niedziela, 29 maja 2011

Kamuflaż doskonały

"Kamuflaż"

Spokojne miasteczko gdzieś na prowincji Stanów Zjednoczonych, gdzie większość mieszkańców zna się od dziecka, a sensacja jest tak rzadka jak przysłowiowy "śnieg w maju", oczywiście są plotki, ale też nie nazbyt złośliwe. Prawdziwie sielska kraina, oaza szczęścia, gdzie urodziła się v-ce miss stanu i do której wróciła wraz z mężem. Jej życie może i budziło trochę zazdrości w znajomych, ale życzliwość była o wiele większa. Wszystko układało się jak w bajce, udane życie rodzinne, zadowolenie z siebie i nagle rajska bańka pęka, z przydomowej piaskownicy znika kilkuletnie dziecko. Jak to możliwe? Przecież prawie cały czas ojciec miał syna na oku. To co wydawało się niemożliwe do wydarzenia w tym miejscu właśnie dokonało się. Ktoś porwał chłopca prawie z domu rodzinnego. Rodzice nie mogą uwierzyć w to, że ich syn może być ofiarą takiego przestępstwa. Może gdyby mężczyzna nie wszedł na chwilę do domu albo nie czytał gazety lub ... w tym momencie matka wpada w histerię, zaczyna obwiniać swego męża. Kto i dlaczego dopuścił się tego czynu? Na razie wiadomo jedno, sprawca dokładnie znał plan dnia rodziny i prędzej czy później i tak porwałby chłopca. I coś jeszcze - pozostawione ślady wskazują, że porywacz jest mieszkańcem miasteczka ... Spokojnego, sielskiego i mającego swe mroczniejsze alter ego, gdzie nie wszyscy są tacy życzliwi jakby się mogło wydawać na początku. Pierwsze złudzenia co do rajskiego zakątka opadają gdyby się bliżej przyjrzeć najbliższym sąsiadom zrozpaczonej rodziny, równie zamożnym i szczęśliwym, jednak mającym rysę na swoim rodzinnym portrecie w osobie syna, który już niejedno nosi na sumieniu.

Sprawa wydaje się łatwa do rozwiązania, kilka dni i wszystko zakończy się happy endem, jak może być inaczej skoro przejęła ją policja stanowa? Porwanie dla okupu czy w innym celu? Jeżeli dla pieniędzy to dlaczego nikt jeszcze nie zgłosił się z żądaniem? A gdyby powodem był inny cel to jaki? Zemsta? Może w tym przypadku intuicja małomiasteczkowego szeryfa jest lepsza niż specjalistów ze zwierzchniej jednostki. Coś rzuciło mu się w oczy prawie od razu, ale chyba nie będzie miało to wpływu na przebieg śledztwa. W końcu szczęśliwy ojciec i mąż może nie być na żadnym zdjęciu swojej rodziny, prawda ... ? Odpowiedź na to pytanie może padnie później, teraz nadchodzi czas na rekonstrukcję samego porwania, a ta przedstawia się dosyć niepokojąco, sprawa nie wydaje się już taka oczywista, chociaż trop o miejscowym sprawcy zaczyna być nad wyraz prawdopodobny. Dni mijają, a dochodzenie nie posuwa się do przodu, jakby tego było mało, sprawca porwania podrzuca do piaskownicy gdzie bawiło się porwane dziecko, manekina z ludzkim skalpem. Po tym zdarzeniu matka, która już i tak zamknęła się w swoim  świecie, w ogóle traci kontakt z rzeczywistością. Jedno staje się pewne - porywacz zna się na kryminalistyce i nieobcy mu skalpel. Znaleziono także kartkę z jednym słowem "WSZYSCY", kogo dotyczy? Dla szeryfa każdy jest podejrzany, w każdej twarzy szuka najmniejszego śladu, który mógłby zdradzić zbrodniarza, jego kolega z policji stanowej też nie zamierza się poddać. Czas by bliżej przyjrzeć się zrozpaczonej rodzinie, bo i jej idealny obraz zaczyna pękać. A może był całkowicie inny niż było to przedstawiane otoczeniu?  A wszelkie wątpliwości były chowane z życzliwości dla sąsiadów bądź znajomych. Podobnie jak starano się zachować w tajemnicy nękanie młodej dziewczyny przez syna szanowanych obywateli miasta. I znów śledczy wracają do osoby z początku listy, ale i ten trop gmatwa się. Podejrzany staje się także ofiarą, a intryga zaczyna przypominać pajęczynę tkaną od wielu lat, do której ktoś wciąga coraz to nowe osoby, wszystkie one mają jak na razie tylko jeden wspólny punkt - matkę porwanego chłopca, która była nękana przez lata.
Sześcioletni syn pastora zostaje porwany z własnego pokoju, niedługo potem w miejscowym markecie zostaje znalezione jego serce. Wsparciem dla miotających się w wielu wątkach policjantach okazuje się pani psycholog, doświadczona w tego rodzaju sprawach i nie mająca złudzeń, ze to jeszcze nie koniec bestialskich zbrodni.
Ofiary z teraźniejszości są tylko pokłosem wydarzeń sprzed lat, kiedy zbrodniarz zaczynał swoją działalność. Jako szanowany obywatel wiedział, że opinię publiczną ma za sobą, iż to jemu będą wierzyć mieszkańcy miasteczka, no i liczył na strach skrzywdzonych. Przez lata był bezkarny, ale gdy poczuł zagrożenie zaczął eliminować świadków. Wreszcie gdy do głosu dochodzą ci, którzy doświadczyli z jego strony bólu szeryf nie może uwierzyć w to co słyszy, prawda wreszcie wychodzi na światło dzienne. Miasteczko, które było dla niego przedłużeniem domu rodzinnego nagle staje się wrogie i obce. Jednak chce sam wymierzyć sprawiedliwość, nie włączając w to przyjezdnych. Czy postępuje słusznie? Może chce oszczędzić bólu ludziom, których zna i których miał ochraniać. Jednak tam gdzie wchodzą osobiste emocje łatwo można stracić z oczu prawdę i ulec swoim wyobrażeniom, a działanie na własną rękę tylko jeszcze bardziej gmatwa śledztwo. Sprawca nadal wyprzedza policję, a miarą jego jego pozostawania na przodzie wyścigu jest  liczba ofiar. Porwanie chłopca było katalizatorem dla nowych zbrodni i odsłoniło te z przeszłości. Jedna za drugą następują kolejne i tak samo są odkrywane stare. Spirala gwałtów i morderstw ciągle powiększa się, a jej końca nie widać. Policja sama stała się zakładnikiem tego kogo tak intensywnie poszukuje. Tak jak wcześniej trzymał w potrzasku swoje ofiary, tak samo postępuje ze ścigającymi go. Wykorzystuje ich obawy, strach i ambicję, jak na razie to on nadal prowadzi w grze, gdzie ceną są kolejne ludzkie życia. I wreszcie moment kulminacyjny - złapanie zwyrodnialca, a raczej jego żeńskiego odpowiednika. Na karę jeszcze nadejdzie czas, na razie zaczyna płonąć święte oburzenie z rodzaju tych, które są powodem linczu - "jak mogło dojść do czegoś takiego w naszym mieście?". Pozostaje tylko pytanie dlaczego nikt wcześniej nie miał odwagi by przerwać ten łańcuch zła? Nic nie można było zauważyć i czy sprawcy byli aż tak przebiegli, że udało im się oszukać całe siedlisko? A może wiara, że to co dzieje się gdzie indziej nie ma prawa przydarzyć się w naszym bezpiecznym otoczeniu. Jest ona tak wielka, iż sprawia, że jesteśmy ślepi na znaki ostrzegawcze? Gdy już dochodzi do nieszczęścia trudno uwierzyć, że odpowiedzialnym jest ktoś kogo się dobrze zna, kto wyznaje takie same zasady jak my.

"Kamuflaż" zaczyna się się sielsko i szczęśliwie, nic nie zapowiada tego co czeka czytelnika po kilku stronach. Piękny krajobraz zaczyna ujawniać coraz więcej ciemnych zaułków, niebezpiecznych zakrętów, przepaści. Nikt nie jest bez winy, niczego nie można rozważać w kategoriach czerni i bieli. Wydaje się, że zło nie ma końca, to co wydawało się najwyższym punktem jest tylko przystankiem w drodze na szczyt okrucieństwa i zwyrodnienia. Tytuł świetnie oddaje wszystkie wątki opowiadanej historii i każdą z przedstawionych postaci, bo jest on wszechobecny. Dotyczy ludzi, zachowań, krajobrazu, wszystko to mniej lub bardziej służyło ukryciu zbrodni popełnianych  w jasny dzień. Nikt nie dostrzegł zła czającego się w uśmiechach, miłych pozdrowieniach i przyjacielskiej pomocy.
Książka Ewy Ostrowskiej to coś więcej niż sensacja, to szczegółowy portret społeczności, która uwierzyła, że stoi ponad złem, które dotyka innych.

 Książka przekazana  przez
Wydawnictwo Oficynka, za co dziękuję 

sobota, 28 maja 2011

Poczta działa sprawnie ;)

Poczta działa, listonosz na zastępstwie rzuca trochę mordercze spojrzenie, bo słowo pisane ma swoją wagę ;)

Marek Krajewski - "Erynie", wyd. Znak
Jakub Góralczyk - "The  CZART show", sztukater.pl
Marek Krajewski - "Liczby Charona", wyd. Znak
John Marsden - "Jutro", wyd. Znak
 Maggie Stiefvater - "Lament", sztukater.pl
Douglas Preston - "Konfrontacja", wyd. Znak

Za możliwość przeczytania tych książek dziekuję


Prawda zwyciężonych

 "Brygantka"

Włochy, kraj kojarzony przez pryzmat historii, od  starożytności po dzień dzisiejszy na językach całego świata. Rzym, Wenecja, Mediolan, Florencja i wiele jeszcze innych miejsc, które same w sobie są symbolami. Wydaje się, że wszystko wiemy o tym rejonie, bo jakże by inaczej, jednak czy na pewno? Może i bez trudu wyrecytujemy bogów rzymskich, niektórzy wspomną epokę renesansu czy bogatego baroku, jednak wieki późniejsze giną pośród innych wydarzeń, dopiero wiek XX znowu pozwala pochwalić się wiadomościami o tym państwie. A co z XIX stuleciem? Na całym świecie zachodziły w tym czasie gwałtowne zmiany, nie ominęły też one Włoch. O tamtych wydarzeniach brak wiedzy w szerszym gronie, chociaż to co się wtedy miało miejsce miały wpływ na późniejsze lata.
Historia to podobna wersja wydarzeń napisana przez zwycięzców, bo zwyciężeni już nie są dopuszczani do głosu. "Brygantka" dotyczy tej drugiej grupy, poza granicami Włoch wiedza o powstaniu z lat 60-tych XIX w. jest mało znana, dlatego warto poznać ten skrawek dziejów półwyspu Apenińskiego. Wbrew potocznemu znaczeniu słowa "brygantyzm", nie oznacza tylko rozbójnictwa i grabieży, czy to kojarzonym z włoskim odpowiednikiem drużyny Robin Hooda czy bardziej brutalnym - bandą złodziei. Bryganci to uczestnicy zrywu chłopskiego z roku 1861, oczywiście, jak to bywa przy tego typu wydarzeniach, grabieże też miały miejsce, jednak nie powinny być one tylko jedynym zapamiętanym fragmentem. Także romantyczno-legendarne ujęcie nie ukazuje tego co faktycznie zaszło w tym czasie. Gdzieś pomiędzy prawdą zwycięzców i przekazem zwyciężonych jest prawdziwa historia powstania i powstańców - obojga płci.

"Brygantka" przedstawia zryw przez przyzmat kobiety biorącej w nim udział i to z bronią w ręku. Autorka książki we wstępie nakreśla tło społeczno-obyczajowe tamtych lat by przybliżyć czytelnikowi atmosferę, która miała wpływ na wybory głównej bohaterki. Fabularyzowana powieść napisana w formie wspomnień uczestniczki powstania, która po ponad dwudziestu latach spędzonych w więzieniu zaczyna wspominać nie tylko sam zryw, ale i źródła podjęcia decyzji o przystąpieniu do niego. Jako kobieta pochodząca z zamożnego domu była osobą wykształconą, jednak nie była to formalna edukacja. Kształcenie kobiet uznawano w jej kręgach za kaprys, umiejętność pisania była podejrzeniem o zdradę - w końcu można było pisać listy do innego mężczyzny niż mąż, a jedyną książkę odpowiednią do czytania dla kobiet uznawano brewiarz. Jednak bohaterka nie od  razu buntuje się przeciwko takim poglądom, pomimo swego wykształcenia godzi się na życie zgodnie ze schematami zachowania uważanymi za słuszne przez jej ojca, a później męża. Gdzieś w niej tli się zalążek buntu, jednak nikt nie spodziewał się, że przyjmie postać zbrodni, od tego momentu pozostawia za sobą cała dotychczasową egzystencję. Czy zabicie męża można uznać za symbol zerwania z tym co ograniczało bohaterkę? Czyn ten spowodował wyjście ze świata, który niewolił, ale był znany w życie całkowicie samodzielne i odmienne od tego z dziecięcych marzeń. Takie odczucia bohaterka dzieli z bratem i dziesiątkami innych ludzi, którzy przyłączają się do ugrupowań brygantów w nadziei, że będzie im dane walczyć o ideały bądź też nie mają już nic więcej do stracenia, a życie dla nich jest pasmem walki o chleb. Brak przyszłości popychał ich do przystawania do licznych zgromadzeń powstańców, chociaż miały one o wiele mniej patriotyczny czy też romantyczny charakter niż to się mogło wydawać. Ostateczna przemiana dochodzi w bohaterce w momencie gdy porzuca kobiecy strój na rzecz męskiego, to co współcześnie może wydawać się zbyt mocno podkreślone w ówczesnych okolicznościach było przełamaniem nie tylko tradycji, ale i pokonaniem własnych granic. Czym innym jest czytanie o wielkich czynach i marzenia o uczestniczeniu w nich, a co innego bycie ich nie tylko obserwatorem, ale i aktywną stroną. Pierwsze zachwyty nad wolnością powoli ustępują miejsca prawdziwemu obrazowi świata - nędzy, głodowi, chciwości.
Autorka "Brygantki" we wspomnieniach swej bohaterki ukazuje nie tylko dopiero co odkrytą przez nią wolność, lecz także ukazuje zmiany zachodzące w ludziach, których znała całkiem w innych rolach. Jest uważnym obserwatorem życia swoich towarzyszy, z którymi zetknął ją los. Opinie przez nią wyrażane są subiektywne, jednak cała opowieść ma na celu przybliżenie historii poprzez konkretnego bohatera. Rzeczywiste wydarzenia są przedstawiane nie bezosobowo, jako zbiór dat, ale jako osobiste przeżycia konkretnego człowieka. W ten sposób opowieść zwyciężonych zyskuje siłę dla  swego przekazu.
"Brygantka" to zbiorowy portret kobiet-powstańców przedstawiony w osobie jednej z uczestniczek. Kanwą są prawdziwe wydarzenia, które miały miejsce we Włoszech w 1861 r., jednak takie ujęcie tej książki to tylko mały wycinek jej zawartości. Historia jednej kobiety, za którą stoją setki innych, mnie lub bardziej jej podobnych. Łączy je jedno były powstańcami, na równi z mężczyznami brały udział w walce, a po klęsce zostały nie tylko osądzone za swoje czyny, lecz także za to, iż miały odwagę przeciwstawić się drodze wytyczonej dla nich przez innych. Nie oszczędzono im niczego, sądzono je surowiej, a w końcu zapomniano o nich. Powieść nie jest eposem bohaterskim, nie ma na celu gloryfikowanie kobiet powstańców, ona tylko pokazuje zapomniany kawałek dziejów.


Książka przekazana przez portal Sztukateria 
i wyd.  Dodo Editor za co Dziękuję

piątek, 27 maja 2011

Agnieszka Podolecka


Agnieszka Podolecka autorka "Za głosem Sangomy sangomy" i "Żaru Sahelu", miłośniczka Afryki, zafascynowana kulturą tego kontynentu. W jej książkach czytelnik odnajduje czar odległego lądu, ale ma też okazje poznać nieznane religie i ludzi, żyjących według jakże odmiennych zwyczajów od europejskich.

Urodzona 8 grudnia 1970 w Sri Lance, wychowana w Gdyni, absolwentka orientalistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, Agnieszka Podolecka od dzieciństwa fascynowała się innymi religiami i kulturami. Dorastała otoczona magią egzotyki i zawsze poszukiwała głębi w innych tradycjach. Gdy los rzucił ją na kilka lat do Republiki Południowej Afryki, wykorzystała ten czas na poznawanie jej mieszkańców, mówiących licznymi językami, wierzących w różnych bogów, mających obyczaje zupełnie odmienne od europejskich. Medytowała pod opieką szamana, rozmawiała z ludowymi uzdrowicielami. Na bazie swych przeżyć napisała „Za głosem sangomy”, powieść, która tchnie miłością do Afryki, ale zachowuje zdrowy dystans do nieakceptowanych przez nas obyczajów. Akcja jej drugiej książki, „Żar Sahelu”, zabiera nas w podróż po Afryce Zachodniej, gdzie bohaterowie muszą się zmierzyć z dziką przyrodą, własnymi problemami i… zaskakującą ich nagle miłością. A wszystko pod czujnym okiem szamanów, Dogonów i Tuaregów. Obecnie Autorka mieszka na wsi pod Warszawą. Pisze doktorat na temat szamanizmu południowoafrykańskiego.

Wywiad:

- Jak rodzą się pomysły na książki? Skąd czerpie Pani inspiracje?

- „Za głosem sangomy” narodziło się ze snów o Afryce, jaką poznałam mieszkając w RPA. Choć te sny zaprowadziły mnie również do kilku innych krajów. To uwolniło moją wyobraźnię i spowodowało cały taniec myśli. W efekcie akcję „Żaru Sahelu” już świadomie umieściłam w Afryce. Tylko tam mogły się zdarzyć przygody, które stały się udziałem polskiej rodziny i ich przyjaciół. Chciałam pokazać piękny i niezwykły kawałek świata i pomyślałam, że polscy czytelnicy będą chcieli nie tylko przeżyć przygodę ale i dowiedzieć się czegoś ciekawego. Stąd pomysł na Afrykę właśnie.

- Którą pozycję ze swojego dorobku literackiego najchętniej widziałaby
Pani na dużym ekranie? Dlaczego właśnie tę?

- Myślę, że „Za głosem sangomy” jest bardziej filmową opowieścią. Niektórzy twierdzą, że to gotowy scenariusz! Ale gdyby Annę z „Żaru Sahelu” zagrała Meryl Streep… To by była idealna rola i dzięki niej mógłby powstać idealny film. Jeśli coś takiego istnieje;-)

- Ma Pani ulubionego bohatera swoich książek?

- William z „Żaru Sahelu”, mam do niego największy sentyment! Chyba dlatego, że musiał przejść największą przemianę ze wszystkich postaci, jakie stworzyłam a jednocześnie jest bardzo młody, ma małe życiowe doświadczenie. W końcu ma raptem 18 lat i z nieodpowiedzialnego, sfrustrowanego nastolatka ma się zamienić w mężczyznę odpowiedzialnego za życie Belli. Tak naprawdę jednak mam sentyment wszystkich moich bohaterów.

- Proszę podać 3 tytuły ulubionych książek. Odegrały w Pani życiu
ważną rolę? Darzy je Pani sentymentem? Proszę zdradzić szczegóły.

- Zdecydowanie „Niebiańska przepowiednia” Redfielda. Znakomity pomysł na połączenie powieści przygodowej z mądrą, filozoficzną opowieścią. Wierzę, że świadome używanie swojej energii, dzielenie się nią z innymi, przekazywanie sobie dobra i pozytywnych myśli, może pomóc w nawiązywaniu i podtrzymywaniu relacji międzyludzkich. Ta książka idealnie oddaje moje podejście do życia i, gdy jest mi źle, sięgam po nią, by nabrać dystansu do otoczenia i po prostu poczuć się lepiej. Bardzo również lubię „Ósemkę” Katherine Neville i książki Marioli Zaczyńskiej. Działają na mnie jak prozac;-)

- Którego z pisarzy (polskich i zagranicznych) darzy Pani największym autorytetem?

- Nie lubię mieć autorytetów. Kojarzą mi się z kimś odległym, niedostępnym, niedoścignionym. A ja uważam, że jak człowiek się bardzo stara, to w końcu osiąga cel. Szczerze mówiąc, jedynym żyjącym autorytetem może być dla mnie Dalajlama, a jego książki tchną spokojem, miłością, mądrością i ogromną tolerancją, której w Polsce dramatycznie brakuje.

- Gdyby nie był Pani pisarką to... No właśnie, kim chciała Pani zostać?

- Archeologiem. To byłby świetny zawód, choć niemożliwy do wykonania, gdy się ma małe dzieci. Dla żadnego zawodu bym ich nie zostawiła, a przecież archeolog realizuje się w pracy na wykopaliskach. Mogłabym być też nauczycielem akademickim. Lubię pracować z ludźmi, studenci mogą dać mnóstwo satysfakcji.

- Jaki jest Pani ulubiony film? Dlaczego właśnie ten?

- „Obsesja” na podstawie książki A. Byatt. Mądra i wzruszająca historia o dwójce naukowców, którzy odkrywają listy wiktoriańskiego poety i poetki i łączące ich uczucie. Zarówno film jak książka pokazują, że pewne wartości w życiu człowieka są niezmienne bez względu na czasy w jakich żyjemy. A jednocześnie film ma niepowtarzalny klimat i można go oglądać wiele razy.

- A seriale? Lubi je Pani oglądać? Jeśli tak, to jaki jest Pani zdaniem najlepszy oraz który z emitowanych obecnie zasługuje na uwagę.

- Nie oglądam seriali, mam za mało czasu. Wolne chwile wolę spędzać aktywnie, pływać, jeździć na rowerze podziwiając las, pracować w ogrodzie. Albo obejrzeć film, który naprawdę lubię.

- Jaki gatunek muzyki jest Pani najbliższy? Proszę podzielić się z nami swoimi ulubionymi wykonawcami.

- Lubię muzykę spokojną – smooth jazz, ballady, muzykę klasyczną. Nie mam ulubionych wykonawców, ale chętnie słuchać Katie Melua i Nory Jones. Co jeszcze? Pink Floyd, Camel, Eric Clapton i muzykę taneczną lat ’70 i ’80 bez względu na to jak jest kiczowata;-)

- Domyślamy się, że największą pasję stanowi pisanie. A poza nim? Ma Pani inne hobby?

- Odkryłam niedawno pasję ogrodnictwa, naprawdę lubię grzebać w ziemi! Kocham moich przyjaciół i spędzanie z nimi czasu uważam za wspaniałą rozrywkę. I oczywiście uwielbiam czytać;-)

- Największe marzenie? Już zrealizowane? Czy może jeszcze przed Panią?

- Proste – żeby moi bliscy byli zdrowi. Zawodowo? To na razie tajemnica;-)

- Pani motto życiowe?

- Zacytuję Dalajlamę: człowiek rodzi się po to, by być szczęśliwy. I mój własny cytat, słowa William z „Żaru Sahelu”: być szczęśliwym według własnej definicji szczęścia. To wymaga odwagi, ale wszystko jest możliwe;-)

Dziękuję za udzielenie wywiadu p. Agnieszce Podoleckiej

Wydane książki:






Linki:

www.podolecka.com




wtorek, 24 maja 2011

Coś nowego

Niespodzianka pocztowo-kurierska dzięki dobrym sąsiadom ;)

Od góry:
Tomasz Białkowski - "Teoria ruchów Vorbla", wyd. Kojro
Sabina Berman - "Dziewczyna, która płynęła z delfinami", wyd. Znak
Isabel Allende - "Podmorska wyspa", wyd. Muza
Yrsa Sigurdardottir - "Spójrz na mnie", wyd. Muza

Dziękuję :)

poniedziałek, 23 maja 2011

To co w życiu najważniejsze

"Harjunpaa i kapłan zła"

"Harjunpaa i kapłan zła" to nie historia tylko i wyłącznie sensacyjna, gdzie najważniejsze jest dochodzenie, a wszystko pozostałe tylko uzupełnia jego tło. Książka ta to coś więcej niż kolejna opowieść o zbrodni i karze, to studium trzech ludzi, których ścieżki spotkały się ze sobą mniej lub bardziej przypadkowo. Każdy z bohaterów pokazany jest wielowymiarowo, ze szczególnym zaznaczeniem tego co go ukształtowało i co wpływa na niego obecnie.
Mikko Moisio, pisarz, ojciec, ofiara przemocy domowej w dzieciństwie i w życiu dorosłym. To czego doświadczył jako dziecko miało swą kontynuację w życiu dorosłym. Jako kilkulatek był bezsilny wobec tego co się działo w jego domu rodzinnym, jako osobą dorosła doświadczył tego samego, jednak po raz kolejny nie uzyskał pomocy. To sprawca, a raczej sprawczyni liczyła się dla tych, którzy powinni umieć rozróżnić krzywdzonego od krzywdzącego.
Timo Harjunpaa policjant wydziału kryminalnego, dla którego śmierć i zbrodnia powinny być codziennością, lecz nie są. Stara się dotrzeć do prawdy, nawet wtedy gdy wydaje się ona oczywista. To co pozwala mu zapomnieć o złu go otaczającym to rodzina, dzięki niej umie odciąć się od obrazów, które w każdym momencie mogą go wciągnąć w swoje mroczne wnętrze.
Gnom, wyznawca kultu Macierzy, w imię i z rozkazu, której morduje, a raczej zbawia miasto - Helsinki. Nie ważne czy jest mężczyzną czy kobietą, najważniejsza jest misja. To ona jest jego sensem i celem życia.
Troje bohaterów, trzy drogi życiowe, których ścieżki po raz pierwszy stykają się w metrze - nie w pojęciu środka komunikacji, lecz miejsca zbrodni. Początkowo tylko sprawca wie co tak naprawdę wydarzyło się na jednym z peronów. Policjant staje u jej progu, szukając jej pośród setek obrazów, a świadek nawet nie zdaje sobie sprawy co tak naprawdę widział. Tak samo jak nie był świadomy bólu, którego doświadczał jego syn ze strony osoby, która jego też skrzywdziła. Czy nie mógł tego zauważyć, czy nie było żadnych sygnałów, a może nie chciał dojrzeć tego by po raz kolejny wspomnienia nie zraniły go? Łatwo jest wskazać właściwą drogę gdy ma się wszystko podane przed oczy, jednak gdy dysponuje się tylko fragmentami zdarzeń trudniej złożyć w z nich prawdziwy obraz. Autor nie wskazuje winnych, relacjonuje tylko ciąg sytuacji, które występując jedno po drugim, są jednocześnie początkiem czegoś nowego i kontynuacją tego co było. Syn Mikki powtarza jego historię, tak jak wcześniej ojciec i siostra doświadcza przemocy ze strony matki, nie prosi głośno o pomoc, czeka aż ktoś mu jej udzieli. W takim momencie spotyka ludzi, którzy wydają się rozumieć go i chociaż intuicja ostrzega, to ważniejsza jest obietnica pomocy.
Oglądając kolejny film sensacyjny lub czytając kryminał wydaje się, że odkrycie, iż zabójca ma na swoim koncie więcej niż jedną zbrodnię przychodzi policji szybko i łatwo. Jednak w rzeczywistości powiązanie kilku zabójstw z jedną osobą nie jest proste i właśnie taką droga podąża autor. Nie skupia się na samym akcie morderstwa, ale na sprawcy i motywach, które nim kierowały. Krok po kroku ukazuje prace policji i poczynania mordercy, a pomiędzy tym jest wpleciony wątek Mikko Moisio, nieświadomego świadka i niedoszłej ofiary. Życie trzech ludzi splotły się na stacji metra, ale nie tylko ich, także chłopca, szukającego pomocy i dziewczyny, która jako jedyna umiała przeciwstawić się złu.
W klasycznym kryminale oś akcji to poszukiwanie mordercy lub sposobu dokonywania zbrodni, w książce "Harjunpaa i kapłan zła" to jeden z wątków, równie ważne jak przedstawienie historii przemocy domowej i oparcia jakie daje rodzina. Każdy z bohaterów jest ukazany przez ten wycinek swojego życia, mający na niego największy wpływ. To co daje siłę i jest jednocześnie największą słabością, gdy tego zabraknie.


Książka została przekazana przez wydawnictwo KOJRO
za co dziękuję.

Konkursowy Dzień Dziecka


1 czerwca czyli Dzień Dziecka tuż tuż, a dla wszystkich chcących zrobić prezent Milusińskich okazja jego zdobycia :)

Szczegóły tutaj

"Z ciemnością jej do twarzy"

Do 20.00 dzisiejszego dnia - tj. 23 maja, trwa konkurs, w której nagrodami są książki "Z ciemnością jej do twarzy".

Szczegóły tutaj

niedziela, 22 maja 2011

Fascynująco przerażające

"Mordercy"

Czarna okładka z tytułem w kolorze żółtym "MORDERCY", a zaraz pod nim portret człowieka, uchwyconego jak krzyczy. Prawdziwy obraz czy tylko moja wyobraźnia? Przedsmak czekających mnie wrażeń i to z tych kategorii mocnych. Jeszcze tylko wstęp, z którego dowiaduję się, że przede mną dwanaście opowiadań i mogę zaczynać zaspokajać swoją czytelniczą ciekawość.
Każda z historii ma odpowiednie wprowadzenie - fragment piosenki lub książki, który świetnie oddaje atmosferę opowieści, która stoi przed czytelnikiem. W pierwszym opowiadaniu mam przed oczyma obrazy jak z filmów o detektywach z lat czterdziestych lub pięćdziesiątych, lecz zamiast Phillipa Marlowe`a jest Jimi Coltrane, który właśnie stoi przed swoim wielkim odejściem w wielkim stylu. Ostatnim akordem jego życia ma być mord kolektywny czyli "pomoc" w odejściu z tego świata, gdy ktoś kończy siódmą dekadę życia. Pomimo, że bohater zgadza się z zasadą "pożegnania się" tą metodą nie oznacza to, iż ma to się odbyć na warunkach ustanowionych przez innych. Nim jego serce zabije ostatni raz wprowadzi jeszcze trochę zamętu pośród swoich znajomych, szczególnie tych, którzy nie mogą się już doczekać jego śmierci, a to wszystko z imieniem boga na ustach. Nie można umrzeć naturalnie, mord kolektywny musi pozostać mordem, w końcu definicja zobowiązuje ...
W imieniu siły wyższej, tej dobrej i złej, dokonano wiele zbrodni. Ci, którzy są ich autorami, zawsze mają jedno usprawiedliwienie - ich czyn jest słuszny. Gdzie mogą się takie brutalne rytuały odbywać? W spokojnej okolicy, w typowym domu, niczym nie wyróżniającym się, spośród setek sobie podobnych. Może i sceneria mało odpowiadająca potocznym wyobrażeniom, ale tym bardziej przerażająca, bo tak znajoma z sąsiedztwa. W końcu mordercą może być każdy, nawet ta miła pani lub uprzejmy pan, wiek też nie gra roli. Kamuflaż doskonały, bo wszyscy jednocześnie mogą być katem, przyszłą ofiarą no i podejrzanym. Kim jest zbrodniarz? Istotą ludzką czy może kimś nie z tego świata?
Koszmary senne są zawsze nad wyraz realistyczne, nie można przed nimi uciec tylko czy zawsze pozostaję tylko marą godzin nocnych? A może bestie z tych projekcji są realne i mają swoją misję do wypełnienia? To co realne nie zawsze musi być rzeczywiste, a niektórzy ludzie mogą mieć zadanie do wypełnienia z pogranicza światów, chociaż ich efekty czasem są aż nadto odczuwane na jawie.
Mówi się, że każdy mit ma w sobie ziarno prawdy, tylko jak je zauważyć w całej historii? Co jest prawdą, a co fantazją, przekonują się tylko nieliczni, chociaż gdy do tego dochodzi woleliby by legenda była tylko wytworem czyjejś wyobraźni. Prawda jest brutalna i mordercza, ale dla niektórych staje się początkiem nowej bajki, takiej, w której ktoś pozna jej istotę, lecz dla niego będzie już za późno.

Dwanaście opowiadań, każde inne, niepodobne do poprzedniego i nie mające nic z następnego. Raz brutalnie dosłownie, raz zawoalowane, tak, że dopiero po chwili dociera ich groza do czytelnika. Czasem oparte na gawędzie, czasem surrealistyczne, jedno mają wspólne ich początek jest spokojny, by zaraz gdy straci się czujność, zaatakować zbrodnią, koszmarem lub jednym i drugim. Każda historia ma swoich bohaterów, którzy stają w jakimś momencie swojego życia przed dosyć mroczną niespodzianką, mniej lub bardziej krwawą, a na pewno taką, której raczej nikt by nie chciał być uczestnikiem. Zło można przedstawić na wielu stronach, odsłaniając różne jego oblicza w tej samej powieści lub w kilkunastu opowiadaniach, gdzie pokazane w różnym czasie i miejscu zaskakuje różnorodnością postaci, które przybiera.
Dwanaście nowel, które wychodzą poza klasyfikację - sensacja, thriller, horror,bajka, fantastyka, w każdym jest składanka różnych gatunków, która ciekawi, zaskakuje, czasem może przerażać, a czasem zastanawiać. Od mordu kolektywnego, przez "Opowieść wigilijną", w której to mordercy, a nie choinka są osią akcji, aż po Czarnobyl, gdzie zło wykształciło całkiem nowy byt. Jedno jest pewne - nuda, to słowo, które  nie nasuwa się na myśl przy czytaniu, za to słowa morderca, zagadka, niesamowitość i strach są ciągle obecne. Portrety tych wyrazów odmieniane w każdej historii wiele razy wciąż zaskakują ilością możliwych wcieleń, raz za razem okazują się tak samo fascynująco przerażające.

 Książka przekazana  przez
Wydawnictwo Oficynka, za co dziękuję 

sobota, 21 maja 2011

  Zakup cegiełki to udział w losowaniu nagród - książek polskich autorów i co ważne to jednoczesna pomoc zwierzętom - kotom. Konkurs organizowany jest przez Fundację Azylu Koci Świat oraz portal Qfant
Szczegóły tutaj

Tajemnica templariuszy

"Tajemnica Baphometa"


Słoneczny, spokojny dzień, prowincjonalny klasztor, kilka sióstr zakonnych odpoczywa na tarasie. Nagle ten błogi odpoczynek zostaje zakłócony, bez żadnego wcześniej ostrzeżenia, przez pojawienie się uzbrojonego mężczyzny, który bez słowa zabija jedną z zakonnic. Zaraz po nim pojawiają się kolejni napastnicy. Pozostałe siostry także zostają zamordowane i to w brutalny sposób. Sprawcy chcieli uzyskać od jednej z zakonni jakieś informacje, jednak kobieta, nawet w obliczu śmierci swoich towarzyszek i własnej, nie wyjawia tego na czym tak zależało zabójcom, pozostawia jednak pewną wskazówkę - w dłoniach zmarłej policja odnajduje obrazek ze świętym ...

Kilkaset kilometrów dalej, Berlin, młodego mężczyznę ktoś chce wciągnąć do samochodu, potem kierujący tym samym autem o mało co nie potrąca go na przejściu dla pieszych, a kilkanaście minut później dochodzi do włamania do mieszkania, które niedoszła ofiara zamieszkuje z siostrą i jej chłopakiem. Zbieg okoliczności? Jakieś porachunki mafijne? A może coś z osobistego obszaru - zazdrosny mąż kochanki? Żadna z powyższych odpowiedzi nie pasuje do sytuacji życiowej Krystiana, więc dlaczego były skierowane właśnie w jego osobę? W ramach zapewnienia mu bezpieczeństwa, a raczej sobie, jego siostra przeprowadza go do swojej przyjaciółki, w ten sposób zniknie z oczu niedoszłym porywaczom/zabójcom/włamywaczom, a w międzyczasie może coś się wyjaśni. Jednak wydarzenia przyśpieszają gdy rodzeństwo dowiaduje się o śmierci matki - siostry zakonnej Malwiny ... Tak, to sama zakonnica, która nie chciała zdradzić informacji napastnikom. Jest jeszcze coś - samobójstwo jej męża oraz ojca Krystiana i Urszuli mogło nim nie być. Nic nie zapowiadało tej tragedii, a po pogrzebie wdowa odesłała dzieci do brata zagranicę, a sama wstąpiła do klasztoru. Czy jej śmierć wiąże się z napadami na jej syna? A może przeszłość sprzed prawie trzydziestu lat jest związana z teraźniejszymi zbrodniami - tymi dokonanymi i niedoszłymi? Policja niemiecka i polska łączy na razie wątek napadu i zabójstwa, szczególnie, że w jednym i drugim, brał udział bordowy samochód - volkswagen golf.

Monastyr, który dopiero od niedawna pełni swą pierwotna funkcję, skrywa też pewien sekret . Brat Iłłarion studiując stare teksty odkrywa w nich podobieństwa do ewangelii jednak inaczej ujmujące dogmatyczne prawdy, na których opiera się chrześcijaństwo. To co tak naprawdę kryje się pod słowami świętych ksiąg ma inną symbolikę niż się wydaje wiernym.

Jak na razie tajemnica skrywa się gdzieś między wierszami, chociaż wyczuwa się ją coraz wyraźniej, szczególnie gdy Krystian przypomina sobie kim jest, a raczej był, święty z obrazka trzymanego przez jego matkę. To nie św. Hugo - tylko Hugo z Payns, założyciel zakonu Templariuszy. Jedna z komandorii znajdowała się w Polsce, w niej przechowywano akta i skarbiec braci. Przodek Krystiana miał w tym samym miejscu dom i znał się z komandorem Templariuszy. Czyli trop stał się wyraźny, nie tracąc przy tym nic ze swej tajemniczości, a wręcz ją jeszcze pogłębiając. Miejsce zamieszkania pradziada kryje metalową szkatułę, czas by potomek odnalazł ją i sprawdził co kryje. Mordercy też nie próżnują, szukają powiązań rodzinnych zabitej zakonnicy i to nie w pokojowych zamiarach, jednak tym razem los im nie sprzyja . Tymczasem brat Iłłarion dokonuje odkrycia, które może wstrząsnąć posadami chrześcijaństwa, wątpliwości ma jego przełożony i chociaż boi się, że informacje te mogą wyjść poza mury monastyru pozwala na dalsze prace.

Kolejne spotkanie zabójców matki Krystiana z nim i jego bliskimi ma już miejsce na terenie klasztoru, gdzie miał miejsce pogrzeb zamordowanych zakonnic. Jego przebieg ma ostry charakter, ale co dziwne, pomimo sprzyjającej okazji tym razem nikt nie ginie, dlaczego? Czyżby odezwało się sumienie w mordercy, a może ...

Nadchodzi moment by się przekonać co kryła, tak starannie, ukryta szkatuła i jaki ma związek z ostatnimi wydarzeniami. Trzy metalowe tuby i list, z którego wynika, że rodzina Krystiana ma za zadanie je przechowywać, nie otwierając ich. To co schowane dotyczy ludzkości i wiary w Boga. Od czasów Templariuszy przodkowie chronili to co zostało im powierzone, pokolenie po pokoleniu, bez oznaczenia daty otwarcia i wskazania człowieka, który ma do tego prawo.
Jaka w tym wszystkim jest rola białoruskiego monastyru? Zgromadzenie nim stało się schronieniem dla braci prawosławnych był pogańska kaplicą, a później katolickim klasztorem, co więcej jego założycielem był ... templariusz. Zbieg okoliczności czy raczej dalszy ciąg tropu, w którym duży udział ma rodzina Krystiana? On sam jest obserwowany przez byłego żołnierza wojny afgańskiej, wynajętego przez Patriarchę rosyjskiego. Co tak naprawdę chroni familia Sommerów, co niepokoi tak wielu ludzi, dla których życie ludzkie jest niczym w porównaniu z odkryciem tajemnicy, poznanej i ukrytej przez Templariuszy?

"Testament Baphometa" = "Kod Leonarda Da Vinci"? Nie, to odrębna historia, chociaż oparta na podobnych założeniach. Nie ma powtórzeń czy zapożyczeń z amerykańskiej książki, jest za to opowieść z sekretnym wątkiem sensacyjnych, który zabiera czytelnika w podróż z nieszablonowymi bohaterami. A tytułowy testament jest całkowicie czym innym niż można by podejrzewać. Chociaż od kilku lat powstaje wiele mniej lub bardziej udanych kopii książki Dana Browna, to Greg Gindick umiał stworzyć oryginalny pomysł i rozwinąć go w kierunku zupełnie nieprzewidywalnym. Jakim? To najlepiej odkryć samemu, podobnie jak czym jest tytułowy testament.

Książka przekazana przez portal Sztukateria 
i wyd. Dolnośląskie  za co Dziękuję

czwartek, 19 maja 2011

Krzysie i komputery

"Krzysio Raper i szalony komputer"


"Krzysio Raper i szalony komputer" to przesympatyczna książka, sądząc po tytule dla dzieci. Jednak szybko przekonałam się, że to opowiadanie to coś więcej niż kolejna opowiastka, o której szybko się zapomina. Po pierwsze nie jest tylko dla dzieci, lecz dla wszystkich, bez względu na wiek. Historia ma kilku bohaterów - tytułowego Krzysia, jego przyjaciółkę Julcię, ciotkę Wandę, sąsiada - Pana Górskiego i nastoletniego idola młodzieży Kubę Płatka. Każda postać jest przedstawiona z humorem, z pokazaniem jasnych i ciemnych stron ich charakterów. Tytułowy Krzysio od momentu gdy dostał komputer rzadko wychodzi z pokoju, zapomina o przyjaciółce, opiekującej się nim ciotce, można powiedzieć o całym świecie zewnętrznym. Teraz dla niego istnieją tylko gry komputerowe, to co widzi w nich przenosi w świat rzeczywisty. Nie martwi to jego ciotki Wandy, wręcz przeciwnie żyje ona w błogim przeświadczeniu, że odgłosy dochodzące z pokoju chłopca świadczą o jego pasji poetyckiej ... Nie dostrzega niczego dziwnego w niecodziennym zachowaniu swego podopiecznego, nawet cieszy z jego nowego zajęcia. Nie chcąc mu przeszkadzać wybiera się na piknik,jednak gdy wraca mieszkanie przypomina pole bitwy i to przegranej. Dopiero wtedy zauważa, że z Krzysiem dzieje się coś złego. Wraz z sąsiadem odkrywają przyczynę bałaganu - niedawno podarowany chłopcu komputer. Kiedy nie pomaga odebrania kabla zasilającego sprzęt komputerowy, a miły do tej pory chłopiec, zaczyna przypominać potworka jedynym wyjściem pozostaje oddanie komputera Panu Górskiemu. Niestety, także i on nie pozostaje długo odporny na urok komputera i bardzo szybko zaczyna przypominać Krzysia. Jednak udaje się uratować starszego Pana przed strasznym urządzeniem nim pochłoną go gry komputerowe. Tymczasem to nie koniec jeszcze kłopotów rodziny Raperów, teraz trzeba odzyskać przyjaźń Julci, a nie będzie to łatwe, bo dziewczynka ma nowego przyjaciela - idola Kubę Płatka. Po wielu przygodach, do których zostaje wciągnięta nawet babcia Kuby, Julcia Motylek znowu zostaje przyjaciółką Krzysia.
Historia dziesięcioletniego chłopca i jego otoczenia w zabawny sposób przedstawia uzależnienie od wirtualnego świata. Nie ma w nim moralizatorstwa, są za to sympatyczne dialogi. Opiekunowie są sportretowani z przymrużeniem oka, ze swoimi wadami i zaletami, podobnie jak i młodsze pokolenie. Czasem wystarczy proste opowiadanie by przedstawić poważny problem w przystępny sposób. Książka z humorem pokazuje jak wszyscy ulegamy komputerowemu szaleństwo i co możemy stracić gdy zbytnio nami zawładnie.

Książka została przekazana przez wydawnictwo KOJRO, za co dziękuję.

Majowa niespodzianka :)

Coś spodziewanego i niespodziewanego. Spodziewane, bo wyprzedaż skusiła, niespodziewane - przesyłka pocztowa ;)


Wojciech J. Burszta, Mariusz Czubaj "Krwawa setka" - wyprzedaż w Matrasie
Sinikka Nopola, Tiina Nopola "Krzysio Raper i szalony komputer" - wyd. Kojro
Leena Lander "Rozkaz" - wyd. Kojro
Matti Yrjana Joensuu "Harjunopaa i kapłan zła" - wyd. Kojro
Marina Mayoral "Jedyna wolność" - wyprzedaż w Matrasie

środa, 18 maja 2011

Oczy szeroko zamknięte

"Niewypowiedziany"

Po raz kolejny zawitałam na Gottlandię, wyspę sielską, ale z morderczym cieniem w tle. Inspektor Anders liczy na spokojną jesień po nader zabójczym lecie, nawet urlop nie pomógł mu zapomnieć o seryjnym zabójcy i prowadzonym śledztwie. Jednak gdy pogoda nie zachęca do wychodzenia z domu, a turyści opuścili już kurorty, nic i nikt nie powinno zakłócić już spokoju jej mieszkańców i stróżów prawa. Sezon wyścigów konnych też miał już swoją ostatnią gonitwę, dla niektórych bardzo szczęśliwą - spora wygrana zasiliła czyjąś kieszeń. W trakcie gdy konie poganiane przez jeźdźców biegły ktoś robił zdjęcia, kiedyś był uznanym fotografem, teraz trudno byłoby to nim powiedzieć takie słowa, ale stary przydomek został - Flesz. Fotografowanie jest już dla niego tylko hobby lub przerywnikiem między ciągłymi popijawami, właśnie gdy wywołuje zdjęcia zrobione na torze wyścigowym ktoś go atakuje. Kto mógł być mordercą i jaki miał motyw? Jeden ze znajomych,z którymi często imprezował i który zaniepokojony długą nieobecnością kumpla przyszedł sprawdzić co z nim, a później wraz z administratorem zszedł do ciemni, a potem uciekł. Więc podejrzany jest, a co z motywem? Gdy nie wiadomo o co chodzi to chodzi o ... pieniądze, w końcu ofiara wygrała sporą sumę. Czyli sprawa prawie rozwiązana, tylko, że sąsiedzi ofiary właśnie zaczęli sobie przypominać szczegóły wieczoru gdy dokonano morderstwa, no i grono ewentualnych sprawców poszerza się. Czy ze śmiercią Flesza mają coś wspólnego spore przelewy, które zaczęły wpływać na jego konto? A może to ktoś z rodziny - była żona lub córka? Kto i dlaczego - oto jest pytanie! Historia zabójstwa jest jednym z wątków, drugim jest romans reportera Johana i zamężnej nauczycielki Emmy - ci bohaterowie pojawili się już wcześniej i zawsze byli jakoś powiązani z wątkami kryminalnymi, a jak będzie teraz? No i nastoletnia Fanny, w wolnym czasie pracująca w stajniach,zaniedbywana przez matkę, izolująca się od rówieśników, będąca w kręgu zainteresowania tajemniczego mężczyzny. Trzy odrębne wątki, które prędzej czy później ukażą swoje powiązania, gdzie i jak czytelnik przekonuje się zawsze w najmniej spodziewanym momencie ...

Kolejne informacje na temat ofiary policja uzyskuje dzięki dziennikarzowi Johanowi, docierającemu do tych świadków, którzy jakoś nie kwapią się do podzielenia się swoją wiedzą ze śledczymi. Powoli dochodzenie rusza z miejsca, szczególnie po odkryciu, że ceniony niegdyś fotograf, po zrujnowaniu swojej kariery w tym zawodzie dorabiał sobie jako stolarz. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że najczęściej wykonywał tego typu prace dla osób znanych na Gottlandii i to tzw. "na czarno". Gdyby to wyszło na jaw wiele osobistości z kręgów polityczno-biznesowych otarłoby się o skandal. Tylko czy to mogło być motywem? W tym samym czasie zostaje zgłoszone zniknięcie Fanny. Zainteresowanie mediów sprawą nastolatki jest tym razem na rękę policji - im więcej osób będzie wiedziało o jej zaginięciu tym szybciej może uda się ją odnaleźć, chociaż niektóre artykuły wzbudzają wściekłość inspektora Andersa. Wychodzą też na jaw tajemnice dziewczyny - jej sekretny związek, problemy z matką, brak poczucia bezpieczeństwa, obraz nie napawający optymizmem. Gdy zostaje znalezione ciało zaginionej zostają odkryte powiązania między jej przybranym kuzynem a zabitym fotografem, czy tym razem będzie to prawdziwy ślad czy tylko kolejna ślepa uliczka? Tym razem to znowu pozorny trop, ale paczka znaleziona w ciemni zamordowanego fotografa rzuca już więcej światła na tajemniczego wielbiciela nastolatki i jednocześnie zabójcy pierwszej ofiary - to jedna i ta sama osoba.

Tożsamość mordercy wreszcie została odkryta, poszlaki ją potwierdzają, a inspektor Anders może wyjechać na przedświąteczny połów ryb ze starym przyjacielem. Zabójcze puzzle zostały ułożone, wszystkie elementy układanki do siebie pasują ... tylko czasami, gdy już uporamy się ze składaniem części i spojrzymy na nasze dzieło z boku okazuje się, że jeden fragment jest jakby wciśnięty pomiędzy inne na siłę ... Tak samo jest i w tym przypadku, zbrodniarzem jest człowiek, który nawet nie był brany pod uwagę. Nikomu nie przyszło na myśl, ze mógł być on mordercą, absolutnie nic na niego nie wskazywało i gdyby nie pewien fragment obrazu widoczny na zdjęciu znalezionym w ciemni i który zostaje zauważony na ścianie pewnego domku niedaleko przystani rybackiej, dwa morderstwa mogłyby nigdy nie zostać wyjaśnione lub obciążyłby niewinną osobę.

"Niewypowiedziany" to świetny kryminał, gdzie wątek sensacyjny nigdy nie jest oczywisty, podobnie jak jego rozwiązanie. Ale oprócz zagadki oferuje coś jeszcze - tematy społeczne, które często są tylko kanwą historii bez ich szerszego ich przedstawienia. Mari Jungstedt nie unika tych kwestii, wprost przeciwnie wplata je w swoje historie. Nie ma oskarżeń tylko pokazanie tych obrazów, od których wielu odwraca wzrok lub stara się ich nie zauważać.

wtorek, 17 maja 2011

Piramidka ;)

Skrzynka pocztowa jest pojemna, a Pani listonosz z uśmiechem jeszcze przynosi przesyłki z książkami :)

Od góry:
Denise Mina "Pole krwi" - zakup własny
Greg Gindick "Testament Baphometa" - portal Sztukateria i wyd. Dolnośląskie
Jean Sasson Nadżwa Bin Laden Omar Bin Laden "Musiałam odejść"
- nagroda za kwietniową recenzję w wyd. Znak

poniedziałek, 16 maja 2011

Czas poza czasem

"Krawędź czasu"

Wyobraźcie sobie, że w jednym momencie uciekacie przed policją, stróże prawa już są tuż za Wami, gdy wbiegacie do bramy kamienicy. Staracie się zachowywać jak najciszej w nadziei, że was nie zauważą, nagle pojawia się przed waszymi oczami mechaniczny, ogromny pająk i wskazuje drogę dalszej ucieczki. Po jej przekroczeniu znajdujecie się prawie w tym samym miejscu, tylko o mało co nie zostajecie przejechani przez dorożkę, a wszystko wokół jest jakby takie same, ale jednocześnie z innej epoki. Podróż w czasie, a może alternatywna rzeczywistość? Spotykani przechodnie boją się z wami porozmawiać, bo "złamaliście moment" i wciągacie ich w "nietrwanie". Zauważacie, że chwile jakby się powtarzały ... W takiej sytuacji znalazł się Maksym Nowak, jak o sobie mówi współczesny nomad, człowiek bez korzeni, chociaż szukał ich, nie przywiązujący się do miejsc i ludzi. Przez przypadek, a może nie, trafia do świata, gdzie czas tak naprawdę się nie liczy, wszyscy, którzy w nim żyją trafili do niego bo takie były ich marzenia senne lub byli niezbędni twórcy . Tylko dwie osoby jeszcze odczuwają jego upływ - Księżna i jeden z jej pracowników, obydwoje zdają się też mieć jakąś tajemnicę przed niespodziewanym gościem.

Opowieść o świecie bez czasu przeplata się z historią mężczyzny,znalezionego w przemysłowym mieście zaboru rosyjskiego w II połowie XIXw. Franciszek Znajda - bo takie imię i nazwisko zostaje mu nadane, nie pamięta niczego ze swej przeszłości, nie wie nawet skąd ma tyle blizn, a niejasne sny nie przybliżają go do wcześniejszych przeżyć. Wraz z upływem czasu odkrywa swój talent do mechaniki i konstrukcji maszyn. Czy ma on coś wspólnego z Maksymem? Tymczasem przypadkowy podróżnik w czasie zaczyna swoją walkę z mechanem, rozrastającą się strukturą mechaniczną, która zagraża rzeczywistości stworzonej przez Księcia, małżonka Księżnej, który jednak zaginął wiele lat temu.
Dwa światy, wydające się nie mieć ze sobą nic wspólnego, dwóch bohaterów tak różnych od siebie, których losy są tak odmienne, czy ich drogi się skrzyżują się?
Franciszek tymczasem żyje swoją konstrukcją, a rozmyślania nad przeszłością zawarł w 44 punktach, które jednak nie przybliżają go do zagadki własnej przeszłości. Jednak czasem jedno mało znaczące spotkanie może odmienić tak wiele, dać odpowiedź na pytanie skąd pochodzimy i kim byliśmy ..
Nomad, podróżnik, wojownik, przeciwstawił się mechanicznemu zagrożeniu, zamiast uśmiercić go uwolnił morderczy byt. Ucieczka przed nim zakończyła się uwięzieniem w jego wnętrzu, jednak znalazł siły by wydostać się na zewnątrz. Zostało to okupione jednak ranami, które z czasem zamieniły się w blizny i zaowocowało przyjaźnią z kobietą, w części będącą mechanicznym pająkiem. A co z próbą znalezienia wyjścia z tego świata? To już nie było najważniejsze, poszukiwania są istotne, ale równie ważne były powroty do towarzyszki tej egzystencji i odpoczynek. Jednak ta mała stabilizacja ulega zachwianiu gdy zauważa siebie samego i to w momencie gdy znalazł się w rzeczywistości stworzonej przez Księcia. Pętla czasu,deja vu, alter ego czy możliwość ostrzeżenia samego siebie dana przez los? Powoli historia zaczyna zataczać koło, a może zapętlać się? Podejrzenie o kradzież notatek twórcy tego świata, jakie na niego rzucono na początku wcale nie było może bezpodstawne, chociaż wtedy jeszcze nie wiedział jaka będzie i jaka jest jego rola. Człowiek, szukający własnych korzeni i nigdy nie osiadający dłużej w jednym miejscu, który gnał po świecie i nie umiał znaleźć swojego miejsca znajduje wreszcie swój zakątek - a raczej tworzy go, dzięki pewnym zapiskom. Wreszcie doświadcza szczęścia tylko czy jest ono wieczne?

Życie Franciszka także rozpada się, mała oaza stabilizacji przewraca się jak domek z kart. Czy te wydarzenia są związane ze sobą czy tylko kolejny zbieg okoliczności? No i osoba Księcia, tajemniczego twórcy świata, na poły maga na poły uczonego, kim jest lub kim był? Czy rola stwórcy była mu przeznaczona czy tylko chciał by była, lecz go przerosła?

"Krawędź czasu" rozpoczyna się jak książka sensacyjna, zaraz potem wydaje się, że mamy do czynienie z fantastyką, później, iż z horrorem i nagle wchodzą obrazy jak z "Ziemi obiecanej" ... Jednak to nie nieuporządkowana składanka, a przemyślany ciąg wydarzeń, który może i początkowo wydaje się chaotyczny, ale z każdą kolejną stronę układa się w spójną całość. Autor nie pozostawia żadnego wątku bez zakończenia bądź wyjaśnienia, a historia jest jak wstęga Moebiusa - w teorii nie ma początku i końca, lecz nie jest nieskończonością. Kabała, Talmud, legenda o Żydzie Wiecznym Tułaczu i ludzkie pragnienie bycia bogiem ...



Książka została przekazana w ramach akcji "Włóczykijki"