czwartek, 6 sierpnia 2026

Mroczne spotkania

Nowość:

„Moi mroczni mężczyźni”

Monika Magoska – Suchar


Mrok to nie tylko to, co dostrzegamy na pierwszy rzut oka. On kryje się w spojrzeniach, gestach, umysłach i czynach. Czasem bywa dobrze zakamuflowany i zauważa się go dopiero, gdy bywa za późno lub już ponosi się konsekwencje z nim związane. Jednak jest także intrygujący, wprost uwodzący, trudno mu się oprzeć zwłaszcza jeśli jeszcze okoliczności sprzyjają mu. Pytanie czy zrobić krok w jego kierunku czy też obrócić się i oddalić się na bezpieczną odległość… tylko jaka ona jest?

Przeszłość bywa bolesną kartą w życiu, zapisującą się w pamięci jako ostrzeżenie przed powtórzeniem kroków prowadzących do powtórzenia błędów. A co jeśli los właśnie poprowadził nas w tym samym kierunku? Upływ czasu łagodzi wspomnienia lub je wyostrza, teraźniejszość jest pokłosiem. Trzej mężczyźni, kobieta i zemsta, scenariusz w jakim kryje się tajemnica sprzed lat, zranione uczucia oraz sytuacja, która daje okazję do rewanżu. Czy potoczy się tak jak można spodziewać się? To, co skrywane szybko staje się podejrzane, bo wiadomo, że prawda nie boi się wyjścia na światło dzienne, chociaż rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana. Niektórzy wybierają cień, nawet stają się nim, bo nie wszystko musi być jawne. Łatwo jest osądzić, trudniej dotrzeć do tego, co niewidoczne. Bywa, iż przeznaczenie daje kolejną szansę, ale na drodze jest przeszkoda wydająca się nie do obejścia, lecz czy na pewno? Niekiedy trzeba poznać ciemniejszą stronę by docenić to, co jest jej odwrotnością…

Mroczni. Buntowniczy. Zagadkowi. Brzmi intrygująco? Z pewnością tacy mężczyźni kiedy pojawiają się budzą zainteresowani. A gdy wychodzą spod pióra pisarki, która już niejednokrotnie wykreowała bohaterów, jacy nie dają o sobie szybko zapomnieć to mamy gwarancję, iż i nowe historie z ich udziałem nie przejdą bez echa. Tym razem to trzy opowieści, nie jedna, potrójna porcja uroku spod znaku ciemności, ale także sensualności. Kilkoro postaci, jacy wydają się łatwi do zdefiniowania i ocena, chociaż czy na pewno? Okazuje się, iż nasze początkowe osądy mogą się znacznie różnić wraz z kolejnymi, przeczytanymi, stronami. Monika Magoska – Suchar dokładnie wie jak przyciągnąć uwagę czytelniczek, a następnie jeszcze zwiększać stopień intensywności zaciekawienia. Książka „Moi mroczni mężczyźni” jest antologią, której punkt centralny wyznacza tytuł, nie jest on przypadkowy, ale kryje się zanim wiele więcej niż czytający mógłby zakładać. Przeszłość i teraźniejszość odgrywają istotną rolę w wątkach, jaką? To już odkrywamy podczas lektury, zaskakującej fabularnymi rozwiązaniami i niespodziewanymi zwrotami. Nie nastawiajmy się na spokój, w tych opowiadaniach dzieje się, dużo i intensywnie, bohaterowie pokazują różnorodne oblicza, zrzucają maski, pozwalają sobie na szczerość i równocześnie obnażają niewygodne sekrety nie jedynie własne. Autorka połączyła w historiach antologii kilka motywów wplatając je w losy postaci, z niejedną blizną, z bolesnymi doświadczeniami i walczącymi o prawo do szczęścia, niekiedy dalekimi od prostych schematów.

 

                                       Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:
Autorce - Monice Magoskiej-Suchar

wtorek, 4 sierpnia 2026

Rzymska szansa

Nowość:

„In Your Dreams. 

W twoich marzeniach”

Sarah Adams

 

Czasem droga do zdobycia tego, czego się pragnie jest bardziej wyboista niż się wydawało. Zamiast dumy i oklasków czeka rozczarowanie i pojawia się pytanie czy było warto w ogóle na nią wejść. Poddać się czy też zrobić krok w tył i znowu spróbować?

 

Ta decyzja była katastrofą, przynajmniej tak ją widzi Madison. Nowy Jork zamiast sukcesu przyniósł jej zawiedzione nadzieje, a pewność siebie została mocno nadszarpnięta. Czy więc powinna skorzystać z niespodziewanej propozycji i to z rodzinnego miasta, z jakiego wyjechała z zamiarem pokazania na co ją stać? Szef kuchni nowej restauracji brzmi dumnie, tyle, że to Rzym w stanie Kentucky… Nie brzmi zachęcająco i optymistycznie dla dziewczyny, która chciała podbić Wielkie Jabłko od kulinarnej strony. Jednak oferta pracy na takim stanowisku może warta jest rozważenia, tyle, że ma pewien haczyk. Dokładnie nazywa się on James Huxley, farmer, przyjaciel brata i chociaż znają się od zawsze jakoś nigdy nie było im po drodze. Rzucić metropolię i znowu postawić wszystko na jedną kartę? W sumie i tak to, co najgorsze i tak już się wydarzyło, a jedna katastrofa więcej chyba nie zrobi różnicy? No cóż okazuje się, że James ma swoje powody by Madison wróciła i poprowadziła restaurację. Tak jak i ona skrywa pewne tajemnice, a za maską mężczyzny, na którym polega większość jest człowiek noszący na swoich barkach duży ciężar. Pozostaje coś jeszcze pomiędzy tą dwójką, co zaczynają dostrzegać, ale pojawienie się młodszego brata nie do końca wróży dobrze rozwijającemu się uczuciu…

 

Kobieta chaos i mężczyzna skała. Ogień i spokojna woda, znają się od lat i tak samo długo wbijają sobie szpileczki. Czy coś może zmienić się w takim układzie, gdzie już nic i nikogo nie powinno zaskoczyć? Sarah Adams wskazuje jak wiele o sobie nie wiemy, jeszcze więcej ukrywamy pod maskami i ile sobie dusimy by nie pokazać innym, nawet najbliższym, co nas zraniło. Pozostają jeszcze uczucia, z których nie zdawano sobie sprawy, bo czasem też trzeba wyjechać by odnaleźć to, czego szukamy od lat. No i nie zapominajmy o marzeniach, jakie zdają się być na wyciagnięcie ręki, a później jakoś droga do nich staje się wyboista, pojawia się zniechęcenie, swoją cegiełkę dorzucają przeciwności i pojawia się pytanie czy warto gonić za nimi? Brzmi równocześnie prosto i jakoś tak nie do końca optymistycznie, ale to jedynie pozory, bo szybko przekonujemy się, że historia Madison i Jamesa, dwojga ludzi różniących się wydawałoby się od siebie wszystkim, od podejścia do życia, poprzez zdawałoby się priorytety to dużo więcej. Na prostej kanwie opisany jest cały wachlarz relacji, nie tylko tych romantycznych, lecz i rodzinnych oraz przyjacielskich, tak naprawdę dostajemy spójną i pełną opowieść o dwojgu ludzi, ich przeszłości i teraźniejszości będącej jej wynikiem oraz wszystkim co ich doprowadziło do tego właśnie momentu. Oczywiście jest miłość, taka trochę po przejściach, dojrzalsza niż moglibyśmy się spodziewać, nie krzycząca o tym, że się pojawiła, chociaż wcale nie jest spokojna. „In Your Dreams. W twoich marzeniach” to także pokazanie o jak wielu sprawach nie mówimy, najbliższym również, by ich nie martwić, dotrzymać obietnic albo by nie usłyszeć, iż dało się to przewidzieć. Autorka nie zawsze bezpośrednio, niekiedy pomiędzy wierszami, odsłania tę wrażliwą część bohaterów, trochę poranioną, gdzie zrodziły się marzenia i wciąż jest nadzieja na ich urzeczywistnienie.

 

                                       Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:

wtorek, 28 lipca 2026

Viral i jego skutki

Nowość:

„Świat jej oczami”

Kim Holden

 

Wyjście ze strefy komfortu, nawet jeśli do tego drugiego jej daleko, wcale nie jest takie proste. Wymaga wyłamania się ze schematu i pójście czasem na żywioł, a ten jak wiadomo bywa nieprzewidywalny. A co potem? No cóż za pierwszą niespodzianką pojawia się następna oraz jeszcze jedna i okazują się wcale nie być takie złe.

 

Kawa, głośna muzyka i sarkazm dalekie są od definicji rutyny, ale Sophie Wren stworzyła z nich bezpieczną przystań pozwalającą przeżyć mniejsze i większe katastrofy czyli koniec związku oraz brak uznania w pracy. To pierwsze da się jakoś przeżyć, natomiast kolejne bywa niezwykle frustrujące. Lekarstwo na to i całą resztę zna Lola, szalona siostra i zupełne przeciwieństwo. Wieczorne wyjście z nią brzmi jako dobra odskocznia, chociaż przekonanie do tego jest dość ograniczone. Okazuje się, że się właśnie te kilka godzin spędzone w barze przyniesie z sobą coś więcej niż ciekawe zdjęcia na instagram. Jedna z fotek zyskuje ogromną popularność, od tego już krok by bezpieczne życie zmieniło się diametralnie. Ever St. Clair przyciąga wzrok, przystojny muzyk jest kimś, o kim można tylko marzyć, przynajmniej tak sądzi Sophie, a jaka jest prawda? Czasem jedno złamanie dotychczasowych zasad przynosi z sobą całkiem nowy scenariusz na życie, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia więc kto powiedział, że nie da sięgnąć się po więcej? Świat zaskakuje gdy zamiast cienia wybiera się pierwszoplanową rolę i jeszcze zaprasza kogoś do duetu!

 

Znacie ten klimat letniego popołudnia, takiego kiedy temperatura jest w sam raz, wokoło nas chaos kontrolowany czyli nawet jak coś się dzieje to nie musimy interweniować, po prostu mamy czas dla siebie i cieszymy się nim? Taki nastrój daje nam „Świat jej oczami” i śmiało mogę powiedzieć, że będziemy to również czuć gdy za oknem zupełnie inna pora roku zawita lub nasz humor daleki będzie od letniej beztroski, a my sięgniemy po tę książkę. Dlaczego? Lekkie pióro Kim Holden, chociaż nie banalne to z pewnością jeden z powodów, drugim oczywiście może być główny wątek lub raczej wątki czyli życiowe zmiany, takie spod znaku zupełnie niespodziewanych oraz zespół muzyczny, trzecim sami bohaterowie, jakim kibicujemy od samego początku, chociaż jeszcze nie wiemy co dalej ich czeka. Kolejnym to sama historia, w jakiej nie brakuje humoru, lecz i poważniejszych tonów, współczesnych problemów i równocześnie tego, co z sobą niosą, wbrew pozorom pozytów również.  Autorka prowadzi fabułę tak, że czytając mamy przed oczami kolejne sceny, układające się w swoisty film. Taki, podczas oglądania jednocześnie odprężamy się, ale też kiełkują w nas pewne refleksje, gdyż wyczuwamy to, co nie jest powiedziane wprost, a po chwili dostajemy potwierdzenie, iż nie myliśmy się. Dorzućmy do tego jeszcze kilka tajemnic, dowcipnych dialogów, siostrzanej więzi, kontrastowych charakterów i dojrzewania do tego, by zaryzykować spełnienie swoich marzeń. Tak naprawdę to kilka opowieści, postacie wnoszą je do całości, tworząc nową, wspólną i jednocześnie swoją własną. „Świat jej oczami” nie ma jednej perspektywy, czytelnicy poznają bohaterów pod różnymi kątami, w momencie gdy dochodzi do zmian w ich życiu, chcianych, niechcianych, zaskakujących i prowadzących do czegoś zupełnie nowego. W tle jest humor, głęboki oddech przed skokiem w nieznane i niespodziewanie dobra zabawa oraz coś więcej, co pozostawało w sferze marzeń i właśnie nadarza się szansa by się urzeczywistniły.



                                        Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:

sobota, 25 lipca 2026

Polski Paryż

Przedpremierowo:

„Polski Paryż. Śladem malarek, 

pisarzy, kreatorów stylu”

Adam Chowański

 

Parafrazując zobaczyć Paryż i… odwiedzić go jeszcze raz, a potem kolejny. Dlaczego? Powodów jest dużo, a każdy pragnący wrócić do stolicy Francji dorzuci swoje. Czasem to nostalgia, wspomnienia, chęć zobaczenia tego, czego jeszcze nie widzieliśmy lub ponowne odwiedzenie jakiegoś punktu na mapie. A może tak ruszyć szlakiem Polek i Polaków?

 

Co zwiedzić lub po prostu odhaczyć na turystycznej liście albo gdzie zrobić najlepsze zdjęcia, tak by paryski czas pozostał w pamięci. Tak często wyglądają nasze wycieczki do tego miasta. Nagle stajemy w kakofonii dźwięków, nam podobnych ludzi oraz mieszkańców i pozostałych osób, dzielących z nami te same momenty. Rozwiązaniem jest pójście w trochę innym kierunku, gdzie łączą się dwie kultury czyli polska i francuska. Adam Chowański, autor nieszablonowego przewodnika, właśnie w ten sposób postąpił i dzięki temu my dostajemy nie lada szansę by spojrzeć na Paryż z całkiem nowych punktów widzenia czyli biograficznych odniesień znanych Polek i Polaków. Niektórzy z nich znani są nam doskonale, lecz są i tacy, jakich osoby dopiero ostatnio znowu odkrywamy. Maria Skłodowskiej – Curie to symbol, podobnie jak Juliusz Słowacki i Fryderyk Chopin, natomiast związki Norwida z tym punktem na mapie gdzieś nam się przewinęły na lekcjach, ale raczej zaginęły w mrokach pamięci. Za to Hotelu Lambert raczej przypominać nie trzeba, a Olga Boznańska i Mela Muter ostatnio wyszły na pierwszy plan. Jednak jeszcze trochę pozostało nam do poznania, tak ze strony historii znaczących ludzi, jak i oczywiście miejsc.

 

Poznawanie paryskich bruków, i nie tylko ich, z całkiem innej perspektywy niż zazwyczaj? Tak, jeśli weźmie się do ręki nieszablonowy przewodnik napisany przez kogoś, kto nie „przy okazji”, ale celowo łączy kilka wątków historyczno-podróżniczych, by pokazać to, co nieoczywiste, o czym zapominamy w odhaczaniu planu i w biegu zobaczenia od razu wszystkiego i naraz w bardzo ograniczonym czasie. Paryż i nie jednie on można zwiedzać pod różnym kątem oraz wielokrotnie, bo wystarczy inna pora roku, ba inny dzień, albo godzina i już dostrzegamy inne detale, to, co najsłynniejsze może nabrać całkiem innych barw. Adam Chowańskich z perspektywy polskich śladów pokazuje różnorodność Paryża, ale przede wszystkim zachęca do zejścia z bardziej utartych szlaków i odnalezienia tych mniej oczywistych. W ten sposób zwiedzenia zyskamy całkiem nowe doświadczenia niż zazwyczaj, bardziej osobiste i wyraziste. Nie pójdziemy z prądem czy też pod prąd, ale obok lub przez, spojrzymy na miejsca poprzez życiorysy ludzi. Historia kołem się toczy, jednak warto zobaczyć ją od wewnątrz, a nie tylko z zewnątrz. „Polski Paryż. Śladem malarek, pisarzy, kreatorów stylu” daje nam taką szansę, bo otrzymujemy literackie i malarskie tropy, a i nie zapominamy o tym, z czego stolica Francji słynie. Różne dekady, wieki, ludzie, epoki, mury, przeszłość odnaleziona w teraźniejszości na innych prawach niż zazwyczaj. A jeśli nawet będziemy zwiedzać paryskie okolice z fotela bądź kanapy w naszym domu to i tak poczujemy niezwykłość ludzi i miejsca.

                                          Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:



 

 

czwartek, 23 lipca 2026

Zemsta idealna

Nowość:

„Złoto i zemsta”

Lyssa Mia Smith

 

Kiedy marzenia zamieniają się w koszmar jedyne co czasem trzyma człowieka przy życiu to pragnienie zemsty. Ono nie uśmierzy bólu, nie ogrzeje w zimną noc, nie opatrzy ran. Jednak da siłę, dzięki której można przetrwać wiele, więcej niż ktokolwiek był w stanie sobie wyobrazić. A kiedy nadejdzie odpowiedni moment dojdzie do głosu.

 

To miał być wieczór, kiedy Emmy i Grace dołączą do najlepszego towarzystwa. Ich triumf i czas gdy pokażą się od najlepszej strony oraz zostaną członkiniami ekskluzywnego klubu, dostępnego dla nielicznych. Zakończenie dalekie było od tego oczekiwanego, zwłaszcza dla jednej z dziewcząt. Fałszywe oskarżenie, więzienie i zimna cela to nie sława czy też luksusowa sala balowa, a to codzienność Emmy. Takie okoliczności mogą prowadzić do zatracenia w bólu, lęku i przede wszystkim gniewie, bo zdrada zawsze boli najbardziej. Podobno to, co nie zabije wzmacnia, ale pytanie kim będzie dziewczyna po takiej próbie, bo z pewnością już nie tą samą młodą kobietą, wierzącą w przyjaźń i ufająca innym. Wprowadzenie zemsty w rzeczywistość w odpowiedniej chwili zdaje się być doskonałym lekarstwem dla kogoś, kto stracił tak wiele, lecz jeszcze ma coś w zanadrzu. Magia, z niej powstały marzenia, ona dała początek zdradzie i również może umożliwić wymierzenie kary. Jaka będzie cena za jej użycie? Czy Emmy poczuje smak sprawiedliwości i dokona rozrachunku z przeszłością? Z pewnością pomoc Jacka Fontaine`a będzie przydatna, lecz gdzie ją zaprowadzi?

 

Gotyckość, ale nie taka oczywista. Zbrodnia i kara, jedno i drugie, mające drugie, a nawet trzecie dno. Historia w jakiej postacie, miejsca, zachowania nakreślone są mocną kreską i wypełnione zdecydowanymi barwami. „Zemsta i złoto” to nie klasyczna opowieść fantasy czy też typowe romantasy, im bardziej zagłębiamy się w lekturę, tym więcej uderza w nas różnić od tego, co moglibyśmy oczekiwać i równocześnie coraz mocniej intryguje nas ona. Lyssa Mia Smith zbacza z prostej drogi gatunkowej, łączy z sobą gatunki dodając i omijając to, co wydaje się nam ich wyznacznikiem. Czujemy mrok, jednak ma on inny ciężar niż zazwyczaj, gdyż kolory są wyraźne i nasycone, kontrastowe. Jednak wszystko to tło, bo to bohaterowie są na pierwszym planie, oni tworzą opowieść, w jakiej ewidentność zastąpiono niuansami i niedopowiedzeniami. W „Złocie i zemście” jest zredefiniowany dobry i zły charakter, co dostrzegamy nie od razu, po raz kolejny nasze przypuszczenia czy mówiąc wprost przyzwyczajenia co do fabuły są wystawiane na próbę. Autorka prowadzi z czytelnikami oraz wykreowanymi przez siebie postaciami rozgrywkę. Kiedy wydaje się nam, iż dostrzegamy już prostą drogę do znanego schematu następuje zwrot w akcji, osoby pokazują inną twarz bądź zrzucają maski, niekiedy dosłownie. Oczywiście nie da się zapomnieć o magii, przecież ona jest osnową i tutaj też nie jest ona taka jak zazwyczaj, co dostrzegamy w odpowiednim momencie i później już inaczej spoglądamy na lekturę. No i jeszcze tło historyczne, tak ono nie powstało tylko i wyłącznie w wyobraźni pisarki, to sam środek pozłacanego wieku Stanów Zjednoczonych. Widzimy go, czujemy go i jego obecność doskonale wpisuje się w te nieszablonowe ramy książki, zdrady, intrygi i zemsta stanowią niezwykłą kanwę.


                                        Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

niedziela, 19 lipca 2026

Ryzykowna gra

Nowość:

„Bestseller. Spisek”

Katarzyna Michalak

 

Cena za sukces często nie jest znana ogółowi. Za sławą, nagrodami i pieniędzmi kryje się pot, łzy i niejedno wyrzeczenie. Jednak i tak jest cała rzesza pragnących znaleźć się na szczycie i zrobią naprawdę dużo by go zdobyć. A kiedy to nastąpi stawiają czoła temu, iż teraz trzeba się na nim utrzymać, co bywa niełatwe.

 

Koszt uznania oraz oklasków Amanda i Holly poznały już, tak samo jak i przyswoiły doskonale informację, że miejsca na podium jest bardzo mało i jeden nieostrożny ruch powoduje upadek. Holly na razie wciąż niczym mityczny Syzyf jest w drodze tam, gdzie one już zadomowiły się. Wszystkie trzy znajdują się w punkcie, jaki wymaga od nich podjęcia drastycznych decyzji. Jeśli zawahają się ktoś inny za nie wybierze i one staną się marionetkami w jego rękach.  Jednak przekroczenie pewnej granicy oznacza dla nich zaryzykowanie tym, co mają najcenniejsze, a gwarancji na powodzenie nie mają żadnej. Przeciwko sobie mają potężne siły oraz przeszłość, teraźniejszość, a nawet przyszłość, jedynie one same są w stanie sprostać wyzwaniu, jakiego wynik zdecyduje czy zwyciężą. Nieliczni, którzy je wspierają również narażenie są na niebezpieczeństwo. Sprawiedliwość nie zawsze jest po właściwej stronie i potrafi przyjść bardzo późno…

 

Zabójcze wprost sekrety. Zemsta, dojrzewająca latami. Trzy kobiety, z przeszłością, po przejściach i przed największym wyzwaniem w ich życiu. Książka, od jakiej wszystko się zaczęło, chociaż prawda jest bardziej skomplikowana niż ktokolwiek przypuszcza. Finałowy tom cyklu. No i jeszcze ogromne oczekiwania, bo wcześniejsze części podnosiły poprzeczkę i równocześnie pozostawiły po sobie niejeden znak zapytania oraz oczywiście zaintrygowanie. Katarzyna Michalak w centrum serii postawiła bohaterki różniące się na pierwszy rzut oka w każdym calu, poza jednym. Jednak kiedy zaczynamy je poznawać odkrywamy co kryje się czasem za sławą, pieniędzmi lub desperacką walką o życie. Za tło służy rodzina odmieniana przez różne przypadki i zazębiająca się z tym, co ma miejsce w życiu postaci. Nic nie jest przypadkowe, a kolejne wątki łączą się prędzej lub później w większe fragmenty, by w końcu pokazać nie trzy, osobne, portrety kobiet, ale jeden wspólny obraz daleki od tego, jaki rysował się w wyobraźni czytelników na samym początku. „Spisek” to szybka akcja, lecz nie powierzchowna, sięgająca coraz głębiej i równocześnie podążająca w nowych kierunkach i nie zapominająca o tym, co już się wydarzyło. Na pewne pytania odpowiedzi pojawiają się, inne jeszcze pozostają tajemnicami, ale nie brakuje następnych elementów, jakie stawiają pytajnik po swoim pojawieniu się. Finałowy tom wpierw daje nam jeszcze więcej emocji, fabuła zdaje się być daleka od zmierzaniu ku zakończeniu. Czytający nie czują, że już za moment poznają wszystkie sekrety, na razie przed nimi jeszcze podkręcenie napięcia i cliffhangery. „Spisek” pokazuje ile granic trzeba przekroczyć, jak dużo zasad potrafimy złamać, jak niekiedy upadek to jedynie przedsmak kolejnego wzlotu. To historia, barwna, pełna detali i przede wszystkim bohaterów, jacy na swojej drodze są zmuszeni wyjść ze swojej strefy komfortu, postawić niejednokrotnie siebie na szali i zagrać z losem w rosyjską ruletkę.


                                   Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:





piątek, 17 lipca 2026

Śnieg zakryje zło?


Nowość:

„Cymanowski chłód”

Magdalena Witkiewicz

Stefan Darda

 

Nigdy to wbrew pozorom nie nieskończoność, zwłaszcza jeśli chodzi o liczenie, że jakieś zdarzenie nie wyjdzie na jaw. To jedynie kwestia czasu, bywa, że wcale nie jest to długi okres. Niektóre tajemnice mają krótki termin niewiedzy…

 

Niejedne sekrety ukryte są w lasach, bagnach, ale przede wszystkim w ludzkich umysłach. Nigdzie nie są bezpieczne, chociaż wielu liczy, iż są doskonale chronione. Pensjonat „Cymanowski Młyn” jest miejsce, które było świadkiem co najmniej niepokojących zdarzeń, lecz to, co się w nim dzieje zostaje w nim, czy na zawsze? Tego ostatniego pilnują już najbardziej zainteresowane osoby, niekiedy otrzymując nieoczekiwaną pomoc. Jednak zło pozostaje złem, czy da się uciec od konsekwencji jego zaistnienia? Spokój w tej okolicy bywa zwodnicze, otacza je atmosfera niedopowiedzeń, złożonych obietnic i czynów, jakie powracają nocami w postaci mar równie realnych jak ludzie na jawie. Pewne obawy mają silne korzenie, co wyjdzie na światło dzienne gdy grunt okaże się podatny? Podobno śnieg potrafi zatrzeć ślady, pytanie czy wszystkie?

 

Groza niekiedy ma znajome oblicze, ale nie zawsze ludzkie. Pewne miejsca zdają się mieć w sobie jakiś cień nawet w najbardziej słoneczne dni. Zło tworzy niejedną iluzję, wielu bierze ją za prawdę. A jeśli wszystko to spotyka się w jednej książce? W takim przypadku ciarki zaczynają przechodzić po skórze, lecz trudno oderwać się od lektury, bo ciemniejsza strona ludzi i natury intryguje i nie pozwala łatwo oderwać się od lektury. Duet pisarski Magdaleny Witkiewicz i Stefana Dardy wie jak przyciągnąć uwagę czytelnika i co trudniejsze utrzymać ją do samego finału. Kiedy w drugiej części dylogii chemia z poprzedniego tomu jest jeszcze większa to już czas na głośne brawa, chociaż w przypadku obu tomów to cisza i szepty są ogromną siłą opowiadanych historii. Każda z nich to wątki, jakie z osobna są osobną opowieścią o mroku, nadziei, czasem złudnej, dobru, mającym za fundament swoje przeciwieństwo. W sumie tworzą szaradę, gdzie niepokojąco przeplata się przeszłość z teraźniejszością, prawda z kłamstwem, sen, często przypomina koszmar, ale i stanowi kierunkowskaz na jawie. Bohaterowie i otaczająca ich przyroda tworzą związek, wydający się raz pasożytniczą relacją, a innym razem swoistą symbiozą, która utrzymuje rzeczywistość w ogólnie przyjętych ramach. Autorzy plastycznie oddają kolejne sceny, jakie są czymś więcej niż opisami, to gotowe kadry jakie wyświetlają się czytającym przed oczami. Widzimy mrok, czujemy chłód, mamy wrażenie, że granica oddzielająca świat realny od ponadnaturalnego rozmywa się lub raczej rozpływa się jak mgła na bagnach. „Cymanowski chłód” nie jest tylko finałem czy też dopełnieniem „Cymanowskiego Młyna”. To intrygujący ciąg dalszy, hipnotyczny, wielowymiarowy, sięgający głębiej i dalej za nieprzekraczalną wydawałoby się linię, gdzie zło i dobro zdają się być awersem i rewersem tej samej monety czyli natury, ludzkiej i tej pierwotnej, ukrytej w przyrodzie oraz miejscach.

                                                   Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:


 

sobota, 11 lipca 2026

Zło nie odchodzi

Nowość: 

„Zakon”

Cykl: Sztorm

Paulina Hendel

 

Zło tak szybko nie daje za wygraną. Raz pokonanie rzadko kiedy uznaje swoją porażkę za sygnał do wycofania się. Wprost przeciwnie, może i na chwilę nie jest dostrzegalne, ale z pewnością działa w ukryciu by dać o sobie znać w najbardziej dla siebie dogodnym momencie, siejąc strach i zbierając tragiczne żniwo ludzkich krzywd i bólu.

 

Spokój bywa pozorny oraz zwodniczy, chociaż pora sucha w Liberii, jak i całej Ćwiartce Północnej, nie do końca odpowiadała definicji tego słowa. Jednak patrząc wstecz na ubiegły rok, to jest dobrze, po prostu zwyczajnie i naczelnik Sztorm wcale aż tak nie narzeka. Tyle, że ktoś znowu wziął sobie do serca zbiór Krwawych Baśni. Już tytuł wskazuje, że to nie lektura z odpowiednim morałem i ten, kto wykorzystuje jej motywy raczej dobra nie czyni. Bestia z buszu czy też inna istota macza w tym swoje place? Sztorm skłania się ku tej drugiej opcji, a jego doświadczenie, intuicja oraz współpracownicy także wskazują na ten kierunek.  Do tego jeszcze odebrał sobie życie lokalny dziennikarz, a ten znowuż grzebał w przeszłości, co rzadko kiedy spotyka się z entuzjazmem. Kolejni denaci nie wpływają na dobry nastrój mieszkańców Liberii, do tego niezbyt sprzyjająca pora roku i jeszcze pewna niewytłumaczalna przypadłość części obywateli Ćwiartki Północnej dokładają się do niepokoju w okolicy. Śledztwo naczelnika bacznie obserwowane jest przez władze, społeczeństwo i tych, którzy zakulisowo pragną rozdawać karty. No cóż czas stawić czoła złu, po raz kolejny i czy ostatni?

 

Jakie to było dobre! Może i hasło często pojawiające się w kontekście przeczytanych książek, ale to doskonale. W końcu świetne lektury powinno się chwalić, a zadowolenie po ich poznaniu niech trwa jak najdłużej. A kiedy to samo mówi się o drugiej części, bądź kolejnej, to już radość podwójna. „Zakon” Pauliny Hendel to nie lada gratka dla czytelników. Ci, którzy poznali pierwszy tom cyklu Sztorm „Wzgardę” mają okazją znowu spotkać się z Pokojową wartą i wraz z nimi poprowadzić dochodzenie. Czasem koniec oznacza jedynie przerwę przed nowym rozdziałem, bo zło rzadko uznaje swoją porażkę i pojawia się znowu. Przekonują się o tym bohaterowie i oczywiście czytający, krwawe baśnie dają o znać po raz wtóry. Autorka zaprasza do wirtuozersko wykreowanego świata,  oddanego w szczegółach, bez jakichkolwiek przypadkowych elementów, za to z niuansami dopełniającymi imponujące uniwersum. Mogłoby się wydawać, że tak drobiazgowe przedstawienie umknie odbiorcom, nic bardziej mylnego. Drugi, a nawet trzeci plan, dopełnia ten pierwszy i co istotniejsze również bohaterów. W cyklu Sztorm nie ma żadnej przypadkowości, wszystko ma z sobą związek, nie zawsze widoczny na pierwszy rzut oka, lecz jest on dostrzegalny w odpowiedniej chwili. Do tego niuansowe nawiązania, nie kalki, nie odwzorowania, ale delikatnie widocznej nitki, która łączy z autorskim wątkiem. Jednak najważniejsza naturalnie jest sama opowieść i tutaj „Zakon” oferuje czytelnikom wielowarstwowość, niespodziewane zwroty akcji oraz przede wszystkim barwne postacie, z przeszłością, po przejściach i egzystujących w świecie, jaki z jednej strony wydaje się prosty, z zasadami nam oczywistymi, a z drugiej będący nieidealnym ideałem. No i rzecz jasna kanwa czyli walka ze złem, jakie nosi wiele masek, stosuje nieczyste zagrania, doskonale umiejące grac na emocjach i wykorzystujące do swoich niecnych celów uprzedzenia, mity i wierzenia.

 


                                 Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

wtorek, 7 lipca 2026

Sława i śmierć

Nowość:

„Beth nie żyje”

Katie Bernet

 

Na pewne momenty w życiu nikt nie jest gotowy, zwłaszcza jeśli w samym ich centrum jest ktoś nam bliski. Śmierć wydaje się czymś nierealnym, a gdy jeszcze jest gwałtowna i  z czyjeś ręki szok przeradza się w pytanie dlaczego? Niektórzy czekają na udzielenie odpowiedzi, drudzy zaczynają szukać jej sami.

 

Kiedy wydarzy się tragedia zaczyna się często szukanie przyczyny takiego stanu rzeczy. Bliżej czy dalej znajduje się źródło tego, co miało miejsce? Kto zawinił, czego nie dostrzeżono w porę, dlaczego nie zapobiegnięto dramatowi? Oskarżanie przychodzi czasem bardzo łatwo, ale działanie pod wpływem emocji jeszcze gmatwa sytuację, nie łatwo jednak kierować się jedynie logiką gdy sprawa nas dotyka osobiście i przyglądanie się z boku w ogóle nie wchodzi w grę. W takiej właśnie sytuacji znalazły się Amy, Jo i Meg, ich siostra Beth została zamordowana, a one nie zamierzają jedynie czekać na wyniki oficjalnego śledztwa. Na pierwszy rzut oka nie ma jakiekolwiek motywu tej zbrodni, całkowicie bezsensowna i tragiczna, lecz czy na pewno? Siostry zaczynają przyglądać się swojemu otoczeniu i niejeden znajomy, nawet przyjaciel lub bliska osoba mogła mieć pretekst do wyrządzenia krzywdy ofierze. Urażona przyjaciółka, chłopak, znajomy siostry, każde z nich mogło być mordercą. Meg, Amy i Jo nawet na siebie patrzą z podejrzliwości, w końcu do ukrycia też mają co nieco albo przynajmniej tak uważają. No i co z ich ojcem, jaki nie tak dawno nie zawahał się i opisał swoje córki w bestsellerowej książce, która z miejsca uczyniła go sławnym, ale nie obyło się bez kontrowersji… Kim jest zabójca nastoletniej córki ambitnego pisarza, nie wahającego się opisać swoje dzieci i rzucić je, nawet jeśli metaforycznie, żądnej krwi publice?

 

Retelling jakiego nikt nie spodziewa się albo raczej zaczerpnięcie niektórych wątków i postaci. Cykl powieściowy sprzed ponad półtora wieku i współczesność, do tego opowiedziana na nowo oraz oczywiście całkowicie inny gatunek. Cała reszta nie jest dodatkiem, a interesującym wypełnieniem fabuły, w jakiej bez trudu da się dostrzec odbicie teraźniejszości, lecz również echa z pierwowzoru. Ambicja, sława, pieniądze. Kontrowersyjna książka. Cztery siostry, matka, ojciec, bliscy.  Wiele niewiadomych, jeszcze więcej domysłów, by nie rzec plotek. No i dwa podstawowe pytania: kto zabił i dlaczego dopuścił się takiego czynu? Podejrzanych jest bardzo wielu, każdy ma coś do ukrycia albo przynajmniej tak myśli, nikt nie wydaje się niewinny, ale też czy mógł zabić? A co z motywem? Co go stanowi? Czy faktycznie to, co zrobił ktoś inny mogło być przyczyną odebrania życia nastolatce? Może prawda ukryta jest w pragnieniach bohaterek? Ich marzeniach, wyborach jakich dokonały lub nie odważyły się na nie? Katie Bernet przy pomocy postaci przedstawia nam sekwencję wydarzeń z różnych punktów widzenia, subiektywnych, nasyconych emocjami, co podnosi napięcie i równocześnie sprawia, że śmierć tytułowej Beth staje się jeszcze bardziej skomplikowana niż wydawało się na początku. Kolejne tropy wydają się prawdopodobne, zwłaszcza, iż prawie każdy zdaje się mieć jakiś sekret i coś na sumieniu, czy to mógł być motyw lub jego geneza? Zabójstwo obnażyło wszystko to, co do tej pory było ukrywane, bagatelizowane lub po prostu niedopuszczane do głosu, a przynajmniej wyraźnie wypowiedziane i wzięte pod uwagę. Do samego końca wątki się zazębiają, a fragmenty prawdy ujawniają jak dużo spraw jest przemilczanych i niedostrzeganych w rodzinie. Kto zabił i dlaczego? Tego dowiemy się w finale, a historia zatoczy koło…

 

                                            Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

 

sobota, 4 lipca 2026

Moc księgi

Nowość:

„Królestwo śmierci. Okrutny sen”

Stacia Stark

 

Czasem wyciągnięta ręką to nie ratunek, a kruchy sojusz, bardziej wojna podjazdowa niż tymczasowy pokój. Gdy nie ma się innego wyjścia i coś więcej niż życie wisi na włosku pakt taki przyjmuje się bez skarg, przynajmniej tych głośnych. Nadejdzie moment, kiedy będzie można go zerwać i dotrzymać złożonych wcześniej przysiąg. Jednak czy naprawdę tak łatwo zostanie zerwana powstała więź?

