niedziela, 10 marca 2024

Stare i nowe

Przedpremierowo:

„Pocałunek Judasza”

Ryszard Ćwirlej

 

Wszystko kiedyś się kończy i czasem początek ma coś nowego. Przynajmniej w teorii, bo praktyka już pokazuje, że wcale tak nie musi być, a często jedno przechodzi płynnie w drugie. Oczywiście nie zawsze tak jest, a i to, co powstaje na szczątkach przeszłości, może zaskoczyć niejednego. Bywa, iż nowość ma dobrze znany smak i wygląd myli niejednego…

 

Nie tak łatwo odciąć się od tego, co było. Zresztą odcięcie wszystkich powiązań nie zawsze jest możliwe i mile widziane. Z dnia na dzień trudno przyzwyczaić się do nowych porządków, niektórzy znoszą to lepiej, inni gorzej. Do pierwszych należy z pewnością Ryszard Grubiński, prezes nowego powstałego banku, a to, że jeszcze niedawno był cinkciarzem? No cóż nie każdy dziedziczy majątek po przodkach. Teofil Olkiewicz również musi przyzwyczaić się do obecnych realiów w postaci policji, a nie milicji. No cóż tak bywa w życiu, jednak oboje swoją pracę lubią, zwłaszcza, iż pod nową okładką jest co nieco lub raczej więcej przeszłości. Łatwo nie jest, lecz z pewnością nudno także nie, gdyż ktoś ośmielił się wejść w drogę  Grubińskiemu, a przy okazji i policjantom z Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu. Nowe pokolenie przestępców daje o sobie znać brutalnie i nie ma w planach pozostać w cieniu. Egzekucja z zimną krwią dla niektórych stróżów prawa jest zaskoczeniem, lecz młode kadry nie zamierzają przegrać w tej rozgrywce. Komisarz Mariusz Błaszkowski i prokurator Brygida Bocian oraz Mirek Brodziak rozpoczynają śledztwie, jakie poprowadzi ich w zaskakującym kierunku. Nowe, legalne biznesy i stare, szemrany interesy, niekiedy przeszkadzają sobie nawzajem, pozostaje więc przypomnieć kto tu rządzi!

 

Policyjna rzeczywistość początku ostatniej dekady dwudziestego wieku. Początki polskiej mafii i legalizacji interesów oraz powstawania milionowych fortun. W takich okolicznościach kryminał neo-milicyjny nabiera nowych barw i „Pocałunek Judasza” czerpie z nich to, co najbardziej interesująco. Ryszard Ćwirlej przyzwyczaił już czytelników, że w każdej jego książce czeka na nich wielowarstwowa zagadka, jakiej rozwiązanie zaskoczy wszystkich. Nie inaczej jest w najnowszej książce, gdzie każdy szczegół ma znaczenia, a bohaterowie, pierwszo i drugoplanowi odgrywają dokładnie zaplanowane role. Zanim poznamy dokąd to prowadzi przed nami lektura w jakiej klimat początków transformacji stanowi doskonałe tło dla rasowego kryminału, w którym liczy się intuicja oraz dostrzeganie powiązań, jakich nie dostrzegają inni. Nic w wątkach nie jest przypadkowe, każdy z nich ma swój cel, jaki? Tego nie wiemy, kolejne tropy przybliżają nas do wyjaśnienia, lecz zanim nastąpi finał pojawi się wiele pytań, na które odpowiedzi znajdą się w odpowiednim momencie. „Pocałunek Judasza” ma w sobie nie jeden haczyk, podczas czytania przekonamy się nie raz i nie dwa, że nic nie dzieje się bez powodu, a kiedy nie dostrzega się detalów to całość wygląda zupełnie inaczej niż jesteśmy tego pewni.

 

Premiera:

13.03.2023

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

 

piątek, 8 marca 2024

Mordercza intryga

Nowość:

„Klub miłośniczek zbrodni”

Robert Thorogood

 

Nikt nie zabija bez powodu. Zawsze jest jakiś motyw, od niego zaczyna się zbrodnia i na nim kończy się. Jego odkrycie wyjaśnia wiele, jest punktem zaczepienia i jego odkrycie często prowadzi do odkrycia tożsamości sprawcy. Tyle, że nie każdy dostrzeże go na miejscu przestępstwa…

 

Nie ma to jak mieć sąsiada, zwłaszcza takiego, który zainteresuje się gdy dzieje się coś niepokojącego. Na pewno można za to uznać odgłos wystrzału. Judith z pewnością można zaliczyć do kategorii dobrego sąsiedztwa, nic więc dziwnego, że nie ignoruje czegoś takiego w domu Stefana Dunwood`iego. Jak się okazuje ten ostatni zostaje znaleziony martwy. Samobójstwo? Morderstwo? Jeśli to drugie to raczej nie jest to rzecz normalna w spokojnym Marlow. To pierwsze w ogóle nie pasuje Judith do człowieka, jakiego znała. Pozostaje więc jedynie opcja zabójstwa. Starsza pani nie zamierza pozostawić tak istotnego problemu jedynie w gestii stróżów prawa. Co stoi na przeszkodzie by się bliżej przyjrzeć temu, co miało miejsce? Nie będzie w tym sama, gdyż nie jedynie ona jest zaciekawiona zbrodniczym zdarzeniem. W końcu co kilka głów to nie jedna, no i jak się okazuje śledztwo jest bardzo rozwojowe. Pozostaje poszukać tego, kto za tym stoi oraz motywu, którym kierował się, co wcale nie jest takie łatwe jak mogłoby się wydawać. Jednak Judith szybko nie zniechęca się, jej znajome także czyli zbrodniarze lub zbrodniarze nie powinni czuć się bezkarnie. Jak się okazuje senne Marlow wcale takim nie jest, jeśli przyjrzeć mu się z bliska. Niejedna intryga ma tu miejscie!

 

Mówi Wam coś określenie „cozy crime”? Polskie określenie to między innymi „zbrodnia kocykowa” i oddaje co nieco, lecz oczywiście nie wszystko z tego, co oferuje ten rodzaj kryminałów. Może wydawać się, że będzie to wersja light tego gatunku, lecz co to to nie. Jak najbardziej to z krwi i kości historia kryminalna, w jakiej zagadka lub raczej ich liczba mnoga ma w sobie wszystko co najlepsze czyli niejedną tajemnicę, oczywiście morderstwo i to rzadko kiedy tylko jedno, detektywów, jacy niezmordowanie będą szukali odpowiedzi kto zabił i oczywiście dlaczego oraz grono podejrzanych, w jakim zabójca bądź zabójcy najprawdopodobniej ukrywają się. „Klub miłośniczek zbrodni” jak najbardziej wpisuje się w te ramy i od samego początku stawia sprawę jasno – przed nami śledztwo z prawdziwego zdarzenia. Jak się szybko przekonujemy główne bohaterki do szablonowych nie należą, nawet jeśli mogą sprawiać takie wrażenia na pierwszy rzut oka. W spokojnym otoczeniu angielskiego miasteczka dzieje się niejedno i dopóki życie toczy się po utartych ścieżkach nikt nie zawraca sobie zbytnio głowy tym, iż coś odstaje od reszty. Jednak zostaje to skrzętnie zanotowane w pamięci. Robert Thorogood wprost doskonale oddaje prawie senną atmosferę miejsca, gdzie przynajmniej z widzenia wielu się zna, a drobne dziwactwa nie są tym o czym się zbytnio rozmyśla. Ale pod tą iluzoryczną warstwą jest kolejna, w której znajdują się odpowiedzi na pytania kim właściwie była ofiara, co stoi za jej śmiercią i kto jej dokonał. Jeśli ktoś liczy na szybkie podania zabójczego sekretu to wpierw otrzyma intrygujące dochodzenia, w jakim liczy się każdy detal, znajomość ludzkich zachowań i obserwacja otoczenia. W „Klubie miłośniczek zbrodni” nie ma przypadku, za to jest drobiazgowa praca śledcza, a i spostrzegawczość przydaje się. Kiedy już mamy sam finał, jak przystało na doskonały kryminał pojawia się pewien znak zapytania…

Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:
 

 

 

środa, 6 marca 2024

Tajemnice medycyny

Premiera:

„W rękach boga”

Monika Magoska – Suchar

 

Zemsta jest nie tylko dla bogów. Rzadko kto, chociaż przez chwilę, nie pragnął odwetu na kimś, kto przyczynił się do nieszczęścia, a jeśli tyczy to najbliższych osób, tym bardziej jest to silne uczucie. Jednak trzeba uważać kogo bierze się na cel, zwłaszcza, że czasami jej smak daleki jest od słodkiego, a i satysfakcja z niej bywa ułudą…

 

Plan był prosty. Celia musi „tylko” dostać się na rezydenturę do profesora Wagnera. Ma wszystkie atuty w ręku: doskonałe oceny, wiedzę i jest ambitna. Tyle, że w tym przypadku to może okazać się za mało. Jednak dziewczyna nie bierze porażki pod uwagę, jej cel to nie jedynie prestiżowy start do kariery medycznej. Tak naprawdę napędza ją pragnienie zemsty na słynnym lekarzu, ale czy będzie w stanie tego dokonać? Wpierw powinna poznać go oraz potwierdzić czy ma rację, lecz nie tak łatwo rozszyfrować kogoś, kto skupia się na pracy i nikogo do siebie nie dopuszcza. Czy sławny medyk rzeczywiście jest bez serca i nie chce podzielić się ze światem genialnym lekarstwem? A może fakty wyglądają zupełnie inaczej? Kto zwycięży w tej, wydawałoby się, nierównej rozgrywce? Medyczna sława czy nikomu nieznana rezydentka? Jak będzie cena poznania prawdy?

 

Profesor. Rezydentka. Medycyna. Zemsta. To nie wszystko, a dopiero wstęp do najnowszej książki Moniki Magoskiej – Suchar. Co w niej znajdziemy? Tajemnicę, nie jedną, iskrzenie od pierwszych do ostatnich stron, historię, w której nie ma oczywistości, intrygujących bohaterów i… prawdziwy rollercoaster emocji. To tak w bardzo telegraficznym skrócie, jaki nie oddaje tego, co czeka czytelników podczas lektury „W rękach boga”. Połączenie medycyny, naprawdę skrajnych uczuć, przechodzących od najbardziej negatywnych po te najpozytywniejsze, lecz na tym nie koniec. Pozostaje jeszcze medycyna i zemsta, a ta kombinacja już sama w sobie dostarcza sporo możliwości rozwoju akcji, z jakich autorka wykorzystała te, współgrające z pozostałymi wątkami. W efekcie powstała opowieść w jakiej niejednokrotnie zostaniemy zaskoczeni sekwencją wydarzeń, a kiedy jesteśmy pewni, że już wiemy jaki będzie ciąg dalszy następuje zwrot, jaki pojawia się bez najmniejszego uprzedzenia i zmienia naszą perspektywę spojrzenia na to fabułę oraz oczywiście samych postaci. Monika Magoska – Suchar doskonale wie w jakich punktach zaskoczyć czytelników, gdzie uśpić ich czujność, lecz w żadnym wypadku nie mylić z nudą, bo ta nie pojawia się ani na moment, a kiedy podnieść temperaturę uczuć i znowu uderzyć znienacka. Czytając „ W rękach boga” wejdziemy w świat medycznych rozgrywek, uczuciowego zamętu i przede wszystkim poznamy bohaterów, jacy dla osiągnięcia swego celu musieli poświęcić niejedno, za co jeszcze nie zapłacili ostatecznej ceny…



Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:
 

poniedziałek, 4 marca 2024

Krwawe uczucia

Przedpremierowo:

„Krew w piach”

Katarzyna Bonda

 

Wydaje się, że wyobraźnia pisarka nie zna granic, lecz czasem życie pisze takie scenariusze albo raczej ludzie to robią, iż prześcigają one pomysły twórców literackich. Wydawałyby się niemożliwymi gdyby faktycznie nie miały miejsca. Jak mogły się wydarzyć? Ludzka natura krętymi ścieżkami chadza i wcale nie tak rzadko bardzo zabójczymi!

 

Miłość. Interesy. Podobno tych spraw się nie powinno łączyć, ale czasem trudno rozdzielić te dwie sfery życia, zwłaszcza jeśli ktoś spotyka kogoś takiego jak Adam Szulc. Sprawiający dobre wrażenie na pierwszy, drugi i kolejny rzut oka, może nie na wszystkich, lecz na tych konkretnych, na jakich mu zależało kobietach. Potem już scenariusz zdawał się być podobny albo raczej dopracowany na tyle w szczegółach, że przynosił sukces, nawet jeśli coś stanęło na przeszkodzie. Jak to możliwe? Wanda, Zofia, Katarzyna i wiele innych mogłoby w tym temacie dużo powiedzieć. Każda z nich wpadła w sprytnie zastawione sidła, zabójcze, wcale nie w przenośni, a jak najbardziej realne. Spotkanie Szulca dawało wrażenie wygranej na życiowej loterii. Zainteresowanie atrakcyjnego mężczyzny i cała otoczka, jaką stwarzał było naprawdę skuteczne, na tyle, że wierzono, iż przy nim spełnią się marzenia, zrealizują się plany biznesowe i zatriumfuje miłość. Jednak finał przynosił zupełnie coś innego. Czy nikt nie zauważył perfidii i przede wszystkim zagrożenia? Nie ma przecież zbrodni doskonałej, chociaż czy na pewno?

 

Życie podobno pisze najlepsze scenariusze, lecz często raczej należałoby powiedzieć, że i takie, w które trudno uwierzyć. Książki z gatunku true crime nie są dokumentalnym zapisem rzeczywistych wydarzeń, od tego są kroniki policyjne. W ich przypadku czytelnik wchodzi dzięki autorowi za kulisy tego, co się naprawdę wydarzyło. Wynik jest znany, lecz już to, co do niego doprowadziło to już droga złożona z czynów sprawcy, jego motywów oraz historie ofiar, jakim odebrano zaufanie, nadzieję, a niekiedy to, co najcenniejsze i nie chodzi o dobra materialne. „Krew w piachu” to książka oparta na faktach, odwołująca się do konkretnych wydarzeń, miejsc i ludzi. Jednak jest czymś więcej niż suchym zapisem tego, co wydarzyło. W żadnym wypadku to nie zbiór dat, zeznań i policyjnych czy sądowych akt. Wszystko to stanowi kanwę, na jakiej Katarzyna Bonda odtwarza historię realnych postaci i czynów wraz z detalami, które uzupełniają wszelkie niedopowiedzenia i wydobywają na światło dzienne oblicza morderczego procederu. „Krew w piach” jest fabularną wersją wydarzeń, pokazującą mechanizm zbrodni, ukazującą jej prawdziwą twarz oraz maski pod jakimi kryje się. W tej książce czytelnik ma unaocznione jak łatwo stać się ofiarą i jak jest prowadzona gra, w której jest się jedynie pionkiem. Pisarka wnikliwie bierze pod lupę sylwetkę sprawcy, czytający poznają go z kilku punktów widzenia i demaskuje. To ostatnie pokazuje jak niektórzy potrafią kamuflować się i ukrywać pod „łatką” zwyczajnego człowieka, jakiego nikt nie podejrzewałby o złe zamiary.


Premiera:

13.03.2023

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

sobota, 2 marca 2024

Błędno koło przemocy

Nowość:

„Błędne koło. Nieumiarkowanie”

Anna Krystaszek

 

Udzielanie rad jest proste. Zrób to albo tamto i wszystko się ułoży. Na twoim miejscu zrobiłbym, zrobiłabym tak. Nie widzisz, że źle robisz? Jednak od powiedzenia komuś jak ma postąpić, a do wcielenia tego w życie droga daleka. Zbyt często nawet wyciągnięcie pomocnej ręki nic nie daje, bo ten kto stracił nadzieję i nie widzi wyjście w sytuacji, w której jest nie dostrzeże jej lub nie uwierzy w nią…

 

Jedna śmierć, potem druga, trzecia. W jednym budynku. Przypadek? Prokuratura i policja mają mocne dowody, że doszło do morderstwa, a ofiarom daleko było do niewinności. Każdy z zamordowanych mężczyzn był znany opiece społecznej z uwagi na przemoc wobec swoich bliskich i to wielokrotną oraz bardzo brutalną. Te fakty są niepodważalne, lecz nie tak łatwo udowodnić, a wcześniej wskazać winnych. Partnerki i żony są podejrzanymi numer jeden, ale Prokurator Hejda aż za dobrze wie jak wygląda błędne koło strachu, bólu i zła. Jednak czy faktyczne winne są kobiety, jakie przez lata żyły w gehennie? Mają przecież alibi i ostatnio wiele zmieniło się w ich życie. Wszystko wskazuje, iż w końcu powiedziały dość i chcą zawalczyć o przyszłość dla siebie i dzieci. Kto więc zabił? Jeśli nie skrzywdzone kobiety, to wmieszał się ktoś trzeci i nadzwyczaj skutecznie eliminuje ze świata tych, którzy zbyt długo dręczyli swoje rodziny. Pytanie tylko czy coś nie zostało przeoczone lub źle zinterpretowane?

 

Morderstwa domowych katów. Dręczone ofiary, jakie w końcu powiedziały dość. Kryminalne śledztwo. Jeśli nie czytaliście jeszcze książek Anny Krystaszek po „Błędnym kole” sięgniecie po wcześniejsze części serii, gdyż ta z pewnością zaostrzy apetyt na doskonale napisany kryminał. Pisarka każdorazowo splata dochodzeniową zagadkę z życiem swoich bohaterów oraz tematami społecznymi. Każdy z tych wątków ma swoje miejsce w opisywanej historii i nigdy do końca czytelnicy nie są pewni jakie powiązania ich połączą. Nim nastąpi zaskakujący finał, niejedno stanie pod znakiem zapytania. Jednak wcześniej również akcja nie zwalnia, nikogo i niczego nie można być pewnym, zwłaszcza, iż Anna Krystaszek doskonale wie jak uśpić czujność i przyjąć, iż rozwiązanie jest już w czytelniczym ręku. Nic bardziej mylnego, ono jest o wiele bardziej skomplikowane i złożone. Tak samo zresztą jak i postacie „Błędnego koła”, znające życie od jego mroczniejszej strony, dającej niejednokrotnie o sobie znać oraz pozostawiającej po sobie głębokie blizny, nie zawsze widoczne. Niewątpliwym atutem, nie jedynym, są również kwestie społeczne, nie traktowane jako dodatek, lecz będące istotnym elementem fabuły. Autorka pokazuje je z różnych punktów widzenia, co daje efekcie wielowymiarowy obraz, idealnie pasujący do całości.

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

 

środa, 28 lutego 2024

Zodiak z humorem

„Znaki zodiaku. 

Moc astrologicznych więzi”

Alise Morales

 

Wierzyć? Nie wierzyć? A może warto sprawdzić? W dzisiejszych czasach bierzemy horoskopy z przymrużeniem oka. Oczywiście nie wszyscy, są tacy, dla których jest on istotną wskazówką, ale inni w ogóle nie zaprzątają sobie nim głowy. Jednak jak by nie było często staje na naszej drodze w czasopismach i Internecie. Alise Morales podeszła do tematu nieszablonowo, nawet duzi sceptycy mogą znaleźć w jej książce coś interesującego. W końcu jest ona nie tylko pasjonatką astrologii, ale także scenarzystką komediową. Tak, więc „Znaki zodiaku. Moc astrologicznych więzi” ma w sobie spora dawkę humoru, o czym czytelnicy szybko przekonują się.

 

Jak przystało na horoskop, dwanaście jego znaków dominuje w książce lub raczej każdemu zostaje oddany głos. Dość obszerne i równocześnie z różnych perspektyw są one zaprezentowane. Jeżeli myślicie, że każdy znak zaprezentowany jest według tego samego, sztywnego, wzoru to mylicie się. Alise Morales stawia na indywidualizm, przygotowując swoisty patchwork, tak, by szablon nie nudził, a dostarczał ciekawe informacje. Na tym nie koniec, gdyż spora część książki to treść jednocześnie skierowane do całego zodiaku i zapewnia dobrą rozrywkę podczas czytania. Trzeba przyznać, ze poruszane tematy to bardzo szeroki wachlarz i sięgający głęboko w naszą codzienność, hobby i relacje. Co robi rak w dniu wypłaty, a czym zajmuje się ryba? Jakie są wymówki poszczególnych znaków? Jak zachowuje się na impre4zie skorpion? Oczywiście to mało reprezentatywna próbka zagadnień i jak widać mocno humorystyczna, ale tak naprawdę to jedynie niewielki fragment lektury, przy jakiej łatwo da się oderwać od zwykłej codzienności. W zamian za poświęcony czas dostaniemy niejedną okazję do uśmiechu oraz możliwość spojrzenia na siebie i innych żartobliwie. No i cos jeszcze czyli szata graficzna pełna kolorów i interesujących ilustracji autorstwa Shelby McFadden, jaka zadbała by odzwierciedlały one treść, ale również były jej częścią.

 


Za możliwość przeczytania
książki
dziękuję:

wtorek, 27 lutego 2024

Grunto to dobry sąsiad...

 Nowość:

„Bój się sąsiada swego…”

Fern Michaels

 

Kiedy szukamy domu marzenia nieustannie ścierają się z rzeczywistością. Jednak czasem jedno z drugim spotyka się w punkcie wydawałoby się niemożliwym – spełniającym jedno i drugie. Nie każdemu to się udaje, a niekiedy smak spełniających się pragnień nie od razu jest słodki…

 

Piękna okolica, wymarzony dom i równocześnie własne miejsce na ziemi, obiecujące początki przyjaźni. Co może pójść źle? Z pewnością niejedno, ale rzadko kto, nawet w najczarniejszych snach, bierze pod uwagę znalezienie… ludzkich kości w ogrodzie. No cóż to właśnie spotyka Alison, co więc powinna zrobić w takiej sytuacji? Urocze okoliczności przyrody czyli mała wyspa na Florydzie, gdzie jeszcze turyści wciąż są w mniejszości oraz sąsiedztwo zwróciło jej uwagę i oczywiście dom, wcale nie taki jakich wiele. Ten konkretny, spowodował, że kobieta podejmuje decyzję by w końcu osiąść. Czy był to dobry pomysł? Szczątki tuż obok domu raczej powinny być brane jako ostrzeżenie, zwłaszcza, iż to chyba nie jedyna przestroga. Nie wszyscy mieszkańcy zdają się być kryształowo czyści, a i plotki dają do myślenia, chociaż to może jedynie przewrażliwienie? Jak dotąd Alison jakiekolwiek miejsca nie mogła nazwać domem i nie chciała, lecz wyspa Palmetto sprawiła, że z mieniła zdanie. Pytanie czy nie zrobiła największego błędu w życiu?

 

Nowa mieszkanka, nadzieja na spełnienie najskrytszego marzenia, przyjaźni ludzie. Wszystko wydaje się świadczyć o dobrym wyborze prawie wszystko. To „prawie” ma znaczenie i to ogromne jak przekonuje się bohaterka oraz oczywiście czytelnicy „Bój się sąsiada swego…”. Chciałoby się powiedzieć miłe złego początki, ale atmosfera niepokoju wcale nie pojawia się nagle, ale narasta stopniowa, podobnie również poznajemy główną postać. Oczywistość została zastąpiona przez tajemnice, stopniowo odsłaniane, lecz obecne do samego końca. Fern Michaels umiejscowiła akcję thrillera tam, gdzie o zbrodni mało kto myśli – wakacyjny raj i miłe sąsiedztwo. W takim otoczeniu nawet podejrzane sprawy traktowane są w kategorii przewrażliwienia do chwili kiedy okazują się mieć w sobie więcej niż ziarno prawdy. Kiedy wraz z bohaterami zaczynamy łączyć kropki pojawia się obraz daleki od pierwszego wrażenia i coraz bardziej mroczny. Pisarka zapętla kilka wątków i do finału kluczy, tak, by zmylić każdego.

 

Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:



 

sobota, 24 lutego 2024

Tamte dni, tamte lata, tamci ludzie

Nowość:

„Rozstajne drogi. 

Nie ma powrotu do domu”

Elżbieta Jodko-Kula

 

Kto mógł przypuszczać, że w tak krótkim czasie wielowiekowe współistnienie kilku narodów legnie w gruzach? Nie tak dawno odzyskano niepodległość, kolejne lata przynosiły spokój, chociaż egzystencja wcale nie była łatwa. Jednak wizja katastrofy raczej nie była brana pod uwagę, a z pewnością nie na taką skalę, raczej odległą w czasie i w kilometrach. Nic bardziej błędnego…

 

Na progu dorosłości jednocześnie patrzy się szeroko otwartymi oczami dookoła i w dal, lecz także skupia się na sobie. Zbyszek, Stefan i Jerzy wcale nie byli wyjątkami, przed nimi było całe życie, dosłownie, właśnie rozpoczynali podejmowanie decyzji, mniej i bardziej ważnych, ważnych w tym momencie. Jednak nie przypuszczali jak za niedługo przyjdzie stawić im rzeczywistości, na jaką nie mogli być przygotowani. Wojna zastała ich w ławach szkolnych i studenckich, nagle to, co wydawało się odległe okazało się mieć całkiem znajomą niekiedy twarz. Czy odnajdą się w czasach tak innych od tych jakie miały nastać? Spokojne do tej pory domy, gdzie wracali na wakacje stały się czymś zgoła odmiennym. Nikt ich nie przygotował, tak samo zresztą jak wielu ich rówieśników oraz starszych generacji na egzystencję w nieustannym strachu o siebie i przede wszystkim bliskich. Jak egzystować kiedy wróg okazuje się mieć dobrze znaną twarz i gdy traci się to, co było po części korzeniami? Kresy, na jakie patrzono z perspektywy literackiej sielanki i spokojnego współistnienia kilku narodowości odchodzą w zapomnienie. Jak potoczą się losy trojga przyjaciół, którzy jeszcze nie tak dawno urządzali szczeniackie żarty, a teraz prawie z dnia na dzień stali się mężczyznami z obowiązkami, do jakich mieli dopiero dojrzeć?

 

Mieli przed sobą całe życie lub czas kiedy mogli cieszyć się owocami swojej pracy i patrzeć jak kolejne pokolenie wchodzi w dorosłość. Młode lata i te dojrzałe, jedno i drugie warta równie wiele. Wszystko zmieniła wojna. Prawie w mgnieniu oka sąsiedzi stali się wrogami, koledzy przeciwnikami, równie szybko trzeba było dorosnąć i podjąć trudne wybory, zresztą dotyczyły wszystkich, bez względu na wiek. Niektórzy nie potrafili pogodzić się z nowymi realiami, drudzy rozpoczęli walkę, jeszcze inni poszli na kompromisy, czasem bolesne i pozostawiające po sobie uczucie wstydu i porażki. Elżbieta Jodko-Kula doskonale połączyła tło historyczne, prawdziwe sylwetki ludzi oraz fikcyjne postacie w jedną opowieść, w jakiej odbijają się losy tych, których losy zbyt często zostały zapomniane lub zatarł je wicher wielkiej historii, chociaż ona właśnie składa się z nich. „Rozstajne drogi. Nie ma powrotu do domu” jest zapisem Drugiej Wojny Światowej, jednak nie od takiej strony od jakiej najczęściej ukazana. To nie bezpośredni front, lecz to jedynie pozory, to też nie walcząca Warszawa, a Wilno, Lida oraz polskie dwory rozsiane na Kresach północno-wschodnich. A przede wszystkim ludzie, rodziny, przyjaciele, znajomi, jak się okazało w trudnej chwili zostały zweryfikowane więzi jakimi byli oni wszyscy połączeni. Oczywiście wiadomo co tam się działo, ale czy pamiętamy? Pisarka przedstawia je nie tylko z subiektywnego punktu widzenia swoich bohaterów, przekazuje również sporą porcję obiektywnych wiadomości historycznych. Jedne i drugie składają się na trudną prawdę o tym, co miało miejsce i wpłynęło na kolejne pokolenia oraz wbrew pozorom wciąż odbija się echem.

 

Za możliwość przeczytania książki 

    dziękuję:
 

czwartek, 22 lutego 2024

Triumf prawdy

Nowość:

„Zapomniane na śmierć”

Nora Roberts / J.D. Robb

 

Nie zawsze sprawiedliwość triumfuje. Czasem dopiero po latach staje się jej zadość, często współgra z nią kara za zbrodnię, jaka wydawał się bezkarna. Wystarczy jedynie lub aż odpowiednia osoba w właściwym miejscu i czasie, cała reszta to już dążenie do poznania prawdy oraz wyciągnięcie konsekwencji wobec winnych. Jeśli dołożyć do tego determinację to kara nadejdzie szybciej niż później!

 

Niekiedy dochodzi do „klęski urodzaju”, bo jak inaczej nazwać odnalezienie dwóch ciał w ciągu jednego poranka w bliskiej odległości od siebie, lecz czasowo z różnicą kilkudziesięciu lat? Eve Dallas nie zamierza narzekać na taki stan rzeczy, zależy jej by w obu sprawach odnaleźć sprawcę bądź sprawców zbrodni, co wcale nie będzie takie łatwe. Niejednokrotnie już miała do czynienia z trudnymi śledztwami, teraz także nie zapowiadają się na proste i szybkie do zakończenia, ale pani detektyw słynie ze swej zawziętości w ściganiu przestępców. Tym razem jest jeszcze drugie dno, sprawiające, iż cały zespół ma motywację by wyjaśnić zabójstwa. Upływ czasu nigdy nie działa na korzyść dochodzenia, lecz dla Eve to nie jest przeszkoda nie do pokonania. Pierwsze z odkrytych ciał to „świeże” zabójstwo, ale kto miałby powód by pozbawić życia bezdomną, jaka nie wadziła nikomu? Kim była druga ofiara? Dlaczego ktoś ją zamordował? Jeżeli zostaną odnalezione motywy zbrodni to policja będzie już bliżej wskazania morderców, ale czy do tego dojdzie? Czasem nawet najlepsi muszą przyznać się do porażki, chociaż czy będzie to detektyw Dallas? A może to zbrodniarze będą w takiej sytuacji?

 

Klasyczny kryminał w futurystycznym entourage`u czyli Nora Roberts jako J.D. Robb i kolejna książka z serii o detektyw Eve Dallas. Czy dobrze się ją czytało? Zdecydowanie tak, nawet jeśli ktoś nie zna poprzednich łatwo wejdzie w świat stworzony przez pisarkę i pewnie sięgnie po wcześniejsze części. Zagadka kryminalna, lub raczej ich liczba mnoga, już pojawiają się na samym początku lektury, więc tak naprawdę jako czytelnicy od razu rozpoczynamy dochodzenia, a te przede wszystkim bazują na bohaterach, a nie na technologii, chociaż jak najbardziej i ona pojawia się. Jednakże na pierwszym planie są ludzie oraz oczywiście ich historie, nieodmiennie odkrywane równolegle do prowadzonych prac śledczych. W „Zapomnianych na śmierć” mamy wszystko to, co za co tak lubimy ten gatunek czyli zbrodnię, w tym przypadku nie jedną, naprawdę dobrze wykreowane postacie, wiele tajemnic, rodzinnych jak najbardziej również oraz śledztwo oparte na łączeniu faktów, tropów oraz odnalezionych dowodów, wcale nie tak oczywistych. A co z futuryzmem? Jak najbardziej jest on obecny, w żadnym razie jako mało znaczący dodatek, lecz doskonale wtopiony jest w on w fabułę, tak, iż jest po prostu integralną częścią, lecz na pierwszym planie jest dedukcja, łączenie pozornie niezwiązanych ze sobą informacji oraz osobiste zaangażowanie postaci. No i jeszcze coś – morderstwo doskonałe jest tylko do momentu kiedy ktoś trafi na jego trop, reszta to jedynie kwestia czasu i determinacji!


Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję: