Przedpremierowo:
„Bibliotekarka
z Paryża”
Janet
Skeslien Charles
„Nie
czas żałować róż kiedy płoną lasy”, ale bez tych pierwszych czasem nie przetrwa to, co
zostanie po pożarze tych drugich. Łatwo oceniać co jest ważne , a co może lub
powinno być na drugim, trzecim i kolejnym planie gdy dochodzi do dramatycznych
wydarzeń. Tyle, że czasem za tym kryje się coś, co pozwala przetrwać najtrudniejsze
chwile, nie załamać się, działać, a po wszystkim żyć, nawet jeśli doświadczyło
się ogromnej straty.
Kiedy
Lily zapukała do drzwi swojej sąsiadki, nie mogła nawet przypuszczać jak
znajomość ze starszą panią, wpłynie na nie obie. Kierowała nią zwykła nastoletnia
ciekawość by poznać kogoś kto nie pasuje do otoczenia, w którym żyje. Ten krok
był ważniejszy niż obie mogły spodziewać się. Znajomość ta przeradza się w
lekcje o tym, co ważne, chociaż nigdy były prowadzone umyślne, ale rozmowy dają
dużo, jeśli słucha się i daje się dojść do głosu tej drugiej stronie. Czasem od
jednego pytanie rozpoczyna się niezwykła podróż, w jakiej poznaje się smak
urzeczywistnionych marzeń, ból po stracie najbliższych osób, gorzki smak
własnych błędów i zawiedzionych nadziei oraz bohaterstwa, nie tego szumnego, lecz
cichego i wcale za to niego nie branego.
Cóż
może być odważnego w pracy w bibliotece gdy wokół giną tysiące na froncie?
Książka przecież nie jest karabinem, czołgiem, samolotem. Odile kocha swój
zawód i widzi co dzieje się wokoło. Ukochany Paryż na jej oczach zmienia się,
wojenna zawierucha jest jednocześnie daleko i zbyt blisko, zadrukowany papier
okazuje się czymś, co ocala człowieczeństwo, ale równocześnie jest bronią. Taką,
za której posiadanie grozi nie tylko kara, ale i można stracić wolność lub
życie. Ale Odile decyduje się nią walczyć, jaką cenę przyjdzie jej za to
zapłacić? Czy będzie gotowa ponieść koszty jakich sobie nawet nie wyobraża? Niekiedy
odwaga to suma bardzo małych kroków niedostrzeganych przez większość, lecz nie to
jest ważne, a to, czego jest wykorzystana.
Z
czym kojarzy nam się wojna? Ze śmiercią, zniszczeniami, bólem, zgliszczami i
przede wszystkim z ludźmi jacy stracili tak wiele lub wszystko, bezpowrotnie,
poranionych na ciele i przede wszystkim umyśle oraz duszy. Można na nią
spojrzeć z miliona, jak nie więcej, perspektyw, każdy kto był jej uczestnikiem
bądź świadkiem, ma własny punkt widzenia. Janet Skeslien Charles pokazała ją od
strony biblioteki, bibliotekarzy i przede wszystkim ludzkiej, codziennej, lecz
dalekiej od zwykłości. To ona wraz z wojenną zawieruchą stanowią tło dla
bohaterów, ich życia w okupacyjnych czasach oraz tego, jak odcisnęła się na
nich. „Bibliotekarka z Paryża” jest lekturą niezwykłą, pełną mocnych emocji,
decyzji podejmowanych pod ich wpływem oraz dalekosiężnych skutków. Oczywiście
książki również stanowią istotny element, pierwszoplanowy, od nich wszystko się
rozpoczyna i to one są niemym bohaterem, którego zasługi rzadko kiedy są
wspominane. Dzięki nim coś się zaczyna, to one niosły nadzieję, pozwalały na zachowanie
odrobiny dawnej normalności, która była potrzebna by nie zapomnieć co jest
ważne w życiu. Od nich i pewnej biblioteki wszystko się zaczyna, lecz wcale nie
kończy, ciąg dalszy jest zaskakujący, gdyż pisarka połączyła w jednej historii
dwa horyzonty czasowe oraz dwie bohaterki, jakie wydawałoby się nie mają ze
sobą nic wspólnego, poza tym, że jedna wzbudza zainteresowanie drugiej.
Początkowe zdziwienie pojawieniem się drugiego planu czasowego przekształca się
w jeszcze większe zaintrygowanie jak przeszłość może połączyć się z teraźniejszością.
Wojenna rzeczywistość i amerykańska prowincja lat osiemdziesiątych dwudziestego
wieku, wyobcowana starsza kobieta i nastolatka, połączenie, które okazuje się
więcej niż trafne i pokazujące czym jest prawdziwa przyjaźń, ile znaczy i jak
łatwo ją utracić. „Bibliotekarka z Paryża” nie jest monumentalną powieścią na
pierwszy rzut oka, lecz to jedynie pozory, bo kryje się ona w detalach, jakie
wydają się nie być niczym niezwykłym. To właśnie one tworzą niezwykły pomnik,
upamiętniający prawdziwe człowieczeństwo, nie te posągowe, ale prawdziwe,
okupione błędami, łzami, naiwnością i cichym bohaterstwem. Jane Skeslien
Charles porusza temat, wydające się zgoła odległe od siebie o całe lata
świetlne, jednak po chwili dostrzegamy, że wcale tak nie jest. W jej powieści
liczy się człowiek, każdy, oraz to jak zapisuje stronice swojego życia.
Premiera:
16 czerwca