sobota, 5 lutego 2022

Początek końca

Przedpremierowo

„Ławrusznik”

Paulina Jurga

 

Zasady są wszędzie, nawet tam gdzie wydaje się, że ich nie ma i tak istnieją. Nieformalne, spisane, powtarzane szeptem lub wprost przeciwnie wykrzyczane, otaczają nas zewsząd. A jeśli je zignorujemy, nie zastosujemy się do nich i po prostu uczynimy to, co podpowiada nam serce? Rozsądek bywa okrutny, lecz nie zaklina rzeczywistości tak jak uczucia, ale jego zignorowanie rzadko kiedy jest tego warte. Kara za to jest dotkliwa i ma być życiową lekcja, taką, którą nie zapomina się nigdy albo będzie to ostatnia rzecz jaką człowiek zrobi!

 

Bezwzględne posłuszeństwo jest obowiązkiem Igora, nie do niego należy negowanie tego, co dzieje się jego otoczeniu. Coś takiego byłoby słabością, a ta oznaczałaby dla niego koniec. W jego życiu liczy się tylko jedno i tylko temu jest wierny. Sofia jest jego zupełnym przeciwieństwem, chociaż czy tak jest w stu procentach. Dziewczyna wie, że musi liczyć tylko na siebie, nikt inny nie poda jej pomocnej dłoni, zresztą to wymaga zaufania, a na ten luksus nie może sobie pozwolić. Ich spotkanie nie było zaplanowane, lecz nie przeszło bez echa, jak dalekie i do kogo dotarło nie zdają sobie sprawy. Obydwoje żyją z sekretami, jakie pozostawiły po sobie dotkliwe niezapomniane blizny, do tej pory zrobili wszystko by przekuć je w siłę, innego wyjścia nie mieli. Ich światy wcale nie są tak różne, rządzą nimi twarde prawa, wystarczy chwila nieuwagi by je złamać, czy są gotowi zapłacić cenę za to? Może czas rozrachunku nigdy nie nadejdzie? Jak długo się żyć odsuwając od siebie uczucia i egzystować jedynie by wypełniać powinności?

 

Pierwsza książka Pauliny Jurgi wysoko podniosła pisarską poprzeczką do następnych, co mogłoby być pułapką przysłowiowego jednego hitu. Jednak kolejne powieści pokazały, że możną ją jeszcze spokojnie dźwignąć i wcale nie będzie to na wyrost, wprost przeciwnie. Trylogia, jaką stanowią „Matrioszka”, Marionetka” i „Matnia” dały jak się okazuje przedsmakiem tego, co jeszcze może zaoferować pisarka. „Ławrusznik” już od pierwszych stron nie ukrywa, że przed nami lektura w jakiej krew ma naprawdę czerwony kolor, czuć nawet jej zapach, emocje tylko czekają by pokazać swoją siłę, a czytelnik nie jest oddzielony od bohaterów warstwą papieru, lecz staje się naocznym świadkiem wydarzeń. Oto mamy przed oczami historię nieprzewidywalną, z zaskakującymi zwrotami akcji i przede wszystkim niepokorną pod każdym względem. Wydaje się, że zasady jakimi się ona rządzą są znane, lecz w tym przypadku wcale nie jest to takie pewne, co zwiększa zaintrygowanie i tak już duże. Oczywiście na pierwszym planie są bohaterowie, z kategorii tych, którzy zapadają w pamięć, niejednoznaczni, poranieni, z wieloma bliznami, jacy przyciągają uwagę swoją bezkompromisowością i tym, co skrywają w swoich sercach oraz umysłach. „Ławrusznik” ma w sobie wszystko to, co sprawia, że książka staje się bestsellerem czyli zaskakującą fabułę, rozwijającą się w nieoczywistym kierunku, wyraziste postacie podążające ścieżkami, na jakich nie brak pułapek i przeszkód oraz w końcu drugi plan, jaki daje o sobie znać w najmniej oczekiwanych momentach. Paulina Jurga pokazała co to, znaczy łamać zasady, te rzeczywiste, twardsze niż stal i co spotyka buntowników, bo kara prędzej niż później z pewnością zostanie wymierzona. Co potem? Tego jeszcze autorka nie zdradza, lecz niewątpliwie przygotuje wytrawny ciąg dalszy, gdzie niejedno będzie miało miejsce, a my znowu będziemy trzymać kciuki za tych, którzy umieją postawić wszystko na jedną kartę i nigdy nie robią kroku do tyłu!

 

 PREMIERA:

23 marca

 

Za możliwość 

przeczytania książki

dziękuję 

 

 

 

środa, 2 lutego 2022

Szepty w szczytnym celu

„Szepty”

Jakub Małecki, Agnieszka Hałas, Paweł Radziszewski, Aneta jadowska, Sebastian Sadlej, Magdalena Kubasiewicz, Milena Wójtowicz, Marcin Mortka, Magdalena Świerczek-Gryboś, Piotr Chojnowski, Tomasz Maruszewski, Agnieszka Szmatoła, Martyna Raduchowska, Tomasz Duszyński, Grzegorz Gajek.

 

Do czytelniczego tanga wiadomo, że wystarczy dwójka czyli książka i czytelnik. Kiedy ta pierwsza to piętnastu popularnych twórców literackich to ten taniec zapowiada się po prostu bestsellerowo. Kilkanaście opowiadań, każde inne, każde mające to nieokreślone „coś”, sprawiające, że w pamięci zapisujemy to, co właśnie przeczytaliśmy. Ktoś powie niewielka objętość nie pozwala na rozwinięcie tematu, jeszcze dobrze się czytanie nie rozpocznie, a już jest koniec, no i w ogóle krótka forma to nie to samo co pełno objętościowe książki. Jeśli chodzi o „Szepty” każda opowieść jest pełnowartościową historią, w żadnym razie nie ma się wrażenie, iż to „skrót” albo wstęp do czegoś, co dopiero będzie obszerniej ujęte. Już pierwszy tekst nie tyle daje nam przedsmak ile pozwala poczuć, że przed nami nie lada zbiór gratek czytelniczych. Pod względem gatunków – duża różnorodność, autorzy zaprezentowali się od najlepszej strony, znanej nam z ich wcześniejszych twórczości. Jeśli nie było jeszcze okazji poznać to nadarza się doskonała okazja by rozpocząć z nimi książkową przygodę. Przenosimy się pomiędzy tym, co aż nadto realne do światów zupełnie fantastycznych, czasem spotykając starych znajomych i towarzysząc im w nowych perypetiach. Lżejsze i poważniejsze tony przeplatają się, tak samo jak i śmiech z chwilami refleksji. „Szepty”, zgodnie z tytułem cicho intrygująco opowiadają o tym, co było, jest lub będzie, wciągając czytelnika napisanymi słowami pomiędzy wiersze, w jakich są marzenia, wspomnienia, niezwykła codzienność oraz magia. Łatwo byłoby powiedzieć, że w tej antologii wszyscy znajdą dla siebie interesujące opowiadanie, lecz warto poznać każde z nich, od razu lub w pojedynczych spotkaniach.

poniedziałek, 31 stycznia 2022

Aż nas ślub nie rozłączy?


„Miłosny układ”

Sarah Hogle

 

Na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie … Stop! Nim padną słowa przysięgi czasem przychodzi człowiekowi pewna myśl do głowy, nieznośna niczym brzęcząca mucha i gryząca znienacka niczym natrętny komar „co ja robię tu u-u, co ty tutaj robisz”? Niby wszystko jest pięknie na świetlanej drodze ku przyszłości, poprzedzonej ślubem i oczywiście weselem, tyle, że jakoś zamiast radosnego stanu oczekiwania jest całkowicie coś odwrotnego. Co zrobić w takiej sytuacji? Można wszystko odwołać, przełożyć lub wypowiedzieć wojnę!

 

Zerwać zaręczyny i ponieść koszty niedoszłego wesela? Naomi ma plan, który pozwoli jej uniknąć życiowego błędu oraz  nie być stratną. Nie działa z wyrachowania, zresztą nie tylko ona. Kiedy poznała Nicholasa na pewno nie myślała o chwili gdy będzie miała go serdecznie dosyć, a on ją żeby było jasne, i to nie po upływie iluś lat od ślubu, lecz jeszcze przed nim. Sprawa wygląda tak: jeśli to narzeczony odwoła ślubno-weselną imprezę on zapłaci za wszystko. Problem w tym, że przyszły mąż wcale nie zamierza spokojnie brać winy na siebie. Szanowni państwo czas rozpocząć działania wojenne, nie otwarcie, ale też nie do końca po cichu. Mniejsze i większe złośliwości stają się chlebem powszednim, pokazywanie siebie bez uprzejmych masek jak najbardziej zostaje wprowadzone w czyn, a sztuka kompromisu idzie w zapomnienie. Do czego to doprowadzi? Może do czegoś, co w ogóle nie zakładali? Kiedy opadają maski, a puste frazesy zastępują słowa prawdy bardzo prawdopodobne jest, że wydarzy się niemożliwe.

 

Czego spodziewamy się po komedii romantycznej? Humoru i romantyzmu, jak zresztą wskazuje sam gatunek, a jakby tak dodać do tego pierwszego koloru czarnego, a od drugiego odjąć co nieco  z magii miłości? Sarah Hogle poszła jeszcze ciut dalej, ponieważ pokazała w trochę krzywym zwierciadle swoich bohaterów, nie za mocno, tak w dawce w sam raz. Co z tego wyniknęło? Wojna podjazdowa, jaka bawi i skłania do snucia przypuszczeń do czego jeszcze zdolne są postacie. Niech nas nie zmyli różowa okładka, za nią nie kryje się lukrowana historia, co to, to nie, wprost przeciwnie. Oczywiście jest wesoło, ale za nią odsłania się rzeczywistość wcale nie oderwana od tego, co można zaobserwować wokół siebie. „Miłosny układ” trochę przypomina mi pewien film z lat osiemdziesiątych „Wojna Państwa Rose” i mówiąc szczerze zbieżność nazwisk, jak dla mnie, nie jest aż tak przypadkowa. W żadnym razie nie jest to kopia owego scenariusza, pisarka nie poszła w tamtym kierunku, lecz podobnie jak filmowi twórcy uchwyciła ten moment gdy bajka, w jaką chce się wierzyć, zaczyna coraz bardziej przypominać farsę, a kiedy wreszcie zaczynają spadać maski robi się interesująco. Wojna podjazdowa, prowadzona mniej lub bardziej wyrafinowanie, do tego bogata wyobraźnia podsuwająca idee jak postawić na swoim i dopiec drugiej stronie, naprawdę wciąga. Nie da się odmówić bohaterom realnych cech, łatwo zyskują sympatię, chociaż Sarah Hogle nie kryje ich wad, bez problemu możemy sami wyrobić sobie zdanie, jakie weryfikujemy im bardziej zagłębiamy się w lekturę. Zostały również uchwycone po mistrzowsku zachowania lub słowo od jakich czasem zaczynają się tak zwane „ciche dni” albo wprost przeciwnie awantura. „Miłosny układ” to nie w żadnym wypadku satyra, ale trafny portret dwojga ludzi, oddany w żartobliwy sposób, lecz odkrywający detale, jakiej do tej pory bohaterowie nie dostrzegali lub po prostu były dla nich nieznane. Punktujący na wesoło irytujące cechy, narysowany niekiedy przesadnie, jednak czyż nie tak działamy kiedy dochodzą do głosu emocje?

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

 

 

sobota, 29 stycznia 2022

Lekcja człowieczeństwa

 „hTraE 2120 Lekcja”

M.J. Rogalska

 

Jakie jest spojrzenie na naszą teraźniejszość oraz przeszłość z perspektywy kogoś z przyszłości, idealnej, nie skażonej wadami? Czy naprawdę nasi potomkowie są tak zupełnie różni od nas? A może po prostu po prostu odrobili lekcję z tego, co było i umieli nauczyć się na błędach swoich przodków? Co dostrzega się patrząc za siebie?

 

Zgodność, jednomyślność, działanie dla dobra ogółu, w którym jednostka nie jest poświęcana. W takim świecie żyje Triv, wydaje się, że zna go już doskonale, lecz tak naprawdę uczy się go, tak samo jak i korzeni, z których wywodzi się. hTraE jest jej ojczyzną, prawnukami, jacy osiedlili się na tej planecie. Jak ma zrozumieć ludzi jeśli egzystuje w całkiem odmiennym środowisku? Nie ma w nim kłótni, odmiennych poglądów, wojen czy nawet konfliktów. Ideał, o jakim kiedyś marzono stał się faktem. Co da dziewczynie poznawanie tego, czego już nie ma i nie będzie? W końcu marzenia stały się faktem, więc kolejne generacje mogą ze spokojem spoglądać przed siebie i rozwijać się, lecz czy tak jest w rzeczywistości? Podobno historia kołem toczy się, a sięganie po więcej i patrzenie dalej od zawsze popychało nas by pójść dalej niż inni. Czy aż zmieniliśmy się by o tym zapomnieć? Co z istotą człowieczeństwa? Triv jest ciekawa, nie zadawalają jej proste odpowiedzi, chce zobaczyć więcej i zadaje pytania, odmienne, czyżby rewolucyjne?


Fantastyka w wydaniu, które nie ma wciskać w fotel, lecz uruchomić nasze szare komórki i sprawić, że zaczną one pracować na najwyższych obrotach. „hTraE 2120 Lekcja” ma w sobie to wpierw nieokreślone „coś”, sprawiające, że rozpoczynamy lekturę, by po chwili poczuć zafascynowanie tym, co mamy przed oczami. M.J. Rogalska napisała naprawdę niezwykłą książkę, w jakiej dosłownie każda strona zawiera materiał do refleksji, jednocześnie intryguje całkowicie autorską wizją scenariusza tego, co może mieć miejsce. To nie jest historia z gatunku fantastyki do jakich jesteśmy najczęściej przyzwyczajeni, bez ujmy dla inny powieści, to po prostu całkowicie odmienna, w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Autorka połączyła swoje pomysły z naukowymi faktami i teoriami, tworząc zupełnie niepowtarzalną opowieść. Odnajdujemy w niej wyraźne echa filozofii, nie jednego nurtu, lecz wielu, nadającej całości unikatowego smaku. „hTraE 2120 Lekcja” jest czytelniczym doświadczeniem, pozostającym na długo w nas po przeczytaniu. Utopijna charakter zaczyna ewoluować w całkiem nieoczekiwanym kierunku, intrygującym i niespodziewanym, ukazującym drugie dno, dalekie od tego, jaki mogliśmy przypuszczać. Pisarka podsyca mistrzowski nasze zainteresowanie i w zupełnie nieoczekiwanych punktach dokonuje zwrotów w akcji. Fabuła ma ponadczasowy charakter, opiera się z jednej strony na przeszłości, z drugiej na potencjalnej drodze, jaką będzie kroczyć ludzkość, lecz z całkowicie niespodziewanym kierunkiem, pytanie czy obranym raz na zawsze …

 

 

 

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:


 

czwartek, 27 stycznia 2022

Początek końca

„Idealne życie Molly”

Valerie Keogh

 

Co to znaczy mieć wszystko? Wydaje się, że odpowiedź jest bardzo prosta: uroda, sukces zawodowy, szczęśliwa rodzina, przyjaciele, pieniądze na koncie.  Lista może być długa i  bardzo subiektywna, każdy ma swoje „wszystko”. Co jeszcze może kryć się za tym pytaniem? Kolejne: a jeśli to była iluzja? Taka, w którą nie mogliśmy nie uwierzyć i uważaliśmy za rzeczywistość?

 

To miał być wypad w przyjacielskim gronie, niestety mąż Molly zrezygnował z wyjazdu. Może gdyby on był inaczej ten weekend wyglądałby inaczej i nic potem nie wydarzyło się?  Chwila słabości i kobieta wyrzuca sobie, że źle postąpiła, chociaż tak naprawdę do nic nie zdarzyło się, pozostało tylko poczucie upokorzenia i szok. Jednak skutki dają się odczuć bardzo szybko i to zupełnie inaczej niż mogła to sobie, główna zainteresowana, wyobrazić. Dlaczego została podejrzaną w sprawie śmierci mężczyzna, jakiego spotkała da razy i to przelotnie? Nie zdradziła męża, nic nie wydarzyło się poza incydentalnym kontaktem i pozostawioną przez niego wiadomością. Teraz on nie żyje, a policja bacznie przygląda się Molly. Czy w takich okolicznościach powinno się wątpić w jej niewinność? Śledztwo toczy się, a ona zaczyna się zastanawiać, równocześnie perfekcyjny świat wokół niej rozpada się. Czego jeszcze nie spostrzegła lub raczej zbagatelizowała? Do tej pory byłą pewna tak wiele ludzi i rzeczy, komu zaufać, a kogo nie wpuszczać do domu, do tej pory będącego dumą i bezpieczną oazą. Czasami zagrożenie wcale nie jest aż tak dalekie i niezauważalne jak wydawało się, zło dzieje się  na naszych oczach …

 

Jak można poznać, że właśnie ideał sięgnął bruku? A może powinno się postawić pytanie dlaczego wierzymy w ideały lub idealizujemy rzeczy, sprawy, ludzi zamiast po prostu dostrzegać ich takimi jakimi są w rzeczywistości? Główną bohaterką najnowszej książki poznajemy w momencie gdy wydaje się, że właśnie ma przed sobą kolejny etap w doskonałej egzystencji, dzieci właśnie wyfrunęły z rodzinnego gniazda na studia, jest szczęśliwa w małżeństwie, od lat odnosi sukcesy zawodowe i ma grono zaufanych przyjaciół. Czyż nie brzmi to idyllicznie? Małe ryski, bo w żadnym razie rysy, da się dostrzec w detalach, lecz na pierwszy rzut oka da się ocenić w kategorii „oby każdy miał takie zmartwienia” albo „zawsze znajdzie się jakiś powód do narzekania”. Nic nie zapowiada, że cokolwiek komukolwiek grozi, ale Valerie Keogh już wcześniejszym tytule pokazała, że potrafi uśpić czujność czytelnika, chociaż ten wie, że coś się wydarzy. Kiedy? Komu? Dlaczego? No właśnie odpowiedzi nie pojawią się od razu, za to w ich miejsce dostrzegamy rysujące się kolejne znaki zapytania. Akcja przyśpiesza, nie nagle, lecz zauważalnie by potem widocznie podkręcić tempo oraz zaskakiwać co i rusz. Podejrzana? Ofiara? Jak jeden weekend mógł wprowadzić taki chaos w codzienność postaci, przecież do tej pory mogli być wzorami, zresztą sami są zdumienie tym, co wokół niech się dzieje. Komu mogą zaufać, kto jest wrogiem i przede wszystkim z jakiego powodu właśnie teraz i ich to spotyka? „Idealne życie Molly” to wciągający thriller, mający całkiem niewinny początek daleki od sensacji czy też kryminalnych motywów, lecz taki zabieg sprawia, że niecierpliwie wypatrujemy szczegóły, które wskażą, że właśnie oto jesteśmy świadkami tego, jak pojawia się suspens. Dopiero po czasie zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę pojawił się na długo przed tym niż dał się zauważyć. Pozostaje jeszcze finał, w jakim każdy z elementów układanki wskakuje na swoje miejsce, oczywiście nie od razu i jeszcze jednym, zaskakującym, akcentem.


Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję: