piątek, 16 sierpnia 2024

Kim jesteś?

Nowość:

„Odzyskana tożsamość”

Monika Magoska-Suchar

 

Tak łatwo uwierzyć w dobrze utkaną iluzję, okazującą się niczym innym jak sieć, z której wyplątać się jest naprawdę trudno. Wystarczy zrobić krok w niewłaściwym kierunku, by stracić to, co wydawało się pewne. Nie tak łatwo jest też przyznać się do własnych błędnych wyborów, nawet, jeśli wynikały one z dobrych pobudek. Niestety prawda czasem ma gorzki smak.

 

Przyszłość i przeszłość mogą mieć równie gorzki smak. Mila przekonała się o tym aż zbyt dotkliwie. Tak samo jest z tajemnicami w jej życiu, aż nazbyt boleśnie dają o sobie znać, zwłaszcza te, o jakich dowiaduje się w brutalny sposób, w najmniej oczekiwanym momencie. Co dalej z nią i tym, kim jest lub raczej stała się? To, co przeżyła w Japonii nie daje o sobie zapomnieć, nawet bardziej niż mogła przypuszczać. Czy właśnie przychodzi jej zapłacić za popełnione błędy? A może ktoś inny to zrobi? A co z prawdą? Może nie zawsze warto nią dzielić się, nawet z najbliższym człowiekiem? Zwłaszcza, gdy okazuje się, że jeszcze nie wszystko stracone. Shinji stawia naprawdę dużo na jedną kartę, nie waha się podjąć trudnej decyzji. Ma jeden cel i ten, kto stanie mu na drodze spotka się z bezwzględną odpowiedzią. Czy jednak tym dwoje pisane jest szczęśliwe życie? Za wrogów mają ludzi, jacy nie cofną się przed niczym i tym razem naprawdę nie mają nic do stracenia!

 

Spodziewajcie się niespodziewanego. Monika Magoska – Suchar lubi podsuwać czytelnikowi trop, do jakiego zdaje się łatwo dopisać ciąg dalszy. Nie inaczej było w finale pierwszego tomu dylogii, gdzie już wydawało się, że co nieco lub nawet więcej czytelnicy poznali z kontynuacji. No cóż autorka pokazała, iż nie tak łatwo przewidzieć, co wydarzy się dalej, chociaż pomysł był tak jakby na wyciągnięcie ręki. Jednak szybko okazuje się, iż jej wyobraźnia po raz kolejny poszła dalej niż ktokolwiek spodziewał się i podąża zaskakującymi ścieżkami, obfitującymi w kilka ostrych zakrętów. Nie brakuje także emocji, tych z kategorii gwałtownych, gorących, uderzających znienacka i z siłą odbierającą oddech. „Odzyskana tożsamość” kontynuuje znane już wątki, lecz również rozwija je, tak, iż mamy okazję poznać bohaterów od innych stron. Postacie dokonują wyborów i równocześnie stawiają czoła skutkom decyzji podjętych wcześniej. Czy były one słuszne czy jedynie takimi wydawało się? Co przyniosły z sobą w ostatecznym rozrachunku? Na te i inne pytania odpowiedzi są w historii dwojga ludzi, spotykających się w niecodziennych okolicznościach miejscu. Scenariusz ich przyszłości miał być całkowicie inny i jak się okazuje jego przebieg daleki jest przewidywalności i spokoju. Monika Magoska-Suchar do samego końca trzyma wszystkich w niepewności, serwując postaciom niepewność i lęk, co do tego, jak pokonać demony przeszłości oraz te zrodzone z niedomówień oraz strachu. A na dodatek coś jeszcze – szybkość akcji, sprawiająca, iż czytanie płynie szybko i przede wszystkim wciąga nas tak, że nie robimy przerw, bo chcemy jak najszybciej poznać, co będzie dalej oraz jak zakończy się ta historia.

 


                                                   Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:
 

wtorek, 13 sierpnia 2024

Trudny wybór

Przedpremierowo:

„The Devil`s Sons”

Chloé Wallerand

 

Plan był prosty, cały szkopuł w tym, iż bardzo szybko skomplikował się. Życie bywa nieprzewidywalne, czasem o wiele bardziej niż się mogłoby wydawać. Nawet ci, nieoczekujący od niego zbyt dużo, mogą się zdziwić, kiedy okaże się, iż nagle są w samym centrum wydarzeń, chociaż starali się pozostać z boku i pragnęli podążać własną ścieżką.

 

Studia, nowi przyjaciele, nowy rozdział w życiu. Jedynie tyle lub aż tyle. Avalone Lopez nie ma wygórowanych oczekiwań i początkowo wszystko zdaje się podążać w odpowiednim kierunku. Jednak szybko okazuje się, iż przed dziewczyną rysuje się całkiem inna droga niż ta zakładana. Zamiast spokoju i pilnego studiowania zbliża się do niebezpiecznego gangu, co może łączyć kogoś takiego jak Ava z nimi? Może wiara? Nie każdy jest poganinem jak oni i rzadko kto wierzy w nordyckie bóstwa, ale to chyba za mało? A może coś jeszcze ich zbliża? Zaciekawienie? Przyjaźń? Albo zaintrygowanie kimś od kogo powinna się dziewczyna trzymać z daleka? Tyle, że to wcale nie takie proste, a tym bardziej łatwe. No i pozostaje jeszcze kwestia tego, czym zajmują się nowi znajomi. Czy Avalone nie powinna zrobić kroku w tył, a najlepiej kilku? Dlaczego więc im pomaga, na przekór sobie i zdrowemu rozsądkowi? Co z tego wyniknie?

 

Niebanalne połączenia. Prosty plan i skomplikowane życie. Nietuzinkowi bohaterowie i fabuła, wymykająca się schematom. Opis „The Devil`s Sons” zdaje się wiele zdradzać, lecz tak naprawdę nawet w części nie nakreśla czytanej historii. Autorka podąża całkiem odmiennymi drogami fabularnymi niż jesteśmy przyzwyczajeni w książkach z motywem gangu motocyklowego, ale o tym najlepiej jest przekonać się samemu. Do tego najlepiej od razu dorzucić, iż splecenie niebanalnych wątków oraz dodanie całkiem niespotykanego daje już na prawie na wstępie zapowiedź intrygującej lektury. Im dalej zagłębiamy się w nią otrzymują historię z niejednym zwrotem fabularnym, sprawiającym, iż akcja nie tylko nabiera tempa, lecz również skręca w całkiem nieoczekiwanym kierunku. Niejednokrotnie należy podkreślić i za każdym razem równie niespodziewanie. Chloé Wallerand doskonale podkręca napięcie serwując czytelnikom również uczuciową spiralę tworzoną przez obojętność, gniew, przyjaźń, miłość oraz ryzyko i zagrożenie. W każdej prawie chwili może dość eskalacji wydarzeń, zwłaszcza, iż mieszanka jest prawdziwie wybuchową, a iskry wciąż się sypią. „The Devil`s Sons” to książka z kategorii tych naprawdę nieprzewidzianych, gdzie każdy rozdział przynosi nową dawkę emocji oraz nieoczekiwany finał, przynoszący nową porcję znaków zapytania. Pierwszy tom zaostrza apetyt na kolejny, zwłaszcza, iż scenariuszy jak potoczą się losy bohaterów jest naprawdę wiele, a autorka pokazała już, iż nie wybiera prostych dróg.

 

 


PREMIERA:

14.08.2024

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

niedziela, 11 sierpnia 2024

Nie ma róży bez ognia!

Nowość:

„Uważaj na siebie”

Jakub Bączykowski

 

Niektórzy twierdzą, że spokój jest przereklamowany, ale większość naprawdę go sobie ceni. Oczywiście są i tacy, którzy uważają, iż to cisza przed burzą. Martwią się niepotrzebnie? No cóż jak wiadomo niektórzy lubią po prostu przewidzieć to, co najgorsze, a potem sobie odetchnąć z ulgą… A co jeśli wszystko pójdzie całkowicie inną ścieżką i zostaną zaskoczeni?

 

Czy wszystko może wrócić do normy, kiedy ktoś chciał cię zabić? Fakt, że nie udało mu się, lecz nie oznacza to wcale, iż można o tak sobie przejść nad tym faktem do porządku dziennego i zapomnieć o nim. Niestety zdanie Pawła nie podzielają jego bliscy, no może poza jedną osobą, lecz jej zdanie wcale go nie uspokaja. Pozostaje, więc po prostu ogarnąć codzienność, a w niej między innymi wychowanie rezolutnej Zuzi, prowadzenie lokalnego sklepu „U Marysi” oraz znajomość z nową mieszkanką. Ta ostatnia dostarcza niemałych emocji, bo jakżeby inaczej! Zamieszkuje ona w miejscu, gdzie Paweł o mało, co nie pożegnał się z życiem… Nie ma co się dziwić jego reakcji, ale czy faktycznie ma czego obawiać się? W sumie ostrożności nigdy nie za wiele, bo być może stało się już coś złego… Co pozostaje do zrobienia? Chata na Podlasiu miała być oazą spokoju i sielskości, w porównaniu z Warszawą, a wyszło jak zawsze czyli pod górkę i z górki, w międzyczasie z próbą morderstwa tak dla odmiany. Jaki finał i morał będzie mieć ta część życiorysu Pawła i jego najbliższych? Z pewnością daleka od jego wizji, gdyż jak wiadomo gdzie ktoś czegoś nie da rady zrobić kobieta jak najbardziej poradzi sobie. W końcu nie ma róży bez ognia!

 

Idylliczne Podlasie. Planowane zwolnienie tempa życia. Marzenia o spokoju i… masa czegoś odwrotnego. A do tego humor, niekiedy spod znaku czarnego połączonego z zaskakującym rozwojem wydarzeń. Te ostatnie niespodzianką są tak dla bohaterów jak i czytelników. Jedni i drudzy nie mają pojęcia, jakie będą ich skutki, chociaż, że się pojawią to więcej niż pewne. Jakub Bączykowski ma doskonałą recepturę na naprawdę doskonałą historię, w jakiej nic nie jest przypadkowe, a brawurowe dialogi, te wewnętrzne, a jakże również, dają czytającym niejedną okazję do głośnego śmiechu. Jednak nie tylko on jest atutem „Uważaj na siebie”, same postacie są tak wykreowane, by bez problemu można było sobie ich wyobrazić w kolejnych perypetiach i co więcej mamy wrażenie, że ze strony na stronę stają się coraz lepszymi naszymi znajomymi. Oczywiście to nie wszystko, bo autor także łączy lżejsze wątki z tymi trudniejszymi i przedstawia je nie ogólnikowo, lecz od osobistej strony bohaterów, co wzmacnia ich wydźwięk. Do tego duży plus za pokazanie jak ważna jest rodzina, jej wsparcie, co znaczy prawdziwa przyjaźń i ile daje miłość, mająca za sobą niejedno i nie tracąca z widoku tego, co najważniejsze – drugiego człowieka.

                                          Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

czwartek, 8 sierpnia 2024

Tatrzańska zagadka

Nowość:

„Śmierć w Tatrach”

Ewa Salwin

Grzegorz Kalinowski

 

Łapanie kilku srok za ogon rzadko kiedy przynosi dobre efekty. Niestety czasem inaczej nie można postąpić, bo zadziałać trzeba od razu i to na kilku frontach jednocześnie. Jak pogodzić wszystko tak, by wilk był syty i owca cała? Czasem po prostu najlepiej jest zaufać instynktowi, nawet, jeśli kroczy on dość pokrętnymi ścieżkami.

 

Gdyby można było rozwiązać problemy równie szybka jak pędzi Luxtorpeda. Niestety Zuza ma wrażenie, że w jej przypadku jest całkowicie odwrotnie. Na głowie ma rozwód, otwiera galerię wzornictwa i przyjaciółka, która wezwała ją z Warszawy do Zakopanego, by coś jej wyjawić ważnego, zniknęła. Jeśli ktoś twierdzi, że wszystko ma swój czas i miejsce to nie jest w jej sytuacji. Rok tysiąc dziewięćset trzydziesty siódmy naprawdę nie jest łatwy. Świat biegnie do przodu, a niektórzy właśnie dostają zadyszki. Jakby nie było trzeba stawić czoło trudnościom i pogodzić tak, by znaleźć rozwiązanie dla każdego wyzwania, jakie stoi przed Zuzą. Na domiar złego w zimowej stolicy Polski wcale nie jest tak sielsko i uroczo jak wydaje się większości ją odwiedzających. Zaginięcia kobiet, odnalezione ciała, a do tego śmietanka towarzyska Zakopanego i nie tylko, walka o stabilizację życiową i debiut w roli detektywki. Powiedzieć, że Zuza Orłowska ma ręce pełne roboty, to nic nie powiedzieć, lecz najważniejsze jest odnalezienie Michaliny i wyjaśnienie, co dzieje się w sercu polskich gór. W końcu każdy ma coś do ukrycia…

 

Zagadkowe zaginięcie. Warszawa i Zakopane w latach trzydziestych. Dramatyczne wydarzenia w cieniu Giewonta. Uparta detektywka, która nie spocznie dopóki nie zakończy dochodzenia. Inaczej pisząc „Śmierć w Tatrach” czyli retro kryminał, w którym przepada się na wstępie i nagle po finale pozostaje uczucie, ale jak to? To już koniec? Duet pisarski Ewa Salwin i Grzegorz Kalinowski zaserwował czytelnikom nie lada gratkę śledczą, z siecią powiązań niewidoczną nawet dla wprawnego oka. Czytelnicy wraz z główną bohaterkę mają do rozwiązania prawdziwą szaradę, a za tło majestatyczne góry i nieustępującą im stolicę. Do tego prawdziwa śmietanka towarzyska międzywojnia na drugim planie. Szczegółowe oddane detale ówczesnego społeczeństwa oraz klimat lat trzydziestych dodają niuansów do opowiadanej historii, w której wszystkie wątki intrygują. Postacie, będące w samym ich centrum, skutecznie nakręcają spiralę przypuszczeń co do tego, co jeszcze wydarzy się, jak przebiegnie śledztwo oraz jaki będzie jego wynik. Jak się okazuje do samego końca czekają nas zaskoczenia, a finał do samego końca zawiera w sobie duży znak zapytania.


                                                   Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:




poniedziałek, 5 sierpnia 2024

Prawo i bezprawie

Nowość:

„Weekendowi wojownicy”

Fern Michaels


Sprawiedliwości wcale nie musi stać się zadość. Nie zawsze triumfuje i czasem nie przynosi ulgi pokrzywdzonym, a wymierzona kara nie jest zadośćuczynieniem wyrządzonej krzywdzie. Pozostaje ból i gorycz. A jeśli ktoś nie zgadza się z takim stanem rzeczy i rzuca wyzwanie nieukaranemu złu?

