Nowość:
„Kobieta z morza krwi”
Malwina Chojnacka
Czy łatwo dokonujemy osądów? Niestety
zbyt często tak. Czasem sugerujemy się pozorami, półprawdami lub zręcznym
oszustwem, noszącym wszystkie znamiona prawda. U niektórych pojawia się
częściej, inni potrafią zapanować albo też dostrzegają coś, co wstrzymuje ich
przed popełnieniem błędu. A co w sytuacji, kiedy jednak wydamy przysłowiowy
„wyrok” i wymierzymy niezasłużoną karę?
Małe miejscowości kryją równie dużo
tajemnic jak metropolie, ale kiedy dochodzą do głosu skutki widoczne są mocniej.
Brutalna śmierć matki i dziecka budzi strach w Czarnej Wodzie i dawne lęki dają
o sobie znać. Podejrzanych nie ma dużo, dokładnie jest jeden, a jego tożsamość
jest szokiem dla lokalnej społeczności. Inez prowadzi twórcze warsztaty w swoim
nadmorskim pensjonacie niedaleko gdzie wydarzył się ta rodzinna tragedia, jest ona
równie zaniepokojona, co pozostali mieszkańcy. Zwłaszcza, iż sprawca pozostaje
na wolności. Obława policyjna nie przynosi efektów, co jeszcze zwiększa i tak
duże napięcie. Bezpieczeństwo staje pod znakiem zapytania, a poczucie
zagrożenia narasta. Dlaczego więc kobieta na kilka godzin znika w nocy? Jej
siostra nie potrafi tego zrozumieć, tak samo jak i schowanych wycinków gazet
sprzed lat. Co wydarzyło się kiedyś i czy ma związek z obecnymi wydarzeniami? Inez
skłamała policji, a uczestnicy warsztatów zdają się coś ukrywać. Okolice Czarnej
Wody nie są tak spokojne za jakie chcą uchodzić, a prywatne dochodzenie może
odsłonić zbyt dużo i ktoś za to zapłaci…
Jak wygląda prawda? Ta rzeczywista, a
nie przekłamana? Czy łatwo ją zmanipulować? Zabójstwo już zostało popełnione, napięcie
wcale nie maleje, wzrasta z każdym rozdziałem. Ten kto zabił jest podany na
tacy, nie ma żadnych wątpliwości. Punkt wyjścia dla kryminału dobry i jak się
szybko okazuje mający, drugie tło oraz skrywający, co najmniej kilka tajemnic.
Wrażenie, że zło jedynie się przyczaiło nasila się z każdą kolejną stroną.
Malwina Chojnacka nie tworzy prostych historii, zamiast prostej drogi
fabularnej są krzyżujące się ścieżki, wiodące na złamanie karku w dół i wymagające
pilnej obserwacji podczas wspinania się nimi w górę. „Kobieta z morza” to nie
zlepek kilku wątków, a starannie przemyślana opowieść o zbrodni, w liczbie
mnogiej, tej, o której wiemy oraz tych, jakie być może wydarzą się, bo tu nic
nie jest pewne. Napięcie nie tylko narasta, lecz przede wszystkim gęstnieje,
tak samo jak i emocje, te dobre i oczywiście negatywne. Z jednej strony morze,
z drugiej las, nie zupełne odludzie, grupa ludzi i równocześnie wyobcowanie,
nie takie widoczne od razu, chociaż czytelnik zaczyna je zauważać dość szybko i
widzi kolejne znaki zapytania. No i oczywiście sekrety, nie zawsze widoczne, za
to odczuwalne i rzucające cień na wszystkich oraz wszystko. „Kobieta z morza”
to nie klasyczny kryminał, to także nie kolejny thriller jak od sztancy, cechy
obu łączą się tworząc opowieść wielowarstwową, w jaką im dalej zagłębiamy się
tym więcej niewiadomych, podejrzeń, przypuszczeń i wątpliwości pojawia się. No
i oczywiście finał, jaki nie jedną sceną, a serią zdarzeń, mniejszych i większych,
nie do końca wyciszających, lecz przynoszących z sobą odpowiedzi, czy
wszystkie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz