piątek, 21 stycznia 2022

M jak ...

Przedpremierowo:

„Słowo gangstera”

Katarzyna Mak

 

Miłość ci wszystko wybaczy
Smutek zamieni ci w śmiech
Miłość tak pięknie tłumaczy
Zdradę i kłamstwo i grzech

(…)”1

 

Miłość wszystko wybacza? Tak łatwo zaprzeczyć lub potwierdzić, ale rzeczywistość jest bardziej złożona. Dużo nie potrzeba by proste sprawy skomplikować, czasem wystarczy splot okoliczności, chwila nieodpowiedzialności i wszystkie dane wcześniej obietnice wydają się mało lub wręcz nic nie warte. Jak więc jest z uczuciem, które może być źródłem najpiękniejszych i zarazem najboleśniejszych momentów w życiu?

 

Powroty i rozstania naznaczyły związek Eleny i Marcella. Czas ogromnego szczęścia nierozerwalnie zdawał się być spleciony z wzajemnym ranieniem się. Jak długo można tak egzystować? Kolejne szansy i następujące po nich rozczarowania ranią ich oboje. Za każdym razem wydaje się, że to już ostatni raz, a jak będzie teraz? Żadne z nich nie umiało przerwać tego, co ich łączy, lecz nadszedł moment, jakiego bali się obydwoje. Każde z nich ma podążyć swoją drogą, z daleka od tego drugiego, lecz czy on na to pozwoli? Ona nie zamierza czekać na ruch z jego strony, robi go sama, niespodziewanie i co ważniejsze skutecznie. Jednak z daleka od siebie wcale nie czują się szczęśliwsi, miłość wcale tak szybka nie mija, zwłaszcza taka jak ich. Upływ czasu niekiedy jest lekarstwem na złamane serca, jak będzie z parą, która kochała się szaleńczo i wbrew wszystkim? To, co było między nimi wygasło lub wprost przeciwnie? Mieli się już nigdy nie spotkać, tyle, że trudno zapomnieć o kimś, kto nieodwracalnie naznaczył twój los. Wzajemnie niszczyli się i dawali siłę do odrodzenia się, powstawali z popiołów i znów spalali w ogniu jaki między nimi wciąż był. Czy po latach coś jeszcze z niego pozostało? Po przejściach i z trudną przeszłością, dwoje ludzi, jacy poznali wszystkie odcienie miłości, poza tym, w jakim nie ma strachu czy nie przyniesie z sobą bólu. Jakiego dokonają wyboru? Czy zaufają sobie ten ostatni raz?

 

Jaką siłę ma miłość? Katarzyna Mak kontynuuje opowieść o uczuciu, któremu daleko do prostej definicji i nie da się go włożyć w jakiekolwiek ramy. Zresztą podobnie jest i z bohaterami, trudno odmówić im umiejętności przyciągania do siebie uwagi. „W słowie gangstera” kumulują się efekty wcześniejszych wątków, jedne tajemnice zostają wyjaśnione, a inne wciąż ukrywają się pod różnymi maskami. Nie tak szybko czytelnicy poznają ich prawdziwe oblicze, zresztą pomimo dużej szybkości z jakim toczy się fabuła, odpowiednie jej elementy toczą się we własnym rytmie by w odpowiednim miejscu dać o sobie znać w niezapomniany sposób. Nie da się ukryć, że emocje odgrywają w tej serii dużą rolę, ale w tej odsłonie pokazują jaką mają moc, jak łatwo je wykorzystać by zniszczyć to, co było najpiękniejsze, lecz i dać siłę do zmian oraz przede wszystkim zbudowania nowej wizji przyszłości. To one są odpowiedzialne za zwroty w akcji, nieprzewidywalne i pokazujące do czego zdolny jest człowiek w imię tego, co uważa słuszne. Pomiędzy zwątpieniem i wiarą powoli rodzi się nadzieja, wydająca się nie na miejscu i zwodząca, ale odkrywająca nowe możliwości. Katarzyna Mak przedstawiła miłość z różnych perspektyw i o różnych twarzach, prawdziwą i tą podszywającą się pod nią, przychodzącą nagle i zapuszczającą głęboko swoje korzenie, tak, że już na zawsze pozostawia po sobie ślad.

1„Miłość ci wszystko wybaczy”

Słowa: Julian Tuwim

 

 

Premiera:

26 stycznia

 

Za możliwość przeczytania 

książki

dziękuję:


 

czwartek, 20 stycznia 2022

Koniec skandalu?

„Żądze”

Katarzyna Nowakowska

 

Tam gdzie w grę wchodzą uczucia zdarzyć się może bardzo dużo. To, co jeszcze przed momentem wydawało się niemożliwe jak najbardziej staje się realne, nie za sprawą czarów lecz dwojga ludzi. Jednak niezwykle łatwo skomplikować proste sprawy, wystarczy kilka słów powiedzianych lub wprost przeciwnie przemilczanych, jakieś niedopowiedzenie i kłopoty gotowe. Zakochać się jest łatwo, ale miłość to już całkiem inna sprawa, poważniejsza i wymagająca odpowiedzi na pytanie: co tak naprawdę jest dla nas ważne.

 

Życie Julii Widawskiej  układa się więcej niż dobrze, wcześniejsze zawirowania powinny już być tylko wspomnieniem i to jednym z tych, do jakich nie wraca się w ogóle. Przed nią nowy rozdział, za niedługo ślub i finalizacja dużego projektu zawodowego, a po drodze codzienność, jakiej daleko do zwyczajności. Za dużo dobrego? Skąd przecież dziewczynie coś się należy od przewrotnego losu, rzucającego jej kłody pod nogi od dłuższego czasu. Zresztą sama zdobyła to, z czego teraz się cieszy wraz z kimś, kto dostrzegł w niej kobietę, jakiej sama nie zauważyć. Kolejne sploty okoliczności zakłócają atmosferę radości i oczekiwania, nie pozwalając zapomnieć o przeszłości. Wciąż na drugim planie pojawia się były oraz ojciec, no i jak to bywa w raju też czają się mniejsze i większe pułapki. Ale Julia nie byłaby sobą gdyby wycofała się i poddała, ma swój cel i tak łatwo nie ogłosi porażki. Może nadszedł czas by zastanowić czego się pragnie i po prostu postawić wszystko na jedną kartę?

 

Każda historia ma swój koniec, lecz nim on nam nastąpi rzadko kiedy jest błogo i spokojnie, zresztą lubimy być trzymani w niepewności, przeżyć z bohaterami jeszcze jakiś zwrot akcji, a najlepiej niejeden. Katarzyna Nowakowska jak najbardziej w finałowym tomie spełnia te oczekiwania oraz nie pozwala nam być pewnym jak potoczy się fabuła. Na pięknym tle w postaci miasta świateł, i dorównującym im pozostałym krajobrazom, postacie walczą o uczucia, nie do końca oczywiste i jak się okazuje niejedna przeszkoda jeszcze znajdzie się na ich drodze do szczęścia. Zresztą czy doceniamy to, co przychodzi łatwo, bez wysiłku? Pisarka nie stwarza sztucznych problemów, one wynikają z wcześniejszych wątków oraz tego kim są sami bohaterowie i okoliczności, które nie pozwalają zapomnieć co już za nimi. Ostatni tom to zamykanie wątków, nie w prosty sposób, ale dostarczający sporej dawki emocji i pokazującej, że miłość nie jest dana raz na zawsze. Przeszłość, do której wciąż są uchylone drzwi, teraźniejszość, gdzie leczy się rany po tym, co było i buduje fundamenty pod przyszłość oraz właśnie ta ostatnia, wydająca się na pierwszy rzut oka spełnieniem marzeń, lecz przecież będąca także wynikiem dwóch poprzednich planów czasowych. To wszystko pojawia się w ostatniej części trylogii Katarzyny Nowakowskiej, powodując szybsze bicie i prowokując pytanie co jeszcze wydarzy oraz jak postąpią bohaterowie, zwłaszcza, że nie brak im temperamentu, walczą o tych, na którym im zależy, lecz także mają za sobą trudne doświadczenia. Czy znajdą drogę do zakończenie „żyli długo i szczęśliwie”? Brzmi bajkowo? Marzenia są po to by je urzeczywistniać!

wtorek, 18 stycznia 2022

Dziedzictwo

Przedpremierowo:

„Tirona. Grzechy krwi”

Magdalena Winnicka

 

Co jesteśmy w stanie zrobić dla kogoś ukochanej osoby? Tego tak naprawdę nie wie nikt do momentu gdy nie musi stawić czoła sytuacji, którą postawił na naszej drodze los. Wówczas sami przekonujemy się ile w nas determinacji i jak bardzo nam zależy na kimś, kto jest nam bliski. To, co było jeszcze przed momentem niewykonalne lub nie do pomyślenia staje się możliwe, ponieważ liczy się człowiek, ten jeden, jedyny.

 

Łatwo jest zachłysnąć się władzą i bogactwem, rodzice Jespera zdawali sobie z tego sprawę i wychowując go nie zapomnieli by poznał ile znaczy rodzina oraz zwykła codzienność, tak często niedoceniana. Pokazali mu coś jeszcze – miłość, bezwarunkową, lecz nie bezkrytyczną, dzięki temu umiał ją docenić od pierwszej chwili. Jednak życie nie jest aż tak proste jak mogłoby się wydawać, chociaż mogłoby się wydawać, że dwoje zakochanych ma doskonały plan jak pokonać trudności stojące im na drodze. Tyle, że szczęście bywa ulotne i wystarczy chwila, kilka sekund, by przekuć je w zgoła coś odwrotnego. Dla Amiyi Jesper jest w stanie poruszyć niebo i ziemię, nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, ale oznacza to także podjęcie największego ryzyka, gdzie stracić może nie jedynie ją. Czy wejdzie do gry, w której pewna jest tylko miłość, ta jedyna, nie do zastąpienia, jakiej nie da się zapomnieć nigdy?

 

Kiedy jedna historia kończy się inna właśnie ma swój początek. To, co było wątkiem pobocznym wchodzi na plan pierwszy, a główny staje się tłem albo też całkowicie nowy zostaje osadzony w znajomym już entourage`u. Jednocześnie rozpoczynamy nową opowieść, lecz także otrzymujemy bonus w postaci spotkania z już znanymi postaciami. Magdalena Winnicka podarowała czytelnikom nie lada okazję spotkania z bohaterami intrygującej serii oraz poznania jak dalej potoczyły się ich losy, ale to jedynie punkt wyjścia przede wszystkim dla czegoś nowego. „Tirona. Grzechy krwi” czerpie z najlepszych elementów cyklu nie kopiując, lecz nawiązując do nich oraz prezentując w odmiennych okolicznościach i w nieznanych jeszcze bohaterach. Magdalena Winnicka odkrywa przed czytelnikami kolejny rozdział uczuciowych relacji, mocnych i łączących ludzi naprawdę na dobre i złe, bez względu na miejsce oraz przeszkody jakie przyjdzie pokonać. Miłość pokazana jest od samego początku, pierwszej chwili, dorastanie do tego, co rzeczywiście oznacza, uczenia się jaką daje siłę, lecz i jak może być wykorzystana gdy ktoś uważa ją za słabość. Czy da się jej zaufać, tak samo jak i drugiemu człowiekowi, jeśli ucieka się od zła i jednocześnie żyje się z nim u boku? Pisarka wie jak wykorzystać kontrastowe emocje, odważnie przedstawia jak cienka jest granica pomiędzy światłem i mrokiem oraz jak szybko jedno przechodzi w drugie i na odwrót. „Tirona. Grzechy krwi” jest więcej niż udaną kontynuacją, to książka w jakiej oczywistość jest tylko pierwszą warstwą, mylącą i skrywającą całkowicie coś odwrotnego, stanowiącą dobrze chronioną tajemnicę.

 

 

 

Premiera:

19 stycznia

Za możliwość przeczytania 

książki dziękuję

 

 

niedziela, 16 stycznia 2022

Mistrzowska rozgrywka

„Żelazna zagrywka”

Agata Polte

 

Niektóre długi mogą odbić się dotkliwą czkawką kiedy przychodzi do ich spłacenia, chociaż wcale na to nie zapowiadało się gdy były zaciągane. Niehonorowym jest ich nie zwracać, to nie wchodzi w grę, co więc pozostaje? Dotrzymanie danego słowa, w końcu się ono rzekło … tyle, że zrozumieć można je różnie!

 

Plan wcale nie był prosty, lecz jeśli powiedzie się Rosalin zyska to nad czym jej zależy. A jeśli nie uda się go zrealizować? No cóż zbyt dobrze wie co ją czeka. Nik ma proste zadanie do wykonanie, nic przecież trudnego w odnalezieniu kogoś, zwłaszcza młodej kobiety, która do tej pory nie sprawiała kłopotów. Nie takie rzeczy ma na swoim zawodowym koncie. Tyle, że Rosa jest więcej niż zdeterminowana, a on musi zwrócić dług honorowy. Te dwa aspekty dosyć mocno mogą skomplikować prostą sprawę i oczywiście tak dokładnie dzieje się. Nie tak miała potoczyć się ta rozgrywka, scenariusz nie zawierał żadnych pułapek i podstępów. Niestety kiedy ktoś jest zdeterminowany staje się bardzo nieprzewidywalnym przeciwnikiem, Nik o tym wie, Rose jeszcze nie. Obydwoje nie wiedzą jeszcze jednego, ich spotkanie będzie miało skutki, których nie brali pod uwagę. Spłacenie niektórych długów cale nie kończy sprawy, zwłaszcza jeśli dotyczy dwójki ludzi dostających od losu nieoczekiwaną szansę!

 

Kolejna porcja perypetii bohaterów, jacy spotykają się w dość niezwyczajnych okolicznościach, lecz jak się okazuje są one doskonałym wstępem do znajomości, w jakiej nie zabraknie podstępu, rzucanych nawzajem wyzwań i przede wszystkim tego, co w ogóle nie było brane pod uwagę. Agata Polte pokazała już niejednokrotnie, że bezbłędnie łączy modny motyw z trudniejszymi aspektami, nadając mu własny styl, nie tylko rozpoznawalny, ale przede wszystkim oferujący czytelnikom dobrze spędzone chwile z książką. W cyklu Żelazne serca poznajemy bohaterów, znajdujących się w sytuacji bez wyjścia, poza jednym oczywiście, kto jednak powiedział, że wybiorą właśnie je? Początek nie zapowiada komplikacji, one nie muszą mieć wstępu gdyż pojawiają się od razu i jak się przekonujemy podczas czytania do samego końca towarzysząc postaciom, o różnym charakterze oraz natężeniu. Nie da się również ukryć, że lektura wciąga od samego początku i pozostaje tak do końca, co stoi za tym? Na pewno szybka akcja, nie brak w niej sensacyjnych elementów, szybkiego tempa, zwrotów. Oczywiście składa się na ciekawą historię i sam motyw, ciekawie przez pisarkę zaprezentowany oraz autorsko zinterpretowany po raz kolejny, co nie znaczy, że tylko skopiowany i wykorzystany. Wątki również mają jak najbardziej mają w sukcesie swój udział o to w końcu niemały, zaskakująco rozwijające się i współgrające z pozostałymi elementami. No i czas na bohaterów, wyrazistych, z tupetem, sięgającymi po to, co uważają za właściwe dla siebie, z poczuciem humoru oraz łączących wcześniejsze części z obecnymi, taki w sposób, że ten kto poznał je wcześniej otrzymuje bonus, a pozostali nie czują się zagubieni ich pojawieniem się. Co więcej kuszący by przeczytać poprzednie tomy. Podsumowując „Żelazna zagrywka” zapewnia czytelniczą rozrywkę, lecz pod tą warstwą kryje się jeszcze jedna o sile, jaką dają nam inni ludzie oraz niespodziewanych splotach okoliczności mogących zmienić dużo a, czasem  i wszystko.

 

 

Za możliwość
przeczytania książki dziękuję:

 

 

czwartek, 13 stycznia 2022

Niemożliwe jest osiągalne

„Szczęściarze”

Agnieszka Lis

 

Czym jest szczęście? Czasem dopiero patrząc na to, co już za nami uświadamiamy sobie, że towarzyszyło nam w najmniej oczekiwanych chwilach i nie dostrzegliśmy go. Bywa i tak, iż ktoś nam je wskazuje, bo jakoś je przegapiliśmy. Niekiedy nie zauważamy gdyż otaczało nas od zawsze i uważaliśmy je za coś oczywistego. Czym, więc jest?

 

Jedni gdy słyszą, że co jest nieosiągalne uwierzą w te słowa i nie podejmą próby by przekonać czy tak jest naprawdę. Drudzy wprost przeciwnie, nie przyjmą czegoś takiego do wiadomości i zaczynają walkę. Edyta toczy taką wojnę po ciężkim wypadku, ale w jego cieniu rozgrywa się jeszcze jedna potyczka, wcale nie łatwiejsza, dużo trudniejsza. Nastolatka nie do końca rozumie siebie, co się z nią dzieje, a nawet gdy już jest świadoma tego wcale nie najgorsze za nią. W tym samym czasie nakładają się na siebie problemy, jakie udźwignąć nie zawsze potrafią udźwignąć starsi. Łatwo jest poddać się, lecz ona tego nie czyni, rodzina wspomaga ją, podobnie jak i otoczenie, lecz mało kto wie, z czym rzeczywiście jeszcze zmaga się. Jej droga by wreszcie egzystować w zgodzie z sobą jest wyboista, z pułapkami oraz ślepymi uliczkami, lecz ona ma cel i dzięki niemu dojrzewa do niełatwych rozmów. Podejmuje również decyzje, jakie nie zawsze są akceptowane przez wszystkich, ale z drugiej strony ma siłę by nie zawrócić i nie poddać się. Pewność dają ci, którzy widzą w niej przede wszystkim najbliższą osobę, tę samą co wcześniej, bez względu na dokonane wybory.

 

Jestem świeżo po lekturze najnowszej książki Agnieszki Lis, i zanim napiszę coś więcej, jedno nasuwa się od razu - ta historia dotyka niezwykle trudnych, a zarazem bardzo osobistych, spraw. Niejednokrotnie toczą się one na naszych oczach, lecz dostrzegamy, jeśli w ogóle do tego dochodzi, tylko mały fragment. Za nim kryje się przysłowiowa góra lodowa problemów, bólu i lęków z jakimi zbyt często musi człowiek radzić sobie sam, bo nawet najbliższe osoby nie są wsparciem. Niektórzy mają wokół siebie ludzi, jacy stoją murem, chociaż nie jest to dla nich łatwe, lecz swoje emocje odsuwają na bok, liczy się ten kto potrzebuje pomocnej ręki. To też nie zawsze jest widoczne lub brane za oczywistość. Pisarka niezwykle głęboko sięgnęła w swoich bohaterów, odsłaniając wszystko z czym walczą i czego się boją. Nie jest to ukazane natychmiast, lecz etapami, raz wolniej, raz szybciej, z różnych perspektyw, kawałek po kawałku poznajemy ich, wpierw to, co zauważalne jest na pierwszy rzut oka, a później kolejne warstwy, schowane pod pozorami. Jedni widzą szczegóły wcześniej, inni dopiero gdy mówi się o tym wprost, czyż nie dzieje się tak samo w prawdziwym życiu? Pewne znaki może i powinny być sygnałem, że coś dzieje się z naszymi bliskimi, lecz ignorujemy je, nie rozumiemy lub po prostu umykają nam w wirze codzienności. „Szczęściarze” są opowieścią o rodzinie, takich jak wiele, mającej za sobą dramatyczne chwile, stawiającej czoła nieprzewidzianym wyborom i zdobywającej pozornie niemożliwe, jednak nie za darmo. Znalezienie swojego miejsca w świecie, życie w zgodzie z samym sobą, powiedzenie głośno czego pragniemy oraz pokazanie kim jesteśmy naprawdę wymaga odwagi i nie zawsze osiągniemy to w pojedynkę. Siłę dają ci, którzy po prostu stoją za nami murem, co niekiedy wskazuje ktoś obcy, dla nas wydaje się to oczywiste, ale wcale takim nie musi być. Gratuluję Agnieszce Lis dobrania odpowiednich słów w tej opowieści i pokazania całkiem innego oblicza szczęścia, takiego po przejściach, nie słodkiego, lecz prawdziwego i docenianego.

 

 

Za możliwość przeczytania 
książki dziękuję:

 Autorce

oraz