czwartek, 4 sierpnia 2011
Kornati i Zadar
środa, 3 sierpnia 2011
Demony przeszłosci
Spotykając się po latach ze znajomymi ze szkolnych lat, mniej lub bardziej bl
iskimi, czasem mamy mieszane uczucia, bo inaczej patrzy się na świat z perspektywy kilkunastolatka, a inaczej gdy jest się dojrzałym człowiekiem. Dawne więzi czasem są idealizowane, a czasem bagatelizowane, to co wtedy było ważne wydaje się teraz błahostką, niekiedy jednak wydarzenia z przeszłości mogą rzutować na przyszłość. Niektóre historie chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć, a inne powinny być zostawione w przeszłości, ich ponowne przywołanie nie służy nikomu."Strzępy" rozpoczynają się właśnie od zjazdu klasowego po dwudziestu latach od zdania matury, okres jaki upłynął od tego wydarzenia. Może wydawać się dla niektórych wystarczający by spojrzeć z dystansem na to co miało miejsce gdy wchodzi się w dorosłość. Teraz jako ludzie już bagażem doświadczeń mogą z łezką w oku wspominać swoje dawne radości i smutki. Każdy z nich od chwili ukończenia szkoły rozpoczął życie, które różnie się potoczyło. Czy po dwóch dekadach łączy ze sobą ich jeszcze coś czy są grupą obcych sobie ludzi, którzy minęliby się, nie rozpoznając siebie nawet na ulicy? W końcu jako klasa funkcjonowali tylko kilka lat, a wiele więcej upłynęło już ich od zakończenia edukacji. Dla autora książki nie jest najważniejsza chwila spotkania i to jak zmienili się tamci dwudziestolatkowie, lecz pewne wydarzenie, które mogło wpłynąć na ich życiowe wybory. Końcówka lat osiemdziesiątych, do egzaminu dojrzałości pozostał jeszcze rok, ale tak naprawdę niektórym przyszło go zdać wcześniej. Praca przy drukowaniu tzw. bibuły i kolportowanie jej jest ryzykowne, przekonuje się o tym jeden z bohaterów, gdy jego przyjaciel i współpracownik zostaje z tego powodu wyrzucony ze szkoły, on sam tylko dzięki zbiegowi wydarzeń unika zdemaskowania. Jednak czy tylko łut szczęścia pozwolił mu nie podzielić losu kolegi? I co oznaczają słowa kobiety, będącej jego pierwszą miłością - "Musiałam cię rzucić"?
Dawna rana znowu się otwarła, a to co ją spowodowało staje się początkiem niecodziennego dochodzenia, jego celem ma być odkrycie, kto zdradził. Kiedyś cień podejrzenia padł na niego, teraz wystarczyło kilka słów rzuconych i przeszłość powróciła z hukiem. Krąg podejrzanych nie jest duży, ale znaleźli się w nim najbliżsi koledzy, który z nich mógł być donosicielem?
Tomasz Kowaluk-Łukasiewicz umieścił akcję swojej książki w dwóch planach czasowych - teraz i dwadzieścia lat wcześniej. Dzięki temu czytelnik ma możliwość skonfrontowania tego kim byli i są bohaterowie i jaki wpływ miała przeszłość na nich. Dwa wątki zazębiają się, tworząc historię, mającą początek w czasach komunistycznej Polski, a koniec już we współczesności. Rozrachunek z tym co było nie jest łatwy dla żadnej ze stron, wnosi ból i chaos nie tylko do teraźniejszości, lecz także do przyszłości. Przy czytaniu ostatnich stron nasuwa się pytanie czy rozliczenie winnych miało sens i czy wart był poniesionych kosztów? Może pewne sprawy trzeba zostawić w przeszłości, bo nie są warte utraty tego co udało się zbudować? A może prawda jest najważniejsza bez względu na wszystko? Ta kwestia jest do rozważenia nie tylko przez bohaterów "Strzępów", lecz także przez każdego, kto myśli, że demony przeszłości nie zostaną uwolnione gdy znowu drzwi do niej zostaną otworzone.

Za możliwość przeczytanie książki dziękuję wyd. Novae Res
wtorek, 2 sierpnia 2011
Odrodzenie
"Qedesha" to kontynuacja historii losów Perły - Aberes, w pier
wszej części było dane jej zaznać odwzajemnionej miłości, wyczekiwanego macierzyństwa i zaszczytów związanych z władzą królewską. Dziewczyna, jakich wydawało się innym, że są setki, zdobyła wszystko o czym mogła tylko marzyć. Jednak tak niespodziewanie jak osiągnęła ów szczyt równie szybko straciła to co było dla niej najważniejsze. Nie umiejąc żyć w zakłamaniu, dawać zgodę, nawet milczącą, na zło wybrała ucieczkę od świata, gdzie najważniejsza jest władza i potęgą za wszelką cenę, a życiem ludzkim się pogardza. Jej wrogowie są pewni, że ją pokonali, ale Aberes przetrwała to co najgorsze i teraz jako Rachabe próbuje odbudować swoje życie na gruzach tego co zostało z przeszłości. Już nie jest dumną królową, jej otoczenie to nie pełny przepychu pałac, ale o wiele skromniejsze domostwo, gdzie znalazła i jednocześnie dała innym miejsce do egzystencji. Jednak jej historia nie kończy się, a wręcz dopiero zaczyna, bo dawni przeciwnicy nie tylko nie zapomnieli o istnieniu byłej królowej, lecz to co popchnęło ich do zbrodni jeszcze urosło w siłę. Zło raz zasiane zbiera swoje owoce, a jego korzenie stają się coraz bardziej rozległe.Rachabe chciała uratować to co było jej najdroższe, jej plany zostały pokrzyżowane, lecz to tylko dało jej siłę by wbrew wszystkim i wszystkiemu podnieść się z żałoby. Odradza się jako świątynna tancerka w rodzinnym mieście, chociaż kiedyś to było jej marzeniem, teraz widzi blaski i cienie tego zajęcia. Nie spotyka się ze zrozumieniem ze strony przyjaciół, oni widzą ją w innym świetle niż ona samą siebie. To co dla jednych jest jedynym wyjściem, pozwalającym na godne życie, dla innych wydaje się upadkiem. Poznajemy też inne wątki historii Aberes, mamy okazję zobaczyć jej przeszłość z punktu widzenia rodziny. Czasem to co myślimy o bliskich ma swe korzenie w osobistych ranach i bliznach, skupiając się na sobie nie dostrzegamy bólu innych. Podobnie jest w przypadku bohaterki, wzajemne żale i niedopowiedzenia stworzyły mur pomiędzy nią i jej najbliższymi.
Tak jak w pierwszej części poznajemy Aberes królową, tak w drugiej poznajemy Rachabę, kobietę, która w imię prawdy zaryzykowała swoimi marzeniami by przeciwstawić się złu. Ale ono przebiera różne formy,czasem rozpoznawalne, a czasem kamufluje się, tak, iż w pierwszym momencie wydaje się wspaniałym darem od losu. Jednak tak naprawdę swoje prawdziwe oblicze ukazuje gdy nadchodzą kłopoty. Ucieczka daje złudną nadzieję, że przeszłość pozostawia się daleko za sobą, ale rzeczywistość okazuje się brutalniejsza. Wszystko to co niezakończone przypomina o sobie w najgorszym momencie, jednak jest to też możliwość naprawienia błędów z przeszłości i nie popełnienia ich po raz kolejny.
Autor po raz drugi sięga w swej opowieści po motywy starotestametowe, jednak nie jest to kopia, lecz ukazanie znanej przypowieści w nowym świetle i uzupełnienie jej. W trakcie czytania "Qedeshy" nawiązania można odkryć łatwo, ale zagłębiając się w lekturę zaczynamy dostrzegać, że są one czymś więcej niż odwołaniem. Jedno jest pewne czytelnik ma okazję poznać starożytność nie od strony pomników, lecz ludzi, podobnych do nas, chociaż tak różnych. Patrząc na starożytne mury widzimy efekt pracy człowieka, ale czy zastanawiamy się co działo się w tych budowlach? Przeszłość to nie tylko mity i legendy to także ludzka krew i ból.
Za możliwość przeczytania książki Dziękuję Oficynie Wydawniczej VOCATIO
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
"Eona. Ostatni Lo
rd Smocze Oko" to kontynuacja historii Eony i innych bohaterów z książki "Eon.Powrót Lustrzanego Smoka" i jak to bywa z drugą częścią udanej opowieści pierwsze pytanie jaki nasuwa się na myśl, jeszcze przed przeczytaniem pierwszych słów, to te czy poziom będzie równie wysoki, a nowe przygody równie mocno zainteresują czytelnika? Jeżeli zaczynamy dopiero zaczyna się znajomość z tą opowieścią to bez obaw o zbyt wiele nawiązań może rozpocząć lekturę, bo odnajduje się w niej od razu.Powrót do Imperium Niebiańskich Smoków nie ma w sobie nic pokojowego i sielankowego. Zamiast pełnego przepychu cesarskiego pałacu i uczt ucieczka przed wrogami. W tej opowieści czytelnicy mają okazję poznać świat poza stolicą i dworem, jego opis ma w sobie równie wiele detali jak krajobrazy z pierwszej części. Drugie spotkanie z Eonem, a raczej teraz już z Eoną, Lordem lub jak kto woli Lady Smocze Oko, zaczyna się burzliwie. Już sama okładka ukazuje główną bohaterkę z mieczami w ruchu i Lustrzanym smokiem w tle, to już nie jest uczeń, to mistrz. Jej tajemnica nie jest bezpieczna, niektórzy już poznali ją i co najważniejsze to co uważała za ograniczenie jest jej sprzymierzeńcem, przynajmniej czasami. Jako kalece przeszkodą było ciało, teraz jest podobnie, nie jest traktowana na równi z mężczyznami, pomimo, że to właśnie ona jest ostatnią nadzieją na powrót starego porządku. Społeczne zasady są odzwierciedleniem tradycyjnego podziału, jednak Lady Smocze Oko nie zamierza poddawać się. Zdaje sobie sprawę, że to od niej zależy zwycięstwo cesarza i znowu jest w podobnie sytuacji jak w pierwszej części - na jej barki spada zadanie, które wydaje się zbyt ciężkie. Ale czy już nie udowodniła, iż posiada siłę potężniejszą od innych? Ma też sojusznika - Lustrzanego Smoka, także wyróżniającego się spośród swoich pobratymców. Wydaje się, że wrogów Eony znamy jeszcze z pierwszej części, ale czy na pewno? Wyjaśnia się także sekret smoczego przymierza z władcą imperium, ale czy ta wiedza pomoże w walce z uzurpatorem czy może stanie się przeszkodą? Jak jedna Lady Smocze Oko, z małą grupą sprzymierzeńców, ma przeciwstawić się ogromnej armii, gdy jej osoba wzbudza kontrowersje i niechęć? I coś jeszcze - Eona nie jest już dzieckiem, wraz z dojrzewaniem i uświadomieniem sobie kim naprawdę jest budzą się nowe, nieznane do tej pory, emocje. A to dopiero początek dalszego ciągu historii, gdzie przeszłość bohaterów ma ścisły związek z ich przyszłością. Kiedyś wydarzyło się już coś podobnego do teraźniejszych wydarzeń, ale co tak naprawdę jest rzeczywistością, a co tylko plotką dopiero trzeba będzie odkryć.
Obie części historii Eony są równie emocjonujące i interesujące, chociaż obie odbywają się w Imperium Niebiańskich Smoków, to każda ma swój niepowtarzalny klimat. Dzięki drugiej częściej poznajemy bliżej bohaterów, ich przeszłość i to co wpływa na ich obecne decyzje. W czasie niepokoju i burz dojrzewają, stając się świadomymi swych zalet i wad. Z jednej strony autorka przedstawia fantastyczny baśniowy świat, mający swe korzenie w orientalnych kulturach, z drugiej strony to uniwersalna historia o walce dobra i zła, ale bez schematycznych postaci, za to z bohaterami, którzy zaskakują w najmniej oczekiwanych momentach. "Sztuka wojny to sztuka oszustwa" tej zasady uczy się Eona i inni, walka wymusza dziwne sojusze i skrywanie prawdy, nawet gdy rani się w ten sposób bliskich sobie ludzi. Także przyjaźń zostaje wystawiona na ciężką próbę gdy dostrzega się w kimś kogoś więcej niż przyjaciela, a jednocześnie trzeba go okłamywać dla jego dobra. Dojrzałość przychodzi niezauważenie, przynosząc ze sobą świadomość, że czasem trzeba dokonać wyboru, nie wiedząc czy zostanie on zrozumiany przez tych, na których nam zależy.