 

Zwyciężczyni z wczoraj, dzisiaj znajduje się w więzieniu z cierni i grubych murów. Przegrana? Nigdy tak o sobie nie myślała i nawet teraz, kiedy jej wrogom wydaje się, iż jest przegraną, ona daleka jest od by się za taką uważać. Czeka na odpowiedni moment, chociaż jej koszmar trwa i cały czas jest go świadoma. Pomoc przychodzi ze strony kogoś, kto nie robi tego bezinteresownie. Wprost przeciwnie, jest to transakcja wiązana, jedna ze stron zostaje postawiona przed faktem dokonanym, natomiast druga ma konkretne oczekiwania. Jak długo potrwa ten układ? Z pewnością takie początki nie wróżą długiego terminu ważności, ale liczy się cel, a ten jest wbrew pozorom taki sam. Problem w tym, iż ktoś będzie musiał ustąpić lub po prostu zostać do tego zmuszonym. Tym razem nie może być dwóch zwycięzców, a porażka to, coś więcej niż urażona duma. Stawką jest świat lub jego zagłada. Czy w takich okolicznościach brak zaufania i próby działania na własną rękę mogą być niespodzianką? Podstępy, intrygi, w tej rozgrywce wszystkie chwyty są dozwolone, lecz jaką przyjdzie za to zapłacić cenę?

 

Niepamięć. Brak wspomnień. Przeszłość, w której kryje się tajemnica. Śmiertelnie groźne sojusze. Kiedy już myślisz, że jedyne, co pozostało by znowu spotkać bohaterów jednej z ulubionej serii, może pojawić się niespodzianka z gatunku tych, o jakich nikt, poza autorem, nie myślał. Cykl w tym samym uniwersum, z częścią znanych postaci, lecz tak naprawdę to, co było jest wstępem do dalszej historii i równocześnie całkiem nowej opowieści.  Tym razem jest mroczniej, więcej odczuwamy niepewności i przede wszystkim znane nam osoby prezentują nowe oblicza, w których widzimy walkę o siebie oraz dobro wyższe. Mamy więcej osobistych motywacji i bohaterów, jacy myśleli, że ostateczne bitwa za nimi, a tak naprawdę ta najważniejsza dopiero czeka na rozpoczęcie. „Okrutny sen” to nie dopełnienie, a swego rodzaju kontynuacja, bo zło tak łatwo nie poddaje się i odradza się w innym miejscu, czasie oraz pod kolejnymi maskami. Natomiast dobro ma surową twarz, ciało naznaczone bliznami i zamierza wymierzyć sprawiedliwość, bez litości i dawania jeszcze jednej szansy. Stacia Stark pokazuje bohaterów z przeszłością i po przejściach, poszukujących swojej tożsamości i odkrywających sekrety, których są centralnym punktem, chociaż nie do końca są świadomi, co za nimi kryje się. Pierwszy tom niejednokrotnie przynosi zwrot akcji, intrygi, gniew oraz przysięgi, jakie mają dalekosiężne skutki, a także pakty, których finał jest jednym wielkim znakiem zapytania.

 

                                      Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:


 

środa, 1 lipca 2026

Kiedyś i teraz

Nowość:

„Na fali wspomnień”

Magdalena Witkiewicz

 

Przeszłość często jest pełna nostalgii, lecz także niedokończonych spraw. Niekiedy tli się w nas niepewność, co do scenariuszy, które nigdy nie urzeczywistniły się lub gdzieś kołacze się w głowie pytanie „a gdyby tamto lato potoczyło się inaczej?”. Uchylić drzwi do tego, co było czy domknąć je?

 

Poukładane i udane życie też czasem ma wyblakłe kolory. Monika naprawdę dużo osiągnęła, lecz czy cena za to nie jest zbyt wysoka? A to po prostu ulega tęsknocie za czymś, co w ogóle nie miało miejsca i jedynie jest projekcją nastoletnich marzeń? Jedno jest pewne niektóre uczucia wymagają zastanowienia się, sprawdzenia dokąd mogą doprowadzić jeśli posłucha się tego co szepcą, już nie cicho, lecz głośniej i mocniej niż kiedykolwiek wcześniej od tego pamiętnego lata. Nie da się cofnąć czasu, ale może trzeba stawić czoła temu, co kiedyś zostało niedopowiedziane, zawieszone z jakiś powodów? Doświadczenie życiowe, minione lata, a nawet dekady na każdym odcisnęły swój ślad, jednak tamto lato także wpłynęło na wszystkich. Czy teraz nadszedł moment by wrócić i zweryfikować wspomnienia? Ile będzie kosztowało spojrzenie na siebie i bliskich z innej perspektywy? Łatwo oceniać innych, lecz Monika też dokonywała wyborów lub wstrzymywała się od nich, teraz ma szansę skonfrontować siebie z teraźniejszości i dziewczyną sprzed lat. Jaki będzie wynik tego powrotu do letnich dni sprzed lat kobiety starszej o trzy dekady i z życiowym bagażem, który zastąpił dawne marzenia?

 

Kto z nas nie ma wspomnień, do jakich wracamy od czasu do czasu chcąc spotkać ludzi, jacy są ich częścią. Niekiedy to nostalgia, kiedy indziej pojawiające się pytanie „co by było gdyby?” lub też jakaś niezakończona sprawa. A jeśli tak skonfrontować się z przeszłością? Jeszcze raz wejść do tej samej wody, chociaż doskonale wiemy, że to już nie to samo, gdyż czas nieubłaganie upłynął, lecz może uda się ukoić tę niewypowiedzianą tęsknotę i na chwilę powrócą tamte dni? Kto jak nie Magdalena Witkiewicz po mistrzowsku potrafi oddać takie właśnie rozterki i refleksje z nich wypływające? Nie ma w nich zbędnych elementów, lecz jest wszystko to, co sprawia, iż są prawdziwe. Głębia, wielowarstwowość, barwność i niuanse, jest w nich miejsce również na zawahanie i niepewność. Jednocześnie są odczuciami bohaterów i naszymi własnymi, znajomymi, co nie oznacza, iż oswojonymi, bywają niewygodne, czasem burząc wygodne półprawdy oraz skłaniają do zastanowienia się nad naszymi wyborami. „Na fali wspomnień” to nie powieść rozrachunkowa, a otwierająca drzwi nie tyle do tego, co było, a bardziej do tego, co nie zostało powiedziane i do czego, nie doszło. Pewna część przeszłości dostaje okazję by dojść do głosu, wypowiedzieć się, a bohaterowie korzystają z niej na własnych zasadach. Kiedyś i teraz, jak porównać wydarzenia gdy miało się osiemnaście lat i gdy się ma trzy dekady więcej? Wtedy było się prawie białą kartką, obecnie jest już na niej sporo zapisków. Magdalena Witkiewicz perfekcyjnie łączy z sobą emocje po tym, co przeminęło, nie było dane albo nie dostało prawa głosu z współczesnymi dylematami. Nie ma głośnych krzyków, wyrzutów, są za to trudne decyzje podejmowane co można stracić, błędy, jakie miał być niepowtórzone, ale i przyznanie się do nich. Po prostu opowieść o życiu, które potoczyło się taką nie inną drogą, nie złą, gorszą, po prostu inną, na jakiej pojawia się skrzyżowanie z tym, co już wydarzyło się i zakrętem, za którym czekają nas konsekwencje wyborów, podejmowanych w bieżącej chwili.

 

                                       Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:



wtorek, 23 czerwca 2026

Trudna prawda

Nowość:

„Stosy kości”

J.D. Kirk

 

Zło rzadko kiedy uderza na ślepo, chociaż nie zawsze stoi za nim dopracowany plan. Niekiedy wystarczy okazja, chwila nieuwagi kogoś innego lub po prostu splot okoliczności, jaki w innej sytuacji nie przyniósł niczego negatywnego. Jednak w tej konkretnej sytuacji nic nie działa na rzecz ofiary, co wykorzystuje ten, który zamierza skrzywdzić. Prosty schemat na pierwszy rzut oka, lecz za tym kryje się dramat…

 

Zaginięcie dziecka  stawia w najwyższej gotowości policję, liczy się czas, bo odliczanie już się rozpoczęło i trzeba zrobić wszystko by odnaleźć je jak najszybciej. Starszy komisarz Jack Logan ma doświadczenie w takich sprawach i osiągnął spektakularne wyniki w ich rozwiązywaniu. Najnowsze dochodzenie zdaje się stawiać pod znakiem zapytania te dokonania. Łudząco przypomina porwania zakończone zabójstwami, ale przecież sprawca został ujęty i to właśnie Logan do tego doprowadził. Zaistniała pomyłka śledcza czy ktoś naśladuje dawne zbrodnie? Czas ucieka, rodzice są na skraju załamania, dziennikarze zadają zbyt dużo pytań i żądają odpowiedzi, jakie są jeszcze nieznane. Presja rośnie z godziny na godzinę, niewygodne myśli pojawiają się coraz częściej, poszlaki wskazują kilka kierunków dochodzeniowych, ale wciąż nic nie jest pewne, a wątpliwości są coraz silniejsze. Jednak Jack nie zamierza się nikomu tłumaczyć, wie, co wydarzyło się kiedyś i o jaką stawkę walczy obecnie. Tego policjanta nie zatrzyma żadna przeszkoda, potrafi przyznać się do błędu, nie zawsze wprost, lecz w końcu ważne są intencje, czyż nie? A te przy tym porwaniu są jasne, będzie zrobione dosłownie wszystko by dziecko wróciło do domu!

 

Malownicze szkockie Higlands, pełne uroku i surowości, wprost stworzone do filmowych kadrów. Tym razem są tłem dla mrocznego kryminału, rasowego, pełnego ostrych kadrów, w którym nie ma miejsca na uprzejmości, a w samym centrum jest śledztwo i ofiara, cała reszta jest temu podporządkowana. Naturalnie to nie wszystko, a jedynie wstęp, mocny i działający na wyobraźnię tym, co stoi za pierwszymi wydarzeniami, bo niezbitych faktów na razie znamy, lecz już one same już uruchamiają ciąg przyczynowo-skutkowy. To drugie stanowi wielką niewiadomą, chociaż zauważamy pewne poszlaki, chociaż mają dwa oblicza, przeczące sobie nawzajem. Teraz czas na główną postać, starszy inspektor Jack Logan, jaki widział za dużo i zna ludzie lepiej od tej gorszej strony niż lepszej, wciąż widzi cień z przeszłości, jaki nie pozwala mu zamknąć drzwi do niej. Autor coraz mocniej zaciemnia obraz, pojawiają się znaki zapytania, a wątpliwości jeszcze każą zastanowić się czy dochodzenie opiera się właściwych założeniach. „Stosy kości” nie mają czarno-białej fabuły, prostych pytań i łatwych wyborów, przewidywalność to, coś co nie występuje w tej historii. Pewność rozmowa się w strugach deszczu, ferowane sądy zdają się być dalekie od prawdy, a jednak czytelnik wierzy, iż stróż prawa podąża właściwą ścieżką. J.D. Kirk zbudował sylwetkę postaci z mocnych elementów: intuicji, wiary w siebie, postępowaniu zgodnie ze swoimi zasadami, silnego indywidualizmu, ale potrafiącego działać w zespole, gdy zachodzi taka potrzeba. Detektyw jak z kryminału noir, chociaż nie do końca, ale wpisujący się w jego ramy na indywidualnych prawach Coraz mocniej wyczuwa się napięcie, atmosfera zagęszcza się i w końcu, kiedy dochodzi do odsłonięcia finalnego obrazu widzimy jak wszystkie warstwy zazębiły i równocześnie dostrzegamy, że cień przeszłości nie zniknął i wciąż będzie obecny, chociaż drzwi do przeszłości zamknęły się.


Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję: