niedziela, 8 października 2023

Legenda i prawda

Przedpremierowo:

„Galeon”

Leszek Herman

 

Każda tajemnica ma swoją datę przydatności albo jak kto woli, wcześniej czy później wyjdzie na jaw. W większości robi ona wrażenie jedynie na wąskiej grupie, lecz niektóre z nich wzbudzają powszechne zainteresowanie. Wpierw jest pogłoska, ujawniająca, że w ogóle coś mogło mieć miejsce, a później zaczyna się efekt śnieżnej kuli, zwłaszcza jeśli komuś na tym zależy. Wszelkie zaprzeczenia jedynie podbijają zaciekawienie i atmosferę, najczęściej mniejszego albo większego skandalu. A jak jest prawda? Z pewnością bardziej zadziwiająca niż oczekiwano!

 

Ile jest prawdy w miejskich legendach? To już zależy od legendy powiedzą jedni, inni stwierdzą, że pewnie coś jest na rzeczy, gdyż inaczej w ogóle nie byłoby gadania. Ta druga opinia okazuje się przeważyć w przypadku pewnej inwestycji budowlanej. Starożytna świątynia lub raczej jej ruiny podobno miały znajdować się tuż obok niej. Dziennikarze „Dziennika Szczecińskiego” zainteresowali się tym tematem przy okazji, w końcu jest już trochę nagłośniony, a do tego czytelnicy lubią takie klimaty. Coś takiego jak najbardziej odwróci uwagę od tego, czym ostatnio zajmowali się. Nikt nie przypuszcza co może kryć się za tym mało prawdopodobnym wątkiem. Dodatkowo umiera jeden z urzędników miejskich, nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, lecz miejsce gdzie znaleziono go nie należy do zbyt spokojnych punktów na mapie Szczecina. Wiele ostatnie dzieje się w tym mieście, czy nie aż nazbyt dużo? Paulina i Piotr raczej nie stronią od intrygującej tematyki i często wpadają na ich trop, tym razem zdaje się, że niczego nie wytropią, poza tym, co jest oczywiste, chociaż czy na pewno? W końcu w każdym micie jest ziarno prawdy, a co jeśli w tym jest więcej? Podobno nic nie dzieje się bez przyczyny, tych zdaje się być coraz więcej …

 

Tajemniczy skarb, echa przeszłości, dziennikarskie śledztwo oraz political fiction lub jak mówi sam autor paszkwil miejski. Takie elementy może nie krzyczą, ale już na wstępie z pewnością wzbudzają zaintrygowanie, a potem jest tylko ciekawiej. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał książek Leszka Hermana, to po tej, sięgnie po wcześniejsze. Co kryje się w Szczecinie? Z pewnością nie jeden sekret, a „Galeon” doskonale wprost łączy rzeczywiste miejsca z fikcją literacką i zagadką historyczną. Do tego należy jeszcze dochodzenie kryminalne i w sumie mamy zarys fabuły, lecz pozostaje jeszcze cała reszta czyli sama powieść oraz jej główni aktorzy – bohaterowie. No i tu dopiero zaczyna się to, co najlepsze czyli pełna znaków zapytania i kilku wątkowa książka. Z pewnością na dynamikę wydarzeń żaden czytelnik narzekać nie będzie, zwłaszcza, że sięgają one w przeszłość, a teraźniejszość nie jest jedynie ich pokłosiem, lecz odgrywa główną rolę, gdyż to, co najważniejsze rozgrywa się na jej osi czasowej. Jeden sekret za drugim dają o sobie znać, jednak nie od razu pokazują co kryje się za nimi. Następuje to w momentach, w jakich raczej byśmy się tego nie spodziewali, lecz jak najbardziej odpowiednich, ale pozostaje jeszcze finał, domykający całość i naprawdę mocno zaznaczający się. „Galeon” Leszka Hermana czyta się szybko, nie ma miejsca na dłuższe przerwy z racji wciągającej fabuły oraz intrygujących zwrotów akcji. To wprost gotowy scenariusz na hollywoodzki przebój kinowy.

 

Premiera:

11.10.2023

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

 

czwartek, 5 października 2023

Odliczanie trwa

Przedpremierowo:

„Pięć i pół śmierci”

Hanna Greń

 

Rzadko coś dzieje się bez przyczyny, często nie jest ona dostrzegana i nie ma zbyt wielkiego znaczenia dla większości. Jednak czasem wzajemne powiązania trzeba odszukać, a i motyw wcale nie jest tak nieistotny. Razem te dwa elementy pozwalają odpowiedzieć na pytanie kto i dlaczego zrobił to, co okazało się dla nas bardziej interesujące od innych spraw.

 

Szczegóły są ważne, zwłaszcza w śledztwie kryminalnym. Komisarz Izabela Reglińska doskonale wie o tym, a najnowsza sprawa właśnie jest ich pełna. One mogą zdecydować czy zakończy się ujęciem sprawcy. Równie trudną morderczą zagadkę ma do rozwiązania podkomisarz Wiktor Duranowicz. Od dobrych kilku lat mogą pochwalić się niejednym sukcesem na zawodowym polu, tym razem mają równie trudne dochodzenia. Dwóch młodych mężczyzn zostało zamordowanych. To wspólny mianownik, cała reszta różni się zupełnie, poza jednym bardzo dużym stopniem trudności. Łatwo w takim momencie kwestionować umiejętności, a obrona  jedynie jeszcze potęguje stres. Ale śledczy wyjadacze nie poddają się, szukają, przyglądają się zgromadzonym tropom i nie poddają się. Intuicja plus doświadczenie podsuwają nowe hipotezy i punkty widzenia. Do czego to doprowadzi? Czyżby zbrodnie doskonałe? Podobno takie istnieją, ale wcześniej czy później zostaje popełniony błąd, dla kogoś takiego jak Reglińska i Duranowicz to wystarczy!

 

Dwie śmierci młodych ludzi, bez jakiekolwiek związku, prowadzą je policjanci od lat ze sobą współpracujący. Nic nie jest w tych sprawach oczywiste, chociaż na pierwszy rzut oka można by wysnuć inne wnioski, zwłaszcza jeśli komuś zależy na szybkim zakończeniu dochodzenia i to z sukcesem. A co z prawdą? No cóż ona często przegrywa z jednostkowym interesem. Jednak to kolejne uproszczenie, a w kryminałach Hanny Greń z pewnością nie ma na to miejsca. W dopracowanej w najdrobniejszych szczegółach fabule nie znajdzie czytelnik jakiekolwiek pójścia na skróty, nie ma żadnego niedopasowanego elementu, nawet najmniejszy detal jest ważny i odgrywa rolę. Rozpoczynając lekturę „Pięć i pół śmierci” najlepiej od razu zarezerwować sobie czas na nią, przerwać w jakimkolwiek momencie będzie trudno, do samego końca trzyma w niepewności co jeszcze będzie zdarzy się, a dzieje się dużo. Każdy wątek jest intrygujący i nie powielający się, wspólnym mianownikiem jest śmierć, pełna tajemnic. Śledztwo przypomina układankę, w jakiej już zdaje się nam, iż mamy odpowiedni fragment doskonale pasujący do tego, co już ułożyliśmy sobie, lecz to jedynie wrażenie. Pisarka po mistrzowsku podrzuca ślady, rzuca nowe światło na dowody i … rozgrywa nas czytelników, by za moment dokonać zwrotu w fabule, nieoczekiwanego oraz kierującego naszą uwagę w innym kierunku, czy właściwym? Łatwo zasugerować się, pominąć jakiś niuans, nie dostrzec tego, co najistotniejsze, a licznik zbrodni tyka …

 

Premiera:

11.10.2023


 
Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję 
 

 

poniedziałek, 2 października 2023

Mroczna strona pozorów

Nowość:

„Pomoc domowa”

Freida McFadden

Czym jest prawda? Na pewno nie zbiorem zręcznych iluzji lub mówiąc wprost kłamstw. Dlaczego więc tak często to drugie bierzemy za tę pierwszą? Ona nie zawsze bywa piękna, a zbyt często wymaga nas spojrzenia na kogoś bądź sytuację bardziej wnikliwie, nie pobieżnie. Niekiedy coś niepokojącego wyczuwamy, chociaż zdrowy rozsądek podpowiada, że wszystko jest w porządku. Jeśli poświęcimy czas na bliższą obserwację możemy ujrzeć to, co próbowano przed nami ukryć.

 

Millie jako pomoc domowa stara się zbytnio nie wyróżniać, błyszczeć ma dom, a zadowolona powinna być rodzina dla jakiej pracuje. Oczywiście zauważa niejedno i ma swoje zdanie, lecz nie do niej należy oceniać innych. Jednak zauważa pewne symptomy trochę lub bardziej przeczące fasadzie jaką budują pracodawcy. Nic jej do tego, ale gdyby była na ich miejscu … No właśnie gdyby … Co zrobiłaby? Może domyślać się motywów jakimi kierują się lub raczej jakimi kieruje się Andrew Winchester. Nina powinna być szczęśliwa, mając go oraz uroczą córeczkę. Gdzie tkwi haczyk? Pewnie nigdzie, po prostu nie każdy docenia to, co otrzymuje od losu. Jeżeli moglibyśmy cofnąć czas … Ale o tym myślimy kiedy jest za późno,  chociaż czy na pewno? Kiedy zdaje się, ze zwycięstwo mamy w garści stajemy się nieostrożni, od tego już krok do utraty kontroli i całkiem nowego scenariusza, którego finał z pewnością poznamy. Pytanie jedynie takie: jaka będzie nasza role w nim?

 

Czy łatwo oceniać po pozorach? Oczywiście. Czy tego wystrzegamy się? Pierwsza odpowiedź zbyt często brzmi: ależ tak. Po chwili niektórzy dodają: zdarza się uwierzyć w nie. Bardzo nieliczni przyznają od razu: tak, przecież one są najbardziej widoczne. Łatwo zaufać temu, co wydaje się piękną bajką, może nawet o takiej sami marzymy. Nic nieprzyjemnego nie zakłóca nam obrazu, lecz rysy, prędzej lub później, zaczną się pojawiać, czy zauważymy co odsłaniają? Freida McFadden jest w mistrzyni przedstawiania iluzorycznego obrazu ideału, z pewnymi skazami, lecz te czytelnik interpretuje całkowicie błędnie, tak jak zrobiłaby to znakomita większość. „Pomoc domowa” za tło ma zamożny dom, a raczej rezydencję, elegancką panią domu, z rodzaju tych jak z świątecznej reklamy, ojcem rodziny, potrafiącym bez trudu zapewnić jej egzystencję na wysokim poziomie i to z uśmiechem na ustach oraz pięknym dzieckiem, nie sprawiającym kłopotów. Czy coś wam zgrzyta? Pewnie tak, już zaczynamy szukać źródła, ale znaleźć go nie tak łatwo, zwłaszcza, iż pisarka po doskonale manipuluje naszymi emocjami i tym, co najważniejsze prawdą. Od ideału do realności krok wcale nie musi być duży, lecz odbywa się to wszystko nad przepaścią, jaką zauważamy za późno. O tym także przekonują się postacie, tyle, że druga strona także popełnia błąd, z kategorii tych mszczących się bardzo mocno. W „Pomocy domowej” nie ma oczywistości, chociaż zdawałoby się, że przecież fabuła opiera się na nich. Nic bardziej mylnego, zwrot akcji nadchodzi w najmniej spodziewanym momencie i to w liczbie mnogiej. Zło ma różnorodne oblicza i niekiedy samo nabiera się na pozory …


 
Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję 
 

 

sobota, 30 września 2023

Co dzieje się pod 13?

Nowość:

„Piękny i martwy”

Anna Langner

 

Kiedy nie ma się tego, co człowiek lubi to czasem trzeba przymknąć oko, lub nawet dwa, i brać co jest. Może i jest inne rozwiązanie, lecz jakoś nie jest ani lepsze, ani tym bardziej nie majaczy się na horyzoncie. Co, więc pozostaje? Najlepiej wziąć głęboki oddech i pocieszyć się, że mogło być gorzej! A jeśli powiedzieliśmy to w złej chwili?

 

Podobno pierwsze wrażenie jest najważniejsze i sporo można z niego wywnioskować. No cóż, Jagoda widząc budynek, w którym wynajęła pokój oraz jego otoczenie, bliższe i dalsze, powinna uciekać gdzie pieprz rośnie, a przynajmniej z ulicy Wietrznej. Jednak raczej wie, że nie ma co wybrzydzać, a sama nie będzie mieszkać. Tajemniczy Martin Krevky ma być jej współlokatorem czyli nie powinno być źle. Jej przyjaciółka ma własną teorię, ale Róża ma dość niecodzienny  styl i gust, a nowy znajomy jest więcej niż interesujący i specyficzny jednocześnie. Co z tego wyniknie? Z pewnością nic przewidywalnego i o tym przekonuje się cała trójka. Niejedno wisi w powietrzu, lecz czy da się przewidzieć jaki będzie finał? Dom przy Wietrznej trzynaście kryje niejedną tajemnice, tak samo jak i jego lokatorzy. Czy Jagoda jest gotowa na ich odsłonięcie?  Nie spodziewała tego, co usłyszała, lecz na tym nie koniec … Być może to początek, pytanie tylko czy szansa rozwinie się w coś więcej?

 

Dom, czy nawiedzony i straszny? Będzie okazja przekonać się przy lekturze. Tak samo jak i poznać Jagodę, Martina i resztę osób oraz ich niecodzienne perypetie. Kiedy nadchodzi jesień, bądź późne lato, ale każda inna pora jest równie dobra, by sięgnąć po książki spod znaku szeroko pojętej grozy. Anna Langner po raz kolejny postawiła na ten gatunek i wybrała z szerokiej palety jego motywów kilka. Fabuła oparta na barwnej składance, w jakiej znalazła się jesienna szaruga, ciekawa bohaterka z barwną przyjaciółką, stare domiszcze, z rodzaju tych, kojarzących się bardziej z horrorami niż zadbanymi cudeńkami oraz bohater, intrygujący od samego początku, lecz jak bardzo nawet nie przypuszczamy. Z takimi składnikami powieść może potoczyć się w różnorodnych kierunkach. W przypadku „Pięknego i martwego” tytuł krztynę zdradza i wprost kusi czytelników, już na wstępie, do rozpoczęcia snucia przypuszczeń. Będą trafiały w punkt czy okażą się przysłowiową ślepą uliczką? Tego dowiadujemy się w odpowiednim momencie wcale nie za szybko, gdyż pisarka wie jak stopniować ciekawość i nie jedynie ją. O czym przekonują się postacie oraz czytelnicy oczywiście. Jesienna aura, bohaterowie z tajemnicami, niestandardowe historia, czy uczuciowa to się okaże oraz niepokojący klimat w wykonaniu Anny Langner tworzą bestsellerową historię.

 

Za możliwość przeczytania 
książki 
dziękuję