Nowość:
„Życie bez lęku”
Za możliwość przeczytania
Nowość:
„Życie bez lęku”
Za możliwość przeczytania
Nowość:
„Architektura.
Przewodnik dla lubiących rozkminiać bez bólu”
Nicole Bridge
Co mamy na myśli myśląc architektura?
Dla jednych to wszystko, co nas otacza i jest wybudowane przez człowieka. Drudzy
traktują ją jak sztukę i skupiają się na najlepszych jej przykładach. Jedno
jest pewne, pisana z małej czy dużej litery otacza nas i nie pozostawia
obojętnym, nawet, jeśli mamy całkowicie odmienne zdanie niż inni lub jej
twórca.
Podręczniki raczej kojarzą się z
suchą teorią, której daleko do praktyki. A gdyby tak połączyć oba i spróbować
je zrównoważyć i to w taki sposób, by czytelnika zaciekawić? Nicole Bridge nie
idzie na skróty, lecz też nie pisze podaje suchych faktów i pojęć, ciekawych jedynie dla zawodowców bądź fanów
projektowania i budownictwa. Czy zwiedzając zabytki albo patrząc na jakiś
budynek nie chcielibyście rozpoznać kto go zaprojektować lub w jakim jest stylu?
Pewnie jakieś podstawy jeszcze pamiętamy z lekcji historii bądź plastyki, lecz
już z detalami nie jest tak prosto. No, a kiedy jeszcze dochodzi nazwisko projektanta
to już zadanie wkracza na jeszcze wyższy poziom. Autorka odsłania to, co kryje
się za znanymi budynkami z różnorodnych epok oraz przybliża sylwetki ich twórców,
pomiędzy nimi wyjaśnia bardziej i mniej popularne pojęcia. Zwrócona jest też
uwaga na charakterystyczne szczegóły dla danej epoki. Przegląd zaczyna się w
punkcie, jaki rzadko kiedy kojarzymy z architekturą, jednak często właściwe korzenie
giną w mrokach dziejów, a szkoda, gdyż właśnie one są pierwszym krokiem ku temu
co widzimy obecnie.
Styl. Epoka. Pomysł i żmudna praca,
tak przy projektowaniu jak i urzeczywistnianie tego, co kryje się za rysunkami
technicznymi, i tak przez tysiąclecia. Znani i nieznani architekci. „Architektura.
Przewodnik dla lubiących rozkminiać bez bólu” to z pewnością nie powierzchowne potraktowanie
tematu i skupienie się jedynie na tym, co uznane. Wprost przeciwnie, Nicole
Bridge skupia się na najistotniejszych detalach i w ten sposób przyciąga uwagę
czytelników, dodając do nich nazwiska oraz ciekawostki. Takie połączenie
pozwala uniknąć długich opisów. Jednak jeśli ktoś liczy na prosty schemat to w
tym informatorze go nie znajdzie, bo autorka podchodzi bardzo indywidualnie do
każdego zagadnienia. To nie jest kolejny wykład, lecz bardziej właśnie zgodnie
z tytułem przewodnik po tym, co interesujące i jednocześnie często nie do końca
dobrze zrozumiane bądź wyjaśnione. Architektura to pojęcie bardzo szerokie, co
wcale nie oznacza, iż musi pozostać niezrozumiałe. Wprost przeciwnie jeżeli ktoś
zada sobie trud wyjaśnienia przełożenia z
języka fachowego na bardziej potoczny i dodatkowo jeszcze pokaże ciekawe
spojrzenie na zagadnienie to otrzymamy tytuł taki jaki oddała w ręce
czytelników Nicole Bridge.
Za możliwość przeczytania
Nowość:
„Cudze oddechy”
Paweł J. Sochacki
Sekrety nie są nieme i rzucają cień nie
tylko na tych, którzy są ich świadomi, lecz także czują go ci nieświadomi ich
istnienia. Od przeszłości trudno uciec, zwłaszcza tej pozostającej wciąż
otwartą raną, jakiej pomimo upływu lat nie udało się zaleczyć. Czasem jedno i
drugie zamyka usta, nie pozwala wypowiedzieć na głos tego, co w sercu i głowie…
Niekiedy wspomnienia nie chcą odejść,
powracają raz za razem i wcale nie tracą na swojej wyrazistości, niektóre z
nich ranią tak samo jak w momencie, gdy tworzyły się. Jak z nimi żyć, kiedy nie pozwalają zagoić się
zadanym ranom albo rozdrapują zabliźnione? Olimpia tego nie wie, bo i skąd? Na co
dzień widzi swoją matkę, walcząca w milczeniu z tym, czego była świadkiem i
uczestnikiem w czasie wojny, może się jedynie domyślać, co wtedy zaszło. Jednak
dziewczyna wchodząca dopiero w dorosłość pragnie odkryć skrywaną prawdę, wbrew
swoim bliskim. Oni dla niej chcą życia bez strachu, oglądania się za siebie,
zmagania się z demonem wojny, ale czy da się od tego wszystkiego uciec? Zło
zawsze znajdzie sposób by dać o sobie znać, burząc iluzję spokoju i tak samo
jest i tym razem. Zaginięcie uczennicy tego samego liceum, w jakim uczy się
Olimpia wydobywa na światło dzienne to, o czym chciano zapomnieć – strach. Ale
gdy dopiero zaczyna się patrzeć na świat z perspektywy kogoś, kto staje się
dorosłym nie bierze się go tak pod uwagę jak ludzie z większym doświadczeniem
życiowym. Czy można ukoić wieloletni ból? Młodość ma to do siebie, że ma wiarę
w swoje siły i moc zmieniania tego, co dla wielu stało się niemożliwe…
Bez wielkich słów i bohaterskich czynów.
Dzień powszedni prawie dwie dekady po Drugiej Wojnie Światowej i równocześnie
rzeczywistość, w jakiej wciąż ona jest widoczna, a zwłaszcza odczuwana przez
wcześniejsze pokolenia. Pamięć o niej oraz to, jak jej doświadczyła jest
bagażem, jaki niosą z sobą bohaterki „Cudzych oddechów” gdziekolwiek by się nie
udały. Kawałki wielkiej historii boleśnie wciąż raniące ludzi, ukryte przed
wzrokiem innych, lecz to, o czym nie mówi się wcale nie znika. Paweł J. Sochacki
nie buduje monumentalnego pomnika ofiar wojny z brązu bądź marmuru, one są
zimne, obojętne na to, co dzieje się wokół nich. Autor w sylwetkach bohaterek
pokazuje czym jest zawierucha wojenna, jak burzy życia i ile kosztuje
odbudowanie ich z gruzów, kawałków, bardzo często w ciszy i w cieniu
niewypowiedzianych lub niewykrzyczanych słów, opisujących niewyobrażalny ból.
Cisza wobec przeszłości nie oznacza, iż została ona zapomniana, wprost
przeciwnie ona jest w pamięci i jest nieodłącznym towarzyszem, nawet dla tych,
którzy jej nie doświadczyli. Kładzie się cieniem na wszystkim i wszystkich, a
odpowiedzialność za jej skutki biorą na barki kolejne pokolenia. „Cudze oddechy”
to powieść wielowarstwowa, łącząca dwa plany czasowe, jeden z nich zdaje się
być odległy, lecz reminiscencje o nim to podstawa tego drugiego. Lektura tej
książki jest lekcją o tym, co otrzymujemy w spadku po poprzednich generacjach,
nie musimy nawet wiedzieć o tej schedzie, ona i tak jest z nami, towarzyszy
nam.
Za możliwość przeczytania
Przedpremierowo:
„Ta jedna noc, ten jeden dzień”
J.K. Sindal
Nie można zmienić tego, co już
wydarzyło się. Pewne rzeczy są nieodwracalne. Jednak czy na pewno? Jaką cenę
jesteś gotowy zapłacić za mały wyjątek, który daje coś niemożliwego, chociaż
jedynie na moment?
Psikus albo cukierek. A jeśli ktoś
zaoferuje jedno i drugie, raz na rok. Nie mniej i nie więcej. Potem pozostaje
kolejne ponad trzysta sześćdziesiąt dni, tysiące godzin i minut, miliony
sekund. I znowu ten jeden wieczór oraz noc. Aniela żyje w takim rytmie od
dwunastu lat. W Halloween powtarza schemat tylko jej znany i oczywiście temu z
kim się spotyka. Szczególna data dla nich obojga, kiedyś jedynie synonim
poznania, lecz później… Czy warto dla takiej namiastki poświęcać rok życia?
Czekać na trzydziestego pierwszego października, odliczać dni i egzystować dla
paru godzin? Nadmierne poświęcenie? Bezsensowne umartwianie się? A może coś
zupełnie odwrotnego? Zrozumiałego dla tych, którzy poznali siłę uczucia, dla
jakiego zrobi się wszystko? Aniela żyje od Halloween do Halloween, to, co jest
pomiędzy nimi prowadzi do tego spotkania. Ona poświęca wiele, a ile poświęca
on? Niekiedy za niemożliwe płaci się niekończącym długiem, czy kiedykolwiek uda
się go spłacić?
W krótkich formach kryje się naprawdę
dużo i odkrywa się to podczas lektury, niezapowiadającej nawet w połowie tego,
co czeka, gdy po nią sięgniemy. Dwoje ludzi i święto kojarzące się z jednej
strony z zabawą, a z drugiej na pierwszym planie jest śmierć oraz to, co z sobą
niesie. Próba oswojenia nieuchronnego i coś, co warte jest poświęcenia więcej
niż komukolwiek wydaje się. Opowiadanie wydaje się formą skrótową, gdzie
niewiele da się „upchnąć”, ale to pozory i właśnie potwierdza to „Ta jedna noc,
ten jeden dzień” . Kilka dziesiątek stron i… koniec, jednak nim on nastąpi
autorka jak na szkiełku pod mikroskopem pokazuje co znaczą prawdziwe uczucia i
jaka siła w drzemie w nich, większa niż ktokolwiek przypuszcza, nawet ci,
którzy ją odczuwają. Czasem jeden dzień albo nawet kilka sekund przynoszą z
sobą nieoczekiwany scenariusz nie brany wcześniej pod uwagę, a jaki zmienia
dosłownie wszystko i to wszystko oznacza dużo więcej niż można sobie wyobrazić.
J.K. Sindal zagęściła emocje, ograniczyła liczbę bohaterów oraz zminimalizowała
drugi plan, gdyż najważniejsze jest to, co ma miejsce głównymi postaciami. Gęsta
od uczuć atmosfera i historia dwojga ludzi, z jakich los nie tyle zadrwił co
dał trudny wybór, od niego zależy przyszłość, bo przeszłości nie da się
zmienić, chociaż ta za jej sprawą to, co dopiero będzie kształtuje się. Jaki
rachunek wystawi przeznaczenie za miłość nie znającą granic?
Za możliwość przeczytania
Nowość:
„Zwierciadło”
Cykl: Zaginione Narzeczone
Nora Roberts
Podobno zwierciadło prawdę ci powie…
A jeśli nie tyle powie, co pokaże i to dosłownie? Pozwoli zajrzeć tam gdzie
wszystko zaczęło się i wciąż ma wpływ na teraźniejszość? Czy odważysz się
zrobić krok w taflę lustra, chociaż nie wiesz kogo spotkasz po drugiej stronie
i co może wydarzyć się?
Niekiedy z początku nie wiemy z kim
przyjdzie nam się zmierzyć, lecz z czasem nasza wiedza poszerza się, bywa, iż
dość bolesnym kosztem. Sonya MacTavish odziedziczyła imponującą posiadłość nad samym
Oceanem Atlantyckim. Pełen uroku dom ma jednak już lokatorów, ilu? Z każdym
tygodniem przekonuje się, że ktoś jeszcze go zamieszkuje. Duchy. Nie tak dawno
nie wierzyłam w nie, a teraz żyje z nimi na co dzień i wcale nie narzeka, poza
jednym wyjątkiem. Coś jeszcze otrzymała w spadku. Rodzinną klątwę, jaka ma
wpływ również na nią. Plotki i pogłoski trochę rozjaśniły tajemnicę rezydencji,
lecz dużo więcej dowiaduje się dzięki snom, aż nazbyt realistycznym oraz
wizjom, równie mocno odczuwalnym. Pojawia się coś jeszcze, co pozwala jej na
poznanie historii budynku oraz przede wszystkim przeszłości rodziny, jaka wciąż
jest żywa. Zwierciadło, prawdziwy antyk, lecz najistotniejsza w nim jest możliwość
przejścia do przeszłości. Nagle Sonya jest świadkiem wydarzeń, które stawiają w
nowym świetle historię rodu i równocześnie odsłaniają się przed nią sekrety, o
jakich nikt nie miał pojęcia. Dzień, który miał być najszczęśliwszy zmienia się
najbardziej tragiczny, kiedy panna młoda zostaje zamordowana. Na tym nie
koniec, gdyż jest jeszcze pewna zagadka. Nadszedł czas by Sonya ją rozwiązała,
lecz jak to zrobić jeśli wciąż nie zna wszystkich detali? Ile czasu ma na
znalezienie niejednej odpowiedzi i tej najważniejszej, od jakiej zależy przyszłość?
Niektóre dziedzictwa niosą z sobą duży ciężar, jakiego nie zawsze jesteśmy
świadomi, lecz nie ma od niego odwrotu…
Spadek. Duchy. Niespodziewana
dziedziczka i klątwa sprzed dziesiątków lat. Cykl Zaginione Narzeczone to kilka gatunków połączonych w jedyną w swoim
rodzaju opowieść. Trochę grozy i thrillera, romans, tajemnice i oczywiście nawiedzony
dom. To wszystko spod pióra Nory Roberts, potrafiącej jak zawsze nie tylko
zaintrygować czytelników, lecz także otworzyć drzwi do stworzonego przez siebie
świata, przez jakie przechodząc zostaje się w nim na dłużej. Zwierciadło, jak
przystało na drugi tom, dostarcza nowych emocji oraz oczywiście informacji, jakie
znane nam już szczegóły stawiają w trochę innym świetle. Jednak do wyjaśnienia
rodzinnych tajemnic wcale nie jest bliżej, a to, iż poznaliśmy lepiej bohaterów
jest źródłem nowych znaków zapytania. Gdzie kończy się przeszłość i zaczyna
teraźniejszość? Granica zaciera się coraz mocniej i widzimy to nieustannie, co
wnosi dodatkowego klimatu złowieszczości, rozwiewanego, chociaż nie do końca
przez duchy, które szybko stały się czymś jak najbardziej oczywistym. To
połączenie realnej płaszczyzny z tą nadprzyrodzoną jest jednym z napędów akcji,
pozostałe splecione są z nią nierozerwalnie i wzajemnie nadają odpowiedniej
szybkości całości. Dodajmy do tego krajobraz Maine z miasteczkiem jak z
pocztówki oraz rozległą oraz wiekową posiadłość i dostajemy historię, w jakiej
wydarzenie zmieniają się jak pogoda nad morzem. W jednej chwili są radosne i pełne
jasnych barw by w ułamku sekundy zmienić się w mroczne i pełne grozy. W „Zwierciadle”
jest to widoczne jeszcze mocniej niż w pierwszej części, kontrast dostrzegamy
nieustannie, tak samo jak i cień niepokoju, jaki kryje się pomiędzy wierszami,
który zapowiada, że to, co najgorsze dopiero nastąpi wkrótce. Kiedy? Tego
dowiemy się w najmniej spodziewanym miejscu i momencie. Pozostaje jedyni czekać
na finałowy tom i zastanawiać się co jeszcze zdarzy się i jaki sekret pozostaje
wciąż nieznany.
Nowość:
„Hotel Ritz”
Anette
Fabiani
Miejsce to nie tylko mury, niektóre z
nich tworzą ludzie. To oni tworzą niepowtarzalną atmosferę oraz są częścią
wspomnień. Właśnie dzięki nim powstają legendy i bez nich barwy nie nabrałyby
blasku i nie mieniły się dziesiątkami odcieni. Nie zawsze są na pierwszym
planie, czasem stapiają się z tłem albo są niedostrzegani, jednak bez nich nic
byłoby takie jak zostało zapamiętane.
Luksus, elegancja, splendor. Hotel
Ritz. Jednak, kto tak naprawdę nim jest? Apartamenty i pokoje hotelowe czy
pracownicy oraz goście? Budynek trwa mimo wojen, zmieniających się mód, na
zewnątrz bywa chaotycznie, natomiast wewnątrz wszystko chodzi jak w szwajcarskim
zegarku. Venetia Grey jest kimś więcej niż tylko sekretarką dyrektora i dobrym
duchem dla innych pracowników oraz gości. Zna ten hotel od podszewki i wie o
niejednej tajemnicy, jaki skrywa on i ludzie zatrudnieni w nim, lecz także goście.
Sama też nie jest wolna od sekretów oraz codziennie czuje ich ciężar, a jednak
codziennie pojawia się w swoim biurze i służy pomocą, doświadczeniem oraz dobrą
radą innym jednocześnie pozostając w cieniu. Czy żyje jedynie pracą? Tak
mogłoby się wydawać wielu, lecz prawda jest dużo bardziej skomplikowana. Ta
kobieta doskonale zna smak gorzkich łez przełykanych, gdy jej serce zostało
złamane, ból rozstania z najbliższą osobą oraz emocji na widok kogoś, kto
nieodwołalnie zmienił jej życie i kogo nie spodziewała się spotkać jeszcze
kiedykolwiek. Czym więc dla niej jest ten hotel? Miejscem, które pozwoliło jej
być sobą, pokazać na co ją stać i jeden z punktów zwrotnych w jej życiu. To
ostatnie było nie tylko udziałem Venetii, ale także grupy ludzi, jacy stali
przyjaciółmi oraz tych, którzy w pięknych wnętrzach tworzyli własne życiowe
rozdziały.
Jedni zapamiętani, drudzy pozostający
w cieniu. Spotkali się w tytułowym „Hotelu Ritz”, gdzie niejedno marzenie
zostało spełnione, niektórzy płacili za nie pieniędzmi, inni pracą. Królowie,
damy, lordowie, lecz także pokojówki, boyowie, kucharze i pewna sekretarka,
jaka przez kilka dekad widziała niejedno i równie dużo było też i jej udziałem.
Czytelnik poznaje przybytek splendoru i luksusu z dwóch perspektyw, wcale niewykluczających
się, a bardziej uzupełniających się. Anette Fabiani zabiera nas w podróż w
czasie i do miejsca, jakie stało legendą i wciąż nim jest, gdzie spotykamy
znane z historii postacie, lecz również bohaterowie, jacy tym razem dostali
głos na pierwszym planie czyli pracownicy, a wśród nich Venetia Grey. Takich
jak ona nazywa się dobrymi duchami, bo zawsze są tam gdzie potrzebne jest
wsparcie, rada lub po prostu czyjaś obecność. Jednak i oni mają swoje życie i
pragnienia. Jej marzenie nie spełniają się wszystkie, lecz czy na pewno? Fabuła
rozciągnięta na kilka dziesięcioleci, burzliwych oraz rewolucyjnych i stanowiących
niesamowite tło dla bohaterów. Barwny kalejdoskop osób i wydarzeń, ale przede
wszystkich kameralna opowieść o kobiecie, mającej odwagę marzyć, wyjść poza
ramy narzucone przez społeczeństwo, sięgnąć wyżej i dalej. Czy cena, jaką
zapłaci za to była tego warta? A jaki koszt wystawia los, gdy rezygnuje się z
uczuć i bycia sobą?
Za możliwość przeczytania
Nowość:
„The Queen`s Resistance”
Rebecca Ross
Kiedy kończy się wojna walka jeszcze
trwa. Nie zawsze jest ona otwarta, częściej trzeba patrzeć za siebie, bo
skrytobójcze ciosy mogą paść znienacka i to ze niespodziewanej strony. Pokój to
czasem bardzo kruchy stan, gdzie wystarczy mała iskra by doszło do wybuchu.
Korona bywa ciężka, a władza niesie z
sobą bagaż trudnych decyzji, od jakich zależy los więcej niż jednego człowieka.
Wojna zakończona, bitwa wygrana i co dalej? Najtrudniejsze wcale nie za Brienną,
jej bliskimi i niekoronowaną jeszcze królową, dopiero zaczyna się budowanie
tego, co przez dekady było systematycznie burzone. Ból i lęk towarzyszą
niejednemu, lecz również tym, którzy zostali zwycięzcami. Aodhan Morgane
pragnie podźwignąć swój ród z upadku, lecz czy sam da radę? Briennę MacQuinn również
zaprzątają rodzinne sprawy, jej pozycja wciąż jest poddawana w wątpliwość i to
pomimo wsparcia ze strony przybranego ojca oraz brata. Rewolucja tak dużo
zmieniła, lecz równie wiele, jak nie więcej, pozostaje przed tymi, którzy
odważyli się wystąpić przeciwko uzurpatorom. Gdzie w tym wszystkim miejsca na
miłość? Może to nie pora, zwłaszcza, że wrogowie nie złożyli jeszcze broni.
Przeszłość także przypomina o trudnych momentach. Aodhan i Brienna chcą
zbudować wspólną przyszłość, jednak czy będzie ona im dana gdy przeciwnicy nie
dają za wygraną i intrygują przeciwko nim oraz królowej? Jaką cenę przyjdzie im
zapłacić za zwycięstwo, sprawiedliwość i pokój?
Kiedy koniec oznacza tak naprawdę
dopiero wstęp do początku niczego nie można być pewnym. Drugi tom dylogii to
nie zamykanie wątków, przynajmniej w przypadku Rebecci Ross, która w pierwszej
części dała prawdziwy pokaz kreatywności pisarskiej. Stworzony z detalami
świat, mocno nakreślone postacie i akcja, jaka nawet gdy toczyła się spokojnie
zawierała w sobie niepokój oraz niosła z sobą zapowiedź burzy. Co więcej
jeszcze może wydarzyć się kiedy rewolucyjny zryw miał finał w postaci monumentalnej
bitwie i to wygranej? „The Queen`s Resistance” opowiada właśnie o tym, co miało
miejsce później, kiedy milknie wrzawa, lecz emocje wcale nie opadają i trzeba
zabrać się za rachunek zysków i strat. Czy to właściwy moment by pomyśleć o
swoim szczęściu i tym, co będzie? To jedna strona drugiego tomu, druga
polityczne sojusze, spiski i złamanie danego słowa. Autorka ani na moment nie
gubi się w wątkach, prowadzi czytelnika poprzez meandry krajobrazu po prawdziwej
burzy i to na kilku poziomach, wciąż zaskakując zwrotami w fabule, gdyż z
pewnością spokój nie grozi bohaterom. Wojna i pokój pokazują swoje prawdziwe
oblicza, w jakich nie brakuje niezagojonych ran, blizn przypominających o
stratach, tęsknoty za tymi, którzy odeszli i próbie napisania nowego rozdziału
w życiu. Bagaż władzy bywa ciężki i tylko nieliczni potrafią go nie tylko
unieść, ale i nieść, czy królowa ma na tyle sił? Z pewnością ma wsparcie w
wiernych towarzyszach.
Za możliwość przeczytania
książki
dziękuję:
Nowość:
„Październikowa rdza”
Agnieszka Kuchmister
Jedna tajemnica często pociąga za sobą kolejną, a ta następną. Ich cień towarzyszy wszystkim, nawet tym, którzy nie są ich świadomi. One nie znikają w czeluściach przeszłości, przechodzą na kolejne pokolenia, jakie nie zawsze są ich świadome, chociaż dają o sobie znać. Czasem splot okoliczności sprawia, że w końcu wychodzą na jaw, lecz nie zawsze przynoszą ulgę, niekiedy jedynie potwierdzają to, co wcześniej było nieznośnym szeptem w głowie, kryło się w szumie gałęzi i leśnym mroku.
Alicja Wicher zniknęła ze Szwarzeba, pozostawiła po sobie niezatarty ślad, chociaż nikt nie wiedział, co się z nią stało. Przypadkowo Agata zaczyna się interesować zaginioną, jednak nie tak łatwo odnaleźć tropy, jakie zaprowadziłby do rozwiązania tej zagadki. Zresztą miasteczko kryje wiele wspomnień, o jakich nie mówi się głośno, by nie wywołać wcale nie przysłowiowego wilka z lasu, bo i on i miejsce są jak najbardziej realne. Co zdarzyło się kilka lat wcześniej? To pytanie nie daje spokoju dziewczynie, dostrzegającej więcej niż inni, ale może to się jej jedynie wydaje? Szwarzeb ma swoją ciemną stronę, istniała ona na długo zanim osoba Alicji rozpłynęła się w mgle znaków zapytania, domysłów i kłamstw. Mury i las mogłoby powiedzieć niejedno, lecz one milczą, jeśliby przemówiły to przyniosłyby ulgę czy też zbudziły stare demony? Komuś zależy na utrzymaniu sekretów w ukryciu, ten, kto zbliży się do nich musi liczyć się z odpowiedziami, jakie kosztują naprawdę dużo. Kiedy ktoś poznaje smak krwi nie zapomni go już nigdy, niektórzy będą jej pragnąć coraz więcej, inni przeleją ją by ukryć swoje winy. W każdym przypadku człowiek zbytnio zbliżający się do jednych i drugich naraża się na śmiertelne niebezpieczeństwo i zatarcie po sobie śladu…
Pogranicze. Jeszcze nie granica, lecz wyraźnie zaznaczony pas prowadzący do niej. Pomiędzy przeszłością i teraźniejszością, tym, co znane i starannie ukryte oraz baśnią i prawdą. Jeżeli lubicie lekturę, jaka Was pochłonie już na samym początku, w której nie będziecie pewni dokąd ona prowadzi i przede wszystkim co w sobie chowa to sięgnijcie po „Październikową rdzę”. W tej książce przenikają się plany czasowe, losy bohaterów splatają się z sobą nierozerwalnie, a czytelnik jest w samym środku fabuły, gdzie to, co było, jest i będzie odgrywa tak sama istotną rolę. Autorka łączy dwa gatunki w historię niepokojącą, pełną zaskakujących zwrotów akcji, pozostawiających po sobie kolejne pytania. Z jednej strony realne wydarzenia, z drugiej przeszłość z wieloma sekretami i w końcu podobieństwa z mrocznymi baśniami. Jednak śmierć jest jak najbardziej rzeczywista i nosi znamiona zbrodni, jednak droga do jej udowodnienia nie jest prosta i bywa czasem rozciągnięta w czasie. Opowieść, która wyszła spod pióra Agnieszki Kuchmister jest pełna tajemnic, niedomówień i zagadek. Rozwikłanie tej łamigłówki wymaga dostrzeganie detali i wyjścia poza strefę komfortu, gdzie odpowiedzi są proste oraz oczywiste. W „Październikowej rdzy” przenika się świat pogrzebany pod grubą warstwą nie tylko ziemi, lecz i sekretów, natomiast finał przynosi z sobą ujawnienie tego, było głęboko ukryte, ale i tak dawało o sobie znać. Kameralność tej historii sprawia, że szybko czytający stają się jej częścią, a plastyczność opisów pozwala spojrzeć na nią tak jakbyśmy ją widzieli na własne oczy. To nie jest tylko kryminał, tylko thriller, tylko mroczny przekaz, a wszystko podane łącznie, równocześnie, płynnie przechodzące jedno w drugie, wprost nakładające się na siebie.
Za możliwość przeczytania
Za możliwość przeczytania książki
Nowość:
„Zostawić ślad”
Iwona Wilmowska
Spokój, wszyscy się znają, a przynajmniej
kojarzą twarze, życie toczy się swoim rytmem, nie za szybkim, takim w sam raz.
Sielankowy obraz spod pędzla osób, jakie nie dostrzegają niepokojących detali,
a skupiają się na tym, co chcą zobaczyć. Rzeczywistość niekoniecznie pokrywa
się z krajobrazem z wyobrażeń.
Mory są ciche, małe i przede wszystkim
wydają się gwarancją, że da się w nich odpocząć lub mówiąc wprost uciec od
wielkiego miasta. Tego dokładnie pragnie Paulina, bo gdzie jak nie w takim
miejscu usiąść do napisania książki? Nie ma w nim rozpraszaczy, a pora po
sezonie letnim oznacza, że i turyści przeszkadzać nie będą, pozostaje więc
jedynie zadomowić się i rozpocząć karierę literacką. Niestety nie do końca ten
scenariusz zostaje zrealizowany. Trup niedaleko wynajmowanego domu
zainteresował Paulinę, która jak przystało na dziennikarkę przygląda się bliżej
tej sprawie. Kto jest mordercą? Wydawało się, że Mory i zabójstwo w jednym
zdaniu nie mogą wystąpić, a jednak zbrodnia została dokonana. Jakby tego było
mało to dopiero początek zabójczej serii. Stanowisko reporterki w lokalnej
gazecie jest wolne, nic nie stoi zatem, by tymczasowa mieszkanka objęła je i
przyjrzała się prowadzonemu śledztwu. Co jak co, lecz dziennikarka nie zamierza
stać z boku i jedynie relacjonować wydarzenia, zaczyna może nie własne
dochodzenie, ale bliższe poznanie osób z kręgu ofiar. Co z tego wyniknie? W tak
małej społeczności szybko można stać się celem, nie plotek, a zabójcy!
Spokój wcale nie bywa
przereklamowany, lecz czasem okoliczności nie pozwalają się nim zbytnio cenić, zwłaszcza,
kiedy pojawia się denat, jaki nie pożegnał się z życiem dobrowolnie i
naturalnie. Małe miasteczka bywają zwodnicze i przekonuje się o tym bardzo
szybko główna bohaterka kryminału „Zostawić ślad” oraz i sami czytelnicy. Jeśli
wydaje się, że poszukiwanie mordercy w małej przestrzeni jest łatwe i szybko da
się znaleźć motyw to nic bardziej błędnego. Iwona Wilmowska doskonale potrafi
wykorzystać właśnie takie okoliczności by stworzyć historię, w której do
oczywistości daleko, natomiast intrygująca fabuła jest na wyciągniecie ręki
czytających. Po pierwsze grono podejrzanych, jakie nie tak łatwo stworzyć, bo
przecież trudno zatrzeć ślady w miejscu gdzie większość się zna i szybko dostrzega
się cokolwiek poza normą. Po drugie tam gdzie najmniej spodziewamy się czegoś złego
tym bardziej ono zaskakuje nas. Pozostaje
jeszcze to, co najważniejsze czyli motyw i bohaterowie, obydwa elementy w „Zostawić
ślad” mają swoje tajemnice i nie tak łatwo dojrzeć ich prawdziwe oblicze, za to
zasugerowanie się prostymi schematami może nas zaprowadzić w ślepą uliczkę. Autorka
wie jak zaczerpnąć z małomiasteczkowych klimatów to, co najlepsze i połączyć
ten składnik z siłą sekretów.
Za możliwość przeczytania książki
Nowość:
„Kości proroka”
Ałbena Grabowska
Historia kołem toczy się. To, co
wydarzyło się kiedyś prędzej czy później zostanie odkryte, najczęściej nieoczekiwanie,
lecz skutki tego dalekie są od przypadku. Niektórzy potrafią wykorzystać zbieg
okoliczności dla swoich celów.
To morderstwo nie wzbudziłoby aż
takiego rozgłosu gdyby nie pochodzenie ofiary oraz funkcja, jaką pełnił.
Zabicie polskiego polityka w Bułgarii i odnalezienie jego ciała w starożytnym amfiteatrze
jest niecodziennym wydarzeniem. Zespół śledczych dostaje wsparcie w osobie
Margarity Nowak, Polki o bułgarskim pochodzeniu, może ona popchnie śledztwo w
dobrym kierunku? Czy tak będzie okaże się raczej prędzej niż później,
zwłaszcza, iż wszyscy oczekują szybkich efektów wspólnej pracy. Jednym z
najważniejszych zagadnień jest oczywiście motyw, okoliczności wskazują
potencjalny kierunek, ale czy rzeczywiście podłoże jest religijne? Ostatnio
okolice zasłynęły archeologicznym odkryciem, rozpalającym umysłu niejednego.
Jeśliby potwierdziłby się przypuszczenia to miejsce to stałoby się sanktuarium
dla całej rzeszy wierzących. Na tym nie koniec, pozostaje jeszcze jedna
tajemnica, o jakiej wiedzą nieliczni, jednak i ona ma w sobie kryminalny cień.
Czy te elementy wiążą się z obecnym dochodzeniem? Tam gdzie pojawiają się
sekrety niejeden zapłąciuł już najwyższą ceną za w ich imię….
Co łączy zbrodnię, poszukiwaną księgę
sprzed wieków i szczątki chrześcijańskiego świętego? Na pierwszy rzut oka
zupełnie nic, na kolejny również. Splot okoliczności lub po prostu niepowiązane
z sobą wydarzenia, niemające punktu wspólnego, lecz czy na pewno? Podobno
przypadki nie istnieją, a jeśli tak jest to kryje się za tym tajemnica i ktoś,
kto nie cofnie się przed niczym by wykorzystać ją do własnych celów. Jeśli
lubicie tak ja połączenie kryminału oraz fikcji opartej na historycznych
wydarzeniach, a do tego jeszcze poszukiwanie skarbu, czymkolwiek by on nie był,
to „Kości proroka” więcej niż przypadną Wam do gustu. Połączenie różnorodnych
elementów w jedną, spójną, opowieść nie należy do najłatwiejszych zadań, a jeśli
do tego jeszcze dodać sensacyjny element to całość wchodzi na kolejny poziom.
Ałbena Grabowska pokazała, że taka gatunkowa składanka w jej wykonaniu porywa
czytelnika na pierwszych stronach i do samego końca nie pozwala mu się oderwać
od niej. Współczesne dochodzenie,
tajemnice sięgające aż do początków Chrześcijaństwa i księga, jaka nawet po
setkach lat rozpala umysły oraz doczesne szczątki świętego tworzą szaradę z
fundamentami z intryg, nowych i starych. Jak w takim dziejowym tyglu odnaleźć
trop do mordercy? Może trzeba dostrzegać to, co inni nie zauważyli oraz
poszukać odpowiedzi w przeszłości, bliższej i dalszej?
Nowość:
„W ogrodzie carycy”
Cykl: Kobiety Romanowów
Monika Raspen
Za możliwość przeczytania książki
Nowość:
„Morderstwo
w Wedgefield Manor”
Erica Ruth Neubauer
Jeśli szukasz mordercy wpierw
rozejrzyj się za motywem. Jeśli go odkryjesz to i sprawcę zbrodni
zidentyfikujesz szybciej. Nie ma przestępstwa idealnego, zawsze są ślady i
ktoś, kto je pozostawił, jeśli jedno i drugie zostanie zauważone to jedynie kwestia
czasu ujęcia zbrodniarza.
Ciche miejsce gdzie można odpocząć,
nabrać sił i po prostu cieszyć się spokojnym życiem wśród przyjaciół i
bliskich. Zbyt sielankowy obraz? Jak się okazuje Jane Wunderly po raz kolejny
staje w obliczu śmierci, gwałtownej i raczej nie z powodu wypadku. Co faktycznie
miało miejsce i czy intuicja dobrze jej podpowiada? Z pewnością znajomy z
ostatniego śledztwa wspomoże ją i tym razem, bo raczej Redvers nie pojawił się bez
powodu w posiadłości lorda Hughesa. Kto mógłby być podejrzany o tak niecny
czyn? Z pewnością Wedgefield Manor ma niejedną tajemnicę, a i jego mieszkańcy i
goście również chowają jakieś sekrety, lecz czy są na tyle istotne by być
przyczyną spowodowania czyjeś śmierci? Może
to jednak zbieg okoliczności albo ofiarą miała być inna osoba? Dużo pytań, a
odpowiedzi brak, policja stara się złapać trop, lecz efektów zauważalnych jest
brak jednak Jane to nie zniechęca, wprost przeciwnie jej determinacja rośnie. Podejrzanych
jest kilku, kogo wykluczyć, komu przyjrzeć się z bliska? Zabójca woli trzymać
się z boku czy wprost przeciwnie? Czas na przyjrzenie się wszystkim i
dostrzeżenie tego, co do tej pory nie zostało zauważone i zakończenie
dochodzenia!
Dyskretny, mniej lub bardziej, urok
arystokracji. Wiejska posiadłość na angielskiej prowincji. Lekcje latania i
amatorskie śledztwo. Dodajmy do tego szalone lata dwudzieste ubiegłego stulecia
oraz Amerykankę w pobliżu której zbrodnia pojawia się dość często i mamy
intrygujący kryminał retro. Trochę w stylu Agathy Christie, ale w żadnym razie
kalka, raczej bardziej podobny w klimacie oraz oczywiście sferze gdzie jego
akcja została umiejscowiona. Erica Ruth Neubauer stawia nie tylko na zagadkę
kryminalną, lecz również na część obyczajową, oba elementy nierozerwalnie są z
sobą związane i dobrze zatarto pomiędzy nimi granicę. W ten sposób równocześnie
poznajemy postacie, co czasem prowadzi do tego, iż trafiają one do kręgu
podejrzanych, natomiast z drugiej historia nabiera głębi. Autorka stara się
również wpleść rzeczywiste fakty, co dodaje autentyczności i smaku całości.
Zmiany społeczne, pozostałości Pierwszej Wojny Światowej, odpowiednie
nazewnictwo, starannie oddany drugi plan, tak co do osób jak i miejsc oraz
rekwizytów, również sprawia, że fabuła jest kilku wymiarowa. Oczywiście w jej
centrum jest kryminalna szarada, nie tak łatwo do odgadnięcia, bo i ślady mylą,
a bohaterowie także dokładają od siebie by wprowadzić, co nieco lub więcej
zamieszania. Jednak wszystko to doskonale służy opowieści i sprawia, że podczas
lektura nuda nam nie grozi.