sobota, 15 czerwca 2024

Pytania z przeszłości

Nowość:

„Nie pytaj”

Maria Biernacka – Drabik

 

Pewne pytania są jak kamyki powodujące lawinę. Wystarczy poruszyć jeden z nich by, nie dało się zatrzymać niekontrolowanego żywiołu, jaki zmiata wszystko na swej drodze. Nie da się jej zatrzymać, a obraz, jaki pojawia się później czasami przynosi odpowiedź, co skrywało się pod warstwą kłamstw, niedomówień, zatajeń oraz niewiadomych.

 

O pewnych sprawach nie rozmawia się, lecz to nie znaczy, że one nie istnieją. Inga przez lata nie poruszała tematu przeszłości swojej matki Marii. Dlaczego szczęśliwa rodzina ma niepisaną zasadę by ten rozdział życia jednego z jej członków był sekretem? Tego nie wiadomo, jednak po jej śmierci nie potrafi zapomnieć o tej czarnej dziurze w rodzinnej historii, nie daje to kobiecie spokoju. Nie zamierza dłużej czekać i zaczyna szukać informacji dlaczego Marii tak na tym zależało. Osiągnęła przecież sukces, zdobyła świetne wykształcenie, założyła rodzinę i wiodła dobre życie, pomimo skromnych początków jako wychowanka domu dziecka, a na dodatek ktoś, kto ma wpisane w rubryce rodzice nieznani. To nie jedyna tajemnica, okoliczności śmierci również nie dają spokoju Indze, a to jeszcze nie wszystko. Nic więc dziwnego, że Inga robi wszystko by odkryć prawdę, lecz czy powinna nagazować się w tę sprawę? Jaką cenę zapłaci za szukanie korzeni? To, co było i jest są połączone niebezpiecznymi więzami…

 

Chcecie prostej lektury, podczas której odpoczniecie i nie będziecie zmuszeni do refleksji, a zagadka okaże się prosta do rozwiązania? Jeśli odpowiecie twierdząco to nie sięgajcie po najnowszą książkę Marii Biernackiej – Drabik. Ta już od pierwszych stron zasieje ziarna zaintrygowania, a pierwsze pytania, będą zapowiedzią kolejnych, na jakie odpowiedzi będziecie poszukiwać do samego końca. Każdy rozdział przyniesie nowe znaki zapytania oraz kolejne sekrety, rzucające mroczny cień na przeszłość, lecz także i na teraźniejszość. Gdzie kryje się prawda i jaka ona jest? Czy warto dla niej ryzykować to, co się ma? „Nie pytaj” powinno mieć podtytuł „Przeczytaj nie zwlekając!” i nie są to słowa na wyrost, a ogromne niedopowiedzenie, co na was czeka podczas lektury. Książka wcale nie zaczyna się niepozornie, już prolog wprowadza tajemniczy klimat i jest doskonałą zapowiedzią tego, co będzie dalej. Z jednej strony to swoista rodzinna saga, a z drugiej wytrawny dreszczowiec, gdzie zło odsłania swoją twarz powoli, zrzucając maskę za maską. Nie oczekujcie prostego podziału na biel oraz czerń, tak samo jak i tego, iż odgadniecie finał. Zresztą szybko zorientujecie się, że lektura „Nie pytaj” to wielowarstwowa układanka, w jakiej ani na moment nie gości oczywistość. Podczas czytania zdajemy sobie sprawę, że wątki muszą mieć punkt wspólny, jednak, co nim okaże się zaskoczy nas zupełnie. Przeszłość i teraźniejszość są połączone ze sobą nierozerwalnie, ale więzy w tej konkretnej historii okazują się być zagadką, kryjącą w sobie wiele ludzkich tajemnic i bólu.



                                                  


Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

poniedziałek, 10 czerwca 2024

Prawda czy fałsz?

Przedpremierowo:

„W rękach bogini”

Monika Magoska – Suchar

 

Gniew zdradzonego może zburzyć wszystko to, co zostało zdobyte, czasem z trudem i nie bez wyrzeczeń. Rozsądek i logika w takiej sytuacji często są przesłaniane przez chęć zemsty, a ta karmi się bólem, jakiego nie brak. A od tego już moment by wejść na ścieżkę, z której trudno zawrócić i nigdy nie odbywa się to bezkarnie.

 

Ile jest prawdy w stwierdzeniu, że miłość od nienawiści dzieli krok? Celia przekonała się o tym dwukrotnie. Jej znajomość z Ralphem zaczęła się od tego drugiego uczucia i przerodziło się w to pierwsze. Jednak tam gdzie w hollywoodzkich filmach następuje happy end dziewczyna konfrontuje się z bolesną rzeczywistością. Jej marzenia znowu okazują się iluzją, a człowiek, jakiemu zaufała zawiódł ją jak nikt inny. Czy zemsta jest najlepszym rozwiązaniem? Z pewnością nie zagoi zadanych ran, lecz może będzie jakimś pocieszeniem? Zdrada i kłamstwa idą z sobą w parze, łatwo w ich towarzystwie stracić orientację i zaufać niewłaściwym ludziom. Gdzie doprowadzi dziewczynę złamane serce i jej przeszłość? Tajemnice Ralpha mogą być przekleństwem, chociaż wielu uważa je za coś odwrotnego. Co zrobią ci, którzy chcą je odkryć bez względu na cenę? Celia była pewna, że wie co to znaczy zagrożenie, lecz wkraczając do świata kogoś, uważanego za boga medycyny, dopiero naraziła się na ogromne niebezpieczeństwo. Jej szanse a wyjście cało z kłopotów są zerowe, chyba, że ktoś wyciągnie pomocną dłoń…

 

Skomplikowana przeszłość. Zdrada. Pragnienie zemsty. A jeśli jeszcze mało dobrych składników do zbudowania pełnej zwrotów akcji fabuły dodajmy miłość i niedopowiedzenia. Oczywiście nie da się zapomnieć o postaciach, wokół których toczy się akcja i jednocześnie będących jej siłą napędową. Monika Magoska – Suchar dodała jeszcze medyczne środowisko, pełne ambitnych wyzwań i emocji, skrywanych pod profesjonalnym uśmiechem oraz lekarskim kitlem. W pierwszym tomie czytelnicy mieli okazję przekonać się jak to być „W rękach boga”, lecz to jeszcze nie wszystko, bo historia aroganckiego i bezkompromisowego lekarza byłaby niekompletna nie jest kompletna bez przekonania się co oznacza znaleźć się „W rękach bogini”. W pierwszej części autorka dała czytelnikom soczystą opowieść, w której zaskakiwała ich nieustannie wyborami bohaterów oraz ty, gdzie one ich zaprowadziły, a zakończenie oczywiści podsyciło zaciekawienie jeszcze tylko zaintrygowanie. Przyszedł więc czas by poznać dalszy ciąg relacji, w jakiej ani na moment nie ma niczego przewidywalnego. Jeśli w wcześniejszym tomie trudno nam było przewidzieć co będzie w kolejnych rozdziałach, to w drugim domyślanie się tego, co pojawi się w lekturze jest jeszcze trudniejsze. Monika Magoska – Suchar splata wątki uczuciowe z rozterkami im towarzyszącymi z elementami thrillera medycznego w całość nieprzewidywalną do samego końca. Z jednej strony gorący romans, z drugiej strony przełomowe odkrycie naukowe, połączenie tak odmiennych motywów daje w efekcie końcowym niesamowicie intrygującą i sensualną historię.




PREMIERA

12.06.2024

Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:
 

sobota, 8 czerwca 2024

Nie zapomnij

Nowość:

„Skazany”

Freida McFadden

 

Jeśli raz złamiesz zasady zrobisz to jeszcze nieraz. Czasem przyjdzie za to zapłacić o dużo większą cenę niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Czy znając konsekwencje łatwo zdecydować się na powtórzenie tego kroku? Ile będzie kosztować kolejne przekroczenie granicy?

 

Brooke chce jedynie spokojnie żyć wraz ze swoim synem. Nic wielkiego, ale nie tak łatwo zdobyć to, jeśli ma się taką przeszłość jak ona. Właśnie znowu kobieta musi się z nią zmierzyć. Nowa praca wiąże się z ewentualnością spotkania kogoś, o kim od lat starała się zapomnieć. Podobno pierwszej miłości nie zapomina się, lecz ona pamięta ją z innego powodu. Shane Nelson trafił do więzienia o zaostrzonym rygorze, bo zeznawała przeciwko niemu. Nikt z jej współpracowników o tym nie wie, taka informacja oznaczałaby utratę dopiero, co zdobytego zajęcia. Zresztą wtedy ona była kimś innym, teraz jest profesjonalistką i poza tą jedną zasadą nie złamie już żadnej innej. Jeśli tego będzie się trzymała i nie zacznie rozpamiętywać tego, co miało miejsce dziesięć lat temu wszystko będzie dobrze. A jeśli ten plan nie wypali? Wspomnienia trudno wymazać, a tym bardziej jeśli ma je ktoś jeszcze. Shane na pewno nie zapomniał komu „zawdzięcza” pobyt w zakładzie karnym. Brooke tylko pracuje w tym samym miejscu, gdzie znajduje się on, nic więcej. No chyba, że zdarzy się coś, co skłoni ją do kroku, jakiego nigdy nie powinna robić. Wtedy i teraz. Nie miała nawiązywać więzi z Nelsonem…

 

Sztuka manipulacji posunięta do granic i na mistrzowskim poziomie. Spirala emocji. Brutalna przeszłość, która miała być zamkniętym rozdziałem. No i ta niepewność, która wpierw jest niezauważalna, lecz z każdym rozdziałem wychodzi z cienia i rzuca mroczny cień na to, co było podstawą, lecz faktycznie nią jest? Zdawałoby się, że Freida McFadden już na samym początku zrzuca największą bombę, ale w takim razie, co będzie dalej? Doskonały thriller z wirtuozersko nakręcanym napięciem, niezauważalnie, lecz z całą pewnością odczuwalnie. Pomiędzy wierszami dostrzegalne są znaki zapytania, chociaż odpowiedzi dawno zostały uzyskane. Nic nie powinno budzić wątpliwości… A jeśli wszystko wyglądało inaczej? Zdrowy rozsądek powinien włączyć, co najmniej światła ostrzegawcze, chociaż może wątpliwości wcale nie są bezpodstawne? Naprawdę wielkie brawa dla autorki, potrafiącej tak sterować emocjami czytelników, poprzez postępowanie swoich bohaterów, iż zaczynamy się wahać w swojej ocenie. W „Skazanym” prawda zostaje poddana ogromnej próbie, na dowody i poszlaki, jakie jeszcze przed momentem były jednoznaczne zaczynamy spoglądać z całkiem inne perspektywy. Jaki będzie finał tej książki? Freida McFadden przyzwyczaiła czytających do nieoczywistych finałów i nie inaczej jest w najnowszej historii spod jej pióra. Jeżeli ktokolwiek spodziewa się, że odetchnie ze spokojem po ostatnim zdaniu przekona się, że będzie mu do tego bardzo daleko.



Za możliwość przeczytania książki


 dziękuję 
 


poniedziałek, 3 czerwca 2024

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

Przedpremierowo:

"Efekt morza"

Katarzyna Bonda


Zbrodnia doskonała nie istnieje, lecz czasem mijają długie lata nim uda się wskazać sprawcę. Zwłaszcza, jeżeli ktoś dołoży dużo starań by zatrzeć za sobą ślady. Nie oznacza to, że czegoś nie przeoczył. Rolą śledczych jest odnaleźć ten ślad, a potem kolejne. Niekiedy jest nim niepozorny element, pominięty przez innych. A potem wcale nie jest łatwiej, jednak po nitce, najczęściej mocno splątanej, do kłębka. Winny nigdy nie powinien czuć się pewnie, zawsze może znaleźć ktoś, kto może przerwać zmowę milczenia.

 

To była głośna sprawa, medialny dramat rozgrywający się na oczach tysięcy, jak nie milionów. Ale wciąż brak jego zakończenia. Marta Berg wyszła na imprezę z przyjaciółmi, a drodze powrotnej do domu zaginęła. Nikt przecież nie zapada się pod ziemię! Mijają lata, natomiast finał tamtego wieczoru pozostaje śledczą zagadką. Czy Hubert Meyer znajdzie odpowiedź? Nie jedynie to dochodzenie zaprząta jego uwagę. Tak naprawdę ma zająć się śmiercią mężczyzny, która otoczona jest również samymi znakami zapytania. Samobójstwo? Wypadek? Zabójstwo?  Co specjaliści wyczytają z ciała i co dostrzeże profiler? Czy zaginięcie sprzed lat i zagadkowa śmierć łączą się? To pytanie także zadaje sobie Meyer. Jedno jest pewne, nie tak łatwo prowadzi się śledztwo w małej społeczności, gdzie wiele może być wiadome, lecz niewielu chce się podzielić tą wiedzą z policją. Ciała Marty Berg nie odnaleziono, zniknęła, resztę otacza zmowa milczenia, ale czy zawsze tak będzie? Co stało się z dziewiętnastolatkę kilkanaście lat temu i kto oraz co stoi za tym? Do tej pory dowody i poszlaki nikogo nie wskazały, jednak Hubert zawsze dostrzega to, co reszta zignorowała lub nie zauważyła, z jakim efektem tym razem?

 

Przeszłość i teraźniejszość. Zaginięcie i śmierć. Dwa dochodzenia, które dzieli lata i nie mające ze sobą nic wspólnego. Zbieg okoliczności czy, no właśnie jaka jest prawda? Doskonały punkt wyjścia dla kryminału, a jeśli do tego dodać fabularyzowane wątki true crime oraz osobę autorki, Katarzynę Bondę, otrzymamy historię, angażującą uwagę czytelników od pierwszych wersów po finał. Oczywiście najważniejsze jest pomiędzy, czyli rozwinięcie fabuły, a tu kryje się niejeden sekret, chroniony od lat. Małe miasteczka niechętnie dzielą nimi z kimkolwiek, lecz gdy ktoś jest zdeterminowany by zerwać zasłonę utkaną ze zmowy milczenia, lęku oraz własnego interesu. „Efekt morza” to rasowy kryminał, w jakim prym wiedzie śledcza intuicja i znajomość ludzkiej psychiki. Gdzieś pomiędzy starymi i nowymi śladami kryje się najważniejsza odpowiedź, do tej pory niedostrzeżona przez nikogo. Katarzyna Bonda doskonale łączy elementy prawdziwych zdarzeń oraz faktów z warstwą fabularną i znanymi bohaterami, tak, by nie tylko zaskakiwać czytających, lecz również odsłonić kulisy dochodzeniowej pracy, gdzie liczą się detale oraz talent do łączenia pozornie niezwiązanych ze sobą informacji. W „Efekcie morza” nie da zapomnieć się o drugim planie, jakim jest mała miejscowość, gdzie każdy każdego zna, a sieć wzajemnych zobowiązań działa jak knebel, na każdego, kto chciałby ją zerwać.



                                                   PREMIERA:
                                                    05.06.2024

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

czwartek, 30 maja 2024

Zagadka pewnego skarbu

Nowość:

„Drony, skorpiony i sekret emira czyli jak znaleźć skarb i pokonać złoli”

Tomasz Napierała

 

Czasem od całkowitego przypadku zaczyna się doskonała przygoda. Wystarczy ciekawość i zagadka do rozwikłania, a jeśli ma się jeszcze towarzyszy, jacy również lubią jedno i drugie, to już wiele więcej nie potrzeba, by ruszyć na poszukiwania. Oczywiście nie da się przewidzieć gdzie poprowadzą one odważnych śmiałków, lecz raczej nuda im nie grozi.

 

Cudzych listów nie powinno się czytać. Jednak czasem nie bierze się pod uwagę tajemnicy korespondencji. Właśnie Zosią znalazła się w takiej sytuacji, a niejako przy okazji wciągnęła do niej braci. Co takiego zaintrygowało ją w tym kartce papieru? Skarb, taki najprawdziwszy, który oczywiście trzeba odnaleźć. Takiej gratki nie można pozostawić samej sobie, zresztą tego samego zdania jest Kuba i Ziemek. Jak się szybko przekonują nie oni jedynie mają plan poszukiwania, druga strona jest równie zdeterminowana. Kto pierwszy zdobędzie informacje, które pozwolą podążyć we właściwym kierunku? Rodzeństwo może liczyć tylko na siebie, wiadomo jak zareagują dorośli na wiadomość o ich poczynaniach, chociaż czy wszyscy? Pewien profesor ma własne tajemnice, a wspólna pogoń za tajemniczym skarbem okazuje się obfitować w wiele perypetii. Czy uda im się zwyciężyć w tym niezwykłym wyścigu, gdzie liczy się wiedza, spryt oraz umiejętność dostrzegania tego, co przez wieki pozostało nieodkryte?

 

Przygody, historia, skarb oraz ciekawość. Jeśli te elementy spotkają się w jednej książce to można spodziewać się niezłej lektury, a dodając do tego dociekliwych bohaterów oraz typów spod ciemnej gwiazdy to już przypuszczenie ociera się o pewność. Czego jeszcze potrzeba by uznać lekturę za świetną? Połączenie tych wszystkich składników w jednym daniu, czyli opowieści, gdzie akcja wciąż nas zaskakuje, a fakty zręcznie wplecione są w fabułę. Tomasz Napierała skierował najnowszą książkę do młodych czytelników, ale ci starsi również mogą po nią śmiało sięgnąć, w końcu zew wzywającej przygody nie zna wieku. „Drony, skorpiony i sekret emira czyli jak znaleźć skarb i pokonać złoli” ma w sobie urok rodem z Indiany Jonesa, ale w żadnym wypadku nie jest to kopia albo kalka, to całkowicie inna opowieść chociaż równie intrygująca. Autor doskonale wypośrodkował wiedzę historyczną ze stroną fabularną, przeplatając je z sobą i dołączając, jako tło realne miejsca oraz zabytki. Wszystko to tworzy książkę, która przenosi czytających do Hiszpanii, a niejako przy okazji przybliża część jej dziejów, jednak najważniejszym jest poszukiwanie tytułowego skarbu oraz oczywiście pokonanie czarnych charakterów.

 

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

poniedziałek, 27 maja 2024

Klątwa i inne przekleństwa

Nowość:

„Zemsta na lokacie”

Iwona Banach

 

Spokój i cisza czasem są niedoceniane, a wręcz uważane są za dopust, czy boży to już rozważania dobre dla filozofów, a nie zwykłych ludzi. Zwłaszcza, że ci ostatni chętnie by trochę albo bardziej nawet chcieli rozsławić swoje miasto. Wiadomo, że wtedy turyści zawitają i głośno zrobi się, przy okazji niektórzy lub większość zarobi nieco. Wystarczy jedynie wymyślić odpowiednią promocję!

 

Pomysł był prosty, bo co sprzedaje się doskonale? Sielskość i anielskość? Niekoniecznie. Jednak na przykład taki koszmar połączony z klątwą? Jak najbardziej, zwłaszcza, że idea ta pochodziła z samej góry, czyli burmistrza Złorzecza. Nic skomplikowanego, wystarczy z annałów kronikarskich, a z braku takowych z czeluści pamięci włodarza, wyciągnąć czarownice, stos i przekleństwo. Et voila! Marketing nawet już nie szeptany zaczyna działać, władza zadowolona, mieszkańcy tudzież, że o upojonych szczęściem przyjezdnych nie wspominać nie będzie się. Gdzie więc problem? W klątwie, jaka zdaje się dosięgać co poniektórych. Komendant policji zawieszony za agresję, jego p.o. jest zbyt nadgorliwy i jeszcze na dodatek daje się zamordować. Za dużo? A gdzież tam Złorzecze zaczyna się rozkręcać i to jak! Jak się okazuje nie tylko turystyka ma ręce pełne roboty, stróże prawa również, tak samo jak i pewne przyjaciółki, jakie chciały jedynie trochę odetchnąć oraz pewien morderca, na razie płci nieokreślonej, bo niewiadomo któż ci on albo i ona. Jak skończy się ta historia? No cóż z pewnością nie tak jak niejeden miałby nadzieję, w końcu klątwa swoją moc ma, tak samo jak i kłamstwo oraz morderstwo, wcale nie pojedyncze.

 

Kryminalna komedia omyłek w satyrycznym gatunku ma w sobie niezaprzeczalnie niejeden intrygujący element, humorystyczny również. Iwona Banach dokłada do tego jeszcze fabułę, w jakiej naprawdę wszystko zdarzyć się może, a i śledztwo w sprawie morderstwa jest więcej niż wciągające. Oczywiście nie można pominąć bohaterów, w pełni zasługuje by o nich powiedzieć, bo stanowią naprawdę mocny punkt „Zemsty na lokacie” i jest ich cała gama, barwna pod każdym względem, a zwłaszcza charakterów. Zaopatrzcie się w chusteczki, ze śmiechu płakać będzie nie raz. Autorka zadbała o naprawdę dobry humor czytelników podczas czytania, lecz w żadnym razie nie zapomniała o zabójczo kryminalnej zagadce, zaskakującej i pełnej nieoczekiwanych zwrotów akcji. Iwona Banach zadbała, by nawet lekki cień nudy nie zagościł, za to ciekawość, co do tego, co jeszcze czeka postacie nieustannie jest pobudzana nieustannie. Jeśli ktoś pomyśli, że jest blisko rozwiązania dochodzeniowej zagwozdki szybko przekona się, iż Złorzeczanie oraz ich goście są nie do pobicia w wikłaniu się w coraz to nowe perypetie z kategorii tych zabójczych także, lecz nie jedynie. Klątwa, czarownice, intrygi, zabójstwa oraz odpowiednio ubarwiona fabuła sprawia, że podczas czytania mamy zapewnioną doskonałą rozrywkę, tę komediową oraz detektywistyczną również. A i tytułowa „Zemsta na lokacie” także jest i jak się okazuje smakuje oryginalną pietruszką, rośliną jak się okazuje przydatną na wiele sposobów.


 Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:




sobota, 25 maja 2024

Zabójcze wątpliwości

Nowość:

„Wilcza Chata”

Michał Śmielak

 

Pewne miejsca mają więcej tajemnic niż inne. Źródło kryje się w nich? Czy może ludzi, którzy do nich trafili? W końcu nic nie dzieje się bez przyczyny, a ta często ukryta jest pod sekretami. Jednak prędzej czy później, jedno i drugie wyjdzie na jaw, czasem tylko cena tego jest bardzo wysoka.

 

Kto bierze pod uwagę napad, kiedy wybiera się na trening? Mało kto albo jeszcze mniej. Agata również nie wzięła tego pod uwagę, co o mało nie zakończyło się dla niej śmiercią. Jednak udaje się jej przeżyć, lecz Bieszczady nie wybaczają błędów, nawet, jeśli są one wynikiem dramatycznych wydarzeń. Pomoc przychodzi z nieoczekiwanej strony i wcale nie uspakaja kobiety, zresztą nie ma się co dziwić. Kiedy budzisz się w nieznanym miejscu i widzisz obcego sobie człowieka, po tym, co właśnie było twoim udziałem, poczucie strachu jest jak najbardziej zrozumiałe. Pomoc, na jaką liczyła Agata zostaje udzielona, natomiast wciąż pozostaje uwięziona na górskim pustkowiu przez pogodę i swój stan zdrowia. Niepokój okazuje się na wyrost, nieznajomy jest znanym autorem kryminałów, a dotarcie ekipy ratunkowej to jedynie kwestia czasu, chociaż czy na pewno? Gospodyni kwatery gdzie się zatrzymała jest zaniepokojona, w okolicy zaginęła jeszcze jedna dziewczyna i wcale nie jest to pierwsza sprawa tego typu w ostatnim czasie. No i dlaczego ktoś wciąż zagląda w okna pensjonatu? Co dzieje się na bieszczadzkim szlaku, który równocześnie nie jest aż tak oddalony od ludzkich siedzib, lecz jak się okazuje czai się na nim więcej zagrożeń niż podejrzewano… Przecież ktoś zaatakował Agatę i jeżeli zrobił to raz pewnie nie zawaha się zrobić tego po raz kolejny!

 

Zostawić wszystko i wyjechać w Bieszczady. W końcu za taką decyzją może kryć się więcej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać, a nawet dużo więcej. Bieszczadzkie krajobrazy jak doskonale nadają się jako tło dla thrillera. Michał Śmielak po mistrzowsku wykorzystał ich tajemniczość i przede wszystkim atmosferę, jaka je otacza. To tak w ramach wstępu, dającego przedsmak tego, co czeka czytelników. Im dalej jest tylko lepiej, bo do akcji wkraczają bohaterowie i zaczyna się czytelnicza zabaw z gatunku tych, w których wiadomo, że coś się wydarzy, lecz zawsze ma to miejsce w najmniej niespodziewanym punkcie. Dzieje się tak w „Wilczej Chacie” niejednokrotnie, lecz za każdym razem jesteśmy zaskakiwani. Autor od pierwszych zdań buduje narrację, jaka będzie towarzyszyć tej historii do samego końca. Z jednej strony wpierw niepokoi, z drugiej zaraz potem uspakaja, lecz wrażenie, że zło kryje się gdzieś niedaleko pozostaje. Jednak kiedy uderza nie jesteśmy na to przygotowani. Do tego dodać trzeba dodać narastające napięcie, zdające się nie mieć pokrycia w rzeczywistości, ale nie do końca dające się uciszyć logicznym argumentom. Zresztą te ostatnie również przechodzą ewolucję, co zagęszcza fabułę, aż do momentu gdy jesteśmy pewni, że znamy finał. Nic bardziej mylnego, Michał Śmielak jest mistrzem nieoczekiwanych zakończeń, dalekich od tych prostych, lecz nie można powiedzieć, ze linia pomiędzy dobrem i złem jest rozmyta. Ona rysuje się wyraźnie i krwawo…


piątek, 24 maja 2024

Zła krew

Nowość:

„Siostry zdrady”

Elizabeth Fremantle

 

Zdrada niejedno ma oblicze, bywa też przypisywana tym, którym do niej daleko. Raz przypiętą łatkę trudno oderwać zwłaszcza, jeśli tak jest łatwiej dla strony rozdającej najważniejsze karty. Pamięć ludzka sięga daleko w przeszłość i w przyszłość oraz zbyt często kładzie się cieniem na życiorysach tych, którzy pragną pozostać niezauważeni.

 

Powinny ogrzewać się w glorii sławy i chwały swoich przodków, jako potomkinie królewskiego rodu. Niestety przeznaczenie sióstr Grey całkowicie odmienne od tego, jakie mogłoby się wydawać jest im należne. Ich siostra i ojciec zostali straceni, one w każdej chwili mogą podzielić ich los, nie mogą uciec z monarszego dworu, czy są jego zakładnikami? Każdy ruch, krok, słowo nie przechodzi bez echa, lecz jednocześnie muszą brać udział w spektaklu, jaki w każdym momencie może być dla nich ostatnim aktem. Katarzyna Grey pragnie kochać i być kochanym, a jej siostra Maria chce być sobą, marzenia obu nie liczą się, bo pada na nie złowrogi cień korony. Jak długo będą potrafiły podążać ścieżką wyznaczoną przez innych? Czy odważą się urzeczywistnić to, czego tak pragną i jaką zapłacą cenę? Tudorowie wszystko podporządkowują tronowi, a siostry Grey co wybiorą? Wiernosć czy zdradę?

 

Szlachetnie urodzone. Uprzywilejowane. Zdradzone. Z królewskiego rodu. Kim były kobiety z rodu Tudorów? Znamy te najsłynniejsze, ich siostry, matki, kuzynki, pozostały tłem, może i barwnym, lecz wciąż tłem. Jaka jest ich herstory? Elizabeth Fremantle oddaje głos tym, których życiorysy są gdzieś pomiędzy wierszami wielkich dziejów, to one są na pierwszym planie, sławne krewne dopełniają ich portrety. Kulisy królewskiego dworu, a przede wszystkim władzy, nie są piękne i wyszywane złotymi głoskami, więcej w nich pokrętnych intryg, mrocznych kolorów, krwawych śladów nie do końca zmytych wylanymi łzami. „Siostry zdrady” są opowieścią, w jakiej prawda historyczna jest tylko częścią większej całości, jaka zbyt często nie jest dostrzegana czyli ludzkiego życia, niedocenianego i traktowanego jako cenę za koronę i władzę. Królewska krew, dla jednych błogosławieństwo, dla drugich przekleństwo, w tej książce jest to pokazane jak na dłoni, jednak autorka nie poprzestaje na tym, w centrum uwagi są kobiety, które mogłyby odegrać pierwsze skrzypce na politycznej scenie, lecz robią dwa kroki do tyłu. Dlaczego? Ktoś inny na ich miejscu czyni odwrotnie i zostaje nagrodzony insygniami władzy, a one zrzekają się tego. W imię czego to czynią? Kim są „Siostry zdrady”? Może odpowiedź zna ktoś, kto obserwuje je znad płótna, na jakim utrwala obrazy, jakie mówią więcej niż powinny, lecz jedynie tym, którzy chcą dostrzec prawdę? Elizabeth Fremantle, ukazując nieoczywiste postacie rodu Tudorów, zwróciła uwagę na zapomniane kobiety, które nie chciały być jedynie wyblakłymi imionami, zapisanymi gdzieś pomiędzy gałęziami, drzewa genealogicznego, żywiącego się ich krwią. lecz z drugiej strony jak mało kto odczuły negatywną stronę swojego pochodzenia.

 



            
                    Za możliwość przeczytania książki 
    
                dziękuję 
 
              wyd. Albatros

wtorek, 21 maja 2024

Urok mroku

Przepdremierowo:

„Hades. Król podziemi”

Monika Magoska – Suchar

 

Podobno nie wszystko złoto, co się świeci. Stara zasada, jak nie traci nigdy na swej aktualności i doceniana przez nielicznych przed faktem, a po fakcie wspominana, najczęściej gorzko, przez tych, którzy nie chcieli o niej pamiętać. Iluzja potrafi być nad wyraz przekonująca, zwłaszcza, jeśli jej twórca wierzy w nią.

 

Nieznane kusi, a zakazane robi to podwójnie. Czy można dziwić się, że Kora w końcu chciałaby poznać świat tak odmienny od sielskiej farmy, gdzie do tej pory był jej domem? Co innego Olimpion, wielka metropolia, całkowicie odmienna od codzienności, którą dziewczyna chciałaby zostawić za sobą. Pytanie tylko czy jest gotowa na to, co ją tam czeka? Zaproszenie na ekskluzywne przyjęcie okazuje się początkiem jej kłopotów, bo kiedy ktoś jest na celowniku Hery, to nawet potężny Zeus nie ma nic do powiedzenie. Ale może znajdzie się ktoś, kto nie boi się wszechwładnej i samozwańczej władczyni śmietanki towarzyskiej? Czy Hades będzie w stanie stawić czoła, kobiecie, która nigdy nie zapomina żadnej urazy i zniewagi? Niedoświadczona Kora nie zna zasad rządzących Olimpionem, lecz król podziemia aż za dobrze zna smak bezwzględnej zemsty. Kto zwycięży na szczytach władzy, gdzie każda zagrywka jesr dobra, gdy prowadzi do zwycięstwa?

 

Boscy, chociaż nad wyraz ludzcy, bo to, co najgorsze w naturze człowieka nie jest im obce. Przyciągający uwagę i nieznoszący tych, którzy są odporni na ich iluzoryczny wdzięk. Doskonale ukrywający swoją mroczną stronę albo wprost przeciwnie, podkreślający ją na każdym kroku. Antyczny mit, nie w odświeżonym wydaniu, ale opowiedziany na nowo, w jakim na znane wątki Monika Magoska – Suchar spojrzała z innej perspektywy, a pierwszo oraz drugoplanowi bohaterowie i bohaterki nabrali całkiem innych cech niż do tej pory. Hades i Kora, bestia i piękna, chociaż czy na pewno? Jak się okazuje zaszufladkować mityczne postacie, i nie tylko je, jest bardzo łatwo, ale już dostrzec to, co skrywają przed resztą to już sztuka. Retelling czyli ponowne opowiedzenie albo niekiedy wydobycie tego, co jest jeszcze niedopowiedziane. „Hades. Król podziemia” umiejscowiony jest nie na tle starożytnej Grecji, lecz w nowoczesnej metropolii, jednak jak się okazuje nie wszystko uległo zmianie. Autorka doskonale podkreśliła najistotniejsze punkty mitu i jednocześnie tak pokierowała fabułą, by nie skopiować, lecz przedstawić swoją wersję. Widać w niej jak na dłoni, że zło i dobro często dzieli bardzo cienka granica albo wręcz to rewers i awers tej samej monety zwanej ludzką naturą. Monika Magoska – Suchar łączy wątki uczuciowe z fantastyką, dodając do nich sekrety oraz intrygi oraz podkręcając ciekawość, do czego jeszcze są zdolni bohaterowie w imię miłości, lecz także kiedy odzywają się w nich najgorsze cechy charakteru.


Za możliwość przeczytania książki

dziękuję:
Autorce
:)

niedziela, 19 maja 2024

Kod sztuki

Nowe wydanie:

„444”

Maciej Siembieda

 

Niejedno dzieło sztuki rozpala wyobraźnie tych, którzy je podziwiają. Jedne z nich wzbudzają o wiele większe emocje niż można byłoby się spodziewać. Przekaz, jaki niosą czasem ukryty jest pomiędzy wierszami, tak, by mogli odczytać go jedynie wtajemniczeni. A co jeśli zrobi to ktoś, kto nie powinien w ogóle być świadomy jego istnienia?

 

Epickie malowidła Jana Matejki od ponad wieku obrazują wiele najważniejszych momentów w historii Polski. Jednak niektóre mogą zawierać coś jeszcze. Czy obraz „Chrzest Warneńczyka” należy do tej kategorii? Z pewnością jego dzieje są cokolwiek niecodzienne, kradziony i odzyskiwany był kilka razy, co stoi za tymi czynami? To nie jedyna tajemnica z nim związana. Kolejną do wyjaśnienia ma prokurator Jakub Kania, który bardzo szybko przekonuje się, iż cenne płótno budzi zainteresowanie aż za bardzo i to może z zabójczym skutkiem. Dlaczego właśnie to dzieło mistrza otacza aura sekretów i zagadek? A może prawda jest o wiele bardziej skomplikowana i kryje się w proroctwie z przeszłości? Święta wojna prowadzona jest od stuleci i od setek lat toczy się poza polskimi granicami, jaki związek ma obraz z dziewiętnastego wieku, nawet jeśli jest spod pędzla mistrza malarstwa? Tak wiele znaków zapytania, natomiast odpowiedzi żadnej, poszlaki są nikłe i opierają się bardziej na śledczej intuicji niż tropach. Czy to wystarczy by odkryć sekret, jaki od setek lat był chroniony? Co kryje?

 

Tych, którzy przeczytali, chociaż jedną powieść autorstwa Macieja Siembiedy, z pewnością nie muszę zachęcać do lektury kolejnej. Natomiast reszta powinna jak najszybciej sięgnąć po książki tego pisarza. Dlaczego? Bohaterowie, motyw, wątki, drugi plan. To tak w skrócie, a jak wiadomo liczą się detale, bez nich czytanie traci smak i wkrada się nuda. Z pewnością w „444” jedno i drugie czytelnikowi nie gości ani na minutę. Sama tematyka jest już intrygująca, a podłoże faktograficzne jest wprost jak ze scenariuszy największych światowych wytwórni filmowych. Prawda historyczna plus wyobraźnia autora daje efekt w postaci pełnej zwrotów akcji, oczywiście w najmniej spodziewanych momentach, kierujących fabułę w kierunku, jakiego nikt z czytających nie brał pod uwagę. Zresztą rozpoczynając czytanie „444” spodziewajcie się czegoś więcej niż niespodziewanego i wcale nie jest na wyrost, zwłaszcza jeśli przeszłość, mnie i bardziej odległa, przeplata się z teraźniejszością i nie tylko. To tak na zaostrzenie apetytu, chociaż bardzo szybko przekonujemy się, że zgodnie z hasłem „cudze chwalicie, swego nie znacie” okazuje się, iż na rodzimym podwórku mamy wiele zagadek, czekających na odkrycie i rozwiązanie. Można je również uczynić motywem dla książki, w której mistrz Matejko jest w samym centrum prokuratorskiego śledztwa, a główny bohater przemierza świat wzdłuż i wszerz by je rozwiązać.


 
 Za możliwość przeczytania książki
dziękuję:
 

piątek, 17 maja 2024

Draka i inne sekrety

Nowość:

„Mała draka w fińskiej dzielnicy”

Marta Kisiel

 

Kiedy wszystko idzie nie po naszej myśli czasem trzeba powiedzieć stop. Co potem? A może by tak wrócić tam gdzie człowiek był szczęśliwy? Czyli gdzie? Do domu rodzinnego, który jest prawdziwym gniazdem, bezpiecznym, pozwalającym być sobą i co najważniejsze, w jakim nie jesteśmy oceniani i da się naładować życiowe baterie!

 

W pewnych momentach życia człowiek musi podjąć nie jakieś decyzje, ale bardzo konkretne. Sława Żmijan właśnie znalazła się w takim, nie innym punkcie i stawiła mu czoła tak jak potrafiła. Wróciła do Deszczna, które wciąż było takie jak powinno i co ważniejsze byli tam ludzie, na których mogła liczyć. Czy to nie jest zbyt piękne, by mogło być prawdziwe? Skąd ta podejrzliwość? Jak się okazuje, co nieco lub o wiele więcej, wydarzyło się dzielnicy fińskich domków. Babcie jak zawsze są w samym centrum zainteresowania, a wnukowie wcale im nie ustępują, co się dzieje w tak spokojnym dotąd miejscu? Po pierwsze chodniki gadają, po drugie ten i tamten świat jakoś tak niebezpiecznie zbliżyły się do siebie oraz po ulicach grasują małe, włochate i niezwykle wściekłe oraz zajadłe coś. W takich okolicznościach pozostaje jedynie rozwiązać zagadkę, a przy okazji jedną, dwie albo i więcej tajemnic rodzinno-sąsiedzkich. Ale to jeszcze nie koniec, raczej początek wielkiej draki, w jakiej jedną z głównych ról, chcąc albo raczej nie chcąc, Sława musi wziąć udział. Czym to się skończy? Z pewnością nie tym, co poniektórym wydawało się jakby nie było magia jest dość nieobliczalna, a babcie z fińskich domków wiedzą o tym sporo i nadszedł czas na odsłonięcie dawnych sekretów!

 

Mała draka? Ależ skąd, ależ gdzie tam. Porządna, jak przystało na fińską dzielnicę czyli tylko z pozoru spokojną okolicę. Na wstępie powinno być ostrzeżenie „Zarezerwować sobie odpowiednią ilość czasu, inaczej grozi ciągłym odliczaniem czasu do ponownego rozpoczęcia lektury”, to tak tytułem wstępu, bo potem jest jeszcze lepiej, zagadkowo, niekiedy upiornie, z pewnością swojsko i domowo oraz niesamowicie intrygująco. Jak to wszystko można upchnąć w jednej książce? No cóż Marta Kisiel nie tyle „upchnęła” co po prostu połączyła w całość składniki, które jak się okazało pasują do siebie doskonale, chociaż zdawałoby się, że to całkowicie niemożliwe. Na tym nie koniec, to dopiero początek historii, w jakiej czytelnik zaskakiwany jest nieustannie, a kiedy zdaje mu się, że właśnie złapał oddech i zapanuje odrobina spokoju okazuje się, iż tak jakby to jedynie cisza przed kolejną burzą. „Mała draka w fińskiej dzielnicy” jest powieścią, w jakiej na równych prawach koegzystuje kilka gatunków, ale najlepsze dopiero przed nami czyli bohaterowie, równie niezwykli i barwni oraz co najważniejsze, wzbudzający naszą sympatię od samego początku swoich perypetii do samego końca i dłużej. Marta Kisiel oddała w ręce czytelników książkę, przy której będziemy śmiać się, zastanawiać co jeszcze zdarzyć się może, rozwiązywać zagadki nie z tego świata oraz odkrywać rodzinne tajemnice, lecz to i tak jeszcze nie wszystko, a zapowiedź, że to, co jest niemożliwe z pewnością będzie miało miejsce.

 


Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję:
 

wtorek, 14 maja 2024

Być innym i nie tylko


„Sixteen souls”

Rosie Talbot

 

Niekiedy dar i przekleństwo dwie strony tej samej monety. Jak żyć, gdy jednocześnie jesteśmy wyróżnieni i nie chcemy takimi być? Udawać, że akceptujemy to, co niezwykłe w nas czy uciekać w zaprzeczenie? Zresztą jak długo da się egzystować w zawieszeniu pomiędzy jednym i drugim? W końcu nadejdzie czas wyboru…

 

Wrócić do żywych to jedno, lecz odnaleźć się pośród nich to już całkiem inna historia. W samym jej środku znajduje się Charlie, zmagający się ze skutkami swojej choroby oraz niespodziewanego daru. Duchy przecież nie istnieją i tak sądzą wszyscy lub prawie wszyscy, a jeden chłopak je widzi, co więcej z niektórymi jest zaprzyjaźniony, lecz to ta przyjemniejsza strona. Mniej przyjemną jest ciągłe dostrzeganie różnorodnych zjaw, nie zawsze przyjaźnie nastawionych oraz ukrywanie nowego zmysłu przed rodziną i znajomymi ze szkoły. Charlie jest także nastolatkiem i nie omijają go uczuciowe zawirowania, a gdyby tego było mało z ulic Yorku znikają duchy. Może nie byłoby to nic dziwnego gdyby nie Sam, który nie ma zamiaru pozostawić tej sprawy samej sobie.  Jeden duch mniej czy więcej nikomu nie robi różnicy, lecz czy na pewno? Jeśli mieszka się w najbardziej nawiedzonym miejscu w Europie i na dodatek widzi się więcej niż inni pozostaje tylko jedno. Od tego już krok by rozpocząć niecodzienne śledztwo i odkryć, że czy jest się żywym czy martwym tak samo jest się zagrożonym, bo przeciwnik nie cofnie się przed niczym by urzeczywistnić swój cel.

 

Jeżeli autor ma pomysł na książkę i jednocześnie potrafi go urzeczywistnić to zbyt duża liczba wykorzystanych motywów nie istnieje. Rosie Albo jest właśnie takim przykładem lub raczej historia, która wyszła spod jej pióra, łącząca kilka tematów nie tylko w spójną całość, lecz przede wszystkim w intrygującą opowieść. Duchy, zabytkowy York, uczuciowe rozterki, tajemnice z przeszłości i te całkiem świeże oraz zagadka, od jakiej rozwiązania zależy istnienie kilkorga przyjaciół, tych żywych jak i umarłych. Brzmi intrygująco? Nawet więcej bym powiedziała, oczywiście po opisie ze skrzydełka okładki można przypuszczać, co nas czeka, ale zapewniam, że i tak dopiero podczas lektury przekonacie, co faktycznie kryje „Sixteen souls”. Z pewnością bohaterowie nie należą do szablonowych i to pod wieloma względami, autorka miała na nich pomysł i wykorzystała go splatając z prawdziwie awanturniczymi przygodami i dodając do tego jeszcze uczuciowe rozterki oraz próby stawienia czoła swojej inności wśród rówieśników. Czy to nie przypomina czysty chaos? Ani na moment nie czuje się tego w czasie lektury, fabuła przemyślana jest w każdym szczególe i ma on do odegrania swoją rolę, w żadnym wypadku nie jest pozostawiony bez połączenia go z innymi. No i oczywiście klimat, jedyny w swoim rodzaju czyli angielskiej mgły, nawiedzonych miejsc, mrocznych cmentarzy oraz przeszłości, jaka wciąż jest odczuwalna.

 

 



            
                    Za możliwość przeczytania książki 
    
                dziękuję 
 
              wyd. Albatros