 

Nie byłoby ich tutaj gdyby prawo zatriumfowało nad bezprawiem. Jednak tak się nie stało. Błąd systemu, czynnik ludzki, wstyd i nie tylko to stanęło na drodze wymierzenia odpowiedniej kary. Myra dokładnie wie, co chce osiągnąć i dlaczego. Przez lata wierzyła, że zło zawsze zostanie ukarane, zresztą nie dotykało jej bezpośrednio, lecz zmieniło się to w ułamku sekundy. Nie tylko ona jest w takiej sytuacji. Siedem kobiet poznało gorycz porażki i zawiodło się na tym, co uważały za oczywiste. Czy mogą patrzeć jak to powtarza się? Nie! Biorę sprawy w swoje ręce, dosłownie i w przenośni. Nie chcą nikogo wyręczać, po prostu mają dosyć bezczynności i świadomości, że ktoś inni może znaleźć się w podobnej sytuacji jak one. Naprawienie szkód nie jest łatwe, zwłaszcza, iż prawo im nie sprzyja, za to sprawcom jak najbardziej. Czy uda im się zrealizować śmiały plan? Narażają się w imię tego, co je zawiodło, lecz ktoś musi zrobić to, czego wymagają okoliczności…

 

Rozczarowanie system sprawiedliwości. Odwaga by sprzeciwić się obowiązującym zasadom.  Więź ludzi, jacy zostali skrzywdzeni i musieli nauczyć się żyć z bólem. Nie zemsta, a naprawienie szkód wyrządzonych przez tych, którzy nie ponieśli kary za to, co uczynili. Zło pozostanie złem, nawet, jeśli oficjalnie nie zostanie to potwierdzone wyrokiem. Do czego ktoś będzie zdolny, jaki przekonał się na własnym przykładzie, iż Temida pozostała ślepa?  Pozostaje jedynie samemu zająć się tą sprawą, a jeśli takich osób jest więcej? Co w takiej sytuacji? Fern Michaels na swój sposób przedstawia dalszy rozwój wypadków, nieprzewidywalnych, chociaż starannie zaplanowanych, gdzie ryzyko jest ogromne, a wynik końcowy będzie znany nielicznym. Nie do końca kryminał i również nie typowy thriller, historia z pogranicza obu gatunków z dużą dawką emocji, skrajnych i silnych. Postaciami pierwszoplanowymi „Weekendowych wojowników” są kobiety w różnym wieku, nieznające się wcześniej, z odmiennych grup społecznych, łączy je tylko jedno – pragnienie sprawiedliwości, bo nie została ona zaspokojona, a wręcz odmówiono im jej. Wszystkie znajdują się w punkcie, w którym nie da się obrócić głowy w drugą stronę i nie godzą się ze stratą, jakiej doznały i brakiem ukarania sprawców. Czy rzucenie wyzwania zasadom niechroniącym ofiar, lecz ich winowajców ma szansę powodzenia?

 


                                                  Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:




piątek, 2 sierpnia 2024

Lista mordercy

Nowość:

„Lista Lucyfera”

Krzysztof Bochus

 

Nie ma zbrodni bez motywu. To, czy on zostanie dostrzeżony zależy od sprawcy i śledczych. To równocześnie pierwszy krok do porażki tego pierwszego i sukcesu tych drugich. Jednak nie wystarczy go zauważyć, trzeba jeszcze go prawidłowo zinterpretować. A potem wcale nie jest z górki, gdyż przeciwnik zrobi wszystko by zmylić trop i nie zostać złapanym. Wyścig dopiero nabiera prędkości…

 

Kiedy odzywa się do ciebie morderca, a ty jesteś dziennikarzem, to może oznaczać, iż właśnie dostałeś szansę na temat na pierwszą stronę. To ta wersja prosta i dla mas, natomiast ta druga oznacza podjęcie gry z kimś, kto już pozbawił życia i ma zamiar zrobić to po raz kolejny. Czy prowadzący dochodzenie będą zadowoleni, że ktoś wchodzi w paradę, nawet, jeśli twierdzi, że ma informacje mogące pomóc w śledczych działaniach? Redaktor Adam Berg właśnie znalazł się w takiej sytuacji. Seryjny morderca właśnie jego wybrał sobie na heralda swoich zbrodniczych czynów, wciągając go do wyścigu, gdzie stawką jest zabójstwo kolejnego człowieka. Kim jest ten, kto wykorzystuje sztukę w brutalnych morderstwach? Co stoi za jego wyborami? Jaki jest motyw jego działania. Tak dużo pytań, a odpowiedzi mogą nie mieć pokrycia w rzeczywistości. Adam Berg podejmuje wyzwanie i wraz policjantami tropi Lucyfera, jednak to za mało, bo krwawa zagadka okazuje się nie jedyną do rozwiązania. Ktoś dołącza się do tej mrocznej gry, czym on kieruje się i dlaczego to robi?

 

 

Seria zbrodni. Śledztwo. Dziennikarz. Czy już macie gotowy scenariusz na tę lekturę? Pewnie, co najmniej niejedno przypuszczenie, i tu zaczyna się prawdziwa czytelnicza uczta, jakiej nie spodziewacie się. „Lista Lucyfera” jest czymś więcej niż „tylko” kryminałem, chociaż już wątki z tej kategorii wystarczyłyby na naprawdę doskonałą historię. Jednak to nie wszystko, a część większej całości, w której nie brakuje elementów zaskoczenia w obszernej liczbie mnogiej. Jeśli podczas lektury poczujecie, iż wiecie, co wydarzy się za chwilę w tej książce bardzo szybko okaże się, iż Krzysztof Bochus sprawi czytelnikom niejedną intrygującą niespodziankę i co najmniej zasieje wątpliwości co do tego, czego jeszcze przed momentem było pewnością. Oczywistość? Ta nam nie grozi, gdyż kolejny zwrot akcji w całkiem nowym kierunku sprawia, że akcja zaczyna się nie tylko zagęszczać, lecz i skręca w stronę, jakiej nie spodziewaliśmy się. Przeszłość okazuje się rzucać bardzo długi cień i to zupełnie inny niż moglibyśmy podejrzewać. „Lista Lucyfera” to policyjne i dziennikarskie śledztwo, skomplikowane, z niejedną ślepą uliczką, wzajemnie przenikające się, do tego w tle pogoń za chwytliwym tematem na pierwszą stronę oraz bohaterowie, potrafiący przyciągnąć uwagę i ją utrzymać przez całą książkę. Oni są równie intrygujący jak i wątki, w jakich uczestniczą, a ścieżka, jaką podążają daleka jest od tej spodziewanej. Postacie i fabuła uzupełniają się i dorównują sobie w zagadkowości oraz tajemnicach, tkwiących w nich. Jednocześnie jest prosty podział na dobrych i złych, a z drugiej, ma on ostre krawędzie, świadczące, iż ci pierwsi z pewnością nie nadstawią drugiego policzka i będą dążyć poznania prawdy za wszelką cenę.

                                                   Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:




poniedziałek, 29 lipca 2024

Zatoka sekretów

Nowość:

„Zatoka surferów”

Allie Reynolds

 

 Proste życie, gdzie liczy się jedynie to, co się kocha. Cała reszta to jedynie dodatek pozwalający zająć się tym, co daje satysfakcję. Surfowanie, słońce, woda, piasek, fale. Niby niewiele, ale czy więcej potrzeba do szczęścia? A jeśli to jedynie iluzja, za którą kryje się o wiele bardziej skomplikowana rzeczywistość, mroczniejsza, zagadkowa i niebezpieczniejsza niż się mogłoby wydawać?

 

Kenna i Mikki znają się od lat, są przyjaciółkami, dzielą lub raczej dzieliły tę samą pasję – surfowanie. Trzy lata temu każda z nich poszła swoją drogą. Jedna z nich straciła zbyt dużo i oddzieliła się wysokim murem od tego, co kiedyś kochała. Druga jeszcze głębiej weszła w to, co naprawdę pozwala jej być sobą. Teraz spotykają się ponownie. Czy wciąż rozumieją się tak jak dawniej? Dlaczego właśnie teraz Kenna i Mikki spotykają się? Kiedyś naprawdę były sobie bliskie, teraz mają swoje tajemnice. Może zaproszenie do miejsca, które wydaje się rajem na ziemi pomoże im znowu być tak blisko jak w przeszłości? Zatoka jest miejscem dla ludzi pragnących żyć po swojemu, ale czy tak jest naprawdę? Jakie tajemnice skrywa to miejsce i przede wszystkim surferzy, jacy dla adrenaliny gotowi są naprawdę na wiele? Mikki dostrzega to, co innym zdaje się umykać, ale czy jej przyjaciółka gotowa jest poznać prawdę? Ile przyjdzie im zapłacić za to? Co jeszcze czeka surferów na rajskiej plaży?

 

Co może pójść nie tak w idyllicznych okolicznościach zatoki o turkusowej wodzie, czystym piasku i wspaniałych falach, gdzie nie ma innych ludzi oprócz paczki dobrych znajomych, spędzających czas na surfowaniu? Wszystko, jeśli tylko odrzuci się sielankową iluzję, podtrzymywaną na swoje i innych potrzeby, bo tak jest łatwiej odciąć się od tego, co było i nie myśleć o konsekwencjach swoich czynów. Hermetyczna grupa, rządząca się swoimi prawami, jednocześnie daje poczucie wolności i odbiera ją, kiedy tylko ktoś sprzeciwia się. Brzmi złowróżbnie? Tak właśnie powinno być i to wcale nie samospełniająca się przepowiednia lub doszukiwanie się na siłę zła tam gdzie go nie ma. W „Zatoce surferów” czerwone flagi pojawiają się często, rzadko, kiedy wprost, niekiedy może wydawać się, iż są one na wyrost, by po chwili dojść do wniosku, że „coś” w nich jest i z pewnością, prędzej niż później da o sobie znać. Allie Reynolds buduje klimat niepokoju, spodziewanego zła, lecz czy nadejdzie ono ze spodziewanej strony i co tak naprawdę z sobą przyniesie? No właśnie możemy tworzyć niejeden scenariusz, jednak autorka do samego końca zaskakuje i tak naprawdę kończy fabułę dopiero ostatnią kropką, nie wcześniej. Sielankowy krajobraz, iluzoryczna wolność od norm oraz skomplikowane relacje pomiędzy bohaterami, podszyte sekretami oraz nowo powstałymi tajemnicami i nie zapominajmy o finale, dalekim od tego spodziewanego, pozostawiającym po sobie pytanie, na ile znamy siebie i ludzi, jakich uważamy za przyjaciół?




            
                    Za możliwość przeczytania książki 
    
                dziękuję 
 

              wyd. Albatros

piątek, 26 lipca 2024

Początek końca czy nowy początek?

Nowość:

„Między nami”

Mhairi McFarlane

 

Kiedy fajerwerki raczej przypominają dogasający tealight to niezbyt dobrze wróży dla związku. Oczywiście te pierwsze nie mogą trwać bezustannie, lecz to drugie jest już czymś więcej niż znakiem ostrzegawczym, raczej przypomina syrenę alarmową. A kiedy nie usłyszy się w porę tej ostatniej lub zignoruje? Co zrobić w takiej sytuacji? Trwać w relacji pomimo wszystkiego i łudzić się, że jeszcze będzie lepiej i to jedynie chwilowe? Zwłaszcza, że ta chwila jest coraz dłuższa? A może pamiętać o początku i nie po prostu powiedzieć koniec?

 

To miał być naprawdę udany weekend, spędzony w gronie przyjaciół i chłopaka. Co mogło pójść nie tak? Nic, a jednak okazało się, że te dni były początkiem końca lub raczej stawienia czoła prawdzie, że Roisin i Joe, po dziesięciu latach więcej dzieli niż łączy. Czy tak łatwo odnaleźć się w takiej sytuacji? No cóż, kiedy ktoś nadużył twojego zaufania i to nie na jednym polu, a i wcześniej już były wyraźne oznaki, iż relacja ta ma najlepsze czasy za sobą, trzeba w końcu podjąć jakieś decyzje. Jednak tych dwoje oprócz związku uczuciowego łączy dużo więcej i każda podjęta decyzja może odbić się również na innych. Jednak Roisin ma wsparcie przyjaciół i z ich pomocą z nowego punktu widzenia patrzy w przyszłość i nie tylko w tym kierunku. Jak mogła przez lata nie dostrzec tego, co było tuz przed jej oczami? Zresztą nie jedynie ona dokonuje zmian w swoim życiu. Czas pójść do przodu i spróbować skonfrontować się z niewygodnymi faktami, wspomnieniami oraz tym, co czeka by dać mu szansę. Czy będzie to łatwe, bezbolesne i przede wszystkim co przyniesie Roisin? Może to, czego nie oczekiwała? Początek czegoś niespodziewanego i bez obietnic, jakich już nie chce?

 

Lubicie komedie romantyczne w klimacie angielskim? Takie zarażające dobrym humorem, lecz także z drugim dnem, gdzie tak naprawdę scenarzysta potrafi zaskoczyć rozwojem akcji? „Między nami” kojarzy mi się z klasykami tego gatunku, w żadnym razie dosłownie, lecz atmosferą i postaciami? Trochę „Czterech wesel i pogrzebu”, „Nothing Hill” i „To właśnie miłość”, żadnej bezpośredniej lub pośredniej kalki oraz atmosfera, nie skopiowana, a uchwycone z niej to nieokreślone „coś” lub urok, jaki trudno ubrać w słowach, gdyż bazuje na emocjach. No i bohaterowie, których wykreowała Mhairi McFarlane, tworzący barwną grupę, na pierwszy rzut oka w ogóle do siebie niepasujących sylwetek, różnych jak to tylko możliwe, ale połączonych przyjaźnią i wspólnymi wspomnieniami. Jak jedno i drugie sprawdzi się kiedy przyjdzie czas uczuciowych przetasowań? Na ile poznali się podczas kilkunastu lat znajomości? „Między nami” jest historią, gdzie śmiech przeplata się z refleksjami oraz celnymi spostrzeżeniami związanymi z relacjami, nie jedynie uczuciowymi, ale i rodzinnymi. Autorka doskonale wyważa poszczególne wątki, nie tracąc głównego z oczu i rozwijając go, jednocześnie nie zapominając o bohaterach drugoplanowych, jakich rolą jest nie tylko wypełnianie tła i dopełnianie tych głównych postaci, ale opowiadają także swoją historię. Podczas lektury śmiejemy się, zastanawiamy się jak rozpocząć od nowa na zgliszczach uczuć i zaufani oraz obserwujemy dynamikę rodzinnych więzi.


Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

wtorek, 23 lipca 2024

Mit i prawda

Patronat
Przedpremierowo:

„Panny z bagien”

Emilia Piotrowska

 

Podobno w każdej legendzie jest ziarno prawdy. Czy wykiełkuje z niego coś więcej poza przypuszczeniami i swobodną interpretacją tego, co mogło wydarzyć się, lecz wcale nie musiało mieć miejsca? A jeśli ktoś weźmie na poważnie wygodne dla siebie wątki? Co z tego wyniknie? Może jednak okaże się, iż na jaw wyjdą skrywane kulisy i rozwieją się iluzje, jakimi żywiła się wyobraźnia?

