sobota, 12 listopada 2022

Autor - dzieło

Przedpremierowo:

„Rubik”

Ernő Rubik

Zabawki kojarzą się z dziećmi, łamigłówki to już domena starszych. A gdyby połączyć te dwa pojęcia w jedno? Na tyle dobrze, że zainteresują się młodsi i starsi, bez względu na wykształcenie i płeć? Ernő Rubik jest tego przykładem lub mówiąc dokładniej jego kostka. Zabawka nie zabawka, zagadka dla umysłów ścisłych i humanistycznych. Niepozorna, a kryjąca w sobie szaradę, która od kilku dekad intryguje miliony.

 

Autobiografia i biografia w jednym. Równocześnie opowieść o twórcy i jego dziele. On i ona. Ernő Rubik oraz Kostka Rubika. Duet doskonały, ten pierwszy ją stworzył, ta druga dała mu sławę. Węgierski twórca i plastikowy sześcian. Jak zdobyli świat? Dzięki wyobraźni i uporowi, tylko lub aż tyle wystarczyło by weszli do panteonu popkultury i stali się podmiotami badań naukowych. Co za tym stoi oprócz tego? Skromność, podkreślanie, że uczenie się jest ważne, a bycie amatorem wcale nie jest czymś negatywnym, wprost przeciwnie, bo oznacza między innymi ciągłe poszerzanie wiedzy w temacie nas interesującym. Sama Kostka jest tego najlepszym dowodem, powstała z ciekawości i dociekliwości, pokonała żelazną kurtynę i co jakiś czas triumfalnie powraca. Fenomen? Z pewnością i jak się okazało odporny na mody, wbrew cyfryzacji wciąż intryguje nowych graczy. W prostocie siła? Jedynie z pozoru, gdyż kryje w sobie genialnie przemyślany mechanizm oraz oczywiście to, co najważniejsze czyli sposoby układania oraz inspirację dla innych twórców.

 

Wynalazca i wynalazek, Ernő Rubik i jego Kostka. Ona fascynuje, a on? Jak się okazuje również, zwłaszcza gdy opowiada o sobie. Bez wielkich słów i stawiania sobie pomników, za to przedstawienie się takim jakim się czuje i widzi. Na równie istotnym są wspomnienia procesu twórczego jak i wakacji w gronie rodzinnym. Nie ma podkreślania trudu, włożonego w pracę nad wynalazkiem, ale za to pokazano dzięki jakiej różnorodności zainteresowań jest ona efektem. Znalazło się także miejsce na rozważania czym jest sława i co znaczy dla tego konkretnego człowieka. Po raz kolejny, jakże ważna sprawa dla wielu, zostaje wpleciona w wspomnienia oraz teraźniejszość. Skromność, zwyczajność, pomimo ogromnego sukcesu oraz duma, że Kostka stała się natchnieniem dla innych. Ona i on żyją w symbiozie, chociaż ta pierwsza jest bardziej rozpoznawalna, a ten drugi pozostaje często w jej cieniu. Tak bywa i widać w słowach Ernő Rubika, że nie stanowi to dla niego problemu, co więcej cieszy się z tego, iż stała się samowystarczalna i jest swoją własną twarzą oraz reklamą. „Rubik” jest tytułem w pierwszym momencie bardzo jednoznacznym, wskazuje konkretnie na jedną osobę, ale już po chwili na pierwszy plan wysuwa się kostka, nie od niej wszystko się zaczyna i nie na niej się kończy, ale to ona jest w samym centrum zainteresowania. Ernő Rubik towarzyszy jej podróży przez dekady, wzloty i kiedy na chwilę jest o niej cicho, on wiedzie osobne życie, ona także, chociaż połączeni nierozerwalną więzią autor – dzieło.

 


Premiera:

16 listopada

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

 

piątek, 11 listopada 2022

Ich tajemnice

Nowość:

„Zaślepiony”

Nadia Grim

Tajemnice intrygują, a powiew świeżości kusi. Ci, którzy zdobyli już prawie wszystko rzadko kiedy tym się zadowalają. Zawsze coś nowego przyciągnie ich uwagę, a od tego już krok by zaryzykować to, co już jest dostało łatkę codzienności, nie ekscytującej i odłożonego na półkę z napisem „to już moje”. Poczucie bycia łowcą bywa bardzo uzależniające … a może powód jest zupełnie inny? Mając wiele czasem nie ma się tego, czego się pragnie tak naprawdę.

 

Sukces jest czymś oczywistym dla Leo, zdobywa to, czego pragnie. Jane poznaje przypadkowo, młoda kobieta różni się od tych spotykanych przez niego na co dzień. Walczy o to, co dla niej ważne, ale chce pozostać w cieniu, wśród innych, którzy chcą błyszczeć tym bardziej zwraca uwagę. Nikt nie spodziewa się, że wyniknie z tego znajomość zaskakująca swoim rozwojem. Wydaje się, że właśnie bajka o Kopciuszku dzieje się w rzeczywistości. Czy na pewno? Leo porzucił wieloletnią narzeczoną i ożenił się z niedawno poznaną Jane, poza uczuciem nie łączy ich nic, ale właśnie z jego powodu zmienili tak dużo w swoim życiu. Teraz powinni cieszyć się szczęściem i sobą, ale gdy nie zna się kogoś dobrze czy to możliwe? Wzajemna fascynacja to jedno, tajemnice ma każdy, lecz wiele z nich niesie z sobą z zapowiedź burzy, takiej po jakiej pozostają zgliszcza, ruiny, chociaż ci, którzy ją przetrwają wiedzą co jest ważne i w końcu mają szansę na zbudowanie tego, czego zawsze pragnęli. Czy Leo i Jane ją dostaną od losu?

 

Dwoje ludzi z różnych światów, wielkie miasto, spotkanie, które nie powinno mieć dalszego ciągu i właśnie ona czyli znajomość kontynuowana aż do chwili gdy większość filmów i powieści kończy się, ale to, co najciekawsze dopiero wydarzy się. W tej książce nic i nikt nie jest takie jak moglibyśmy się spodziewać oraz jak z dużą pewnością siebie zakładamy. Nadia Grim przypuszczenia czytelników odwraca przeciwko nim, wywołując „Zaślepionym” ogromne emocje. Z pozoru wydawałoby się, że to prosta historia, ale już po kilku stronach coś zaczyna nam podpowiadać, że czeka nas skomplikowany splot wątków i nie mylimy się. Dostajemy lekturę całkowicie nieprzewidywalną, nie bajkową, chociaż tło jak najbardziej mogłoby podpowiadać, że „żyli długo i szczęśliwie” nastąpi szybko. Najważniejsze następuje właśnie gdy wszystko już zdaje się być wiadome, bo sekrety dopiero dają o sobie znać. Zaczynają rzucać mroczniejszy cień na dotychczasowe szczęście, czasem pojawiają się pytania, jakie nie zostały zadane wcześniej. Autorka między innymi z ich pomocą zbudowała fabułę, w jakiej zaskoczenie pokazuje ile może mieć kolorów, od tych ciepłych po najzimniejsze. Pojawia się ono niejednokrotnie i za każdym razem pokazuje jak wiele niedostrzegany w najbliższych, aż do chwili kiedy nagle nas to uderza z całą siłą. W „Zaślepionym” mamy miłość, pojawiającą się nagle, szaleńczą, rzucającą wyzwanie wszystkiemu i wszystkim, ale jak się okazuje mającej także inne oblicze, pokazujące się kiedy pojawiają się pytania oraz odpowiedzi, którym nie każdy umiałby stawić czoła.

 

Za możliwość przeczytania 

książki

dziękuję:

 

wtorek, 8 listopada 2022

Zwodnicza melodia

Przedpremierowo:

„Kołysanka”

Maciej Siembieda

 

Historię można dzielić według różnorodnych kategorii, jest ta pamiętana, potwierdzona niezbitymi faktami i celebrowana oraz ta nieznana, zapomniana, zza kulis dająca o sobie znać i czasem wychodząca na światło dzienne niespodziewanie, burząca zastany porządek.

 

Powojenne lata zazwyczaj obfitują w wydarzenia, łatwo ginące w odmętach porządków czynionych po dziejowej pożodze. Niektóre z tych, jakie przetrwały stają się tajemnicami lub częścią sekretnej schedy pokoleniowej, ale w końcu przychodzi moment kiedy ujawniają swoje istnienie, chociaż do odsłonięcia oblicza jest jeszcze daleko. Co może kryć się w opolskich Kopicach, że prokurator Jakub Kania, mający na swoim koncie sukcesy w śledztwach historycznych odwiedza właśnie tę miejscowość? Może odpowiedź zna tutejsza gwiazda lokalnej sceny politycznej Iwona Kern? Jej postać jest intrygująca jak się okazuje z wielu powodów, tak samo jak i gruzy magnackiej rezydencji, której życie właścicieli było równie interesujące. W przeszłości kryje się pytanie, a odpowiedź gdzie? Jak się okazuje przed Kanią dochodzenie sięgające nie tylko głęboko w to, co już miało miejsce, lecz i teraźniejszość, obu nie powinno się ignorować, zwłaszcza gdy w tle jest polityka, może mniejszego kalibru, ale o tym samych cechach co ta duża większa. Prawie dwa wieki temu Karol Godula zrobił karierę jak z amerykańskiego snu, jego wychowance Joannie przypadła natomiast rola prawdziwego kopciuszka, kopickie ruiny może kryją coś więcej niż legendy o nich. Zadanie Jakuba wiąże się z nimi oraz pewnym zapisem nutowym, jaki znalazł się w kręgu zainteresowania pewnych służb w latach czterdziestych. Czy prokurator stoi przed przełomowym odkryciem? Co jeśli zdobędzie wiedzę o dużo większą niż przypuszczał? Niektórzy z uśmiechem na ustach i z przyjaźnie wyciągnięta dłonią nie zawahają się zadać bardzo celnego ciosu …

 

Niech nikogo nie zwiedzie tytuł najnowszej książki Macieja Siembiedy. Wbrew pozorom daleko mu do spokojnej, dziecięcej, wieczornej, piosenki, za to ma melodię, w której nie brakuje mocnych akordów, intrygujących nut oraz przede wszystkim tajemnicy, wciąż dającej o sobie znać, lecz i nieustannie przybierającej kolejne maski. „Kołysanka” jest wirtuozerską powieścią, w jakiej spotyka się przeszłość z teraźniejszością, pomiędzy fikcją i faktami zacierają się granice, jedno i drugie wydaje się równie rzeczywiste. Przemyślana intryga staje się prawdziwie pajęczą siecią, oplatającą wszystko i wszystkich, zaskakując przewrotnością. Jednak i wcześniej wielokrotnie autor podchwytliwie kieruje czytelników w kręte uliczki ludzkich planów oraz będących ich wynikiem poczynań. Spodziewajcie się po lekturze nieoczekiwanych zwrotów akcji, oczywiście w momencie gdy nikt nie podejrzewa, że będą miały miejsce. Widać w „Kołysance” dbałość o detale oraz budowania z nich prawdziwego majstersztyku fabularnego, który wciąga z każdym krokiem silniej gdy zagłębiamy się w jego nieodgadnioną otchłań. Naturalnie pozostają jeszcze sami bohaterowie, realne postacie historyczne oraz wykreowane w pisarskiej wyobraźni, na równi chowające zagadki w zanadrzu i odsłaniające je w punkcie kiedy już zdawało się czytającym, iż przejrzeli zamysł pisarza. Dodatkową gratką jest oparcie po części fabuły o prawdziwe osoby, których losy idealnie pasują do przebojowego hitu kinowego, ale napisało je tylko lub aż życie. „Kołysanka” Macieja Siembiedy jest książką z rodzaju nieodkładalnych, jeśli zaczniecie czytanie nie będziecie chcieli zrobić jakiejkolwiek przerwy aż do jej zakończenia. To nie są słowa na wyrost, lecz poparte praktyką czyli właśnie nieodłożeniem aż do poznania finału.

 

 

PREMIERA
9 listopada
 
 
 Za możliwość przeczytania książki
dziękuję:
 

 

niedziela, 6 listopada 2022

Hydrozagadka

Przedpremierowo:

„Hydropolis”

Zygmunt Miłoszewski

 

Czy prawda rzeczywiście nią jest? A jeśli jedynie udaje, że nią jest? Jak przekonać się co faktycznie dzieje się wokół nas kiedy zaczynamy wątpić w to, co nam mówią i co sami widzimy? Takie pytania nie dla wszystkich są na rękę, natomiast odpowiedzi mogą wywołać rewolucję. Co się wydarzy gdy ktoś będzie zadawał te pierwsze i szukał tych drugich?

 

Leonard, zwany Elkiem, zna tylko Hydropolis, podwodną kolonię jakich jest kilka, ale jak na razie ta konkretna jest jego domem. Wszystko co jest poza nią stanowi zagrożenie, bezpieczeństwo gwarantuje jedynie ona oraz zasady, które chronią kolonistów przed zagrożeniem. Życie toczy się w codziennym rytmie wyznaczanym przez szkołę, treningi oraz zwyczajną rodzinną codzienność. Tak jak on egzystują wszyscy, ale już nie każdy mieszkaniec jest tak zainteresowany swoim otoczeniem. Im baczniej obserwuje to, co dzieje wokół niego tym o więcej ograniczeń dostrzega, tak jak pozostali musi z nimi żyć, ale czy chce? Coraz baczniej zaczyna się przyglądać miejscu oraz ludziom, nie dla niego pokorne godzenie się z tym, co reszta uznaje za normalne. Pewna informacja nie daje mu spokoju i sprawia, że decyduje się na czyn niewyobrażalny dla kogokolwiek. Niebezpieczeństwo grozi jedynie jemu czy całej kolonii? Gdzie go zaprowadzi ciekawość i pragnienie poznania prawdy?

 

Poznajcie „Hydropolis”, nową odsłonę twórczości Zygmunta Miłoszewskiego, równie intrygującą, nieprzewidywalną i przede wszystkim skierowaną do czytelników młodszych oraz starszych. Każda grupa wiekowa znajdzie w niej więcej niż tylko „coś” dla siebie. Podobno pisanie dla młodego odbiorcy jest trudniejsze i zgadzam się z tym w pełni. Przy tej konkretnej lekturze nie ma się wrażenia jakichkolwiek uproszczeń w opowiadanej historii, omijania jakiś tematów czy w ogóle nie poruszania ich. Wprost przeciwnie, fabuła jest tak skonstruowana by jednocześnie spleść kilka motywów, co daje nieograniczone pole do popisu dla wyobraźni twórcy, a czytelnikom książkę, zaskakującą pod względem wydarzeń oraz splotu kreujących ją okoliczności. Jednak najważniejsza jest sama opowieść, a ta wciąga od samego początku każdym elementem od drugiego plany poczynając na bohaterach i ich perypetiach kończąc. „Hydropolis” ma to, na co wszyscy czekamy czyli poszukiwanie prawdy, bunt wobec zastanej rzeczywistości oraz zagadki w liczbie mnogiej, sięgające tak przeszłości jak i przyszłości oraz clou – teraźniejszość, która stawia pod znakiem zapytania dosłownie wszystko. Zygmunt Miłoszewski oddał w ręce czytających pierwszą część prawdziwie bestsellerowej trylogii podczas czytania, której wraz z bohaterami poznajemy podwodną oazę, w jakiej kryje się niejeden sekret i gdzie do odkrycia są odpowiedzi na pytania, których zadanie jest niezwykle niebezpieczne.

 

  

Premiera:

9 listopada