piątek, 26 czerwca 2020

Finałowa walka


 Przedpremierowo:

„Bezlitosna siła. Mars”
Agnieszka Lingas-Łoniewska

Stawienie czoła wyzwaniu, jakim jest miłość, nie jest prostym zadaniem, zwłaszcza gdy szansa na poznanie wciąż była odbierana. Jednak wbrew okolicznościom warto zawalczyć o nią, nawet jeśli wydaje się to szaleństwem, bo kto powiedział, że to właśnie nie najlepszy moment by w końcu zacząć czuć i marzyć? Czasem po prostu trzeba światu wyrwać tę odrobinę normalności i spróbować ją rozmnożyć na kolejne dni, miesiące, lata …

On jest całkiem inny niż mężczyźni z jakimi do tej pory miała do czynienia. Ona należy jego zdaniem do całkiem innej ligi, do której jemu podobni nie mają wstępu. Ale czy tak jest w rzeczywistości? Pozory mogą mylić, Liwia przekonała się o tym na własnym przykładzie, codziennie także widzi jak inne kobiety muszą walczyć o swoje bezpieczeństwo i odzyskanie siebie samej. Darek powinien skupić się na tym, co od lat tkwi jak cierń w jego sercu oraz umyśle, lecz czy można być obojętnym przy kimś takim jak ta kobieta? Nie jest jedną z wielu i wzbudza uczucia o jakich musiał zapomnieć. Ich przeszłość kryje wiele tajemnic, bolesnych, wciąż dających o sobie znać, więc może nie są tak różni od siebie jak myślą? Mars na ringu jest szalony, zrobi wszystko by zwyciężyć, a jaki jest w poza nim? Liwia odkrywa kogoś kogo nie spodziewała się. Tych dwoje do tej pory walczyło w pojedynkę, teraz mają wspólny cel, lecz rzeczywistość, w której egzystują jest skomplikowana i łatwo nie daje wygrać.

Kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością, jedno i drugie z dramatem w tle, oboje doświadczeni przez los, ale i rzucający mu wyzwanie. Czwarty i ostatni tom cyklu Bezlitosna Siła jest emocjonalnym huraganem, w jakim dominują silne uczucia oraz nietuzinkowi bohaterowie, wyraziści, pełni sprzeczności, ale przede wszystkim walczący o miłość bez względu na wszystko i wszystkich. Wcześniejsze postacie serii pozostają niezapomniane, tak samo jak i to, co było ich udziałem, jednakże historia Liwii i Darka nie jest jedynie zakończeniem, a prawdziwym cliffhangerem całego cyklu. Agnieszka Lingas-Łoniewska nokautuje tym, co przygotowała dla czytelników, gdyż nim wszystkie wątki znajdą swój finał, przed bohaterami walka o to, czego zawsze pragnęli, lecz wciąż im było nie dane zdobyć. Pisarka zadbała również by nie zabrakło gorącej atmosfery i piekielnie emocjonalnej fabuły równie interesującej lub nawet bardziej niż we wcześniejszych tomach. Dramat, humor i łamanie stereotypów są piorunującą mieszanką. Czytelnicy powinni przygotować się na lekturę w jakiej nie zabraknie kontrastów, pasji i akcji, każda część  Bezlitosnej Siły powoduje szybsze bicie serca, lecz na finiszu będzie ono musiało zmierzyć się z nie lada wyzwaniem.
Agnieszka Lingas-Łoniewska jest autorką, nie pozwalającą czytelnikowi na obojętność podczas lektury swoich książek. Jak nikt inny przechodzi  od łez do śmiechu i od namiętności do prawdziwej walki. W "Marsie” zostało zebrane to, co w jej twórczości najlepsze - humor, sensację, dreszczowiec, niezapomnianych i przede wszystkim nieszablonowe osobowości,  za pomocą, jakich poruszane są bezkompromisowo trudne tematy, bez niedomówień i zgodnie z rzeczywistością.  Ta seria to niesamowita podróż z ludźmi, wiedzącymi jak wygląda prawdziwe zło, lecz pomimo krzywd jakich doznali umiejącymi dostrzec szansę miłość.
Toksyczne związki rodzinne, tak naprawdę nie będące przeszłością, chociaż tak by mogło się wydawać, wciąż mające wpływ na postacie oraz pomoc innym jako namiastka tego, czego nie można dać komuś bliskiemu stanowią drugie dno powieści. Autorka pokazała również prawdziwy mechanizm współuzależnienia ofiar od kata, coś co wydaje się niewyobrażalne dla osób postronnych. W ostatniej odsłonie cyklu widać najbardziej jak trudno zaufać komuś - nawet człowiekowi, którego się kocha i ile trzeba włożyć wysiłku by zobaczyć szansę na coś nowego i ją wykorzystać. W Bezlitosnej sile nikt oraz nic nie jest takim jak się wydaje i każdy nosi  swoją historię - jedni mroczniejszą od innych



 Premiera
1 lipca


 Za możliwość przeczytania 
książki dziękuję:
 
 
 

czwartek, 25 czerwca 2020

Upiorna skuteczność

„Upiór w ruderze”
Andrzej Pilipiuk

Nie wszystko złoto co się świeci albo parafrazując nie każdy spadek po przodkach warty skorzystania z niego. Czasem naprawdę trzeba uważać na to, co w komorach, spichrzach tudzież szopach schowano, bo wystarczy moment i życie doczesne zmieni się w pozagrobowe. Podobno ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale w praktyce to ciut inaczej wygląda, wiadomo, że grzechy trzeba odpokutować, lecz kotły, widły i czeluści pełne smoły nie dla wszystkich są przewidziane. W pewnych przypadkach odpokutowanie za figle popełnione może przybrać postać upiora, w końcu co to za szlachecka siedziba bez własnego ducha, a lepiej trzech?

Czego potrzeba by stać się upiorem? Przepis jest banalnie prosty: dwie osoby towarzyszące, ryzykowna idea, jakiś magazynek, pełny dziedzictwa po wcześniejszych generacjach, no i najważniejsze armata z szwedzkiego potopu. Potem to już z górki, zwłaszcza kiedy znajomość broni kalibru ciężkiego jest znikoma, natomaist anioł stróż z gotowym przydziałem na podorędziu oświeci co do nowej egzystencji, wcale nie niebiańskiej. Panna Lukrecja i Kornelia, obie z rodu Liszkowskich oraz Marcelina w ten oto sposób pożegnały się z tym, co doczesne i weszły na nową drogę życiową, prowadzącą z powrotem w domowe pielesze. Jednak nie dla nich już zwykła codzienność, teraz ich obowiązkiem jest pokutowanie czyli tu postraszenie jakiegoś nieszczęśnika, tam przejście przez ścianę bez użycia drzwi. Naturalnie nie wszystkich ten nieco dyskusyjny zaszczyt spotyka, mogą go doświadczyć jedynie ci, którzy odpowiednio zasłużyli się dla dworu w Liszkach, a więc są wrogiem polskiego narodu, zagrażają dworskiemu obejściu lub mają jakieś dziwne pomysły co do zagospodarowania resztek ostałych po dziejowej zawierusze . Ten, kto nie docenia upiornych panienek przekona się, że to, co za ich ziemskiej egzystencji dopiero co kiełkowało przez wieki dojrzało, że o nabraniu doświadczenia w fachu pokutno-demonicznym nie wspomnę.

Historie z duchami są zawsze dobrą lekturą, niezależnie od pory roku kiedy po nie sięgamy, jeśli do tego odznaczają się upiornie dobrym poczuciem humoru i nieobcy jest im talent do straszenia, natomiast w ramach entourage`u jest polski dworek to wiadomo, iż będzie się działo. Już sam tytuł „Upiór w ruderze” wskazuje, że lepiej od razu przygotować się na opowieść w jakiej gęsia skórka będzie rywalizowała z wybuchami śmiechu. Oczywiście Andrzej Pilipiuk na tym nie poprzestał, to jedynie wprowadzenie do opowieści w jakiej nie brak klimatu spod znaku strasznego dworu, patriotycznej nuty oraz dziejowych przełomów, no i tytułowej postaci w liczbie mnogiej, objawiających się w osobach, jakżeby inaczej, upiornych dusz pokutujących panienek. Jednak ten kto spodziewa się płochości w zachowaniu i delikatnych dzwonień łańcuszków takoż lekkiego, potrójnego, zawodzenia i pastelowych cieni niech przygotuje się na pełne werwy bohaterki, nie stosujące półśrodków w swych działaniach. W końcu pokuta to pokuta, nie jakieś snucie się i omdlewanie, tu trzeba wykazać się charakterem i pomysłowością, zwłaszcza gdy wróg bramy przekroczył. Podczas czytania dobry humor gwarantowany, na dreszczyk emocji, zapewniam, iż niejeden, również można liczyć. Groza i fantastyka wraz z satyryczną tonacją doskonale uzupełniają się gwarantując brak nudy oraz niezapomniane czytelnicze wrażenia. Na duchy lub jak kto woli upiory liczyć zawsze można, a te spod pióra Andrzeja Pilipiuka nie zawodzą, bo mają inne sposoby by czytelnik był w pełni usatysfakcjonowany z lektury.


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję
wyd. Fabryka  Słów
oraz portalowi
Czytajmy Polskich Autorów 

środa, 24 czerwca 2020

"Malwina" już wkrótce

Lipcowa premiera







Ile razy chcielibyśmy cofnąć czas?

Wrócić do pewnych momentów z naszego życia, by zmienić bieg wydarzeń i tym samym powstrzymać efekt domina? Niezliczona ilość porażek i złych wyborów doprowadza nas do tego, kim teraz jesteśmy i w jaki sposób uczymy się na błędach. A nie ma lepszego nauczyciela niż samo życie. Nic nas bardziej nie utwierdzi w przekonaniu, że powinniśmy ważyć słowa, a złota reguła „pomyśl dwa razy, zanim coś zrobisz” jest prawdziwa. Ale dlaczego doświadczamy tego dopiero, gdy stanie się najgorsze? Gdy już nie mamy wpływu na to, co przyniesie los, gdy znajdujemy się w pułapce i nie widzimy nawet śladu ścieżki prowadzącej ku wyjściu?

Popełniłam wiele błędów. Często nieświadomie. I to sprawiło, że stałam się osobą, która nie wierzy w miłość, którą łatwo zranić.

Nie noszę zbroi, tylko udaję twardą.

Walczę za najbliższych mi ludzi, ale nie za siebie.

Bo dla mnie nie ma już ratunku.

Nie ma przyszłości…


wtorek, 23 czerwca 2020

Znowu marzyć


„Dream again”
Mona Kasten

Droga czasem do urzeczywistnienia marzeń bywa prosta, a niekiedy wprost przeciwnie wyboista i to jeszcze pod górkę z licznymi zakrętami. Kiedy już wydają się spełniać czasem znowu wymykają się z rąk, ale czy uda się je w końcu schwytać? Może trzeba dać sobie spokój i po prostu odpuścić? Jednak co z pragnieniami, które dawały siłę i popychały do przodu w najgorszych chwilach? One wciąż czekają i mogą jeszcze zostać zdobyte …

Przyznać się do porażki jest niezwykle trudno, zwłaszcza jeśli postawiło się wszystko na jedną kartę, a kiedy spada się w dół wydaje się, że nie można poprosić o pomoc. Jude jeszcze przed chwilą była dobrze zapowiadającą się młodą aktorką, teraz nie pozostało jej nic, a przynajmniej tak uważa. Mieszka wraz z bratem i jego przyjaciółmi w akademickim miasteczku i nie wie co począć. Blake zmaga się z kontuzją, od niej zależy jego dalsza kariera w uniwersyteckiej drużynie, frustracja jaką odczuwa przekłada się na jego zły humor, jakby tego było mało tuż obok jest była dziewczyna. Tak, on i Jude jeszcze nie tak dawno byli parą, lecz czy da się gonić za marzeniami i jednocześnie kochać kogoś na odległość? Ona zadecydowała, że nie, ale co stało za jej wyborem? Oboje nie są już tymi pogodnymi nastolatkami, wierzącymi, że wspólnie zdobędą świat, mają za sobą rozczarowania i przede wszystkim złamane serca. Czy da się wybaczyć decyzję podjętą z niewłaściwych pobudek? Co z marzeniem Jude, które wydaje się bezpowrotnie stracone? Czy dadzą sobie szansę i dostrzegą okazję tam gdzie się tego nie spodziewają?

Kolejna część i nowi bohaterowie, lecz emocje podczas lektury wciąż takie same jak przy pierwszym tomie autorstwa Mony Kasten. Woodshill znowu zaprasza do siebie nową zbłąkaną duszę i nie tylko jej da szansę by spojrzeć za oraz przed siebie, a przede wszystkim odnaleźć siebie i kogoś, kto jest równie zagubiony. „Dream again”  ma w sobie magię wcześniejszych tomów i podobną mieszankę emocji oraz humoru, jednakże to osobna historia i całkiem odrębne perypetie postaci, jakie pomimo młodego wieku mają już za sobą co nieco perturbacji na swojej egzystencjonalnej ścieżce. Pisarka doskonale wkomponowała w już znane otoczenie świeżą porcję dramatycznych doświadczeń, walki o marzenia i przede wszystkim o połączenie kariery z życiem osobistym. Czy mając niewiele ponad dwadzieścia lat można już mówić o błędach przeszłości? Nietrafnych wyborach i rozliczeniach z tym, co było? Jak najbardziej, zwłaszcza jeśli wyszło to spod pióra Mony Kasten, która nie idzie w kierunku nadmiernej słodyczy przeplatanej z czarną dziurą rozpaczy, lecz pokazuje jak wiele odcieni uczuć istnieje oraz co znaczy stawić czoła skutkom podjętych decyzji. Czasem miłość to za mało, tak samo jak i realizacja marzeń to nie wszystko, znalezienie równowagi pomiędzy jednym i drugim jest nie lada wyzwaniem. „Dream again” opowiada właśnie o zderzeniu tego, co mówi serce i co podpowiada rozum, jedno z drugim wydaje się nie do pogodzenia, zwłaszcza jeśli właśnie wydaje się, iż utraciło się to, o czym się marzyło od lat. Ten tom jeszcze mocniej pokazuje czym jest danie sobie drugiej szansy, w jakiej mniej jest iluzji, że miłość zwycięży wszystko, a więcej wiary w siebie i w najbliższą osobę.




Za możliwość przeczytania książki 

dziękuję 
 
wydawnictwu:
 
 
 
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo jaguar