czwartek, 10 listopada 2016

Co z tą miłością?

"Trudna miłość"
Meredith Wild


Zakończenie "A potem żyli długo i szczęśliwie" rodzi pytania, a co potem? Wiadomo, iż rzeczywistość to nie baśń i poza radościami serwuje także dawkę, czasem dość sporą, niezbyt przyjemnych niespodzianek. Jak dalej potoczy się bajka-już nie-bajka? To zależy od tych, którzy jeszcze przed momentem byli pewni, że ich marzeniom już nic nie zagrozi. Płomienny romans w zderzeniu z życiową prozą nie zawsze wychodzi zwycięsko, ale zdarza się, iż bolesne zawirowania pozwalają przekonać się o sile miłości.

Miało być w końcu spokojnie, szczęście powinno towarzyszyć im wciąż, a o problemach w ogóle chciano zapomnieć. Niestety wspomnienia i blizny, nie tylko te fizyczne, nie do końca pozwalają się cieszyć Erice i Blake`owi sobą nawzajem. Okazuje się także, że ich przeszłość jest wciąż żywa i to nie jedynie w ich pamięci, lecz także ma jak najbardziej realny wymiar. Prawie od razu po powrocie do domu z niezapomnianej podróży poślubnej daje o sobie znać to o czym oboje chcieli zapomnieć. Jedno z nich stara się trzymać emocje na wodzy, drugie wprost przeciwnie daje im upust, tych dwojga za wszelką cenę pragnie chronić łączące ich więzy, jeszcze nie do końca okrzepłe i nadzwyczaj wrażliwe na wszelkie ciosy. Te ostatnie podkopują zaufanie, ale i wyzwalają siłę jakiej nikt się nie spodziewał. Erica już nie raz musiała stawić czoła ludziom jacy ją krzywdzili, Blake miał być tarczą ochronną, lecz czasem nie wszystko przebiega zgodnie z życzeniami. Zamiast upragnionego spokoju walka, tylko czy ma ona sens gdy Blake nie chce pomóc sobie samemu? Jak się ma do tego jego przyrzeczenie, że nie pozwoli już nigdy nikomu skrzywdzić Ericki? Dlaczego tak postępuje? Co kryje się za uporem mężczyzny? Na szali kładą swoje szczęście i coś o wiele cenniejszego, o czym marzyli. Łatwo zniszczyć nadzieję na lepsze jutro, chociaż czy na pewno? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi, lecz jedno wydaje się niepodważalne - Erica zrobi wszytko by jej mąż został oczyszczony z zarzutów, nawet wbrew jego woli. FBI nie zamierza tak łatwo odpuścić komuś, kto dał się we znaki agencji i przede wszystkim pamiętliwym agentom, jednak ktoś nie zamierza patrzeć z boku na to co właśnie ma miejsce.

Czy można uwolnić się od dawnych grzechów i jak długo powinno się płacić za błędy, które dawno już zostały zadość uczynione? Czy miłość to nie za mało by zwyciężyć demony przeszłości? Nie tak dawno Blake i Erica składali sobie przysięgę, w tamtej chwili wierzyli w nią, ale los dał im do odrobienia życiową lekcję, dużo nie trzeba by jedno z nich nie sprostało temu zadaniu.

Można porównywać jedną książkę do drugiej, ale warto także dostrzec to co w konkretnej historii jest istotne. "Trudna miłość" to ostatnia część cyklu, opowieść o przyszłości stającej się teraźniejszością po ostatnim zdaniu "żyli długo i szczęśliwie". Czym można zaciekawić czytelników, gdy wydaje się, że już wszystko zostało powiedziane? A może, tak jak Meredith Wild, po prostu wystarczy opowiedzieć do końca to co się zaczęło, dokończyć wątki i wpleść w nie nowe detale, tak, by zaintrygować na ostatniej prostej odbiorców? Ten sposób zdał egzamin, nawet osoby, które nie czytały wcześniejszych tomów bez trudu odnajdą się w poszczególnych elementach fabuły. Autorka wyważyła stronę obyczajową oraz uczuciową, zgrabnie nawiązała do wcześniejszych wydarzeń i pokazała kolejny etap dojrzewania związku bohaterów, wciąż zmagających się z przeszłością. Cień tego co było obecny jest do samego końca, czasem przybierając szczęśliwe odcienie, a czasem przypominając o mroczniejszych odcieniach życia.


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję:
 


poniedziałek, 7 listopada 2016

Czy znasz swojego sąsiada?

"Zabójca z sąsiedztwa"
Alex Marwood

Czy wiesz kto mieszka tuż obok Ciebie? Kim są ludzie, których codziennie mijasz na korytarzu i pozdrawiasz? Współcześnie wydaje się nam, że wiemy wszystko o wszystkich, w końcu internecie codziennie sami umieszczamy informacje o sobie samych, a i inni także uzupełniają nasze wirtualne dossier, wystarczy chwila by sprawdzić kogo tylko chcemy. No właśnie, jak się ta wiedza ma do rzeczywistości? Czyżby nie mieliśmy już tajemnic przed nikim i nic nas nie jest w stanie zaskoczyć w bliźnich? A może to jedynie iluzja, niegroźna dopóki nie odbije się rykoszetem w naszym kierunku?

Mieszkania przy Beulah Grove 23 w Londynie do ekskluzywnych nie należą, najlepiej powiedzieć to sobie wprost i bez jakichkolwiek ogródek - jedynie ci, którzy nie mają innego wyjścia znajdują lokum pod tym adresem. Colette wybrała to miejsce ze sobie znanych powodów, podobnie było w przypadku Cher, reszta lokatorów egzystuje w tym budynku także nie z powodu jego wątpliwego uroku, jedynie Vesta jest wśród nich wyjątkiem, ale dla niej to po prostu dom i tyle. Szóstka mieszkańców widuje się na schodach, większość zna się tylko z widzenia i to im wystarczy, przynajmniej części z nich, niestety egzystencja przy Beulah Grove 23 nie sprzyja zacieśnianiu więzi. Sąsiedzkie stosunki są w miarę poprawne, nikt nie wchodzi z butami w życie innych, swoje problemy zostawia za drzwiami wynajmowanych czterech ścian. Jednak czasem każdy potrzebuje pomocy drugiej człowieka, lecz jak to bywa nic nie jest aż tak proste i tym razem również. Pewna noc przynosi z sobą dość niecodzienny problem i wymusza na kilkorgu, dotąd znanych sobie z widzenia osób, specyficzny sojusz. Nie są są zadowoleni z sytuacji, w której się znaleźli, na dodatek doskonale zdają sobie sprawę, że wtajemniczanie kogokolwiek, w to co się wydarzyło, nie wchodzi w rachubę. Jeżeli zrobią nawet jeden błędny ruch nikt nie uwierzy im. Niekiedy prawda to za mało by wyjść obronną ręką z opresji, w takich okolicznościach jest się zmuszonym wejść na bardzo niebezpieczną ścieżkę, nie gwarantującą sukcesu, lecz dającą promyk nadziei na utrzymanie dotychczasowego status quo. Ale czy na pewno wszyscy mają podobny powód by brać udział w tym niezwykłym pakcie? W końcu nie wiedzą o sobie dużo, do tej pory zbytnio nie interesowali się kim są, chociaż czy rzeczywiście tak było? Prawie codziennie widywali się, dzieliły ich cienkie ściany, teraz połączyła ich wspólna tajemnica, co znaczy jeszcze jeden sekret gdy skrywa się niejeden? Budynek przy Beulah Grove z numerem 23 pozwalał na ukrycie się i dawał anonimowość, lecz teraz może stać się pułapką, bo czai się w nim morderca i nie jest to ktoś obcy.

Na pewno znasz swojego sąsiada? Nie wystarczy, że rozpoznajesz go na schodach, jedna z mijanych twarzy jest maską, pod jaką ukrywa się zabójca. Wystarczy chwila nieuwagi lub raczej zaufania komuś kto wydaje się znany by stać się ofiarą. Czy jesteś gotowy na rozgrywkę, w której stawką jest twoje życie?

Zaskoczyć czytelnika kryminałów nie jest łatwo, gdyż niejedna sensacyjna opowieść za nim i nie tak łatwo go zainteresować. Początkujący w tym gatunku literackim również mają swoje wymagania, jedni i drudzy oczekują zagadek, które przykują uwagę i zaintrygują. Alex Marwood jedno i drugie serwuje w "Zabójcy z sąsiedztwa", dając już na wstępie kryminalny wątek, a następny zostaje wpleciony pomiędzy kolejne rozdziały, jednak to do dopiero początek. Czytający dostają do rąk fabułę w jakiej tylko na pierwszy rzut oka wiele wydaje się wiadomym, ale na kolejnych stronach sytuacja zaczyna się gmatwać i chociaż pewne przypuszczenia bardzo szybo się rodzą, to ciąg wydarzeń szybko je koryguje. Kto jest kim w "Zabójcy z sąsiedztwa"? Ktoś jest mordercą, lecz jego tożsamość wciąż pozostaje tajemnicą, na razie jest anonimową twarzą, chociaż przecież już się widziało, znane są tylko jego ofiary i zbrodnicze plany. Na tym jeszcze nie koniec, autorka przygotowała niespodziewany zwrot akcji i suspens zataczający pełne koło z nieszablonowym finałem, rzucającym wyzwanie prostym podziałom. Alex Marwood nie ogranicza się jedynie do kryminalnego motywu, w jego ramach porusza także problem wyobcowania i osamotnienia człowieka w świecie gdzie wydaje się to niemożliwe.





            

          Za możliwość przeczytania książki 


    Dziękuję 


     wyd. Albatros



sobota, 5 listopada 2016

Prawdziwa zbrodnia

"Jedyne wyjście"
Helen Fitzgerald


Dojrzałość nie jest słowem występującym w życiowym słowniku Catherine, dobra zabawa i zakupy, w różnej odmianie, za to jak najbardziej mają w nim stałe miejsce. Niestety czasem należy zrobić wyjątek, tym razem jest to pójście na rozmowę kwalifikacyjną do miejsca wskazanego przez matkę. Zajęcie w domu opieki na pewno nie widnieje na liście priorytetów dziewczyny, jednak trzeba się dostosować, przynajmniej na chwilę, do wymogów rzeczywistości i stworzyć pozory by mieć święty spokój i nadal żyć jak do tej pory. Rose jest dla niej nikim więcej niż obowiązkiem, po prostu pensjonariuszką, którą ma się opiekować w godzinach pracy i przysparzającą problemów na dodatek. Starość i choroba nie są elementami, goszczącymi zbyt często w życiu Catherine, zresztą w tym temacie ma wyrobione zdanie, niepoprawne politycznie, lecz nie bierze tego do siebie. Grunt, że jakoś daje sobie radę, chociaż łatwo nie jest, no i jeszcze ta Rose ze swoimi rysunkami i opowieściami o pokoju z numerem siedem. Co w tym pomieszczeniu może być aż tak straszne, że staruszka ostrzega ją przed nim? W końcu "Zielona Przystań" to tylko dom opieki i to mający bardzo dobrą renomę, więc za jego drzwiami nie ma miejsca na jakiekolwiek mroczne sekrety, ale jakby tak przyjrzeć się bliżej personelowi to ... Nie, to jedynie wyobraźnia kobiety z demencją i nic więcej. Rose po prostu ma urojenia, których nie ma co brać na poważnie, każdy w ośrodku wie o tym, a zresztą Catherine ma co innego teraz na głowie. Życie i bez takich opowieści jest trudne, zwłaszcza ostatnio coraz mniej przypomina te sprzed kilku tygodni, gdy liczyła się przede wszystkim zabawa i nowe posty na facebooku. Ale Rose jest uparta i wciąż nie daje spokoju dziewczynie, pokój numer siedem utkwił w jej pamięci pomimo demencji, a gdyby tak sprawdzić co w nim jest? Nie z ciekawości, lecz dla świętego spokoju?

Komu wierzyć kiedy ma się jedynie poszlaki i mało przekonujące tropy? Przecież to niemożliwe by coś takiego mogło rozgrywać się prawie na oczach wszystkich i nie zostało odkryte. "Zielona przystań" to nie żadne mroczne siedlisko zła, a renomowany dom opieki, w którym gwarantuje się spokojną i godną śmierć, chyba, że to iluzja. Pokój numer siedem istnieje i Catherine pozna prawdę o nim, o wiele mroczniejszą niż przypuszczała. Czy Rose miała rację i co z jedynym wyjściem w takiej sytuacji?

Życie można traktować na różne sposoby, niektórzy podchodzą do niego niesłychanie poważnie, inni próbują dobrze się w nim bawić. Jedni drugich rzadko kiedy próbują zrozumieć, ich drogi nie krzyżują się zbyt często, ale czasem tak różne od siebie osoby egzystują tuż obok siebie. Matka i córka, tak całkowicie różne jak tylko można sobie wyobrazić, łączące je więzy wydają się jedynie wynikać poczucia obowiązku i przyzwyczajenia, pomiędzy nimi przepaść z wątłym mostem emocji, który w każdej chwili może ulec zerwaniu. Imprezowiczka i ambitna feministka, konflikt pokoleń i poglądów życiowych, taki wstęp rzadko kiedy występuje w sensacyjnej opowieści, bo gdzie jest intryga kryminalna? Helen Fitzgerald nie po raz pierwszy zeszła z utartych ścieżek i pokazała, że zbrodniczy motyw doskonale splata się z codziennością tak dobrze wszystkim znaną. "Jedyne wyjście" to historia w jakiej rzeczywistość walczy z urojeniami, te drugie już ze swej definicji nie są traktowane poważnie, a ta pierwsza wyklucza z zasady by osoba z demencją mogła mieć rację, zwłaszcza w takim temacie jak prawda, obnażająca ludzkie okrucieństwo. Dom opieki, zwłaszcza z kategorii tych renomowanych to miejsce, które powinno dawać bezpieczeństwo, spokój i przede wszystkim nie odbierać godności. Ta fasada jak z reklamowej broszury ma drugą stronę, przerażającą i pokazującą do czego zdolni są ludzie gdy czują się bezkarni. Jednak Helen Fitzgerald nie lubi prostych rozwiązanych oraz podziałów i pokazuje to na przykładzie stworzonych przez siebie bohaterów - biel i czerń przenikają się w nich nieustannie, czasem to co jeszcze przed momentem wydawało się jednym staje się drugim i odwrotnie. "Jedyne wyjście" to również niezwykle trafnie scharakteryzowanie współczesnych więzi rodzinnych oraz mistrzowsko oddany portret społeczeństwa w jakim wszystko jest na sprzedaż, oczywiście za odpowiednią cenę, a pomiędzy tym ktoś kto desperacko woła o pomoc, jednocześnie kurczowo trzymający się resztek świadomości. 
Za możliwość przeczytania książki
dziękuję:


czwartek, 3 listopada 2016

Eleanor Catton w Katowicach




Eleanor Catton, laureatka Nagrody Bookera, autorka powieści  
"Wszystko, co lśni" i "Próba", wydanych przez Wydawnictwo Literackie, będzie gościem 25 edycji śląskiego Festiwalu Ars Cameralis.  
W sobotę 5 listopada o godz. 19:00 w Kinoteatrze Rialto w Katowicach spotkanie z autorką poprowadzi Maciej Świerkocki, tłumacz obu książek. Wstęp wolny. Serdecznie zapraszamy.


Festiwal Ars Cameralis, którego kolejne edycje odbywają się co roku w listopadzie, stał się, na przestrzeni ponad dwudziestu lat istnienia, kulturalną wizytówką regionu. Poprzez swą nowatorską formułę, nośną formę przekazu i znakomity program odnotowywany jest powszechnie jako jedno z najistotniejszych wydarzeń artystycznych w Polsce. Jego nadrzędną ideą jest prezentacja najciekawszych i najgorętszych zjawisk we współczesnej kulturze. Przez niemal cały miesiąc w wielu miastach Śląska królują: muzyka, sztuki wizualne, teatr oraz literatura. Od pierwszej edycji Festiwal przeszedł kolosalną ewolucję: od małego wydarzenia o lokalnej randze stał się Festiwalem cieszącym się renomą, medialnym odzewem oraz budzącym dyskusje w całej Polsce. The National, Laurie Anderson, Kishin Shinoyama, Kronos Quartet, Jane Birkin, John Zorn, Jake i Dinos Chapman to jedynie nieliczni spośród grona światowych sław, którzy gościli podczas Festiwalu w ostatnich latach. Stanowi to najlepszy dowód na to, że warto zaglądać w listopadzie do Katowic, Sosnowca, Mikołowa, Chorzowa czy innych śląskich miast, by uczestniczyć w wielu niezapomnianych wydarzeniach artystycznych. Więcej na stronie organizatora wydarzenia: http://arscameralisfestiwal.pl




Eleanor Catton na Festiwalu Conrada 
i Targach Książki w Krakowie
27-30 października 2016



fot. Janie Airey, Michał Łepecki


Mat. prasowe udostępnione przez Wydawnictwo Literackie

środa, 2 listopada 2016

Spotkania autorskie z Zosią Cudny





Do księgarń trafiła już nowa książka 
Zosi Cudny pt. „Razem w kuchni”. 
Terminy spotkań z autorką:
- 7 listopada,  o godzinie 18:00 do Empiku Arkadia 
przy Al. Jana Pawła II 82 Warszawa.

- 12 listopada o godzinie 10.00  do poznańskiej restauracji SPOT 
przy ulicy Dolna Wilda 87.


Zosia Cudny
autorka bloga MAKE COOKING EASIER
wyd. REBIS

Razem w kuchni to kolejna autorska książka Zosi Cudny, założycielki popularnego bloga kulinarnego Makecookingeasier.pl. Tysiące osób zagląda codziennie na jej stronę, by znaleźć tam inspirację i poznać nowe, ciekawe dania. Tym razem popularna i lubiana przez internautów blogerka, ale także szczęśliwa mama małej Hani, kieruje swoją książkę do wszystkich rodziców, którzy nie tylko chcą, by ich dzieci jadły zdrowe posiłki, ale także pragną czerpać radość ze wspólnego ich przygotowywania. W tej przepięknie ilustrowanej książce czytelnicy znajdą mnóstwo prostych, a mimo to niebanalnych przepisów, które wzbogacą rodzinny jadłospis, a jednocześnie pozwolą na co dzień doświadczać bliskości i ciepła, jakie daje wspólne gotowanie i chwile spędzone przy stole w gronie najbliższych.

Autorka w ciągu zaledwie pięciu lat zdobyła kilkadziesiąt tysięcy fanów w Polsce i za granicą. Od czterech lat współpracuje z serwisem Onet.pl, współtworzy dział kulinarny na popularnym blogu Makelifeeasier.pl oraz realizuje sesje zdjęciowe swoich potraw dla popularnych czasopism. Mieszka z mężem i czteroletnią córeczką w Gdyni-Orłowie i na co dzień z ogromną przyjemnością publikuje autorskie przepisy na swoim blogu.
Nakładem Domu Wydawniczego REBIS ukazała się już gorąco przyjęta przez czytelników książka Make Cooking Easier. Przepisy na cztery pory roku.

wtorek, 1 listopada 2016

Targi, targi i po targach :D

Targi, targi i ... po Targach w Krakowie czyli kolejna wyprawa okazała się niezapomnianym pasmem odwiedzin stoisk z niezliczoną liczbą książek, jakie z chęcią by się przygarnęło. Niestety zwyciężył rozsądek i zdobyczy jest mało, lecz są konkretne i to najważniejsze:

 

Jak zawsze odwiedzający dopisali a przy niektórych stoiskach kolejka do Autora - czyli Agnieszki Lingas-Łoniewskiej nie zmniejszała się nawet przez kilka godzin:


Czwarta część o braciach Borowskich właśnie miała premierę:


 
Widok rzucający się w oczy zaraz po przekroczeniu hali wystawienniczej:


 Były też i debiuty, które zapowiadają, że za rok będzie kolejna okazja by postać w kolejce po dedykację od Autorki:






                                          
                                        Mała prywata: 



 Za rok na pewno będzie powtórka, 
bo molem książkowym jest się na całe życie ;)

A tak z przyziemnych spraw to przy następnym wyjeździe mam zamiar 
zastosować się do poniższych punktów (może się uda;) ):

- maksymalny ciężar bagażu kilka kilogramów, nie kilkanaście, bo na pewno będą sińce na ramionach od torbiszcza zwanego niewinnie bagażem podręcznym
- zastanowić się czy na pewno zabierać książki by zdobyć autograf Autora - patrz punkt poniżej
- jak zabierasz książki z punktu powyżej to zaciśnij zęby i postój w kolejce
- buty na obcasie sprawdzają się doskonale, szczególnie gdy masz kolejne w torbie zapas - tym razem baleriny 
- nie zapomnij o aparacie "odpoczywającym" w torbiszczu w pokoju hostelu, 
gdyż bateria komórki ma  to do siebie, ze szybko się rozładowuje!

Do zobaczenia za rok :D

 
 
 

niedziela, 30 października 2016

Ulotne szczęście

"Światło między oceanami"
M.L. Stedman


Samotność może być lekiem na ból, pozwala z dala od innych na zmaganie się z tym co zraniło i pozostawiło blizny, niewidoczne dla oczu, lecz nie dla serca i umysłu. Jednak czasem ktoś sprawia, że do przeszłości drzwi przymykają się i znowu ważna jest teraźniejszość, a i przyszłość nabiera jaśniejszych barw. Szczęście jest w zasięgu ręki, wydaje się takie łatwe do osiągnięcia, dla niego można wiele poświęcić, ale rachunek za chwile słabości zawsze w końcu zostanie wystawiony.

Wyspa Janusa dla niektórych wydaje się ostatnim miejsce na Ziemi, gdzie chcieliby zamieszkać. Tom uważa inaczej, ten kawałek lądu, smagany słonymi porywami wiatru, jest dla niego punktem, pozwalającym na, przynajmniej czasowe, odepchnięcie od siebie wspomnień. Wciąż wracają do niego obrazy z Wielkiej Wojny i twarze tych co stracili w niej życie. Posada latarnika to ucieczka od frontu, śmierci i kilku lat niewyobrażalnego dla większości koszmaru. Jednak niekiedy pojawia się niespodziewana szansa na pozostawienie za sobą zła jakiego się doświadczyło. Isabel jest odważna, pełna radości i zakochana w Tomie, nie przeraża jej perspektywa zamieszkania na bezludnej wyspie, z daleka od bliskich. Nie boi się tego, wie, że u jej boku będzie ktoś kogo kocha i to z wzajemnością. Nic nie zapowiada dramatu, którego staną się uczestnikami, jeszcze mogą cieszyć się sobą i przyszłym radosnym wydarzeniem. Niestety poronienia i utrata dziecka to ogromny wstrząs dla obojga, ale nawet w takich bolesnych momentach nie odwracają się od siebie, są dla siebie oparciem. Los jednak wystawia ich na kolejną próbę, do brzegu wyspy dobija łódka z niecodziennymi pasażerami zmieniając wszystko. Kim jest nieżyjący mężczyzna i żywe niemowlę? Dla Toma to ważne pytania, Isabel natomiast skupia się na dziecku, rozsądek i serce nie idą tym razem w parze. Jedno z nich zdaje sobie aż zanadto sprawę co oznacza decyzja podjęta pod wpływem uczuć, lecz widząc ból ukochanej osoby, rozwaga zostaje zignorowana, chociaż nie da się zapomnieć o złamaniu własnych zasad. Czy można jednocześnie być szczęśliwym i żyć ze świadomością o tragedii kogoś innego?

Wyspa Janusa miała być azylem, miejscem gdzie demony przeszłości zostaną okiełznana, była świadkiem szczęścia i niewyobrażalnego smutku. Czy radość mająca u swych podstaw ból innych nie jest oszukiwaniem samego siebie? Może to jedynie iluzja, kalecząca ludzie jeszcze dotkliwej niż bolesna rzeczywistość?

Bardzo dużo napisano książek o różnorodnych obliczach miłości, temat ten jest niewyczerpany,gdyż każda jest inna, niepodobna i jedyna w swoim rodzaju. Nie zawsze jest nazwana po imieniu, czasem świadczą o niej jedynie czyny i mówią o jej sile o wiele więcej niż jakiekolwiek wypowiedziane słowa. "Światło między oceanami" to opowieść o miłości, mającej wiele twarzy, ale przede wszystkim o ludziach w jakich ma swój początek, rozwija się i przede wszystkim, którzy poddają ją próbom. M.L. Stedman przedstawiła w osobach Toma i Isabel całą gamę jej odcieni, niekiedy jasnych aż po mroczno-bolesne. Mogłoby się wydawać, że nie ma nic niezwykłego w historii latarnika i jego żony, po prostu młodzi ludzie ze swoimi problemami, może tylko miejsce nie tak zwyczajne. Już po pierwszych przeczytanych rozdziałach wiemy, iż przed nami powieść jaka pochłonie nas bez reszty i wprost zmusi do zastanowienia się nad tym co rzeczywiście jest ważne w życiu i jak jedna decyzja zmienia dosłownie wszystko. "Światło między oceanami" to historia wielowarstwowa, z pełnym wachlarzem emocji, poruszająca i nie pozostawiająca obojętnym na to co jest udziałem bohaterów, wątki uzupełniają się nawzajem, tworząc portret ludzi poranionych i próbujących na nowo zbudować swój świat pomimo prześladujących ich demonów przeszłości. Niektórzy z nich gubią się w momencie gdy muszą stawić czoła skutkom swoich wyborów i nie umieją pogodzić się z prawdą, lecz tuż obok nich jest ktoś wspierający ich, biorący na barki ciężar wspólnej winy bez słowa skargi i dochowujący tajemnicy pomimo własnego bólu. Książce M.L. Stedman daleko do łzawej historii, chociaż niewykluczone, że mogą się one pojawić za sprawą losów Toma i Isabel, dwójki ludzi, bezpośrednio i pośrednio zmuszonych do zmierzenia się tym co pozostawiła po sobie wojna. Tych dwoje balansuje pomiędzy szczęściem, dramatycznymi decyzjami, cieszy się z wyrwanych losowi chwilami radości, próbując uciec od podążającego za nimi raniącymi wspomnieniami. Czasem to co człowieka nie zabija łamie go, miłość pozwala w takim momencie na zaleczenie ran, ale blizna zawsze już pozostanie, rzucając cień na wszystko co przyjdzie później. Sam tytuł "Światło pomiędzy oceanami" ma wiele znaczeń, jedne nasuwają się od razu, inne przychodzą jakiś czas po lekturze, każde z nich nie wyklucza się, uzupełniają się nawzajem i wzbogacając niezwykłą historię latarnika i jego żony.

            

          Za możliwość przeczytania książki 


    Dziękuję 


     wyd. Albatros

środa, 26 października 2016

Pomiędzy przeszłościai przyszłością

"Nefrytowa szpilka"
Joanna Miszczuk


Kto nie marzył by być kimś zupełnie innym? Chociaż na chwilę zostawić za sobą to co nas uwiera i po prostu stać osobą całkowicie inną od tej, którą byliśmy do tej pory. Nierealne? Być może, ale taka myśl potrafi dać impuls by marzenia urzeczywistnić. Nie każdy da radę stawić czoła przeciwnościom na drodze do spełnienia pragnień, niektórzy łatwo się nie poddają i walczą o swoją wizję. Czy gdy zdobędą swój szczyt będą zadowoleni z siebie i z wyzwania jakiemu sprostali?

Los rzadko bywa sprawiedliwy, za to lubi wymierzać ciosy w najmniej spodziewanych momentach, pozostawiając po sobie ból i rozpacz. Melania, patrząc wstecz, doskonale wie kiedy to jej udzielił brutalnej, życiowej, lekcji. Nikt z postronnych nie wie kim była kiedyś, za to podziwiają dzisiejszą pozycję kobiety. Ale ona nie zapomniała swej przeszłości, wprost przeciwnie pamięta ją doskonale. Jak każdy ma swoje słabe strony, lecz o nich wie tylko ona, przypominają o błędach, mniej lub bardzie zawinionych. Dawno temu wybrała ścieżkę, która pozwoliła na rozwinięcie skrzydeł i osiągnięcie ogromnego sukcesu, nic nie dostała za darmo, czasem płaciła bardzo wysoką cenę za to o czym nie marzyła. Jako nastolatka szybko zrozumiała co się liczy w życiu lub raczej co inni uważają za istotne, a ich uznanie miało duże znaczenie dla Melanii. Jednak splot okoliczności sprawił, iż dostrzegła coś więcej niż pozostali, z dnia na dzień musiała zmienić swoje plany. Ktoś kto powinien być wsparciem odwraca się od niej, co więcej rani ją dotkliwie. To co mogłoby ją załamać przynosi całkiem odwrotny skutek, dziewczyna przekuwa ból w zwycięstwo i to o wiele większe niż mogła przypuszczać. Nie tak łatwo wyrobić sobie renomę w hermetycznym światku sprzedawców i rzeczoznawców antyków, tylko nielicznym udaje się to, Melania wie o tym i zbytnio się nie łudzi wizją zagranicznej kariery. Jednak tak jak los rozdaje brutalne kuksańce, tak i czasem uśmiecha się gdy się tego człowiek najmniej spodziewa. Pobyt w Londynie zaskakuje młodą kobietę kilkukrotnie, pozwalając uwierzyć, że szczęście także jest i jej pisane, zwłaszcza kiedy nie czeka się na nie z założonymi rękami. Radość z osiągnięć zawodowych dorównuje tej w życiu prywatnym, na miłość Melania nie liczyła, ale i ona przyszła, pozostawiając po sobie słodko-gorzkie wspomnienia. To wszystko już wydarzyło się, teraz niespodziewanie znowu puka do niej przeszłość, czy warto do niej wracać? Przecież blizny wciąż przypominają o smutnym finale czegoś pięknego.

Niekiedy trzeba dać szansę temu co wydawało się już historią, zatrzymać się i zrobić nieplanowany krok, poświęcić trochę czasu nie tylko pracy, lecz pasji, która za nią stoi. Bywa, że przeznaczenie coś chce nam powiedzieć, odkryć kartę jaką docenić może niewielu, tak samo jak wyciągnąć z niej naukę.

Tajemnicze Chiny, ekskluzywny krąg znawców i kolekcjonerów dzieł sztuki oraz dziewczyna znikąd. Bajka? Nie, to historia zwyczajnie niezwyczajna, w której dużą rolę odgrywają sekrety, siła marzeń i emocje. "Nefrytowa szpilka" jest opowieścią w jakiej ściera się kultura zachodu i wschodu, szczególnie ta druga stanowi ważny wątek wraz z dziejami Państwa Środka w ostatnich stu latach. Joanna Miszczuk oddaje z detalami klimat Pekinu, co pozwala czytelnikom na przeniesienie się podczas lektury w egzotyczne dla nas miejsca i towarzyszenie bohaterom w ich perypetiach. Most przerzucony pomiędzy przeszłością i przyszłością jest jednym z motywów "Nefrytowej szpilki", na jego tle rodzi się miłość i ból oraz dokonuje się rozrachunek z tym co było i od czego nie można się odciąć. Podczas czytania obserwujemy dojrzewanie bohaterki i zmiany jakie w niej zachodzą, finał być może i nie zaskoczy, chociaż pewne jego elementy nie są oczywiste. Czas spędzony z tą książką to nie przelotne chwile, nie pozostawia ona po sobie obojętności i łatwo się o niej raczej nie zapomni.

Za możliwość przeczytania książki

dziękuję 
 
portalowi CPA
i
wyd. Prószyński i S-ka
 

poniedziałek, 24 października 2016

Po armagedonie

"Atlantydzka zaraza"
A.G. Riddle


Ziemia jest w naszym władaniu, od wieków ujarzmiamy przyrodę, wykorzystujemy naturę, czujemy się niepokonani. Nikt i nic nam nie zagraża, chociaż od czau do czasu dostajemy ostrzeżenie, to i tak zaraz po nim wracamy do starych nawyków, nie zawsze czerpiąc naukę z tego co dane było nam doświadczyć. Od tysięcy lat stoimy na najwyższym szczeblu drabiny ewolucyjnej i umiemy to wykorzystać, jak dotąd obronną rękę wychodziliśmy z wielu katastrof, lecz czy i tym razem będziemy zwycięzcami?

Epidemia dziesiątkuje ludzkość, jej skala jest niewyobrażalna, codziennie umierają tysiące, dotyka najbogatsze i najbiedniejsze kontynenty. Wybuchnęła bez ostrzeżenia, nie ma na nią leku, gorączkowe badania nie przynoszą rezultatów, zegar zniszczenia odmierza kolejne godziny, dni, tygodnie, niezliczonymi ofiarami. Doktor Kate Warner nie zamierza się poddać, wie więcej od innych naukowców, ale i to jest za mało by dokonać tak oczekiwanego przełomu. Ile jeszcze czasu pozostało do całkowitego unicestwienia człowieka? Tego nie wie nikt i pytanie to wciąż pozostaje niewypowiedziane głośno, nadzieja wciąż jest i daje siłę do walki, a ta nie jest jedynie metaforyczna. Dotychczasowa rzeczywistość to już przeszłość, nie tylko pandemia powoduje światowy chaos, ktoś wykorzystuje zaistniałą sytuację do swoich celów, bezwzględnie i brutalnie, krok po kroku realizuje, zdawałoby się, szaleńczy plan. Kate wie już co zamierzają jej wrogowie, jak nikt zdaje sobie także sprawę co chcą osiągnąć, ale czy sama da radę im się przeciwstawić? W ciągu ostatnich tygodni zaufała kilku osobom i nie zawsze były one właściwe, lecz teraz musi zaryzykować znowu, stawką jest ocalenie ludzkości. Jeżeli teraźniejszość nie daje odpowiedzi, trzeba poszukać ich w przeszłości, to tam kryje się rozwiązanie, jednak nie tak łatwo je rozszyfrować. Komuś zależało by nie dostało się w niepowołane ręce, doktor Warner musi znaleźć klucz do tego co już miało miejsce, by otworzyć drzwi do przyszłości. Wszystko co dotychczas przeżyła ma znaczenie, jest kimś o wiele ważniejszym niż się komukolwiek wydawało, ale czy uda się to wykorzystać? Zagłada zdaje się być wpisana w historię ludzkości, która już tak długo balansuje na krawędzi, lecz tym razem jest ona bardziej realna niż kiedykolwiek wcześniej.

Podczas lektury kontynuacji trudno uniknąć porównań do pierwszej części, szczególnie gdy narzuciła ona zawrotne tempo pojawiających się zagadek. "Atlantydzka zaraza" nie ustępuje wartkością akcji swemu poprzednikowi, liczbą niespodzianek nawet go przewyższa, a i kilka tajemnic ma także w zanadrzu. A.G. Riddle nie tylko w drugim tomie rozwija wątki już zapoczątkowane, ale i daje czytelnikom całkowicie nowe, które rzucają na już znane elementy nowe światło. Dotychczasowi bohaterowie stawiani są w obliczu świeżych zadań, znalazło się także miejsce dla nowych postaci, jedni i drudzy przemierzają Ziemię by zapobiec zagładzie lub wprost przeciwnie - by w końcu się ona dopełniła. Autor nie poprzestał na ramach historii wyznaczonych w "Genie atlantydzkim", poszedł krok dalej dodając do już znanych elementów kolejne motywy, uatrakcyjniające dotychczasową fabułę i będące źródłem intrygujących ścieżek jej rozwoju. A.G. Riddle łączy fakty naukowe z fikcją, rzeczywiste wydarzenia przedstawia z zaskakującej perspektywy, rysuje niepokojącą przyszłość, wcale nie tak odległą i mającą swoje korzenie w światowej historii. "Zaraza atlantydzka" to scenariusz katastrofy wydającej się nie do zatrzymania, ale to jedynie pozory, pod nimi kryje się nadzieja i walka o prawdę i człowieczeństwo. 

Zło odradza się, dobro ma różnorodne oblicza i bywa brutalne. Oba odradzają się w tym samy czasie, to od ludzi zależy, które zwycięży, czasem wystarczy spojrzeć w przeszłość by wybrać właściwą ścieżka. Jednak droga na skróty również kusi, a to może skończyć się katastrofą.
 
 
 
Za możliwość przeczytania książki 

dziękuję wydawnictwu:
 
 
 
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo jaguar




Recenzja "Genu atlantydzkiego" tutaj
Wywiad z A.G. Riddle`m tutaj

sobota, 22 października 2016

Grozi śmiechem :)

"Granat poproszę!"
Olga Rudnicka


Wiadomo, że grom z jasnego nieba zawsze pojawia się wtedy gdy się go nikt lub prawie nikt nie spodziewa. Taka jego natura i urok, chociaż dla wielu bywa on sprawą co najmniej kontrowersyjną, pozostawia po sobie niezapomniany ślad. Czasem jest impulsem do niecodziennych działań i początkiem niezwykłych wydarzeń, a potem już nic nie jest takie jak było, na szczęście dla jednych i niestety dla drugich. Po prostu trzeba nauczyć się egzystować w nowej rzeczywistości, gdzie co i rusz pojawiają się niespodzianki, niekiedy dość kontrowersyjne.

Los bywa niesprawiedliwy, powiedzmy sobie to jasno jest nawet zjawiskiem bardzo złośliwym obdarzając pewne osoby słusznym wzrostem innym dając go o wiele mniej. Nic dziwnego, że potem człowiek patrzy na innych przez pryzmat tych nieszczęsnych centymetrów, brakujących lub nadmiarowych. Jednak przychodzi moment kiedy schodzą one na ciut dalszy plan, bo okazuje się, iż szanowny małżonek zrejterował z rodzinnego gniazda i jak gdyby tego było mało, głośno jeszcze oznajmia swoje plany na przyszłość. Nie ma w nich miejsca oczywiści na dotychczasową małżonkę, nie jest ono ,też wakatem gdyż cichaczem zostało zajęte przez nieznaną femme fatale, młodszą i wyższą na dodatek. Co jak co, ale Emilia Przecinek takiego scenariusza nie przewidziała, a wyobraźnię ma ogromną, w końcu jest autorką romantycznych powieści. Jak do tego mogło dojść? Pewne szczegóły wiarołomny zdradził, reszty trzeba się domyśleć, niestety czasu na rozważania zbytnio nie ma, bo rodziną należy się zająć i jeszcze nową książkę napisać! Z obłoków trzeba na ziemię zejść i zająć się ogarnianiem całego tego chaosu, zadanie to nie jest proste, szczególnie gdy tuż obok jest wygadana córka i syn, obaj w wieku nastoletnim oraz własna matka i osobista teściowa. Czym zająć się w pierwszej kolejności? Tu służy radą latorośl, nader rozsądna i bezkompromisowa, tudzież nie kryjąca swoich opinii i dobrych rad. No i są jeszcze dwie starsze panie, które nie zamierzają stać obok i się nie wtrącać, jak by nie było ich życiowa "mądrość" może być "przydatna". Dotychczas Emilia żyła w błogiej nieświadomości co do zbyt wielu spraw, nadszedł czas by się zabrać do pracy czyli przede wszystkim rozmówić się z nie tak już osobistym małżonkiem, w międzyczasie oczywiście dbając o karierę pisarską. Jak by tego było mało przyplątał się jeszcze trup, nie taki z przysłowiowej szafy, lecz najprawdziwszy z prawdziwych i policja na dodatek, czyli również dochodzenie spada na głowę Emilii i jej bliskich. Przyplątuje się ponadto zdradziecki mąż i wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, a tu na dodatek  pisać powinno się o sercowych perypetiach nieistniejących, nie licząc głowy autorki, postaci. Czy tego aby nie za dużo na jedną osobę, nawet gdy ma do pomocy dwie, dość upiorne, matki, nastolatków i węszącą parę policjantów, że o pewnym zdrajcy się nie wspomni się?

Podobno od przybytku głowa nie boli, jednak nie dotyczy to raczej tego chaosu, który właśnie jest udziałem pani Przecinek. Co nas nie zabije to nas wzmocni, a to czego nie powie się stróżom prawa tylko pomoże w egzystencjalnych porządkach. Emilia jako autorka chwytających za serce opowieści radziła sobie dobrze, lecz przed nią pojawiło się zadanie całkiem innego kalibru, czy da sobie radę tam gdzie liczy się spryt, zimna krew i odporność na "dobre" rady rodzicielek?

Na okładce książki "Granat poproszę" powinno być ostrzeżenie, że lektura tej historii powoduje bardzo częste wybuchy niekontrolowanego śmiechu. Co na przykład może skutkować dziwnymi spojrzeniami współpasażerów, bliskich nie, bo widząc na obwolucie imię i nazwisko autorki wiedzą dlaczego humor rzeczonego czytelnika jest aż tak pozytywny. Talent komediowy Olgi Rudnickiej znowu dał o sobie znać, oczywiście doprawiony nutą sensacji i niesamowitymi bohaterami. Zbrodnia, zdrada i zamieszanie, te trzy słowa nie oddają w pełni fabuły, ale przybliżają ją moim zdaniem doskonale, chociaż ich prawdziwe znaczenie poznaje się w trakcie czytania. "Granat poproszę" to jeden z najlepszych leków na jesienne wahania nastroju, skuteczniejszy niż czekolada, zresztą sprawdzi się także w czasie innych porach roku i sytuacjach, kiedy trzeba podnieść sobie poziom serotoniny i to w szybkim czasie. Perypetie Emilii Przecinek są jedyne w swoim rodzaju, chociaż niektóre pewnie przydarzyły się niejednemu z nas. Kibicowanie głównej bohaterce rozpoczyna się bardzo szybko i trwa do ostatniej kartki, oprócz niej są też i inne postacie zapadające w pamięć, pomimo drugoplanowej roli są dopracowane w każdym szczególe. Pozostaje jeszcze wątek kryminalny, jaki nie został ot tak sobie dołączony fabuły, lecz zręcznie wpleciono go w poszczególne wątki tak by zaskoczył efektem końcowym. Olga Rudnicka pokazała po raz kolejny, że posiada wcale nie tak częsty dar opowiadania z ogromną dozą humoru o sprawach kojarzonych raczej nie ze śmiechem.

Za możliwość przeczytania książki

dziękuję 
 
portalowi CPA
i
wyd. Prószyński i S-ka
 
 



środa, 19 października 2016

Honor, a co potem?

"Człowiek honoru"
Paul Vidich


Honor wydaje się słowem, które ma jednoznaczne znaczenie dla każdego, lecz w rzeczywistości okazuje się nadzwyczaj skomplikowanym pojęciem. Za nim kryje się bohaterstwo i odwaga, ale i obawa przed zawiedzeniem oczekiwań i posądzeniem o tchórzostwo. Bywa pojmowany różnie, wbrew temu co sądzi się powszechnie, czasem dostosowuje się go do momentu w historii. Jedynie nieliczni umieją unieść jego ciężar i postępować zgodnie z nim gdy nadchodzi chwila próby, odrzucając łatwiejsze rozwiązania i wybierając trudniejszą ścieżkę.

Duma i zadowolenie ze zwycięstwa czasem przemija bardzo szybko, potem trzeba zmierzyć się z realiami w jakich okazuje się, że walka jeszcze nie została zakończona. Stary przeciwnik wcale nie złożył broni, a chwilowe zawieszenie broni to już stare dzieje. George Mueller dawno temu uświadomił sobie, iż jego ideały nie przystają do świata, w którym przyszło mu żyć, lecz w końcu dojrzał by powiedzieć to już koniec. Jak długo można okłamywać siebie i robić coś, do czego dawno straciło się serce? Niektórzy umieją powiedzieć sobie stop i wycofać się z tego co wypaliło ich i pozostawiło po sobie ból oraz rozczarowanie. Mueller dojrzał do odejścia z CIA, zbyt dużo widział i przede wszystkim przeżył, by mieć nadzieję, że jego odczucia są jedynie wynikiem chwilowego zmęczenia. Wie doskonale jakimi zasadami rządzi się jego praca, nie ma w niej już miejsca dla niego, szczególnie po ostatnich wydarzeniach. Młodzieńczy entuzjazm dawno jest jedynie przebrzmiałym wspomnieniem, a tam gdzie dawniej rządziły ideały teraz coraz większe znaczenie ma polityka, zwłaszcza w swej najbardziej bezpardonowej odsłonie. Na dodatek jeden z agentów jest kretem i skutecznie krzyżuje działania agencji, wiadomo, iż został zwerbowany przez Związek Radziecki, jak by tego było mało FBI tylko czeka na wpadkę CIA by ją wykorzystać do jej zniszczenia. Taki klimat jest nie do przyjęcia przez George`a, lecz nim rozpocznie nowy rozdział swego życia musi dokończyć sprawy, mające swe źródła prawie dekadę wcześniej. Rozgrywki wywiadowcze nie toczą się zgodnie z regułami fair-play, bieli niewinności i czerni zła również nikt nie zauważa, chyba że  jest to na rękę, wszystko otacza mgła w kolorze szarości tworząca się z kłamstw powtarzanych w imię dobra narodu. Zdrajca doskonale zakamuflował się i nie zamierza ujawnić swej tożsamości, to zadanie należy do Muellera i ma bardzo niewdzięczny charakter. Kim jest ten kto skalał własne gniazdo i co go do tego skłoniło? Kiedy rozpoczęła się podwójna gra? Dlaczego sprzeniewierzył się zasadom? Każde z tych pytań ma kolosalne znaczenie, ale czy CIA jest gotowe na odpowiedzi? Mogą one wstrząsnąć fundamentami na jakich została zbudowana, a to nie wróży dobrze w czasie kiedy szuka się przysłowiowych czarnych owiec.

Człowiek jest tylko pionkiem, niekiedy pozwala mu się myśleć, że sam decyduje o sobie, jednak to jedynie iluzja, zwłaszcza w szpiegowskim światku. Nawet gdy się wydaje komuś, że przejrzał reguły gry i tak, prędzej czy później, staje się jej ofiarą. Satysfakcja jest uczuciem bardzo krótkotrwałym, ludzie honoru odczuwają ją bardzo rzadko, częściej jest im dane patrzeć na upadek innych i doświadczać rozczarowania. Czy George Mueller będzie w stanie dokończyć to co zaczął? Przeciwnik przynajmniej częściowy jest znany, ale czy na pewno?

Epoka maccartyzmu prawie u swego schyłku, lecz wciąż jeszcze trzymającą w żelaznym uścisku Stany Zjednoczone, nie tak dawne wojenne zwycięstwo to już tylko wspomnienie, a w centrum uwagi jest zimna wojna. W takim klimacie trudno odnaleźć jakiekolwiek jasne punkty, wszystko zdaje się być zimne oraz mroczne i nic nie jest takie jak się wydaje. Właśnie w takim krajobrazie rozgrywa się fabuła "Człowieka honoru", w której wydaje się, że bohaterowie mają niewielkie pole manewru i nie mogą liczyć na jakąkolwiek pomoc. Waszyngton w opisie Paula Vidicha to ponure miejsce, można wprost powiedzieć bagno, wciągające postacie coraz głębiej w swoje czeluści im bardziej chcą się wydostać z niego. Autor nie opisuje bajki z jasnym podziałem na dobrych i złych, on sięga o wiele głębiej zdziera maski, odsłania niewygodne sekrety i przede wszystkim obnaża prawdę - niewygodną, raniącą i wymagającą poświęceń. Kim jest tytułowy "Człowiek honoru"? Odpowiedź sprawia wrażenie prostej, ale w świecie wywiadowczej gry nikt i nic nie jest jednowymiarowe, drugie, a nawet trzecie dno demaskuje naiwność i jej szkodliwy wpływ nawet na najwytrawniejszych graczy. Paul Vidich napisał prawdziwą powieść noir z pogranicza historii szpiegowsko-sensacyjnej z wątkami nawiązującymi do rzeczywistej powojennej historii. Czasami jakby nawiązującą do książek Raymonda Chandlera, a czasami do Frederica Forsytha, lecz docierająca do korzeni i rozwiewająca legendę.



                                               Za możliwość przeczytania 
książki dziękuję:




poniedziałek, 17 października 2016

Stosik październikowy

Długo nie było żadnego stosiku, chociaż na posuchę 
w ciekawych lekturach nie mogę narzekać, 
zawinił jak zawsze czas, a raczej jego brak. 
Tym razem udało się trochę go wygospodarować 
i przedstawić co nieco z przyszłych tytułów, 
które pojawią się na blogu :)



K. N. Haner "Na szczycie. Gra o miłość" 
wyd. Novae Res

 Olga Rudnicka "Granat poproszę", 
wyd. Prószyński i S-ka, portal CPA

Paul Vidich "Człowiek honoru",
wyd. Czarna Owca 

Dorota Szrammek "Na brzegu życia"
wyd. Szara Godzina

 Charlotte Roche "Dziewczyna do wszystkiego"
wyd. Czarna Owca 

Ewa Przydryga "Motyle i ćmy"
wyd. Novae Res 

Marek Stelar "Cień"
wyd. Videograf

Joanna Miszczuk "Nefrytowa szpilka"
wyd. Prószyński i S-ka, portal CPA 
  
Małgorzata Warda "Ta, którą znam",
wyd. Prószyński i S-ka, portal CPA

Meredith Wild "Trudna miłość"
wyd. Burda

Tomasz Jastrun "Rzeka podziemia"
wyd. Czarna Owca

A.G. Riddle "Atlantydzka zaraza"
wyd. Jaguar

Helen Fitzgerald "Jedyne wyjście"
wyd. Burda