 

Na mitach oparto naprawdę wiele, da się z nich czerpach naprawdę dużo. Kadłuby są jeszcze jednym miasteczkiem, jakie nie zauważa się na mapie. Jednak Wikto dostrzegł w nich to, co ściąga innych zaciekawionych miejscowym, ludowym, przekazem. Kto nie chciałby znaleźć panny z bagien? Mroczne, legendarne i wciąż pozostające nieuchwytne. Czy Mira okaże się na tyle dobrą przewodniczką, by pomóc przyjezdnemu fotografowi na poznanie prawdy o nich? Makowe pola, ciemne gęstwiny lasów kryją niejedną tajemnicę, zresztą tak samo jak i ci, którzy zagłębiają się w nie. W końcu każda legenda oparta jest na prawdzie, lecz ile jej jest w tej konkretnej? Czego nie mówi Mira i co kryje się za zainteresowaniem Wiktora? Czasem posunięcie ciekawość prowadzi prosto do piekła, a gdzie dotrze tych dwoje w poszukiwaniu panien, słynących z tego, iż z mroczną stroną człowieka im do twarzy?

Mrok i emocje. Zagadki i legenda. Historia, która oplata czytelnika niczym bluszcz, wydaje mu się, że będzie mógł przerwać w każdym momencie, ale tak naprawdę to jedynie myśl, jaka nie będzie mieć pokrycia w rzeczywistości. Dopiero przeczytanie ostatniej strony uwalnia czytającego z mrocznego uroku „Panien z bagien”. Jeśli myślicie, że opis z okładki da wam przedsmak tego, co Was czeka podczas lektury to… dostaniecie o wiele więcej. Po pierwsze: mroczny cień snujący się nawet, gdy opisywany jest letni słoneczny dzień, on gdzieś jest w tle i przypomina, że wzrok łatwo omamić, a czy należy zaufać intuicji? Po drugie: bohaterki i bohaterowie, mający więcej sekretów niż moglibyśmy przypuszczać, zaskakujący i skrywający się pod niejedną maską, dosłownie i w przenośni. Po trzecie: małomiasteczkowy drugi plan, jaki niekiedy staje się tym pierwszym, mający niejedno oblicze. Po czwarte: wykorzystanie folkloru, nie dosłownie, a jako swobodny punkt wyjścia do opowiedzenia historii całkowicie autorskiej. Czy jest po piąte? Ależ oczywiście, tak samo jak i po szóste oraz tak dalej. Emilia Piotrowska doskonale wykorzystuje potencjał swojego pomysłu na książkę, w której emocjonalna spirala jest nakręcana aż do granic przez mrok, tkwiący w postaciach i nie jedynie w nich. Czy pęknie? Finał pokazuje, że autorka do samego końca potrafi utrzymać naprawdę wysokie napięcie i niepokój, jaki towarzyszył podczas całej lektury. Co każe się legendą, co prawdą, a co jedynie wytworem wyobraźni? Do czego doprowadzi bohaterów mroczna strona ludzkiej natury?



Premiera:
26 lipca

Za możliwość przeczytania 
książki 
dziękuję
 

sobota, 20 lipca 2024

Anglik w Paryżu

„Kelner w Paryżu. 

Co ukrywa stolica smaku”

Edward Chischolm

 

Nie wszystko piękne, co się świeci, ale Paryż w końcu jest miastem światła, glamour i całego tego, przepychu, o jakim marzy aż zbyt wielu. A jaki jest od kuchni albo by być bardziej precyzyjnym od przejścia między wydawką a sala restauracyjną? O tym miejscu z rzadka wspomina się w programach kulinarnych, tak samo jak i kelnerach, ich pomocnikach i całej reszcie zatrudnionych, jacy nie są kucharzami. A szkoda, bo jest równie barwny i jednocześnie pokazujący obraz daleki od tego, co możemy sobie wyobrazić.

 

O czym jest „Kelner w Paryżu. Co ukrywa stolica smaku”? Najprościej byłoby powiedzieć o pracy w zawodzie wspomnianym w tytule, tyle, że byłoby to ogromny niedopowiedzeniem. Można by również podsumować, iż to alternatywne spojrzenie na miasto, jakie jest symbolem elegancji i wyrafinowania, czy to w modzie, czy w tym, co znajduje się na talerzu. Jednak to też jeszcze nie oddawałoby tego, o czym jest ta książka. Autor niezwykle plastycznie przedstawia czytelnikom nie jakiś fikcyjny obraz, lecz subiektywną panoramę miejsca, poznanego nie jedynie od zewnątrz, lecz przede wszystkim od podszewki.  Perspektywa ta jest zupełnie inna i równocześnie doskonale uzupełnia barwny kalejdoskop paryskich widoków. Kolejne rozdziały są niczym filmowe kadry w klimacie nurtu noir oraz realizmu. Autor bez ogródek odziera mit wykwintnych restauracji, lecz nie robi tego w stylu show z programów kulinarnych, lecz od strony ludzi w nich pracujących. To oni tworzą kultowe miejscówki i wzajemnie są przez nie definiowani. Dzięki nim funkcjonują, zachwycają gości i ich podniebienia, lecz rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana, bo składa się z życiorysów, często pogmatwanych, oraz niewidocznej dla klientów wojny podjazdowej, jaka toczy się za tabliczką Privé. „Kelner w Paryżu. Co ukrywa stolica smaku” jest lektura, po jakiej nie grozi nam zgaga, za to w jej trakcie poznajemy paryskie smaki, znane jedynie jej mieszkańcom i głęboko skrywane przed turystami i każdym, kto nie przekracza drzwi kuchennych. Rewolucja rewolucją, a wszystko to, co z sobą przyniosła, kończy się zaraz za tym napisem.                     


                                                                        Za możliwość 

przeczytania książki

dziękuję 

 

piątek, 19 lipca 2024

Leśna historia

„Zjawy i mary. 

Historie z Etherton”

Katarzyna Kujawska

Aleksandra Seliga

 


Rzeczywistość czy senna mara? Wydaje się, że jedno od drugiego dzieli wyraźna granica. Czy aby na pewno? Niekiedy zaciera się ona pomiędzy nimi, staje się płynna. Przejście z jednego do drugiego może zostać niezauważone, ale czy to bezpieczne? Koszmar czasem zaczyna się niewinnie, a ciekawość sprawia, iż ignoruje się znaki ostrzegawcze, aż będzie za późno by zrobić krok do tyłu…

 

Wilhemina bierze za oczywistość to, co dla większości takie nie jest. Ale ona jest z rodu Aires, a oni są inni od wszystkich i ponad nimi. Ich życie podporządkowane jest innym zasadom, nawet Hendersonowie, z którymi dzielą się władzą w Etherton, nie wiedzą wszystkiego. Jednak to, co większość uważa za oczywiste wcale takim nie jest. Z jednej strony Las, z drugiej morze i klify, lecz najważniejsze są tajemnice, jakich wszyscy wiedzą i nikt zbyt dużo nie mówi. Jaki ma to związek z dwudziesto paroletnią młodą kobietą? To, że w kalendarzu jest rok tysiąc dziewięćset sześćdziesiąty dziewiąty nie oznacza, iż ona jest taka sama jak rówieśnicy i żyje zgodnie z duchem epoki. Wilhemina nie jest taka jak inni, magia i rodzina są albo powinni być dla niej najważniejsi oraz potęga, jaką dysponuje. Jednak czy Czterdzieści lat później Ivy stara się nie myśleć o przeszłości i Lesie, gdzie zaginęli jej rodzice. Jednak nocne koszmary nie pozwalają jej na to. W powietrzu wisi coś, co zagraża Etherton i równocześnie intryguje dziewczynę. Strach i zaciekawienie mogą być mieszanką, jaka otworzy drzwi do tego, co miało być ukryte. Przeszłość zaczyna domagać się swojego miejsca w pamięci, czy teraźniejszość jest gotowa by zmierzyć się z tym co kryje ta pierwsza i Las?

 

 

Niesamowita lektura. Pod każdym względem, jako ogół i w szczegółach. Jawa i sny. Tu i teraz oraz tam i kiedyś. Przeszłość i Teraźniejszość. „Zjawy i mary. Historie z Etherton” wymykają się prostemu podziałowi gatunkowemu w literaturze. Książka ta czerpie hojnie z niejednego i jest spójną całością, wyróżniającą się pod każdym względem. Powieść grozy, fantastyka, gotyckość, klimat jak z filmów Guillermo del Toro i równocześnie brytyjskie tło, a to nie wszystko. Miks kolorów, kontrastowych, ale nieporażających feerią barw, w zamian za to wszystkie odcienie zieleni, szarości, granatów i czerni, czasem lekko wyblakłe od patyny dziejów i słońca. Omszałe kamienie, dostojne dwory i domy z omszałych kamieni. Mgła, snująca się na drugim planie i oślepiające promienie słoneczna oraz gazowe lampy, nierozświetlające do końca mroku. No i oczywiście sama historia, wciągająca już pierwszymi zdaniami i pierwszą postacią, jaką poznajemy. Z każdą kolejną stroną zagłębiamy się w dwa plany czasowe, lecz i obserwujemy jak zaczynają się przeplatać się sny, a raczej koszmary senne, i jawa. Coraz silniej zaczynają zacieśniać się związki pomiędzy luźnymi, lecz tylko na pierwszy rzut oka, wątkami oraz kolejnymi bohaterami. Sami przestajemy być pewni, co jest realne, a co stanowi sferę majaków, lecz jedno i drugie jest równie fascynujące, a ich połączenie sprawia, że nie potrafimy oderwać się od książki. Zagadkowość, to słowo również oddaje to, z czym stykamy się w „Zjawach i marach” oraz swego rodzaju baśniowość, lecz nie ta disneyowsko-hollywoodzka, a rodem z braci Grimm, niewygładzonych, a pierwotnych. Gęsta opowieść, daleka od prostych podziałów i charakterystyk, pełna detali i niuansów, odwołująca się do pierwotnych lęków, nienazwanych, lecz odczuwanych. Przy lekturze tej książki przepada się w niej, a zwroty akcji dodatkowo wzmacniają jeszcze atmosferę tajemniczości. Nawet czytana w pełnym słońcu wywołuje gęsią skórkę przyczajonym niepokojem i widmem tego, że zaraz coś wydarzy się. 


                                                 Za możliwość przeczytania

książki
dziękuję: