
Jeszcze 2 dni trwa konkurs - 10 lipca koniec. Zapraszam do udziału, szczegóły tutaj

Katowicki Spodek, w dniach 20-23 października, stanie się miejscem, w którym królować będą książki. Książki drukowane, nowe i te z wieloletnią historią, książki do słuchania oraz e-książki. Książki dla dzieci i młodzieży, dla miłośników literatury polskiej i zagranicznej, dla uczniów, studentów i nauczycieli, dla wielbicieli historii, kulinariów, osób wierzących, ceniących literaturę fantastyczną oraz dzielących pasje czytania z zamiłowaniem do nowoczesnych technologii.
Podczas Targów Książki w Katowicach:
- najmłodsi czytelnicy spotkają się z bohaterami bajek,
- osoby niewidome i niedowidzące sprawdzą jak rynek książki wychodzi na przeciw ich potrzebom czytelniczym,
- uczniowie wezmą udział w warsztatach przygotowanych przez pracowników naukowych Uniwersytetu Śląskiego,
- redaktorzy, tłumacze, ilustratorzy, pisarze, poeci i wydawcy uczestniczyć będą w giełdzie pracy
- miłośnicy „książki z duszą” spotkają się z antykwariuszami i ich zbiorami,
- mieszkańcy regionu będą mogli włączyć swoje rodzinne pamiątki w zbiory Śląskiej Biblioteki Cyfrowej.
To oczywiście tylko niektóre z propozycji. Pozostałe znaleźć będzie można na stronie Targów Książki w Katowicach oraz na fan page’u Targów Książki na Facebooku.

Toledo, miast
o kontrastów, monumentalnych kościołów, wspaniałych pałaców i miejsce gdzie spotykają się wyznawcy trzech religii – chrześcijaństwa, islamu i judaizmu. Mieszanka kulturowa, która jak na razie żyje ze sobą w zgodzie, wyznawana religia nie jest jeszcze powodem do nagonki, nikt nie musi ukrywać do jakiego boga wnosi modły. Jednak tak naprawdę rzeczywistość inna, Święta Inkwizycja jest wszechobecna, jej agenci badają każde zdarzenie, które może wiązać się z odstępstwem od wiary. XIV w. nie sprzyja tolerancji, w cieniu podejrzenia znajdują się w szczególności wyznawcy judaizmu, nawet najbardziej nieprawdopodobna plotka jest brana za prawdę, za to co niewyjaśnione zrzuca się winę na Żydów. Enrique nie wątpi w słuszność postępowania swoich mocodawców, oni dają mu możliwość zrobienia kariery, takiej o jakiej zawsze marzył. Zdaje sobie sprawę, że jego pragnienia nie są tajemnicą, lecz innej drogi dla siebie nie widzi. Jako wysłannik Świętej Inkwizycji trafia do Toledo, które w porównaniu z innymi hiszpańskimi miastami nie jest jeszcze wstrząsane nagonką religijną, ale dużo nie brakuje by i tu wybuchła histeria na tym tle. Jego zadaniem jest wyjaśnienie tajemniczych zniknięć budowniczych tamtejszej katedry. Los krzyżuje jego życie z Veridianą, młodą wdową, której przeszłość zagraża bezpieczeństwu jej i jej bliskich. Nie zdają sobie sprawy, że przypadkowe spotkanie zmieni ich życie już na zawsze. Dostaną szansę, przejścia przez tytułowe Porta Coeli czyli bramę nieba, dzięki nim poznają świat gdzie odnajdą swoje przeznaczenie, tak samo jak niezwykłe jak oni sami.
„Porta Coeli. Czarne żniwa” to druga książka cyklu autorstwa Susany Vallejo, hiszpańskiej pisarki. Dla tych, którzy są po lekturze premierowej powieści będzie to kontynuacja historii, ci, którzy jeszcze nie poznali poprzedniej opowieści śmiało mogą ją potraktować jako odrębną całość. Chociaż wątki są dalszym ciągiem pozwalają na swobodne czytanie bez obaw, że odniesienie do tego co już miało miejsce nie pozwoli zrozumieć fabuły. Pisarka przenosi czytelnika do XIV w. Toledo, tło historyczne jest ważnym elementem jej opowieści, chociaż trochę mylącym, bo początkowo można odnieść wrażenie, że będzie to kolejna powieść o Świętej Inkwizycja, będącym tak naprawdę tylko motywem drugoplanowym. Susana Vallejo kreuje na takich fundamentach fantastyczną rzeczywistość, gdzie to co znane przenika się z tym co dopiero będzie dane poznać. Czas staje się pojęciem względnym, płynącym dwoma równoległymi ścieżkami, dla jednych wolniej, dla innych szybciej, ale jego efekty są widoczne dopiero gdy przekracza się Porta Coeli. Bohaterowie zdają się być dziećmi czasów, w których przyszło im żyć, jednak od początku wyczuwa się w nich, że kryją coś w zanadrzu, chociaż nie chcą przyznać się do tego nawet przed sobą samym. Ich tajemnice są zapowiedzią tego czego będą uczestnikami. Autorka tworząc swoją opowieść ukazała świat, który ma być doskonalszą wersją tego, który jest znany. Zbudowany został przez ludzi i dla ludzi, na chwałę boską, ale czy zawsze będzie taki idealny? Czasem by stworzyć ciekawą opowieść nie trzeba tworzyć rzeczywistości od podstaw, inne spojrzenie na przeszłość pozwala ukazać równie fascynujący obraz.





po książki autorstwa Anne Rice to pierwsze skojarzenie jakie mi się nasuwa to wampiry, cóż jak coś sobie zapamiętam to nie ma siły by skojarzenia nie dawały o sobie znać. Oczywiście pisarka "popełniła" także powieści o innej tematyce, ale siła przyzwyczajenia zwycięża. Jednak czas by przynajmniej trochę skorygować mój tok myślenia, bo po przeczytaniu "Sługi kości" nadszedł na nowe analogie. Tym razem historia sięga swymi korzeniami, a raczej jej bohater, starożytnego Babilonu, chociaż nie jest on Babilończykiem, lecz Izraelitą. Wraz z nim poznajemy dawno zaginiony świat, znany nam tylko z fragmentów odkrytych przez archeologów i z muzealnych wystaw. Jednak to co przedstawione jest w opowieści Azriela wydaje się nad wyraz rzeczywiste, jego słowa oddają obrazowo to co zostało zasypane piaskiem minionych wieków. Przeszłość Azriela, utalentowanego młodzieńca, pochodzącego z bogatej rodziny, wydaje się baśnią jak z tysiąca i jednej nocy. Liczne zdolności, uznanie bliskich, sukcesy w szkole, a później jako skryby są tylko początkiem niezwykle barwnego życia. Ważnym jego elementem jest Marduk - babiloński bóg, którego głos bohater usłyszał jako dziecko, pomimo, że nie jest jego wyznawcą. Będzie on towarzyszył mu od tego momentu do końca życia, a nawet dłużej. W wyniku spisku Azriel staje się tytułowym sługą kości, traci życie i jednocześnie zyskuje nieśmiertelność, chociaż został pozbawiony możliwości zbawienia. Życie jako człowieka jest pierwszym etapem opowiadania ujawnionego przez młodego Izraelitę Jonathanowi, wykładowcy akademickiemu i pisarzowi. Dlaczego właśnie jego wybrał na swojego spowiednika? Czy zadecydowała religia czy może osoba Esther - młodej dziewczyny i studentki Jonathana,zamordowanej również w wyniku morderczej intrygi? Wyznanie prawdy o sobie miało być lekarstwem na ból wspomnień tego co wydarzyło się w zamierzchłej przeszłości, która wciąż jest żywa w pamięci.
ze znakiem klucza kojarzę "od zawsze" z dobrą sensacją, czyli taką gdzie wątek kryminalny nie jest przewidywalny, a napięcie utrzymuje się od pierwszej do ostatniej strony. Nie można też zapomnieć o bohaterach, którzy dodają smaku opowiadanej historii, każdy z nich zapada w pamięć, ci pierwszoplanowi brylują w trakcie kryminalnej intrygi, a ci z drugiego planu tworzą intrygujące tło. No i autorzy tworzący powieści, do których powraca się co jakiś czas by na nowo zasiąść nad tajemnicą kto stoi za zbrodnią. Tym razem mój wybór padł na "Śmiertelne zlecenie" autorstwa Katarzyny Rygiel, a miejsce akcji zostało osadzone między innymi w Biskupinie, osadzie tajemnicę ma wpisaną swoje dzieje.
"Jak niechcący spowodowałem upadek światowego koncernu" to druga
książka w dorobku autora ukrywającego swoją tożsamość pod pseudonimem Harosław Jaszek, czy podobieństwo do twórcy wojaka Szwejka jest zamierzone nie wiadomo. Jedno jest pewne, zbieżność z czeskim pisarzem to nie tylko analogia w imieniu i nazwisku, ale przede wszystkim w klimacie książek – satyrycznym, ukazującym absurdy rzeczywistości, w której przyszło żyć twórcom i nie tylko im. Autoironia towarzyszy czytelnikowi od pierwszej do ostatniej strony, bez momentu przerwy i ze stałym, wysokim, natężeniem.
Wymarzona droga do kariery w światowym koncernie stoi otworem dla głównego bohatera. Gdy już prawie zapomniał o rozmowie kwalifikacyjnej dostaje informację, że upragniona praca jest w zasięgu jego ręki, to co wydawało się tylko marzeniem spełnia się. Pierwszy dzień w pracy jak i kolejne tylko potwierdzają to co można zobaczyć w telewizji - profesjonalizm, dbanie o pracownika, wysokie standardy (oczywiście zgodne z ISO) no i kierownicze stanowisko, a ostrzeżenia współpracowników są traktowane jako przejaw zazdrości. W końcu międzynarodowa firma to niebo w pracowniczym świecie, nie to co zatrudnienie w małej firmie gdzie wszystko jest prowizoryczne. W nowym miejscu pracy wszystko ma swoją procedurę działania, nic nie jest pozostawione przypadkowi, jakby nie było zasady norm jakości zobowiązują, a jeżeli już coś idzie nie tak jak powinno to winna temu jest firma zewnętrzna. Witaj w raju nowy pracowniku, na stanowisku kierownika, gdzie zarządzać będziesz tylko i wyłącznie sobą - w końcu taka nazwa stanowiska brzmi poważniej niż specjalista!
Otwieracze rządzą światem, chciałoby się powiedzieć po kilkunastu stronach książki, a nimi zebrania, audyty, maile z rozporządzeniami do zarządzeń. Biurokracja ma się dobrze, no ale przecież nie można tak określić ją, bo to nie czasy socjalizmu - chociaż slogany ze ścian biurowca są jakże podobne do tych z przeszłości. Magia image`u wypracowanego przez dział marketingu korporacji działa nie tylko na zewnątrz, ale także na personel, szczególnie na głównego bohatera. Zauroczenie wzrasta wprost proporcjonalnie do liczby przepracowanych dni, a nawet lat, w nowym miejscu. Po prostu pracować i nie szukać nowej posady, po co jak ta daje pełną satysfakcję, no może trochę różniąca się od wyobrażeń z przeszłości, ale procedury korporacyjne mają się dobrze, jak nawet nie lepiej. Zdrowy rozsądek mógłby wytłumaczyć rotacje kadr, jednak ten organ skrył się w cieniu radości z pracy w koncernie i jakoś nie chciał z niego wyjść, nie był zgodny z myślą przewodnią i procedurami poaudytowymi. Wszystko co dobre zawsze się kiedyś kończy i o tym też niestety przekonuje się korporacyjne zwierzę.
"Jak niechcący spowodowałem upadek światowego koncernu" to satyryczny portret pracy w międzynarodowej firmie, przedstawiony w formie propagandy sukcesu podobnie jak w starych kronikach filmowych. I w jednym i w drugim liczyła się wspólna praca, a człowiek podobno był najważniejszy, oczywiście gdy działa w ramach procedur. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie przez głównego bohatera co tylko podkreśla "autentyczność" przeżyć. Nie ma tam obalania lub potwierdzania korporacyjnych mitów czy też legend, coś takiego jak wyścig szczurów też nie jest wspomniany, przecież to jedna szczęśliwa rodzina, jak ze spotu reklamowego. Czytelnicy, którzy są nastawienie na sensacyjne wątki czy też bardziej "soczyste momenty" raczej ich nie doświadczą, za to poznają codzienną rzeczywistość tak różną od tej przedstawianej w programach ekonomicznych, a raczej bliższą tej kabaretowej. Dla tych, którzy znają od kulis pracę w korporacji jest to okazja spojrzenia z perspektywy "przymrużenia oka" na własne doświadczenia, a dla pragnących dopiero dostąpić tego "raju" to może być przysłowiowa "szklanka wody przed".
Książka ta pomimo, że w swym tytule nie ma słowa „przewodnik” to jak najbardziej może jako taki służyć, dlaczego? Ponieważ daje czytającym oprócz ogromnej dawki humoru także kilka sposobów jak przetrwać w koncernowej dżungli i nie utracić dobrego samopoczucia. Znajomość kilku tricków może być pomocna w najmniej oczekiwanych sytuacjach, w końcu czytanie powinno wzbogacać naszą wiedzę, tę o korporacjach również. A co z tytułowym, przypadkowym, upadkiem, przed którym każdy chciałby chronić swoją „ukochaną” firmę? Tajemnica kryje się między słowami książki i jest do odkrycia dla każdego czytelnika.

Marka Żaka wydał mi się niemożliwy, bo jak w jednym zdaniu umieszczać słowa wzajemnie sobie przeczące. Nazwa państwa stworzonego przez Hitlera nie kojarzy się z niczym co mogło by dawać radość, za to obrazy, w których jest ból, krew, śmierć milionów niewinnych ludzi, lata cierpienia - natychmiast ma się przed oczyma. Oczywiście, nawet w czasie wojny, życie toczyło się dalej, może nie tak samo jak przed okupacją, ale społeczeństwo chciało zachować chociaż namiastkę normalności, pomimo codziennego widoku niemieckich żołnierzy, doniesień o kolejnych zwycięstwach okupanta i rodzinnych dramatach rodzin wojskowych i nie tylko.
czepańska, każda poprzednia opowieść była odrębnym wątkiem, ale z motywem, który miał swój ciąg dalszy w następnej książce. "Moc i Cesarzowa" to trzeci i ostatni tytuł cyklu, część bohaterów już poznałam przy wcześniejszej lekturze, wróżka Małgosia i komisarz Anna Sarnowicz znowu staną przed kryminalną zagadką, gdzie logiczne wyjaśnienia nie zawsze są w stanie dać odpowiedź na kryminalną tajemnicę. W tytule znajdują się nazwy dwóch kart tarota - moc i cesarzowa. Pierwsza z nich oznacza między innymi szeroko pojętą odwagę i stabilność psychofizyczną, konieczną, gdy pragnie się bronić swoich wartości i zwycięsko zmagać z przeciwnościami losu. Natomiast druga symbolizuje miłość i szczęście, macierzyństwo i cnotę, jest także pomostem pomiędzy duchem i materią. Czy faktycznie takie rozumienie kart znajdzie odbicie w ostatniej odsłonie serii Przeznaczenie? Poprzednie spotkania pozostały w mojej pamięci, a szczególnie ślady, pozostawione przez tajemniczego sprawcę o, jak się wydaje, nadnaturalnych zdolnościach. Ostatni tytuł jest jednocześnie osobnym opowiadaniem, a z drugiej strony stanowi zwieńczenie całej historii.