poniedziałek, 15 czerwca 2020

Lipcowa premiera "Ryzyka gangstera"

Premiera:
22 lipca






„Mafia to ja”.

Siergiej Szewczenko jest brutalnym mężczyzną. Nie bez powodu stoi na czele mafii. Jednak niewiele osób wie, że nawet on ma swój słaby punkt.

Gdy pod gruzami pewnego domu znajduje nieprzytomną młodą kobietę, przeszłość uderza w niego z taką siłą, że niemal zwala go z nóg. W wychudzonej, brudnej, ledwo żywej dziewczynie rozpoznaje Avę – swój słaby punkt.

Kiedy Ava odzyskuje pamięć, ogarnia ją przerażenie. Zdaje sobie sprawę z tego, że Siergiej, ratując ją, podjął ogromne ryzyko. Okazuje się, że kobieta nie jest zwyczajną znajomą z przeszłości, ale zabójczynią na usługach mafii.

Ava myśli, że Siergiej dużo ryzykuje. Jednak nie ma pojęcia, z jak niebezpiecznym mężczyzną ma do czynienia. Nie zdaje sobie sprawy, kto ryzykuje bardziej.


niedziela, 14 czerwca 2020

Ich sekrety


„Jej sekret”
Penelope Bloom

Sekret to nie kłamstwo czyż nie? Tak to już bywa, że nie mówi się wszystkiego, zwłaszcza gdy drugiej strony się nie zna, no i trzeba zrobić odpowiednie wrażenie. Oczywiście wiadomo, że wszystko to, co nie zostało powiedziane wprost prędzej czy później i tak ujrzy światło dzienne. Jednak czasem odwlekanie ujawnienia prawdy ma naprawdę szlachetny cel. Problem w tym, iż droga do piekła jest podobno wybrukowana dobrymi chęciami, a czy do nieba również?

Kiedy na czymś człowiekowi zależy nie można poddać się już na starcie. Violet Browning na pewno nie należy do tych, osób, które przyjmują odmowę i nie szukają swojej drugiej szansy, a na pewno jeśli wchodzi w grę osoba Petera Barnidge`a. Kto jak kto, ale ona zna się na promocji, więc mogłaby być pomocna w promocji znanego pisarza, problem w tym, że on jakoś nie jest chętny do współpracy i wyraził to dość dosadnie. To ostatnie właśnie padło odnośnie Violet, ale od czego jest upór i oddanie sprawie? Peter przekonuje się na własnej skórze co znaczy zaleźć za nią tak zdeterminowanej kobiecie, no i pozostaje jeszcze kwestia uczuć jakie ona wywołuje. Oprócz tego, że są całkowicie sprzeczne i dość nieoczekiwanie podkopują dotychczasową strategię traktowania płci przeciwnej, skutecznie podgrzewają temperaturę wzajemnych stosunków. Pozostaje jeszcze kwestia odpowiedzi na pewno pytanie podczas rozmowy kwalifikacyjnej, mijającej cokolwiek z rzeczywistością. Jednak kiedy już walczyło się o pracę u kogoś takiego jak Barnidge, zaakceptowało warunki zatrudnienia to byłoby całkowitą głupotę powiedzieć prawdę, zwłaszcza, że to wszystko było robione w imieniu kogoś, kto jest najważniejszy. Co więc zrobić gdy trudno zaprzeczyć, że oboje czują do siebie coś innego niż niechęć podszytą ciętymi ripostami? Pozostaje jeszcze kwestia tajemnicy Violet i przeszłości Petera …

Humor, zasada „kto się lubi ten się czubi”, bohaterowie, doskonale wpisujący się w nią oraz ich nowojorski charakter są świetną kanwą dla opowieści, w jakiej uczucia odgrywają dużą rolę. Jednak Penelope Bloom przyzwyczaiła już czytelniczki, że nie tylko emocje w jej książkach są na pierwszym planie, lecz również dowcipne dialogi oraz zbiegi okoliczności, gwarantujące świetną rozrywkę podczas lektury. Najnowsza książka jak najbardziej wpisuję się w te ramy, ale nie jest kopią czy też powtórką poprzednich części, a jej postacie nie powielają cech poprzedników, chociaż mogą się wydawać na pierwszy rzut oka poobne. „Jej sekret” jest komedią romantyczną i nie ma co tego ukrywać, z wyraźną chemią pomiędzy bohaterami, pojawiającą się na samym początku i odczuwalna do samego końca, zresztą byłoby to trudne. Jednak to także lekka atmosfera, pod jaką jest ta trochę bardziej poważniejsza, w jakiej jest samotne macierzyństwo i zdobycie satysfakcjonującej pracy. Kanon oczywiście znany, ale dający wydobyć z siebie coś jeszcze kiedy czyni się to z dowcipem, dopasowanym do okoliczności, oraz z sympatią do postaci, opowiadający ich historię tak, by nie była błaha, lecz wciąż cechowała ją lekkość. Sięganie po to, co sprawdzone nie zawsze okazuje się dobrym rozwiązaniem, lecz w przypadku tytułu „Jej sekrety” okazało się tak jak i wcześniej czytelniczym strzałem w dziesiątkę, dającym solidną porcję śmiechu, lecz również i wzruszeń. Autorka dała czytającym ciekawą odskocznię od codzienności, gwarantującą relaks i niejeden powód do śmiechu.



            
                    Za możliwość przeczytania książki 
    
       dziękuję 
 
  wyd. Albatros
 

sobota, 13 czerwca 2020

Lipcowa premiera

Premiera
w 
lipcu
:)








Drugi tom niezwykle emocjonującej serii „PInk Tattoo”!



Czasami uczucie wsiąka pod skórę jak tusz i tworzy na niej unikatowy wzór.

Malwina świetnie opanowała grę pozorów. Na co dzień nosi maskę, którą zdejmuje tylko w nocy. To wtedy wracają do niej wspomnienia i koszmary. Tylko w nocy jest naga i bezbronna.

Arek ma na plecach wzory, ale nie są to tatuaże. To wspomnienia, które ktoś wyrył na jego skórze. Kiedyś w życiu mężczyzny pojawiła się kobieta, która zaoferowała mu coś, czego bardzo pragnął – zapomnienie. Tej kobiety już nie ma.

Malwinę i Arka łączy jedno – nie szukają miłości i wolą nie angażować się w żadne relacje, bo w głębi duszy wiedzą, że na końcu czeka na nich tylko ból.

Jednak nie zawsze to, czego chcemy, jest właśnie tym, co nam się przydarzy.

piątek, 12 czerwca 2020

Krwawe brzemię


„Jedna krew”
Stefan Darda

Zło nie zawsze jest obce i nie musi przyjść z daleka, czasem ma bardzo znajomą twarz i źródło bardzo bliskie. Zagrożenie wcale nie czyha daleko, trzeba się mieć na baczności tam gdzie wydaje się, że jest bezpiecznie. Tajemnice zdają się być dobrym sposobem na spokój i zapomnienie tego, co go zakłóciło, lecz pamięci ludzkiej nie da się wymazać. Niepokój w niej raz zasiany będzie żywił się tym, co miało przynieść ukojenie. Czy tam gdzie strach bierze górę nad rozsądkiem budzą się demony?

Lęk bywa dobrym doradcą, chroni przed wejściem na niebezpieczne rewiry, lecz czasem również staje się podatnym gruntem dla czegoś zupełnie odwrotnego. Tak samo jak i niezaspokojona ciekawość w połączeniu z sekretami. Wieńczysław Pskit przekonał się już o jednym i drugim, teraz musi zmierzyć się z tym ostatnim. Kiedy jako dziecko z bliska zobaczył to, co większość uważa jedynie za legendę sądził, że zakończyło się to wraz z niecodziennym pochówkiem bliskiej krewnej. Ale czy faktycznie tak było i co jeśli ma to swój ciąg dalszy kilka dekad później? Powrót do bieszczadzkiej wioski przypomina dawny koszmar, chociaż czy nie jest on również sygnałem, że znowu ma miejsce? Co naprawdę wydarzyło się wtedy i dlaczego znowu dało o sobie znać? Może to jedynie niepotwierdzone przypuszczenia, chociaż dowody są aż nazbyt widoczne. Stare rozwiązanie z przebiciem serca zębem brony oraz odcięcie głowy nie przystaje do tego, co zwykło się uważać za zapewnienie wiecznego spoczynku, ale wydaje się jedynym rozwiązaniem, chociaż raczej nie takim o jakim mówi się komukolwiek. Pskitowi raz udało się uciec przed klątwą „jednej krwi”, lecz po raz kolejny wcale nie będzie mu łatwiej. Bieszczady kryją niejedną tajemnicę, niektóre z nich są rodzinnym przekleństwem, inne stają się sekretnym brzemieniem również dla innych. Noc skrywa wiele i przynosi niepokojąco realne sny …

By w pogodny dzień pojawiła się gęsia skórka, a mrok i chłód stały się odczuwalne czytana historia musi przenosić czytelnika w całkiem inne miejsce. Najnowsza książka Stefana Dardy funduje nam właśnie taką podróż i to nie krótkotrwałą, lecz trwającą tyle ile lektura. Literatura grozy ma się dobrze, o czym świadczą ostatnie premiery, a zwłaszcza „Jedna krew”, której okładka jest czytelną zapowiedzią co czeka tuż za nią, ale tak naprawdę kolejne strony pokazują dopiero, że ta eskapada na długo  pozostanie w pamięci. Pisarz wirtuozersko wykorzystał bieszczadzki klimat, dziejowe wiraże, a zwłaszcza tytułowy motyw, twórczo rozwinięty i intrygująco, stopniujący napięcie. Tam gdzie można by się spodziewać prostej konstrukcji otrzymujemy nieszablonowe zwroty akcji oraz niesamowite zapętlenie fabuły prowadzące do nieoczekiwanego finału. Jednak nim on nastąpi czeka na czytających prawdziwa uczta grozy spod znaku rozgrywki pomiędzy dobrem i złem, ale nie w rozumieniu takim do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni lub raczej oczekujemy. Mroczny cień dostrzegany jest prawie cały czas, a kiedy na chwilę ginie przesłonięty przez promień nadziei po chwili odczuwany jest jeszcze silniej. „Jedna krew” ma w sobie pewną dozę folkloru oraz ogromną dawkę nieprzewidywalności, lecz najważniejsze są wątki tak poprowadzone, że jakiekolwiek przypuszczalne scenariusze rozwoju akcji i tak okazują się nieprzydatne. Stefan Darda zadbał o odpowiednią dramaturgię i jej rozwój nie tylko w oczekiwanych momentach, ale przede wszystkim tam gdzie się ich nikt nie spodziewa. 




Za możliwość przeczytania książki 
                 Dziękuję  wyd. Videograf