
Recenzja "Podmorskiej wyspy" Isabel Allende w Dużym Ka :)
gdy sięgam po książkę to zastanawiam się z czym kojarzy mi się tytuł i autor. Czasem są to uwagi zupełnie oderwane od treści lektury, a czasem wspomnieniami z wcześniejszymi spotkaniami z jej twórcą. W tym wypadku dobrze pamiętałam pisarkę -Isabelle Allende i "Dom dusz", nie tylko od strony literackiej, ale i filmowej z plejadą świetnych aktorów. Jednak "Podmorska wyspa" przenosi czytelnika w epokę odleglejszą niż XX w.
Palmy, plaża, turkusowe morze, jednym słowem raj, szczególnie w jesienno-zimowe dni, kiedy szaruga daje się we znaki, brzmi zachęcająco. Tenże Eden jest życiowym celem czwórki mężczyzn, spełnieniem marzeń, które towarzyszą im od dzieciństwa. Nikt oprócz nich nie wie o tej tajemnicy, boją się ośmieszenia, w końcu powinni chcieć robić kariery, awansować, a nie śnić o meczach siatkówki plażowej i drinku z parasolką. Szef, Kajdan, Czarny i Łysy - ksywki jeszcze z lat szkolnych, nie mające nic wspólnego z cechami zewnętrznymi, a nawet charakteru. Jak osiągnąć upragniony cel, gdy nie ma się pieniędzy na jego realizację? Gra w totolotka nie daje upragnionych pieniędzy, a uczciwa praca na pewno nigdy nie pozwoli na taki wyjazd, szczególnie gdy ma on już być na zawsze, a nie tylko wakacyjnym wypadem. Pozostaje więc tylko jedno rozwiązanie - napad na bank, oczywiście nie na żadną małą filię i czy oddział, jak już działać to na dużą skalę, bo jak coś się nie uda to lepiej iść do więzienia za wielką sprawę, a nie za drobnostkę. Wszystko dokładnie zostało zaplanowane, opracowane i przemyślane, oczywiście w najgłębszej dyskrecji, tylko zaufane grono zna szczegóły, tak by zminimalizować ryzyko wpadki. Wystarczy jednak kilka nierozważnych słów jednego z uczestników i ktoś zaczyna się interesować pomysłem czwórki przyjaciół, ale kto uwierzy, że czwórka szarych obywateli wcieli taką ideę w życie. Na pewno jest to nieprawodopobne dla policji. Gdy drobne problemy z gadulstwem zostają zażegnane vel nikt nie daje wiary takim rewelacjom. Czas by poznać od strony praktycznej miejsce akcji i dopracować detale, w tym ma pomóc znajomy terrorysta - przysługa za przysługę, jak to wśród znajomych, bardziej lub mniej odległych. "Fachowe" oko wychwytuje słabe i mocne punkty obiektu, do tego oczywiście też rady specjalistów co i gdzie "podłożyć", po prostu optymalizacja zadania. Gdyby jeszcze nie wątpliwości optymizm tryskałby jak fontanna, ale podobno tylko głupcy nie zastanawiają się nad ewentualnymi konsekwencjami swoich czynów, nawet jeżeli myśli się w kategoriach "na plus".