„Eona. Ostatni Lord Smocze Oko” to książka nasycona atmosferą i krajobrazami wschodu, ale nie tylko dla wielbicieli Orientu, ale dla każdego kto lubi książki pozostające w pamięci, od których nie sposób oderwać się od pierwszej do ostatniej strony. Gdzie zaskoczenie jest stałym elementem i nic nie jest takie jakie się wydaje w pierwszej chwili, a wróg i przyjaciel to czasem ta sama osoba.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi DUŻE KA oraz wyd. Telbit
niedziela, 31 lipca 2011
Dziewczyna o imieniu Perła
P
atrząc na okładkę widzimy obraz zniszczenia, ale na pierwszym planie znajduje się kobieca twarz. Czy to tytułowa Perła? Dziewczyna, dla której los napisał niezwykły scenariusz do odegrania w życiu. Mogłoby się wydawać, że czasy starożytnego Egiptu dzieli od nam współczesnych zbyt wiele tysiącleci, a co wydaje się ważniejsze - odrębność kultury, religii czy zwykłej ludzkiej mentalności. Cywilizacje starożytności i my obecnie to zupełnie inne społeczeństwa, ale czy na pewno? Jakie uczucie były znane ówcześnie, a które znikły w mrokach dziejów? Albo do jakich emocji jesteśmy my zdolni, a które były nieznane tysiące lat temu? Człowiek był zawsze tylko człowiekiem, nikim mniej i nikim więcej. Niezależnie od momentu historii reakcje na pewne pokusy są od wieków takie same.Władza zawsze wiąże się z żądzą zdobycie jej przez tych, którzy jej nie posiadają. Natomiast Ci, będący na szczycie niechętnie dzielą się osiągniętą potęgą. Cienka linia oddziela podziw od zazdrości, a od tego już niewielki do poddania się żądzy przejęcia władzy. Autor przytacza w prologu historię Sodomy i Gomory, jakie znaczenie ma ta przypowieść dla historii tytułowej Perły? Lot został ocalony przez Boga gdyż był wierny zasadom ustanowionym przez najwyższego, może podobny los pisany jest bohaterce? Te i wiele więcej pytań nasuwa się po przeczytaniu niewielu stron i chociaż mogłoby się wydawać, iż takie nawiązanie jest zbyt oczywiste by autor wykorzystał je w swojej książce, to korelacja pomiędzy biblijną historią, a wykreowaną rzeczywistością istnieją na pewno - pytanie tylko jakie?
W świecie gdzie prawość i honor schodzą na plan dalszy, a podstawą ludzkich sukcesów staje się szantaż i intrygi, Perła ma trudne zadanie do wypełnienia. Od tego czy jej się powiedzie zależy coś najważniejszego - życie. Atmosfera podejrzeń i nieufności powoduje, że nawet prawi ludzie ulegają transformacji, a ideały, które jeszcze chwilę wcześniej były na pierwszym miejscu odchodzą w zapomnienie. Umiejętne podsycanie nienawiści, sianie oszczerstw i wzbudzanie żądzy posiadania sprawiają, że człowiek zmienia się całkowicie, staje się obcy dla najbliższych. Czy w takim momencie nie jest już za późno by obronić niewinnych przed złem? Rozgrywka toczy się nie tylko na ziemi, ale i w wymiarze duchowym.
W czym historia Perły nawiązuje do biblijnej historii? To najlepiej odkryć osobiście podczas czytania. Myliłby się jednak ten, kto szukałby bezpośrednich nawiązań starotestamentowych, bo książka Rafała Kosowskiego to nie powielanie tylko odrębna opowieść, chociaż oparta na przeszłości. To swoista kronika zdobywania władzy, bez świadomości, że wraz ze wzrostem potęgi traci się to co jest najważniejsze w człowieku. Pewne rzeczy pozostają niezmienne bez względu na kulturę religię lub upływający czas.
Za możliwość przeczytania książki Dziękuję Oficynie Wydawniczej VOCATIO
sobota, 30 lipca 2011
Pozdrowienia z Zadaru
Chrześcijańst
wo jest obecne w świadomości społecznej od ponad dwóch tysięcy lat, czy to mało czy dużo to już indywidualna ocena. Wydaje się niezmienne i wieczne, znany jest początek i historia tej religii oraz teraźniejszość, ale czy naprawdę w jej genezie jesteśmy tak dobrze zorientowani? Pierwsze dziesięciolecia, kiedy chrześcijaństwo dopiero krzepło w swych fundamentach, często jest pomijane lub omawiane w ramach szerszej całości. Książka Bogusława Górki jest wielostronną monografią, która skupia się nie tyle co na wydarzeniach historycznych ile na Nowym Testamencie oraz zagadnieniach związanych z jego wykładnią.Autor przytacza konkretne "przypadki", które budzą problemy przy interpretacji Nowego Testamentu i dokładnie analizuje daną przypowieść nie tylko od strony ewangelii, lecz także przez pryzmat użytego języka, przekładu i filologii. Odpowiada także na pytania, które najczęściej są związane z tą kwestią, stara się również pokazać gdzie popełniono błędy w komentarzach w przeszłości i jak miały one wpływ na zrozumienie przez wiernych.
Interesujące jest również konfrontacja z zapisami w Torze i przedstawienie sylwetki Chrystusa na tle judaizmu. Takie ujęcie chrześcijanizmu pozwala zobaczyć jak widziany on jest przez Żydów i gdzie są punkty wspólne, a w którym miejscu ich droga dzieli się. na dwie religie i dlaczego.
