środa, 20 listopada 2024

Herstories

Nowość:

„Łobuziary. 

Najfajniejsze 

bohaterki literackie”

Sylwia Chutnik

Ilustracje: Ola Szmida

 

Bohaterki książek nieraz utkwiły nam w pamięci i nawet długo po lekturze towarzyszą nam. Niektóre z nich są naszymi znajomymi jeszcze z czasów dzieciństwa, inne dołączają do nas później. Co je wyróżnia? Czasem niepokorność, zadziorność, buntowniczość, lecz najczęściej to, iż nie boją się wyrażać swojego zdania i wyróżniają się spośród innych osób.

 

Trzydzieści postaci kobiecych w różnym wieku, jakie pojawiły się w literaturze, nie tylko ostatnimi czasy, lecz także na przestrzeni lat. Znane z książek zagranicznych autorów, lecz także nasze rodzime. Wiele z nich rozpoznamy bez trudu, bo kto nie zna Małej Mi, Pippi czy Hermiony albo Idy Borejko albo Majki Skowron i Pollyanny lub Pchły Szachrajki? Te kilka bohaterek są jedynie przykładem jak różne bywają oraz jak długo niekiedy towarzyszą nam. Młodsze, starsze, z różnorodnych gatunków literackich. Z pewnością nie giną w tłumie podobnych, to na nich wzorują się inni, bywa, iż kolejne pokolenia, tak czytających jak i twórców. Ich przygody stanowią inspiracje, tak samo jak i podejmowane decyzje, nie są nieomylne, ale z pewnością nie da odmówić się im odwagi. Co jeszcze sprawia, że je pamiętamy, znamy, nawet, jeśli jedynie z imienia albo też warto się nimi zainteresować i poznać? To, co sobą prezentują, najczęściej daleko im ideału, w końcu są łobuziarami, idą pod prąd, a nie z nim i wciąż to, co sobą reprezentują jest aktualne.

 

Czy tak od razu potraficie podać ciekawe bohaterki literackie? Takie, które są ponadczasowe lub mają naprawdę dużą szansę by się takimi stać? Wydawałoby się, że nic prostszego, lecz czy naprawdę? Sylwia Chutnik odpowiedziała na to pytanie naprawdę barwnie, a Ola Szmida zilustrowała je równie kolorowo. „Łobuziary. Najfajniejsze bohaterki literackie” są przykładem książki, przy czytaniu jakiej naprawdę dobrze spędzą czas młodsze i starsze czytelniczki, zresztą czytelnicy również. Dlaczego? Po pierwsze sam motyw czyli one. Pierwszy plan oddany zostaje trzem dziesiątkom dziewczyn, niektóre z nich już weszły do kanonu literatury, inne są o krok. Jednak to nie ich popularność jest najważniejsza, istotniejsze jest to uosabiają sobą, jaka jest ich historia i po prostu kim są. Zaprezentowanie pewnych z nich przyjęłam ze zdziwieniem, kolejnym od razu przyklasnęłam, były i takie, nad jakimi głębiej zastanowiłam się. To stanowi atut tej książki, nie jedyny, wciąga, skłania do porównania z tym, co pamiętamy z obecnymi odczuciami, a młodszym nadarza się okazja by zaznajomić się z nieprzeciętnymi osobami. Zaprezentowane bohaterki nie wyczerpują listy, mogą też stanowić punkt wyjścia do stworzenia własnej, lecz i sięgnąć po książki, gdzie pojawiają się, a jeszcze ich nie znamy. Autorka przygotowała na końcu bibliografię, gdzie znajdziemy nie tylko tytuły, ale także wydania z ciekawymi notkami, czasem z anegdotami, przybliżeniem twórcy lub okoliczności powstania.


Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

 

poniedziałek, 18 listopada 2024

Uczuciowa układanka

„Igrzyska w udawaniu”

Elle Gonzales Rose

 

Niechęć czasem jest lepiej pielęgnowana niż najpiękniejsze kwiaty, zwłaszcza, jeśli sprzyjają jej warunki. Korzenie zapuszcza głęboko i nie tak łatwo ją wyrwać. Gdy wydaje się, iż da się ją wyplenić ona odrasta jeszcze mocniej. Co musi się wydarzyć by w końcu stała się jedynie przeszłością?

 

Pewne tradycje są silniejsze niż zdrowy rozsądek, zwłaszcza jeżeli mają u swych źródeł poczucie niesprawiedliwości i zemstę. Kiedyś rodziny Baezów i Seo-Cooke`ów przyjaźniły się, jednak to odległe czasy. Od lat obie familie uprzykrzają sobie życie, a apogeum zawsze następuje podczas lokalnych rozgrywek Zimowych Igrzysk. Ostatnio Baezowie nie odwiedzali swojego wakacyjnego domu, lecz w tym roku zawitali ponownie. Nic nie zapowiada, że dawna niechęć przygasła, wprost przeciwnie. Brak kontaktu pomiędzy klanami jedynie podsycił pragnienie pokazania drugiej strony, na co stać tę pierwszą i vice versa. Coś jeszcze ma miejsce – udawane randkowanie przez przedstawicieli Baezów i Seo-Cooke`ów. Jeżeli ktoś myśli, że doszło do zawieszenia broni to jest w ogromnym błędzie. Czy ktoś pamięta starą maksymę: od nienawiści do miłości jeden krok? No cóż chyba nie… Sielskie Lake Andreas długo było świadkiem wojny podjazdowej obu klanów i chyba niczego ich nie nauczyła. Stawką w tym roku w Zimowych Igrzyskach jest domek Baezów oraz dwa serca, te ostatnie nie były w ogóle brane pod uwagę, ale niekiedy życie pisze przedziwne scenariusze…

 

Familijna waśń jak z „Romea i Julii”. Zamiast urokliwej Werony wakacyjna miejscowość na Florydzie. Jednak myliłby się ten, kto uważałby, że moc wzajemnych waśni jest mniejszy, a już uczuć tym bardziej. Jak się można przekonać podczas lektury jedno i drugie jest równie silne i niesie z sobą równie dużo komplikacji. Elle Gonzales Rose doskonale potrafiła oddać klimat rodzinnych potyczek, a do tego dodać temat śmierć bliskiej osoby, żal po jej stracie oraz to jak wpływa taki dramat na podejmowane decyzje. Ale warto podkreślić jak autorka umiejętnie pokazuje różne formy żałoby i równocześnie jak ona się w czasie. Oczywiście nie da się zapomnieć o innych uczuciach, pojawiających się nieoczekiwanie i będących początkiem czegoś, co stawia pod znakiem zapytania motywy obu stron oraz scenariusz, realizowany od lat. „Igrzyska w udawaniu” jest historią podczas czytania, której śmiejemy się, a zaraz potem nasuwają się refleksje nad wpływem rodziny na jej członków oraz kiedy rodzi się uczucie. Lektura pokazuje prawdziwy kalejdoskop emocji w kontrastowych barwach, mocno zaznaczających swoją obecność w życiu bohaterów i równocześnie rzutują na to, co dopiero będzie miało miejsce.

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

sobota, 16 listopada 2024

Holistycznie

„Astrogenealogia”

Elena Londero

Maura Malfa

 

Trzy dziedziny, które mało z sobą są kojarzone lub ogóle nie łączy się w całość. To już na wstępie jest intrygujące. Jaki mogą mieć punkt wspólny oraz jaki ma to na wpływ na człowieka? Czasem warto spojrzeć na to, co znane z całkiem nowego punktu widzenia.

 

Genealogia. Psychologia. Astrologia. A w samym centrum człowiek i to, czego doświadcza, często nieświadomy źródła zwycięstw i porażek, chociaż jesteśmy przekonani, iż dokładnie wiemy skąd się wzięły. Może trzeba sięgnąć głębiej, dalej i tam, gdzie nie spodziewalibyśmy się odpowiedzi? Jeszcze niedawno mało znane było zagadnienie dziedziczenia doświadczeń poprzednich generacji, najczęściej w ujęciu traum pokoleniowych. Obecnie to pojęcie nie jest czymś niewiadomym, lecz słyszy się o nim niejednokrotnie. Pojęcie z pogranicza genealogii oraz psychologii. Natomiast można jeszcze dorzucić kolejną dziedzinę – astrologię. Z takiej składanki wynikają interesujące spostrzeżenia, którymi autorki książki dzielą się z czytelnikami w naprawdę szerokim ujęciu. Każda z trzech sfer zostaje wpierw omówiona tak, by dalsza części była zrozumiałe. Niecodzienne połączenie sprawia, że „Astrogenealogia” jest lekturą interesującą i intrygującą. Rozdział za rozdziałem zagłębiamy się w sieci nieoczywistych powiązań i wprost kusi by przez ich pryzmat spojrzeć na swoją przeszłość i teraźniejszość. Czy warto to zrobić? Na to pytanie każdy powinien sam sobie odpowiedzieć.

 

Czasem nie wiemy, dlaczego postępujemy tak, a nie inaczej. Bywa i tak, iż dostrzegamy pewien schemat naszych działań, powtarzający się w podobnych okolicznościach. Jednakże źródła wciąż są dla nas tajemnicą. Elena Londero i Maura Malfa pokazują jedną z dróg, jakie mogą prowadzić do odpowiedzi na pytania, co może wpływać na nasze wybory i dlaczego. Trzy różnorodne dziedziny splecione by odsłonić to, co stoi za tym, z czego nie zdajemy sobie sprawy, lecz jest dla nas istotne. Pewne zależności mogą być dla nas niespodzianką, ale dzięki temu otrzymujemy możliwość innego niż dotychczas spojrzenia na ważne dla nas aspekty. „Astrogeneologia” jest książką ciekawą nie jedynie dla osób poszukujących informacji z pogranicza różnorodnych obszarów wiedzy, ale również dla tych, którzy lubią całkiem nowych kierunków w nauce. Autorki starają się podchodzić holistycznie do zagadnienia do tego, co możemy odziedziczyć po swoich przodkach, ale też co my pozostawiamy w spadku kolejnym generacjom.


                                                     Za możliwość zapoznania się 

                                                                     z książką

dziękuję:

wtorek, 12 listopada 2024

Terminarz z bonusem

Nowość: 

"CzaroMarownik 2025"

Jak co roku w okolicach października, listopada, a już z pewnością grudnia zaczynamy rozglądać się za terminarzem. Te elektroniczne sprawdzają się, lecz część z nas, w tym i ja, lubi też mieć analogową wersję lub w ogóle poprzestaje na papierowej. Jak wiadomo mają swój niezaprzeczalny urok i powiedzmy sobie szczerze często są czymś więcej niż jedynie miejscem na zapiski dat, godzin i spotkań.

 

„CzaroMarownik” na rok 2025 zaczyna czarować już na samym początku. Pierwsze przydatne informacje zawarto już na pierwszych stronach. Zanim przejdziemy do pierwszych dni stycznia mamy okazję na ciekawą porcję informacji, jakie możemy od razu poznać lub stopniowo podczas korzystania z planera. Zresztą oferuje on interesujące teksty co kilka stron. Tak naprawdę każdy tydzień ma treści z kręgu ezoteryki, ziołolecznictwa, medycyny naturalnej, a także ciekawostek. Takie połączenie sprawia, że łączymy przyjemne z pożytecznym. Część informacji dopasowane jest do pory roku albo miesiąca, tak, by użytkownik mógł je jak najszerzej wykorzystać w odpowiednim momencie. Oczywiście nie zapomniano o głównym celu czyli funkcji kalendarza, która jest na pierwszym miejscu. Dla każdego dnia mamy kilkanaście wykropkowanych linii przeznaczonych na nasze zapiski. Nie będzie więc problemu na zmieszczenie notatek, ich odnalezienie również nie sprawi trudności z uwagi na wyraźne określenie dni. Oprócz tego mamy możliwość prowadzenia domowych rachunków i podsumowań miesięcznych w tym zakresie. Jeśli ktoś ma obawy, co do wytrzymałości „CzaroMarownika”, jakby nie było ma nam towarzyszyć przez cały rok, to nie musimy się tym martwić. Twarda oprawa z ciemnym tłem i stonowanymi akcentami kolorystycznymi w postaci roślin gwarantuje, iż będzie się on dobrze prezentował przez cały czas użytkowania. Do tego dołączona jest plansza z naklejkami, jeśli ktoś ma ochotę na personalizację. Terminarz na co dzień, lecz daleki od zwykłego planera. W sam raz dla tych, którzy lubią oprócz zapisywania mieć pod ręką ciekawe informacje.


                                                   Za możliwość zapoznania się 

dziękuję:

poniedziałek, 11 listopada 2024

Mrok w nas

Nowość:

„Dark Ivy. Kiedy upadnę”

Nikola Hotel

 

Niektóre szanse trzeba sobie samemu wywalczyć. Nie czekać na nie tylko dać z siebie wszystko by je zdobyć. Jednak to dopiero pierwszy krok z wielu by zdobyć to, co oferują. Każdy z nich jest ważny, ale niektóre mogą przynieść to, czego najbardziej obawiamy się, a wtedy powrócą z całą siłą lęki, jakie dopiero, co zaczęły się rozwiewać.

 

 Czasem by marzenia mogły się spełnić musimy poświęcić więcej niż inni. Jedni mają to na skinienie ręki, a drudzy… no cóż sami muszą zapracować na nie. Eden Collins należy do tej drugiej grupy. Rozpoczęcie studiów w Akademii Woodforda kosztowało ją naprawdę dużo. Zdobyła stypendium i weszła na drogę, na jakiej nikt nie da jej jakiejkolwiek taryfy ulgowej. Wprost przeciwnie. To, co większość jej nowych znajomych uważa za oczywistość dla niej jest kolejnym zakrętem do pokonania, ale jak do tej pory potrafiła pokonać każdą trudność. Jednak nie zaczyna nowego rozdziału w życiu z czystą kartą, ma w pamięci tragedię sprzed roku, gdy straciła najbliższego przyjaciela. Teraz powinna wykorzystać wszystko, co oferuje uczelnia, lecz czy będzie potrafiła to zrobić? Zwraca na nią uwagę ktoś, kto chyba wróży kłopoty. William Grantham ma wszystko, dosłownie i w przenośni, dlatego ktoś taki jak Eden ma prawo patrzeć na niego z nieufnością. Ona ma do stracenia wymarzoną przyszłość. Czy obawa dziewczyny jest uzasadniona? Przed nimi kilka lat wspólnej nauki, a większość studentów pochodzi z takiego środowiska jak on. Może jej uprzedzenia są na wyrost i nie mają pokrycia w rzeczywistości? Jeśli pomyli się w ocenie cena będzie wysoka…

 

Jeśli już na wstępie czujemy się zaintrygowani lekturą, a kolejne strony jeszcze podbijają to uczucie przed nami naprawdę ciekawie zapowiadająca się książka. Jeśli dorzucimy do tego mroczne przebłyski odczuwane pomiędzy wierszami to nasza pewność, iż dobrze spędzimy z nią czas. Na tym oczywiście nie koniec, to dopiero przedsmak historii, w jakiej wiele nie jest takie jak mogłoby się wydawać. Nikola Hotel nie rozwiewa przypuszczeń czytelników, rozjaśnia jedynie nieco toczącą się historię, by zaraz potem postawić znak zapytania lub rzucić niedopowiedzenie, które podsycają ciekawość. „Dark Ivy. Kiedy upadnę” ma w sobie klimat gotyckich powieści wiktoriańskich, gdzie tło współgrało z tym, co miało miejsce na pierwszym planie. Ekskluzywna uczelnia z szacownymi murami, dostępna dla nielicznych już na wstępie daje słodki smak sukcesu, lecz dla niektórych zaprawiony gorzkimi nutami. Do tego dodajmy kontrastowych bohaterów oraz tajemnice skrywane przez nich przed innymi, co daje wprost doskonałe źródło splotu okoliczności, jakim dramatyzmu nie da się odmówić. Autorka tak prowadzi fabułę by czytający trwali w niepewności, co się wydarzy i jaki będzie miało to wpływ na losy postaci. Jednakże finał i tak zaskakuje swoim przebiegiem i jako wstęp do kolejnej części naprawdę stanowi szerokie pole do popisu dla twórczyni. Zresztą chciałoby się poznać ciąg dalszy jak najszybciej.


Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

piątek, 8 listopada 2024

Średniowieczne szlaki

Nowość":

„Przewodnik średniowiecznego obieżyświata”

Anthony Bale

 

Podróżowanie wydaje się nam z jednej strony oczywiste, lecz z drugiej zbyt często uważamy, że tak naprawdę to dopiero domena ostatnich kilki pokoleń. Oczywiście wcześniej też przemieszczano się, lecz nie na taką skalę. Oczywiście jest to prawda, ale… no właśnie jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. A gdzie szukać jak nie w średniowieczu? Dlaczego właśnie tam, gdzie przecież ciemno, nijako i jakoś tak zaściankowo? No cóż nic bardziej mylnego!

 

Kolorowa okładka z kwintesencją epoki, osobiście kojarzy mi się z witrażem. Wbrew pozorom wieki średnie wcale nie były szare i nudne, a ówcześni ludzie byli równie ciekawi świata, a może nawet bardziej, niż my obecnie. Docierali równie daleko jak my obecnie, chociaż skromniejszymi środkami lokomocji. No i potrzebowali wskazówek, co warto zobaczyć. A gdyby tak udać się właśnie śladami ówczesnego wędrowca? Czy w dobie, gdy mamy prawie na wyciągnięcie ręki najodleglejsze rejony świata taka podróż ma sens i co może nam dać? A gdyby tak spojrzeć nie naszymi oczami, lecz z perspektywy średniowiecznego podróżnika? Jakie mogły być jego motywy? Religijne? Poznawcze? Zawodowe? Z ciekawości? Tak, tak, tak i tak, ale także dużo mniej chwalebne czyli wyprawy wojenne. Te ostatnie wcale nie wykluczały poznawania dalekich krain, często zupełnie nieznanych i otoczonych legendami. Wrażenia z wypraw często utrwalano na piśmie, by były świadectwami tego, co widziano, doświadczano oraz poradnikiem dla innych. A gdzie docierali? Jerozolima, Konstantynopol, Kair, Indie, Chiny, Karakorum, a z bliższych destynacji Rzym i Santiago de Compostela. Nawet obecnie, dla niejednego z nas, miejsca te są warte zobaczenia.

 

Podróżowanie  to nie wynalazek ostatnich dekad, człowiek zwiedza świta od zawsze, lecz jakoś tak nie doceniamy dawnych peregrynacji. No chyba, że chodzi o wyprawy Kolumba, Magellana, Marco Polo, to co innego. Jednakże i o wiele mniej znani odbywali niesamowite wojaże i Anthony Bale oddał im hołd oraz uchwycił ducha średniowiecznej przygody. Barwna opowieść wiedzie nas przez lądy, morza i oddaje perspektywę średniowiecznego globtrotera, lecz również przekazuje tło historyczne i ciekawostki. Naprawdę trzeba oddać autorowi, że włożył ogromną pracę w opisanie podróży średniowiecznych turystów, nie są oni anonimowi, poznajemy ich z imienia i nazwiska bądź przydomka. Wyruszają ich śladami mamy przed oczami to, co oni widzieli, ale także poznajemy kulisy ich wypraw, od samych przygotowań aż po wrażenia po ich odbyciu. Czasami równocześnie poznajemy relacje dwóch osób, co daje niepowtarzalną szansę by zobaczyć jak różnie te same widoki odbierali różni wędrowcy. Na tym nie koniec, bo jak wiadomo dobry przewodnik to także użyteczne porady, przydatne przed i w trakcie wojaży, dużo mówiące o charakterze wędrówki i niekiedy wciąż warto brać je pod uwagę. „Przewodnik średniowiecznego obieżyświata” czyta się tak jakby oglądało się doskonale przygotowany dokument podróżniczy. Anthony Bale oddał słowami niezwykłe obrazy oraz wrażenia jakie wywołały u tytułowych średniowiecznych obieżyświatów, jacy pokonywali setki, tysiące kilometrów by poznać inną kulturę, w sprawach zawodowych lub religii.





Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję 
wyd. Rebis

wtorek, 5 listopada 2024

Miłość od pierwszej trumny

Nowość:

„Twoja aż po grób”

Ivy Fairbanks

 

Czasem nazwa może być myląca. Jednak podobno złe dobrego początki lub jakoś tak podobnie. Grunt, by się nie zrażać i dostrzegać pozytywne strony niespodziewanych splotów okoliczności. Te ostatnie bywają naprawdę zaskakujące i prowadzą do niemniej intrygującego ciągu dalszego.

 

Irlandia jest nowym rozdziałem w życiu Lark Thompson oraz ogromną szansą zawodową. Jeśli do tego dodać przytulny domek, to przeprowadzka z Teksasu wydaje się być znakomitym pomysłem. Tyle, że tuż obok nowego miejsca zamieszkania jest zakład pogrzebowy. No cóż bywa i tak, na plus tego sąsiedztwa trzeba zaliczyć właściciela tego przybytku. Callum Flannelly jest przeciwieństwem nowej mieszkanki Galway. Spokojny, cichy i z pewnością raczej nie od razu rzuca się w oczy. Czy przeciwieństwa przyciągają się? Autorka kreskówek i przedsiębiorca pogrzebowy? Dosyć egzotyczne połączenie, lecz przyjaźń, dlaczego by nie? Taka z korzyściami bywa ciekawym rozwiązaniem? No cóż sprawa wcale nie jest taka prosta, w grę wchodzą uczucia, jakie można próbować ignorować na początku, ale również dość niecodzienny zapis w testamencie. Na co więc zdecydują się sąsiedzi? Obok siebie trudno im przejść obojętnie, a w swoim towarzystwie bawią się dobrze. Pozostaje jedynie lub aż kwestia przeszłości, spadkowych zawiłości oraz odwagi, by podążyć za głosem serca nawet, jeśli drodze usłyszy się trochę makabrycznych żartów.

 

Znacie takie książki, które są lekkie, lecz nie błahe? Z kategorii tych, które jednocześnie od samego początku wywołują szeroki uśmiech na twarzy, przy jakich czas biegnie szybko i zanim obejrzycie się poznajecie całą historię, chociaż wcale nie należy do krótkich? „Twoja aż po grób” właśnie jest taką lekturą i na jej poznanie lepiej zarezerwować sobie czas, gdyż trudno jest ją odłożyć. Irlandia. Amerykanka rodem z Teksasu. Właściciel domu pogrzebowego. Humor w ilościach hurtowych. Sąsiedztwo może i mroczne, ale jakie ciekawie. Skrót, wcale nie aż telegraficzny mamy, zresztą, po co się streszczać, jeśli Ivy Fairbanks nie tylko miała dobry pomysł, ale i potrafiła go zrealizować na więcej niż 100%. Komedia romantyczna? Tak i to taka, w jakiej nie brak obydwu motywów, zazębiających się w odpowiednich momentach, bez niepotrzebnego przyśpieszenia. Autorka daje czas czytelnikom na poznanie bohaterów tych głównych, a oprócz tego i tych z drugiego planu, obdarzając ich cechami charakteru, które sprawiają, że szybko zaczynamy odczuwać wrażenie, iż to nasi dobrzy znajomi. Ivy Fairbanks porusza także poważniejsze kwestie, wplatając je w fabułę tak, by były kolejnymi cegiełkami jej fundamentów. „Twoja aż po grób” to książka zapewniająca jednocześnie doskonałą rozrywkę, lecz i skłaniają do refleksji.


            
                    Za możliwość przeczytania książki 
    
                dziękuję 
 

              wyd. Albatros

sobota, 2 listopada 2024

Okrutna prawda

Nowość:

„Królestwo Kłamstw. 

Dwór okrutny i piękny”

Stacia Stark

 

To, co odebrane jest zwracane. Po latach i pod okrutnym warunkiem. Nie każdy go spełni. Niektórzy wiedzą o tym z wyprzedzeniem, ich los zdaje się być przesądzony. Nie da się przecież oszukać przeznaczenia. A jeśli… można skierować je na całkiem nieoczekiwane tory?

 

Nadzieja naprawdę potrafi być dobrą motywacją, bo czego można się jeszcze chwytać, jeśli nie ma się już niczego właśnie poza nią? Prisca jedynie pragnie przeżyć, jednak wie, że nie ma na to szans. Nikt, poza najbliższymi, nie wie, że jest zdeprawowaną, chociaż tak naprawdę to nie od niej zależało, iż zachowała niezwykłą moc, którą innym odebrano. Każdy, kto ją zachował jest palony na stosie, więc jeśli nie chce podzielić losu innych nieszczęśników pozostaje jej jedynie wiara, że uda się jej uniknąć najgorszego. Czy to możliwe? Może w tym pomóc dziewczynie zawiera niespodziewany układ. Nie zdaje sobie sprawy z tego, co on z sobą niesie, a zwłaszcza z kim go zawarła. Drugą stroną paktu jest mężczyzna, o jakim śni od lat, ale spotyka go po raz pierwszy dopiero w najgorszej chwili swego życia. Jak to możliwe? Prisca nie zdawała sobie sprawy ile tajemnic kryje się wokół niej i  jak one wpłynęły oraz wciąż wpływają na nią. Jeśli pragnie przetrwać musi złożyć kolejną obietnicę, tym dotkliwszą, że zna już cenę, jaką zapłaci. Wcześniej myślała, że świat jest okrutny, teraz poznała dlaczego takim stał się, chociaż jeszcze nie wszystkie sekrety zostały ujawnione.

 

Za co lubimy historie fantasy? Z pewnością za to, iż przenoszą do całkiem innego otoczenia od tego, w jakim funkcjonujemy, na co dzień. Do tego od razu dodajmy bohaterów, bo bez nich trudno wyobrazić sobie wciągająca historię, oczywiście ich charaktery powinny być takie, by przyciągały uwagę. No i same koleje ich losów, w jakich elementem zasadniczym są przygody. Jeśli dorzucimy jeszcze intrygujący drugi plan oraz piętrzące się tajemnice to otrzymamy wielce obiecujący zestaw. „Dwór okrutny i piękny”, będący pierwszym tomem cyklu Królestwo Kłamstw posiada wszystkie te składniki. Nie obywa się także bez magii i dawki niejednoznaczności, co do pobudek postaci i to od samego początku aż do przysłowiowego końca. Pozostaje jeszcze motyw, ten wydaje się znany bardzo szybko, lecz okazuje się, że ma drugie, sekretne, dno. Spod pióra Stacii Stark wyszła opowieść wielowątkowa, zagadkowa i z niejedną intrygą, gdzie jednocześnie toczy się walka o przeżycie kolejnego dnia, o to by uratować to, co najważniejsze dla bohaterów oraz opanowanie niezwykłej mocy. Jednak to nie wszystko, wiele wydarza się w międzyczasie, zmuszając do nieoczekiwanych sojuszy, trudnych obietnic i życiowych wyborów. „Dwór okrutny i piękny” to barwne widowiskowe, odmalowane niezwykle plastycznie słowami, z zaskakującymi zwrotami akcji oraz pierwszo i drugo planowymi aktorami, jacy tak naprawdę mają dużo w zanadrzu. Zakończenie okazuje się bardzo interesującym zaczątkiem tego, co jeszcze będzie miało miejsce i z pewnością splot wydarzeń zaskoczy czytelników. Magia, kontrastowe uczucia, zagadkowa przeszłość, ogromna władza, to bardzo telegraficzny skrót baśniowa historia, której nie brakuje dramatyzmu i bezwzględnej walki.



Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

środa, 30 października 2024

Koniec i początek

Nowość:

„Pocałuj mnie Artemido”

Agnieszka 

Lingas – Łoniewska

 

 

Zemsta podobno najlepiej smakuje na zimno, ale też i jest ucztą bogów, bywa również słodka. Jednak za każdym razem przypomina o tym, co nas zraniło i wciąż boli. Gniew nie jest najlepszym doradcą, zwłaszcza gdy nie pozwala zamknąć drzwi do przeszłości i otworzyć kolejne, do przyszłości. Jeśli nie zauważy się tego w porę to dużo można stracić…

 

Nawet najlepszy plan może przynieść nieoczekiwane skutki. Artemida od lat przygotowywała doskonałą wersję, w jakiej nie było miejsca na przypadek lub odstępstwo. Kobieta wszystko dokładnie przemyślała i w szczegółach dopracowała zemstę na kimś, kto odebrał jej to, co najcenniejsze dla niej. Nie potrafi zapomnieć o przeszłości oraz wydarzeniach, jakie naznaczyły ją. Cios za cios, bez jakiejkolwiek litości, bo czy ten człowiek współczuł jej i żałował swoich czynów? Nie! Dlatego i ona nie zamierza zboczyć z drogi. Uderzy w najsłabszy punkt i w końcu rachunki wyrównają się. Czy jednak wzięła pod uwagę, co poczuje, gdy spotka się twarzą w twarz z Arturem, mającym być środkiem do celu, spisanym na straty? Doskonały plan brał pod uwagę jedynie smutną satysfakcję, że sprawiedliwości stało się zadość, tyle, że rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana. Do głosu dochodzą nieoczekiwane emocje, do tej pory skryte za bolesnymi doświadczeniami i żalem za tym, co zostało utracone bezpowrotnie. Jak może zakończyć się znajomość Artemidy, pragnącej wyłącznie zemsty i chłopaka, budzącego to, czego miało nie być? Nie tak łatwo jest odciąć się od nieoczekiwanych uczuć i tego, co z sobą przyniosły.

 

Strata. Ból. Zemsta. Historia oparta na takich fundamentach i spod pióra pisarki, doskonale potrafiącej oddać emocje oznacza jedno – podczas jej lektury nuda zagości. Do tego należy dodać nieustannie nakręcaną spiralę uczuć, sprzecznych, nieoczekiwanych, kontrastowych i przede wszystkim wciągających do świata, gdzie czerń i biel zastąpiona jest mocnymi barwami. W „Pocałuj mnie Artemido” nie ma miejsca na oczywistość, szybko zostajemy wyprowadzeni z błędu, jakim jest założenie, iż przewidzimy jak potoczą się losy postaci. Prosty schemat jedynie jest takim przez chwilę, na tyle by zmylić, a zaraz potem pokazuje złożoność pobudek bohaterów oraz pogmatwane ścieżki, jakimi podążali i co wpłynęło na to, kim są obecnie. Agnieszka Lingas-Łoniewska prowadzi ich na samym skraju granicy, jej przekroczenie otwiera równocześnie nowe możliwości, lecz oznacza również brak powrotu do tego, co było. Oczywiście jest jeszcze zemsta, której źródłem są dramatyczne wydarzenia sprzed lat, niepozwalające o sobie zapomnieć, a może ktoś do nich wraca, gdyż jest to powód by ból nie zwyciężył i jednocześnie daje cel w życiu? „Pocałuj mnie Artemido” jest historią dwojga ludzi oraz ich bliskich, połączonych niewidzialnymi więzami, dużo bardziej dramatyczniejszymi niż można by przypuszczać i jednocześnie stanowiącymi tragiczną tajemnicę.



poniedziałek, 28 października 2024

Dostrzec zło

Nowość:

„Złe miejsce, zły czas”

Małgorzata Rogala

 

Zły punkt na mapie, niewłaściwy moment, nieodpowiedni ludzie. Czasem to aż nadto by stały się wierzchołkami dramatycznego trójkąta. Jeśli do tego jeszcze dołożyć emocje, niezdrowe pragnienie wyróżnienia się za wszelką cenę i chorą rywalizację przepis na tragedię gotowy. Jeśli ktoś myśli, że niezbyt często dochodzi do takiego splotu okoliczności jest w dużym błędzie.

 

Zło zawsze ma jakieś źródło, które ignoruje się, a kiedy już nabiera ono mocy bywa za późno by mu zapobiec. Oblanie kogoś farbą to przecież „tylko” chuligański wybryk, pobicie nastolatka nie jest aż tak rzadkie, ale czym innym jest już zabójstwo. Trzy różne sprawy, całkowicie odmienna jest ich waga. Wydają się nie mieć ze sobą związku, zresztą, kto by się doszukiwał w wybrykach młodzieży kryminalnego podtekstu. Szymon Pawelec wraz ze swoją partnerką prowadzą dochodzenie w sprawie śmierci jednej z mieszkanek warszawskiego osiedla. Weronika Nowacka stara się pomóc ósmoklasiście pobitemu blisko szkoły. Nastolatka Alicja przypadkowo wchodzi w posiadanie informacji o ostatnich wydarzeniach, mających miejsce w jej otoczeniu. Co prowadzi do nieprzewidzianych skutków, wydawałoby się, że kiedy już sekrety wyjdą na jaw nie są już groźne. Jednak prawda czasem ma nie tylko gorzki smak, ale też bardzo boleśnie odciska się na ludziach. Pawelec wpada na trop, lecz trudno mi przewidzieć do kogo go doprowadzi i co jeszcze po drodze odkryje. Weronika stara się pomóc uczniom, lecz niekiedy silniejszy jest strach i presja grupy. Do czego to doprowadzi?

 

Jeżeli lubicie kryminał wykraczający poza ramy gatunkowe to książki spod pióra Małgorzaty Rogali są doskonałym wyborem czytelniczym. Nie inaczej jest w przypadku najnowszej książki pisarki, poruszającej tematy nie tylko będące na czasie, lecz przede wszystkim te, obok których nie powinno przechodzić się obojętnie. Wątek kryminalny w żadnym wypadku nie jest potraktowany po macoszemu, to on jest w centrum fabuły, lecz nie jest o prosta historia o zbrodni. „Złe miejsce, zły czas” to kilkuwarstwowa opowieść o tym jak szybko rodzi się zło, ewoluuje i przede wszystkim rośnie w siłę, niedoceniane przez otoczenie. Na pierwszym planie są młodzi bohaterowie, wchodzący burzliwie w dorosłość i nie do końca świadomi wagi podejmowanych decyzji oraz nieodpowiednich pobudek. Starsze postacie są tuż obok nich, na ich oczach nakręca się spirala przemocy, lecz dlaczego nie zostaje powstrzymana? To nie jedyne pytanie, jakie nasuwa się podczas czytania. Małgorzata Rogala nie daje prostych odpowiedzi, zresztą zanim one nastąpią sami sobie odpowiadamy na nie, gdyż trudno pozostać obojętnym. Jednym z szeregu atutów tej książki jest ścisłe powiązanie wątku społecznego ze stroną dochodzeniową. Ten pierwszy nie jest jedynie dodatkiem, „ozdobnikiem” czy wypełniaczem treści. Jednocześnie autorka zwraca uwagę na konkretny problem i to, co wiąże się z nim oraz jakie są jego skutki. Warto także zwrócić uwagę na tytuł, który niejednokrotnie odnosi się do fabuły. Pozostaje jeszcze zakończenie, sprawiające, iż po raz kolejny zauważamy jak często patrzymy nie dostrzegając zła dziejącego się na naszych oczach.


                                                   Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:




środa, 23 października 2024

Niewinny winny


Premiera:

„W głąb”

Katarzyna Bonda

 

Wydaje się nam, że nie ma nic prostszego od prawdy. To od niej wiele zaczyna się i równie dużo kończy. Jednak nie tak łatwo dotrzeć do niej. Często kryje się za murem milczenia, subiektywnych opinii, zręcznych iluzji i tego, wszystkiego tego, co skłania ludzi do przemilczeń oraz bólu, niezauważonego przez tych, którzy powinni go dostrzec.

 

Łatwo jest oceniać po pozorach, trudno pozostać obiektywnym, gdy stanie się twarzą w twarz z rzeczywistością odbiegającą daleko od wyobrażeń, nawet, jeśli niejedno się widziało i jeszcze więcej doświadczyło. To nie jest pierwsza sprawa, związana z zabójstwem, prowadzona przez detektywa Jakuba Sobieskiego, lecz ta ma przebieg dość burzliwy i co istotne dotyczy nastoletniej osoby. Zbrodnie popełniono w miejscu, gdzie teoretycznie nie powinno do niej dojść. Jednakże szybko okazuje się, iż z tym, z czym spotyka się detektyw dalekie jest od jego wyobrażeń, obiegowych opinii, nie wspominając już w ogóle o tym, jak powinno być. Szpital psychiatryczny dla dzieci, już to jest nieszablonowe, drugim jest ofiara oraz domniemany sprawca, obydwoje to nastolatki. Cała reszta okazuje się jeszcze mocniej pogmatwane, a śledztwo jedynie obnaża słabość systemu, z jakiego rodzą się niepisane zasady oraz patologie. Rzadko, kto z potencjalnych świadków, jest skłonny do współpracy, zresztą nawiązanie jest, co najmniej utrudnione. Jak przebiegły wydarzenia tego feralnego dnia, że jedna nastolatka nie żyje, a druga jest oskarżona, a wszystko pozostałe stanowi wielki, znak zapytania obciążający tylko jednego człowieka? Sobieski szuka odpowiedzi na pytania samotnie, wiedząc, że nieostrożność może go drogo kosztować. Ktoś zabił, ktoś został oskarżony, lecz czy to jedna i ta sama osoba? Jak udowodnić czyjąś niewinność, jeżeli nie ma się twardych dowodów, a jedynie tropy będącymi raczej poszlakami? Jaka jest prawda i czy da się ją odkryć?

 

Ofiara. Sprawca. Szybko osąd, niebędący wyrokiem, lecz brzmiący tak, i wystarczający dla wielu by nie szukać odpowiedzi na pytania. Niezwykle mocny kryminał, nie tylko ze względu na motyw, lecz przede wszystkim na tło, w którym ma miejsce. Dziecięcy szpital psychiatryczny, daleki od wyobrażeń, za to bliski najmroczniejszym obrazom. Fikcja literacka? Tak, lecz oparta na realiach. „W głąb” jest historią toczącą się bardzo zamkniętym otoczeniu, bo trudno go nazwać kameralnym, bliżej mu w niektórych momentach do klaustrofobicznego i z pewnością przerażającego nie tylko tym, co się w nim dzieje, ale przede wszystkim brakiem perspektyw na zmiany. Tego rodzaju drugi plan staje się istotnym wątkiem lub wręcz lejtmotywem, wciąż przypominającym o swoim istnieniu i niepozwalającym zapomnieć o sobie. Zagadka kryminalna wciąga nas w świat, który funkcjonuje tuż obok nas, lecz z jego prawdziwego oblicza rzadko, kto ma świadomość. Podczas lektury wpierw bardzo szybko oceniamy, później zaczynamy dostrzegać, że nie do końca jest tak jak sądzimy. To pierwszy krok, jaki czynimy wraz z główną postacią, przy kolejnych zauważamy jak ważna jest uważność, bo nieostrożność ściąga niebezpieczeństwo. Katarzyna Bonda dała czytającym do rozwiązania szaradę, w której niejednokrotnie zderzamy się z murem w ślepej uliczce i równocześnie odkrywamy niewygodną prawdę. „W głąb” dalekie jest od prostego schematu, nie ma w nim prostej recepty na zło i z pewnością kroczymy krętymi ścieżkami by zdobyć odpowiedź kto i dlaczego zabił.

                                                       

                                                     Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

wtorek, 22 października 2024

A gdyby...

Nowość:

„Ostrakon”

Krzysztof P. Czyżewski

 

Przeszłość kryje niejedną tajemnicę i równie dużo, jak nie więcej, zagadek. Wydaje się nam, iż znamy doskonale historię. Czy aby na pewno? Niejeden znak zapytania pojawia się, kiedy zagłębimy się w dziejowe zawirowania, a odpowiedzi wcale nie tak prosto znaleźć. A co by było gdyby? No właśnie pojawia się ogromne pole do przypuszczeń i spojrzenia z innego punktu widzenia niż dotychczas.

 

Zabójstwo profesora Rokosza nie należało do takich, jakie spotyka się zazwyczaj, jakkolwiek to brzmi. Jednak „nietuzinkowość” jego śmierci wcale nie oznacza, iż łatwo ją wyjaśnić. Okoliczności i brak postępów w śledztwie skłaniają Łucję Rokosz do podjęcia odpowiednich kroków czyli znalezieniu motywu zbrodni, bo przecież nic nie dzieje się bez powodu, a ten może mieć źródło w zostawionych notatkach szacownego naukowca. Okazuje się, że był on zainteresowany innym okresem w historii, niż starożytnością, będącą jego domeną. Wskazówki okazują się kolejną niespodzianką lub raczej należy użyć liczby mnogiej, gdyż niejedna kryje się w dziełach sztuki, gdzie są zakamuflowane przed niepożądanymi osobami. Co faktycznie miało miejsce pięćset lat temu? Mikołaj Kopernik znany jest wszystkim, lecz już pewna jego misja niekoniecznie jak się okazuje. Tak samo zresztą jak i cel oraz ci, których spotkał. Największe umysły renesansowego świata oraz pewien zagadkowy dar, zanim jednak dotrze on do Rzymu musi pokonać niezwykłą drogę wraz Mikołajem Kopernikiem po ówczesnej Europie. Co zawiera niezwykła przesyłka i dlaczego pięć wieków później ma ewentualny związek z morderstwem? Łucja zamierza dowiedzieć, co miało miejsce się wówczas i niedawno, lecz czy uda jej się to? Nie na darmo tak mało wiadomo…

 

Tajemnicza zbrodnia i dorównująca mu charakterem dawna zagadka. Największe umysły odrodzenia i pewien przedmiot. Niezwykłe spotkanie, jakie zaginęło w mroku dziejów. Jeśli tak jak ja lubicie lektury, w jakich zaciera się fikcja z prawdą historyczną albo tym, co jest znane i tym, co mogło wydarzyć się to lektura „Ostrakonu” będzie nie lada gratką czytelniczą. Pozostali również nie będą zawiedzeni. Autor naprawdę postarał się spleść tak wątki kryminalne z zagadkowymi by czytający równocześnie z bohaterami starali się rozwikłać starannie skonstruowaną intrygę, w jakiej odnajdujemy niejedno nawiązanie do rzeczywistych zdarzeń. Oczywiście nie można zapomnieć o słynnych postaciach, jakie zrzucają patynę i pokazują się, jako ludzie z krwi i kości. Połączenie faktów z tym, co mogłoby zajść daje powieść nie tylko z intrygującymi zwrotami w akcji, ale także niejedną niespodzianką w fabule. Paweł Czyżewski postawił na zagmatwaną łamigłówkę, w jakiej liczą się niuanse i to, co skrywa się pomiędzy wierszami oraz kreatywnie nawiązuje do bardziej i mniej znanych elementów dziejowej prawdy. W „Ostrakonie” doskonale zatarta jest granica pomiędzy faktami i wyobraźnią autora, a i perspektywa spojrzenia na te pierwsze, są dobrymi fundamentami dla powieści, w której czytelnik ani na moment nie powinien być pewny, że przewidział co jeszcze będzie miało miejsce oraz jaki będzie jej finał.

 

 Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję: