samej monety. Miłość w takim miejscu wydaje się jedynie złudną iluzją, zwłaszcza dla tych, którzy za dużo widzieli, przeżyli i wiedzą, że jeśli robi się spokojniej to jedynie cisza przed krwawą burzą. Cora Reilly nie pisze historii o ludziach nie skomplikowanych, jakich przeszłość jest prosta, a to, co przed nimi jest prostą drogą. Wprost przeciwnie odkrywa przed czytelnikami mroczniejsza stronę natury człowieka, ale na tym nie koniec, a dopiero początek. W „Złamanych sercach” po raz kolejny odsłania istotę uczuć, jakie nie są ani oczywiste lub tym bardziej zdobyte raz na zawsze. Bohaterowie nie przechodzą spektakularnej przemiany, wciąż są sobą, osobami, jakie dowiadują się o sobie rzeczy całkowicie nowych. Odkrywają coś, co dla wielu jest zwyczajne, lecz oni do tej pory byli przekonani, że to nie dla nich. Mierzą się z tym, co uważali za słabość lub obserwowali z daleka, teraz nagle staje się to i ich udziałem. Pisarka nie ukrywa w jakich realiach egzystują postacie, nie łagodzi brutalności, ale również jej nie nadużywa. Pokazuje ile wymaga zdobycie czasem szczęścia, co oznacza związek ludzi, jacy codziennie łamią większość zasad, nie usprawiedliwia tego kim są. „Złamane serca” to przede wszystkim opowieść o tym, co ważne, dojrzewaniu do zaufania, pokazania się od strony, do tej pory skrywanej i miłości, pierwszej, wywalczonej i docenionej.

poniedziałek, 6 grudnia 2021

Geneza

„Flawaris. Amortach”

Izabela Grabda

 

Na świecie dzieją się rzeczy jakie nie tylko filozofom nie śniły się, ale przede wszystkim większości ludzkości. Co jeśli nagle trafimy w sam ich środek i to bez pytania nas o zgodę? No cóż jedni załamią ręce, drudzy może będą starać się zaklinać rzeczywistość, ale znajdą się i tacy, którzy zmierzą się z wyzwaniem. W końcu zawsze ktoś, podejmie rzuconą rękawicę, zrobi to, co trzeba i będzie to osoba, po jakiej najmniej tego spodziewamy się.

 

Na co nas stać nie dowiemy się gdy życie płynie spokojnie, szczęśliwie i po zwyczajnie. Kiedy nagle stajemy przed trudniejszymi okolicznościami zaczyna się rozgrywka, a w miarę ich pokonywania dopiero zaczyna się zabawa. Lila nie spodziewa się, że z dnia na dzień zostanie wystawiona na niezwykłą próbę. Nigdy nie podejrzewała z czym przyjdzie się jej zmierzyć, przeciwnika ma piekielnego i to dosłownie. Ale nikt nie spodziewał się do czego jest zdolna gdy zostanie sprowokowana. Z dwoma współpracowniczkami poruszy dosłownie piekło i niebo, bo w końcu kto jak nie one podołają zadaniu? Wcale nie po cichu, lecz pokazując z kim zadzierać nie należy, nawet jeśli jest się wszechpotężnym, a i cała reszta powinna się mieć na baczności. Niedopowiedzenia i tajemnice wcale nie są aż tak wspaniałe gdy trzeba się z nimi zmierzyć, zwłaszcza, że chyba większość gra nieczysto albo co najmniej nie dzieli się informacjami. Czy da się wygrać z tymi, którzy wydają się znać wszystkie nieczyste zagrania i są w tym mistrzami? Lila, Dominika i Tośka nie mogą zrobić kroku w tył, pozostaje im tylko jedno – pokazać co znaczą flawaris.

 

Lubicie jak autor Was zaskakuje? Na przykład książką z całkiem innego gatunku niż do tej pory go znaliście? Izabela Grabda książką „Flawaris” weszła do świata fantastyki i to z przytupem oraz tak, by ją zapamiętano, a na drugą część serii czytelnicy czekali niecierpliwie. Zgodnie z zapowiedzią okładki, że gdzie diabeł nie może to wiadomo kogo pośle, dlaczego więc z tej ścieżki nie mógłby skorzystać jego anielski odpowiednik? No i tutaj rozpoczyna się pomysł na niezwykłą historię, całkowicie nieodkładalną, bo perypetie bohaterek nie należą do schematycznych, a wyzwania jakie przed nimi stoją są więcej niż oryginalne i niesamowite. Pisarka pokazała swoją twórczość od całkiem nowej strony i trzeba przyznać, iż interesującej oraz otwierającej wiele możliwości na przyszłość. Jednak to, co czytający otrzymali na tu i teraz zaskoczy ich niejednym lub może nawet wszystkim. Kreacja postaci, wątków oraz samego motywu gwarantuje powieść z rodzaju tych gdzie niespodziewane zwroty akcji podkręcają i tak zagadkową fabułę. Izabela Grabda nie skupiła się jedynie na oddaniu ogólnych zarysów uniwersum „Flawaris”, wprost przeciwnie dokładnie i drobiazgowo, pomiędzy wierszami, przedstawia je. Oczywiście na pierwszym planie są główne bohaterki i bohaterowie, różnorodni, charakterni i przede wszystkim całkowicie nie uznający, że czegoś nie da się zrobić. Wyrzucą ich drzwiami, to wrócą oknem, przy okazji z framugą i w deszczu szklanych odłamków. Szybkość kolejnych następowania kolejnych wydarzeń w połączeniu właśnie z nimi sprawia, że książkę wprost pochłania się, bo tak naprawdę nie wiadomo co czeka na kolejnej stronie, o następnym rozdziale nie wspominając. Gdzie moce piekielne i anielskie mówią pas, tam postacie stworzone przez Izabelę Grabdę doskonale dają sobie radę z każdą katastrofą, im większą tym lepiej!

 

Za możliwość przeczytania 

książki

dziękuję
 
Autorce - Izabeli Grabdzie
 
oraz
 

 

 

sobota, 4 grudnia 2021

Koniec, początek i Valeria

„Wszystko o Valerii”

Elisabet Benavent

 

Tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono lub zdążyliśmy się nauczyć na błędach, zwłaszcza własnych, bo te jakoś lepiej zapamiętujemy. Niestety aż tak prosto w życiu nie jest, wbrew wszystkiemu temu, co mamy w pamięci, po raz kolejny zbłądzić. Jesteśmy tylko ludźmi i po prostu mamy nadzieję, że tym razem będzie inaczej. W końcu kto nie ryzykuje nie pije szampana albo nie przekonuje się, że czasem ktoś wart jest dania mu kolejnej szansy.

 

Jeżeli wszystko toczy się w kierunku w jakim powinno to dlaczego wciąż Valeria ogląda się za siebie? Związek w jakim jest daje jej zadowolenie, a cała reszta również jest w porządku. Problem w tym, iż stare sprawy ciągle jeszcze są tak jakby aktualne, tyle, że w innym kontekście. Brzmi skomplikowanie? W rzeczywistości jest bardziej pokrętnie, niekiedy boleśniej albo goręcej, w zależności od dnia i godziny. Lola także nie narzeka na stagnację, chociaż zrobiło się tak jakby spokojniej wokół niej co nie wpływa nią zbyt dobrze. Czegoś brakuje i nie tylko przyjaciółki wiedzą co to jest. U Carmen też dużo nowych spraw, zbyt wiele jak na jej gust, tyle, że nie da się z nich zrezygnować. Nerea wcale nie pozostaje w tyle za przyjaciółkami, bezpieczna samokontrola jakoś ostatnio zostaje zastępowana spontanicznością. Przyjaciółki mają do przemyślenia to, owo i jeszcze więcej, niby wszystko układa się tak chciały, ale, no właśnie „ale”. Zwłaszcza Valeria czuje, że to małe słowo uwiera ją bardziej niż pragnie przyznać i na dodatek ma konkretne imię. Czy warto zaufać ponownie i znowu rzucić się bez myślenia o konsekwencjach? Tak jak dwa lata wcześniej?

 

Nieco roztrzepana albo nawet bardziej Valeria, szukająca własnej drogi i kogoś, to będzie jej na niej towarzyszył, powraca w finałowym tomie. Ci, którzy przeczytali wcześniejsze perypetie madryckiej pisarki i jej przyjaciółek, dostaną nową ich porcję, a reszta pewnie po przeczytaniu ostatniego tomu nadrobi zaległości. Tytułowa bohaterka przyzwyczaiła nas, że spokój, zwłaszcza w sprawach uczuciowych jakoś ją omija, chociaż stara się usilnie by tak nie było. Kiedy przeczytałam pierwszy tom coś się kończyło i zaczynało w jej życiu, a potem już było z górki, pod górkę zresztą też, ale dowcipnie, dużą dawką samokrytycyzmu, w rytm imprezowych i klubowych rytmów oraz wzajemnym przyjacielskim wsparciem, bez względu na porę dnia albo nocy. Wcale nie na odległym, lecz bardzo bliskim drugim planie są pozostałe bohaterki, jakim również daleko do spokojnej egzystencji. „Wszystko o Valerii” nie zamyka od razu wątków, wprost przeciwnie rozwija już te znane, w kierunku nie zawsze spodziewanym, ale pokazującym, że postaciom daleko jeszcze do tego by przyznać, że zdobyły już wszystko czego pragnęły. Wciąż zaskakują swoimi decyzjami, niekiedy robią krok w tył, stawiają czoła wcześniejszym wyborom, sobie samym i temu, co wydaje im się odpowiednim krokiem. Jednak nadal są równie zwariowane co wcześniej, tak samo szczere, lecz i lubiące co nieco niekiedy zachować dla siebie. Dwa lata życia Valerii oraz Carmen, Nerei i Loli w czterech częściach jest barwną podróżą młodych kobiet do kolejnych etapów, spodziewanych i całkiem zaskakujących, gdzie jest miejsce na romanse, zawodowe awanse i całkiem nowe ścieżki na tym gruncie. Oczywiście nie brakuje też uczuć, skomplikowanych, bywa, że bolesnych z zakończeniem w jakim jest i codzienność oraz to „coś”, dla każdego zupełne inne. Wybaczenie, nadzieja i miłość oraz danie komuś i sobie drugiej szansy w wykonaniu madryckich przyjaciółek dalekie jest od schematów, za to gwarantuje śmiech, pikantność i dużą dawkę prawdziwej kobiecej przyjaźni.

czwartek, 2 grudnia 2021

Rodzinne sekrety

„Dawne tajemnice”

Krystyna Mirek

 

Tajemnica tajemnicy nie jest równa. Bywają takie, które jako samo podejrzenie, że istnieją staje się pierwszym impulsem do tego, by powoli, lecz nieuchronnie uruchomić lawinę. Nie da się zapomnieć o niej, nawet gdy wydaje się teorią, bo gdzieś tam w podświadomości zdajemy sobie sprawę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Kiedy jej istnienie potwierdza się pozostaje tylko czekać gdy zostanie ujawniona bądź odkryta. Jedno i drugie pokaże prawdziwe oblicze otoczenia.

 

Powrót do przeszłości dla Majki Sokołowskiej znaczy więcej niż dla większości. W teraźniejszości mierzy się z jej skutkami, od kilkunastu lat podąża za nią, niczym upiorny cień, rodzinna tragedia. Wbrew temu, co sądzą wszyscy nie dużo pozostało do wyjaśnienia, a dziewczyna intuicyjnie czuje, że wydarzenia mogły mieć zupełnie inny przebieg niż ten wykazany w śledztwie. Szybko się przekonuje, iż niektórzy czują się zagrożeni, czego się boją? Może tego, co Majka odkryje? Policjantka nie poddaje się, chociaż osaczają ją trudne wspomnienia i niezbyt chętni do pomocy współpracownicy. Jednak powoli zbiera skrawki informacji, osobno mało znaczące, ale jeśli przyjrzeć się im bliżej to zaczyna się z nich wyłaniać niepokojący obraz. Czy jest gotowa na to, co kryje się za dawnymi sekretami? Czas rzadko kiedy leczy rany, to jedynie iluzja, znikająca w chwili odkrycia prawdy, często zupełnie innej od tej jakiej się spodziewamy. Co faktycznie miało miejsce gdy stracił życie komendant policji Aleksander Sokołowski? Kto miał w tym bezpośredni lub pośredni udział? Jaką rolę odegrała ofiara i sprawca? Dowiedzieć się o tym można na wiele sposobów, lecz jeden bywa najskuteczniejszy – złamanie najsłabszego ogniwa w łańcuchu, tworzonym przez ludzi, ich pragnienia i spojonym bezwzględnością w osiąganiu celów. Ale nie tak łatwo go znaleźć, a jeszcze trudniej odważyć się użyć i rzucić wszystko na jedną szalę!

 

Spodziewaj się niespodziewanego, lecz to i tak za mało w przypadku cyklu kryminalnego autorstwa Krystyny Mirek. „Blizny przeszłości” zadały wiele pytań, lecz zamiast odpowiedzi pojawiły się kolejne znaki zapytania, a drugi tom pokazał, że jeszcze dużo przed bohaterami i oczywiście czytelnikami. Dramatyczna przeszłość, zagadki zakamuflowane pod  nieszczęśliwego zbiegu okoliczności oraz małomiasteczkowy klimat składają się na historię, która w drugiej części zaskakuje równie mocno jak pierwsza lub nawet więcej. Dlaczego? Pisarka wie jak stworzyć pozory, że już za moment będziemy mieć w garści wszystkie informacje, ale także jednocześnie podsycać wrażenie, iż coś nam umyka, gdzieś tkwi haczyk. Do tego oczywiście postacie, w których kotłują się emocje, stojące przed trudnymi wyborami, czasem obciążone efektami wcześniejszych decyzji, swoich lub cudzych, odkrywające skomplikowaną prawdę o sobie i bliskich. „Dawne tajemnice” to nie tylko thriller, lecz również mistrzowsko skonstruowany  dramat rodzinny i rozpisany na kilka aktów oraz aktorów. Krystyna Mirek kawałek po kawałku pokazuje upadek człowieka oraz jak łatwo tworzymy mit, oba procesy niekiedy zachodzą jednocześnie i ten mechanizm właśnie został przedstawiony od kulis. Dodając do tego zbrodnię otrzymujemy trzymającą w napięciu fabułę, która nie pozwala na brak czujności i wciąż przypomina, że jeszcze niejeden sekret czeka na dogodny moment by dać o sobie znać.

 

 

 

 

 

Za możliwość przeczytania 

książki

dziękuję