Jednak to nie jedyne kwestie poruszane w książce, ważną są również idee teologiczne czy też zagadnienie prymatu piotrowego. Chrześcijaństwo jakie jest znane obecnie to dziedzictwo, którego fundamenty położono ponad dwa tysiące lat temu, jednak część materiałów, z jakiego
zostało zbudowane ma jeszcze starsze korzenie. To co obecnie obserwujemy i czego jesteśmy uczestnikami współcześnie czasem miało inne znaczenie u swych początków albo wraz z upływem lat jego interpretacja ulegała zniekształceniu. Warto poznać podstawy religii, tło w jakim powstała oraz najwcześniejsze komentarze by zrozumieć późniejszy jej rozwój i istotę. "Chrześcijanizm pierwotny jako system religijny" jest rozprawą naukową, a więc zawiera w sobie wiele odwołań do prac innych twórców, ale autor postarał się by omawiane przez niego kwestie były zrozumiałe nie tylko dla biegłych w temacie, lecz również dla pozostałych czytelników.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria oraz wyd. WAM
piątek, 29 lipca 2011
Smocza moc
Wbrew tytuło
wi książka ta nie jest kontynuacją, lecz pierwszą częścią dwutomowej powieści. Obraz z okładki intryguje - na pierwszym planie imponujące kły i klęcząca postać oparta o miecz, czy to, zgodnie z tytułem, Eon i to co pozostało ze smoka? Może tak, a może nie, w końcu obwoluta nie zawsze podpowiada dobre skojarzenia, ale czy tak jest przekonujemy się w trakcie czytania. Z postaciami smoków kojarzy mi się średniowiecze i rycerze, których bohaterskie czyny opiewano w eposach, jest oczywiście jeszcze św. Jerzy walczący również z tym mitycznymi stworami, jednak te konotacje tym razem nie są źródłem dla historii autorstwa Alison Goodman. Pisarka sięga całkowicie w innym kierunku - znaku szczęścia, lecz także i wojny czyli smoka orientalnego, azjatyckiego. W takim przypuszczeniu można się utwierdzić już na pierwszych stronach gdy oglądamy rysunek czegoś na kształt chińskiej monety lecz z kierunkami świata, którym przyporządkowano smoczego odpowiednika. Autorka również zaznajamia czytelników z imionami smoków, analogicznymi z nazwami lat w chińskim horoskopie. Ale czy to tylko jedyne zapożyczenie? Ciekawa okładka, równie intrygujący wstęp, a to dopiero parę kartek.Tak naprawdę już w pierwszym rozdziale dowiadujemy się, że Eon to dziewczyna ukrywająca swoją płeć. Tylko jako chłopak może trenować by kiedyś móc zostać wybranym smoczym lordem. Pomimo swoich nadzwyczajnych zdolności nie miałaby nawet szansy na taką naukę gdyby ujawniła kim naprawdę jest. W jej świecie równouprawnienie to nieznane słowo, ale dla wyjątkowego człowieka oznacza to jedno - wbrew temu na co nie ma się wpływu trzeba walczyć o spełnienie marzeń, nawet gdy ciało nie jest sprzymierzeńcem. Jednak nie siła mięśni jest najważniejsza, to co decyduje o sukcesie jest ukryte głęboko w człowieku. Eon jest nadzieją dla wielu ludzi na lepszą przyszłość, tylko jakim kosztem? Zwycięstwo to dopiero początek drogi bohaterów, a nie jej koniec. Wrogowie dopiero się ujawnią, a nabyte umiejętności i wrodzone talenty będą wykorzystane w walce, gdzie przeciwnicy są potężni i nie cofający się przed niczym by osiągnąć swój cel - władzę. Wątek poszukiwania własnej tożsamości splata się z zakulisową, lecz bezpardonową walką o dominację. Są jeszcze sekrety, mniejsze i większe, które sprawiają, że nie sposób odłożyć czytanej historii przed ich wyjaśnieniem. A gdy jedne tajemnice zostają odkryte, pojawiają się kolejne, równie intrygujące i nieprzeniknione aż do momentu odpowiedzi. Smoki i ich Lordowie kryją wiele niewiadomych, co sprawia, że niespodziewane wydarzenia często zaskakują czytelnika. Nawet to co wydawało się znane ujrzane z innej perspektywy staje się niepewne.
Wrażenie z pierwszych stron potwierdziło się, opowieść o Eonie jest silnie osadzona w obyczajowości i klimacie cesarskich Chin oraz Japonii, a także tradycji samurajskiej. Ceremoniał dworski, krajobraz orientalnych ogrodów, pełnych szemrzących strumieni i przewieszonych nad nimi mostków stanowią tło dla przygód Eony. Świat wykreowany przez autorkę tchnie mistycyzmem wschodu, jej bohaterowie wydają się być odzwierciedleniem naszych wyobrażeń o dawnych mieszkańcach państwa środka lub kwitnącej wiśni. Ale to tylko pierwsze wrażenie, bo to nie kalka tradycyjnych obrazów Wschodu, lecz umiejętnie oparcie się na intrygujących kulturach by stworzyć całkiem nowy świat. Jednocześnie jest znajomy i całkowicie nieprzewidywalny, na czytelnika czeka wspaniały kraina orientalnych ogrodów, pełny przepychu cesarski pałac i mroczniejsza strona baśni - walka o władzę i jej przeciwieństwo - obrona tradycji i własnych zasad. "Eon. Powrót Lustrzanego Smoka" to również wspaniała opowieść o przyjaźni, przezwyciężaniu własnych słabości i urzeczywistnianiu marzeń. Jednak nim wszystkie pragnienia spełnią się, jeszcze wiele tajemnic do odkrycia i pojedynków do odbycia, ale to już historia na kolejną niezwykłą opowieść o Eonie, Lordzie Smoczym Oku.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi DUŻE KA oraz wyd. Telbit
czwartek, 28 lipca 2011
Wielka, pierwsza miłość :D
Książeczka ni
ewielka objętościowa, jak dla mnie, ale historia w niej zawarta wywołuje uśmiech i wspomnienia z czasów, kiedy jedno z pierwszych naście widniało w legitymacji szkolnej. Pamiętacie pierwszą miłość? Taką, na którą się czekało i od razu się wiedziało, że oto właśnie nadeszła "wiekopomna chwila"? Podobno nie zapomina się jej nigdy, pozostaje w człowieku na zawsze, to oczywiście jedna z teorii, kolejna mówi coś całkowicie przeciwnego, a jeszcze inna jest w opozycji do swoich poprzedniczek. Jednak nawet gdy pamięć o pierwszym uczuciu trochę niedomaga to książka Pawła Beręsewicza przypomni tamte emocje."Jak zakochałem Kaśkę Kwiatek" to opowieść o chłopcu - Jacku Karasiu, który właśnie poznaje czym jest owa "słodycz". Jest na nią jak najbardziej przygotowany, czeka na nią, więc gdy na niego spada nie jest zaskoczony. Obiektem jego uczuć jest nowa koleżanka w klasie – tytułowa Kaśka Kwiatek. Najpierw ukradkowo podpatrywana, no przecież nie można tak otwarcie pokazać zainteresowania przecież !! A gdzie honor? No i koledzy patrzą !! Ale po cichutku, spod oka, można zlustrować ukochaną, a potem przystąpić do swego dzieła, którego celem jest odwzajemnienie uczucia. Nic co zwyczajne nie wchodzi w grę, ponieważ definicja "zalecania się" już na wstępie budzi niesmak w bohaterze, podobnie jak "smalenie cholewek", "flirtowanie" i umizgiwanie się". Więc cóż pozostaje? Trzeba zakochać dziewczynę w sobie, logiczne czyż nie? Jacek jest zakochany w Kaśce, więc trzeba doprowadzić by i ona poczuła to samo. Jest tylko jedno małe "ALE" - konkurencja, w osobach kilku kolegów, mogących także wywrzeć nie mniejsze wrażenie niż Jacek i nie zasypiający gruszek w popiele. Jedyne wyjście to wyróżnić się na tle rywali tak by Kaśkę zakochać w sobie. Powstaje kilka planów - "na bohatera", "na dobrego kolegę", "na bratnią duszę", każdy z nich obmyślony w najdrobniejszych detalach, nie można się przecież w tak ważnej sprawie zdać na przypadek !!
Historia Jacka, Kaśki i ich przyjaciół to nie tylko lektura dla młodszych, ale i dla starszych czytelników. Jedni i drudzy mogą przypomnieć swoje świeższe lub ciut odleglejsze przeżycia związane z pierwszym uczuciem. Autor z humorem przedstawił okres dorastania i tych wszystkich wydarzeń, które w momencie swego zaistnienia wywoływały rumieniec, ale po czasie są wspominane z życzliwym uśmiechem na ustach.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria oraz wyd. Skrzat
środa, 27 lipca 2011
Stosik deszczowo-lipcowy
wyd. Novae Res
"Pod dwiema kosami, czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana" Danuta Noszczyńska
wyd. Sol
"Koniec wiosny w Lanckoronie" Agnieszka Błotnicka
wyd. Nasza Księgarnia i Matras
wtorek, 26 lipca 2011
Krople dobre na wszystko ;)
Nie miałam okazji je
szcze przeczytać innych tytułów Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, ale zachęta z okładki, tej przedniej jak i tylnej części zadziałała. Grudzień 1981 nie zapisał się w mojej pamięci brakiem Teleranku z prostego powodu, jako kilkulatka nie oglądałam tego programu. Wszelkie wydarzenia z tamtego okresu za to utkwiły mi w pamięci dzięki późniejszym lekturom, filmom, rodzinnym opowieściom. Czasami okres sprzed 1989 najlepiej obrazują dzieła Stanisława Barei, a czasami zupełne ich przeciwieństwo. A wspominam filmy tego reżysera, bo skojarzenie takie nasunęło się w momencie czytania opisu książki. Czy tak jest faktycznie czy to tylko zbieg okoliczności? Nie wiem, ale owa konotacja jest dodatkowym bodźcem by jak najszybciej poznać bohaterów książki "Mariola moje krople".
Uśmiech pojawia się gdzieś około drugiego lub trzeciego zdania i nie schodzi z twarzy do ostatniego, chociaż z takiego stanu zdaje sobie czytelnik dopiero gdy kończy czytać, oczywiście wcześniejsze oderwanie się od książki raczej jest tylko na chwilę. Odganiając z pamięci filmowe kadry, szybko zagłębiamy się w codzienne życie pracowników teatru - tych z zacięciem scenicznym jak i tych zza kulis. Czas gorący dla wszystkich nastał i to nie z powodu polityki, a rychłej premiery sztuki, która ma mieć miejsce dwunastego dnia grudnia. Każdy wie jaka to gorąca pora w teatrze, ostatnie próby, przymiarki kostiumów, szlifowanie ról ... Tak, ale nie w tej bajce i nie ma to żadnego związku z tym, że przybytek Melpomeny jest umiejscowiony na prowincji, w końcu talent się liczy, a nie geografia. Zapał jest, nawet i ogromny, przynajmniej u części artystów, ale jakoś z interpretacją problemy są, może związek mają z tym problemy z zaopatrzeniem - patrz stanie w kolejkach wszędzie i po wszystko, chociaż towarzysz pierwszy sekretarz lokalnego komitetu jest czuły na tym punkcie – czarnowidztwu „mówimy nie”. Premiera ma mieć znakomitą widownię - dowództwo bratniej i zaprzyjaźnionej armii spod znaku sierpa i młota, ale nie samą kulturą ludzie żyją. Opis codzienności może wydawać się podany z przymrużeniem oka, ale czy na pewno? Oczywiście uśmiech jest, lecz tamta rzeczywistość, pomimo żartobliwości, jest świetnie oddana wraz z wszystkimi ujemnymi cechami jak na przykład cenzurą, której nie umknie nic, w szczególności jak dotyczy to "przyjaciół" ze wschodu ...
Akcja książki jest opisana w formie dziennika od siedemnastego listopada 1981 do trzynastego grudnia tego roku. Z kronikarską dokładnością przedstawiono walkę - nie z ustrojem, ale z codziennością no i siłę związków międzyludzkich, a raczej znajomości. Komedia omyłek zaczyna się toczyć coraz szybciej, a to co mogłoby wydawać się niemożliwe do zaistnienia staje się faktem, nawet jeżeli opary absurdu wydają się aż nadto gęste. Książka „Mariola moje krople” to nie dokument, ale raczej obraz w krzywym zwierciadle tamtej rzeczywistości. Patrząc takie w takie lustra widzimy niektóre elementy wyolbrzymione, a inne zminimalizowane, jednak to co widzimy to tylko jedno z możliwych portretów.
Książka przeczytana w ramach akcji "Włóczykijki"
Paryż nocą i nie tylko
"Shitowni
k paryski" to książka niespotykana na rynku wydawniczo-księgarskim. Jednocześnie nie tylko pełni rolę przewodnika po stolicy Republiki Francuskiej i "ciut" odleglejszych miejscach, ale jest również powieścią spod znaku wielu gatunków. To co również odróżnia tę pozycję od innych wydawnictw to historia powstania, pomysłodawcą i autorem jest Paweł Bitka Zapendowski, który zaprosił do współtworzenia internautów. Idea nie tylko innowacyjna, lecz również ciekawa i dla czytelników i dla współpiszących. A gdzie w tym wszystkim miejsce na informator? No właśnie wiadomości o atrakcjach znajdują się w opowiadaniach i na zdjęciach. Od strony wizualnej kuszą, poznaniem osobistym, prezentowane fotografie. Jednak nie są to zwykłe fotki, a raczej kolaże fotogramów lub kadry widziane przez pryzmat na przykład paryskich wieczorów oświetlanych neonami. Oczywiście są one zaznaczone mapie Paryża, w końcu jak przewodnik to przewodnik, ale przecież nie taki zwyczajny, jakich tysiące, lecz unikatowy, bo dotyczący czasoprzestrzeni szerszej niż tylko Paryż i obecnych czasów.Już sam tytuł sugeruje, że czytelnicy dostają niespotykaną lekturę, gra słów podobnie brzmiących, ale oznaczających całkowicie różne rzeczy. Po takim początku gra słowami rozpoczyna się, bo będzie nie jedyną, sami bohaterzy mają swe korzenie w literaturze, chociaż różnią się od swoich pierwowzorów. Czy postacie te to tylko przypadkowe podobieństwo imion trzeba rozstrzygnąć samemu, a ich losy czy mają swe korzenie innych historiach? Może „pokrewieństwo” to jest tylko pozorne, a jednak zaczynając czytać tekst, wzorce postaci nasuwają się same i chociaż akcja weryfikuje je, to porównania mają miejsce. Postacie historyczne i te zbliżone zbiegiem okoliczności do motywów z kultury masowej wraz z całkowicie autorskimi istotami tworzą barwną składankę, dla których czasoprzestrzeń jest materią względną
Paryż miasto miłości, tysiąca i jednego muzeum, urokliwych bistro, znanych zabytków, stolica nie tylko Republiki Francuskiej, ale przede wszystkim mody i rozrywki. Większość turystów zaopatruje się w przewodniki, które mają ułatwić wybór godnych zainteresowania miejsc, bo niestety czas pobytu w paryskim niebie najczęściej ograniczony jest. Ale czy wybrany przewodnik pozwoli zobaczyć wszystko co trzeba? "Shitownik paryski" jest odpowiedzią i dla tych pewnych swoich tras paryskich jak i tych mniej zdecydowanych, a także dla wszystkich spragnionych przewrotnego czaru Paryża. Dzięki lekturze tego tytułu obieżyświat będzie miał okazję poznać atrakcje, które nie zawsze znajdują się w zwykłych informatorach, a ten, kto nie wybiera się w okolice francuskiej stolicy może poznać jej chic. Oczywiście nie są to suche wiadomości o atrakcjach, godzinach otwarcia i cenach biletów wstępu. Takich pozycji jest na pęczki, a "Shitownik ..." to całkowicie coś innego, bo oprócz zwyczajowej funkcji daje czytelnikowi możliwość poznania niezwykłych perypetii bohaterów na paryskich brukach. Przewodnik i powieść w jednym, ale to za mało powiedziane, w końcu akcja obejmuje nie tylko Paryż, lecz o wiele większy obszar czasoprzestrzeni.
Miałam przyjemność uczestniczenia w tworzeniu tej książki ;)

Za możliwość przeczytanie książki dziękuję portalowi Na kanapie
poniedziałek, 25 lipca 2011
Litery i liczby
Czy zastan
awialiście się kiedyś czy pomiędzy Waszym imieniem i nazwiskiem, a to jakim odznaczacie się charakterem zachodzi jakiś związek? Z imieniem lub imionami sprawa wydaje się prosta, w końcu każdy przynajmniej raz czytał opis co oznacza ono w danym przypadku, jacy sławni ludzie noszą lub nosili je, czasem dołączona jest też notka o cechach osobowości. Czy wierzyć bądź nie tym informacjom, to już sprawa osobista, jedni się z nimi zgadzają, inni nie. Natomiast co z nazwiskiem? Dziedziczonym po przodkach, zmienianym po ślubie lub innych powodów. A co w końcu z tym powiązaniem imienia i nazwiska oraz liczbami? Okazuje się, że każda litera ma swój odpowiednik cyfrowy, jeżeli podstawimy w miejsce liter liczby i zsumujemy je dostaniemy określoną sumę, dzięki której możemy poznać co ma nas wpływ, a wynika z kilku znaków.Numerologia to dziedzina, mająca swoje korzenie jeszcze w starożytności, wraz biegiem czasu rozwijała się i następuje to i obecnie i wchodziła w różne korelacje z innymi gałęziami nauki. Obecnie czerpie z obszaru m.in. psychologii, socjologii, bo jakby nie było życie człowieka jest na tyle pojemne, że trudno opisać je za pomocą tylko jednego środka wyrazu. Nawet w tej dziedzinie nie ma jednej odpowiedzi dotyczącej wyniku liczbowego związanego z imieniem czy nazwiskiem. Liczby indywidualne odnoszą się również do daty urodzenia, która wraz z innymi cyframi poszerzają wiedzą o tym kim możemy być i czym się charakteryzujemy. Każdy człowiek jest indywidualnością, bo na jego liczbę składa się kilka elementów, każdy z nich ważny jest z osobna i jednocześnie jako część składowa większej całości.
Zaczynając czytać książkę "Nazwisko tworzy charakter" spodziewamy się łatwych odpowiedzi, ale szybko dochodzimy do wniosku, że tak nie jest. Dlaczego? Człowiek to byt skomplikowany, na to kim jest ma wpływ wiele rzeczy, zależnych bądź nie od niego. Trudno nadać mu jedną etykietę, określającą go w całości, czy to za pomocą słów lub cyfr. Jednak warto zapoznać się z różnymi informacjami pozwalającymi spojrzeć na to co znamy z innej perspektywy. W końcu każda wiedza pozwala nam uzupełnić to co wiemy o nas samych, czasem możemy odkryć coś niespodziewanego, a czasem potwierdzenie własnych obserwacji. A czy nazwisko tworzy nasz charakter? To już do rozważenia przez każdą osobą indywidualnie, ale jakby nie było jest ono częścią spuścizny, którą dziedziczymy po przodkach i nawet gdy nie jest ono sławne z pewnością wnosi ciekawą historię w życie.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria oraz wyd. Studio Astropsychologii
niedziela, 24 lipca 2011
KSIĄŻKOBRANIE
ale jeszcze dużo go przed nami,
więc słońce pewnie nie raz zaskoczy nas.
Jednak niezależnie od pogody zapraszam do udziału w konkursie organizowanym przez portal sztukater.pl.

Zgłoszenie uczestnictwa w konkursie ślemy na:
konkurs@sztukater.pl z dopiskiem: "Książkobranie_001"
W treści prosimy zamieścić oprócz prawidłowej odpowiedzi na zadane pytanie
również imię i nazwisko oraz niezbędne dane adresowe,
pod które ewentualna wygrana zostanie przesłana.
Kilka zasad uczestnictwa:
*zdjęcia w formacie jpg lub filmy...
albo
*dowolna forma prezentacji, również graficznej, literackiej
zatem wszelkie urozmaicenia mile widziane, ważne by to było przez Was zrobione...
Wszystkie informacje oraz regulamin
znajdziecie również na tych stronach:
http://sztukater.pl/konkurs/konkursy_ksiazkobranie_01.html http://sztukater.pl/konkurs/konkursy_ksiazkobranie_00.html
Pytanie konkursowe
"Książki są boskie, a kto żyje bez nich, ten nie jest godzien życia - przekonuje każda ze stron tej niewielkiej i pięknej pochwały czytania. Książka Simona Leysa jest jak szampan z truskawkami
przy słynnym Place du Tertre paryskiego Montmartre`u. Czytam z ołówkiem w ręku, podkreślam zdania,
które chcę zapamiętać. Tę książkę muszę wykuć na pamięć. Omal każde ze zdań odurza."
Tak o autorze "Szczęścia Małych Rybek" napisał P. Remigiusz Grzela, a czy ktoś z Was wie kim z zawodu jest Simon Leys? Może zechcielibyście w kilku zdaniach odnieść się do jego pochwały czytania i zaprezentować własną? Czekamy na Wasze przemyślenia...

Najciekawsze odpowiedzi zostaną nagrodzone
"Szczęściem Małych Rybek"!
Podpowiedź znajdziecie na stronie
wydawnictwa "Drzewo Babel"
Mam prośbę do wszystkich gości na moim blogu
o umieszczenie poniższego plakatu na swoich stronach
z linkiem do tego postu.
Dziękuję za pomoc:)


"Wsi spokojna, wsi wesoła,
Który głos twej chwale zdoła?"
Tak by można było oddać jeden z powodów, które skłoniły Hannę Cudny do przeprowadzki ze stolicy na prowincję, a konkretnie do miejsca gdzie spędzała wakacje jako nastolatka. Kolejnym powodem była śmierć męża i związana z tym depresja. Nowa przystań życiowa, nowa praca i sielskie okolice dzieciństwa mają być lekiem na przeszłość i pomóc także dzieciom bohaterki. Problem w tym, że wieś to już trochę inna niż we wspomnieniach, syn nie chciał wyjeżdżać z Warszawy,no a córka ma trudności z przystosowaniem się. Jakby tego było mało znaleziono trupa w pobliskim stawie, a dokładniej znalazła go jedna z latorośli, druga znalazła po jakimś czasie kolejnego, policja nie przejmuje się tym zbytnio. Raczej bardziej interesuje posterunkowego matka "odkrywców" no i znikają rodzice jednego z uczniów, ale w to nikt nie chce uwierzyć, podobno wyjechali za zarobkiem do Irlandii, a że go nie potrzebowali i nie zabrali nic ze sobą - miastowa vel nowa/ stara letniczka czepia się i tyle, lepiej gdyby zajęłaby się własną rodziną. Czas płynie, a sytuacja nie polepsza się, czy świeżo upieczona nauczycielka może wyjaśnić tajemnicę, która jak mgła zaczyna snuć się po wiosce? Nikt jakoś nie kwapi się by pomóc ją rozwiać, znajomi są zadowoleni ze spokoju i zdają się nie zauważać tego co się dzieje na ich oczach. No, ale pozostaje najlepszy system pozyskiwania informacji - plotki, te, w odróżnieniu od oficjalnego braki zainteresowania, dostarczają wielu informacji o sąsiadach, bliższych i dalszych.
Fabuła wydaje się toczyć powoli, nieśpiesznie, kryminalna zagadka pojawia się co jakiś czas, ale tak naprawdę to tylko pozory, gdyż suspens czuje się w każdym momencie, nie wiadomo co jeszcze jest i przed bohaterami i czytelnikiem. Fasada spokojnego biegu życia wydaje się mieć kilka rys, a raczej pęknięć zagrażających katastrofą. Czy nikt oprócz nowych mieszkańców tego nie zauważa?
Anna Fryczkowska przedstawia swoją historię z punktu widzenia dwóch osób - matki i córki. Każda z nich dostrzega w tym samym wydarzeniu inne detale, inaczej widzi świat uczennica podstawówki, a inaczej ponad trzydziestoletnia kobieta. Jednak wbrew pozorom obie są uważnymi obserwatorami, a nawet dziewczynka widzi więcej - to co umyka dorosłym. Czasem wydaje się nam, że przed dzieckiem można wiele ukryć, ale czy na pewno? Dwie perspektywy pozwalają na szersze spojrzenie na historię Hanki, bo "Kobieta bez twarzy" to nie tylko sensacja, lecz także coś więcej, to opowieść o radzeniu sobie z bólem po nagłej śmierci kogoś bliskiego. Jednak zagadka kryminalna jest punktem centralnym książki, atmosfera tajemniczości obecna jest ciągle, a w tle spokojna z pozoru wieś. Kogo można podejrzewać o zniknięcia jej mieszkańców w miejscu, gdzie wszyscy o wszystkim wiedzą i nic nie umknie czujnym oczu miejscowych? Może obecne zbrodnie nie są pierwszymi, przeszłość wcale nie musi być taka sielska jak się wydaje, a stare domy mogą kryć sekrety nie tylko związane z ich murami, ale i ludźmi ...
sobota, 23 lipca 2011
Ludzie cienia
Czym
jest szczęście? Może to rodzina, dająca oparcie, a może ogromna fortuna? A jeżeli masz jedno i drugie czego może Ci jeszcze brakować? Niczego, aż do momentu gdy tracisz bliskich, a twoje życie też jest zagrożone. W takim momencie poznajemy jednego z bohaterów książki "Świadek". Miał wszystko czego pragnął i doceniał to, a jednak los odebrał mu żonę i córkę, a jego skazał na ciągłe oglądanie się za sobą. Pieniądze szczęścia nie dają i tej prawdy właśnie doświadcza Raffeg Ramsey, ale czy wszystko jest takie proste? A może sytuacja wygląda całkowicie inaczej? Dwa strzały nie rozwiązują zagadki nieszczęścia milionera, lecz są przyczyną jego śmierci, a mordercza rozgrywka zaczyna się dla szefa agencji ochroniarskiej i detektywistycznej. Kto stoi za tym zamachem? Ci, którzy zażądali okupu i których wytropił czy może ktoś inny? Jednak ten kto nastaje na życie Marwana jest bardzo uparty, ma jeden cel - zabójstwo człowieka, wiedzącego za dużo. Sytuacja jak z najgorszego koszmaru, oprócz mordercy w pościg ruszyła jeszcze policja, jednostka przeciw wszystkim, wszyscy przeciwko jednostce. Ale czy na pewno nikt nie jest sprzymierzeńcem?
Monte Carlo, Sao Paulo, Casablanka, dla turystów wymarzone miejsca, ale dla przestępców również. Arena wydarzeń ogromna, tak samo jak macki ludzi, nie cofający się przed niczym, a swoje wpływy mają w każdej dziedzinie życia, w policji także. Pieniądze dają władzę, ale uczucie i przyjaźń także dają siłę, która pozwala przeciwstawić się złu. W takiej sytuacji znalazł się Marwan, daleko od miejsca gdzie rozpoczął pracę, która jak na razie przyniosła morderstwa i wyrok śmierci na niego. Jednak czy prośba o pomoc z jego strony nie narazi bliskich na niebezpieczeństwo? Jak do tej pory każdy z kim się zetknął, od momentu zamordowania Ramseya, ginął w ciągu kilkunastu minut.
Sensacyjna intryga wydaje się początkowo prosta, ale z każdą kolejna stroną okazuje się, że autor przygotował wyrafinowaną pułapkę nie tylko na bohatera, lecz i na czytelnika. Nikt nie może być pewien co wydarzy się za moment, kto okaże się człowiekiem cienia. W każdej chwili śmierć może nadejść, a zagadka, którą miał wyjaśnić dla nie żyjącego już klienta, nadal pozostaje nierozwiązana. Wraz z bohaterem czytelnik próbuje ułożyć w jedną historię ostatnie dni jego życia, tak by powstał obraz, podpowiadający jak udowodnić swoją niewinność i jednocześnie wskazać zbrodniarzy. Kto pierwszy dotrze do prawdy - Marwan czy czytający o jego przygodach? Jedno jest pewne koniec "Świadka" jest równie emocjonujący jak i początek. Autor zabiera czytelników w emocjonującą podróż po świecie, gdzie nic nie jest pewne, każdy dzień może być tym ostatnim a napięcie utrzymuje się od pierwszej do ostatniej strony.
Za możliwość przeczytania książki Dziękuję Oficynie Wydawniczej VOCATIO
piątek, 22 lipca 2011
Odwieczna historia

Z czym może kojarzyć się słowo thriller, bardziej swojsko mówiąc dreszczowiec? Z tajemnicą, strachem, sensacją, zbrodnią? Zapewne, każde z tych słów oddaje ten gatunek literacki, ale czy może kojarzyć się z religią? Na to pytanie odpowiada Rafał Kosowski w swojej książce "Nierozpoznany". Litery tworzące tytuł na okładce stylizowane są na hebrajskie, a może to tylko złudzenie? Kim jest tytułowy Nierozpoznany?
Zwiastowanie, ale nie dobrej nowiny i wykonaniu anielskim, ale demonicznym i negatywnego proroctwa. Chociaż to także pozory, bo ci, którzy niosą złe wieści nie tylko nie są ich pewni, lecz tak naprawdę nie wiedzą czy spełni się przepowiednia. Ostatnie godziny życia Chrystusa to czas, kiedy siły ciemności chcą urzeczywistnić swój plan – przekonania Syna Bożego by przeszedł na stronę ciemności. Moce piekielne są pewne, że chwila zwątpienia w Ojca niebieskiego musi nadejść, a wtedy będzie ostatnia szansa dla ich dzieła. Oczyma zgromadzonych ludzi obserwują ukrzyżowanie, moment mający zadecydować o dalszych losach świata i tego ludzkiego i tego duchowego. Znajoma historia? Na pewno, ale jak inaczej przedstawiona, od strony jakiej nie bierze się pod uwagę, a jednak przecież istniejącej. Czy tak rzeczywiście to się odbywało? Historia Kaina i Abla też jest znana, lecz „uzupełnienie” jej o szczegóły powoduje, że patrzymy na nią z innej perspektywy, dostrzegamy także coś jeszcze – zło kryjące się gdzieś w cieniu, ciągle obecne i gotowe by pokazać swoją siłę w chwili najmniej spodziewanej.
A gdyby spojrzeć na świat z perspektywy naukowej, ale nie poprzez teorie, a przez pryzmat religii? Jak widziane były odkrycia naukowe? Energia atomowa, astronomia, podróże w kosmos czy to wszystko może być tłumaczone w ujęciu wierzeń? Przypowieści biblijne i wątki „fantastyczne” przeplatają się wzajemnie uzupełniając się, tak, że powstaje może nie całkowicie nowa historia, lecz jej poszerzona wersja. Wizja fantastyczna? Tak, ale nie z gatunku tych „co by było gdyby?”, lecz z tych, gdzie chcielibyśmy poznać co kryje się za motywami postępowania bohaterów lub wejść głębiej w przedstawione wydarzenia. A w tle ciągle walka jaka toczy się między Ukrzyżowanym a siłami zła.
Trzy motywy, które tworzą obraz tego co było jest i będzie. Nie odrębne, lecz wynikające jedne z drugich, tak, iż nie widać ich początku i końca, wzajemnie korespondują ze sobą. Bez zaistnienia jednych nie mogą egzystować pozostałe, zazębiają się wzajemnie tworząc jedną parabolę. Wykorzystanie jako podstawy książki Biblii może wydawać się początkowo pomysłem już wyeksploatowanym, jednak przy odpowiedniej idei głównej oraz spojrzeniu z różnych perspektyw, czytelnik otrzymuje w efekcie niezwykle ciekawą powieść. Świat fantastyczny przenika się ze światem biblijnym, teorie naukowe z religią, a przeszłość z przyszłością.







